14.10.04, 18:01
Wlasnie skonczylam poprawiac, drukowac, sortowac, pojawil sie czas do
zagospodarowania, wiec sobie mysle. Mysle, ze gdybym kiedys gdzies tam
wykonala jeden inny ruch, podjela jedna inna decyzje, to niczego bym teraz
nie poprawiala ani nie sortowala ani ani ani.

I tak dalej sobie mysle, ze bylo dobre pare takich rozstajow na ktorych drogi
mojej przyszlosci zdecydowanie sie rozchodzily – inny wybor, to moze bylabym
dzisiaj calkiem inna ja. Rozmiar owej mozliwosci innej mnie jest zaskakujaco
wielki – moglambym myslec i snic w zupelnie innym jezyku, moglambym parac sie
na codzien zupelnie inna praca, moglambym zasypiac codziennie u boku zupelnie
innego mezczyzny, moje dziecko moglo byc zupelnie innym dzieckiem albo nie
byc wcale – ilosc teoretycznych mozliwosci jest wrecz odurzajaca.

I tak sobie jeszcze dalej mysle, ze naprawde szkoda i zal nie nie mozna
przynajmniej kilku opcji przezyc. To tyle zmarnowanych wrazen i doznan i
poznan...... Ale moze wtedy stracily by one autentycznosc? Zycie stalo sie
roznymi scenariuszami do tego samego filmu?

Trasa, ktora wybralam (czy ja naprawde ja wybralam czy tez ona wybrala mnie?)
jest wartosciowa i satysfakcjonujaca, ale moze inna bylaby jeszcze
wartosciowsza ? Wieczny brak odpowiedzi na to pytanie jest nieco frustrujacy.

Wydaje mi sie, ze wszystkie rozstaje juz poza mna, ze tak poustawialam
zwrotnice, iz pociag pojedzie sam i pozostaja tylko malenkie i
nieistotnie “to albo tamto”. Ciekawe, czy sie myle…

A Wy? Macie / mieliscie wrazenie takich rozdrozy? Macie wrazenie wyboru
wlasciwej drogi?.

Xurek
Obserwuj wątek
    • pani-i-toto hajłej 14.10.04, 18:05
      wybór? drogi? właściwiej? Xurku. Life's a journey, not a destination. Każda
      jest właściwa. Albo niewłaściwa. Rzecz w tym w jaki sposób ją przebywamy, bo...
      How high can you fly with broken wings?

      stokrotka
      • xurek Re: hajłej 14.10.04, 18:09
        ja nie mowie, ze sa wlasciwe i niewlasciwe, tylko ze sa lepsze i gorsze i przy
        tym obstaje :))). How high can I fly with broken wings? Depends how much money
        I can spend for a ticket :)))).

        Xurek
        • pani-i-toto rozumiem 14.10.04, 18:45
          chcesz mi powiedzieć, że w sumie wsio rawno byle mamona była. Więc nie ma co
          kombinować nad rozdrożami, szoruj do banku i sprawdź stan konta. To bedziesz
          wiedzieć.

          stokrotka
          • xurek jak zwykle sie nie rozumiemy :)))) 14.10.04, 18:50
            jedyne co chcialam powiedziec to to, iz broken wings nie musza koniecznie
            oznaczac absolutnego "out" dla latania, badz inaczej ze opcie zyciowe sa
            bardziej skomplikowane niz madre powiedzonka. A do banku w sprawie konta nie
            musze - mam Internet :))))).

            Xurek
            • pani-i-toto jak zwykle odracasz kota mordom z zembami 14.10.04, 18:53
              czlek udupiony pełzać jedynie może. I chu jeśli sobi nawet kupi bilet klasy
              super S. I nawet jeśli przez intrunet go kupi. Nie widze inaczy.

              stokrotka
    • basia553 Re: Rozstaje 14.10.04, 18:24
      Czesto o tym mysle, ze moglam byla to a nie tamto wybrac. Ale kazda droga
      niesie z soba plusy i minusy, a skoro nie mozna wybrac tylko plusöw z kilku
      drög, to niech juz bedzie jak jest. Bo gdybym sie zdecydowala na... to nie
      spotkalabym.... nie przydarzylo by sie to.... a z zadnej z tych "rzeczy"
      - skoro juz je znam, nie chcialabym zrezygnowac.
    • basia553 I jeszcze jedno... 14.10.04, 18:25
      Znasz Xurku to przyslowie? "Gdyby clowiek byl prorokiem, to nie bylby
      biedokiem". Z naszych stron pochodzi.
    • jan.kran Re: Rozstaje 14.10.04, 19:04
      To jakie rozstaje mnie zaprowadzily do rozklekotanego kompa w DSS w Oslo to
      raczej nie na moj rozum :-)) Stad wlasnie klikam.

      Ale mimo ze dawalam sie prowadzic przez zycie a nie prowadzilam swojego zycia
      nie zmienia faktu, ze mam nic przewodnia... nie dac sie :-)))


      I caly czas do przodu . Mnie prowadza pewne drogowskazy. Kolejnosc chyba
      nieistotna. Nie , jednak istotna.

      Po pierwsze moje dzieci. To jest dla mnie cel zycia , sila napedowa i wielka
      radosc.

      Po drugie moja Rodzina i moi Przyjaciela. I mimo wszystko ex:-ppp
      Pobladzilam w zyciu , zle wybralam zwrotnice, ale mam w zyciu kapital
      niezbywalny.
      Ludzki.

      Po trzecie : muzyka , ksiazki , praca.
      To mnie stawia do pionu.

      Chyba najwazniejsza decyzje zyciowa podjelam, w wieku lat 14. Poszlam do
      wlasciwego liceum. I to co stamtad wynioslam profituje do dzis.

      Potem kompletnie bez sensu i drogowskazu wybralam studia. Spotkalam ludzi
      niezwyklych , ktorzy uksztaltowali mnie na cale zycie.

      Teraz stoje pod zwrotnica... na prawo , na lewo , na wprost.
      E tam , mam pare miesiecy zeby sie zdecydowac.

      Scislam Xurku i ciesze , ze sie odezwalas :-))) K.


    • jutka1 Re: Rozstaje 14.10.04, 21:30
      Poza tym, ze za 7 tygodni zapieprzam na leb na szyje into the sunrise?.. Uings
      hafhild hafnot?

      Wazny zakret to byl jeden wieczor w Waszyngtonie kiedy poznalam przypadkiem
      mojego pozniejszego promotora. Gdybym nie poszla w tym dniu w tamto miejsce,
      przeprowadzka do LA w ogole przez glowe by mi nie przeszla. Zreszta bronilam
      sie, w koncu mnie gosc przekonal, zebym zlozyla papiery.

      Od LA zaczelo sie wszystko, co krok po kroku, przez Warszawe i Paryz, prowadzi
      mnie na wies dolnoslaska... i dobrze. :-))))))
      • lucja7 Re: Rozstaje 14.10.04, 21:36
        Ja zaluje rzeczy czy raczej sytuacji obok ktorych sie przeszlo polswiadomie,
        czy tez nieswiadomie i ktore pozniej okazaly sie oczywiste.
        Male albo duze, kazde.
        Wiec nie sa to naprawde rozstaje, ale male (a moze wielkie) zaprzepaszczone
        okazje. I ciagle sobie mowie: nigdy wiecej, i ciagle cos takiego malego sie
        zdarza.

        lucja :)))
        • jutka1 Re: Rozstaje 14.10.04, 21:46
          lucja7 napisała:

          > Wiec nie sa to naprawde rozstaje, ale male (a moze wielkie) zaprzepaszczone
          > okazje. I ciagle sobie mowie: nigdy wiecej, i ciagle cos takiego malego sie
          > zdarza.
          ***********
          Nieprawdaz?
          Ale czasem sie nie "zdarza", tylko ty decydujesz, ze ma byc tak a nie tak.

          Ot tak, filozofuje sobie...
          J.:-)
    • szfedka Znam to. 14.10.04, 23:12
      Przeszlam to w tamtym roku. Zajelo mi to duuuzo czasu, zabralo niesamowicie
      duzo energii. Malo...wpedzilo w depresje...ale w koncu, w koncu, powzielam
      decyzje, chyba najtrudniejsza w moim zyciu.
      Momentami myslalam ze zwariuje. Cale szczescia mialam bliskie mi osoby ktore
      daly mi swoj czas, dodawaly otuchy. Nie wiem jak bym to w przeciwnym razie
      zniosla.
      Dzis, z perspektywy czasu, nie mam watpliwosci, zadnych. Powzielam sluszna
      decyzje...Nie jest moze perfekt ale jest dobrze. A i sloneczko moze kiedys
      znowu zaswieci? Kto wie? Jest nadzieja w kazdym badz razie ;)

      i tym optymistycznym akcentem
      pucio, pucio
      • jutka1 Re: Znam to. 14.10.04, 23:22
        tak trzymac :-))

        stukam sie lampka brouilly :-)
    • luiza-w-ogrodzie Re: Rozstaje 15.10.04, 00:13
      Rozstaje pojawiaja sie wraz z wyborem, nie sa nieuswiadomione. Jak to na
      bajkowych rozstajach bywa, mamy wybor drogi: "Pojdziesz w lewo, wrocisz bogaty,
      pojdziesz w prawo, wrocisz szczesliwy, pojdziesz prosto, nie wrocisz".

      Moje rozstaje? Wybor studiow (szczesliwy), decyzja urodzenia dziecka w srodku
      studiow (mimo perswazji ginekologa, chcacego zarobic na skrobance), wyjazd do
      Australii (NAJLEPSZA decyzja w moim zyciu), rozejscie sie z mezem (bolesne gdy
      podejmowalam decyzje, ale przynioslo wspaniale dlugoterminowe skutki - druga
      NAJLEPSZA decyzja w moim zyciu), wyslanie listu do pewnej agencji posrednictwa
      pracy, wejscie do pewnej dyskusyjnej grupy internetowej.

      Natomiast nie moge sobie przypomniec rozstajow, na ktorych wybralam gorsza
      droge. Moze ich nie zauwazylam albo strategicznie zapomnialam? Trudno uwierzyc
      ze takowych nie bylo.

      Pozdrawiam
      Luiza-w-Ogrodzie

      ><((((º>`·.¸¸.·´¯`·.¸¸><((((º>
      .·´¯`·.. ><((((º>`·.¸¸.·´¯`·.¸¸><((((º>
      • jan.kran Re: Luiza :-)))) 15.10.04, 00:36
        Czytajac Twoj post jakos tak mi sie cieplo zrobilo kolo serca ...

        Bo wlasciwie napisalas madrze i prawdziwie. Niby wybieramy nasze drogi
        przypadkowo , ale za kazdym wyborem jest jakis sens.

        Ja wybralam liceum ryzykujac , ze jak sie nie dostane to wyladuje w zawodowce
        ( byl konkurs swiadectw i na jedno miejsce bylo kilka osob).

        Potem zamiast isc na lukratywna romanistyke na ktora dostalabym sie z piesnia
        na ustach mimo kilkunastu kandydatow na miejsce , wybralam filologie klasyczna
        gdie nabor byl jeszcze we wrzesniu z braku chetnych :-ppp


        Odrzucilam narzeczonego z willa , samochodem i posagiem. ( Najbardziej mi
        szkoda wyprawy slubnej narzeczonego - niedoszlego ... bielizna poscielowa i
        kuchenna haftowana przez siostry zakonne przez szereg lat lacznie z BECIKIEM
        dla potomka... ) i wyszlam za maz z milosci.

        Zamiast sie sobie poswiecic to wyprowadzilam exa na szerokie drogi zawodowe ,
        urodzilam dzieci, nauczylam sie byle jak jakichs jezykow i wyjechalam na
        rubieze.

        Wszystko mi procentuje: dzieci , bezsensowne wyksztalcenie , tulanie sie po
        swiecie i pewnosc ze jak mnie szlag trafi to ex dzieciom zapewni :-)))

        I do tego w wieku lat ...wielu dzieki temu , ze jestem w dziwnym kraju co na
        wiek kobiet starszych nie zwraca uwagi moge pracowac a nawet zdobyc jakis
        zawod :-)))

        Czyli nie ma tego zlego Luizo co by na dobre ..
        Czego i Wam zycze :-))))) K.
        • luiza-w-ogrodzie Kran 15.10.04, 03:35
          Przynajmniej mialas wybor miedzy bogatym narzeczonym a miloscia. Ja mialam
          przechlapane - zakochalam sie i potem na nikogo innego nie patrzalam. A moze
          byl gdzies w poblizu kandydat z duzym posagiem.

          Podobno za pierwszym razem malzonka wybiera sie z milosci, za drugim dla
          pieniedzy a za trzecim bierze sie co leci ;oD

          Pozdrawiam
          Luiza-w-Ogrodzie

          ><((((º>`·.¸¸.·´¯`·.¸¸><((((º>
          .·´¯`·.. ><((((º>`·.¸¸.·´¯`·.¸¸><((((º>
          • lucja7 Czwarty maz 15.10.04, 09:32
            A jak jest z czwartym? Bo taki mnie obecnie najbardziej interesuje?

            lucja
            • jutka1 Re: Czwarty maz 15.10.04, 10:08
              lucja7 napisała:

              > A jak jest z czwartym? Bo taki mnie obecnie najbardziej interesuje?
              >
              > lucja
              *************
              No nieeee......

              Tobie jeszcze czwartego meza trzeba? Ja juz ci nie wystarcze?

              No wiesz, poulette?...
              Bo bede przygnebiona...
              • lucja7 Re: Czwarty maz 15.10.04, 11:52
                Przeciez to w moim zyciu rownoleglym, wiec sie nie liczy.
                A tak na marginesie, co my sobie powiemy kiedy my juz nie musimy mowic a juz
                wiemy? (Watek o rozstaju).
                • jutka1 Re: Czwarty maz 15.10.04, 12:12
                  lucja7 napisała:

                  > Przeciez to w moim zyciu rownoleglym, wiec sie nie liczy.
                  ********
                  uff, dobrze ze sie nie liczy, bo juz z zalosci chcialam pojsc sie upic... ;-)

                  > A tak na marginesie, co my sobie powiemy kiedy my juz nie musimy mowic a juz
                  > wiemy? (Watek o rozstaju).
                  ********
                  Jeszcze duzo zostalo, nie martw sie :-)))

                  bisous, Pitunia :-)
                  • jan.kran Re: Kraje wymarzone :-))) 16.10.04, 22:24
                    Ja w zasadzie od wczesnej mlodosci uwazalam , ze jak mam gdzies zamieszkac na
                    stale to albo we Francji albo USA.

                    O USA wiedzialam tyle co z literatury, filmow i muzyki i bylam zafascynowana ,
                    a o France wiedzialam duzo ze szkoly i wlasnych zaiteresowan.

                    To , ze opuscilam Francje dla DE moge jeszcze sobie wytlumaczyc zaslepieniem na
                    tle exa i Jego sila przekonywania.

                    Zreszta Bawaria jest niemiecka inaczej i dobrze tam bylo:))))

                    Jakby mi ktos kiedys powiedzial , ze mnie wyniesie na rubieze to bym sie
                    stuknela w glowe.

                    Do tej pory jeszcze calkiem niezrealizowalam co ja robie w Norge :-ppp

                    Ale jak mysle o roznych scenariuszach to raczej nie biore pod uwage
                    scenariuszy :
                    Kran we Francji ,USA , DE tylko probuje pisac scenariusz skandynawski.
                    Nie chce sie ogladac za siebie... K.

    • lalka_01 Re: Rozstaje 15.10.04, 09:42
      Rozstajow bylo mnostwo. W tzw. zyciu osobistym jednak to nie ja wybieralam
      wlasciwe drogi, to splot przypadow, okolicznosci i ??? chronil mnie od
      katastrof, ktorych moglo byc ZA duzo.
      A reszta? Jeszcze nie wiem, okaze sie.
    • emre_baran Schrödinger's Cat 15.10.04, 12:01
      Kota umiescic w skrzyni olowianej o grybych sciankach. Przypominam ze kot ma byc
      zywy. Wraz z kotem do skrzyni wstawiamy radioaktywny pierwiastek z
      prawdodopodowienstwem rozpadu 1/2. Na proste pytanie czy kot zyje czy tez nie,
      poprawna odpowiedz to:

      I JEDNO I DRUGIE.

      [...]

      A kiedy otworzysz skrzynie olowiana z kotem przekonasz sie w KTORYM
      wszechswiecie sie znalazlas.
    • xurek Rozne scenariusze 15.10.04, 17:22
      Od kiedy siegne pamiecia najwiekszym marzeniem byly dalekie podroze i
      osiedlenie sie gdzies, gdzie nikt mnie nie zna i gdzie moge zaczac „bez
      przeszlosci“. Bylo wiele miejsc, o ktorych marzylam i pare takich, o ktorych
      nie. Pierwsza naprawde „realna i dorosla“ mozliwoscia byla Portugalia. Bylo mi
      tam bardzo dobrze, stworzylam sobie milusia baze do pozostania i gdyby nie moj
      owczesny kanadyjski przyjaciel bylabym tam zostala. Ale on prosil, bym
      zamieszkala z nim w Kanadzie co bylo mozliwe tylko na okreznej drodze
      prowadzacej przez zawarcie malzenstwa w Polsce. Tak wiec zamienilam Portugalie
      na obietnice Montrealu, ktora nie doszla do skutku, bo sie przyjaciel rozmyslil
      po tym jak mnie “uziemil” w Polsce. Wiec znow nowe starania i wyjazd do Francji
      i znow czulam sie wspaniale i postanowilam zostac, tyle tylko, ze mozliwosc
      pozostania prowadzila albo przez malzenstwo dla papierow albo droga okrezna
      przez niemieckie obywatelstwo – dlugosc malzenstwa mnie przerazila, wiec
      zdecydowalam sie na wyjazd. I tak wyladowalam w Germanii, ktora nigdy nie byla
      na liscie moich wymarzonych krajow. Mial to byc krotki pobyt dla zalatwienia
      paszportu, skonczyl sie “dlugim malzenstwem”, chociaz paszport mialam po
      miesiacu a wszystkie inne drogi (lacznie z montrealska :)) staly otworem i nikt
      mnie “na sile” nie zatrzymywal.
      Moj wyjazd przypadl na okres w moim zyciu, w kotrym nie bylam jeszcze
      ani “doroslo” ani zawodowo uksztaltowana. Tak wiec Niemcy w duzej mierze
      przyczynily sie do uksztaltowania mojego “doroslego” profilu a jezyk, w ktorym
      w dniu przyjazdu umialam powiedziec piec slow i ktory bardzo mi sie nie podobal
      stal sie tym, w ktorm dzisiaj mowie sama do siebie. Francuski zsdzedl
      na “trzeci plan” a po portugalsku umiem jeszcze powiedziec dzien dobry i
      przepraszam.

      Jaka bylabym dzisiaj, gdyby miejsce Niemiec zajela Portugalia albo Francja albo
      Kanada?
      Czasem bardzo mi zal, ze nigdy nie bede wiedziec a czasem przypominam sobie
      flair tamtych krajow i wymyslam scenariusze typu “zycie Xurka portugalskiego
      vs. Xurka francuskiego” itd…

      PS: nastepnym krajem nie bedacym na liscie moich wymarzonych byla Szwajcaria :))

      Xurek
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka