Dodaj do ulubionych

WYKLAD O MILOSCI I ZAKOCHANIU. GODZ 20 oo

IP: *.telia.com 21.09.03, 19:36
SERDECZNIE ZAPRASZAM.

Wejscie tylko w strojach wieczorowych. Podochoconych mlodziencow prosze o
pozostanie w domu.

Euromir
Obserwuj wątek
    • miriamfirst_ Re: WYKLAD O MILOSCI I ZAKOCHANIU. GODZ 20 oo 21.09.03, 19:49

      No tak. Możesz napisać, co chcesz, a ... miłość ci i tak wszystko wybaczy.
      Czy to nie nadzwyczajna asekuracja?

      smile

      Miriam
      • miriamfirst_ Re: WYKLAD O MILOSCI I ZAKOCHANIU. GODZ 20 oo 21.09.03, 19:54

        Panie Euromirze, proszę wybaczyć formę, nie nazwałam pana - Panem.
        Z francuska zacznę: wybaczcie panie, silvuple.

        Miriam

        ps. Czarny kostium i perły. Tradycyjne Chanel 5. Batystowa chusteczka w dłoni
        na łzy wzruszenia z okazji samego faktu słuchania Pańskich słów. Rękawiczki
        chic. I zobaczymy.
        • Gość: EUROMIR Re: WYKLAD O MILOSCI I ZAKOCHANIU. GODZ 20 oo IP: *.telia.com 21.09.03, 20:05
          Szanowni Koledzy, Szanowne Kolezanki, Mlodziezy,

          wyklad dzisiejszy poswiecam najpiekniejszemu z uczuc, ktore na codzien gosci w
          naszych cialach - uczuciu milosci. Bedzie tez o zakochaniu, jako uczuciu
          podlejszym, a jednak niezbednym chocby z racji zachowania gatunku.

          Zakochanie nieslusznie, glownie przez poetow, ustawione zostalo na tym samym
          piedestale co milosc prawdziwa. W niniejszym wykladzie (nieco pobieznie
          niestety) chcialbym abysmy obu uczuciom sie przyjrzeli, chocby w celu na
          przyszlosc latwiejszego ich rozroznienia.
          Prosze o uwage a pozniej sluszne uwagi.


          O MILOSCI I ZAKOCHANIU

          Z natury rzeczy trudno poddajace sie chlodnymu, racjonalnemu zdefiniowaniu
          wyzsze uczucia - ktorymi darzymy osoby zwiazane z nami najblizszym zwiazkiem
          krwi, a wiec matke, ojca, rodzenstwo, swoje dzieci - nazywamy miloscia.
          Zazwyczaj nie rozrozniamy naszych milosci w tej sferze, nie klasyfikujemy ich
          inaczej ze wzgledu na ukierunkowanie, sile i intensywnosc. Milosc , ktora
          czujemy w stosunku do naszego dziecka, a milosc odczuwana w stosunku do matki,
          czy ojca, to z reguly uczucia o podobnym nasileniu, gdzie arcywysoki stopien
          koncentracji pozytywnych, a blizniaczych emocji nie sluzy, wrecz stoi na
          przeszkodzie dokonania przez nas pomiaru jego sily, uczucia jakiegokolwiek
          wartosciowania.

          Czasami zdarza sie nam jednak byc postawionymi wobec hipotetycznych rozwazan,
          pytan abstrakcyjnych, ktore nakazuja nam dokonac pomiaru - zmierzyc na skali
          sile naszego uczucia wobec kochanych przez nas osob. Musimy odpowiedziec
          wowczas (na przyklad) na takie pytanie ; - czy bardziej kochamy swoje dziecko,
          czy tez stara matke? Po chwili mocowania sie z problemem stwierdzamy zdziwieni,
          iz nie umiemy uczciwie odpowiedziec na tak postawiona kwestie. Stwierdzamy
          zatem, iz zmierzenie sily milosci instrumentem naszego rozumu jest niemozliwe.
          Postawieni przed tak niemozliwym wyborem konstatujemy wiec, iz nasz intelekt
          nie stanowi tu zadnej pomocy, bedac jednak zmuszonymi do udzielenia odpowiedzi,
          poslugujemy sie najczesciej rodzajem sprytnej racjonalnosci, ktora na ogol,
          glosem starego Pana Boga, podpowiada nam, iz to mlodosc, skoro przed nia jest
          przyszlosc, zasluguje na nieco wieksze poparcie.

          Zapewne dlatego, iz jezyk nasz duzo ubozszy jest od naszej psychiki i sfer
          uczuciowych, zwyklismy wrazenia podobne milosci – a wiec pozadanie,
          erotycznosc, instynkt zachowania gatunku - klasyfikowac podobnie do opisanej
          powyzej milosci orginalnej. Nazywamy je niestety rowniez, choc blednie miloscia.
          To co jest w istocie tylko zakochaniem, najczesciej uczuciem eterycznym i
          szybko przemijajacym (potwierdza me slowa zapewne doswiadczeni uczestnicy
          wykladu) - pod wplywem chuci zaliczamy falszywie do uczuc wyzszych i
          szlachetnych. Zubozajac tem nasza moralnosc i psychike w stopniu, ktory moze
          pozniej uczynic z nas lacno osoby bezduszne, pozbawione wewnetrznego ladu i
          poczucia naturalnej hierarchi wartosci otaczajacego nas swiata.

          Euromir
          • ada08 Re: WYKLAD O MILOSCI I ZAKOCHANIU. GODZ 20 oo 21.09.03, 20:59
            Panie Euromirze,

            otóż nie jestem pewna czy ma Pan rację , gdy twierdzi Pan , że ''... miłość to
            najpiękniejsze z uczuć, które na codzień gości w naszych ciałach''.

            Chyba że jest to miłość taka, jak ją opisał święty Paweł w Liście do
            Koryntian...
            Ideał szlachetny miłości. Odczytywany jest ten tekst chętnie podczas ceremonii
            ślubu kościelnego.

            A jednak miłość miłości nierówna. Bywa tak, że miłość jest uczuciem zgoła
            niepięknym; potrafi być zaborcza, zazdrosna, upokarzająca ....

            Zakochanie jest może łatwiejsze. Mniej daje , ale i mniej wymaga. Mniej boli.

            Prawdę mówiąc nie jestem biegła w tych kwestiach smile

            (- Skoro nie jest Pani biegła, to po co zabiera Pani głos ? - żachnie się
            Autor smile)

            A co do miłości i zakochania....

            Przypomniał mi się wiersz Wisławy Szymborskiej , chyba przez Pana niezbyt
            cenionej poetki ? Więc go tutaj wklejam smile

            Miłość szczęśliwa

            Miłość szczęśliwa. Czy to jest normalne,
            czy to poważne, czy to pożyteczne -
            co świat ma z dwojga ludzi,
            którzy nie widzą świata?

            Wywyższeni ku sobie bez żadnej zasługi,
            pierwsi lepsi z miliona, ale przekonani,
            że tak stać się musiało - w nagrodę za co? za nic;
            światło pada znikąd -
            dlaczego właśnie na tych, a nie innych?
            Czy to obraża sprawiedliwość? Tak.
            Czy narusza troskliwie piętrzone zasady.
            Strąca ze szczytu morał? Narusza i strąca.

            Spójrzcie na tych szczęśliwych:
            gdyby się chociaż maskowali trochę,
            udawali zgnębienie krzepiąc nim przyjaciół!
            Słuchajcie, jak się śmieją - obraźliwie.
            Jakim językiem mówią - zrozumiałym na pozór.
            A te ich ceremonie, ceregiele,
            wymyślne obowiązki względem siebie -
            wygląda to na zmowę za plecami ludzkości!

            Trudno nawet przewidzieć, do czego by doszło,
            gdyby ich przykład dał się naśladować.
            Na co liczyć, by mogły religie, poezje,
            o czym by pamiętano, czego zaniechano,
            kto by chciał zostać w kręgu.

            Miłość szczęśliwa. Czy to jest konieczne?
            Takt i rozsądek każą milczeć o niej
            jak o skandalu z wysokich sfer Życia.
            Wspaniałe dziatki rodzą się bez jej pomocy.
            Przenigdy nie zdołałyby zaludnić ziemi,
            zdarza się przecież rzadko.

            Niech ludzie nie znający miłości szczęśliwej
            twierdzą, że nigdzie nie ma miłości szczęśliwej.

            Z tą wiarą lżej im będzie i żyć, i umierać.

            Pozdrawiam Pana smile
            a.
            • Gość: EUROMIR Re: WYKLAD O MILOSCI I ZAKOCHANIU. GODZ 20 oo IP: *.telia.com 21.09.03, 21:48
              Droga Pani Ado,

              wirsz (!) (Wislawy) Szymborskiej jak zawsze tak samo sprawny, jak nudny. To nie
              jest poetka, ktora potrafi mowic ciekawie. Jest tez - sadze - jak wiekszosc jej
              formacji - wtorna, nieautentyczna w spostrzezeniach i przewidywalna w swej
              pachnacej niewywietrzonymi pierzynami zapyzialej mieszczanskosci.

              Ciekawa Pani uwaga o swietym Pawle.To piekny tekst. To wspaniale mysli.

              A propos Pani stwierdzenia, ze milosc milosci nierowna. Przecie mniej wiecej to
              na wykladzie glosilem !
              Choc to zdaje sie nieprawda.

              Kiedy : "miłość jest uczuciem zgoła niepięknym; potrafi być zaborcza,
              zazdrosna, upokarzająca ...."

              ... przestaje byc miloscia. Przepoczwarza sie w jakosc zupelnie nowa, czasem
              nawet poznac to po odmienionej zewnetrznej formie.

              Pozdrawiam Pania :

              Euromir
              • pulbek Re: WYKLAD O MILOSCI I ZAKOCHANIU. GODZ 20 oo 21.09.03, 22:16
                Gość portalu: EUROMIR napisał(a):

                > wirsz (!) (Wislawy) Szymborskiej jak zawsze tak samo sprawny, jak nudny. To
                > nie jest poetka, ktora potrafi mowic ciekawie. Jest tez - sadze - jak
                > wiekszosc jej formacji - wtorna, nieautentyczna w spostrzezeniach i
                > przewidywalna w swej pachnacej niewywietrzonymi pierzynami zapyzialej
                > mieszczanskosci.

                Nie znam sie na formacjach. Kto jeszcze nalezy do formacji Szymborskiej? Bo moj
                ulubiony poeta ponoc jest Szymborskiej dlugoletnim przyjacielem i nie wiem, czy
                przypadkiem nie jest przez to wtorny.

                A co do milosci, do rzeczywiscie jest zastanawiajace, jak we wspolczesnych
                jezykach zanikly starozytne rozroznienia miedzy eros, agape, philia i caritas.
                Dlaczego przestaly byc potrzebne? Ciekawy temat.

                Uprzedzajac ciosy w proznie: zanikly, zdaje sie, przed pojawieniem sie tego
                lewackiego zbrodniarza Kartezjusza.

                Pulbek.
                • pollak Re: WYKLAD O MILOSCI I ZAKOCHANIU. GODZ 20 oo 21.09.03, 22:54
                  pulbek napisał:

                  > A co do milosci, do rzeczywiscie jest zastanawiajace, jak we wspolczesnych
                  > jezykach zanikly starozytne rozroznienia miedzy eros, agape, philia i caritas.

                  O ile pamiętam to taka gra słów była w J 21:15-17 (agape i philia)
              • ada08 Re: WYKLAD O MILOSCI I ZAKOCHANIU. GODZ 20 oo 21.09.03, 22:28
                Gość portalu: EUROMIR napisał(a):

                > Droga Pani Ado,
                >
                > wirsz (!) (Wislawy) Szymborskiej jak zawsze tak samo sprawny, jak nudny. To
                nie
                >
                > jest poetka, ktora potrafi mowic ciekawie. Jest tez - sadze - jak wiekszosc
                jej
                >
                > formacji - wtorna, nieautentyczna w spostrzezeniach i przewidywalna w swej
                > pachnacej niewywietrzonymi pierzynami zapyzialej mieszczanskosci.
                >

                No cóż, Panie Euromirze

                nie będę polemizowała z pańską oceną wiersza Wisławy Szymborskiej.
                To poetka, którą kocham.
                Miłość, widzi Pan smile
                a.
            • pollak Re: WYKLAD O MILOSCI I ZAKOCHANIU. GODZ 20 oo 21.09.03, 22:00
              ada08 napisała:

              > Chyba że jest to miłość taka, jak ją opisał święty Paweł w Liście do
              > Koryntian...

              Heh... też pomyślałem sobie o tym fragmencie.
              • Gość: Perła święty Paweł w Liście do Koryntian... IP: *.zin.lublin.pl 21.09.03, 22:29
                pollak napisał:

                > ada08 napisała:
                >
                > > Chyba że jest to miłość taka, jak ją opisał święty Paweł w Liście do
                > > Koryntian...
                >
                > Heh... też pomyślałem sobie o tym fragmencie.

                Miłość jest cierpliwa,
                jest łagodna.
                Miłość nie zazdrości,
                nie przechwala się,
                nie unosi się pychą,
                nie zachowuje się nietaktownie,
                nie szuka swego,
                nie unosi się gniewem,
                nie pamięta złego,
                nie cieszy się z nieprawości,
                a raduje się z triumfu prawdy.
                Miłość wszystko znosi,
                każdemu wierzy,
                każdemu ufa,
                wszystko przetrzyma.
                Miłość nigdy nie ustaje.

                (Paweł z Tarsu)
                • institoris1 nie na temat 22.09.03, 01:14
                  Gość portalu: Perła napisał(a):


                  > Miłość jest cierpliwa,
                  > jest łagodna.
                  > Miłość nie zazdrości,
                  > nie przechwala się,
                  > nie unosi się pychą,
                  > nie zachowuje się nietaktownie,
                  > nie szuka swego,
                  > nie unosi się gniewem,
                  > nie pamięta złego,
                  > nie cieszy się z nieprawości,
                  > a raduje się z triumfu prawdy.
                  > Miłość wszystko znosi,
                  > każdemu wierzy,
                  > każdemu ufa,
                  > wszystko przetrzyma.
                  > Miłość nigdy nie ustaje.
                  >
                  > (Paweł z Tarsu)

                  To chyba najbardziej zagadkowy fragment w calym NT.
                  Pawel, doglebi przekonany, ze on sam doczeka nadejscia Jezusa za swojego
                  doczesnego zycia, goraczkowo starajacy sie zmisjonowac cale cesarstwo jeszcze
                  przed nadejsciem Chrystusa, ten sam Pawel pisze ponadczasowa pochwale milosci.
                  Milosc jest wazniejsza niz oczekiwanie konca, wazniejsza niz wiara i nadzieja.
                  W Pawla teologii wiara i tylko wiara w Chrystusa jest warunkiem zbawienia.
                  W 1Kor.13 pisze on: " Gdybym też miał dar prorokowania i znał wszystkie
                  tajemnice, i posiadał wszelką wiedzę, i wszelką [możliwą] wiarę, tak iżbym góry
                  przenosił, a miłości bym nie miał, byłbym niczym."
                  Gdzie tu logika pytam sie? Doprawdy zadziwiajace...

                  i.
                  • rycho7 Biskup Rzymu jest czczony przed Bogiem W Trojcy Je 22.09.03, 08:55
                    institoris1 napisał:

                    > a miłości bym nie miał, byłbym niczym."
                    > Gdzie tu logika pytam sie? Doprawdy zadziwiajace...

                    Zadziwiajace, ja ateista lepiej rozumiem przeslanie Chrystusa niz "wierny". To
                    pokazuje, ze protestanci chyba maja racje. Biskup Rzymu jest czczony przed
                    Bogiem W Trojcy Jedynym. To nie jest kosciol chrystusowy.
          • pollak Re: WYKLAD O MILOSCI I ZAKOCHANIU. GODZ 20 oo 21.09.03, 21:58
            1 Kor 13:1-13 (lub w okolicy)
          • andrzejg Re: WYKLAD O MILOSCI I ZAKOCHANIU. GODZ 20 oo 21.09.03, 22:58
            Gość portalu: EUROMIR napisał(a):
            > Z natury rzeczy trudno poddajace sie chlodnymu, racjonalnemu zdefiniowaniu
            > wyzsze uczucia - ktorymi darzymy osoby zwiazane z nami najblizszym zwiazkiem
            > krwi, a wiec matke, ojca, rodzenstwo, swoje dzieci - nazywamy miloscia.


            Szanowny Panie Euromirze

            Nie rozumiem dlaczego nie umieścił Pan wśród osób , które darzymy miłoscia
            osoby najwazniejszej , czyli żony(męża) nie wnikając w stan prawny ich zwiazku.
            Przeciez miłość do współmałzonka jest najważniejsza i niewykluczająca pozostałe,
            ba ona powinna je jeszcze podsycać.To współmałzonek jest osobą najwazniejszą
            pomimo braku więzów krwi.Rodzice odejdą ,dzieci idą swoją drogą i tylko
            ta miłosć moze dać szczęście.

            A.
            • Gość: EUROMIR SEDNO SAME MOJEGO WYKLADU IP: *.telia.com 22.09.03, 09:13
              Szanowny Panie Andrzeju,

              pisze Pan, iz nie rozumie czemu :

              "nie umieścił Pan wśród osób , które darzymy miłoscia osoby najwazniejszej ,
              czyli żony(męża) nie wnikając w stan prawny ich zwiazku. Przeciez miłość do
              współmałzonka jest najważniejsza i niewykluczająca pozostałe
              ba ona powinna je jeszcze podsycać.To współmałzonek jest osobą najwazniejszą
              pomimo braku więzów krwi.Rodzice odejdą ,dzieci idą swoją drogą i tylko
              ta miłosć moze dać szczęście."

              Powyzsze Panskie slowa dowodza niezbicie, iz nie zrozumial Pan nic, z tego co
              chcialem przekazac w mym odczycie.

              Zona, nasza samicza w lozku towarzyszka, nizastapiona dzieki swym funkcjom
              prokreacyjnym, jest dla nas zawsze czlowiekiem jak najbardziej obcym. Nie
              zwiazani z nia wiezami krwi odczuwac w stosunku do niej mozemy jedynie
              pozadanie, gdy jeszcze mloda, pozniej zas, w zycia jesieni - przywiazanie i
              przyjazn, ktora niechybnie owocem jest dlugotrwalego ze soba na codzien
              partnerskiego przestawania.

              Uczucie, ktore Pan zywi do zony nazywa Pan miloscia mylac je oczywiscie z
              zakochaniem.

              Otoz wedlug mnie milosci "krwi" - czyli milosci do matki, milosci do dziecka,
              ustawic nie sposob na tym samym poziomie, co milosci do wspolmalzonka.
              Czy zaprawde nie dostrzega Pan tu zadnej roznicy?

              Ostatnich slow Panskiej cytaty komentowac nie zamierzam.
              Czemu ?
              Gdyz sila egoizmu, ktora z nich bije potrafila przewrocic postawniejsze ode
              mnie postaci.

              Pozdrawiam :

              Euromir
              • pulbek Wow! To zaczyna byc ciekawe 22.09.03, 09:52
                Gość portalu: EUROMIR napisał(a):

                > Uczucie, ktore Pan zywi do zony nazywa Pan miloscia mylac je oczywiscie z
                > zakochaniem.
                >
                > Otoz wedlug mnie milosci "krwi" - czyli milosci do matki, milosci do dziecka,
                > ustawic nie sposob na tym samym poziomie, co milosci do wspolmalzonka.
                > Czy zaprawde nie dostrzega Pan tu zadnej roznicy?

                Dopiero teraz widze, do czego Pan zmierzal, Panie Euromirze. A wiec to o
                wykluczenie malzenstw z relacji miłośnych Panu idzie.

                Stoi Pan tu w jednym szeregu z behawiorystami i obroncami teorii samolubnego
                genu, ktorzy takze twierdza, ze malzonek, po dokonaniu prokreacji, jako
                nosiciel innych genow, staje sie balastem i co najwyzej wspolnikiem w
                inwestycji biznesowej zwanej dziecmi. Mam nadzieje, ze jest Pan tego swiadom.

                Ale ja nie o tym. Ja glownie o tym, ze swojej tezy Pan po prostu nie uzasadnil.
                Trudno polemizowac z argumentami, ktorych nie ma, prawda? Przedstawil Pan po
                prostu swoj poglad. Jedynym Pana "argumentem" jest nawolywanie do introspekcji.
                Otoz, Panie Euromirze, moja introspekcja prowadzi mnie do wnioskow przeciwnych.
                Tak wiec, jak Pan widzi, "argument" nie okazal sie wystarczajacy.

                Pulbek.
              • rycho7 To to za ateistyczna dyskusja o MILOSCI? 22.09.03, 10:27
                Gość portalu: EUROMIR napisał(a):

                > Otoz wedlug mnie milosci "krwi" - czyli milosci do matki, milosci do dziecka,
                > ustawic nie sposob na tym samym poziomie, co milosci do wspolmalzonka.

                A gdzie "Milosc" do Jezusa Chrystusa w Trojcy Jedynego i Przenajswietszej
                Panienki Zawsze Dziewicy Maryji Krolowej Polski? Co to za ateistyczna dyskusja
                o MILOSCI?
              • andrzejg o egoiźmie 22.09.03, 10:45
                Szanowny Panie Euromirze

                Może zacznę od ostatniego Panskiego zdania

                > Ostatnich slow Panskiej cytaty komentowac nie zamierzam.
                > Czemu ?
                > Gdyz sila egoizmu, ktora z nich bije potrafila przewrocic postawniejsze ode
                > mnie postaci.

                które przeczytałem ,jak mniemam,w odpowiedzi na moje stwierdzenie:
                "Rodzice odejdą ,dzieci idą swoją drogą i tylko ta miłosć moze dać szczęście."

                Panie Euromirze.To jest stwierdzenie faktu oczywistego, a nie opisanie drogi
                dojscia do szczęścia.Przeciez to takie oczywiste ,przeciez taka jest kolej
                rzeczy.Czy chce Pan wystepowac przeciw naturze?

                Pisze Pan o sile egoizmu bijacej z mojego zdania.Powiem Panu,ze to właśnie
                Pańskie podejście do zagadnienia miłości jest czysto egoistyczne.Miłośc do
                własnych rodziców i własnych dzieci wynika z pokrewieństwa.Wynika z faktu ,że
                jesteśmy zbudowani z genów rodziców i nasze dzieci sa cząstką nas.Jest to
                miłość siebie samego - egoizm w najczystszej postaci.Jakże często cieszymy się
                odkrywając cechy swoich rodzicach we własnym postepowaniu, a jakże często
                doszukujemy się własnych cech w naszych pociechach.Czyz nie podkreslamy
                pozytywnego zachowania sie własnych dzieci odziedziczeniem tej cechy właśnie po
                nas?Cóz to za miłość skoro ona po prostu jest i będzie.

                Pisze Pan ,że żona jest obcym cżłowiekiem.Przeciez jest Pan cżłowiekiem
                wierzącym,to jak to się ma do słów które padają w czasie Sakramentu Małżęństwa:
                „Dlatego to mężczyzna opuszcza ojca swego i matkę swoją i łączy się ze swoją
                żoną tak ściśle, że stają się jednym ciałem” (Rdz 2, 24).
                Jak to moze byc dla Pana obcy człowiek?Rozumiem dla jakiegoś ateisty,ale
                dla Pana?

                Pisze Pan ,że uczucie do żony jest zakochaniem napedzanym pożądaniem:

                > Zona, nasza samicza w lozku towarzyszka, nizastapiona dzieki swym funkcjom
                > prokreacyjnym, jest dla nas zawsze czlowiekiem jak najbardziej obcym. Nie
                > zwiazani z nia wiezami krwi odczuwac w stosunku do niej mozemy jedynie
                > pozadanie, gdy jeszcze mloda, pozniej zas, w zycia jesieni - przywiazanie i
                > przyjazn, ktora niechybnie owocem jest dlugotrwalego ze soba na codzien
                > partnerskiego przestawania.

                Otóz nie Panie Euromirze.Uczucie do własnej żony to jest miłość,tylko nie
                wszyscy dorośli aby móc ją osiągnąć.Miłość małżeńska to nie tylko prokreacja,
                bo jezeli w ten sposób podejdziemy do zagadnienia ,to po 'wyfrunięciu' pociech
                pozostaje małżonkom albo sie rozejśc , z racji wypełnienia ich funkcji,albo
                być ze sobą z przyzwyczajenia,czego Panu szczerze nie życzę.

                Pozdrawiam
                Andrzej

          • rycho7 biochemia i religia 22.09.03, 08:48
            Gość portalu: EUROMIR napisał(a):

            > O MILOSCI I ZAKOCHANIU

            Naukowcy winia za zakochanie i milosc dwie rozne substancje biochemiczne.
            Oczywiscie przyjemniej jest dyskutowac o czyms bardziej tajemniczym i
            nieuchwytnym. Pan Euromir tak woli. Ja przy swiecach milo przatulony takze ak
            wole. Ale forum to inne klimaty.

            > pod wplywem chuci zaliczamy falszywie do uczuc wyzszych i
            > szlachetnych.

            Panie Euromirze powinien Pan codziennie dziekowac Swemu Panu Bogu, ze ludzkosc
            istnieje dzieki tej chuci, w ktora wyposazyla nas natura zapewne wbrew Woli
            Boskiej. Gdyby ludzkosc wymarla z powodu dominacji rozumu (moralnosci ???) nad
            chucia to nie mialby Pan okazji pisac tych slow. A skutki stosowania rozumu w
            swiecie liberalnych bedzie mial pan juz niedlugo poznac gdy zalamia sie systemy
            emerytalne. Liberalowie juz zaczynaja sie bronic bo nie dochodzi do nich, ze za
            produkcje przyszlych konsumentow trzeba bedzie placic tak jak za kazda inna
            produkcie. To prawa rynku dzialaja.

            > Zubozajac tem nasza moralnosc i psychike w stopniu, ktory moze
            > pozniej uczynic z nas lacno osoby bezduszne, pozbawione wewnetrznego ladu i
            > poczucia naturalnej hierarchi wartosci otaczajacego nas swiata.

            Przyzwyczailem sie juz do wysluchiwania obelg pod adresem ateistow. Na nic
            wiecej Pana nie stac Panie Euromirze?

            "Ubogi duchem" Rycho7
            (takze domniemany germanofil i syjonistozerca)
            • Gość: EUROMIR RANICKI NIEMIECKIM KOMPLEKSEM INTELEKTUALNYM IP: *.telia.com 22.09.03, 10:07
              Drogi Panie Rychu,

              jak Pan widzi wyrozniam Pana w tytule postu nie tylko duza litera, ale i milym
              przymiotnikiem, co nie kazdemu jest dane. Oczywiscie nie bez powodu.

              Otoz cenie sobie bardzo Panskie (tak rzadkie tu) poczucie humoru. I choc jego
              finezja pelna jest, czesto niemieckiej (malociezkiej) fantazji, to doceniam
              solidnosc z jak wprawia Pan kazdy dowcip w ruch.
              Nie jest to oczywiscie, ani zjawisko nowe, ani oryginalne. Wynika z niemieckiej
              mentalnosci, a ta z czestego przebywania miedzy przedstawicielami tej nacji.
              Fenomen szczegolnie jaskrawo widoczny po wojnie, kiedy Niemcy jakby przysiedli
              intelektualnie.
              Dobrym na to przykladem wspolczesny, powojenny, niemiecki film, teatr i
              malarstwo. Praktycznie nie istnieja/istnialy (po wojnie) jako gatunki wyzszej
              sztuki. I nie mysle tu tylko o poziomie prezentowanego warsztatu. Nie
              wylaczajac Brechta.
              Oczywiscie wspolczEsny intelektualno-artystyczny regres niemiecki mozna
              wytlumaczyc stratami, ktorych ten biedny narod doznal w zwiazku z przegrana
              wojna. Budzi jednak w takim razie zdziwienie zestawienie wspomnianych jakosci z
              burzliwym w okresie powojennym rozwojem gospodarki tego kraju, rozwojem
              wymagajacym przecie nie tylko dyscypliny i pracowitosci.

              Ostatnio czesto zastanawiam sie nad powolnym, przeze mnie wyraznie obserwowanym
              upodobnianiem sie niemieckiej mentalnosci do mentalnosci zydowskiej. Zydzi
              mieli zawsze kompleks nizszosci w stosunku do Niemcow (pisala o tym bodajze
              Hannah Arendt). Zawsze starali sie ich nasladowac, a wszystko niemieckie im
              imponowalo. W duzym stopniu pozostalo tak do dzisiaj. Tem niemniej widac tez
              obecnie trend prowadzacy w odwrotnym kierunku. Jakies szczegolne,
              niewytlumaczalne zauroczenie niemieckie zydowskoscia. Na poziomie mentalnym.
              Prosze zwrocic uwage na szczegolna role, ktora w niemieckim spoleczenstwie
              odgrywaja smieszne, operetkowe postaci typu Marcela Reicha-Ranickiego. Erudyty
              slabienkiej przecie klasy. Marcel nieco poskrobany szybko puszcza farbe i
              ukazuje dosc przecietne (poza bezczelnoscia) kwalitety. To te kwalitety Niemcy
              dzis chetnie kupuja.
              O czym mialo by to swiadczyc ? Jesli nie powierzchownosci, slabosci
              dzisiejszego niemieckiego zycia intelektualnego. Zreszta niech Pan popatrzy -
              jak wygladaja dzis Niemcy na tle Europy? Coz godnego uwagi sie tam dzieje ?
              Nic. Albo prawie nic.

              Dlatego Panie Rychu, chce ostrzec Pana. Mieszkajac w Niemczech trzeba bardzo
              uwazac. Najbardziej ,aby do Niemiec nie dac sie przykleic (pseudo)
              intelektualnie. Sciezki tamtejszego zycia umyslowego prowadza ostatnio jedynie
              na manowce, albo w ostepy bezkrytycznego anytyklerykalizmu, ktorego zabojcze
              slady obserwuje niestety coraz czesciej w Panskiej publicystycznej na FA
              dzialalnosci.

              Pozdrawiam Pana serdecznie :

              Euromir
              • rycho7 nie widze dla siebie ratunku 22.09.03, 10:23
                Gość portalu: EUROMIR napisał(a):

                > Sciezki tamtejszego zycia umyslowego prowadza ostatnio jedynie
                > na manowce, albo w ostepy bezkrytycznego anytyklerykalizmu, ktorego zabojcze
                > slady obserwuje niestety coraz czesciej w Panskiej publicystycznej na FA
                > dzialalnosci.

                W pol roku po biezmowaniu zerwalem z kosciolem katolickim. Mialem wtedy chyba
                ze 12 lat. Przyczyna wyraznie lezala po stronie kleru, dokladniej jego glupoty.
                Jakichs komunistycznych lub innych naciskow w ogole nie pamietam. A Pan mi tu
                wyskakuje z mialkoscia niemieckiego zycia intelektualnego. W porownianiu
                z "rozhukanym" intelektualizmem katolikow? Z mojej praktyki wiem, ze sobie Pan
                dworuje. Wole sluchac kardynala Lehmana niz Panskich faworytow. Jego manowce
                zycia intelektualnego bardziej mi sie kojarza z otwartoscia Arian niz ze stanem
                kontreformacyjnej Polski. Widze, ze strasznie Pan cierpi przesladowania w
                protestanckiej Szwecji. Chetnie zloze na pana papiery w Kongregacji
                Beatyfikacyjnej.

                Rozumiem, ze usilowal Pan uniknac dyskusji. Pan ja wywolal. Ja nie zaczynam,
                wiec jestem nazywany wojujacym ateista. Po katolicku wojujacy to ten co
                odpowiada spokojnie na zaczepki. A do realizowania milosierdzia sluzy
                mizerykordia.

                Pozdrawiam
    • Gość: Perła krótko o miłości jest IP: *.zin.lublin.pl 21.09.03, 22:33
      Miłość to krótki okres, w którym jakiś
      bliźni odmiennej płci jest o nas tego
      samego mniemania, co my.
    • miriamfirst_ Re: WYKLAD O MILOSCI I ZAKOCHANIU. GODZ 20 oo 21.09.03, 22:34


      Milość (nie Miłość właśnie) Milość jest... [tu prosze wpisać, czym jest]

      Miriam
      • miriamfirst_ dajcie już spokój o tej.. miłości 21.09.03, 22:59

        Przereklamowana sprawa!
        • miriamfirst_ Re: dajcie już spokój o tej.. miłości 21.09.03, 23:03
          miriamfirst_ napisała:

          >
          > Przereklamowana sprawa!


          Wyjąwszy miłość Perłową, w co wierze.
          • andrzejg Re: dajcie już spokój o tej.. miłości 21.09.03, 23:04
            miriamfirst_ napisała:

            > miriamfirst_ napisała:
            >
            > >
            > > Przereklamowana sprawa!
            >
            >
            > Wyjąwszy miłość Perłową, w co wierze.


            A czego się spodziewałaś?
            Miłosci wszystkich?
            Ciesz się z tej jednej

            A.
            • monopol Re: dajcie już spokój o tej.. miłości 21.09.03, 23:15
              andrzejg napisał:

              > A czego się spodziewałaś?
              > Miłosci wszystkich?
              > Ciesz się z tej jednej

              Jedna lepsza od milionów. Stalina podobno cały naród kochał. Saddama też.
              • uriel1 przystopowało mnie 21.09.03, 23:26
                I za to dziękuję. Zachciało mi sie zatrzymać na chwilę i coś sobie przypomnieć.
                Dziękuje p. Euromierze. Taka piosenka mi łazi po głowie. Yanina Iwański
                ostatnio to śpiewa w radyjkach wszelkiej maści "...kiedy kochałaś, to nie
                mówiłas "nie"...

                Takie niby nic, a jednak się zastanawiam, kiedy kobiety zaczynają mówić "nie".
                • pollak Re: przystopowało mnie 21.09.03, 23:28
                  uriel1 napisała:

                  > Takie niby nic, a jednak się zastanawiam, kiedy kobiety zaczynają mówić "nie".

                  Czasem mówią 'nie', kiedy mają na myśli 'tak' wink (sprawdzone)
                  • uriel1 Pollak'u zlituj sie... 21.09.03, 23:30
                    ja tu o zlożoności stosunków damsko-męskich, a Ty o pokrętnej naturze
                    kobiecej. A fee......
                    • pollak Re: Pollak'u zlituj sie... 21.09.03, 23:36
                      uriel1 napisała:

                      > ja tu o zlożoności stosunków damsko-męskich, a Ty o pokrętnej naturze
                      > kobiecej. A fee......

                      Ale to może mieć wpływ na wszelkiego rodzaju stosunki damsko-męskie.
                      • uriel1 Re: Pollak'u zlituj sie... 21.09.03, 23:40
                        Pod warunkiem, że
                        1/ reagujesz na kobiece "nie",
                        2/ rozumiesz co konkretnie mówiąca ma na myśli,

                        Zresztą nie wdaje się w dyskurs na ten temat, bo cienias jestem jeśli chodzi o
                        kobiałki...
        • andrzejg Re: dajcie już spokój o tej.. miłości 21.09.03, 23:03
          miriamfirst_ napisała:

          >
          > Przereklamowana sprawa!

          Nie wierzysz w miłość?

          A.
          • miriamfirst_ Re: dajcie już spokój o tej.. miłości 21.09.03, 23:06

            Za dużo pytańsmile)
        • Gość: Perła Re: dajcie już spokój o tej.. miłości IP: *.zin.lublin.pl 21.09.03, 23:04
          miriamfirst_ napisała:

          >
          > Przereklamowana sprawa!

          Nie to chwal, co kochasz,
          ale to kochaj, co chwały godne.

          • Gość: havermayer Miłość to są bzdury IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 21.09.03, 23:10
            kosmicznej wręcz natury.
            Są tylko hormony, fermony, szlachetne - aczkolwiek fałszywe wyobrażenia (głównie
            o nas samych)no i przyzwyczajenie.

            • monopol Wszystko mozna uprościć 21.09.03, 23:18
              Gość portalu: havermayer napisał(a):

              > kosmicznej wręcz natury.
              > Są tylko hormony, fermony, szlachetne - aczkolwiek fałszywe wyobrażenia
              (główni
              > e
              > o nas samych)no i przyzwyczajenie.

              Są tylko atomy...
              Ale to nudne cholerniesad
              • Gość: havermayer Wszystko mozna skomplikować IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 21.09.03, 23:38
                żeby w gąszczu dorabianych znaczeń, idei, potrzeb, zatracić świadomość nagości.
                Nielepiej od razu zrezygnować z tekstyliów na rzecz wyzwalającego naturyzmu?
                • monopol Ogołocenie ze znaczeń... 21.09.03, 23:51
                  ...doprowadziłoby nas do zezwierzęcenia. W Twoim świecie naturyzmu istotą
                  stałyby się pierwotne instynkty. Brakuje tam miejsca na człowieczeństwo.
                  • Gość: havermayer A niech to wszyscy diabli! IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 22.09.03, 00:08
                    i tak wszystko chyli się ku upadkowi, podtrzymywanie dotychczasowego paradygmatu
                    sprawia, niedosyt, bolesne poczucie niedopasowania.
                    Wielkie idee umarły, wypaliły się, zamieniły w gówno, niektórzy próbują
                    przepakowywać to w jakieś atrakcyjne sreberka, ale na próżno.
                    Patriotyzm, honor, Bóg, miłość, Ojczyzna, duma - odpowiedzialność wobec nich umarły.

                    Nie donkiszotyzujących Euromirów nam trzeba, tylko więcej przedstawicieli
                    samolubnych genów, których jest już dużo ale których potrzeba więcej!
                    • monopol Czucie i wiara więcej mówią do mnie 22.09.03, 00:35
                      Dawkinsowki neodarwinizm oferuje nam zafałszowany obraz świata. Miłość w tym
                      świecie polega na chemii. Jest istotna dlatego jedynie, bo przetrwać musi ten
                      potworny egoista - samolubny gen. Miłość w tym świecie jest tylko środkiem do
                      osiągnięcia celu.

                      Tymczasem piękniejszy jest świat, w którym miłość sama jest celem. On został
                      stworzony dla człowieka właśnie.
                      • miriamfirst_ Re: Czucie i wiara... 22.09.03, 01:15

                        Nikt nie jest w stanie tak dotkliwie nas zranić, jak ukochana przez nas osoba.
                        Truizm? Być może, ale bolesny.
                    • rycho7 od 35 tysiecy lat 22.09.03, 09:05
                      Gość portalu: havermayer napisał(a):

                      > i tak wszystko chyli się ku upadkowi

                      Od 35 tysiecy lat. Tyle podobno istnieje gatunek homo sapiens. Kazde starzejace
                      sie pokolenie mowi to samo. A postep bierze sie z ignorowania zrzedzenia
                      staruchow. Takze tych na Stolicy Piotrowej.
                  • rycho7 na kleczkach? 22.09.03, 09:01
                    monopol napisał:

                    > Brakuje tam miejsca na człowieczeństwo.
                    >
                    Człowieczeństwo na kleczkach? Tylko takie znasz czlowieczenstwo?
    • Gość: girlfriend wszyscy Szanowni Dyskutanci są IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.09.03, 23:47
      kindly welcome na Forum Psychologia, hihi wink

      nic innego tam nie robimy - flirty i rozważania ogólnofilozoficzne w powyższym
      temacie (fakt, ze aktualnościowym przecież też) round the clock, haha smile)))

      pozdrawiam
    • d_nutka Re: WYKLAD O MILOSCI I ZAKOCHANIU. GODZ 20 oo 22.09.03, 08:57
      mała dziewczynka w wielkiej potrzebie wchodzi do szaletu publicznego i co widzi
      na ścianie"
      oczywiście napis
      " miłość to jest takie uczucie co zaczyna się na ustach, a kończy na d..."

      d_
      • rycho7 kobieta ma w nosie tzw. cialo lemieszowe 22.09.03, 09:08
        d_nutka napisała:

        > " miłość to jest takie uczucie co zaczyna się na ustach, a kończy na d..."

        Prawidlowo odnosnie ww. zakochania. Zaczyna sie na ustach poniewaz kobieta ma w
        nosie tzw. cialo lemieszowe, ktore pozwala jej prawidlowo wybrac partnera
        seksualnego. A konczy sie tam gdzie jest to skuteczne. Kropka.
    • cs137 Pollak, Uriel: jak to jest z tym "tak" 22.09.03, 09:16
      Troszeczkę nie na temat, ale skoro ta kwestia się tutaj pojawiła, to warto ją
      wyjaśnić do końca.

      Wszystko wyjaśnia natępujący dowcip (z brodą, ale dobry):

      Pytanie: Jaka jest różnica między dyplomatą a damą?
      Odpowiedź: Dyplomata, jesli mówi "tak", to znaczy to "może". Jeśli
      mówi "może", to znaczy to "nie". A jeśli mówi "nie", znaczy to, że nie jest on
      dyplomatą.

      Zaś dama, jeśli mówi "Nie", to znaczy to "może". Jeśli mówi "może", to znaczy
      to "tak". A jeśli mówi "tak", znaczy to, że nie jest ona damą.
      • d_nutka Re: Pollak, Uriel: jak to jest z tym "tak" 22.09.03, 09:51
        cs137 napisała:

        > Zaś dama, jeśli mówi "Nie", to znaczy to "może". Jeśli mówi "może", to znaczy
        > to "tak". A jeśli mówi "tak", znaczy to, że nie jest ona damą.

        ceesie
        czy ty przypadkiem w latach sześćiesiątych(druga ich połowa) byłeś już po
        spotkaniu z niedamą?
        bo ten dowcip od roku 68 jest przedawniony
        teraz damy rozpoznajemy w/g innych kryteriów
        nie dupnych
        co najwyżej jak o d. Maryni mowa to jeszcze jakoś można podłączyć co niektórą
        damę pod stare kryteria z epoki...
        cholera
        muszę znaleźć odpowiednią nazwę
        może ktoś ma pomysł?
        na dającą niedając
        coś mi to polityką zaczyna już być
        bo nasi politycy dają niedając jednocześnie
        ot sztuka
        czy uczyli się tego w buduarach dam?
        smile
        d_
        • rycho7 W czasie slubu oboje mowia TAK 22.09.03, 10:36
          d_nutka napisała:

          > czy ty przypadkiem w latach sześćiesiątych(druga ich połowa) byłeś już po
          > spotkaniu z niedamą?

          W czasie slubu oboje mowia TAK. Zgadlas, z wieku Cs137 wynika, ze juz byl po.
          Jako fizyk atomowy musial szybko sie zwijac aby potem nie psuc sobie kariery
          ochrona organow.
          • Gość: havermayer NIE CIERPIĘ ATEISTÓW, QRWA JAK JA ICH NIENAWIDZĘ IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 22.09.03, 23:08
            te wszystkie doki kagany krzysie, rysie, zapierdoliłbym skurwysynów.
            I odpierdol się od Papy.
            • Gość: havermayer Przepraszam, trochę mnie poniosło IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 22.09.03, 23:16
              uprzejmie prosi się o powstrzymanie od komentarzy
              • rycho7 Wyszlo szydlo z worka 23.09.03, 11:11
                Gość portalu: havermayer napisał(a):

                > uprzejmie prosi się o powstrzymanie od komentarzy

                Wyszlo szydlo z worka. Prosze nie dostrzegac.
            • rycho7 tak wlasnie odbieram "wiernych" 23.09.03, 11:10
              Gość portalu: havermayer napisał(a):

              > I odpierdol się od Papy.

              Biskup Rzymi jest zwyklym uzurpatorem.
    • Gość: Emily MILOSC TO Magia + NEUROCHEMIA IP: *.dc.dc.cox.net 23.09.03, 02:42
      oraz pamiec zdeterminowana glownie dzialaniem paru neuroprzekaznikow - glownie
      dopaminy, fenyletylaminy (substancji podobnej do amfetaminy), oraz oksytocyny.
      Dopamina i oksytocyna sa konieczne dla kazdego rodzaju milosci, a dla
      zakochania dodatkowo konieczna jest fenyletylamina. Uwazam, ze milosc do
      partnera/meza/zony moze (choc nie musi) byc tak samo silna jak milosc do
      rodzica, czy dziecka. Prawda jest bowiem, ze ludzie sie rozwodza z
      zonami/mezami, ale nie dziecmi. To archaiczne ale wysublimowane uczucie, bez
      ktorego zycie naszego gatunku byloby niemozliwe. Zdarza sie tez, ze ludzie
      rozwijaja wielka milosc do Boga, albo jakiejs idei.
      pozdro
      • cs137 Re: MILOSC TO Magia + NEUROCHEMIA 23.09.03, 03:19
        Emily, czy jestes biologiem molekularnym? Czy moze masz jakies zwiazki z NIH?
        Nie wiem, czy dobrze zgaduje, ale "dc" w twoim IP moze taka mozliwosc
        sugerowac.

        Chyba w tytule swego postu bardzo dobrze ujelas sedno sprawy. Tylko pewnie
        sporo jeszcze uplynie wody w Potomacu, zanim zrozumiemy
        • Gość: Emily Re: MILOSC TO Magia + NEUROCHEMIA IP: *.proxy.aol.com 23.09.03, 03:53
          cieplo ceesiu... to co napisalam to super radykalne uproszczenie sprawy
          naturalnie, to taki biochemiczny alfabet miloscismile
          • cs137 Re: MILOSC TO Magia + NEUROCHEMIA 23.09.03, 07:44
            Gość portalu: Emily napisał(a):

            > cieplo ceesiu... to co napisalam to super radykalne uproszczenie sprawy
            > naturalnie, to taki biochemiczny alfabet miloscismile

            Ciepło, że jesteś biologiem molekularnym, czy, że jesteś w D.C. i masz
            konszachty z NIH?

            Oczywiście, można być biologiem molekularnym w D.C. w dwudziestu siedmiu
            innych instytucjach, niz NIH!

            Patrzyłem na Twoje dawne posty, kiedyś przysyłałaś z Wrocławia, a teraz
            najwyraźniej z USA. Wszystko to razem mogłoby sugerować np., że jesteś
            naukowczynią, która tu sciągnęła w ramach współpracy. Twoja estyma dla laciny
            mogłaby tez sugerowac nauki medyczne z silnym biochemicznym i
            neurofizjologicznym komponentem. NIH by tu dobrze pasował.

            Ja jestem arcybiskupem, jak Ci mówiłem
            • Gość: Emily do ceesia IP: *.dc.dc.cox.net 23.09.03, 12:32
              dziwne, bo nigdy nie wysylalam nic z Wroclawia, zawsze z USA, choc z troche
              innego adresu. moze to byl moj sobowtor.
        • d_nutka Re: MILOSC TO Magia + NEUROCHEMIA 23.09.03, 06:46
          cs137 napisała:

          > Emily, czy jestes biologiem molekularnym? Czy moze masz jakies zwiazki z NIH?
          > Nie wiem, czy dobrze zgaduje, ale "dc" w twoim IP moze taka mozliwosc
          > sugerowac.
          >
          > Chyba w tytule swego postu bardzo dobrze ujelas sedno sprawy. Tylko pewnie
          > sporo jeszcze uplynie wody w Potomacu, zanim zrozumiemy
          • cs137 D_nutko: 23.09.03, 07:19
            Zanim ja odpowiem Ci na pytanie dotyczace magii, Ty musisz mi odpowiedziec na
            pytanie, czy jesteś muggle, czy nie.

            Jeżeli nie rozumiesz pytania, to odsyłam do "Harry Pottera".

            Pozdrowienia, Cees
            • d_nutka Re: D_nutko: 23.09.03, 07:45
              cs137 napisała:

              > Zanim ja odpowiem Ci na pytanie dotyczace magii, Ty musisz mi odpowiedziec na
              > pytanie, czy jesteś muggle, czy nie.
              >
              > Jeżeli nie rozumiesz pytania, to odsyłam do "Harry Pottera".
              >
              > Pozdrowienia, Cees

              ceesie
              mnie magia pociąga, ale nie Hary Pottera
              ja lubię magię życia!
              (nie pomylić z maggi)
              smile
              d_nutka
          • Gość: Emily Re: MILOSC TO Magia + NEUROCHEMIA IP: *.dc.dc.cox.net 23.09.03, 12:35
            D-nutko, gdyby nie bylo Magii, nikt by sobie nie chcial zawracac tym glowy. a
            chemia powoduje ze milosc dziala jak narkotyk, ktory uzaleznia. natura jest
            perfidna zemu nas zmusic do pewnych rzeczy - czyli rozmnazania i opiekowania
            sie potomstwem oraz rodzina.
            pozdro
            • d_nutka Re: MILOSC TO Magia + NEUROCHEMIA 23.09.03, 12:43
              więc KOCHAJMY SIĘ MAGICZNIE NIE CHEMICZNIE smile))
              d_

              ale....
              czyż nie żal?
              bez chemii?
              bez neuronów co poruszają jak im tam jest , no te człowieki czy meny po ichniemu

              d_
              • Gość: Emily Re: MILOSC TO Magia + NEUROCHEMIA IP: *.dc.dc.cox.net 24.09.03, 01:34
                Alez nie mozna dnutko kochac sie niechemicznie. Magia milosci to ten cosik,
                ktory decyduje, ze wybor objektu pada wlasnie na tego lub ta, a nie innego. to
                prawdopodobnie efekt tajemniczej gry umysloduszy, ktora wlacza cala game
                uswiadomionych i nieuswiadomionych elementow kognitywnych, wzrokowych
                (estetycznych), czasem feromonalnych. A chemia milosci jest konieczna dla
                zaistnienia tego uczucia - sine qua nonsmile
                • d_nutka Re: MILOSC TO Magia + NEUROCHEMIA 24.09.03, 07:29
                  Gość portalu: Emily napisał(a):

                  > Alez nie mozna dnutko kochac sie niechemicznie. Magia milosci to ten cosik,
                  > ktory decyduje, ze wybor objektu pada wlasnie na tego lub ta, a nie innego.
                  to
                  > prawdopodobnie efekt tajemniczej gry umysloduszy, ktora wlacza cala game
                  > uswiadomionych i nieuswiadomionych elementow kognitywnych, wzrokowych
                  > (estetycznych), czasem feromonalnych. A chemia milosci jest konieczna dla
                  > zaistnienia tego uczucia - sine qua nonsmile

                  podoba mi się taka definicja miłości Emily
                  smile
                  d_
                  • rycho7 kobieca nieodpornosc na zachety Safony 24.09.03, 07:57
                    d_nutka napisała:

                    > podoba mi się taka definicja miłości Emily

                    Rozumiem kobieca nieodpornosc na zachety Safony.
                    • d_nutka Re: kobieca nieodpornosc na zachety Safony 24.09.03, 08:06
                      rycho7 napisał:

                      > d_nutka napisała:
                      >
                      > > podoba mi się taka definicja miłości Emily
                      >
                      > Rozumiem kobieca nieodpornosc na zachety Safony.

                      Rycho
                      ty mało co rozumiesz z tego co ja piszę
                      zadaj pytanie-to odpowiem
                      znowu użyłeś swojej "sztuczki"
                      kiedy nikt nic nie wie to Rycho wie najlepiej i nie zatrzyma tej wiedzy dla
                      siebie, bo od czego jest forum i znajomość literek przez Rycha i innych
                      pozdrów swoją koleżankę Gini
                      pod jakim loginem teraz pisze?
                      czy nie przypadkiem Józia?
                      d_
                      • rycho7 slepa kobieca nieodpornosc na zachety Safony 25.09.03, 08:40
                        d_nutka napisała:

                        > ty mało co rozumiesz z tego co ja piszę

                        Nie ja jeden, bo bardzo sie o to starasz. Mianowicie starasz sie pisac
                        niezrozumiale, w sposob pozorujacy zawoalowanie i intelektualizm. Ja przestalem
                        sie juz tym przejmowac i nawet nie probuje sie domyslac o co Ci chodzi. A musze
                        tracic czas?

                        > zadaj pytanie-to odpowiem

                        To juz przecwiczylismy ze skutkiem negatywnym. Odpowiesz jak zechcesz.
                        Zazwyczaj nie chcesz.

                        > znowu użyłeś swojej "sztuczki"

                        Zazartowalem. Jezeli nie zrozumialas, to zasugerowalem zwiazki lesbijskie w
                        najdelikatniejszej formie. W koncu przyblizenie kogos do Safony moze byc
                        jedynie nobilitacja. Tak chcialem aby to bylo odczytane. Moze sie nie udalo.

                        > kiedy nikt nic nie wie to Rycho wie najlepiej i nie zatrzyma tej wiedzy dla
                        > siebie

                        Doprawdy nie wiedzialem o Twoich zamilowaniach lesbijskich i sadze, ze nadal
                        nie wiem. Chyba sie zapedzilas w slepa uliczke.

                        > pozdrów swoją koleżankę Gini

                        A gdzie jest na urlopie?

                        > czy nie przypadkiem Józia?

                        Macie teraz Jozia. Nie odpowiadali Wam inni to teraz dostosujcie sie do jego
                        poziomu. Ja z nim nie mam problemow bo nie czytuje. A dla syjonistycznych
                        prowokatorow Jozio to dar niebios. Zapewne sami go wymysliliscie i to jeden z
                        Was.
                • cs137 Emily: miałaś aż dwie sobowtórki tutaj, okazuje.. 24.09.03, 08:59
                  się, jedną z Wrocławia, a drugą ze Szczecina. Tylko nie na FA, a na innych
                  forach. Ale ja, zobaczywszy wrocławski IP, błednie wydedukowałem, że niedawno
                  przyjechałaś z Wrocławia.

                  A tak się Tobą zainteresowałem, bo zauważyłem, że bardzo mądrze piszesz. Co
                  jest niezwykle cenne w przypadku ludzi z USA. Niestet, większość z nich to
                  okropne oszołomy (jak np. niżej podpisany), lub osoby o mentalności prosto z
                  Jackowa/Greenpointu. Mądrych i rozsądnych tez jest pewna liczba
                  • Gość: Emily do cs137 IP: *.dc.dc.cox.net 25.09.03, 05:06
                    Napisales: Pytałem Cie, czy jesteś biologiem molekularnym
    • Gość: Krzys52 Tylko miedzy chlapakami prawdziwa milosc ... :O)) IP: *.proxy.aol.com 23.09.03, 16:16
      ...zaistniec moze - milosc bezinteresowna, milosc czysta.
      .
      Tylko dlaczego tak sie z tym krygujesz Euromirze. Owszem, wyglada to uroczo, no
      ale nie przesadzaj... Wiecej luzu chlopie, to juz XXI wiek - masz pelne
      zrozumienie.
      • rycho7 ale jeden musi byc w sukience 23.09.03, 16:57
        Gość portalu: Krzys52 napisał(a):

        > milosc czysta.

        , inaczej nie wypada, nie po bozemu.
        • ada08 Re: ale jeden musi byc w sukience 23.09.03, 18:35
          Facecje wypisujecie, Panowie sad

          Obawiam się, że Pan Euromir, przeczytawszy ten wątek zaniecha,
          zniesmaczony, wygłaszania odczytów.

          Na wszelki wypadek przypominam, Panie Euromirze, że niektórzy
          z nas (w tym ja), potraktowali pański odczyt poważnie (w miarę
          swoich możliwości)smile

          Prosze się nie zniechęcać smile
          a.
          • andrzejg Re: ale jeden musi byc w sukience 23.09.03, 18:39
            ada08 napisała:

            >
            > Na wszelki wypadek przypominam, Panie Euromirze, że niektórzy
            > z nas (w tym ja), potraktowali pański odczyt poważnie (w miarę
            > swoich możliwości)smile
            >

            Bo do miłości należy podchodzić poważnie
            do zakochania możemy frywolnie,
            a przyzwyczajenie jest niesłychanie nudnesmile)

            A.
            • rycho7 przyzwyczajenie 23.09.03, 19:03
              andrzejg napisał:

              > a przyzwyczajenie jest niesłychanie nudnesmile)

              Szczegolnie przyzwyczajenie do stalej zmiany partnerek. Nudza sie co raz
              szybciej.
          • rycho7 Re: ale jeden musi byc w sukience 23.09.03, 18:59
            ada08 napisała:

            > Facecje wypisujecie, Panowie sad

            Sadzisz, ze sukienka ministranta bylaby powazniejsza?
            • ada08 Re: ale jeden musi byc w sukience 23.09.03, 19:31
              rycho7 napisał:

              > ada08 napisała:
              >
              > > Facecje wypisujecie, Panowie sad
              >
              > Sadzisz, ze sukienka ministranta bylaby powazniejsza?

              Ministrant nosi komżę, a nie sukienkę smile

              Swoją drogą, ciekawe masz skojarzenia.

              Jakiś niedosyt ? smile
              a.

              • rycho7 obserwacje paetzowskiej rzeczywistosci 25.09.03, 08:44
                ada08 napisała:

                > Ministrant nosi komżę, a nie sukienkę smile

                Ja sie nie wyznaje w tych nazwach damskich strojow. Dla mnie kazdy material
                zszyty w rure (klosz) to sukienka. Wy macie na to tysiace nazw. Drenaz portfela.

                > Swoją drogą, ciekawe masz skojarzenia.

                Raczej obserwacje paetzowskiej rzeczywistosci. Ty z tych z zamknietymi oczami.

                > Jakiś niedosyt ? smile

                Ty jakas mlodka? Chlop ma zawsze niedosyt. Nawet gdy juz nie moze.
                • ada08 Re: obserwacje paetzowskiej rzeczywistosci 25.09.03, 17:33
                  rycho7 napisał:

                  >
                  > Ja sie nie wyznaje w tych nazwach damskich strojow. Dla mnie kazdy material
                  > zszyty w rure (klosz) to sukienka. Wy macie na to tysiace nazw. Drenaz
                  portfela

                  smile))

                  Rura to nie klosz. Klosz pochodzi od slowa 'cloche' - dzwon.
                  Jest pełen klosz (spódnica w kształcie koła z otworem w środku),
                  jest półklosz (spódnica w kształcie dzwonu), jest też coś w rodzaju
                  ćwierćklosza (spódnica - trapez).
                  Obecnie jednak dominują linie dowolne, asymetryczne, różne długości
                  i szerokości, różny, by tak rzec, stopień ukloszowienia smile
                  Nie będę się wiecej na ten temat rozpisywała, bo nie chcę Ci robić
                  zamętu w głowie, mam jednak nadzieję, ze przybliżyłam Ci nieco
                  tematykę garderoby damskiej smile
                  Gdybyś miał jakieś pytania - chętnie odpowiem smile
                  a.



                  > .
                  >
                  > > Swoją drogą, ciekawe masz skojarzenia.
                  >
                  > Raczej obserwacje paetzowskiej rzeczywistosci. Ty z tych z zamknietymi
                  oczami.
                  >
                  > > Jakiś niedosyt ? smile
                  >
                  > Ty jakas mlodka? Chlop ma zawsze niedosyt. Nawet gdy juz nie moze.
          • Gość: EUROMIR A MOZE BYSMY TAK NAJMILSZA WPADLI NA DZIEN DO TOMA IP: *.telia.com 24.09.03, 12:05
            Mila Pani Ado,

            zniesmaczyc mnie latwo. To prawda. Jam pieknoduch i delikatess. Jednakze
            podejmujac trud pracy organicznej, tu na FA, swietnie zdawalem sobie sprawe z
            oczekujacych mnie trudow i wyrzeczen. Tedy bedac przygotowany na zlosliwosci,
            impertynencje, chamstwo i smrod rzadko pranych krzysiowych onuc - nie poddam
            sie latwo.

            Przygotowuje ostatnio nowy cykl odczytow, ktory zamierzam wyglaszac w
            warszawskim plenerze. Zalatwilem juz sobie w tym celu postument - klatke na
            jablka (o wzmocnionej konstrukcji). Stojac na niej bede wyglaszac mowy (jesli
            mnie wpuszcza) na dziedzincu UW (od strony Biblioteki), albo usadowie sie przed
            pomnikiem Adama M.(na Krakowskim P.).
            Ostatnio bawie sie mysla - gloszac prawdy o filosemitach, czy aby nie zalozyc
            tak pasujacej do tematu... no, wlasnie... sukienki. Kielnia (wolnomularska)
            moglbym wowczas wygladzac jej faldy, a cyrklem upinac wlosy, jak to w zwyczaju
            poetrissy maja.

            O watek niedbam. Stad wyrzuty sumienia. Nie dbam, gdyz zajety jestem ponad
            miare zawodowa, literacka praca. Oczywiscie przejsciowo.

            Pozdrawiam Pania :

            Euromir
            • ada08 Re: A MOZE BYSMY TAK NAJMILSZA WPADLI NA DZIEN DO 24.09.03, 18:22
              Do Tomaszowa na dzień z odczytem wybiera się Pan zmierzchem złotym ?

              Rozumiem, to taka rozgrzewka przed spotkaniem z warszawską publicznością.

              Skrzynka w Tomaszowie powinna być wszakze nie po jabłkach, tylko po
              winogronach (zielonych).

              Powodzenia życzę smile

              Może kiedyś i do mojego miasta wpadnie Pan z prelekcją ...
              Wszak to u nas napisał Gałczyński 'Satyrę na bożą krówkę' oraz inne wiersze.
              Nie gorsi-śmy od tomaszowian smile

              Pozdrawiam
              a.
              • rycho7 nie wypada 25.09.03, 08:48
                ada08 napisała:

                > Może kiedyś i do mojego
              • Gość: EUROMIR Re: A MOZE ... DO CIECHANOWA IP: *.telia.com 25.09.03, 12:19
                Mila Pani Ado,

                czemu odpowiada Pani na jednoznaczna moja propozycje (literackimi) zagmatwanymi
                zagadkami? Czy znajomosc przeze mnie waznych, istotnych faktow dotyczacych
                historii polskiej literatury Pani kontroluje?
                Jesli tak - to musze przyznac sie do indolencji. Faktycznie nie wiem - w jakim
                to miescie (Grodzisk, Ciechanow?), Galczynski napisal "Satyre na boza krowke" i
                wiele innych pomniejszych, a nie wymienionych przez Pania (z pewnoscia
                przepysznych) utworow. Prosze o podpowiedz.

                Pozdrawiam donosnie i od serca :

                Euromir
                • rycho7 Krakauerwurst 25.09.03, 14:08
                  Gość portalu: EUROMIR napisał(a):

                  > Galczynski napisal "Satyre na boza krowke"

                  Czy stary pijus Galczynski pisal cos poza Krakowem?
                  • felicia Znawcy:))) 25.09.03, 16:52
                    rycho7 napisał:

                    > Gość portalu: EUROMIR napisał(a):
                    >
                    > > Galczynski napisal "Satyre na boza krowke"
                    >
                    > Czy stary pijus Galczynski pisal cos poza Krakowem?

                    Panie Rychu, muszę sprostować. Z n ó w się mija Pan z prawdą:

                    1. Stary? Gdy zmarł miał lat 48.
                    2. Pijus? Nie tylko, to za mało powiedziane. Oto jak i co o sobie pisze:

                    Niechaj tam inni księgi piszą. Nawet
                    niechaj im sława dźwięczy jak wieża studzwonna,
                    ja ksiąg pisać nie umiem, a nie dbam o sławę -
                    serwus, madonna.

                    Przecie nie dla mnie spokój ksiąg lśniących wysoko
                    i wiosna też nie dla mnie, słońce i ruń wonna,
                    tylko noc, noc deszczowa i wiatr, i alkohol -
                    serwus, madonna.

                    Byli inni przede mną. Przyjdą inni po mnie,
                    albowiem życie wiekuiste, a śmierć płonna.
                    Wszystko jak sen wariata śniony nieprzytomnie -
                    serwus, madonna.

                    To ty jesteś, przybrana w złociste kaczeńce,
                    kwiaty mego dzieciństwa, ty cicha i wonna -
                    że rosa brud obmyje z rąk, splatam ci wieńce -
                    serwus, madonna.

                    Nie gardź wiankiem poety, łotra i łobuza;
                    znają mnie redaktorzy, zna policja konna,
                    a tyś jest matka moja, kochanka i muza -
                    serwus, madonna.

                    A więc i pijus, i łotr, i łobuz.

                    3. Pisał. Na przykład w Brukseli, w Paryżu, a przedtem w Altengrabow (wiesz
                    Pan, na jakich wlkacjach tam "odpoczywał"?), ale najwięcej - w Warszawie, w
                    Aninie również, jak i w Praniach. W Szczecinie też. Co erudycji Pana Euromira
                    podsuwam nieśmiałocrying
                    Felicia
                • ada08 Re: A MOZE ... DO CIECHANOWA 25.09.03, 17:23
                  Gość portalu: EUROMIR napisał(a):

                  >
                  > czemu odpowiada Pani na jednoznaczna moja propozycje (literackimi)
                  zagmatwanymi
                  >
                  > zagadkami? Czy znajomosc przeze mnie waznych, istotnych faktow dotyczacych
                  > historii polskiej literatury Pani kontroluje?
                  > Jesli tak - to musze przyznac sie do indolencji. Faktycznie nie wiem - w
                  jakim
                  > to miescie (Grodzisk, Ciechanow?), Galczynski napisal "Satyre na boza
                  krowke" (...) Prosze o podpowiedz.

                  Panie Euromirze,

                  jak to odpowiadam: ''.. (literackimi) zagmatwanymi zagadkami...'' ?
                  Toć sam Pan przecie składając mi tę, przyzna Pan, obcesową propozycję
                  posłużył się pierwszym wersem znanego wiersza Tuwima ''Tomaszów'',
                  a wierszu tym występują i ''zmierzch złoty'' i ''zielone winogrona''....

                  Oczywiście odpowiedź moja była nieco wykrętna, zaproszenia pańskiego
                  przyjąć bowiem nie chciałam, nie ukrywam tego. Tomaszów to nie jest
                  miejsce zachęcające; do tego stopnia, że nie dalej jak kilka dni temu
                  pewien 20-letni obywatel tego miasta wdarł się był z bronią (małe ''b''
                  nieprzypadkowe) do gmachu warszawskiej telewizji, sterroryzował
                  strażnika i zażądał dostępu do studia celem wykrzyczenia przed całą
                  Polską swego buntu przeciwko nudzie i beznadziei panującej w jego
                  rodzinnym mieście; do występu wszakże nie doszło, bo go obezwładniono.

                  Sam pan widzi, dokąd mnie Pan zapraszał....

                  Przy okazji, istotnie, przeprowadziłam test kontrolny z pańskiej
                  znajomości literatury polskiej, test, który jak wypadł - sam Pan
                  widzi.


                  Konstanty I.Gałczyński

                  Satyra na bożą krówkę

                  Po cholerę toto żyje?
                  Trudno powiedzieć, czy ma szyję,
                  a bez szyi komu się przyda?

                  Pachnie toto jak dno beczki,
                  jakieś nóżki, jakieś kropeczki-
                  ohyda


                  Człowiek zajęty niesłychanie,
                  a toto proszę, lezie po ścianie
                  i rozprasza uwagę człowieka;


                  bo człowiek chciałby się skoncentrować,
                  a ot, bożą krówkę obserwować
                  musi, a czas ucieka.


                  A secundo, szanowne panie,
                  jakim prawem w zimie na ścianie?!
                  Co innego latem, gdy kwitnie ogórek!


                  Bo latem to co innego:
                  każdy owad może tentego
                  i w ogóle.


                  Więc upraszam entomologów,
                  czyli badaczów owadzich nogów,
                  by się na tę sprawę rzucili z szałem.


                  I właśnie dlatego w Szczecinie,
                  gdzie mi czas pracowicie płynie,
                  satyrę na bożą krówkę napisałem.

                  Pozdrawiam Pana
                  a.

            • rycho7 nie pozostanie niezapamietane 25.09.03, 08:46
              Gość portalu: EUROMIR napisał(a):

              > O watek niedbam.

              Mocno zniecheca to do Euromira.
              • Gość: EUROMIR A JA IDU SZAGAJU PA MASKWIE IP: *.telia.com 25.09.03, 12:04
                Mily Panie Rychu,

                widze, ze mocna mnie Pan juz od kilku dni darzy niechecia. Gdyz cos
                malozzzlosliwego o Panu napisalem. (W zartach.)
                Niech Pan sie rozpogodzi. Zlosci do mnie nie czuje. (Eto tolko szutka). A jesli
                jednak Pana urazilem - przepraszam.

                W ramach przeprosin z przyjemnoscia zaprosze Pana na (jednego i drugiego)
                sznapsa. W przyszlym tygodniu we Frankfurcie (nad Menem). Bede tam od srody do
                niedzieli. Pozniej lece do Polski.

                Pozdrawiam Pana :

                Euromir
                • rycho7 Re: A JA IDU SZAGAJU PA MASKWIE 25.09.03, 14:05
                  Gość portalu: EUROMIR napisał(a):

                  > Gdyz cos malozzzlosliwego o Panu napisalem. (W zartach.)

                  Przepraszam nie zauwazylem. Jestem widocznie gruboskorny, nie taki delikatess
                  jak Pan.

                  > (Eto tolko szutka)

                  (Ili siemietaznyj?).

                  > W ramach przeprosin z przyjemnoscia zaprosze Pana na (jednego i drugiego)
                  > sznapsa. W przyszlym tygodniu we Frankfurcie (nad Menem). Bede tam od srody
                  do
                  > niedzieli. Pozniej lece do Polski.

                  Dziekuje. Odpowiem na pirva. Ja jeszcze do Sztokholmu nie dojechalem. Inaczej
                  drogi prowadzily.
            • Gość: Krzys52 Powinienem Cie wyzwac Euromirze - od najgorszych IP: *.proxy.aol.com 25.09.03, 09:24
              Tedy bedac przygotowany na zlosliwosci, impertynencje, chamstwo i smrod rzadko
              pranych krzysiowych onuc - nie poddam sie latwo.
              ..
              ::
              Moje uwagi byly jak najbardziej merytoryczne - wszak o milosci w nich mowa. A
              Ty co?! Zachowujesz sie jak jakis caly wypachniony szarym mydlem (od prania)
              lumpenprolet. Ja nie wypowiadalem sie na temat Twojej bielizny lecz milosci.
              Ostatnio jestesmy swiadkami wychodzenia z szaf par homoseksualnych, ktore, jak
              oni sami twierdza, laczy sztandarowe uczucie tego watku. O co sie wiec nadymasz
              i usilujesz obrazic mnie? O milosci mowie Euromirze, a milosci nie ma sie co
              wstydzic.
              Skoro poruszasz tak duze zagadnienie to postaraj sie nie byc hipokryta i
              udawac, ze nie ma ludzi kochajacych inaczej. Czy ja Ciebie biore na spytki jak
              to "inaczej" wyglada? Wiesz, to wiedz dla siebie. A podzielisz sie z nami
              ekspertyza gdy sam bedziesz mial na to ochote.
              Ciekawe dlaczego brudna bielizna na mysl Ci od razu przyszla. Pomimo obecnosci
              dam....Ciekawe...
              A co do onuc, no coz - z wojska je mam. Smierdzace czy nie, ale na stopie z
              prawidlowym podbiciem. Platfusow nie przyjmowali.
              .
              Pozdrawiam serdecznie
              K.P.
              .
              PS...Poddawac mi sie nie musisz, bo - co tu duzo mowic - Ty mnie wcale nie
              krecisz, Euromirze.

Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka