Dodaj do ulubionych

Ostatnie miesiace zycia

18.11.03, 04:23
Kilka metrow od mojego biurka pracuje zespol ludzi, najstarszy z nich kilka
tygodni temu dowiedzial sie ze ma raka watroby, lekarze daja mu okolo pol
roku zycia. Jego koledzy sa wstrzasnieci, widzialam dwoch z nich
zaplakanych. Tymczasem ten smiertelnie chory czlowiek zaczal przychodzic do
biura, pracuje jakby nigdy nic.

Co byscie zrobili w jego sytuacji? Cokolwiek bym wybrala, przenigdy nie
wrocilabym do biura!

Pozdrawiam
Luiza-w-Ogrodzie

><((((º>`·.¸¸.·´¯`·...¸><((((º>¸.
.·´¯`·.. ><((((º>`·.¸¸.·´¯`·.¸.·´¯`·...¸><((((º>
Obserwuj wątek
    • alaskanka3 ....znow o smierci ? 18.11.03, 04:41

      Jestem przerazona tymi smiertelnymi tematami !!
      Na pewno nie poszlabym to biura !
      natomiast oddawalbym sie przyjemnosciom, zalatwilabym kilka niezalatwionych
      spraw z kilkoma osobami, obejrzalabym to czego nie zdazylam dotad obejrzec na
      swiecie, pozegnalabym sie, etc.
      • luiza-w-ogrodzie Re: ....znow o smierci ? 18.11.03, 05:20
        ...o smierci pisze tylko dlatego, bo przyszla do pracy. Osoby z mojego zespolu
        sa wstrzasniete, szczegolnie kobieta, ktorej maz mial trzy nowotwory i
        nieciekawa diagnoze dwa lata temu. W czasie jego chemoterapii ona prawie nie
        pojawiala sie w biurze. Jak czul sie lepiej, chodzili na spacery, siedzieli w
        ogrodzie, o pracy nie bylo mowy.

        Pozdrawiam, patrzac na siwa glowe chorego wystajaca zza scianki dzialowej :o(
        Luiza-w-Ogrodzie

        ><((((º>`·.¸¸.·´¯`·...¸><((((º>¸.
        .·´¯`·.. ><((((º>`·.¸¸.·´¯`·.¸.·´¯`·...¸><((((º>
    • basia553 Re: Ostatnie miesiace zycia 18.11.03, 08:01
      Möwie, bo wiem: po smiertelnej diagnozie, po radach typu - zröbcie sobie jeszcze
      jakas fajna podröz, uzywajcie zycia - smiertelnie chory ma najczesciej ochote
      tylko na jedno: normalnie zyc jakby nigdy nic. Dlatego dopöki koledze sily
      pozwalaja - niech sobie pracuje.
      Mialam kolezanke w pracy pare lat temu, ponizej 40-tki, wszyscy wiedzielismy
      ze bedzie musiala umrzec, a ona przychodzila do pracy i miala teksty typu ze
      pöjdzie na emeryture majac 55 lat, aby jeszcze cos miec z zycia. Mysmy
      dostawali gesiej skörki, ale ja ta ratowalo. No i dobrze. trzeba pamietac, ze w
      takim wypadku nie chodzi o nas, statystöw, tylko o osobe dotknieta.
      • alaskanka3 Re: Ostatnie miesiace zycia 18.11.03, 08:22
        basia553 napisała:

        > Mialam kolezanke w pracy pare lat temu, ponizej 40-tki, wszyscy wiedzielismy
        > ze bedzie musiala umrzec, a ona przychodzila do pracy i miala teksty typu ze
        > pöjdzie na emeryture majac 55 lat, aby jeszcze cos miec z zycia. Mysmy
        > dostawali gesiej skörki, ale ja ta ratowalo. No i dobrze. trzeba pamietac, ze w
        > takim wypadku nie chodzi o nas, statystöw, tylko o osobe dotknieta.


        Rozumiem ze chodzi o osobe, ale mimo to dostaje gesiej skorki czytajac to.
        Ile przezyla w ten sposob ? Czy tyle ile przewidywali lekarze ?
        • basia553 Re: Ostatnie miesiace zycia 18.11.03, 08:47
          Bardzo dlugo sie meczyla, bo mloda, silny organizm, a miala stale nowe
          przerzuty w najmniej spodziewanych miejscach. Ale ostatnie miesiace
          spedzila juz tylko w klinice, gdzie niektörzy ja odwiedzali.
          Pojecia nie mam jakie byly poczatkowe rokowania. Nie mielismy zadnych
          wiadomosci na ten temat, a ona przeciez miala zamiar dalej zyc.
          Ten pierwszy wypadek o ktörym wspomnialam, to byla diagnoza smiertelna w lutym,
          dawano tylko pare miesiecy zycia i powiedziano: jesli bedziecie mieli szczescie,
          to dozyje Swiat. Dozyl do nastepnego lutego. I tez bardzo, bardzo chcial zyc..
      • luiza-w-ogrodzie Zyc jakby nigdy nic 18.11.03, 09:40
        Tak, to moze byc obrona przed nieuchronnoscia wypadkow - kontynuowac zyc tak,
        jak sie zylo dotad i stwarzac pozory ze tak bedzie trwalo w nieskonczonosc.
        • maria421 Re: Zyc jakby nigdy nic 18.11.03, 09:47
          Podroze, uzywanie zycia w jego ostatnich miesiacach? Chyba nie.
          Kiedy w sierpniu tego roku zycie mojego meza wisialo na wlosku, ja blagalam
          Boga tylko o jedno: zeby znow bylo normalnie. A kiedy po raz pierwszy
          przywiozlam go na weekend do domu uwazalam za szyt szczescia, ze mozemy znow w
          trojke wsiasc razem do stolu.

          Normalnosc jest piekniejsza niz myslicie.
          • basia553 Re: Zyc jakby nigdy nic 18.11.03, 10:24
            Mam nadzieje, ze Chlopcy nam wybacza kontynuowanie tego smutnego, listopadowego
            tematu. Ale co mnie od paru tygodni zajmuje: lekarz, ktöry wtedy tak radosnie
            proponowal swojemu pacjentowi uzywania zycia, wyjazdöw, imprez itd, sam w tym
            roku w czerwcu odkryl u siebie raka (tzn. odkryto) i to w takim stadium, ze
            tylko 3 miesiace jeszcze zyl. I ja sie caly czas pytam: jak on te 3 miesiace
            przezyl, a raczej co on myslal, jak czul itd.
            Do swojego pacjenta, ktöremu zreszta wspaniale towarzyszyl w tych trudnych
            miesiacach, möwil na lozu smierci jak piekna jest smierc, jakie to wspniale
            uczucie i ze nie trzeba sie bac.
            Nigdy juz nie dostane odpowiedzi, a tak chcialabym wiedziec.
            Bo chyba dopiero jak sie samemu w takiej sytuacji znajdzie,
            mozna naprawde odpowiedziec na to JAK.
        • seksualnyklusownik Re: Zyc jakby nigdy nic 18.11.03, 14:45
          Co ja bym zrobil:

          -przelecialbym kolezanke z sasiedniego cubicle na ktora mam od dawna ochote,
          -dalbym po ryju kolesiowi z pracy , cos mi ostatnio za skore wlazi,
          -pojechalbym do Wenecji z panienka, w ktorej jestem zabujany,
          -ubezpieczylbym sie na zycie na 1 mln dolcow,
          -zerznalbym do dechy wszystkie swoje karty kredytowe a potem bym zmienil na
          poczcie adres na adres jednego pajaca, tak zeby wszystkie listy z collection
          przychodzily do niego,
          -wyleasowalbym mercedesa i wjechal nim w drzewo, zeby zobaczyc jak dzialaje te
          ich poduszki powietrzne.
          • don2 Re: Zyc jakby nigdy nic 18.11.03, 15:04
            Mr,Seksklusownik
            Uprzejmie zawiadamiamy,ze premia za polise ubezpieczeniowa zostala
            uatalona w wysokosci 1.150 000 USD. polecamy nasze uslugi . Universal Co.

            Mr.klusownik.w zwiazku ze zlozeniem aplikacji w firmie Universal Co.
            uprzejmie zawiadamiamy o naszej sezonowej ofercie: Cena naszych uslug
            obejmujaccych kompletny sevis rewlacyjnie atrakcyjna szczegolnie w ciagu 3
            najbizszych miesiecy pozwala kazdemu korzystac z naszej uslugi.
            Wszystko wliczone-muzyka na zyczenie,za doplata salut honorowy i video
            utrwalona ceremonia. Z uszanowaniem firma John Kovalsky-Ostatnia Droga.
          • lalka_01 Re: Zyc jakby nigdy nic 18.11.03, 15:29
            Nikt by Cie nie ubezpieczyl - chyba zebys przedstawil sfalszowane wyniki badan
            lekarskich.
            • jan.kran Re: Zyc jakby nigdy nic 18.11.03, 15:57
              Ja wiem , ze na to pytanie mozna odpowiedziec jak sie jest w takiej sytuacji.
              Reszta to dywagacje. Zaznaczam , ze nie jestem chora , ale przezylam w pewien
              sposob wlasna smierc. I od tej pory lepiej mi sie zyje. Kran.
            • seksualnyklusownik Re: Zyc jakby nigdy nic 18.11.03, 16:31
              lalka_01 napisała:

              > Nikt by Cie nie ubezpieczyl - chyba zebys przedstawil sfalszowane wyniki
              badan
              > lekarskich.

              He, he, kupilbym polise, nie wymagajaca dokladnych badan. Wyzsze premium, ale
              nie badaja za bardzo ofiary.
    • akawill Re: Ostatnie miesiace zycia 18.11.03, 15:20
      Jezeli chodzi sie do pracy z musu i dla forsy to oczywiscie ze nie ma sensu
      dalej chodzic. Jezeli czuje sie ze sie robi cos waznego, to moze to nabrac
      jeszcze wiekszej wagi i nie ma tu zadnego udawania.

      Polecam film "Last Night" - takie studium postaw w obliczu konca. Nawet
      seksklus ma tam role ;)

      www.hollywood.com/movies/reviews/movie/414108
      • lucja7 Re: Choroba po fakcie 18.11.03, 16:13
        Napisze o sobie bo bylam w takiej sytuacji dokladnie 6 lat temu.
        Pierwsze oznaki, badania, analizy, obserwacje i po 3 tygodniach werdykt ze
        trzeba bedzie operowac. Ze nie mam czasu, poczekajmy do wakacji, itd. Na co
        lekarz mowi ze mam sie stawic w szpitalu w najblizszy poniedzialek by byc
        operowana we wtorek. I wtedy mi powiedzial ze mam przede mna 2 miesiace gora o
        ile nic sie nie zrobi.
        Moge wam powiedzie tylko jedno, nic z tego do mnie nie dotarlo. Szlam
        oszolomiona piechota przez miasto, zjadlam obiad, nie moglam wogole zebrac
        mysli. Potem operacja, miesiac szpitala i potem sie zaczela moja choroba.
        Nie mialam czasu na chorowanie przed, odbylam ja dopiero gdy jej juz nie bylo,
        wtedy dopiero do mnie zaczelo docierac skad wracam. I gdyby nie rodzina, gdyby
        nie praca (strasznie duzo wtedy pracowalam), czyli te wszystkie rzeczy ktore
        nazywacie tutaj normalnymi, nie wiem czy bylabym tu jeszcze.
        Po prostu nie przeszlo mi przez glowe ze mozna w moim wieku umrzec, mlode
        dzieci, tyle rzeczy niezrobionych.
        Branie calkowitego udzialu w zyciu, pracy jest podstawowym warunkiem zeby
        wyjsc z tego kurestwa zwanego rakiem. Pomimo ze niektorych przebiegaja ciarki.
        Ale potem, kiedy wam mowia ze juz po wszystkim, kiedy kolejne badania ciagle
        wykazuja brak metastaz, nie wyobrazacie sobie przyjemnosci zycia.
        Wszystko wydaje sie plusem, nabiera sie dystansu do siebie samego, chce sie
        czerpac z zycia to co wydaje sie najwazniejsze.
        Ciao, lucja7.
        • basia553 Lucjo, 18.11.03, 18:28
          tak wiele mialabym Ci do powiedzenia, tak bardzo sie z Toba ciesze, ze tych 6
          lat minelo, ale sa rzeczy, ktöre trudno ubrac w slowa. A wiec sciskam Cie tylko
          bardzo, bardzo serdecznie.
        • luiza-w-ogrodzie Re: Choroba po fakcie 18.11.03, 21:59
          Lucjo, dzielna dziewczyno, dziekuje za Twoj post. Masz racje, normalnosc
          docenia sie najlepiej wracajac z drugiej strony. Nawet jezeli nie ma sie
          szansy wrocic, to codzienne zycie nabiera smaku. Mysle ze dlatego znajomy z
          pracy wraca codziennie do biura.

          Pozdrawiam goraco
          Luiza-w-Ogrodzie

          ><((((º>`·.¸¸.·´¯`·...¸><((((º>¸.
          .·´¯`·.. ><((((º>`·.¸¸.·´¯`·.¸.·´¯`·...¸><((((º>
        • lalka_01 Dzieki 18.11.03, 22:38
          kobieto za to szczere wyznanie - mysle ze nie kazdy umialyby sie na nie zdobyc,
          nawet na tym forum. Stu lat zycze!
        • alaskanka3 Re: Choroba po fakcie 18.11.03, 23:18

          Wszystkiego najlepszego Lucjo !!
          podziwiam wytrwalosc i nie danie za wygrana "temu kurestwu zwanego rakiem".

          Ja zrozumialam to pytanie inaczej bo bardzo bliska mi osoba zostala
          zdiagnozowana dopiero w stanie tak zawansowanym, ze nie bylo zadnych szans na
          nic poza zmniejszeniem cierpien.
          • lucja7 Re: Choroba po fakcie 19.11.03, 08:11
            Musze sie przyznac ze po przeczytaniu waszych postow zakrecila mi sie lza w
            oku i cos mnie trzymalo za gardlo.
            Ja zaczelam mowic o mojej chorobie gdy wydawalo mi sie ze jestem juz zdrowa,
            to znaczy jakies 2 lata po operacji.
            Serdeczne dzieki,
            lucja7.
    • waldek.usa Re:Znam osobiscie czlowieka 18.11.03, 16:37
      ktory uciekl grabarzowi. Nie widzialem go przez kilka miesiecy, pewnego dnia
      zobaczylem go na ulicy. Szkielet niemalze, skora woskowa, probowalem podrzymac
      na duchu. No i co? Pare miesiecy pozniej spotykam go znowu...nie do poznania!
      Geba okraglutka, zarumieniona, maszeruje dziarsko, chwat!
    • moore_ash nie mam pojecia... 18.11.03, 19:42
      moge mowic, ze spieniezylbym wszystko i pojechal do nowego jorku bo tak
      tesknie za tym miastem. moge mowic, ze spedzilbym ten czas w bibliotece bo
      tyle ksiazek chce jeszcze przeczytac. moge mowic, ze spedzilbym ten czas
      sluchajac plyt, ktorych chce jeszcze w zyciu posluchac. moge mowic, ze nie
      robilbym nic, ze nikomu bym nie powiedzial i po prostu trwal tak dalej. na
      pewno ni chcialbym, zeby moi bliscy z Naj na czele wiedzieli od poczatku, choc
      nie jestem pewien czy mialbym prawo ich tak oszukiwac. moge mowic, ze
      nauczylbym sie grac na pianinie, bo zawsze tego chcialem tylko slon mi na ucho
      nadepnal a palce mam jak rzeznik. moge mowic, ze pogodzilbym sie z wszystkimi,
      do ktorych mam jakis uraz. napisal listy do wszystkich zaniedbanych
      przyjaciol, podziekowal wszystkim za wszystko i przeprosil za to co zrobilem
      zle...

      ale to wszystko ty tylko bla bla bla...

      i mam nadzieje, ze nie bede sie musial przekonywac, ktora opcje wybralbym...

      pozdr.
      tb
      • clairejoanna Re: Skrecam watek- do Murarza 19.11.03, 16:44

        • clairejoanna Re: Skrecam watek- do Murarza 19.11.03, 16:45
          Ta cholera wyslala post bez mojego pozwolenia!

          Kiedy Ty byles w Nowym Jorku? I dlaczego ja o tym nic nie wiem!?

          Pozdrowienia,

          Ciekawska CJ
          • moore_ash Re: Skrecam watek- do Murarza 19.11.03, 20:07

            > Ta cholera wyslala post bez mojego pozwolenia!

            jak to mawial kiedys moj znajomy: "za jaja cholere i z tramwaju!"

            >
            > Kiedy Ty byles w Nowym Jorku?

            poczekaj, niech policze...
            kurde... dwa albo trzy lata temu na wakacjach. dwa i pol miesiaca. niedlugo,
            ale i tez nie krotko. i bylo przewspaniale. nie bede sie rozpisywal na ten
            temat bo nie mam na tyle czasu, ale to godzinami mozna, godzinami:)

            I dlaczego ja o tym nic nie wiem!?
            oj, tego to ja Ci juz nie potrafie powiedzec:)
            moze nie uwazalas, albo nie pytalas, albo co?:) w kazdym razie, teraz juz
            wiesz:))

            pozdr.
            tb
    • artur666 co to jest rak watroby? 19.11.03, 01:25
      Rak watroby to nic innego jak tzw. markosc watroby, ktora wypracowuje sie z
      regoly latami.
      Aby znajdowac sie juz w ostanim stadium raka trzeba przejsc inne i na pewno
      byly u tego kolegi wizyty u lekarza. Jednym slowem on wiedzial juz od dawna,
      tylko wiadomosc gruchnela teraz.
      P.S.
      Marskosc watroby (rak) ma w swoim rozwoju 8 stadiow.
      • i.p.freely Re: co to jest rak watroby? 19.11.03, 03:13
        artur666 napisał:

        > Rak watroby to nic innego jak tzw. markosc watroby, ktora wypracowuje sie z
        > regoly latami.
        > Aby znajdowac sie juz w ostanim stadium raka trzeba przejsc inne i na pewno
        > byly u tego kolegi wizyty u lekarza. Jednym slowem on wiedzial juz od dawna,
        > tylko wiadomosc gruchnela teraz.
        > P.S.
        > Marskosc watroby (rak) ma w swoim rozwoju 8 stadiow.
        -----------------------

        Musze cie poprawic Arturo...

        Marskosc watroby to nie to samo co rak. Mozesz miec marskosc i nigdy nie miec
        raka. Odwrotna sytuacja jest raczej .... hm, trudna do zaistnienia.
        • luiza-w-ogrodzie Re: co to jest rak watroby? 19.11.03, 04:32
          Marskosc watroby (cirrhosis) to zniszczenie tkanki watroby, najczesciej pod
          wplywem wirusow lub trucizn (alkohol, narkotyki, przewlekla zoltaczka). Zdrowa
          tkanke zastepuje tkanka bliznowata, ktora nie wykonuje normalnych funkcji i
          blokuje doplyw krwi do zdrowej tkanki watroby.

          Rak watroby to powstanie tkanki rakowej (najczesciej Hepatocellular Carcinoma
          albo rzadziej przerzuty z rakow innych tkanek). W USA (skad pochodza te
          statystyki) 87.5% przypadkow konczy sie smiercia.

          Pozdrawiam
          Luiza-w-Ogrodzie

          ><((((º>`·.¸¸.·´¯`·...¸><((((º>¸.
          .·´¯`·.. ><((((º>`·.¸¸.·´¯`·.¸.·´¯`·...¸><((((º>
          • seksualnyklusownik A co sie NIE konczy smiercia ? 19.11.03, 13:58
            luiza-w-ogrodzie napisała:
            W USA (skad pochodza te
            > statystyki) 87.5% przypadkow konczy sie smiercia.

            He, he, wszystko sie konczy smiercia. Podobno to Shaw powiedzial, zyj tak, aby
            swoje zdrowie zuzyc kompletnie, po to ono jest...
            A znasz to: "Moja babcia umarla cicho i w glebokim snie. Zupelnie inaczej, niz
            pasazerowie jej samochodu...."
            Osobiscie nie rozumiem ludzi, ktorzy mowia,ze ktos mial lekka smierc bo umarl
            we snie. Ja wolalbym np. umrzec dupczac jak szalony !

            • artur666 Co na to moja chora wyobraznia? 19.11.03, 18:11
              Caly czas probuje sobie wyobrazic ciebie jak to, hm...powiedzmy...70latek
              wywijasz tylkiem, dupczac szalenie hahaha...czlowieku! toz to smierc
              gwarantowana!...
              TO SAMOBOJSTWO!!!


              seksualnyklusownik napisał:

              > luiza-w-ogrodzie napisała:
              > W USA (skad pochodza te
              > > statystyki) 87.5% przypadkow konczy sie smiercia.
              >
              > He, he, wszystko sie konczy smiercia. Podobno to Shaw powiedzial, zyj tak,
              aby
              > swoje zdrowie zuzyc kompletnie, po to ono jest...
              > A znasz to: "Moja babcia umarla cicho i w glebokim snie. Zupelnie inaczej,
              niz
              > pasazerowie jej samochodu...."
              > Osobiscie nie rozumiem ludzi, ktorzy mowia,ze ktos mial lekka smierc bo umarl
              > we snie. Ja wolalbym np. umrzec dupczac jak szalony !
              >
              • seksualnyklusownik He, he niech zyje rzniecie !!!!! 19.11.03, 18:30
                artur666 napisał:

                > Caly czas probuje sobie wyobrazic ciebie jak to, hm...powiedzmy...70latek
                > wywijasz tylkiem, dupczac szalenie hahaha...czlowieku! toz to smierc
                > gwarantowana!...
                > TO SAMOBOJSTWO!!!

                I tu sie mylisz i to grubo. Na tym polegaja zdobycze tej tzw. cywilizacji. Ze
                70 latek moze sobie poruchac , a nie tylko herbate malym zamieszac....
                I wcale nie mowie tu o Viagrze, olac to.
                Ludzie zyja dluzej i lepiej, odzywiaja sie zdrowiej ( jesli chca...) i dbaja o
                kondycje fizyczna. Zdrowy facet ok. 70 , bez nadcisnienia, miazdzycy, choroby
                wiencowej i innych dolegliwosci, wplywajacych na potencje, moze spoko dupczyc,
                chociaz na pewno dluzej mu zajmie dojscie do gotowosci bojowej. No i powiedzmy,
                podupczy rzadziej niz kiedys.A jesli do tego ma kase, to zernie sobie co jakis
                czas kobite mlodsza od siebie o 50 lat :)
                Jesli zas ktos cale zycie wpierdalal schaboszczaki z kapusta, palil, pil, nie
                kontrolowac systematycznie stanu zdrowia , to sam sobie winien i niech wali
                wiotka gruche wlasna dlonia.
                Niech zyje zdrowe rzniecie do poznej starosci !
                >
                >
                > .
                • artur666 tak, znam takie wyjatki 19.11.03, 18:38
                  jednym z nich byl moj ojciec.
                  Jak mial 70tke, na pytanie jak tam panienki i te sprawy, czy jeszcze w
                  spodniach cos drga, prawie sie na mnie obuzyl, mowiac: no jasne!

                  Umarl biedak na zawal, nie przetrzymal kaca.


                  seksualnyklusownik napisał:

                  > artur666 napisał:
                  >
                  > > Caly czas probuje sobie wyobrazic ciebie jak to, hm...powiedzmy...70latek
                  > > wywijasz tylkiem, dupczac szalenie hahaha...czlowieku! toz to smierc
                  > > gwarantowana!...
                  > > TO SAMOBOJSTWO!!!
                  >
                  > I tu sie mylisz i to grubo. Na tym polegaja zdobycze tej tzw. cywilizacji. Ze
                  > 70 latek moze sobie poruchac , a nie tylko herbate malym zamieszac....
                  > I wcale nie mowie tu o Viagrze, olac to.
                  > Ludzie zyja dluzej i lepiej, odzywiaja sie zdrowiej ( jesli chca...) i dbaja
                  o
                  > kondycje fizyczna. Zdrowy facet ok. 70 , bez nadcisnienia, miazdzycy, choroby
                  > wiencowej i innych dolegliwosci, wplywajacych na potencje, moze spoko
                  dupczyc,
                  > chociaz na pewno dluzej mu zajmie dojscie do gotowosci bojowej. No i
                  powiedzmy,
                  >
                  > podupczy rzadziej niz kiedys.A jesli do tego ma kase, to zernie sobie co
                  jakis
                  > czas kobite mlodsza od siebie o 50 lat :)
                  > Jesli zas ktos cale zycie wpierdalal schaboszczaki z kapusta, palil, pil, nie
                  > kontrolowac systematycznie stanu zdrowia , to sam sobie winien i niech wali
                  > wiotka gruche wlasna dlonia.
                  > Niech zyje zdrowe rzniecie do poznej starosci !
                  > >
                  > >
                  > > .
                  • don2 Re: tak, znam takie wyjatki 19.11.03, 18:59

                    Schabowy mniam ,mniam,cygarko zawsze.Wyroki allaha sa nieodgadnione:)))))))
            • luiza-w-ogrodzie Re: A co sie NIE konczy smiercia ? 19.11.03, 22:56
              seksualnyklusownik napisał:

              > He, he, wszystko sie konczy smiercia. Podobno to Shaw powiedzial, zyj tak,
              aby
              > swoje zdrowie zuzyc kompletnie, po to ono jest...

              A wielu ludzi zyje tak, zeby umrzec zdrowi ;oD

              > Osobiscie nie rozumiem ludzi, ktorzy mowia,ze ktos mial lekka smierc bo
              umarl
              > we snie. Ja wolalbym np. umrzec dupczac jak szalony !

              Seksklus, rozwaz smierc we snie po dupczeniu jako kompromis. Tez chyba niezle?

              Pozdrawiam
              Luiza-w-Ogrodzie

              ><((((º>`·.¸¸.·´¯`·...¸><((((º>¸.
              .·´¯`·.. ><((((º>`·.¸¸.·´¯`·.¸.·´¯`·...¸><((((º>
    • basia553 Re: Ostatnie miesiace zycia 19.11.03, 08:05
      Rak watroby moze tez byc rozwojem raka woreczka zolciowego. Woreczek jest
      jak wiadomo "wtulony" w watrobe, a wiec przerzuty wrecz zaprogramowane.
      W "moim" wypadku lekarz postawil zla diagnoze, böle woreczka leczyl przez
      rok jako nerwice zoladka, a jak odkryto w klinice raka woreczka, to mimo
      usuniecia i woreczka i jednego segmentu watroby, na wylecznie nie bylo juz
      szansy.
    • lalka_01 Re: Ostatnie miesiace zycia 19.11.03, 09:21
      Na forum Ksiazki jest podobny watek zalozony przez nicka dr.kirsk. Ladny, choc
      ludzie do konca chyba nie sa przekonani czy nie maja do czynienia z podpucha.
      Ten kirsk chyba byl niezlym kawalarzem. Duzo ciepla, odniesienia literackie.
      Warto.
      • lalka_01 Re: Ostatnie miesiace zycia 19.11.03, 09:26
        powinno byc "dr.krisk"
      • zjawa64 Re: Ostatnie miesiace zycia 19.11.03, 14:54
        lalka_01 napisała:

        > Na forum Ksiazki jest podobny watek zalozony przez nicka dr.krisk. Ladny,
        choc
        > ludzie do konca chyba nie sa przekonani czy nie maja do czynienia z podpucha.
        > Ten krisk chyba byl niezlym kawalarzem. Duzo ciepla, odniesienia literackie.
        > Warto.
        ______________________

        ...bylam , przeczytalam...:)))...
        warto , rzeczywiscie warto...(!)... oryginalne texty , inteligentnie i
        elegencko "prowokujace" dyskusje...
        polecam i dziekuje lalka_01...:)))

        "Niech zyje bal...i ksiazka...hej!"
    • xurek Re: Ostatnie miesiace zycia 19.11.03, 15:47
      Co bym zrobila? Nie wiem, zalezy w pewnie w duzej mierze od wieku, chwilowej
      sytuacj zyciowej itd.

      Moj dziadek po raz pierwszy w zyciu powiedzial, ze “to sie samo niy wylycy” i
      zgodzil dac sie zawiezc do szpitala i zoperowac.. Na diagnoze “zmiana kierunku –
      bialaczka” pare miesiecy pozniej zareagowal “dziolcha, co tam te doktory
      wiedzom – zima tero jest, to i cowiek slaby. Przidzie wiosna, pudymy zas do
      lasa”. Cala zime przesiedzial przy “zeleznioku”, nie umial sam dojsc do
      lazienki. Wiosna bylo lepiej. Dziadek przezyl jeszcze 15 lat i umarl z tesknoty
      za babcia.
      Moja mama poinformowala nas swoim generalskim tonem oznajmiajac, ze nie zyczy
      sobie wizyt w szpitalu, nie chce rozmawiac na ten temat, ograniczyla spotkania
      z dziecmi do absolutnego minimum, byly bardzo sztuczne i “omijajace temat”. Po
      dwoch latach braku jakichkolwiek przerzutow powiedziala “jestem zdrowa, dzieki
      Bogu, nie macie pojecia, co to znaczy, jak wam powiem, i tak nie bedziecie
      mieli”. Dzwoni do dzisiaj po kazdym badaniu (7 lat) informujac z duma, ze
      wszystko w porzadku. Nie wiem, jak zyla przez ten czas……
      Moja ciotka nie powiedziala nikomu nic az do dnia, kiedy udac sie musiala
      do „kliniki umierania“ Byl to tez jej ostatni dzien w pracy. Zrobila
      jedna „rodzinna sesje“, poprosila moja mame o zajecie sie jej nieletnimi
      corkami, mnie o wsparcie psychiczne dla nich i szybkie zalatwienie sierocej
      renty, pozegnala sie z corkami i wiecej ich nie widziala – nie zyczyla sobie,
      by ktokolwiek oprocz meza odwiedzal ja w tej klinice.

      Moja rodzina ma tendencje do okazywania „niesamowitej twardosci, dystansu i
      braku uczuc“ w sytuacjach podbramkowych. Niewykluczone, ze zaczelabym wykazywac
      podobne tendencje.

      Lucjo, ja tez zycze Ci stu lat i radosci z kazdego przezytego dnia.

      Xurek
    • jan.kran Re: Ostatnie miesiace zycia 19.11.03, 17:00
      www1.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=10022&w=4437201

      Stary watek z Bis :-))

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka