swiatlo
25.10.14, 23:03
Tak naprawdę to nie miałem ochoty memlać jęzorem, OK, mówiąc precyzyjnie: klawiaturą, ale przeczytałem ten wywiad z Wojewódzkim:
plejada.onet.pl/newsy/kuba-wojewodzki-to-byl-zlot-medialnych-cmentarnych-hien/fl1034
i facet mówi:
"Padały slogany o tym, że „Bóg jest łaskawy i sprawiedliwy”. To największe kłamstwo, jakie czytałem, od dwóch tysięcy lat. Tylko bezlitosny egoista potrafi zabrać młodą matkę trójce dzieciaków - opowiada. - Jak padły słowa „Przeprośmy za nasze grzechy”, to aż zacisnąłem pięści z bezradności. A kiedy wy przeprosicie za swoje - za obłudę, pedofilię, zachłanność i bizantyjski styl życia? Kiedy ten wasz Bóg przeprosi rodzinę Ani, że gdy ona odchodziła, on zajmował się doglądaniem budowy kolejnej świątyni."
Wciąż zaskakuje mnie ten prosty fakt: jak wielu ludzi po prostu nie rozumie kim jest Bóg. Jak wielu dorosłych, wykształconych i inteligentych ludzi wciąż są na poziomie wizji Boga jako starca z siwą brodą siedzącego w chmurach i rozdającemu łaski dobrym ludziom którzy go o to proszą.
Z góry odpowiem: nie wiem kim jest Bóg. Nie mam pojęcia. Nie mam pojęcia w jakiej jest On/Ona kategorii. Jak się mieści we Wszechświecie.
Powiedzmy że Bóg to jest uosobienie i realizacja Dobra. Ale zatem czym jest Dobro? I dlaczego zło wydaje się triumfować nad dobrem? Dlaczego się nie opłaca być dobrym?
No więc tego też nie wiem. I też nie wiem dlaczego to dobro zawsze przegrywa ze złem w krótkim doraźnym wymiarze.
Ale też nie wiem dlaczego w długim wymiarze, w ostatecznym wymiarze, to dobro zawsze, ale to zawsze ostatecznie zwycięża. Poprzez niewinne cierpienia, poprzez niewysłowioną niesprawiedliwość, ale w długim wymiarze zawsze, ale to zawsze, dobro wygrywa.
Nie rozumiem dlaczego tak jest. Ale jedno wiem: Bóg nie rozdaje cukierków. A ksiądz mówiący brednie na pogrzebie to nie jest Jego wysłannik. I Wojewódzki powinien to rozumieć.
Kiedyś się zastanawiałem nad tym zagadnieniem: dlaczego zło zawsze daje krótkoterminową przewagę, ale zawsze przegrywa na długim etapie. Tak się zastanawiałem, że napisałem program komputerowy który symuluje walkę dobra ze złem.
Skorzystałem tutaj ze znanego schematu: gra zwana Friend or Foe.
Zasada jest taka: gracze walczą o pewne dobra. Na przykład o jabłka. Są dwa jabłka do podziału pomiędzy dwoma graczami. Każdy gracz potajemnie deklaruje czy jest przyjacielem czy wrogiem. Jeśli oboje zadeklarują że są przyjaciele, to wtedy oboje się dzielą i dostają po jednym jabłku. To symbolizuje współpracę, czyli dobro.
Jeśli jeden zadeklaruje wroga, drugi przyjaciela, wtedy wróg dostaje dwa jabłka, a przyjaciel nie dostaje nic. Symbolizuje to że na krótką metę egoizm przynosi doraźnie korzyści.
Jeśli natomiast oboje zadeklarują że są wrogami, to oboje nie dostają nic. Oboje przegrywają. Znowu to symbolizuje, że w konflikcie zawsze wszystkie strony tracą.
Stworzyłem grupę ludzi, powiedzmy 100 wirtualnych osób, i każdy dostał charakterystykę od 1 do 10. To znaczy im mniejsza charakterystyka, tym większe pradwopodobieństwo że jest złym. Czyli osoby o wartości 1 zawsze były wrogiem w każdej grze, osoby 10 zawsze były przyjacielem, a osoby pomiędzy były - jak można się domyślać - pomiędzy.
I rozpoczęłem symulację. Każdy grał z każdym, wiele wiele kolejek, i każdy zbierał te jabłka. I sprawdzałem kto dostał ile jabłek po, powiedzmy tysiącu grach. I ci którzy dostali najmniej odpadali z gry. I tak dalej, i tak dalej.
I pod koniec analizowałem rezultaty. I co wyszło?
Otóż egoiści (ludzi o charakterystykach 1-4) zawsze wygrywali na początku, ale im więcej gier tym bardziej odpadali. Ludzie o charakterystyce 1 (najgorsi egoiści) odpadali najszybciej.
W końcu gra się zawsze stabilizowała w ten sposób, że na szczycie (czyli najwięcej jabłek) to była mała grupa umiarkowanych egoistów, ale to była grupa bardzo nieliczna. Może z trzy osoby. Potem cała reszta listy to osoby dobre (współpracujące), też o różnych charakterystykach.
Środek listy, czyli osoby o średnim wskaźniku sukcesu, to osoby bezwarunkowo dobre (10), czyli zawsze bezwarunkowo idące na współpracę.
Ciekawy był sam dół listy, czyli ci, co najmiej uzbierali jabłek. Najwięksi luzerzy to osoby o numerach 1-2, czyli bezwarunkowi egoiści.
Dodam że list się stabilizowała dopiero po bardzo wielu grach. Na początku zawsze opłacało się egoistom, ale im więcej gier, tym bardziej oni przegrywali i przegrywali. Z wyjątkiem tym bardzo nielicznym umiarkowanym egoistom którym udało się opanaować szczyt.
Czy to nie pokazuje jakim naprawdę jest nasze społeczeństwo? Że trzon są ludzie dobrzy. Na samym szczycie jest maleńki margines bydlaków, ale tak naprawdę to się nie opłaca być bydlakiem, bo jest małe prawdopodobieństwo że będziesz tym na szczycie. O wiele jest większe prawdopobieństwo że będziesz na samym dole społeczeństwa.
A osoby bezwarunkowo dobre, czyli zawsze dobre, czyli najbardziej narażeni na bycie wykorzystanym, nie osiągali wielkich sukcesów, ale też nie odpadali. Są w środku stawki, żyją i mają się relatywnie dobrze. Są ukryci wśród nas.
Dało mi to do myślenia. Odpowiedziało mi dlaczego dobro zawsze wygrywa długofalowo. Poprzez lokalne porażki, poprzez chwilową niesprawiedliwość, poprzez niezasłużone cierpienia. Na końcu i tak wychodzi na dobro. Zawsze.