Dodaj do ulubionych

Zapasy na zime

04.10.04, 14:31
Jesien byla u mojej mamy okresem bardzo pracowitym.
Najpierw trzeba bylo isc na rynek i wybrac ogorki mniej wiecej rownej
dlugosci, zeby sie dobrze do sloika miescily, zamowic przy okazji u
ziemniaki, kapuste i jablka u chlopa. Po drodze jeszcze kupic buraczki i
sliwki.
Potem ojciec przynosil puste sloiki z piwnicy, do niektorych nalezalo dokupic
gumki albo zakretki. No i zaczynala sie robota. Smazenie powidel sliwkowych,
mieszajac, mieszaja, mieszajac i od czasu do czasu probujac czy juz dobre.
Gotowanie musu jablkowego. Tarcie buraczkow. Ogorki w sloikach byly robione
na dwa rozne sposoby- kiszone i konserwowe. Wszelkie stoly, polki, parapety
byly pelne sloikow, ktore musialy po zagotowaniu najpierw postac pare dni ,
zeby byla pewnosc, ze "dobrze zlapaly".
No a potem chlop przywozil ziemniaki, na ogol poltora metra, co mialo
starczyc na cala zime. Ziemniaki szly od razu do piwnicy. Przy okazji chlop
przywozil tez worek kapusty i ta wedrowala najpierw na balkon.
Majac juz kapuste, nalezalo isc na rynek i znalezc faceta z heblem. Chodzili
tacy panowie z duzymi heblami na plecach. Pamietacie? No wiec taki byl
przyprowadzany do kuchni i heblowal kapuste do duzej wanny.
Potem nastepowalo kiszenie kapusty. Nalezalo miec do tego duzy kamienny
garnek, sol, pieprz ziarnisty, lisc laurowy i co jeszcze nie pamietam. Na
wierzch garnka nalezalo polozyc deseczke a na niej kamien, zeby przyciskal.
Z cala robota nalezalo uporac sie przed przymrozkami, zeby mozna bylo kapuste
wystawic na balkon, bo ona, kiszac sie, strasznie smierdziala. No i trzeba
bylo codziennie zbierac wode, jaka taka kapusta puszczala.

Acha, byly jeszcze nalewki i wino owocowe w balonie, spuszczane przez taki
wezyk, ktory bralo sie do ust i nalezalo mocno zassac.

I to bylo, moi drodzy, czescia tego, co teraz w snobistycznych kregach "slow
food" sie nazywa. Moja mama, ktora do tej pory uzywa glownie swieze produkty,
makaron jeszcze sama robi, wcale nie wie, ze moglaby byc wzorem dla tej nowej
mody.
Obserwuj wątek
    • jutka1 Re: Zapasy na zime 04.10.04, 14:38
      Mario,
      Przypomnialas mi wlasnie, ze dla takiego mniej wiecej zycia chce wrocic na
      wies.

      Kisic ogorki, kapuste, pomidory, czosnek, zur.. Robic nalewki, kompoty,
      konfitury, salatki ..

      Nie dlatego, ze "dostac nie mozna", albo ze jestem wyznawca "slow food" (w
      znaczeniu mody).. Po prostu dlatego, ze chcialabym zyc prosciej. W zgodzie z
      porami roku.

      Nie, nie zwariowalam.

      Wiele lat zycia w wielkich miastach pokazalo mi, co mi robi dobrze, a co zle.

      I tyle.... :-)))))))))))))))
      • xurek co za duzo to niezdrowo :))))) 04.10.04, 14:49
        ale najpierw pytanie do Marii - Mario, gdzie wy mieszkaliscie? Ja takie "zimowe
        przygotowania" znam z domu moich dziadkow - u rodzicow na beczke kaupsty i
        miliony sloikow zdecydowanie nie bylo miejsca - mama robila grzyby, troche
        ogorkow, kompoty - reszte sie kupowalo.

        Ale wracajac do "nowego starego zycia". Otoz bedac bardzo niedoswiadczonym
        ogrodnikiem zasadzilam zdecydowanie za duzo ogorkow. No i zrobilam juz trzeci
        po kolei wielki baniak (jako ze nie ma tutaj "bonclokow" uzywam wielkiej
        fajansowej donicy) kiszonych ogorkow. Pierwsze ogorki zjedlismy w zachwycie,
        drugie z zadowoleniem, trzecie ze smakiem, czwarte z przywyczajenia, piate z
        nadzieja ze wkrotce sezon ogorkowy minie a nastepne przy odruchach
        zwrotnych :))). Na dodatek zasadzilam duzo za duzo pomidorow, od ktorych to
        codziennego spozywania jestesmy juz czerwoni a na grzadce czeka jeszcze 10
        glowek kapusty, ktora to wyrosla "przez pomylke" - jakos nie dogadalam sie z
        pania, ze chce brukselke :))).
        Tak wiec jak spozyjemy ostatni ogorek to zakisze kapuste, potem ususze jablka i
        zaprawie sloiki z dynia a w przyszlym roku beda na ogrodku SAME KWIATUSZKI :))).

        A powiedziec przez to chcialam, ze sie moje podniebienie nienostalgiczne
        zrobilo i zbyt duzej ilosci "zywnosci z dawnych snow" nie trawi a sekcja
        afrykanska w ogole nie lubi kwasnego :))). Moj maz powiedzial kiedys, ze jezeli
        w polskiej kuchni cos nie jest slodkie, to na pewno jest kwasne :)).

        Ale fajnie jest powspominac no i jak bym miala grzyby to tez bym jeszcze
        zaprawila :))

        Xurek
        • jutka1 Re: co za duzo to niezdrowo :))))) 04.10.04, 15:02
          Ja tych kwasnosci polskich jestem wyglodniala jak wilk... watpie, zeby mi
          zbrzydlo..

          Z drugiej strony, do ciezarowki przeprowadzkowej trafia tony innych rzeczy:
          przypraw azjatyckich, soczewicy, dobrej jakosci oliwy z oliwek etc. - bo nie
          chce z kolei tam tesknic do tego.

          na szczescie umiem gotowac rozne rzeczy z roznych kuchni, wiec nie bede musiala
          szukac tajskiej restauracji czy innej... :-)))))))))))
        • maria421 Xurku, 04.10.04, 15:46
          Mysmy mieszkali w bardzo duzym mieszkaniu w przedwojennej kamienicy w centrum
          Lodzi. Byla duza kuchnia, piwnica, spizarnia i balkon.
          Kapuste kiszona i ogorki juz wtedy mozna bylo kupic w sklepiku u pani
          Jarzabkowej na rogu, ale gdzie tam, zadna kupna kapusta moim rodzicom nie
          smakowala.
          Teraz chyba lepsza kiszona kapuste w sklepach sprzedaja, bo moja mama, od kiedy
          przeprowadzila sie do poznanskich blokow, juz jej sama nie kisi.
          • starypierdola Xurku, 05.10.04, 05:44
            Jak masz za duzo ogorkow czy innych warzyw/owocow to podaruj troche sasiadom.
            Uciesza sie, beda cie powazac jako ogrodnika/rolnika, bedzie z nimi o czym
            rozmawiac, ale najwazniejsze ze nic Ci/Wam nie zbrzydnie:))

            I ja i Swiatlo (!!??)tak robimy i wszyscy sa zadowoleni.

            SP
    • ani-ta Re: Zapasy na zime 04.10.04, 15:28
      ja to tylko napadowo cos przetwarzam - jak mnie najdzie jakas glupia mysl, zem
      zla matka i zona i trzeba rodzinie dogodzic (wtedy to rodzina juz na 100% mnie
      nie kocha!)... miotam sie po kuchni z widokiem na salon i sypialnie,
      rzucam "miesem" ze miejsca nie ma, ze piwnicy nie ma, ze "wszystko nie tak" a
      ja przeciez MUSZE to zrobic!:)))
      ale... pamietam wlasnie takie akcje z domu rodzicow (Bogu dzieki bez kapusty!)
      i dziadkow... horror coroczny! mama z babcia slaniajace sie na noga i
      nieszajace w garach... moja stala dzialka - czyli mycie sloikow (Boze blogoslaw
      zmywarke!!!), tysiecy sloikow z niepasujacymi nakretkami, wscieklymi
      sprezynami, sparcialymi gumkami... albo tez zywych sloikow wyskakujacych z rak
      wprost na terakotte;)
      babcia w zeszlym roku po takim maratonie (na wlasne zyczenie zafundowanym!)
      wyladowala na intesywnej terapii... dwa dni pozniej byla tam juz mama... i
      wtedy glosno i wyraznie obydwu powiedzialam co ja mysle o tych ich
      przetworach!!! nie chce ich!! nienawidze tego! i nie potrzebuje! w
      przeciwienstwie do nich samych - ktore sa mi w dalszym ciagu niezbedne!
      efekt... w tym roku moze to nie byl maraton, ale tez niezly bieg przelajowy,
      przez ogorki i pomidorki - powidel "nie musialy" robic bo moje embargo na
      przetwory dalej jest aktualne, a to byla jedyna rzecz ktora chetnie bralam.
      rozumiem ped ku naturze, rozumiem sile przyzwyczajenia, rozumiem poczucie
      obowiazku dbania o podniebienia rodziny... ale ja wole kupowac niz padac na
      pysk - "bo domowe ogoreczki sa najlepsze".
      lesniczyna - kobitka 7lat ode mnie mlodsza, wykazuje syndrom mojej mamy-babci,
      przetwarza wszystko i to koniecznie w ilosciach hurtowych, rozumialabym ja
      gdyby to byla prosta kobitka, ktora wiedziona potrzeba pracy, poczuciem
      obowiazku zazegannia glodu w domu, czy "bo tak robia inne" . ale nie!
      prawniczka, prymuska na swoim roku, stypendystka - za wzselka cene chce
      udowodnic, ze gospodynia tez bedzie najlepsza!
      wole juz swoje zrywy, a miedzy nimi poczucie winy, ze nie dogadzam rodzinie...
      siakos tak lzej sie zyje:) spokojniej?:)

      aaaa... ostatnio organoleptycznie udowodnilam mamie, ze zupa pomidorowa z soku
      pomidorowego z kartonu jest LEPSZA od "domowego - sloiczkowego" i tansza i
      mniej pracy wymaga!!!!
      wiem, ze polegne na ogorkach - bo robi je absolutnie najlepiej na swiecie, ale
      znajde (!!!) takie, ktore beda w miare smakowaly... i tak malymi kroczkami,
      zanim mama pojdzie na emeryture ODZWYCZAJE ja od sportu kuchennego.

      a.:)
      • jutka1 Re: Zapasy na zime 04.10.04, 15:37
        Cale szczescie, ze nie bede robic hurtowo dla rodziny ale tylko dla mnie i ew.
        gosci...

        30 sloikow ogorkow, 15 pomidorow, 10 czosnku, 10 kilo kapusty, toz to nic ..

        Zur i kapuste kisic co jakis czas w malych w miare ilosciach, nie zajmuje tyle
        czasu ani nie wykancza.

        Nalewki robic wtedy, kiedy poprzednie sie zaczynaja przerzedzac...

        Eeeee. Z palcem w bucie> Zaden problem :-)))))))))))))))))
        • ani-ta Re: Zapasy na zime 04.10.04, 15:55
          mowie ci jutka! odpusc te pomidory!!!!
          chyba, ze bedziesz robic suszone w oliwie... ooo to ja zawsze chetnie;)
          tylko gdzie ty w PL znajdziez takie dobre pomidory i slonce?:)

          zeby kisic zur... chyba oprocz skladnikow trzeba miec piec... nie wiem, jak
          moja babcia to robi, ale jej wychodzi a mnie (z tych samych skladnikow!!! i
          czas i reszta dokladnie taka sama!) tylko smrod:(

          aaa... mozesz robic zakwas buraczany na wigilie... to nie wymaga zbyt wiele ani
          nakladow ani pracy:)

          a jak ci bedzie malo... to u mnie w kuchni skrzynka jablek stoi... i patrzy na
          mnie... ja tez na nia patrze... oooo nasze spojrzenia sie skrzyzowaly!:PPPPPPPP
          jutro!
          dzisiaj nie mam sily:)

          a.:)
          • jutka1 Re: Zapasy na zime 04.10.04, 15:59
            Pomidory kiszone sa proste - kisi sie jak ogorki, tylko nie do konca dojrzale
            pomidory sie bierze. I nie pasteryzuje sie :-)

            Zur mi jakos wychodzi, odpukac :-)

            Zrob z jablek mus - wytnij srodki i w malej ilosci wody gotuj na malym ogniu,
            az sie zrobi ciapa. Do sloikow, zapasteryzuj, i jak znalazl.

            Bardzo niepracochlonne :-)))))
            • xurek pasteryzowane kiszone ogorki? 04.10.04, 16:04
              ja nie pasteryzuje, tylko podobnie jak kiszona kapuste przygniatam kamieniem i
              juz. Pasteryzowane znam tylko konserwowe. Jak smakuja kiszone pomidory?

              Xurek
      • lucja7 :)))))))))))))))))) 04.10.04, 16:07
        Ani-ta, rozumiem cie.
        Z kolei ta chec przekopania ogrodka przydomowego po ciezkim dniu pracy, ta chec
        relaksu, to bylabym jeszcze w stanie zrozumiec.
        A tylko ogrodek? Czy chce sie jeszcze jesc po czyms takim?
        Zupelnie nie wiem i wydaje mi sie ze jestem stracona.

        lucja
        • jutka1 Re: :)))))))))))))))))) 04.10.04, 16:08
          kto powiedzial, ze warzywa trzeba wlasnemy renkamy??????

          idzie sie do zaufanego chlopa i sie kupuje, moja droga :-)
          • lucja7 Re: :)))))))))))))))))) 04.10.04, 16:16
            No niby tak.....
            Ale ja o kopaniu ogrodka, bo dla mnie to to samo co upychanie kapusty w beczce,
            jako terapia.
            A chleb tez bedziesz sobie wypiekala?

            Caluje, lucja

            • jutka1 Re: :)))))))))))))))))) 04.10.04, 16:27
              lucja7 napisała:

              > A chleb tez bedziesz sobie wypiekala?
              ********
              Chleba jem bardzo malo. Chyba nie bede piekla... ale kto wie co mi odbije po
              dluzszej dawce wiejskiego powietrza.... ;-))))))
    • sabba my w domu 04.10.04, 15:49
      dlugo bardzo nie zaznali sklepowych przetowrow slodkich, kwasnych czy innych, bo
      wszytko byloalbo z wlasnej dzialki na wsi albo od dziadkow. Pamietam ze
      zazdroscialm kolezance bo ona nie miala dziaki i u niej sie jadlo surowki ze
      sloika i dzem tez kupny. No ale teraz widze ze co prawda, pare rzeczy kupnych
      jest naprawde dobrych to tylko te samemu wytworzone sa takie jak trzeba. W tym
      roku bede suszyc jablka i zrobilam galaretke z czarnego buz, pycha. Chce tez
      zrobi galaretke z pigwy na winie, bo uwielbiam, nie mowiac juz ze takich rzeczy
      w moim rodzinnym domu sie nie jadlo.
      • jutka1 Re: my w domu 04.10.04, 15:56
        A nalewka z pigwy...... mmmmmmmmm

        Zdalam sobie sprawe, ze nie da sie nalewek robic co jakis czas, jak sie zapasy
        zaczna wykruszac, bo trzeba w sezonie, zeby miec na czym te nalewke zrobic...
        Hmmm. trudno! i tak bede robic: orzechowke, wisniowke i pigwowke. :-))
        • xurek jak sie robi i co to sa nalewki? 04.10.04, 16:02
          U nas albo nie bylo albo inaczej sie nazywalo. Domyslam sie, ze to alkoholiczne
          ale jezeli nie jest to ani a)wodka z drozdzy i cukru ani b)sznapsem z
          wisni/gruszek/sliwek badz podobnych to nie mam pojecia co to jest.

          A jak juz jestesmy przy wspomnieniach to dla mnie najwiekszym rocznym stresem
          (ale rownoczesnie wielkia frajda) bylo coroczne swiniobicie u dziadkow.
          Chcialam nawet opisac w slaskich obrzadkach, ale programowanie mnie
          pochlonelo :))). Nowa aplikacja jest rownie zmudna co zaprawianie sloikow ale
          ma ten plus, ze nie trzeba jej jesc no i mozna ja sprzedac :)))))))))

          Xurek
          • jutka1 Re: jak sie robi i co to sa nalewki? 04.10.04, 16:07
            Nalewka.

            Spirytus z wodka (proporcje wg uznania) zaprawione smakiem czegos, co w nim
            siedzialo czas jakis. Wisniowka natenprzyklad: wisnie (bez pestek jesli ma byc
            slodka, z pestkami jesli bardziej wytrawna, na samych pestkach sie robi gorzka)
            sie zasypuje cukrem, po puszczeniu sokow sie dolewa spirytusu, stoi toto czas
            jakis, potem sie zlewa, na wisnie sie wlewa wodke, stoi toto, miesza sie to
            wszystko, odstawia na pare tygodni i voilà!!

            jak chcesz dokladne proporcje co i jak, moge rodzicielke poprosic...
            :-))))))))))
    • lalka_01 Re: Zapasy na zime 04.10.04, 16:52
      Jeden z moich dziadkow do tego wszystkiego te kapuste w duzej beczce...ugniatal
      nogami. Ojciec tez kisil (i chyba jeszcze kisi), ale juz nie uzywal nog.

      Tutaj tylko susze grzyby, w Krakowie robilam ogorki i soki. Reszte (np.
      konfitury "na twardo" z calymi owocami) przywoze od rodzicow. Zadne kupne do
      ciast sie nie nadaja.
      • lucja7 Gospodarstwo domowe 04.10.04, 16:58
        Ja was tu czytam i stwierdzam z rozpacza ze moje gospodarstwo domowe jest do
        dupy!! I nie wiem co to bedzie!!

        lucja
        • jutka1 Re: Gospodarstwo domowe 04.10.04, 17:02
          ozenisz sie ze mna, czy tam za maz wyjdziesz, to wszystko bedzie OK !!
          ;-)))))))))
          • lucja7 Re: Gospodarstwo domowe 04.10.04, 17:19
            Ja myslalam ze to sie przydaje tylko na czasy wojenne, a postanowilam zyc bez
            wojen.

            Ale przypomina mi to wszystko moje zle relacje z konsumpcja produktow
            naturalnych. Pamietam ze strulam sie jak krolik kiedys u rolnika z Orne jego
            osobistym Calvadosem ktory pachnial mi podejrzanie, ale zapewnial ze to zapach
            naturalny. jechal autentycznym wychodkiem.
            No nic, niektorzy maja moze racje mowiac ze skonczymy w grotach. Trzeba sie
            przyzwyczajac.

            licze wiec rzeczywiscie na ciebie, Pituniu,

            lucja
            • jutka1 Re: Gospodarstwo domowe 04.10.04, 17:27
              lucja7 napisała:

              > licze wiec rzeczywiscie na ciebie, Pituniu,
              **********
              Mru, u mnie niczym sie nie strujesz, nic nie bedzie brzydko pachniec, ani
              smakowac nie tak jak powinno.. przyrzekam! :-)

              :-)
    • wkrasnicki Re: Zapasy na zime 04.10.04, 18:35
      To chyba nie o żadne oszczędności chodzi (bo kosztuje drożej), tylko, że można
      sobie wszystko doprawić wedle własnego smaku, zapachu, a emerytom dodatkowo
      pozwala nie zardzewieć.
      Podobnie jest z rabatami kwiatowymi, np. cięte kosztują mniej więcej tyle co
      cebule, czyli tak naprawdę taniej. No ale przecież ciętych w ziemię nie
      powtykam. Ktoś kto robi to masowo- robi taniej.
      Informacja praktyczna, do naleweczki na wiśniach dobrze dolać nieco rumu i
      niech tak razem popracuje, oczywiście wg. własnego uznania, ale „wiaterek” jest
      jeszcze lepszy.
      I rzecz zasadnicza w nalewkach, to lury nie robić, bo dobra naleweczka musi
      mieć kopnięcie, wszak tego nie chleje się litrami, tylko śladowo, czyli dla
      kurażu. To samo zresztą z adwokatem, który MUSI być na spirytusie.
      • jan.kran Re: Zapasy na zime 07.10.04, 20:51
        Przychylam sie do zdania Krasa.

        W dzisiejszych czasach mozna cuda na patyku kupic , ale teskni sie za tymi
        domowymi smakami... bo byly wlasne , domowe , jedyne w swoim rodzaju , po
        swojemu doprawione.

        U mnie w domu robilo sie tone kompotow.
        Najbardziej lubilam czeresniowe i gruszkowe... ale tych bylo zawsze najmniej i
        byly tylko od swieta.

        Powidla , grzybki marynowane , grzyby suszone , wisnie w syropie , kapusta
        kiszona i MIOD PITNY domowej roboty :-))

        Tato tez pedzil znakomity BIMBER.

        Ale tradycja przetworcza odzywa sie w trzecim pokoleniu ( ja kupuje co sie da
        gotowe).

        Mlodziez natomiast uznaje jedzenie przyrzadzone recznie , piecze i zabiera sie
        za PRZETWORY....

        Ciezkie obciazenie dziedziczne :-)))

        K.



Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka