Dodaj do ulubionych

witam się i przedstawiam

07.06.10, 22:17
Witam wszystkich smile. Czytam Was od niedawna i postanowiłam dziś dołączyć
również na piśmie. Występuję w dwóch rolach - matki i macochy. Mam syna (16
lat) z pierwszego małżeństwa, którego wychowuję wspólnie z obecnym mężem oraz
pasierbicę (też 16 lat), która mieszka ze swoją mamą a u nas bywa w weekendy,
kawałki świąt, ferii lub wakacji. Spędza z nami coraz mniej czasu i coraz
rzadziej, ma swoje sprawy i coraz trudniej jej znaleźć czas dla ojca, chyba że
trzeba pojechać na zakupy ciuchowe wink. Właściwie, to nie wiem od której
strony zacząć, zasadniczo nie jest źle, ale i Młoda wykręca różne numery a i
relacje Młodego z moim obecnym mężem nie są idealne... Jeśli chodzi o Młodą -
kiedyś ją lubiłam bardziej, ostatnio mniej i chyba wzajemnie - złapałam ją
kilka razy na manipulowaniu nami i powiedziałam o tym wprost, bo nie lubię
takich sytuacji. Ale chyba największym problemem jest jednak mój mąż - to jak
układa sobie relacje z moim synem, to że zdarza mu się nierówno traktować
dzieci, to że daje Młodej manipulować sobą. Wiele rozmów i kłótni o to za
nami, w zasadzie nie kłócimy się o nic więcej tylko o dzieci... a szczególnie
o jego wpływ na mojego syna. Mój A. bardzo się zaangażował w wychowanie
Młodego i ma mnóstwo dobrej woli ale w moim odczuciu jako ojczym nie powinien
aż tak ingerować i powinien pozwolić, bym to ja miała większy udział w
wychowaniu Młodego. Trudne to życie, nie ma co...
Obserwuj wątek
    • chalsia Re: witam się i przedstawiam 08.06.10, 00:00
      > o jego wpływ na mojego syna. Mój A. bardzo się zaangażował w wychowanie
      > Młodego i ma mnóstwo dobrej woli ale w moim odczuciu jako ojczym nie powinien
      > aż tak ingerować i powinien pozwolić, bym to ja miała większy udział w
      > wychowaniu Młodego.

      ON pozwolić TOBIE !!!!
      Kobieto, co Ty piszesz !!
      To Ty jesteś od tego, by ustalić na ile ojczymowi swojego syna pozwalasz.
      • kittykitty Re: witam się i przedstawiam 08.06.10, 08:50
        Pisząc "pozwolić" miałam oczywiście na myśli pozostawienie mi więcej pola w
        codziennym życiu razem tzn. np. wstrzymywanie się z decyzją na jakiś temat co do
        Młodego i pozostawienie mi tej decyzji. Mój A. jest dość impulsywny i we
        wszystkim czasem działa szybciej niż pomyśli. Z drugiej strony to Młodego
        wychowujemy razem (prawdziwy ojciec jest do bani - temat na oddzielny watek)),
        ja oczekuję od A. wsparcia w wielu sytuacjach i chyba trudno jest ustalić, że A.
        nie może samodzielnie podjąć decyzji w sprawie Młodego. Sam już nie wiem.
        Jak to u Was jest, jakie Wy ustalacie granice, jeśli ojczym właściwie wychowuje
        Wasze dziecko mieszkając z nim pod jednym dachem.
        • konstancja16 Re: witam się i przedstawiam 08.06.10, 09:47

          hmm, moge odpowiedziec tylko z pozycji weekendowej macochy. pewnie
          gdyby Maly mieszkal z nami to moj udzial w jego wychowywaniu sila
          rzeczy musialby byc troszeczke wiekszy.
          niezaleznie, delikatna sprawa. mysle, ze bardzo wazne (jak w kazdej
          rodzinie w ktorej sa dzieciaki) mniej wiecej podobna wizja
          wychowania i stawiania podobnych granic. o tym sie rozmawia. nie
          mowiac juz o tym, ze te granice powinny dotyczyc tak samo WSZYSTKICH
          DZIECI

          nie wyobrazam sobie sytuacji w ktorej jedno z rodzicow (opiekunow)
          zabrania pewnych rzeczy, a inne pozwala na to (z cala swiadomoscia
          ze drugi rodzic/opiekun nie zgadza sie z tym). tzn wyobrazam sobie,
          bo widzialam takie sytuacje, ale uwazam ze to jest kanal i
          zachecanie dziecka do manipulacji doroslymi i ich relacjami.

          wracajac do naszej sytuacji. Maly przyzwyczail sie do tego, ze
          jestem jakims tam autorytetem w domu i kiedy nie ma NMa pod reka
          pyta mnie o zdanie / pozwolenie typu, Konstancja, czy moge isc do
          sasiadow, czy mozesz mi wlaczyc bajke itede, a moze pojdziemy na
          rower. jesli nie mam 100% pewnosci jaka bylaby decyzja NMa (albo
          jakie ma dalsze plany) to mowie po prostu, zaczekaj zapytamy tate.
          nie wydaje mi sie, aby moja 'pozycja' na tym cierpiala, a Maly
          zyskuje swiadomosc, ze mowimy tym samym glosem i konsultujemy
          plany. i ze nie powinno byc sytuacji, w ktorych ja pozwalam na
          wiecej / mniej niz jego tatus.

          z drugiej strony oczywiscie czesto mam wrazenie, ze NM jest zbyt
          wyrozumialy i ulegly. ale nie kontestuje jego decyzji przy Malym.
          potem rozmawiamy i probujemy ustalic reguly, ktore bylyby do
          przyjecia dla wszystkich. ostatecznie to oczywiscie NM ma ostatnie
          slowo (nie moj cyrk w koncu), ale w wiekszosci przypadkow liczy sie
          z moim zdaniem.
        • tully.makker Re: witam się i przedstawiam 08.06.10, 10:18
          Moja sytuacja jest w pewnym sensie podobna. My mamy takie ustalenie,
          ze rozmawiamy miedzy soba o wychowywaniu dzieci, ale decyzje
          dotyczace dziecka podejmuje rodzic.
          oczywiscie sa konflikty, ale dzieki temu sa to czesciek konflikty
          miedzy nami doroslymi, niz miedzy ojczymem czy macocha a dzieckiem.
          • kittykitty Re: witam się i przedstawiam 08.06.10, 19:56
            My też oczywiście rozmawiamy i mamy ustalone, że w przypadku ważnych decyzji ja
            naturalnie mam decydujący głos - i rzeczywiście tak się dzieje. Moje wątpliwości
            raczej dotyczą spraw życia codziennego. Choćby taka sytuacja - Młody ma swoje
            obowiązki w domu, niektóre z nich powinien wykonać po przyjściu do domu, zanim
            my wrócimy z pracy. Jest ustalone, że po ich wykonaniu ma prawo np. skorzystać z
            kompa. Mój A. przychodzi i widzi, że obowiązki nie są zrealizowane a gra na
            kompie odbywa się w najlepsze. Co ma zrobić? Zareagować czy czekać z tym aż ja
            wrócę do domu, np. za 2-3 godziny? Zdarza się, że spokojnie zwraca Młodemu
            uwagę, ale potem wybucha, bo Młody mówi "zaraz to zrobię" i upływa kolejnych
            kilkanaście lub więcej minut. I konflikt gotowy. Jako, że A. jest impulsywny,
            czasem wg mnie reaguje nadmiernie, ale uczciwie mówiąc w takich sytuacjach sama
            mam ochotę udusić Młodego. Wydaje mi się jednak, że ja mogę go "udusić" ale A. w
            żadnym wypadku. Ale na zdrowy rozum - skąd taka różnica w postrzeganiu? Przecież
            mieszkamy razem, tworzymy rodzinę i A. tak jak ja wychowuje Młodego... Muszę też
            uczciwie dodać, że podobnie postępuje wobec własnej córki, choć ona jest mniej
            harda niż Młody i generalnie sprawia mniej kłopotów wychowawczych. No i nie
            mieszka z nami, więc liczba potencjalnych starć jest niewielka w porównaniu z
            tymi z moim synem.
            • koni42 Re: witam się i przedstawiam 11.06.10, 14:53
              Witaj. U nas sytuacja jest prawie identyczna. Dzieci sa mlodsze (9
              lat obie dziewczynki) i nasze wspolne ma 5 miesiecy.
              Moja corka ma swoje obowiazki, przestrzega je, konflikty tez sie
              zdarzaja...My jestesmy ze soba 4 lata i od poczatku moj obecny maz
              zaangazowal sie w wychowanie. daje prezenty, przytula, pociesza,
              wychowuje, kaze...Osobiscie nie wyobrazam sobie, ze czeka na mnie ze
              zwroceniem uwagi dziecku. Czy to wspolne, czy jego, czy moje. Jezeli
              jestescie razem, razem mieszkacie, to uwazam ze tez razem
              wychowujecie i tu nie ma nic do rzeczy, czy ojciec jest blisko, czy
              jest dobry, czy nie. Sa sprawy kluczowe dla rozwoju dziecka, decyzje
              zyciowe i w takich okolicznosciach Twoj partner moze doradzic, moze
              sie nawet nie zgodzic, ale to rodzice maja decydujacy glos. W
              sprawach codziennych np. gier PC, telewizji, chodzenia spac,
              jedzenia etc. jak najbardziej powinniscie wychowywac razem (tym
              bardziej, ze twoj ex <<jest do bani>>wink. Nawet jezeli dziecko wchodzi
              w konflikty z jedyn lub z drugim rodzicem (tym przyszywanym tez), to
              jest to normalne, a do doroslego samodzielnego zycia wniesie
              caloksztalt z lat dzieciecych i mlodosci. Jezeli jestescie WY zgrani
              i dobrze sie wam uklada, to najwazniejsze. Po latach syn bedzie
              pamietal, ze np. <<nie klociliscie sie>>.
              Dodam jeszcze, ze staram sie nie podwazac zdania meza, chociaz
              zdarzaja mi sie wyjatki...Jakies trzy tygodnie temu: W sobote mamy
              zwyczaj <<rodzinnego ogladania filmu>>. Niedziela jest wolna, mozemy
              troche dluzej pospac etc. Dla wszystkich jest to taki fajny
              wieczorny moment. Jest film dla wszystkich, cos tam do podgryzienia,
              nie ma stresu...Wiec jak sie pewnie domyslacie przeciwstawnie,
              najwieksza kara jest nie obejzenie tego wlasnie filmu i pojscie spac
              po kolacji, czyli ok.20h30. Juz nie pamietam o co poszlo, ale cos
              tam moja corka przeskrobala a moj maz wypalil, ze nie ma w takim
              razie filmu w sobote. I tu sie postawilam. Powiedzialam, ze sie nie
              zgadzam, bo kara jest nieadekwatnie duza do przewinienia. Maz
              przemyslal i przyznal mi racje. Pogadal z corka i doszli do jakis
              wnioskow oraz przyznal, ze jednak zmienil zdanie za sprawa mamy i
              przed corka przyznal mi racje...
              Staram sie jednak, zeby mu jednak nie wchodzic w parade. Jak do tej
              pory jest to udany uklad, bo corka (jak mi powiedziala ostatnio)
              kocha go i ma (tak jak do mnie)szacunek.
              Co do jego corki jest troche mniej wymagajacy (bo weekend jeden na
              dwa, bo sie stesknil, bo ma ochote przytulac a nie wychowywac), ale
              ja wymagam tak jak od mojej. I jakos sie to w tym naszym sosie
              miesza; do tego jest mala, dla ktorej wszyscy stracilismy kompletnie
              glowe big_grin
            • ajeje Re: witam się i przedstawiam 17.06.10, 11:16
              Mój rodzinny dom składał się z mojej mamy, jej drugiego męża i mnie.
              Sytuacja wyglądała tak że wychowywała mnie tylko moja mama i tylko
              ona mnie karała (przy czym ewentualne kary były załatwiane w cztery
              oczy, bez ojczyma. Ojczym nawet jeśli był z jakiegoś mojego
              zachowania niezadowolony to nigdy nie wydawał mi poleceń, chyba że
              potrzeba była nagła i konieczna była natychmiastowa reakcja
              dorosłego - jeślibym go nie posłuchała to nigdy nie byłoby przy mnie
              dyskusji na temat ważności tego polecenia, a ja miałabym kłopoty z
              powodu nie posłuchania dorosłego pod którego opieką jestem. W
              sytuacji jaką opisujesz, mój ojczym najwyżej przypomniałby mi że w
              tym domu obowiązują pewne zasady i nie wtrącałby się do moich
              dalszych działań. Natomiast mama po powrocie do domu zapytałaby mnie
              przy nim czy najpierw wykonałam swoje obowiązki a dopiero zabrałam
              się za granie. Decyzja co ze mną zrobić za nietrzymanie się zasad
              nadal pozostałaby w jej rękach.
              Z perspektywy czasu bardzo cenię taki układ. Pozwalał mi uniknąć
              wielu konfliktów z ojczymem. Uniknęliśmy najmniejszych nawet targów
              co on może a czego nie może nie będąc moim ojcem. Mam świadomość ze
              poprzez mamę miał duży wpływ na moje zachowanie bo wszystko co mu
              się podobało albo nie mógł jej przekazać (i wiem ze to robił).
              Natomiast wszelkie moje bunty były skierowane jedynie przeciw mamie,
              która jako matka w mojej świadomości miała prawa których on nigdy
              mieć nie mógł. Ojczym dawał oparcie, wsparcie, zabierał na
              wycieczki, rozpieszczał - robił to co wielu dobrych ojców, poza
              wychowywaniem.

              Uważam że działać to powinno w obie strony.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka