waldek.usa
27.02.04, 20:42
Zostałem sam. Zona wyjechala na tydzien. Calkiem przyjemna odmiana.
Mysle, ze razem z psem milo spedzimy te dni...
Poniedzialek
DOKLADNIE zaplanowalem rozklad zajec. Wiem, o której bede wstawal, ile czasu
poswiece na poranna toalete i sniadanie. Policzylem, ile zajmie mi zmywanie,
sprzatanie, wyprowadzanie psa, zakupy i gotowanie. Jestem milo zaskoczony, ze
mimo wszystko zostaje mi mnóstwo wolnego czasu. Nie wiem,dlaczego prowadzenie
domu jest dla kobiet takim problemem,skoro mozna tak szybko sie z tym uporac.
Wystarczy odpowiednio zorganizowac sobie prace. Na kolacje zafundowalem sobie
i psu po steku. Zeby stworzyc mily nastrój, ladnie nakrylem do stolu.
Ustawilem wazon z rózami i zapalilem swiece.Pies na przystawke dostal pasztet
z kaczki, potem glówne danie udekorowane warzywami, a na deser ciasteczka. Ja
popijam wino i pale dobre cygaro. Dawno nie czulem sie tak dobrze.
Wtorek
MUSZE jeszcze raz przemyslec rozklad dnia. Zdaje sie, ze wymaga kilku
drobnych poprawek. Wyjasnilem psu, ze nie codziennie jest swieto, dlatego nie
moze sie spodziewac, ze zawsze bedzie jadl przystawki i inne dania z trzech
róznych misek, które ja musze myc. Przy sniadaniu zauwazylem, ze picie soku
ze swiezych pomaranczy ma jedna zasadnicza wade. Za kazdym razem trzeba potem
myc wyciskarke. Jak rozwiazac ten problem? Trzeba przygotowac sok na dwa dni -
wtedy wyciskarke myje sie dwa razy rzadziej. Odkrycie dnia: parówki mozna
odgrzewac w zupie. W ten sposób ma sie jeden garnek mniej do zmywania. Na
pewno nie bede codziennie biegal z odkurzaczem tak jak chciala zona. Raz na
dwa dni to az nadto. Musze tylko pamietac, zeby zdejmowac buty, a psu
wycierac lapy. Poza tym czuje sie swietnie.
Sroda
MAM wrazenie, ze prowadzenie domu zajmuje jednak wiecej czasu, niz
przypuszczalem. Bede musial zrewidowac swoja strategie I tak: przynioslem z
baru kilka gotowych dan - w ten sposób nie strace w kuchni az tyle czasu.
Przygotowanie posilku nigdy nie powinno trwać dluzej niz jedzenie. Kolejny
problem to slanie lózka.
Najpierw trzeba sie z niego wygrzebac, potem wywietrzyc sypialnie, a na końcu
jeszcze równo ulozyc posciel - zawracanie glowy. Nie uwazam, zeby codzienne
slanie lózka bylo konieczne, zwlaszcza ze i tak wieczorem czlowiek musi sie
do niego polozyc. W sumie wydaje sie, ze jest to czynnosc zupelnie pozbawiona
sensu. Zrezygnowalem tez z przygotowywania osobnych posilków dla psa ikupilem
gotowe jedzenie w puszkach. Pies troche sie krzywil,ale cóz...
skoro ja moge sie obyc bez domowych obiadków, on tez nie powinien grymasic.
Czwartek
KONIEC z wyciskaniem soku z pomaranczy! To nie do wiary, ze z tym niewinnie
wygladajacym owocem jest az tyle zachodu. Kupie sobie gotowy sok w butelkach.
Odkrycie dnia: udalo mi sie przespac noc i wysunac sie z lózka prawie nie
naruszajac poscieli. Rano musialem tylko wygladzic narzute. Oczywiscie jest
to kwestia wprawy i w czasie snu niemożna sie za czesto przewracac z boku na
bok. Troche bola mnie plecy, ale goracy prysznic powinien pomóc.
Zrezygnowalem z codziennego golenia, bo to zwykla strata czasu. Zyskalem
przez to cenne minuty, których moja zona nigdy nie traci, bo nie ma zarostu.
Kolejne odkrycie: nie ma sensu za kazdym razem jesc z czystego talerza.
Ciagle zmywanie zaczyna mi dzialac na nerwy.Pies tez moze jesc z jednej
miski - w koncu to tylko zwierze.
UWAGA: doszedlem do wniosku, ze odkurzac trzeba najwyzej raz w tygodniu.
Parówki na obiad i na kolacje.
Piatek
KONIEC z sokiem pomaranczowym! Za duzo dzwigania. Odkrylem nastepujaca rzecz:
rano parówki smakuja calkiem niezle, po poludniu gorzej a wieczorem wogóle.
Poza tym jesli zywic sie nimi dluzej niz przez dwa dni z rzedu, moga
wywolywac lekkie mdlosci. Pies dostal sucha karme. Jest równie pozywna, a
miska nie jest popackana. Z kolei ja zaczalem jesc zupe prosto z garnka.
Smakuje tak samo, a nie trzeba brudzic talerza ani chochli. Teraz juz nie
czuje sie tak, jakbym byl automatyczna zmywarka do naczyn. Przestalem
wycierac podloge w kuchni. Ta czynnosc irytowala mnie tak samo jak slanie
lózka.
UWAGA: zegnajcie puszki!!! Nie bede brudzil sobie otwieracza.
Sobota
PO CO wieczorem zdejmowac ubranie, skoro rano znów trzeba je wlozyc?
Zamiast marnowac czas, lepiej troche dluzej polezec.Przy okazji mozna
zrezygnowac z koldry i odpadnie klopot z jej porannym ukladaniem.
Pies nakruszyl na podloge. Zbesztalem go. Powiedzialem, że nie jestem jego
sluzacym. Dziwne - nagle zdalem sobie sprawe, ze moja zona tez tak czasem do
mnie mówi. Powinienem dzis sie ogolic, ale jakos nie mam ochoty.
Nerwy mam napiete jak postronki. Na sniadanie zjem tylko to, co nie wymaga
rozpakowywania,otwierania, krojenia, smarowania, gotowania ani mieszania.
Wszystkie te czynnosci doprowadzaja mnie do rozpaczy.
Plan na dzis: obiad zjem prosto z torebki, nachylony nad zlewem. Zadnych
talerzy, sztucców, obrusów i innych glupot.
Troche bola mnie dziasla. Pewnie jem za malo owoców, ale nie chce mi sie ich
taszczyc ze sklepu.
Moze to poczatek szkorbutu?
Po poludniu zadzwonila zona i spytala, czy umylem okna i zrobilem pranie.
Wybuchnalem histerycznym smiechem. Powiedzialem jej, ze nie mam czasu na
takie rzeczy. Jest pewien problem z wanna. Odplyw zatkal sie makaronem. Ale
niespecjalnie sie martwie. I tak przestalem sie kapac.
UWAGA: jem teraz razem z psem, prosto z lodówki. Musimy sie spieszyc, zeby
zbyt dlugo nie trzymac jej otwartej.
Niedziela
OGLADALISMY z psem telewizje z lózka. Na ekranie rózni ludzie zajadali
przerózne smakolyki, a my tylko z zazdroscia przelykalismy slinke. Obaj
jestesmy oslabieni i drazliwi. Rano zjedlismy cos z psiej miski, ale zadnemu
z nas to nie smakowalo. Naprawde powinienem sie umyc, ogolic, uczesac, zrobic
psu jesc, wyjsc z nim na spacer, pozmywac, posprzatac, pójsc po zakupy, ale
po prostu nie moge wykrzesac z siebie dosc sil. Mam problemy z utrzymaniem
równowagi, zaczyna szwankowac wzrok. Pies zupelnie przestal merdac ogonem.
Pchani resztka instynktu samozachowawczego, wyczolgujemy sie z lózka i
idziemy do restauracji, gdzie przez ponad godzine jemy rózne pysznosci.
Korzystamy z wielu talerzy, bo przeciez nie musimy ich myc. Pózniej ladujemy
w hotelu. Pokój jest wysprzatany, czysty i przytulny.
Wreszcie znalazlem sposób na zmore tych okropnych domowych obowiazków.
Ciekawe, czy kiedykolwiek przyszlo to do glowy mojej zonie.
Zakupy.
Szedł facet ulicą i zobaczył nowy sklep. Myśli sobie - wpadnę. Wita go
miły, uśmiechnięty sprzedawca:
- Dzień dobry, w czym możemy panu pomóc, co chciałby pan kupić?
Facet się zastanowił i mówi:
- Rękawiczki.
- To proszę podejść do tamtego działu.
Facet idzie do wskazanego działu i mówi:
- Potrzebuję rękawiczki.
- Zimowe czy letnie?
- Zimowe.
- To proszę przejść do następnego działu.
Facet poszedł:
- Dzień dobry, potrzebuję zimowe rękawiczki.
- Skórzane czy nie?
- Skórzane.
- To proszę podejść do działu następnego.
Facet poddenerwowany podchodzi do wskazanego stoiska:
- Chcę kupić zimowe, skórzane rękawiczki.
- Z klamerką czy bez?
- Z klamerką.
- Proszę podejść do następnego stoiska.
Facet już wkurzony, ale idzie nic nie mówiąc:
- Potrzebuję rękawiczki, zimowe, skórzane, z klamerką.
- Klamerka na zatrzask czy na rzepy?
- Na rzepy.
- Zapraszam do działu naprzeciwko.
Facet nie wytrzymuje i wrzeszczy:
- Proszę przestać nade mną się znęcać, dajcie mi rękawiczki i pójdę sobie!
- Proszę pana, proszę nabrać cierpliwości, chcemy panu sprzedać dokładnie
takie, jakie pan potrzebuje.
Facet idzie dalej:
- Proszę o rękawiczki zimowe, skórzane, z klamerką na rzepy.
- A jaki kolor?
Aż tu nagle otwierają się drzwi do sklepu, wchodzi klient z sedesem świeżo
wyrwanym z podłogi, od którego odstają kawałki glazury, niesie go na
wyciągniętych rękach, podchodzi do lady i krzyczy:
- Taki mam sedes, taką glazurę, dupę wam wczoraj pokazałem, dajcie mi
papier toaletow