Dodaj do ulubionych

jezyk "wiecznie zywy"

14.01.07, 11:25
zgodnie z propozycja Jutki zakladam osobny watek. Kopiuje moja odpowiedz do
Poli:
Polu, to moze tez byc po prostu przestarzale. To wogole jest temat o ktorym
> chcialam kiedys porozmawiac: jak ci z Was, ktorzy sa dluzej poza Polska
> odczuwaja swoja nieudolnosc jezykowa? Nie chodzi mi bynajmniej o zapominanie
> jezyka, lecz o uzywanie przestarzalych slow, lub nieznajomosc nowych
zwrotow.
> Moj kontakt z jez.polskim jest sporadyczny, czytam tez wiecej po niem jak po
> polsku. Znajome tez w przewazajacej liczbie niemieckie. No i w przyszlym
> tygodniu swietuje 32 rocznice przybycia tutaj...

Znowu o tym myslalam, bo mi podarowano jedna Chmielewska. Nie przeczytalam do
konca, nie trawie kobiety. Ale rzecz dzieje sie w roku 1966 i mimo iz zyje
tu - jak wyzej - widze, ze jej slownictwo niemalze traci myszka.
Czy majac kontakty z nowa emigracja czy tez z mlodszymi ludzmi w Polsce, czy
zauwazacie te zmiany? Czyx nie boicie sie, ze bedziemy kiedys dla nich
brzmiec jak Mickiewicz, ktorego pieknego nagrania Pana Tadeusza ostatnio
slucham? Ciekawi mnie, co tu opowiecie.
Obserwuj wątek
    • maria421 Re: jezyk "wiecznie zywy" 14.01.07, 11:46
      Pomimo mego czestego kontaktu z Polska, widze, ze nie nadazam za rozwojem jezyka.

      Zauwazylam na przyklad, ze do powszechnego uzycia weszly slowa takie jak
      -kasa, czyli pieniadze
      -laska, czyli mloda dziewczyna
      -odlotowy, czyli super fajny
      -dawac czadu , czyli... no wlasnie, co to dokladnie znaczy?
      -sciemniac czyli, jak sie domyslam, bujac

      Na szczescie zauwazam ze w Polsce wiekszosc ludzi w moim wieku nie przyjela tego
      slownictwa i wlasciwie mowi tak samo jak ja.

      Nie, nie boje sie, ze bede kiedys brzmiec staroswiecko. Sadze nawet, ze po
      przekroczeniu pewnego wieku przyswajanie sobie mlodziezowej mowy jest w zlym
      guscie, zupelnie jak zakladanie mini spodniczki.
      Kiedy slucham jak mowia starsze osoby (niektore starsze osoby) podoba mi sie
      wlasnie ta ich archaiczna dla mnie mowa.
      • triskell Re: jezyk "wiecznie zywy" 14.01.07, 16:38
        Ja przez pierwszy dzień czy dwa pobytu w Polsce zauważyłam, że na zadane z
        zaskoczenia pytania wymagające krótkiej odpowiedzi typu "tak czy "nie"
        odpowiedziałam kilka razy po angielsku. Potem mi przeszło.

        A tak bardziej na temat, czyli jeśli chodzi o słownictwo: słowa typu "kasa" czy
        "laska" nie są dla mnie jakieś szczególnie nowe, tego pierwszego pewnie zdarza
        mi się używać. Podczas grudniowego pobytu w Polsce zauważyłam natomiast u
        polskich nastolatków używanie słowa "centralnie" w znaczeniu... no własnie bez
        znaczenia, jako taki nic nie znaczący podkreślnik ("No i on nic mi nie
        odpowiedział. _Centralnie_ nic nie odpowiedział."), który trochę mnie wkurzał.

        I jeszcze jedna rzecz, o której opowiadałam już Jutce: zauważyłam, że mając
        większy dystans do języka (tzn. nie używając go na codzień) bardziej się nad nim
        zastanawiam i kwestionuję nielogiczność zwrotów, które kiedyś wypowiadałabym bez
        zastanowienia. Tak jak w opisywanym Jutce przykładzie: pisałam do kogoś w sms-ie
        "Poszczuję ją moim pieskiem preriowym. Zabawkowy bo zabawkowy, ale mnie obroni."
        I po chwili refleksja: "Jak to 'zabawkowy _bo_ zabawkowy'? Przecież w tym
        zwrocie nie ma żadnego związku przyczynowo skutkowego (tzn. piesek-zabawka nie
        jest zabawkowy _ponieważ_ jest zabawkowy, bo to byłoby masło maślane)"
        • jutka1 Re: jezyk "wiecznie zywy" 14.01.07, 19:11
          :-))))
          Pozdrow pieska :-D

          Swoja droga, moj (troche) problem teraz to niedosyt kontaktu z "zywym"
          angielskim, francuskim i rosyjskim (w tej kolejnosci). Troche jak CJ.
          Dzien ma tylko 24 godziny, musze zarabiac na chleb, i nie moge non-stop ogladac
          TV anglo-, franko-, czy rosyjsko-jezycznej.

          No coz. Moj problem. :-(
    • jutka1 Re: jezyk "wiecznie zywy" 14.01.07, 11:51
      Pomimo tego, ze polszczyzne staralam sie kultywowac na obczyznie jak moglam, po
      powrocie na tzw. lono (uono) zaskoczyla mnie ilosc slow i zwrotow, ktorych nie
      rozumialam, lub moglam sie tylko domyslac. Jak sie gdzies nie mieszka, to bardzo
      trudno nadazyc za nowym slownictwem, ktore pojawia sie np. z cytowania lub
      parafrazy jakichs wypowiedzi w telewizji, ze scenariuszy filmow czy seriali, z
      subkultury takiej smiakiej czy owakiej, ktora przenika do mowy potocznej.
      Dodaj do tego jeszcze pokoleniowe roznice w slownictwie, i masz jak na dloni:
      tak, jestesmy "do tylu". Ale to nie znaczy, ze ze jestesmy "gorsi". :-)))))))
      • fedorczyk4 Re: jezyk "wiecznie zywy" 14.01.07, 12:00
        U mnie bylo jak u Jutki, przez 17 lat bycia kajsi staralam sie zachowac kontakt
        z polszczyzna, ale kiedy po 9 letniej niebytnosci pojawilam sie w Polsce po raz
        pierwszy, to co mnie uderzylo obuchem po uszach, to byla zmiana melodyki
        jezyka. Teraz juz tego nie slysze, przyzwyczailam sie. Co do nowych wyrazen to
        gwara mlodzierzowa mnie nie dotyczy, bo nie widze powodu zeby sie nia
        poslugiwac, ale np. jak pierwszy raz spotkalam sie z czasownikiem wetowac to
        mnie lekko wzdrglo, bo dla mnie przez cale zycie stawialo sie weto, a tu nagle
        wszyscy wszystko wetu(o?)ja. I plenipotent nie ma juz pelnomocnictw tylko
        umocowania. A i odmiana przez przypadki jakos zostala zapomniana na kolczastej
        drodze do wolnosci slowa i zastosowanie tych jakichs tam za. i przy. osobowych
        tez.
        • a.polonia Re: jezyk "wiecznie zywy" 14.01.07, 12:58
          Nie wiem, za rzadko jezdze do Polski, zeby zauwazac jakies ekstremalne zmiany,
          rozmawiam tylko z rodzina przez telefon i ze znajomymi tutaj. Za nowosciami w
          jezyku mlodziezowym nie nadazam (moj brat czasem uzywa dziwnych zwrotow :)),
          ale jakos nad tym nie ubolewam ;-).
          Ale baaardzo lubie wylapywac u ludzi mieszkajacych w krajach anglojezycznych
          doslowne tlumaczenia zwrotow angielskich na jezyk polski (tzn takich zwrotow,
          ktore w polskim nie funkcjonuja).
          Zdarza mi sie tez takie kwiatki wylapac u kolezanki, ktora mieszka w Niemczech,
          chociaz niemieckiego nie znam (np. mowi, ze ktos bedzie "uwazal" na jej
          dziecko ;-). Po polsku raczej powiedzialabym, ze ktos sie dzieckiem zaopiekuje,
          zajmie :)
    • chris-joe Re: jezyk "wiecznie zywy" 14.01.07, 15:21
      Uzalalem sie juz niegdys na niniejszych lamach na metlik jezykowy panujacy w mej
      glowie.
      Odciety zostalem bowiem nie tylko od zywej polszczyzny, ale i -w wyniku
      przeprowadzki do Quebecu- od mego drugiego jezyka "pierwotnego"- angielskiego.
      Polskim posluguje sie, jak i wiekszosc tu zebranych, niemal wylacznie przez
      telefon- coparoletnich wizyt w macierzy nie sposob przeciez liczyc.
      W Montrealu mowie po polsku jedynie przy nieczestych wypadach do polskich
      delikatesow ("dwa opakowania matjasow poprosze" :).

      Odciecia od polszczyzny nie oplakuje, bo pogodzilem sie z takim stanem rzeczy
      emigrujac.
      Zreszta, paradoksalnie, przeprowadzka do Montrealu zbiegla sie w mym przypadku z
      poczatkiem mego uczestnictwa w niniejszym forumie. A -smichy-chichy
      smichami-chichami- roli foruma nie potrafie przecenic. Od lat, wlasciwie od
      wyjazdu z Polski, nie poslugiwalem sie polszczyzna z taka czestotliwoscia i
      regularnocia, jakiej dostarcza mi niniejsze uczestnictwo. A wystukiwanie tu
      mych przemadrzan sie zmusza do bardzo waznej dyscypliny umyslowej- nie tyle co
      mam palnac, ale jak.
      W przeciwienstwie do "leniwego" uzywania polszczyzny w mowie, czyli szybkiego i
      czesto bez-myslnego "szczekniecia" po polsku bez wielkiego przykladania sie do
      formy wypowiedzi, wypisywanie mych uwag na klawiaturze zmusza do aktywnego i
      dosc skrupulatnego zastanawiania sie nad doborem slowa, ksztaltowaniem frazy i
      rytmu wypowiedzi. Jest to szalenie wazne zawsze takze w przypadku jezyka
      uzywanego na codzien, zas w przypadku naszym, "uchodzcow jezykowych", jest to
      wlasciwie sprawa zycia lub smierci jezyka. I stad wlasnie czerpie najwieksza
      satysfakcje z forumowego uczestnictwa. Nie bagatelizujac, bron boze, rozkoszy
      obcowania z zebranym gronem :)))

      To, ze przechodza mi kolo nosa nowe polskie powiedzonka i nowe wyrazenia- to
      bedlka z maslem w naszym przypadku. Nie szkoda roz.

      Oplakuje natomiast utrate biezacego uczestnictwa w zywym angielskim. Jest to
      moj jezyk wtorny, wiec bardziej narazony na zubozenie i atrofie. Czesto
      ogladajac film na przyklad, gdy slysze jakies potoczne angielskie wyrazenie,
      stwierdzam, ze od dawna tego wyrazenia nie uzylem, ze "wypadlo" ono z mej
      angielszczyzny. Zauwazam takze, ze zmienia sie moja wymowa, ze brzmie coraz
      bardziej (i jest to zawazane takze przez mych anglieskich interlokutorow) "z
      brytyjska", ze gubie polnocnoamerykanska gardlowosc jezyka. Wynika to stad, ze
      gdy mowie tu po angielsku, to najczesciej z osobami, dla ktorych angielski nie
      jest jezykiem pierwotnym, wiec typowe w przypadku jezyka nabytego nasladownictwo
      nie ma skad czerpac, pada na martwy grunt, moj angielski nasladuje sam siebie,
      badz co gorsze- nasladuje slyszany wtorny angielski. Na dodatek, czujac ze
      sluchacz nie mowi po angielsku biegle, "zanizam" moj angielski by byc lepiej
      rozumianym. I to -niestety- sie utrwala.

      A francuski? Mowie, bo musze. Nie znoszac jednak miejsca zamieszkania i
      -brutalnie uogolniajac- tubylcow, nie nabylem sympatii do ich jezyka i juz chyba
      nie nabede. A by jezyk dobrze poznac, trza go pozadac. Ja zas w lozku z
      lokalnym francuskim- jestem frygidem.

      Z trzeciej strony- uczeni z ktoregos toronckiego uniwersytetu oglosili wlasnie,
      ze osoby poslugujace sie na codzien dwoma jezykami oddalaja niebezpieczenstwo
      starczej demencji przecietnie o ok. 4 lata.
      Czyli, drodzy zebrani, wiekszosci z nas dostana sie dodatkowe 4 laty
      uczestnictwa w najswietobliwszym. Nim i tych demencja oderwie od klawiatury.
      Lachajem! :))
      • lucja7 Re: jezyk "wiecznie zywy" 14.01.07, 16:31
        Coz dodac?
        Moze to ze nasze polskie jezyki w niepolskich krajach zyja i rozwijaja sie
        rowniez. I np jezyk polski ktorejs generacji emigrantow w Hiszpanii juz sie
        rozni od polskiego tych z Bialorusi....I ze tych polskich jest wiele.
        Te jezyki polskie "emigracyjne" wracaja do rodzimej Polski i wzbogacaja rowniez
        jej jezyk, na podobnej zasadzie jak inne jezyki obce.
        • maria421 Re: jezyk "wiecznie zywy" 14.01.07, 21:24
          lucja7 napisała:

          > Coz dodac?
          > Moze to ze nasze polskie jezyki w niepolskich krajach zyja i rozwijaja sie
          > rowniez. I np jezyk polski ktorejs generacji emigrantow w Hiszpanii juz sie
          > rozni od polskiego tych z Bialorusi....I ze tych polskich jest wiele.

          Jest to stwierdzenie samo w sobie sprzeczne. Piszesz ze jezyk ktorejs generacji
          emigrantow w Hiszpanii juz sie nie rozni od tych z Bialorusi, tzn. ze istnieje
          jeden uniwersalny polski jezyk emigracyjny. Zaraz potem piszesz ze "tych
          polskich jest wiele". No wiec jak to jest? :)

          Ja uwazam, ze jednak jest ich wiele, i ze jez. polski ktorejs generacji
          emigrantow w Hiszpani rozni sie bardzo od jez. polskiego tych z Bialorusi.
          Po prostu jezyk polski ulega wplywom jezykow lokalnych.
          • lucja7 Re: jezyk "wiecznie zywy" 14.01.07, 22:02
            Napisalam:
            "Moze to ze nasze polskie jezyki w niepolskich krajach zyja i rozwijaja sie
            rowniez. I np jezyk polski ktorejs generacji emigrantow w Hiszpanii juz
            sie rozni od polskiego tych z Bialorusi....I ze tych polskich jest wiele."

            Maria odpowiada:
            "Jest to stwierdzenie samo w sobie sprzeczne. Piszesz ze jezyk ktorejs generacji
            emigrantow w Hiszpanii juz sie nie rozni od tych z Bialorusi, tzn. ze istnieje
            jeden uniwersalny polski jezyk emigracyjny. Zaraz potem piszesz ze "tych
            polskich jest wiele". No wiec jak to jest? :)"

            Wzruszam wiec ramionami i mowie:
            Jest tak jak pisze, nie tak jak chca pisac za mnie ;-))
            Mysle ze jest wiele.
            Mysle tez maja one wplyw na jezyk rodzimy, czego wiele przykladow moge
            dostarczyc: wiele slow nowych "wracajacych" z Kanady.
      • maly.ksiaze Re: Jak sie zyje anglofonom w Montrealu? 14.01.07, 19:04
        C-J, molgbys troche wiecej na ten temat? Czy angielski nieuchronnie
        zardzewieje? Bo zastanawiamy sie nad przeprowadzka...

        Pozdrawiam,

        mk.
        • chris-joe Re: Jak sie zyje anglofonom w Montrealu? 14.01.07, 21:52
          Zardzewiec nie musi, jesli sie przytulicie w jakiejs dzielnicy anglo. Ale przed
          francuskim nie uciekniecie. Choc sa tacy, co uciekaja. Wedlug prognoz
          optymistycznych bedziecie mogli trzymac sie angielskiego, a i francuskiego
          troche lizniecie.
          Pod warunkiem, ze to wszystko nie zalezie wam za skore, jak mi zalazlo.
          Dosc mam bycia ofukiwanym, gdy odezwe sie po angielsku. Im fukajacy bardziej
          fukaja, tym gorszy zyskuja efekt, bo sie najezam.

          Hmm, przeprowadzka do Mtl, mowisz? Sam nie wiem, jak zareagowac. Mieszkajacy
          tu przyjezdni sobie chwala. Wiem jednak, ze na kazdego chwalacego, jest
          przynajmniej jeden inny, co nie chwali, bo dawno zwinal manele i ruszyl
          Transcanada na zachod.
          Ja sie tutaj -blisko nowych jorkow, bostonow, toront i Europy- czuje znacznie
          bardziej wyizolowany, niz na zadupiu nadpacyficznym. QC jest swiatem samym w
          sobie, egocentrycznym, zakompleksionym, wypietym tylkiem i plecami do calego
          swiata. Przecietny autochton mieszkajacy tuz obok granicy z ON, czy US, na
          weekend nadrobi i 200 kilometrow, by sie wykapac w jeziorku quebeckim, bo te po
          drugiej stronie miedzy juz nie takie. No i poutiny tam nie daja i trzeba sie
          wysilac po ichniemu.

          O klimacie milcze, bo sprawy znasz z TO. Tyle ze tu jeszcze zimniej i duszniej.

          Ale ja jestem uprzedzony, jak swietnie wiesz, wiec moze winienes mnie olac.
          Mimo, ze mam pelna racje i widze sprawy tak, jak naprawde stoja :))

          Ja autochtonom polecam wyprawe nad Pacyfik, jak wiec ciebie moglbym do przyjazdu
          zachecac? :)
    • ewa553 Re: jezyk "wiecznie zywy" 14.01.07, 20:02
      Lucjo, czy naprawde uwazasz, ze reemigranci maja wplyw na zmiany w jezyku
      polskim?
      Ksiaze, a co sie stalo ze slicznym domkiem, ktorego zdjecia dawniej pokazywales?
      • maria421 Re: jezyk "wiecznie zywy" 14.01.07, 21:19
        ewa553 napisała:

        > Lucjo, czy naprawde uwazasz, ze reemigranci maja wplyw na zmiany w jezyku
        > polskim?

        Tez sie nad tym zastanawiam.
        Emigranci tworza nowe slowa czy zwroty mieszajac jezyk polski z jezykiem kraju
        imigracji. Juz pare razy podawalismy tu sobie przyklady takie jak "cara na
        cornerze", "mieszkanie w bejsmencie" czy "jechanie auotobana do tankszteli".
        Nie ma zadnego dowodu na to, ze reemigranci kontynuuja mowienie takim jezykiem
        po powrocie do Polski.
        • chris-joe Re: jezyk "wiecznie zywy" 14.01.07, 21:54
          Dam jednak glowe, ze "baksy" przybyly do Polski z Jackowa :)
      • maly.ksiaze Re: jezyk "wiecznie zywy" 15.01.07, 04:19
        > Ksiaze, a co sie stalo ze slicznym domkiem, ktorego zdjecia dawniej
        > pokazywales
        Pokazywalem? Ktory domek...?

        mk.
    • ewa553 Re: jezyk "wiecznie zywy" 14.01.07, 23:14
      moze nawet ci nieliczni reemigranci zasmiecaja jezyk polski germanizmami czy
      anglicyzmami, ale na pewno nie tworza nowych slow polskich.
      • maria421 Re: jezyk "wiecznie zywy" 14.01.07, 23:15
        ewa553 napisała:

        > moze nawet ci nieliczni reemigranci zasmiecaja jezyk polski germanizmami czy
        > anglicyzmami, ale na pewno nie tworza nowych slow polskich.

        Dokladnie.
    • ewa553 Re: jezyk "wiecznie zywy" 14.01.07, 23:31
      w zwiazku ze Swietami, rozmawialam wiecej jak zwykle ze znajomymi z Polski.
      I co sie u wszystkich powtarza? "Powiem tak:". Na kazde pytanie, najprostsze
      nawet, odpowiedz zaczyna sie tym "powiem tak:" i dopiero poptem nastepuje
      odpowiedz. W TV to podpatrzyli? Skad oni to maja? W mojej rodzinie na szczescie
      tylko jeden osobnik "mowi tak:":)))))
    • ewa553 poruta 14.01.07, 23:33
      nie jako nowe slowo, ale nowe odkrycie z dzisiejszego wieczoru. Dwie
      Warszawianki znaly slowo od dziecinstwa, Lodzianka nigdy nie slyszala, a ja
      znam od mojego tescia z...Lancuta. Nie znalazlam ani u Krzyzanowskiego, ani w
      slowniku wyrazow obcych. Skad to, co to?
      • maria421 Re: poruta 14.01.07, 23:51
        Poruta to chyba wstyd?

        Tez zauwazylam to "Powiem tak:" ale tez (co mnie o ciarki przyprawia) "Na dzien
        dzisiejszy" zamiast "teraz". No i to wieczne "generalnie" , brrrr..
        Np.: Lubisz czekolade? Generalnie tak.
        • ani-ta Re: poruta 15.01.07, 00:27
          to ja nic nie powiem, bo sie przyczepicie:P

          Ewcia! o jakiez to slowo tobie chodzilo?
          :)
          • ani-ta Re: poruta 15.01.07, 00:42
            zle ze mna:P
            poruta = zamieszanie:)
            • jan.kran Re: poruta 15.01.07, 09:21
              pl.wiktionary.org/wiki/Poruta
              Ja używam tego słowa. Ale poruta !!! mówię niekiedy:)))
              K.
            • a.polonia Re: poruta 15.01.07, 22:11
              Porute sie sieje :)
              Moja matka uzywa tego slowa, cyt."nie siej poruty!"
    • luiza-w-ogrodzie Re: jezyk "wiecznie zywy" 15.01.07, 00:27
      Zauwazylam w czasie pobytu w POlsce ze moja polszczyzna jest bardziej polska
      niz tubylcow. Polacy teraz nagminnie uzywaja angielskojezycznych wtretow i gdy
      nawet moja Mama powiedziala ze dostala biling telefoniczny, poczulam sie jak
      ostatni bastion polskosci. RACHUNEK, ludzie, a nie biling!

      Melodyka jezyka tez sie zmienila, ale nie wiem, moja czy rodakow w kraju.

      Pozdrawiam
      Luiza-w-Ogrodzie
      .¸¸><((((º>¸¸.·´¯`·.¸¸><((((º>
      Australia-uzyteczne linki
      • ani-ta Re: jezyk "wiecznie zywy" 15.01.07, 00:30
        Luiza, melodyka to nam sie drastycznie rok temu z okladem zmienila:(
        niby media probuja walczyc z koncowka "om" miast "ą"... ale cosik slabo im to
        idzie... predzej wladze zmienimy, niz jej wymowe... a to pierwsze tez nam z
        lekka jak po grudzie idzie:P
      • triskell Re: jezyk "wiecznie zywy" 15.01.07, 00:33
        luiza-w-ogrodzie napisała:
        > Mama powiedziala ze dostala biling telefoniczny, poczulam sie jak
        > ostatni bastion polskosci. RACHUNEK, ludzie, a nie biling!

        Akurat w języku używanym przez polskie instytucje związane z telefonią to są
        dwie różne sprawy: rachunek to druczek, na którym jest napisane, ile musisz
        zapłacić. Bardzo często nie są tam wyszczególnione poszczególne rozmowy, taką
        usługę zamawiasz sobie osobno i właśnie taki szczegółowy wypis tego, pod jakie
        numery dzwoniłaś i z którym przez ile minut rozmawiałaś nazywają bilingiem. Czy
        słusznie, czy nie - nie wiem, ale pewnie wprowadzono to słowo po to, by nie
        myliło sie to z takim "normalnym" rachunkiem.
    • jan.kran Re: CJ 15.01.07, 09:45
      Koleżanka z sąsiedniego forum podrzuciła mi ten artykuł o którym wspominasz.

      Ja na codzień używam trzech języków i bardzo się staram żeby w każdym z nich
      mówić poprawnie . Wymaga to sporej gimnastyki umysłowej bo czasem trudno mi
      znaleźć po polsku słowa dokładnie odpowiadające temu co chcę wyrazić.
      Wpływy angielskiego tępię bo mam do niego taki stosunek jak Ty do francuskiego:PPP

      Sądzę ze mój polski trąci czasem myszką ale przynajmniej jest poprawny.
      Nowych polskich słów uczę się na forum i czytając GW , moi znajomi są tak starzy
      i konserwatywni jak ja i od nich nowopolskiego raczej się nie nauczę:))




      Bilingualism may delay onset of dementia: study
      12/01/2007 7:03:07 PM
      Printer-friendly page

      Lifelong bilingualism can help delay the onset of dementia symptoms by four
      years, Canadian researchers have found.

      CTV.ca News Staff
      Bilingualism may delay onset of dementia: study

      Patients who were fluent in two or more languages and spoke them regularly
      reported dementia symptoms on average about four years after people who spoke
      only one language, says principal investigator Ellen Bialystok.

      Bialystok, a psychology professor at York University, says researchers are
      "pretty dazzled" by the results.

      Bilingualism may help to stave off cognitive decline because of the mental
      agility necessary to juggle them in day-to-day life, researchers said.

      "In the process of using language and using two languages, you are engaging
      parts of your brain ... that are active and need that kind of constant exercise
      and activity and with that experience stays more robust," Bialystok said,
      appearing on CTV's Canada AM.

      The study, conducted by researchers with the Rotman Research Institute at the
      Baycrest Research Centre for Aging and the Brain in Toronto, is published in the
      February 2007 issue of Neuropsychologia.

      "Our study found that speaking two languages throughout one's life appears to be
      associated with a delay in the onset of symptoms of dementia by four years
      compared to those who speak one language," said Bialystok, also an associate
      scientist at the Rotman Research Institute.

      The study followed on the heels of previous reports from Bialystok and
      colleagues showing bilingualism enhances attention and cognitive control in both
      children and older adults.

      "I've been investigating the cognitive effects of bilingualism in children for a
      long time and so about five or six years ago, we wondered if we could find these
      benefits throughout adulthood, and we did," Bialystok said.

      "And (we) found that with aging, bilingual adults suffered or experienced a
      slower decline in the normal slowing down and decline of cognition with aging
      than comparable monolinguals," she said.

      Those results compelled Bialystok and her research team to wonder what this
      would mean for the onset of dementia.

      Researchers examined the diagnostic records of 184 Toronto-area patients who
      came to Baycrest's Sam and Ida Ross Memory Clinic between 2002 and 2005 with
      cognitive complaints. Of those patients, 91 were monolingual and 93 were bilingual.

      The bilingual speakers spoke a combination of 25 different languages, the most
      prevalent being Polish, Yiddish, German, Romanian and Hungarian.

      Researchers found 132 patients met criteria for probable Alzheimer's while the
      remaining 52 were diagnosed with other dementias.

      The researchers determined that the mean age of onset of dementia symptoms in
      the monolingual group was 71.4 years, while the bilingual group was 75.5 years.
      This gap remained even after considering the possible effect of other lifestyle
      factors such as cultural differences, immigration, formal education, employment
      and gender.

      "There are no pharmacological interventions that are this dramatic" in delaying
      symptoms, said neurologist Dr. Morris Freedman, who is head of the Division of
      Neurology, and director of the Memory Clinic at Baycrest.

      "The data show a huge protective effect," adds co-investigator and psychologist
      Fergus Craik, an expert on age-related changes in memory processes.

      Craik cautioned that this is a preliminary study but aligned with other recent
      findings about lifestyle effects on dementia.
      The team is working on a follow-up study that will further examine bilingualism
      and dementia onset.

      The study was funded by the Canadian Institutes of Health Research.
      • chris-joe Re: CJ 15.01.07, 11:31
        No, wlasnie! I jak ja moglem zapomniec, ze ta pani ma na nazwisko Bialystok?
        Jednak demencja? :)
    • ewa553 Ksiaze! 15.01.07, 11:14
      Czy to nie Ty pokazywales jakies 2 lata temu taki domek wsrod zieleni, gdzie Ci
      nawet sarenka pod dom przychodzila? Pamietam ten domek, te drzewa wokol,
      ptaszki i jakos nikt inny na tym forum mi do tego nie pasuje. Nie mieszkales
      tam jeszcze wtedy, lecz kupowales.
      • maria421 Re: Ksiaze! 15.01.07, 12:08
        ewa553 napisała:

        > Czy to nie Ty pokazywales jakies 2 lata temu taki domek wsrod zieleni, gdzie Ci
        >
        > nawet sarenka pod dom przychodzila? Pamietam ten domek, te drzewa wokol,
        > ptaszki i jakos nikt inny na tym forum mi do tego nie pasuje. Nie mieszkales
        > tam jeszcze wtedy, lecz kupowales.

        To byl chyba Amerykanski Ksiegowy
        • ewa553 Re: Ksiaze! 15.01.07, 12:57
          A! Zapomnialam o Ksiegowym. Gdzie on sie podzial?
          • ani-ta Re: Ksiaze! 15.01.07, 13:50
            jak juz wszystkie sarenki na pasztet przerobili, to musza dom zmienic!
            w kazdym razie - tak mysle;)
            • ewa553 Re: Ksiaze! 15.01.07, 15:27
              sarenki na pasztet?? Coz za marnotrawstwo, Anita. Udziec w sosie wlasnym - to
              jest to!!! Widac jaka mloda jestes: w mojej mlodosci dziczyzna nie byla
              rzadkoscia, mielismy jej pod dostatkiem.
    • ewa553 znalezione na innym forum 15.01.07, 15:40
      To tak a propos zmian w jezyku, czyli "za moich czasow tak nie mowiono":

      Sklep Carrefour Reduta. Młody chłopak (obcokrajowiec) podchodzi do niewiele
      starszego pracownika sklepu rozkładającego towar na dziale z wodą mineralną.
      Pada pytanie:
      Młody chlopak: - Excuse me, could you tell me where I'll find milk?
      Pracownik: - Mów po polsku. Jesteśmy w Polsce, a nie, kurwa, w jakimś
      pierdolniku.
      • lucja7 Pomijajac dowcipy 15.01.07, 19:07
        Na marginesie dowcipow, wyrazilam wyzej mysl ze jezyk polski "przechowywany" i
        rozwijany przez ex-Polakow w ich krajach emigracji ma wplyw na rozwoj jezyka
        polskiego. Czytam tutaj zdania niektorych z nas ze podczas pobytu w Polsce "mam
        wrazenie mowic najczystsza polszczyzna" w towarzystwie. Mysle ze ci co opuscili
        definitywnie Polske bardziej dbaja o jezyk niz ci tam....

        Jak dlugie zycie dajecie jeszcze jezykowi polskiemu? Tak dlugie jak zycie
        emigracji? Jaki to ma zwiazek?
        • jutka1 Re: Pomijajac dowcipy 15.01.07, 21:49
          Wydaje mi sie, ze jest nie do konca tak.
          Emigranci postepuja roznie - jedni dbaja o czystosc jezyka, inni maja to w
          nosie, placza polski z jezykiem kraju pobutu, wtracaja obce slowa. Wszystko
          zalezy od czlowieka.
          Z drugiej strony, ci z emigrantow, ktorzy dbaja o jezyk, dbaja o jego wersje
          sprzed lat "-nastu" czy "-dziestu". A polszczyzna, jak kazdy jezyk, rozwija sie.
          Poprawna polszczyzna w Polsce AD 2007 rozni sie od poprawnej polszczyzny AD 1970.

          A ze niechlujstwo jezykowe spotyka sie na kazdym kroku - to fakt. Tyle, ze
          zarowno w Polsce, jak i wsrod emigrantow.

          :-)
          • jutka1 Re: Pomijajac dowcipy, addendum 15.01.07, 22:14
            Zapomnialam napisac: "... a jeszcze inni po prostu nie maja stycznosci z
            jezykiem polskim".
            :-)
          • lucja7 Re: Pomijajac dowcipy 16.01.07, 09:48
            Zgoda, zgoda, nie mowie nie,

            ;-)))
            • jutka1 Z innej banki... 16.01.07, 13:24
              Przyszlo mi do glowy, ze poewne slowa czy pojecia zanikaja - nie tylko jesli
              chodzi o slownictwo, ale tez jesli chodzi o to, co one oznaczaja. Albo sa
              uzywane goloslownie, w innym znaczeniu. Czesc ewolucji jezyka? Czy tez najpierw
              zniklo "w narodzie" pojecie, po czym zniklo slowo?
              Mam na mysli rzeczy, jak: "honor", "hanba", takie tam... Nawet slowo
              "solidarnosc" utracilo znaczenie, zarowno w oryginalnym znaczeniu, jak i
              przenosnie, w sensie ruchu spolecznego i jego idei...

              Przepraszam za dygresje.
              :-)
              • fedorczyk4 Przykład do dygresji. 16.01.07, 15:22
                Przeanalizuj słowo i zjawisko rezydenta/tki:-)))
                • jutka1 Re: Przykład do dygresji. 16.01.07, 17:24
                  Slowo nie zmiknelo, tylko znaczenie jakby, hmmmm....
                  Mozna przesledzic chyba.
                  Dawniejszy rezydent/rezydentka, czyli osoba "na miejscu", czasem dalsza rodzina,
                  czasem przyjaciel etc ., z jakimis tam rolami w domostwie w zamian za wikt i
                  opierunek.
                  Z tego sie zrobila "osoba na miejscu", tyle ze za granica, w charakterze
                  rezydenta wywiadu czyli kierujacego siatka wywiadu gdzies tam.
                  To na miejscu, tamto na miejscu, to role do spelnienia, i tamto tez.
                  :-)))
                  Dobrze rozumuje? :-)))
                  • ewa553 Re: Przykład do dygresji. 16.01.07, 18:02
                    a jakie zadanie ma do spelnienia rezydent rezydencji dla seniorow?
                    • fedorczyk4 Re: Przykład do dygresji. 16.01.07, 18:53
                      Rezydowanie odpłatne, co zaprzecza oryginalnemu znaczeniu słowa rezydent.
                      • jutka1 Re: Przykład do dygresji. 16.01.07, 22:39
                        Ale wikt i opierunek mozna traktowac jako zaplate, nespa? :-)
                        • fedorczyk4 Re: Przykład do dygresji. 17.01.07, 07:48
                          Ale to rezydent buli, a w szlacheckim dworze mial za friko i wcale nie musial
                          byc seniorem. Rezydent Rezydencji dla Seniora jest zrodlem utrzymania dla
                          Rezydencji
                          • jutka1 Re: Przykład do dygresji. 17.01.07, 09:23
                            Oj, chyba zle zrozumialas pytanie Ewy, zreszta nie zdziwilabym sie, bo nie znasz
                            wszystkich Ewy watkow i wpisow...
                            Dobrze mysle, Ewciu, ze pytalas o rezydenta w domu spokojnej starosci? W czasach
                            wspolczesnych?

                            Czy ja z kolei zle zrozumialam o co chodzi? :-)
                            • lucja7 Re: Przykład do dygresji. 18.01.07, 10:07

                            • lucja7 Rezydent, rezydencja 18.01.07, 10:18
                              Dla mnie ani rezydent, ani rezydencja nie maja nic wspolnego ani z wiekiem ani
                              z forsa. Rezydencja to przebywanie gdzies dluzszy czas, mieszkanie, dom, grupa
                              domow. Moze byc rezydencja glowna albo drugorzedna (?), jak domek wakacyjny (na
                              lato zmieniam rezydencje).
                              Rezydencja to miejsce gdzie przebywamy stale.

                              Ciekawostka: po francusku, o stalym czlonku akademii nauk mowi sie "rezydent
                              akademii nauk", w odroznieniu od czlonka korespondenta.

                              Ludzie przemieszczajacy sie ciagle w karawanach nie sa rezydentami.
    • ertes iTVN 16.01.07, 03:59
      Czasami u znajomych ogladam sobie ITvn i to jest najlepszy kabaret.
      Polszczyzna z Polski jest przesmieszna.

      Inna sprawa ze polskie filmy czy showy to tragiczna gra aktorow gdzie wszystko
      sie deklamuje. brr
    • ertes Re: jezyk "wiecznie zywy" 16.01.07, 15:38
      "Wcześniej Wiesław Mardosz był szefem firmy handlingowej LHC,"

      I co potem sie dziwic ze wybieraja sobie do rzadzenia Lepperow itp.
    • ewa553 Jutencjo, 18.01.07, 10:50
      dopüiero dzis przeczytalam. Tak, o to mi chodzilo. Dobrze mnie zrozumialas.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka