Dodaj do ulubionych

dziecko w Markecie

17.11.04, 15:49
usłuszałam kiedyś słowa, cyt. " jak widzę matkę z dzieckiem markecie to mam
ją ochotę strzelić".
Oczywiście idealnie by było aby zamiast iść do Marketu z dzieckiem spędzić
ten czas w lesie na tropieniu żuczków :-)
Jednak mieszkamy w mieście, pracujemy i życie trzeba sobie organizować pod
konkretne sytuacje.
Ja unikam wycieczek niedzielnych do Centrów Handlowych. Nie lubię komercji i
tłumów. Nie krytykuję jednak tych co w ten sposób spędzają czas.
Wiem, że gdy Amelce będzie sprawiało przyjemność chodzenie do takich miejsc -
to czemu mam tego dla niej nie zrobić, prawda ?
W wyjątkowych okolicznościach razem jedziemy do marketu ale zdarzyło
się to może kilka razy.
Ciekawa jestem Waszego zdania na ten temat.
Obserwuj wątek
    • bedada Re: dziecko w Markecie 17.11.04, 15:56
      No cóż do supermarkeru na zakupy staram się nie zabierać mojego synka,bo
      1.szybciej zrobię zakupy sama
      2.w koszyku mam tylko to co mi potrzeba żadnych dodatkowych rzeczy które
      są "niezbędne" mojemu synkowi.
      Ale czasami fundujemy naszemu syneczkowi wyprawę do Centrum Handlowego gdyż tam
      jest tzw. "małpi gaj" dla dzieci. Tak więc tatuś z syneczkiem wygłupiają się,a
      mamusia chodzi sobie po sklepach. Ale to rzadko,bo takie wyprawy sporo kosztują.
    • le_lutki Re: dziecko w Markecie 17.11.04, 16:08
      Hej,

      nie wiem, ile lat ma Twoja corka, ale jesli mowisz, ze lubi, to widocznie
      juz "swiadoma" :)
      Mnie litosc ogarnia na widok noworodkow wleczonych w nosidelkach do zapchanego
      hipermarketu przez oboje rodzicow - halas, szum, brud itp.
      Nie rozumiem tez rodzicow namietnie ciagnacych na zakupy (zwlaszcza w week-endy
      wlasnie) trojki rozwrzeszczznego potomstwa dracego sie w nieboglosy i
      urzadzajacego histerie przy kazdej polce ze slodyczami. Gdybym ja wiedziala, ze
      moje dziecko tak sie bedzie zachowywac, to oszczedzilabym nerwow sobie, jemu i
      wszystkim pozostalym.
      Zal mi tez nieco starszych dzieci, jesli cala inwencja ich rodzicow na
      spedzenie czasu wolnego w week-end ogranicza sie do wleczenia ich po centrum
      handlowym.
      Od wszystkiego sa oczywiscie wyjatki, a i nie wszystkie dzieci zachowuja sie
      tak, jak wyzej opisane.
      Ja sama Grubcia biore tylko jesli koniecznie musze (np dzis zostanie dluzej u
      niani, bo ja musze kupic kilka zapomnianych rzeczy a tatus jest w podrozy).
      Zamiast taszczyc go ze soba, zrobie zakupy szybko i sprawnie.
      Zdarza sie rzadko, ze oboje wpadamy z mezem na jakies zakupy z Grubciem, ale na
      pewno nie bedzie to sobota po poludniu, kiedy ten dziki tlum i doroslemu
      szarpie nerwy, a co dopiero dziecku, czlowiek jest popychany i co rusz potyka
      sie o cudzy wozek. To nie miejsce dla Grubcia. Zakupy miesieczne, dlugie i
      meczace robie sama, podczas gdy tatus siedzi z synkiem w domu :)
      Oczywiscie, ze trzeba sie umiec zorganizowac i zdarzaja sie wyjatki, ale jak
      dotad odpukac organizuje sie tak, ze radze sobie sama z zakupami :)
      A tak z innej beczki - dla mnie zabranie zalozmy 3-5 latka do supermarketu to
      wystawienie go na tyle pokus slodyczowo-zabawkowych (niepotrzebnie zupelnie, bo
      i bez tego agresywna reklama, koledzy, ciocie i babcie robia swoje ;), z
      ktorymi to pokusami nie zamierzam walczyc ani sie uzerac, bo przyjechalam na
      szybkie zakupy a nie na snucie sie po sklepie.
      A znow wybierajac sie z kolezanka lub sama na tzw shopping czyli wlasnie
      powolne lazenie, przymierzanie itp nie wyobrazam sobie brac ze soba dziecka, bo
      nie znam takiego, ktore by to zdzierzylo.
      Jednym slowem ani dla mnie przyjemnosc ani dla niego pozytek.
      Pozdrawiam
      • evee1 Re: dziecko w Markecie 18.11.04, 06:57
        le_lutki napisała:
        > Mnie litosc ogarnia na widok noworodkow wleczonych w nosidelkach do
        zapchanego
        > hipermarketu przez oboje rodzicow - halas, szum, brud itp.
        A wiesz, ze moja coreczka jak sie tylko wchodzilo do centru handlowego
        zasypiala i potrafila grzeczniutko spac przez ponad dwie godzinki, po to, zeby
        obudzic sie w momencie wyjscia. To chyba ten szum tak ja usypial. Na dworze
        trzeba bylo galopowac z wozkiem, bo spokojnej jazdy (ani tym bardziej stania)
        nie tolerowala :-)).
        Ale fakt omijalam takie przybytki w weekendy, bo sama tlumow nie cierpie.
        Kiedys w ogole lepiej znosilam wizyty w takich centrach. Teraz na sama mysl
        robi mie sie slaby i preferuje szybkie wizyty w znanych sobie sklepach.
        Supermarkety spozywcze wybieram takie poza centrum handlowym, zeby nie musiec
        przebijac sie pol kilometra od parkingu do sklepu i z powrotem.

        > Nie rozumiem tez rodzicow namietnie ciagnacych na zakupy (zwlaszcza w week-
        endy
        > wlasnie) trojki rozwrzeszczznego potomstwa dracego sie w nieboglosy i
        > urzadzajacego histerie przy kazdej polce ze slodyczami. Gdybym ja wiedziala,
        ze
        > moje dziecko tak sie bedzie zachowywac, to oszczedzilabym nerwow sobie, jemu
        i
        > wszystkim pozostalym.
        Ech, ja to jestem twarda, bo ja sie nie daje namowic na zadne slodycze, zadnymi
        awanturami. Oczywiscie jest "mama, a kup mi to", ale po moim "prosze bardzo,
        kup za swoje pieniazki" ochota na przedmiot czy slodycz wyraznie slabnie. Ale
        te taktyke mozna zastosowac do dzieci od 4 lat wzwyz, to znaczy takich, ktore
        moga miec kieszonkowe.

        > Zal mi tez nieco starszych dzieci, jesli cala inwencja ich rodzicow na
        > spedzenie czasu wolnego w week-end ogranicza sie do wleczenia ich po centrum
        > handlowym.
        Ja czasami swiadomie zabieralam, bo skoro zakupy i tak musze zrobic (moj maz
        jest w tej dziedzinie absultna noga), to rownie dobrze moge ten czas spedzic z
        dziecmi. Ja wiem, ze to moze malo chlubne, ale wolalam je wziac ze soba, niz
        zostawiac w domu z babcia czy tata.
        Z tym, ze u mnie akurat dzieci sa motywacja do szybszego zrobienia zakupow i
        przelatywalismy przez polki. Teraz jest latwiej, bo dzieci same zostaja przy
        polce z zabawkami, a jezdze po sklepie. Ale i tak unikam sklepow jak moge.

        > Od wszystkiego sa oczywiscie wyjatki, a i nie wszystkie dzieci zachowuja sie
        > tak, jak wyzej opisane.
        > Ja sama Grubcia biore tylko jesli koniecznie musze (np dzis zostanie dluzej u
        > niani, bo ja musze kupic kilka zapomnianych rzeczy a tatus jest w podrozy).
        > Zamiast taszczyc go ze soba, zrobie zakupy szybko i sprawnie.
        > Zdarza sie rzadko, ze oboje wpadamy z mezem na jakies zakupy z Grubciem, ale
        na
        > pewno nie bedzie to sobota po poludniu, kiedy ten dziki tlum i doroslemu
        > szarpie nerwy, a co dopiero dziecku, czlowiek jest popychany i co rusz potyka
        > sie o cudzy wozek. To nie miejsce dla Grubcia. Zakupy miesieczne, dlugie i
        > meczace robie sama, podczas gdy tatus siedzi z synkiem w domu :)
        Ja nie robie miesiecznych zakupow. U nas niestety cala zawartosc koszyka znika
        w ciagu tygodnia :-)). A i tak babcia dokopuje rozne produkty (mleko, chleb) w
        tygodniu.

        > Oczywiscie, ze trzeba sie umiec zorganizowac i zdarzaja sie wyjatki, ale jak
        > dotad odpukac organizuje sie tak, ze radze sobie sama z zakupami :)
        > A tak z innej beczki - dla mnie zabranie zalozmy 3-5 latka do supermarketu to
        > wystawienie go na tyle pokus slodyczowo-zabawkowych (niepotrzebnie zupelnie,
        bo
        > i bez tego agresywna reklama, koledzy, ciocie i babcie robia swoje ;), z
        > ktorymi to pokusami nie zamierzam walczyc ani sie uzerac, bo przyjechalam na
        > szybkie zakupy a nie na snucie sie po sklepie.
        Ja nie wiem, chyba mam jakies dziwne dzieci, bo z moimi w ogole problem reklam
        nie istnieje. Tylko ze one generalnie od malenkosci nie maja za wielu zabawek i
        wiedza, ze nie wszystko co chca dostaja. W Anglii to nawet dosyc regularnie
        bywalismy w sklepie z zabawkami w ramach ogladania i zabawy. I wychodzilismy z
        pustymi rekami. Teraz czasami cos dzieci same sobie kupuja. Syn co prawda
        rozpacza potem, ze nnie ma pieniedzy, ale trudno niech sie uczy :-))).
        Ale mam kolezanke, ktora na moje pytanie (stalysmy razem przy kasie) "a co Maja
        je?" powiedziala "a, cukiereczki, no bo jak ja jej moge nie kupic, jak ona
        chce?". Ja jakos moglam i to bez awantury.

        > A znow wybierajac sie z kolezanka lub sama na tzw shopping czyli wlasnie
        > powolne lazenie, przymierzanie itp nie wyobrazam sobie brac ze soba dziecka,
        bo
        > nie znam takiego, ktore by to zdzierzylo.
        Ja tez nie i sama tego nie lubie :-)). Dla mnie to snucie sie po centrum
        handlowym to strata cennego czasu i mnie to zawsze strasznie meczy. No nie
        potrafie. Ale jeste taki jeden sklep, do ktorego lubie chodzic. Taki ze
        srubkami i materialami budowlanymi, cos jak leroy merlin (chyba tak sie ta
        firma nazywa). Tam moglabym siedziec godzinami :-))).
        • le_lutki Re: dziecko w Markecie 18.11.04, 10:23
          Ha evee, fajne masz te swoje dzieci :)
          Ja tez mam ambitne plany tak wychowac swoje, zeby nie dostawaly slinotoku i
          naglego ataku histerii na widok slodyczy, szesnastego z kolei pokemona itp, no
          ale jak bedzie to sie okaze :) Na razie zakladam, ze moze sie zachowywac jak
          90% dzieci w obliczu kwintesencji spoleczenstwa konsumpcyjnego ;)
          Tak jak pisalam, widuje tez dzieci zachowujace sie "normalnie" w sklepie i
          dajace sobie wytlumaczyc. Niestety to rzadkosc :) Najczestszy obrazek to
          zapierajace sie czterema kopytkami przy stoisku dzeicko i wkurzona na maksa
          matka ciagnaca je za soba w przeciwnym kierunku :)

          Najskrajniejsze przypadki widzialam w reportazach TV (ktore ogladamy raczej
          regularnie) - trudno bylo uwierzyc jak przecietni rodzice daja sie
          terroryzowac/manipulowac dzieciom w sklepie i ile rzeczy sa w stanie zakupic
          dla tzw "swietego spokoju". Zwlaszcza, ze supermarkety oczywiscie graja na tych
          uczuciach i napieciach umieszczajac cale odpowiednie badziewie na wysokosci
          oczu i raczek dzieci.

          Ja znow kocham sklepy typu Botanic (rosliny wielkie, duze i male, egzotyczne i
          zwykle, ziemia, nawoz, narzedzia, sadzonki, nasionka, donice, doniczki,
          swieczniki, lezaki ogrodowe, kwiaty ciete i milion pierdolek do dekoracji
          ogrodu i domu, "zwierzyniec" itp). Tam to nawet zdarzylo mi sie z Grubciem
          jechac... na spacer :) jest spokojnie, milo i zielono....

          Pozdrawiam
          • evee1 Re: dziecko w Markecie 19.11.04, 03:28
            le_lutki napisała:
            > Ha evee, fajne masz te swoje dzieci :)
            > Ja tez mam ambitne plany tak wychowac swoje, zeby nie dostawaly slinotoku i
            > naglego ataku histerii na widok slodyczy, szesnastego z kolei pokemona itp,
            no
            > ale jak bedzie to sie okaze :) Na razie zakladam, ze moze sie zachowywac jak
            > 90% dzieci w obliczu kwintesencji spoleczenstwa konsumpcyjnego ;)
            Ech, moje tez sie swego czasu troche awanturowaly, ale nauczyly sie, ze to po
            rpostu nic nie daje. Ale tez nie jestem taka, ze im NIGDY nic nie kupuje. Ale
            jest to raczej w wyniku moejej propozycji, a nie tego, ze wymoga to awantura.
            Ja jestem materialistka :-)) i od niemowlectwa staram sie zaszczepic dzieciom
            swiadomosc wartosci pieniadza i fakt, ze rodzice nie maja worow pieniedzy, a
            kawalek plastiku (katra kredytowa), to nie studnia bez dna i wszystko trzeba
            splacic z pieniedzy, ktore sie zarabia.
            A, musze powiedziec, ze na jedna rzecz dawalam sie namowic, a mianowicie
            ksiazeczki i materialy do rysowania.

            > Tak jak pisalam, widuje tez dzieci zachowujace sie "normalnie" w sklepie i
            > dajace sobie wytlumaczyc. Niestety to rzadkosc :) Najczestszy obrazek to
            > zapierajace sie czterema kopytkami przy stoisku dzeicko i wkurzona na maksa
            > matka ciagnaca je za soba w przeciwnym kierunku :)
            Ja tez mam takie znajome i to niektore (o zgrozo!) panie psycholog.

            > Najskrajniejsze przypadki widzialam w reportazach TV (ktore ogladamy raczej
            > regularnie) - trudno bylo uwierzyc jak przecietni rodzice daja sie
            > terroryzowac/manipulowac dzieciom w sklepie i ile rzeczy sa w stanie zakupic
            > dla tzw "swietego spokoju". Zwlaszcza, ze supermarkety oczywiscie graja na
            tych
            > uczuciach i napieciach umieszczajac cale odpowiednie badziewie na wysokosci
            > oczu i raczek dzieci.
            U nas co prawda bywaja juz kasy przy ktorych nie ma cukierkow ani czekoladek,
            tzw. no lollies lane, ale tam sie dochodzi dopiero po odwiedzeniu calego
            sklepu. Inna sprawa, ze jak ja robie zakupy, to do rzedow z chipsami i
            slodyczami w ogole nie wchodze.
            Wizytuje herbatniczki, ale na te jakos moje dzieci sie porywaja zreszta ich nie
            mozna zjesc od razu, a to gownie o to chodzi, zeby dorwac sie do TEGO zaraz po
            zaplaceniu za to.

            > Ja znow kocham sklepy typu Botanic (rosliny wielkie, duze i male, egzotyczne
            i
            > zwykle, ziemia, nawoz, narzedzia, sadzonki, nasionka, donice, doniczki,
            > swieczniki, lezaki ogrodowe, kwiaty ciete i milion pierdolek do dekoracji
            > ogrodu i domu, "zwierzyniec" itp). Tam to nawet zdarzylo mi sie z Grubciem
            > jechac... na spacer :) jest spokojnie, milo i zielono....
            Ja w takim to nie moge, bo bym pol sklepu kupila :-)). A w ogrodzie nie ma juz
            skrawka wolnej ziemi.
            Pozdrowienia przedweekendowe...
    • beciaw77 Re: dziecko w Markecie 18.11.04, 07:44
      nie mam nic przeciwko wyjatek stanowia rodzinne wycieczki do marketu w weekendy
      (tłok)i jak pisała le_lutki maluszki (noworodki nawet) w fotelikach na wielkich
      wózkach sklepowych!! albo (O ZGROZO!!!) matki z malutkimi dziećmi na rekach w
      dziale nabiału gdzie wszystko leży w ciagnacych sie po obu stronach
      chłodniach!!!(widziałam taki widok w lecie-na zewnatrz upał,dziecko rozebrane
      prawie do zera a miedzy chłodniami nawet mnie terepało-maluch miał sine
      nóżki!!!!- wtedy rzeczywiście miałam ochotę "strzelić"....)!
      • akkf Re: dziecko w Markecie 24.11.04, 14:17
        a ja jak bylam na maciezynskim wolalam z Malym w foteliku rano pojechac niz
        wieczorem wysylac zmeczonego meza albo marnowac weekend w nieprzebranych tlumach;
        jak byly sierpniowe upaly to oczywiscie kocyk spowijal Matiego zeby Go klima nie
        owiala; on te wycieczki albo lubil - rozgladal sie wtedy ciekawie, albo olewal
        idac spac (nawet upuszczone wieszaki w H&M nie byly Go w stanie obudzic).
        sorry ale wyslanie meza nie dawalo mi satysfakcji bo ja uwielbiam snuc sie
        miedzy regalami, z kolei zakupy z mezem nie dawaly mi mozliwosci buszowania po
        sklepach ubraniowych, a dziecka nie bardZo bylo z kim zostawic - chyba ze
        przyjechala mama, wyrywalam sie miedzy karmieniami na 3h; bo z mezem to albo
        szkoda bylo mi wieczora albo weekendu...
        tak wiec nie oceniajcie ludzi robiacych zakupy z dziecmi, bo moze nie maja jak
        tego zorganizowac inaczej...
    • beata32 Re: dziecko w Markecie 18.11.04, 08:58
      Staram się unikać, głównie z tego powodu, że nie mogę wtedy tych zakupów zrobić
      spokojnie. Ale jak jest taka konieczność i Maciuś chce bardzo jechać - zabieram
      go. Adaś to właściwie chyba jeszcze nigdy nie był.
    • lippy Re: dziecko w Markecie 18.11.04, 10:37
      ja czasem zabieram Anie, nawet w niedziele, ale zdaza sie to bardzo rzadko;

      owszem moglabym zostawic ja z babcia, ale nie chce! po pierwsze i tak wciaz mi
      sie zdaje, ze spedzam z nia zbyt malo czasu,a do najblizszego marketu mamy ok.
      godziny jazdy samochodem w jedna strone; po drugie babcia opiekuje sie nia jak
      ja jestem w pracy, wiec nie mam sumienia zostawiac Ani u niej rowniez w weekend
      (choc wiem, ze nie protestowalaby, a nawet sama to proponuje).
      jak juz musze zrobic wieksze zakupy to staram sie wyslac na nie meza, i na
      szczescie nie musze robic szczegolowej listy, czy zdjec-jak to bylo w reklamie-
      bo moj maz swietnie sie w tym orientuje :)
      • le_lutki Re: dziecko w Markecie 18.11.04, 13:59
        Moj tez :)I jest nie do pobicia w oszczednym kupowaniu (choc zalezy czego, bo
        dobrego wina np nie ;) Nieraz proponuje, ze zrobi zakupy, jednakze wole sama,
        zwlaszcza w zakresie higienicznym (czesc skladowa kazdych zakupow). I ten czas,
        kiedy jestem na zakupach to wlasnie czas tylko dla taty i synka :) Lubia byc
        razem i wlasnie nadrabiaja "straty".

        Pozdrawiam
    • bekad Re: dziecko w Markecie 19.11.04, 08:57
      Jak Weronika była jeszcze mała to zakupy robił mąż. I teraz przeważnie to jego
      wysyłam do marketu. Doszło nawet do tego, ze jak sama poszłam na duże zakupy,
      to nie wiedziałam jakie pieluszki własciwie my kupujemy. Ale od czasu do czasu
      jeżdzimy też we trójkę. Weronika jest już w takim wieku, ze nie jest
      noworodkiem a jeszcze nie rozumie, ze mozna zmuszć mamę do kupienia
      czegokolwiek. Za to uwielbia jeździć w koszu na zakupy. Nigdy natomiast nie
      bywamy w centrach handlowych w niedziele, a w soboty ewentualnie raniutko,
      kiedy jest jeszcze mało ludzi. Pewnie, ze najlepiej byłoby tak zorganizować
      czas i opiekę, zeby nie zabierać dziecka ze soba. Ale przyznam sie ,ze ja
      czasem właśnie chcę iść z dzieckiem na zakupy.Jeżeli podejdzie się do tego
      mądrze, wszystko zaplanuje i kieruje się przede wszystkim potrzebami dziecka,
      to może być nawet przyjemnie.Poza tym, w dzisiejszych czasach, trudno
      wychowywać dziecko tak, zeby nie wiedziało co to sklepy i po co tam się chodzi.
      A z drugiej strony trzeba chronić dziecko przed nachalnością świata handlu.
      Centrum handlowe, to po prostu użyteczne miejsce a nie jakaś światynia rozrywki
      i radości. I to trzeba przede wszystkim wpajać dzieciom. Zal mi tych rodzin,
      które nie potrafia inaczej spędzać wolnego czasu z rodziną niż w centrach
      handlowych.
    • emilkaq Re: dziecko w Markecie 22.11.04, 10:08
      Duże zakupy w markecie robimy raz w miesiącu ( chemia, art. sypkie, itd. )
      Wtedy zabieramy ze soba Mikołaja ( 28 msc.). Tak to wygląda mniej więcej od
      roku. Jak był mniejszy oszczędzalismy mu tego typu atrakcji. Zabieramy go tez
      na zakupy ciuchowe, kupujemy dla każdego - hurtowo;) bo po pierwsze nie mamy go
      z kim zostawić ( rodzina daleko ), po drugie chcemy, żeby spędził z nami troche
      czasu. Zakupy codzienne robi mąż w osiedlowym sklepiku ( wiem, że drożej ),
      żeby było szybciej.
      Uważam, że zabieranie dzieci starszych na takie zakupy czas od czasu to nic
      złego, ale z umiarem i wtedy kiedy nie jest to pomysłem na weekendy rodzinne.
      Pozdrawiam aga mama Mikołaja

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka