Dodaj do ulubionych

Z innej planety

06.08.07, 13:14
Ledwie wyladowalam i otrzepalam z siebie kurz podrozy a juz dorwala mnie moja
nieslychanie niecierpliwa rodzicielka trujac, iz musze natychmiast udac sie
do kolejki w celu zmiany dowodu osobistego, bo kolejki potwornie dlugie a
dowod nowy rzecz niezbedna, bo od stycznia starych nie beda juz honorowac i
nie bede mogla nigdzie nic zalatwic lacznie z dysponowaniem moim kontem
bankowym.

Trula tak, iz mimo planowanych 8 dni pobytu (czyli tzw. kupy czasu) juz dnia
trzeciego (te dwa pozostale to sobota i niedziela) udalam sie grzecznie do
Swiatyni Urzedu Miejskiego w Bytomiu w celu zalatwienia tej moim zdaniem
banalnie prostej sprawy, zaopatrzona w dowod i tone moim zdaniem zbednych i
zbednie z rozkazu rodzicielki na polski przetlumaczonych dokumentow takich
jak akt slubu, akt urodzenia dziecka a nawet akt rozwodu.

Dla swietego spokoju przed truciem wstalam skoro swit i juz o siodmej rano
stanelam przed Swiatynia Dowodow stwierdzajac zaszokowana, iz nie jestem
pierwsza, ani nawet druga, ani nawet piecdziesiata tylko stoje w oddaleniu
dobrych 200 metrow od dzwierzy do dowodowego raju.

Po czterech godzinach spedzonych na rozpaczliwym szukaniu fotografa w poblizu
i natychmiast (moje zdjecia byly bez wywalonego lewego ucha co zgodnie z
pouczeniami przykejonymi na scianach mojej krzyzowej drogi dyskwalifikuje
kandytata na dowod – ktora to wiadomosc zawdzieczam zreszta tylko i wylacznie
Allahowi (niech wieczne mu beda dzieki) i zwyczajowi jego wiernych zakladania
chust na bialoglowy, spod ktorych to owo ucho wystaje tak nahalnie i
groteskowo, ze nie sposob go nie zauwazyc nawet w najglebszym kolejkowym
stuporze), kupowaniu i braterskim konsumowaniu kanapek wdziecznosciowych za
przytrzymanie mojego miejsca w kolejce i dokladnym przeczytaniu Gali,
Przyjaciolki i „Poradnika dla pan“ (tytul mi ulecial) przeplatanym czestymi
wizytami w ubikacji z racji stresowej biegunki spowodowanej panicznym
pytaniem „czy zdaza mnie przyjac przed dwunasta“ (po poludniu tego dnia
okienko owo mialo w planie inne roboty niz przyjmowanie petentow) stanelam
przed Kaplanka Dowodow, rozkladajac szeroko moje dokumentowe dary.

Kaplanka przejrzala papiory, zmarszczyla nos i powiedziala „prosze pania,
pani tutaj ma nieumiejscowiony zagraniczny akt slubu, wiec ja pani wniosku
przyjac nie moge. Prosze akt umiejscowic w USC i przyjsc ponownie“.

NIE UMIEJSCOWIONY !!!!! Powialo masoneria, CIA i KGB w jednym. Padajac prawie
na kolana prosilam Dowodowe Bostwo, by sprawe jeszcze raz przemyslala, bo akt
co prawda zagraniczny, ale Unijny i na jezyk przodkow przetlumaczony i
przypieczetowany. Kaplanka niestety jednak sie zaciela i powtarzala jak
katarynka „prosze umiejscowic i znow przyjsc“. W tajemnice slowa
umiejscownienie rowniez nie chciala mnie wdrozyc, kazac dowiedziec sie u
zrodla w USC.

Pedzac jak rakieta o godzinie 11:45 stanelam u bram Swiatyni Umiejscawiania
(tym razem zero kolejki) i rozkladajac przed Kaplanka Slubow dokumentowe dary
poprosilam pokornie o laske Umiejscowienia. Kaplanka spojrzala na papiery,
potem na mnie, potem wyszla a potem wrocila mowiac „prosze pania, to moze
zalatwic tylko kierowniczka a ona dzisiaj udziela slubow, wiec nie moze.
Prosze przyjsc JUTRO!!!“

Z widmem nowej czterogodzinnej kolejki do Swiatyni Dowodow przed oczami
blagalam pokornie i placzliwie o natychmiastowa audiencje a pozniej juz tylko
o skromna informacje, czy aby mam naprawde wszystkie papiory, ktore
potrzebuje kierowniczna, ale i ta kaplanka sie zaciela powtarzajac jak
katarynka „prosze przyjsc jutro, kierowniczka wszystko pani wyjasni“.

Godzac sie z mym tragicznym losem i znoszac pokornie jazgot rodzicielki „ a
mowilam ci sto razy ze...“ dnia nastepnego o godzinie osmej stawilam sie
przed oltarzem Swiatyni Umiejscowienia. Najwyzsza Kaplanka osobiscie
przejrzala moje dary, otwarla wielka magiczna ksiege i powiedziala „prosze
pania, pani juz raz byla mezatka i nie uprawomocnila rozwodu, wiec ja nie
moge tego slubu uniewaznic i umiejscowic nowego, dopoki rozwod nie zostanie
uprawomocniony“. Przekonana, iz nie wyrazam sie wytarczajaco precyzyjnie a
tlumacz co te wszystkie papiory na jezyk przodkow tlumaczyl byl totalnym
idiota do dupy z usmiechem osobnika Omega plaszczacym sie przd osobnikiem
Alfa na twarzy wytlumaczylam Najwyzszej Kaplance, iz ow rozwod to juz jest
osiem lat stary, wiec te dwa miesiace potrzebne do jego uprawomocnienia juz
dawno minely i ze ten sam kraj, ktory mi go udzielil udzielil mi pozniej
slubu, uznajac go tym samym za niezbicie prawomocny a ze krajem tym nie byla
ani Wolta Gorna ani inne Timbuktu, tylko Bundesrepublik Deutschland, czlonek
tej samej Unii, to chyba mozna mu zaufac, ten stary i dawno przez wszystkich
zapomniany slub anulowac, nowy umiejscowic by w koncu pozwolic mi zajac sie
celem glownym, czyli zlozeniem podania o dowod.

Rozsierdzona Najwyzsza Kaplanka zapytala, czy ja uwazam ja za glupia albo
mysle, ze ona na prawodawstwie polskim sie nie zna? Ona wie, ze rozwod musi
byc W KRAJU uprawomocniony, a kto go wydal, to ja malo obchodzi, bo tu prosze
pania jest Polska a nie zagranica i jak chce miec ten dowod, to mam nie
zawracac gitary, tylko zbierac manatki do Sadu Wojewodzkiego w Katowicach,
ktory to ma ten rozwod uprawomocnic, coby ona mogla slub jeden anulowac a
drugi umiejscowic, cobym ja mogla zlozyc podanie na dowod osobisty. Grzmiac w
swietym oburzeniu Kaplanka wyjasnila mi rowniez, ze zadzwonic do tych Katowic
nie jest rzecza normalna ani mozliwa – jak petent cos chce, to jedzie i pyta
osobiscie!

Niczym dwa Szumachery pokonalismy odleglosc Bytom – Katowice zaopatrzeni od
rogatek miasta w miejscowego przewodnika w postaci mojego kumpla, co musial
wyjsc z pracy coby nam umozliwic przybycie na czas do Swiatyni
Uprawomocnienia.

Prawda jest, ze im wyzszy Olimp, tym bardziej stroma droga i bolesniejszy
upadek. Po przejscu co najmniej dziesieciu roznych pokoi stanelam wreszcie
przed obliczem Wojewodzkiego Boga Uprawomocnienia.

Tutaj w trakcie dyskusji rownie dlugiej co burzliwej (nie majac juz nic do
stracenia stracilam wszelka pokore i cierpliwosc a Bozyszcze wystraszone
wezwalo posilki w postaci dwoch wspierajacych urzedasow) dowiedzialam sie co
nastepuje:

1) ten rozwod to prosze pani jest sprawa niejasna, bo niby zostal wydany
i niby zostal mi pozniej udzielony slub, ale na rozwodzie tym nie ma
pieczatki, ze sie po uplywie dwoch miesiecy uprawomocnil. Ze Niemcy
automatycznie wydaja taki dowod dopiero po uplywie okresu uprawomocnienia,
wiec pieczeci takowej nie daja nie obchodzi tutaj nikogo i jezeli chce ten
dowod, to w moim dobrze pojetym interesie mam zmusic sad rodzinny w
Remscheid, coby taka pieczatke przypieczetowal a jezeli nie ma, to najpierw
wyprodukowal a potem przypieczetowal. Ze rozwod i slub „unijny“ tez
nieprawda, bo oba udzielone przed wejsciem Polski do Unii, wiec inna bajka i
inna Unia i wszystko nieprawda.

2) jak juz bede miec te pieczec, to potrzebny jest adres meza (tak z
uporem godnym lepszej sprawy nazywany byl przez urzedasow moj osmioletni i
nowozonaty Ex), coby mozna go powiadomic o moim zamiarze uprawomocnienia
rozwodu i otrzymac jego zgode na takowyz. Co jezeli sie nie zgodzi? Jasne jak
slonce: nie da sie uprawomocnic. Nie mam jego adresu? Nie utrzymuje
kontaktow? Mam natychmiast przestac sie nad soba rozczulac, bo tutaj prosze
pani to sa petenci, co np. po 25 latach swego „malzonka“ odszukac musza i im
sie udaje i sie nie mazgaja, wiec ja z tymi idiotycznymi osmioma to nikogo
tutaj nie wzrusze.

3) Jak juz zalatwie pieczec, adres, akt slubu (tego starego i
umiejscowiony oczywiscie) i uiszcze PLZ 300 to mam zlozyc podanie o
uprawomocnienie w sadzie.... w Warszawie!!!
Obserwuj wątek
    • kielbie_we_lbie_30 Skad ja znam ten cyrk? 06.08.07, 13:56
      Ano juz go przeszlam hahaha

      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=14420&w=29819773&a=29819773
    • xurek cd bo zezarlo przy kopiowaniu 06.08.07, 13:59
      Dorpowadzona do stanu, w ktorym przypuszczalnie znajduja sie mordercy w amoku,
      kamikadze i terrorysci – samobojcy powiedzialam dywizji urzedasow, ze ja te ich
      cala procedure jak rowniez ow polski dowod pierdole (publiczne uzycie takich
      slow zdarza mi sie raz na dekade) i poczekam sobie z rozwojem mojej dzialki i
      wybieraniem pieniedzy z mojego polskiego konta te pare lat, az cudzoziemcom tez
      bedzie wolno. Chyba dodalam jeszcze, ze moga mnie pocalowac w dupe, ale nie
      jestem pewna.

      Druzyna oniemiala, zapanowala cisza i juz mi sie wydawalo, ze wygralam
      przynajmniej czesc psychiczna tej wojny. A tu tymczasem zaprawiona w bojach
      pani urzedniczka w lokach z lat 70-tych z rownie zlosliwym co triumfujacym
      usmiechem na twarzy oznajmila mnie, ze ja sobie oczywiscie moge robic co chce,
      ale ona zatrzyma kopie tego nowego aktu slubu siwadczacego niezbicie o tym, ze
      jestem bigamistka i ze zlozylam falszywe zeznanie w sprawie tozsamosci ojca
      mojego syna (ktorym to wg. polskiego prawa jest moj nieprawomocnie rozwiedziony
      czyli wciaz poslubiony ex) i ze to prosze pani sa sprawy karalne na terenie
      kraju, ktorego obywatelka jestem. Wiec oni szczodrobliwie i dobrotliwie daja mi
      czas na zalatwienie papiorow i zlozenie wniosku do Warszawy do konca tego roku
      a jezeli nie, to zaloza sprawe karna przeciwko mnie.

      Na moje pytanie jakim cudem ten moj drugi nieumiejscowiony slub moze byc
      podstawa do uznania mnie bigamistka, jezeli jest niewazny Bogini w pelnej
      dostojnosci i doskonalej obojetnosci powiedziala „nastepny prosze“.

      PS: jezeli ktos nie uwierzy w prawdziwosc owych wydarzen bynajmniej sie nie
      obraze – mnie tez wydaje sie, ze to byl tylko sen, z ktorego obudze sie za
      chwile stojac w tej pierwszej kolejce....

      PS 2: drugi odcinek „z innej planety“ pt: „grunta budowlane a grunta rolne,
      scalanie, dzielenie, prad, woda i kanalizacja“ napisze w terminie pozniejszym.

      PS: Szwedka, ale Ci zazdroszcze, ze masz to juz za soba
      • kan_z_oz Re: cd bo zezarlo przy kopiowaniu 06.08.07, 14:59
        Xurku jesteś dzielna.
        Ja odpadam w przedbiegu.
        Moja ostania bardzo udana zreszta wizytę w RP mogę zaliczyć tylko w jednej
        kategorii - brak tlanu.
        Okazuje się, że nagle "qurwamac" mam drastycznie alergiczna reakcję do dymu z
        papierosów.
        Cały pobyt, mogę więc okreslić jako walkę o podtrzymanie podstawowych funkcji
        życiowych. Czułum je wszędzie; w łaznience , w nocy mnie budziło, czułam w
        ścianach hotelu - za co chyba wyklęto mnie z rodziny.
        I w tych warunkach, załatwianie lub wyjeżadżanie gdziekolwiek było zupełnie
        niemożliwe - brak tlenu jakoś mi przeszkadzał. Chyba nie można żyć bez
        oddychania.?
        Kwestie te które opisałaś są dla mnie osobiście nie do przebrnięcia - więc
        ciesz się, że jeszcze możesz.

        Pozdrawiam
        Kan
      • ertes Re: cd bo zezarlo przy kopiowaniu 06.08.07, 15:52
        Nie przejmuj sie to na pewno wynik mlodej, polskiej demokracji a nie chamstwa,
        zlosliwosci, braku kompetencji itd.
      • iwannabesedated donos na samą siebie 06.08.07, 18:19
        hm, xurku, a ja się zastanawiam, skąd ten akt ślubu się w ogóle wziął tam?
        Szczerze mówiąc, to jak mawiała moja Babcia, robota kocha głupiego.
        Ja mam stary dowód i będę go mać aż mnie się ZACHCE wymienić. Informacji urzędom
        nie udzielam wcale, lub udzielam mylnej a potem rżnę głupa. O moim ślubie
        nieumiejscowionym nie wie w urzędach pies ze sztywną nogą, bo po co. Donosić
        sama na siebie nie mam zamiaru.
        Ostatnio oglądałam film Lyncha pt. Diuna i tam powiedzieli na Arakis pustynia
        jest bronią. A więc w Polandii bronią jest chaos i bałagan. Albo się nauczyć
        bronią tą władać i wykorzystywać do skutków własnych i dla korzyści swojej, albo
        spierdalać w kibinimatkę tam gdzie trawa jest bardziej zielona. Lub zginąć marnie.
    • chris-joe Re: Z innej planety 06.08.07, 20:33
      Jak mnie napadli w Rio, morde obili, okradli i rzucili w piach Copacabany jak
      zgwalconego, przez wiele miesiecy w snach i marzeniach dopadalem tych dryblasow
      i zadawalem im najbardziej wymyslne i bolesne tortury. Byl to oczywisty znak
      uporywania sie mej psychiki z trauma.

      Przeczytawszy twa relacje, xur, krew we mnie zabulgotala a dlonie szukaja
      ostrych przedmiotow.
      Domyslac sie tylko moge, jak sie czulas wsrod tych kurewskich urzedasow. Brrrr!

      Mnie tez mama napomina, bym se dowod zalatwil. Jak sie uspokoje, to zadzwonie
      do konsulatu, czy przez nich sie nie da zalatwic. Nie sadze, by sie dalo.

      Wowczas poczekam do kolejnych odwiedzin w PL, tuszac ze sprawa sie w
      miedzyczasie uprosci. Najpewniej sie nie uprosci, ale moze kolejki zelzeja.
      Czasem jebnalbym tym obywatelstwem o sciane!
      • iwannabesedated gwałco, napadajo i gnębio 07.08.07, 00:13
        ależ moi współforowicze drodzy. Jest w tym życiu kilka zasad. Ciocia zaraz Wam
        powie.
        Jak ktoś czuje się zmuszony udawać miejsc gdzie biją w mordę, to niech się tam
        udaje w tym celu żeby dawać, a przynajmniej niech stwarza takie pozory. Jak ktoś
        chce się nurzać w oparach absurdu, to niech nie oczekuje jednocześnie że będzie
        tu serwis jak w banku we szwajcu. Usiłowanie stosowania reguł obowiązujących w
        anglosaskich lub germańskich krainach, do tego co tu, to jest moi drodzy jak
        staranie zmierzyć temperaturę w dupie - linijką. Nie to w to.
        Do urzędu napisać pismo. Że przebywając chwilowo od lat 10 na leczeniu
        psychiatrycznym (stosowne zaświadczenia załączyć, można je sobie wydrukować w
        wordzie, z tłumaczeniami tłumaczem przysięgłym, na przykład Pferdem
        Dyrdymalskim, włącznie), chcemy i się rwiemy, ale nie możemy więc o stosowną
        prolo-gnatę się uniżenie ubiegamy, że owszem mamy nieumiejscowionego męża ale
        ponieważ nie jest on katolikiem więc takie małżeństwo się nie liczy w świetle
        prawa (zacytować przepis jakiś z interpretacją mecenasa Dydka Dydalskiego), więc
        zgodnie z rekomendacją proboszcza naszej parafii prosimy o wydanie dowodu bez
        umiejscawiania, bo dowód jest nam potrzebny bo inaczej nas nie ma. No nie ma panie.
    • ewa553 Re: Z innej planety 06.08.07, 21:42
      a ja siem pytam Was wszystkjich mieszkajacych poza Polska: po
      jakiego grzmota Wam jest potrzebne to cholerne polskie obywatelstwo?
      • kielbie_we_lbie_30 Re: Z innej planety 06.08.07, 22:11
        No bo wiesz, jak slusznie zauwazylas, my mieszkamy poza Polska ale... jestesmy
        Polakami.
        Po drugie nie uwazam ze to obywatelstwo jest cholerne...to przepisy sa cholerne
        i upierdliwe, pozostalosci po PRL-u...
        Ale nie tylko, jak mi tlumaczyl pewien czlowiek ktory ponoc sie zna to polskie
        prawo jest wzorowane na niemieckim prawie wiec dlatego upierdliwe.
        Mam nadzieje ze reformy beda wzorowane na szwedzkim prawie.
        • a.polonia Re: Z innej planety 06.08.07, 23:04
          Mam obywatelstwo Polskie, bo nie czuje sie Holenderka, proste.-
          Poza tym wzgledy praktyczne - jak sie chce cokolwiek zalatwic w
          jakimkolwiek w Polsce, to takie obywatelstwo sie naprawde
          przydaje :).

          -
          Dogs come when they're called; cats take a message and get back to
          you. M. Bly
      • iwannabesedated Re: Z innej planety 07.08.07, 00:16
        wszyscy mieszkający poza Polsko, mogą jak widać na moim na przykład,
        przykładzie, zechcieć zamieszkać w. Ludziom się zmienia. Ponadto polskie
        obywatelstwo uprawnia do nieograniczonego przydziału narzekań na tutaj,
        inostrańcy narzekać nie mogą bo im nie wypada. Niech se narzeka na swoje każdy.
      • ertes Re: Z innej planety 07.08.07, 01:15
        Po pierwsze ze pozbyc sie obywatelstwa jest praktynie niemozliwe.

        Po drugie to dlaczego?
        Na ten przyklad moj synus stwierdzil ponad rok temu ze Kanada go mierzi i teraz
        chce pomieszkac w Polsce. Obywatelstwo bylo jak znalazl wiec oprocz "grzmota" to
        jeszcze pracuje i mieszka i nawet nauczyl sie pisac po polsku.
    • luiza-w-ogrodzie Re: Z innej planety 07.08.07, 03:27
      Ech, Xurek, widac ze nie czytujesz forow, oszczedzilabys sobie
      stresu oraz zadziwienia.
      Moja corka ma niewazny polski paszport. Podrozuje na australijskim,
      jak bedzie chciala miec polski, niech sie sama postara gdy bedzie
      pelnoletnia, bo ja nie mam ochoty zblizac sie do przedstawicieli
      jakiejkolwiek polskiej administracji w kraju czy za granica. Jej
      ojciec "umiejscowil" jej australijski akt urodzenia w Polsce i
      zalatwil jej numerek Pesel, w ten sposob przyczyniajac sie do
      defraudacji funduszy Unii...

      Luiza-w-Ogrodzie
      .¸¸><((((º>¸¸.·´¯`·.¸¸><((((º>
      Australia-uzyteczne linki
      • nadau Re: Z innej planety 07.08.07, 08:59
        A wielkość których, przepraszam, funduszy czy dopłat unijnych z Bruksela
        uzależniona jest od liczby mieszkańców danego kraju?
    • ewa553 Re: Z innej planety 07.08.07, 09:17
      oj stfedziu, wiedzialam ze ktos wyskoczy z patriotyzmem:))))
      ja tez jestem poniekad z Polski, jezdze tam od czasu do czasu i
      nigdy na nic by mi sie polskie obywatelstwo nie przydalo. Juz
      szczegolnie teraz, gdy "wspolna" Europa.
      A pozbyc sie obywatelstwa ertesie jest bardzo prosto: Ty piszesz ze
      sie zrzekasz, oni najpierw kasuja a potem pisza, ze Cie pozbawiaja.
      Mozna kochac Polske (?) nie majac jej zakichanego obywatelstwa.
      Ja tez czuje sie w glebi duszy Wloszka, a na mysl by mi nie przyszlo
      starac sie o wloskie obywatelstwo:)))))
      • xurek Re: Z innej planety 07.08.07, 11:35
        Przede wszystkim dziekuje wszystkim wpolczujacym za wspolczucie a
        Stokrotce za mnostwo dobrych rad.

        Z rad owych skorzystac choc bardzo bym chciala nie moge, z powodow
        najprzerozniejszych.
        Po pierwsze tak juz przesiaklam tym druciastoprostym i
        bezfantazyjnym germanizmem, ze skladajac podanie o zaliczenie do
        psycholi od razu zaczelabym sie czerwienic, platac i w ogole
        zachowywac dziwnie, co skonczyc moglobysie ubezwlasnowolnieniem
        miast umiejscowienia i wtedy to juz w ogole dupa blada.
        Po drugie moj nieumiejscowiony maz chce byc umiejscowiony, bo chce
        sobie na tej dzialeczce legalnie stawiac domki a moj
        falszywiezasortowany syn woli miec swojego tatusia a nie jakiegos
        nieznajomego obecnego meza jego zniknietej z powierzchni ziemi
        ciotki. Tak wiec nie pozostaje mi nic innego niz stulic ogon, udac
        sie do Remscheid a potem szukac rozwiedzinego meza.

        Chetnie tez odpowiem na pytanie po co mi ten dowod:

        Otoz bez polskiego obywatelstwa udokumentowanego polskim dowodem
        tozsamosci to ja sobie moge kupic i rzadzic dzialeczka w Germanii,
        ale nie w Polsce (przynajmniej jeszcze nie). A mnie sie ubzduralo,
        ze ja wlasnie w Polsce na tej dzialeczce cus bede robic, wiec dowod
        musze miec. A obywatelstwa sie nie zrzekne, bo raz ze chce miec
        papior na dowod mojej narodowosci, dwa chce pozostac w unii a
        teutonskie mi zabiora, jak dostane szwajcarskie i trzy jak mowi
        stare porzekadlo przodkow od przybytku glowa nie boli badz
        zmieniajac narzecze „zryc tymu dowac niy musa, to niych se jes“.
    • ewa553 chcieliscie Polski, no to ja macie.... 07.08.07, 14:05
      skoroCi sie zachciewa dobr (dubr) w Polsce, to jest ta biurokracja
      cenom ktorom za to placisz. Wiec albo sie wyrzekaj, albo nie
      narzekaj.
      • kielbie_we_lbie_30 Re: chcieliscie Polski, no to ja macie.... 07.08.07, 14:31
        Nie rozumiem co ma piernik do wiatraka?
        Jesli pojde do restauracji gdzie mi podadza byle jak to tez mam
        sobie powiedziec "zachcialo mi sie restauracji to mam za swoje"?
        Tak, chce nam sie Polski i dobra w niej ale tez mozemy opisywac i
        krytykowac jesli jest cos tam zlego czy upierdliwego...
        Jesli nie bedzie krytyki to i zmian nie bedzie.
        • nadau Re: chcieliscie Polski, no to ja macie.... 07.08.07, 14:47
          kielbie_we_lbie_30 napisała:

          > Nie rozumiem co ma piernik do wiatraka?
          > Jesli pojde do restauracji gdzie mi podadza byle jak to tez mam
          > sobie powiedziec "zachcialo mi sie restauracji to mam za swoje"?
          > Tak, chce nam sie Polski i dobra w niej ale tez mozemy opisywac i
          > krytykowac jesli jest cos tam zlego czy upierdliwego...
          > Jesli nie bedzie krytyki to i zmian nie bedzie.


          ////////////////

          Ja do takiej restauracji już bym nie wszedł.
          No, ale jak ktoś lubi jak mu podają byle jak, to też mu się nie dziwię.

          Konstruktywna krytyka i owszem.
          Z krytykanctwem należy walczyć.

          A ciągłe mówienie, że "na zachodzi, panie" to mają lepsze przepisy z krytyką nie
          ma nic wspólnego.
          W każdym kraju przepisom można się podporządkować, albo po prostu ten kraj omijać.
          Ja np. nie krytykuję lewostronnego ruchu drogowego.
          Ja takie kraje omijam, niezależnie od tego czy należą do Unii, czy też nie. Nie
          wydziwiając przy tym.
        • ewa553 Re: chcieliscie Polski, no to ja macie.... 07.08.07, 14:48
          szfedziu, nie myslalam tego tak smiertelnie powaznie, aby wszczynac
          z tego powodu trzeciom swiatowom.... Ale tak troche jest: jesli cos
          od kogos chcesz, to musisz sie z jego warunkami pogodzic. albo
          zrezygnowac. wybor nalezy do Ciebie.
      • jutka1 Re: chcieliscie Polski, no to ja macie.... 07.08.07, 14:49
        Rozumiem, ze w Ozie jest atak torbaczy, ale nic nie slyszalam o ataku os w
        Niemczech? :-)
        • xurek Re: chcieliscie Polski, no to ja macie.... 07.08.07, 15:33
          Ewa, ja tego nie widze „my vs. „oni““ tudziez nie uwazam, ze jak mi
          sie nie podoba, to moge sobie pojsc, bo to nie zaden Ausland, tylko
          MOJ kraj, w ktorym ja to i my i oni, wiec nie mam ani zamiaru sie
          wynosic ani dostosowywac, tylko na ile sie da probowac to na
          sensowniejsze zmienic. Wkurzajac sie na bezsens slusznie i
          oczywiscie :)
          • iwannabesedated ojcostwo nad Xurkową progeniturą 08.08.07, 22:33
            ciekawe, ciekawe, Xurku, znaczy rozumiem mniemasz, że jak polski urząd nie da Ci
            stosownego papiru na to, znaczy że dzicko niewiadomo czyje je? A to Ty sama, bez
            papiru - nie wiesz? Xurkowy - też nie wie? Dzicko - nie wie? A to dziwota,
            wiesz, bajmi to Ty wcale niczym nie przesiąkła, nadal jesteś typowo polskim
            wyznawcą papiru i pieczątki.
            I z tym zrobić się nic nie da, więc idź te papiry załatwiaj, jeśli to Tobie do
            szczęścia rodzinnego potrzebne jest. Jak chcesz, to ja Ci mogę taki papir wydać,
            jako samozwańcza ruchoma terenowa jednostka urzędowa. Od ręki i za darmo ;)
        • jan.kran Re: chcieliscie Polski, no to ja macie.... 08.08.07, 12:23
          Mnie przy umiejscawianiu aktu slubu i aktu urodzenia dzieci
          zmienili nazwisko a synowi imie.

          Spedzilam w USC Wroclaw swojego czasu caly dzien doszlo do
          rekoczynow niemalze ale nic sie nie dalo zrobic.
          Po roku okazalo sie ze przepisy dotyczace nazwiska zostaly zmienione
          i moge powrocic do poprzedniego.
          Niestety moja odraza do polskiej biurokracji nie pozwala mi na
          przekroczenie progu ambasady PL od ktorej mieszkam piec minut
          spacerkiem.
          Jako obywatelka francuska wchodze lekkim krokiem do ambasady i
          zalatwiam najbardziej pokrecone sprawy , nawet ambasada w Oslo
          pomaga mi sympatycznie w sprawach mojej corki w Monachium.

          Ja mysle ze polscy urzednicy to taki szczep ktory jest odporny
          absolutnie na wszystko. Kompletna rzezystencja. Jakie tam UE , jakie
          prawa miedzynarodowe. JA tu rzadze mowi Pani Urzedniczka
          poprawiajac plastikowe zarekawki i mieszajac aluminiowa lyzeczka
          herbatkie w szklance z dedeer.
          To nie jest inna planeta ,to kompletnie odmienna Galaktyka:PPP
          Kran
          • jan.kran Re: chcieliscie Polski, no to ja macie.... 08.08.07, 15:19
            Ja nie za bardzo rozumiem dlaczego mam sie zrzekac polskiego
            obywatelstwa ? Jestem Polka , stamtad moj rod , tam mam mamusie i
            braci oraz szereg zwiazkow.
            Czy z tego powodu ze polska maszyna urzednicza jest niekompatybilna
            z UE ktorej jest czlonkiem oraz ze Pani Jadzia I Pan Ziutek tkwia
            jedna noga w zaszlosciach z przeszlosci mam zrezygnowac z
            obywatelstwa ?
            Niech PL sie dostosuje do Europy i swiata a nie odwrotnie... Bo
            owrotnie to sie raczej nie da...
            Kran
            • morsa Re: chcieliscie Polski, no to ja macie.... 08.08.07, 16:07
              Ja mam polskie obywatelstwo, chociaz
              nie mam waznego (przedluzonego) paszportu.
              Mam tez obywatelstwo szwedzkie i jezdze
              do Polski na szwedzki paszport.
              Po smierci mojej mamy odziedziczylam mieszkanie
              i legitymowalam sie szwedzkim paszportem.
              Nikt mnie nie pytal o PESEL.
              Pierwszy zwiazek slubny mam zarejestrowany
              w USC w Polsce, rozwodu nie.
              Drugi zwiazek mam zrejestrowany jedynie w Szwecji.
              Dzieki temu, ze mam obywatelstwo szwedzkie,
              nie musialam petac sie po roznych urzedach
              polskich i przeprowadzac rozwod.
              Wg prawa szwedzkiego wszystko jest OK,
              a wg polskiego jestem bigamistka:-))
              • kan_z_oz bo to nie ma wiele wspólnego z Polską... 09.08.07, 07:25
                czy też jakimś innym krajem.
                Xurku - tak wygląda budowa. Papiery, papiery i jeszcze raz papiery.
                Niech Ci nie przeszkadza, że są. Robisz to dla przyjemności i na tym
                się skup. Co różnica w jakim biurze?
                Akurat w Twoim przypadku częścią budowy jest załatwienie peselu,
                dowodu i wszystkich pokrewnych.
                O ile się zrelaksujesz to zobaczysz, że wszystko ruszy z miejsca.
                Następnie znowu będzie przestój i znowu ruszy, i tak w koło macieju,
                aż wybudujesz.
                To jest normalne.

                Pozdrawiam
                Kan
                • iwannabesedated opowieść klozetowa 09.08.07, 11:19
                  apropos, przypomniała mi się historia którą opowiadał mi ówczesny mój szef,
                  powiedzmy Prezes.
                  Otóż Prezes budował sobie dom, nie pamiętam czy w Cincinnati czy w Boca Ratton.
                  W każdym razie, prawo budowlane zabrania tam używania sraczów z dużą spłuczką,
                  tylko trzeba mieć sracz praworządny z pojemnikiem wodooszczędnym. Inaczej
                  inspechtór nie odbierze.
                  A taki praworządny klozet, ludziom nie pasuje, bo nie jest skuteczna taka
                  spłuczka. Kto kiedyś spojrzał w dół muszli z nieefektywnie działającą spłuczką
                  wie jak STRASZNE to jest.
                  Więc, powiedział Prezes, zaistniał taki proceder. Montuje się klozet jedynie
                  słuszny. Przychodzi inspechtór. Robi odbiór. Przychodzi ekipa. Wymontowuje
                  klozet jedynie słuszny i montuje klozet lubieżny, wodomarnujuszczy i w ogóle
                  wypas, szał ciał i kaskady wody sraczowej.
                  Ale skąd się takie nielegalne klozety bierze? Bo wszak są nielegalne i sprzedaż
                  ich jest SUROWO zabroniona pod karą utraty obywatelstwa imperium wraz z głową.
                  A no istnieje 'szlak klozetowy', sracze takie przemyca się z Kanady. Sraczowa
                  kontrabanda. Pod osłoną nocy, tajne karawany przekradają się objuczone
                  klozetami, przepływają wpław Wielkie Jesiora, z muszlami przyczepionymi do
                  czubka głowy... Man-oh-man...piękna wizja.
                  Ale strażnicy praw i rozporządzeń jedynie dla wszystkich właściwi stoją na
                  straży jedynie słusznych klozetek i wypowiadają kontrabandystom wojnę, urządzają
                  łapanki, rajdy na nielegalne składy, wyłapują sraczodilerów jak wszy za czystej
                  zdrowej jedynie właściwiej skórze imperialnej społeczności.
                  Thou shalt not steal! Thou shalt not kill! Thou shalt not shit onto wrongful
                  shithole! AAAAAment!
                  • jutka1 Re: opowieść klozetowa 09.08.07, 15:34
                    Na marginesie. Dziwne rzeczy mi sie dzis dzieja z oczoma. Niedawno przeczytalam
                    "lamiSRajki", teraz: "przed napisaniem postu prosimy sie zabanowac". Hehehehe.

                    I z tego wszystkiego zapomnialam, co chcialam napisac o sraczu.
                    Oh well.
                    :-)))
                  • chris-joe Re: opowieść klozetowa 09.08.07, 20:24
                    Usmialem sie do lez i po pachy. I zdalem sobie wreszcie sprawe jak nalezy, z
                    rozmyslna pomoca powyzszej dydaktycznej dykteryjki, ze rzeczywiscie polscy
                    urzednicy panstwowi sa bardziej nawet niz w porzadalu, wszystko gra, a xurkowi
                    sie w dupie pokrecilo i ma muchy w nosie i czepia sie rasistka, jakby nie bylo:
                    Ojczyzny. Renegatka plugawa. A z nia i ja nie lepszy.

                    W Polsce przynajmniej mozna srac gdzie komu ochota. Rece zaprzanskie precz wiec
                    od Macierzy, jej biurw i biurokracji! I wara od polskich sraczy!
                    Stokrota, wygralas.
                    • ertes Re: opowieść klozetowa 09.08.07, 20:40
                      Chrzanisz CJ. To tylko mloda demokracja.

                      Ale jest lepszy kwiatek ktory sobie obserwuje:

                      wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80269,4377874.html
                      Czyz nie potwierdza to jak ta instutucja jest obrzydliwie skorumpowana i
                      skompromitowana? Prymitywne bydle jakim jest Rydzyk spotyka sie z papiezem?
                      Znaczy sie ten papiez jesttyle samo wart co ten bydlak a razem z nim cala
                      instytucja kosciola w ktorym zwlaszcza Polacy sa tak zakochani.
                      Problemy z dowodem to pryszcz.
                    • iwannabesedated chór kontra ciocia 09.08.07, 21:09
                      ależ ja zawsze wygrywam babebabe;) Nawet jak przegrywam, to wygrywam. Powiem
                      więcej, im bardziej przegrywam, bym bardziej jestem górą.
                      Mało tego. Ludzie, jak ja kocham ten kraj! Może mi tu się zebrać chór tysiąca
                      Ertezów z Ewami i buczeć płaczliwie i ponuro i udowadniać i przytaczać i
                      cytować, a ja kocham ten kraj i uwielbiam tu mieszkać. Ludzie tutejsi mnie
                      rozczulają, wkurwiają, popychają w autobusie, memłoszą, inspirują, śmieszą, golą
                      i wiążą krawaty, uwielbiam się tu pętać po ulicach, łazić po molo w Sopocie,
                      robić różne rzeczy albo nic, no sobie być po prostu. A komu się to nie podoba to
                      proszę mnie skoczyć. Na kitę hehehe ;)
                      • chris-joe Re: chór kontra ciocia 09.08.07, 21:42
                        Kazda milosc cieszy. Amerykancow do ich sraczy, twoja do twego kraju.

                        Co prawda rozmowa byla o biurwach i biurokracji oraz o xurka doswiadczeniach z
                        nimi, a nie o milosci, ale niech ci bedzie jesli musisz nalegac.

                        Co do skokow, to sie powstrzymam. Moge?
                  • kan_z_oz Re: opowieść klozetowa 10.08.07, 05:17
                    Hehehe,
                    Sraczyki na mojej budowie mają zbiorniki do spłukiwania z dwoma
                    guzikami; lewy opróżnia pół zbiornika, a prawy cały. Lewy używa się
                    do No 1, a prawy do No 2 - jakby się ktoś pytał. Do tego wszystkiego
                    całość MUSI być podłączona do betonowego wkopanego w ziemię
                    zbiornika na wodę na zewnątrz, który z koleji jest podłączony do
                    dachu. A dach jak wiadomo jest podłączony bezpośrednio do P. Boga i
                    to On będzie napełniał dach-zbiornik oraz pozwalał na spłukanie No1
                    i co najważniejsze No2.
                    Ten sam zbiornik też obsługuje pralnię. Obawiam się, że jak
                    zamieszka jakiś 'grzesznik' w obiekcie to ani prania, ani srania nie
                    będzie miał bo "Góra" wodę może zakręcić.

                    I to są na serio wymogi w ramach, aby Pan inspektor przyjął.

                    Pozdrawiam
                    Kan
    • ewa553 Re: Z innej planety 09.08.07, 22:41
      zebys Ty iwana przynajmniej jakoms kite miala, to moglybysmy
      porozmawiac o skakaniu na niom. A tak to Ci tylko powiem, ze caly
      czas probuje powiedziec jedno: po jakiego tentego potrzebne jest
      komus obywatelkstwo/pesel/dowod osobisty, aby czuc sie Polakiem i
      kochac ten kraj? Ja na ten przyklad jestem w rzeczywistosci
      Wloszkom, kocham ten kraj i tych ludzi, a na mysl by mi nie przyszlo
      wystepowac do nich o obywatelstwo. I dobrze nam wszystkim z tym.
      czego i tym z peselem zycze.
      • nadau Re: Z innej planety 09.08.07, 22:54
        No to spróbuj pokochać USA bez numeru SSN
      • kielbie_we_lbie_30 Re: Z innej planety 09.08.07, 23:01
        a jak to sie objawia to czucie siem Wloszkom?
        Bo mnie siem ciagle pytaja czy sie czuje Szwedkom czy Polkom i odpowiedzi ni
        mam. Probuje czuc, scypiem siem w lydkem, w udo, ciagne za wlosy albo za nos,
        nawet kopac siem probowalam i czujem jedynie bol ale ani jakich czuc szwedzkich
        albo polskich...
        • iwannabesedated Re: Z innej planety 10.08.07, 01:49
          No ja nie wiem jak to się czuje szfedzia, może jakoś uszami? czyco? Moim jednak
          zdaniem, to cały in-cycent że ktoś przyjeżdża gdzieś na wakacje w celach
          rodzinno wypoczynkowych, a zamiast zażywać upojnych chwil na memłonie, szoruje o
          siódmej rano babciu do kolejki no to sory, jest tak jakbym ja ze względu na
          posiadane obywatelstwo USA poczuła się zmuszona do wmontowania sobie sracza z
          nieskuteczną spłuczką, motywując to tym że ponieważ są takie przepisy to ja
          muszę bo inaczej mnie się tyłek zakleszcza na takim nielegalnym klozecie i nie
          mogę.
          Chciałam tylko zaznaczyć, że bez względu na zamieszkiwany kraj, człowiek
          powinien zachować zdrowy rozsądek i podchodzić z dystansem do dziwactw
          administracyjnych. Już zresztą w Norymberdze pokazano że skrupulatne
          przestrzeganie nakazów może człowieka doprowadzić nie koniecznie tam gdzie by
          się chciał znaleźć.
    • ewa553 szfedziu, 10.08.07, 10:22
      to proste: Wlochy to kraj w ktorym czuje sie jak w domu i az mnie
      dziwi, ze reszta "rodziny" mowi innym jezykiem:)))) Czuje to
      wszystkimi zmyslami, wszystko oczy cieszy, serce z radosci inaczej
      bije, uszy ciesza sie tym "innym" jezykiem, jezyk/podniebienie
      cieszy sie smakiem ich potraw. I cokolwiek by Wlosi zrobili,
      potrafie znalezc dobra strone tego, jakiekolwiek glupstwo by to bylo.
      Jest mi tym latwiej, ze przeciez nie mieszkam tam na codzien. Taki
      drobiazg: opowiadal mi pan mieszkajacy na codzien we Wloszech o
      wloskiej korupcji. Pan byl bratnia dusza, gdyz tlumaczyl to
      dokladnie tak, jakbym i ja to tlumaczyla. Powiedzial mianowicie, ze
      to dobrze, ze sie tak czesto rzady kraju/zarzady miasta itd.
      zmieniaja. Bo jak ktos za dlugo na stolku siedzi, to kwitnie
      korupcja, bo zglaszaja sie wszyscy krewni-i-znajomi-krolika i zadaja
      (rzondajom) przywilejow zwiazanych z tym pokrewienstwem. Tak wiec
      zmieniaja te rzady dostatecznie czesto, aby sie taka siatka rodzinno-
      mafijna nie miala szansy rozwinac. Fajne, co?
      Radze Ci, zdecyduje sie kochac jakikolwiek kraj, najlepiej wlasnie
      taki w ktorym nie masz nic waznego do zalatwiania, wiec Ci bedzie
      latwo kochac.
      • kielbie_we_lbie_30 Re: szfedziu, 10.08.07, 12:16
        hahaha jak mozna sie zdecydowac aby kochac?
        Jest to mozliwe? To chce sie zakochac w takim jednym co wiem ze sie
        kocha we mnie, jest w porzadku facet i na dokladke ma kupe forsy.
        Mialabym z nim zycie jak w bajce ale jak to zrobic? Zdecydowac sie
        zakochac? Daj recepte jak mam czuc motylki w brzuchu jak ich nie mam?
        • iwannabesedated Re: szfedziu, 10.08.07, 15:20
          Ewa słusznie radzi. Wybrać rozsądnie, zawrzeć sie w sobie, zmusić i
          zakochać. Chyba można wyćwiczyć taką umiejętność i wielce to z
          pewnością jest korzystne. I mądre. A nie głupie. Tak jak pranie na
          przykład;)
          Natomiast kochanie czegoś/kogoś a czucie się czymś/kimś to moim
          zdaniem dwie różne sprawy. Ja na przykład kocham Stellenbosch,
          przychodzi mi to ekstra łatwo bo gówno na ten temat wiem i nigdy tam
          nie byłam, ale kurwa jakoś się Stellenboschką nie umiem poczuć.
          Kocham też na przykład autobusy typu Solaris ale się takim Solarisem
          nie czuję, ani też szminką Diora, czyteż szpilkami Polliniego.
          Apropos szpilek, to ciągle je mam tylko mi się obcas złamał i muszę
          na nowy wymienić.
          • ertes Moda na hipokryzje 10.08.07, 15:47
            panuje tutaj ostatnio.

            Bo jak inaczej nazwac swiete oburzenie Dorotki z powodu klimatyzatorow a teraz
            wysmiewanie 1-galonowych kibli wymyslonych w ramach oszczedzania wody.
            No jak Dorotko?
            • iwannabesedated Re: Moda na hipokryzje 10.08.07, 16:36
              Raczej moda na klapki na oczach Ertezzzzzeuszu luby. I postanowaiłam się po
              prostu do Was przyłączyć. Więc wszystko co moje jest zajebiste. A wszystko co
              nie - jest do bani. A do największej bani jest wszystko co amerykańskie.
              Amerykańskie jest beznadziejne. A Polska jest cudowna! Zaraz tu otworzę pięć
              wątków o tym jak Ty i Lucyper.
              • kielbie_we_lbie_30 Re: Moda na hipokryzje 11.08.07, 11:43
                Polska jest cudowna i cudowniejsza z roku na rok ;)
              • ertes Re: Moda na hipokryzje 11.08.07, 16:16
                Nie dorabiaj teorii do zwyklej hipokryzji. Marnie to wyglada.
                • iwannabesedated Polska Zawsze Cudowna! 11.08.07, 16:57
                  Pieprzysz Ertezz z zazdrości o mój amerykański papier, hehehe. Pociesz się tym
                  że jeśli Polska Zawsze Cudowna wyda Ameryce Zawsze Paskudnej wojnę, to do
                  imperialnych obozów koncentracyjnych trafią wszyscy, nielegalni, zielonokartni i
                  naturalizowani. Będzie równo. I nie martw się, ja tam na czele zwycięskich wojsk
                  Zawsze Cudownej przybędę i Cię uwolnię, jak braterska armia sowiecka 60 lat
                  temu. Potem zostaniesz Namiestnikiem Województwa Kalifornijskiego.
                  Hehehe. Vivat Imperium Polski Zawsze Cudownej!!! Na pohybel całej reszcie!!!
                  Teraz kurwa MY!!!
                  • jutka1 Re: Polska Zawsze Cudowna! 12.08.07, 17:17
                    Ja pierdole.





                    Pardon...
                    • iwannabesedated Re: Polska Zawsze Cudowna! 12.08.07, 23:27
                      Gratuluję. Dobre na cerę.
                    • jan.kran Re: Polska Zawsze Cudowna! Update, 13.08.07, 15:10
                      Xurku pisz prosze dalej :) Po pierwsze lubie czytac co piszesz a po
                      drugie Norwegia po Twoich rewelacjach wydaje mi sie sympatycznym i
                      przyjaznym krajem:) , po trzecie nostalgia za powrotem na Oj lono
                      jakby ulega weryfikacji:PPPP
                      Nie ukrywam ze czekam z niecierpliwoscia na komentarze Stokrotki ,
                      choc jej styl mnie meczy ale za to tresc mniej:)
                      Pozdrawiam.
                      Kran:)
      • kielbie_we_lbie_30 Re: szfedziu, 11.08.07, 11:43
        To jak Stokrotka mowi, ze sie jest zakochanym nie ma nic wspolnego czuc sie
        czyms, kims. I nie uwazam ze tlumaczenie glupstw jest oznaka milosci raczej
        zaslepienia. Zaden czlowiek, a tym bardziej cala nacja nie jest perfekt. Kazdego
        czlowieka prawem jest robic glupstwa, miec pozytywne, negatywne cechy. I jesli
        sie kocha to pomimo wad...mozna i kochac wady przeciez :)
        • xurek Update 13.08.07, 10:31
          melduje co nastepuje:

          (ex?) - maz zostal internetowo odnaleziony i adres zdobyty (poszlo
          tak latwo, ze zastanawiam sie nad zmiana zawodu na detektywa).

          Sad miemiecki mnie nowy przysteplowany rozwod przysle i nawet papior
          napisze, ze normalnie to sie niestepluje i dlaczego (ale zastanawiam
          sie, czy papior dolaczyc, bo moze urzednikow skonfundowac i
          potrzebne bedzie jeszcze wiecej papiorow).

          krotko mowiac jestem na dobrej drodze i pelna nadziei, iz wkrotce ex
          stanie sie exem, maz mezem, tatus tatusiem a ja dostane dowod i bede
          mogla zajac sie nastepnym etapem, o ktorym obiecana relacja w
          nastepnym wpisie.
          • kielbie_we_lbie_30 Re: Update 13.08.07, 10:44
            Z tym wyrokiem tez tak mialam. Musialam wycioagnac nowy z sadu gdyz
            nie mialam dopisku ze wyrok sie uprawomocnil. Poprosilam tez kobite
            aby mi przysteplowala wszystkie mozliwe stemple jakie ma...na
            szczescie sad szwedzki jest chyba jedynym miejscem gdzie jeszcze
            stemple posiadaja. No ale pozniej przy tlumaczeniu okazalo sie ze
            musze placic za kazdy stempel hahaha

            A propos stempli. Mielismy wizyte z Rosji ok. 30 osob, ktorzy
            ogladali nasz zaklad, kolega ich oprowadzal...na koniec gdy mieli
            sie ewakuowac kazdy z nich wyciagnal papierek zeby podstemplowac ze
            tam byli i zaklad nasz widzieli. Ambaras z tego wyszedl wielki gdyz
            nikt u nas stempli nie posiada...Szukano stempli wszem i wobec i w
            koncu w ksiegowosci znaleziono cosik do stemplowania
            faktur...zadowolili sie tym choc krecili z bezaprobata glowa ;)
    • xurek historia (dlugasna) nadbaltyckiej dzialeczki 13.08.07, 10:33
      Wiec bardzo bardzo dawno temu byla sobie wioska, a wlasciwie osada,
      lezaca miedzy morzem i jeziorem. Mieszkajacych w niej szesciu
      gospodarzy przedlo byt rownie cienki co spokojny na tym zapomnianym
      odludziu.

      Milaly monotonne lata i dziesieciolecia az swiat sie zakrecil,
      przekrecil, skrzywil i zczerwienial, karty rozdano na nowo a odludna
      osade wydzierzawiono rycerzom spod herbu sierpa i mlota na ich
      niekonczace sie ladowe i morskie turnieje. Szesciu gospodarzy wraz z
      rodzinami i przychowkiem dostalo specjalne przepustki na dalsze
      obsiewanie nieuzytkow z wyraznym zakazem zapraszania jakichkolwiek
      gosci badz robienia jakichkolwiek zdjec poza czterema scianami
      wlasnego domu. Zycie ich pozostalo biedne, przestalo jednak byc
      spokojne, bo jak nie czolg to lodz podwodna a jak nie lodz to
      rakieta.

      I tak znow przez dziesieciolecia przedli gospodarze te nic waltlego
      zywota, obserwujac jak przez nikogo procz gwiezdzistego rycerstwa
      nie zdeptywany las rosine w sile, jak ryby w przez nikogo oprocz
      szesciu samotnikow nie odlawianym jeziorze rozmnazaja sie w
      najlepsze bo poza tym do obserwacji nie bylo nic, bo nic sie na tym
      zmilitaryzowanym odludziu nie dzialo a tego, co sie dzialo, nie
      prikazno bylo obserwowac.

      Jako iz jak wiemy wszystko plynie, lat temu 17 przyplynela do wsi
      nowa dziejowa i brzemienna w skutkach decyzja a mianowicie eksmisja
      czerwonych rycerzy i ich dobr wszelkich. Opustoszalo, ucichlo,
      przepustki starcily racje bytu a gospodarze ujrzeli w swej samotnej
      wiosce pierwszych niesmialych turystow.

      Z poligonu zrobiono wies, przylaczono do gminy i………teraz dopiero sie
      zaczelo!

      Nieliczni turysci zafascynowani bunczucznoscia rozpasanego lasu,
      czystoscia dzikiego jeziora i przede wszystkim calkowitym brakiem
      jakichkolwiek socjalistycznych zbrodni architektonicznych zapytali
      gospodarzy, czy by im kawalka nieurodzaju jakiego nie sprzedali,
      coby dacze postawic i grzyby garsciami zbierac mogli. Gospodarze,
      jak to chlopi ciemni, odludni i do ziemi swej przywiazani odmowili
      oczywiscie mowiac rownoczesnie, zeby sie u gminy o te poligony
      zapytali, to moze co dostana. Turysci jak uslyszeli, tak zrobili.

      Wladze gminne w miescie pobliskim nowo nabyta wsia nie interesowaly
      sie wcale, bo w swych lennach mialy miasteczka turystyczne dobrze
      prosperujace, z ktorych czerpaly, bo bylo z czego i inwestowaly, bo
      bylo po co. Tak wiec by pozbyc sie natretnych turystow trujacych
      dupe o sprzedaz jakichstam wertepow powiedzialy owym, coby
      zorganizowali sobie geodete, ktory z terenow poligonowych wyszkicuje
      pieciusetmetrowe dzialeczki, dogadac sie, kto ktora chce kupic,
      mapke sporzadzic i do urzedu wrocic. Jak kazali, tak turysci
      zrobili, urzad zarejestrowal, skasowal, glowa z niedowierzaniem
      potrzasnal i szczesliwych posiadaczy poligonu pozegnal mowiac “robta
      sie tam co chceta”.

      I tak powolutku niesmiali turysci stali sie zasiedzialymi
      osadnikami, pobudowali sobie dacze na terenach, o ktorych nikt tak
      naprawde nie wiedzial, czy to rolne, rekreacyjne, czy budowlane.
      Elektrownia przylaczyla im prad, bo sie po rycerzach ostal nie
      zastanawiajac sie zbytnio, czy jej tak wolno czy nie, bo skoro jest
      prad i nabywcy co placa, to czemu im klody pod nogi rzucac?
      (niektore zrodla podaja, ze to nie milosc blizniego, tylko bakszysz
      kierowal myslami elektrykow). Woda tez jakos sie znalazla, ze
      sciekami poradzono sobie tworzac krocie szamb i tez nie pytajac
      nikogo o zgode.

      I tak przez nastepna dekade owe Robinsony upiekszaly swoje
      ogrodeczki, zmienialy domki drewniane na murowane, podlaczaly sie do
      wszystkiego, co potrzebne, nie placily zadnych podatkow a gmina i w
      ogole caly swiat mial to w glebokim powazaniu.

      Wiesc o tym raju nadbaltyckim roznosila sie powoli, lecz uparcie.
      Najpierw dodarla do ciotki kuzynki Xurka, potem do Xurkowej kuzynki,
      potem do Xurkowego kuzyna no i w koncu do Xurka. I tak jeden po
      drugim, najperw ciotka, potem kuzynka, potem kuzyn a na koncu Xurek
      przylaczyli sie do Robinsonowskiej nabaltyckiej spolecznosci.

      Ciotka i kuzyn od razu zakasali rekawy i postawili sobie domki.
      Ciotka dostala prad od lesniczego, kuzyn “wydzierzawil” kawalek
      pradu od sasiada, co juz go mial, wode “jakos” podlaczyli, szamba
      wybudowali i urzedowali spokojnie i sielankowo na swoich wlosciach.

      Kuzynka zas i Xurek, obie zajete wazniejszymi sprawami i
      zadowalajace sie pobytami w domku ciotki badz kuzyna z dzialeczkami
      nie zrobily nic, procz wspierania rozwoju miejscowego biotopu przez
      sasiadow zlosliwie nazywanego hodowla chwastow.

      Wszystko byloby nadal pieknie i sielankowo i rajsko, gdyby owych
      szesciu gospodarzy sie ze swojego cienkorolnego snu nie obudzilo,
      oczu nie przetarlo i nie stwierdzilo, ze trzeba byc idiota, by orac
      na roli, jezeli mozna robic w turystyce.

      Tak wiec soltys jako pierwszy walnal plugiem w kat, poletko
      zniwelowal, pole kampingowe z niego zrobil a potem sobie nawet
      kawiarnie i sklep otworzyl! Za nim w slady poszli pozostali: jeden
      zbudowal osiedle drewnianych domkow dla turystow, drugi sprzedal
      hektary ziemi za kupe kasy i wybudowal na pozostalych hekarach
      osrodek wczasowy, inni zalozyli osrodki, wyporzyczalnie, smarzalnie
      itp itd. Za nimi w slad, tyle ze na mniejsza skale poszly Robinsony
      wystawiajac kazy na swojej dzialeczce dodatkowy domek dla turystow i
      poslkokrwiste Dojcze, tyle ze na wieksza skale, bo z w Niemczech
      zarobiona i zaoszczedzona kasa.

      Wies zamienila sie w prawdziwe Eldorado, tyle tylo, ze miast zlota
      czesto bywa duzo blota, bo jedynym, ktory do niedawna sie z letargu
      nie ocknal byla gmina, wiec nie bylo ani drog ani chodnikow ani
      innych zdobyczy infrastrukturalnych.

      Tak kamiennym snem, by nie slyszec pobrzekiwania talarow nie spi
      jednak nawet gmina, wiec w koncu sie obudzila. Przetarla oczy, znow
      potrzaslela glowa, tyle ze teraz z oburzenia, ze tyle kasy jej pod
      nosem przeszlo, zakasala rekawy i wziela sie do roboty.

      Myli sie jednak kto mysli, ze robota polega na fizycznym robieniu
      czegokolwiek. Robi sie jedynie “administracyjny porzadek”. Tak wiec
      gmina po latach wielu w koncu zdecydowala sie zakwalifikowac poligon
      pod jakis rodzaj gruntow. I tak to czesc Robinsonow (rowniez ciotka)
      stala sie szczesliwymi posiadaczami terenow rekreacyjnych, czyli
      wolno im budy drewniane stawiac i prawo do pradu, wody i szamba
      maja. Czesc Robinsonow zas znalazla sie o zgrozo na terenach
      rolniczych, wiec powinna cokolwiek tam nie postawila od razu zburzyc
      a do swiatla i wody (nie mowiac juz o szambie) prawa nie ma zadnego.
      Czesc natomiast dostapila takiego szczescia, ze ja w pierwszym
      momencie z niego az zatkalo (rowniez kuzynostwo i Xurek), bo jej
      dzialeczki zakwalifikowane zostaly jako tereny budowlane, czyli
      stawiamy i podlaczamy co chcemy! Nawet przydomowa oczyszczalnie
      sciekow teoretycznie wolno.

      No wlasnie. Teoretycznie. No bo prosze pani tereny te co prawda
      budowlane sa, ale budowac i podlaczac wolno tylko wtedy, jezeli
      dzialeczka ma co najmniej 2'000 metrow kwadratowych a o ile
      cztyelnicy sobie przypominaja gmina sprzedawala tylko po 500 (a
      gospodarze pozniej po 1000). Tak wiec kuzyn musial oddac prad, bo
      sasiad, od ktorego go wydzierzawil tez musial (ale ciotka mu na
      szczescie zalatwila od lesniczego i na cale szczescie w sama pore,
      bo lesniczy juz ma za malo i ani piekarnik ani boiler na ciepla wode
      juz sie nie chca wlaczac i lesniczyna duper truje i dlatego on juz
      wiecej nie wydzierzawia) a kuzynka moze przestac planowac jaki domek
      sobie wybuduje. Xurek zas zatarl lapki, ze przynajmniej tom razom
      jest gora, bo ma 3.5 tys metrow!. Tak wiec zacierajac te lapki i
      widzac te krocie wplywajace mu do kasy z podnajmu pradu, wody i
      oczyszczania sasiedzkich sciekow, ktore mu sie zgodnie z litera
      prawa naleza Xurek pobiezyl do gminy,
      • xurek Re: historia (dlugasna) nadbaltyckiej dzialeczki 13.08.07, 10:35
        by podanie o owe zlozyc.

        I tutaj prosze panstwa szczescie sie konczy, bo sie okazalo, ze
        Xurek wcale nie posiada jednej dzialki o powierzchni 3.5 tys metrow,
        tylko cztery dzialki z ktorych ani jedna nie ma 2 tys. Niby sie
        zgadza, ze Xurek 4 dzialki kupil, ale myslal, ze skoro wszystkie sa
        jego i jedna obok drugiej, to jest to teraz jedna dzialka. Myslal
        oczywiscie bardzo glupio, bo zeby sie z tego zrobila jedna, to Xurek
        musi zlozyc podanie o scalenie gruntow i udokumentowac dlaczego. To
        prosze pani potrwa i nie wiadomo, czy zostanie zaakceptowane a poza
        tym, prosze pani, to gmina wydala taki przepis, ze na jednej ulicy
        musi byc co najmniej 5 dzialek pod zabudowe, zeby podlaczono prad i
        wode, bo ponizej to sie nam prosze pani nie oplaca. Na ulicy Xurka
        oprocz ewentualnie Xurka kwalifikuje sie jeszcze jeden, co ma 2,5
        tys metrow – reszta to malorolne Robinsony i jak na zlosc jedyny z
        szesciu gospodarzy, ktory wciaz jeszcze turystyke ma w dupie i swoja
        dzialke budowlana wicaz jeszcze orze i gnoi. Xurek odlozyl wiec plan
        zarabiania milionow na pradzie, wodzie i gnojowce na przyszle
        dziesieciolecie koncentrujac swe sily na zdobyciu dowodu osobistego,
        bez ktorego i tak niczego nie da sie scalic badz zawnioskowac.

        A we wsi nastala znow nowa era, ktora mozna by nauwac era podaniowa.
        Wszyscy (lub prawie) mianowicie skladaja podania o scalenie,
        rozlaczenie, przylaczenie, upradowienie, przekwalifikowanie, zgode
        na niezburzenie tudziez wybudowanie itd itp. Gmina zas kasuje od
        kazdego papierka i pieczatki i to wcale nie malo.

        Tylko slonce wciaz tak samo swieci nad tym kawalkiem polskiego morza
        i fale wciaz tak samo uderzaja o piaskowy brzeg.


        PS: a Rybak Stachu to mi odmowil sprzedania w swojej rozwalajacej
        sie budzie swiezo uwedzonego wegorza, bo byla prosze panstwa 12:30,
        on lezal na lezaku przed ta buda i mial wlasnie przerwe obiadowa,
        ktora prosze pani na zachodzie tak jest w kazdym szanujacym sie
        sklepie. Tak sie zastanawiam, kto Stachowi tak namacil w glowie i
        czy on w tej przerwie obiadowej przerywa rowniez proces wedzenia i
        jaki to bedzie mialo wplyw na przyszlosc naszej planety…..


        PS: konstruktywna krytyka Stokrotki na temat tego co Xurek i w ogole
        cala wies robi zle jak rowniez pomocne rady na temat, jak to
        wszystko obejsc i juz jutro kasowac za wynajecie pradu (najlepiej
        wcale go nie zakladajac) bardzo mile widziane.
        • iwannabesedated ciocia radzi 13.08.07, 16:42
          Porady grupowe są odpłatne, więc całej wsi tutaj konsultować nie będę.
          Mam tylko osobistą poradę, żeby to błoto z nadbałtyckiego Elduradu zbierać w
          słoiki i sprzedawać w ekskluzywnych sklepach z naturalnymi kosmetykami.
          Ja jestem w posiadaniu takiego słoja, z błotem z Martwego Morza, trzymam go w
          lodówce, a gdy chcę użyć, podgrzewam w misce z gorącą wodą i nakładam pędzlem
          malarskim na się. Smierdzi strasznie, jest zielone, tłustawe i gęste, szczypie,
          piecze, ale potem jest się pięknym pięknością anielską. Więc jestem przekonana,
          że błoto nasze jest oczywiście lepsze, bardziej tłuste, bardziej śmierdzące, no
          jednym słowem bardziej skuteczne. I może zapewnić Wam życie w błotnistym dolce
          fa niente wraz z całą wsią, po wieki wieków, czego Wam życzę.
          • iamhotep Re: dziadzio radzi 15.08.07, 15:57
            A jak by xurkowie sobie solar power zainstalowali
            zamiast "nadwyrezac" siec elektryczna powiatu? Mozna by nawet
            zainwestowac w wieksza baterie i ulzyc umeczonemu powiatowi
            przynoszac energie lokalnej spolecznosci po konkurencyjnych
            cenach ......


Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka