maria421
23.12.05, 10:38
Poniedzialek wczesnie rano, ide sobie ulica, niewiele ludzi. Podchodzi do
mnie kobieta, przed czterdziestka, typ alternatywny i mowi:
"Czy moge pania o cos zapytac"?
na co ja: "Oczywiscie, slucham"
Ona: "Czy to, co pani nosi to jest prawdziwe futro?"
Ja na to bez zastanowienia i zaszokowana "Nie". Przeciez mialam na sobie
welniany plaszcz z kapturem. Powiedzialam "Nie" zanim sie zorientowalam, ze
chodzi jej o futerko, ktorym jest obszyty brzeg kaptura.
Ona do mnie "Jest pani pewna?"
Mialam jej odpowiedziec: "Nigdy sie nie zastanawialam, czy ten kawalek jest z
prawdziwego zwierzaka, czy nie", albo "A co pania to obchodzi co ja nosze",
ale zapytalam tylko: " A dlaczego pani pyta?"
Na co ona: "To juz pani powinna sama zrozumiec", po czym, na szczescie,
szybkim krokiem poszla w kierunku przystanku.
Ufff....
Uchowaj mnie, Panie, od wrogich ludziom milosnikow zwierzat!