ewa8a
05.11.05, 09:18
Rząd Kazimierza Marcinkiewicza powoli wycofuje się z części obietnic
składanych w kampanii wyborczej. Ministrowie przyznają, że były one
księżycowe, lub po prostu złe, choć chwytliwe.
Najbardziej widowiskowy odwrót nastąpił w służbie zdrowia. Przed wyborami
partia braci Kaczyńskich zapowiadała tu rewolucję - powrót do finansowania z
budżetu państwa tak jak przed 1999 r. Narodowy Fundusz Zdrowia miał być
zlikwidowany, a kontrakty ze szpitalami i przychodniami podpisywałby
wojewoda.
Należy wybudować w ciągu najbliższych ośmiu lat od 3 do 4 mln mieszkań. PiS
nie obiecuje gruszek na wierzbie" - to cytat z programu PiS. Rząd
Marcinkiewicza już o tym nie mówi. Nowy minister infrastruktury Jerzy
Polaczek nawet nie chce do tego wracać: - Ważnym elementem programu PiS było
wskazanie, jak duży jest niedobór mieszkań w naszym kraju.
Teraz rząd zakłada, że liczba mieszkań oddawanych do użytku będzie co roku
rosła o kilkanaście procent. Za cztery lata ma ich powstawać 160-170 tys.
rocznie. A to oznacza, że w najlepszym razie zbudujemy 1,5 mln, a nie 3 mln
mieszkań w ciągu ośmiu lat.
Nieoczekiwanie minister finansów Teresa Lubińska wystąpiła w czwartek do
premiera z "osobistą prośbą", by pożyczyć dla budżetu trochę więcej, o 1-2
mld zł. To pierwszy przypadek, by minister finansów, który zwykle strzeże
państwowej kasy, proponował wzrost deficytu.
Teraz rząd rozważa, czy nie podnieść VAT na żywność i leki nawet do 10 proc.,
co oznaczałoby podwyżki cen - choć PiS obiecało, że do tego nie dopuści.
Premier Marcinkiewicz do niedawna zapowiadał likwidację tzw. podatku Belki od
lokat i zysków z giełdy. Dziś mówi już tylko o "zniesieniu podatku od lokat
długoterminowych.
serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34308,3002046.html
To dopiero początek rządów AWS-bis. Ciąg dalszy nastąpi.....