Dodaj do ulubionych

znow burza

09.10.09, 19:01
prosze napiszcie co byscie zrobily na moim miejscu.Mloda byla u nas
3 tyg temu, zakatarzona, z chrypa. słowem sie nie odezwalam,choc
drzalam o malego. Oczywiście zlapal infekcje, niby nie ciezką ale
dla 1.7 rocznego dzieciaka katar i kaszel, stan podgoraczkowy to
powazna sprawa, drze sie , wymiotuje, nie je...Od tygodnia jest
zdrowy i wlasnie sie dowiedzialam ze Mloda znow chora i ze bedzie u
nas w weekend. Tym razem poprosilam, ze moze ze wzgladu na malego,
ze dopiero co doszedl do siebie M moglby tym razem posiedziec z
mloda u swoich rodzicow.I znow awantura, ja wredna baba tykam to
biedne chore dziecko. Dowiedzialam sie ze blaha infekcja malego
bedzie niczym w porownaniu z rysa na psychice Mlodej jaka jej
zrobimy. I nie wytrzymalam i wygarnelam ze czuje sie pokrzywdzona,
ja - malo wazne, ale moje dziecko gdy tylko mloda pojawia sie naszym
domu to schodzi na dalszy plan i ze tak nie powinno byc bo dzieci
traktuje sie jednakowo. Uslyszalam, ze mlody to jeszcze nic nie
rozumie i nie ma problemu...
Czemu wpakowalam sie w to wszystko?....
Obserwuj wątek
    • erillzw Re: znow burza 09.10.09, 19:44
      Strasznie wspólczuje. Dla mnie to jakiś hard core, zeby facet nie
      rozumiał, ze do niemowlaka nie wprowadza sie ludzi z infekcja...
      Niepojęte dla mnie..
      Moj partner w zyciu by nie zrobił takiego numeru.
      Ani sam nie odwiedza malej gdy on jest chory, a jesli mała jest
      chora to odwiedza j0a w domu a nie wozi po ludziach..
      • glasscraft Re: znow burza 09.10.09, 21:54
        Ja sie przylaczam... obawiam sie, ze Twoj chlop nie ma zdrowego
        podejscia do zycia i chorobstw smile jak ktos chory sie sie go nie
        ciaga do innych, zeby przekazac... jak Nie-Moja przechodzila grype w
        marcu to odpuscilismy sobie wizyte, zeby jej z domu nie wyciagac i
        nie zawlec paskudztwa do tesciowej (ktora cierpi na SR). Walnij go
        walkiem do ciasta to moze oprzytomnieje smile)))
      • erillzw Re: znow burza 10.10.09, 22:22
        Ale czyms innym jest sytuacja gdy w domu sa wszyscy i ktos choruje
        od tej gdy ktos chory jest zabierany z domu do innego gdzie ktos ma
        obnizona odpornosc.
        Rozroznijmy jednak te dwie sytuacje.
        A tak juz bardziej logicznie zaraz sie tylko przez pierwsze trzy dni
        choroby wiecej jesli mała jest po tym czasie to mysle ze nie zarazi
        małego.
        jakkolwiek zgadzam sie tutaj, ze chodzi o cos innego niz to
        "infekowanie".
    • vadera12345 Re: znow burza 10.10.09, 14:44
      prosze napiszcie co byscie zrobily na moim miejscu

      Zastanowiłabym się -jakie Twój mąż ma priorytety.
      Czy warto przebywać z facetem narażającym zdrowie ( a być może w skrajnych
      przypadkach życie ) mojego dziecka dla osobistej przyjemności goszczenia w moim
      domu swojego dziecka.Jeżeli jego dziecko jest chore i zabiera go od matki to
      jest durniem narażającym własne dziecko na pogłębienie choroby, a skoro naraża
      dodatkowo moje dziecko to znaczy, że jest durniem do kwadratu.

      Zastanowiłabym się, jak by postąpił gdyby trzeba było się poświęcić, z czegoś
      zrezygnować, czy zrezygnowałby ( np. ratowania ) ze mnie i mojego dziecka, czy
      też poświęciłby własna córkę.

      Wydaje mnie się, że dla Ciebie związek z mężem ma charakter traumatyczny, a za
      chwilę Twoje dziecko dostrzeże, że jest dzieckiem drugiej kategorii.

      Na Twoim miejscu podziękowałabym mu za wspólnie spędzone lata -ten związek po
      prostu nie ma sensu.
      • nangaparbat3 Re: znow burza 11.10.09, 16:23
        vadera12345 napisała:

        > Zastanowiłabym się, jak by postąpił gdyby trzeba było się poświęcić, z czegoś
        > zrezygnować, czy zrezygnowałby ( np. ratowania ) ze mnie i mojego dziecka, czy
        też poświęciłby własna córkę.


        Zastanawiam się, czy masz syna - bo jeśli tak, z pewnoscią opowiadałaś mu na
        dobranoc bajkę o mlodzieńcu, ktoremu ukochana kazala przyniesc sobie w darze
        krwawiace serce jego matki.
    • kicia031 czy was pogielo 10.10.09, 15:18
      zwlaszcza Vadere?

      Proponujesz rozwod z powodu narazenia prawie 2 letniego dziecka na katar? To ja
      z moim musialabym sie rozstawac co miesiac, bo z taka mniej wiecej
      czestotliwoscia zabiera mlodego ma jaks wyprawe, z ktorej wraca przeziebiony,
      nie mowiac juz o podawaniu lodow na dworzu przy temmnperaturze 0stopni.

      To jest irytujace, ale 1.7 latek to juz nie niemowle. Nie da sie dziecka
      odizolowac od wszelkich zarazkow. oczywiscie, jesli mloda jest chora - ma
      goraczke, to powinna zostac w domu, ale karat i chrypa? Ludzie, zachowajmy
      proporcje. jak bedziesz miala 2 dziecko, to starszego nie wpuscisz do domu, jak
      zachoruje, zeby nie zarazilo mlodszego? Ty sie wyprowaszadz z domu, jak sie
      zaziebisz?

      Rozumiem, ze czujesz, ze dzieci nie sa rowno traktowane i ze to jest realny,
      powazny problem, zwlaszcza tekst, ze mlody za maly i nie rozzumie - hardcore
      totalny. Ale ja bym zachowala energie na realne problemy, a nie na kwestie
      kataru i stanu podgoraczkowego.
      • braktalentu Re: czy was pogielo 10.10.09, 20:30
        Amen, amen i jeszcze raz amen.

        Carmena, za tekst o "nierozumiejącym maluchu" zadźgałabym zardzewiałym
        gwoździem. Niemniej jednak rozważ, czy Wasze dziecko jest odsuwane na drugi
        plan, czy może Ciebie drażni, że nie jest na pierwszym planie.
    • amona13 Re: znow burza 10.10.09, 15:28
      jednego nie rozumiem u jakich swoich rodziców ma posiedzieć , to twój mąż nie
      jest jej ojcem
    • koni42 Re: znow burza 10.10.09, 18:11
      No niestety...mężczyzna z natury jest mniej wrażliwy na problemy
      zarazkowe dzieci sad Niestety mąż i ojciec poważnie przeżyje tylko
      swoje przeziębienie...
      A co jego córce jest? Kiedy dokładnie przyjeżdża? W przyszły
      weekend? Może w takim razie jeszcze wydobrzeje. Ja mam podobny
      problem, ale u mnie dzieci są starsze (obie 8 lat) i do tego to moja
      córka zwykle jest chora wink Ja uprzeddzam, że mała nie czuje się
      dobrze i że do mojego męża należy decyzja czy przywiezie swoją do
      nas. On zwykle przywozi a ona nie choruje, bo ma taką odporność.
      Swoją drogą, pomyśl, co by było gyby "młoda" była u Was cały czas.
      Lub gdy Wasz synek będzie miał rodzeństwo. Nie pwiesz przecież, żeby
      gdzieś wywieść drugie dziecko uncertain Wiem, co czujesz, bo moją córkę
      chciałam uchronić przed całą zarazą tego świata i niestety się nie
      udało. Przyszło przedszkole, szkoła...Teraz choruje mniej, ale
      musiała swoje przelezećw łóżku sad
      Kiedy Twoja pasierbica ma grypę, temperaturę, to chyba jej matka tez
      jej z domu nie wypuści?????
    • vadera12345 Z szerzej perspektywy 11.10.09, 06:40

      Czytując historię Carmeny
      forum.gazeta.pl/forum/w,14479,98707257,98707257,nie_jest_dobrze.html
      dochodzę do wniosku, że jej problemem to nie infekcje tak przez Was
      bagatelizowane, ale całokształt stosunków Carmeny - męża - dziecka - pasierbicy.
      Jest to pewnego rodzaju węzeł gordyjski - którego w obecnej sytuacji nie da się
      rozwiązać w inny sposób, niż przeze mnie uprzednio zaproponowany.
      • koni42 Do Carmeny 11.10.09, 12:24
        Rzeczywiście, to zmienia postać rzeczy...Po pierwsze: współczuję.
        Szczerze. Nie wiem, co ja bym zrobiła, gdyby mój mąż bał się mnie
        pocałować przy swojej córce, albo czekał z oznajmieniem, że jestem w
        ciąży sad Z innej strony...ja już też jestem po przejściach i na
        szczęście (nieszczęście) wiem, czego chcę od życia a czego nie i co
        mogę tolerować a czego nie.
        Powiem tak: Twój mąż chciałby mieć NOWĄ rodzinę, kochajacą żonę i do
        tego dostać "rozgrzeszenie" (cokolwiek to znaczy) od swojej
        pierworodnej. Zwykle jest tak, że my kobiety akceptujemy więcej niż
        trzeba. I dotyczy to nietylko macoch, ale wogóle koobiet. czekamy na
        jakiś cud. Na coś, co może się zmieni...Bo przecież 5 dni w tygodniu
        jest nam z nim dobrze...Do tego dochodzi odpowiedzilnośc za wasze
        wspólne dziecko. Nie wiem, jak było u Ciebie, ale mam wrażenie, że
        przez grzeczność zgodziłaś się na za dużo i teraz cierpisz. Wiem,
        łatwo powiedzieć. A wiem, co mówię, bo tak samo było z moim byłym
        mężem sad Teraz mówię wprost o co mi chodzi. nawet, jeżeli to
        sprawia ból i nie podoba się. Oczywiście mam szczęście, ze TYM RAZEM
        trafiłam na człowieka o podobnych zasadach zyciowych i z podobnym
        podejsciem do wielu spraw. Czasami jednak uważam, że przesadza
        (chociażby w sprawie swojej córki) i "pozwalam sobie" dorzucić moje
        zdanie. W styczniu rodzi nam się córeczka. Będzie to kolejny krok w
        naszym związku. Nie wiem jak będzie, bo nigdy nie znasz człowieka na
        100% PRZED, ale wiem jedno: nigdy nie pozwolę, żeby nasza córka była
        zepchnięta na boczne tory, bo starsza siostra (czy moja, czy jego
        córka) robi focha i trzeba jej pójść na rękę!!!!!
        • kicia031 Re: Do Carmeny 11.10.09, 13:56
          nigdy nie pozwolę, żeby nasza córka była
          > zepchnięta na boczne tory, bo starsza siostra (czy moja, czy jego
          > córka) robi focha i trzeba jej pójść na rękę!!!!

          No tak, ale ze starszymi dziecmi tez trzeba sie liczyc... One tez maja uczucia,
          a w zrekonstruowanej rodzinie ejst im szczegolnie trudno, trudniej niz w normalnej.
          • jayin Re: Do Carmeny 11.10.09, 15:35
            Wbrew pozorom - tym "kolejnym" dzieciom w zrekonstruowanej też nie jest za lekko. Oczywiście, mają mamę i tatę w jednym domu - ale do tego mają przyrodnie rodzeństwo "spoza domu" (najczęściej) z zupełnie obcą dla niego "byłą żoną/partnerką taty" jako zaplecze, i wszystkie uroki życia w patchworku.

            Z pewnością ŻADNE dzieci w takim układzie nie mają tak "łatwo" jak dzieci "z jednej rodziny".
          • erillzw Re: Do Carmeny 11.10.09, 15:46
            kicia031 napisała:
            > No tak, ale ze starszymi dziecmi tez trzeba sie liczyc... One tez
            maja uczucia,
            > a w zrekonstruowanej rodzinie ejst im szczegolnie trudno, trudniej
            niz w normal
            > nej.

            No dobrze ale liczyc a dawac sobie wchodzic na głowe to są dwie
            diametralnie inne rzeczy.
            A tatus pozwala małej wchodzić na głowe, dopasowuje sie do niej i
            obok konsekewncji i budowania hierarchi w rodzinie i szacunku to
            nawet nie stał.
            Sorry ale nie moze byc tak, zeby dla widzimisie dziecka tata
            ukazywal, ze dziecko nie musi szanowac nowej partnerki taty, jej
            brata bo ona tak chce. Noe tak sie wychowuje dzieci jednak.
            jak ma wyrzuty sumienia, ze nie jest z jej matka to mogl sie nie
            wiazac.
          • koni42 Re: Do Carmeny 12.10.09, 11:29
            Sorry...ale nie rzucę w kąt niemowlęcia, bo starsza ma FOCHA!
            Dotyczy się to też mojego dziecka, więc jestem obiektywna. Tak jest
            ciężko kiedy pojawia się rodzeństwo, ale kogo wychowamy zależy od
            nas: naburmuszonego, egoistycznego człowieka, czy wrażliwego,
            empatycznego członka społeczeństwa? Każde środowisko wymaga
            współistnienia i współdziałania.
    • carmena74 Re: znow burza 11.10.09, 15:26
      Ok, wiem ze to juz nie niemowle a male dziecko i ze stan podgoraczkowy i katar
      to nie smiertelna choroba-choc dla malucha ktory nie da sobie gila wyciagnac i
      wymiotuje i wyje przez to pol dnia o nocy nie wspominajac to chyba jednak
      problem. Mloda miala byc w ten weekend. Wiem, ze gdyby byla na stale, czy
      gdybysmy maz lub ja byli chorzy, to nie uciekalibysmy nie uciekali z domu a
      jedynie starali sie ograniczyc kontakty z malym, choc pod jednym dachem trudno.
      Ale on dopiero co wyszedl z jednej infekcji i juz ma lapac druga?(poprzednio
      mloda byla przeziebiona a ja nic nie wspomnialam, no bo moze sie zdarzyc -
      mowilam juz)jezeli jest mozliwosc go przed tym uchronic?nie jest traumatycznym
      przezyciem dla mlodej pobyt u babci, uwiezcie mi, chodzi tam chetnie i czasem
      mowi, ze za rzadko. Wiec mozna skorzystac z takiej okazji, mozliwosci?ja mysle
      ze tak i nie robilabym na jego miejscu zadnego problemu bedac w takiej sytuacji...
      ps - a co do chrypy i kataru mlodej, tak ona ma tylko to ale male dziecko
      choruje inaczej-moze ale nie musi, ale skad akurat wiedziec ze bedzie ok?. A
      zakaznosc przez pierwsze 3 dni infekcji a potem juz nie - skad takie dane,
      bardzo chetnie bym sie zapoznalasmile
      Mam doswiadczenie w tych sprawach ale to nie miejsce na takie dyskusje.
      • nangaparbat3 Re: znow burza 11.10.09, 16:21
        To prawda, ze chory jest najbardziej zakaźny na początku infekcji - a nawet
        wowczas, kiedy moze jeszcze nie miec wyraźnych objawow, na przyklad na dzień
        przed ich wystapieniem. I "stara" infekcja nie jest juz taka niebezpieczna.
        Mnie tez by to niepokoilo - co za zajzajer, skoro Mloda choruje co 3 tygodnie?
        Dzieci często teraz maja chlamydie, mykoplazmę, diabli wiedzą co - myślę przed
        przed kontaktem z połtoraroczniakiem dobrze by bylo ja wyleczyc. Zreszta dla jej
        dobra też.
        Uważam, ze w tej sprawie masz rację, a meża emocje jakieś zalewają.
        Wydaje mi się, ze jeśli chcecie byc razem, to przydalaby sie Wam terapia. Bo w
        kwestii dzieci zapetliliscie sie juz oboje do tego stopnia, ze sami sobie nie
        poradzicie.
    • krowa_laciata Re: znow burza 11.10.09, 23:35
      Miałam podobny problem kiedy na początku M przeywoził dzieci bez
      jakiegokolwiek dogadania ze mną czy choćby uprzedzenia. Nieraz
      przywoził je zasmarkane, zakaszlane, z baterią leków (nawiasem
      mówiąc ja w życiu dziecka w takim stanie nie dałabym ojcu ciągać
      tramwajami przez pół miasta i poprostu wizytę bym przesunęła).
      Miałam własne dzieci, ale tolerowałam wychodząc właśnie z założenia,
      że chłop chce potomstwo widzieć i jak jedno z moich własnych jest
      chore to nie odsyłam do tatusia żeby nie zarażało. Po narodzinach
      naszych wspólnych dzieci wprowadziłam jednak warunek, że chorych
      dzieci ma nie przywozić. Najpierw ze względu na dwa "młode"
      niemowlaki dla których katar to większa męczarnia niż dla
      kilkulatka. Z czasem, dlatego że okazało się, że młode są
      alergiczne. Jak mi zachorowały pierwszy raz w wieku 5 miesięcy
      (zapalenia gardła, oskrzeli, krtani... naprzemiennie lub razem,
      szpitale) tak skończyły mając ok. 15 po tym jak skończyły w szpitalu
      na oddziale pulmonologicznym. Mimo wszystko nawet zanim wyszło, że
      małe tak chorowite sprzeciwiałam się wizytom chorych dzieci i to nie
      jako zła macocha, a dlatego że ogólnie nie uznaję wysyłania i
      goszczenia chorych dzieci. Moje dzieci jeżdżą do ojca, gdzie
      mieszkaja również ich kuzyni i zawsze uprzedzam, że dzieci sa chore.
      Jeśli bardzo chore oczywiście sama z domu nie wypuszczam, jeśli
      mniej pozostawiam decyzji siostry M czy zaryzykuje zarażenie swoich.
      Podobnie z moją bratową, zawsze przy okazji zwykłych codziennych
      odwiedzin, jak i większych okazji uprzedzamy się o chorobach dzieci
      i decydujemy czy chcemy narażać potomstwo na infekcję czy nie. Za
      chore dziecko M w moim domu - NIE, za tekst, że nasze małe i nie
      rozumieją, więc mogą być gorsze M dostałby podziękowanie za to co
      było i życzenia powodzenia na przyszłość... bez nas wink
      • koni42 Re: znow burza 12.10.09, 11:33
        Ja się jeszcze wypowiem w tym temacie po styczniu, kiedy urodzi nam
        się mała. Może ja po prostu zdziczałam przez te 8 lat uncertain

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka