Witam wszystkich

. Czytam Was od niedawna i postanowiłam dziś dołączyć
również na piśmie. Występuję w dwóch rolach - matki i macochy. Mam syna (16
lat) z pierwszego małżeństwa, którego wychowuję wspólnie z obecnym mężem oraz
pasierbicę (też 16 lat), która mieszka ze swoją mamą a u nas bywa w weekendy,
kawałki świąt, ferii lub wakacji. Spędza z nami coraz mniej czasu i coraz
rzadziej, ma swoje sprawy i coraz trudniej jej znaleźć czas dla ojca, chyba że
trzeba pojechać na zakupy ciuchowe

. Właściwie, to nie wiem od której
strony zacząć, zasadniczo nie jest źle, ale i Młoda wykręca różne numery a i
relacje Młodego z moim obecnym mężem nie są idealne... Jeśli chodzi o Młodą -
kiedyś ją lubiłam bardziej, ostatnio mniej i chyba wzajemnie - złapałam ją
kilka razy na manipulowaniu nami i powiedziałam o tym wprost, bo nie lubię
takich sytuacji. Ale chyba największym problemem jest jednak mój mąż - to jak
układa sobie relacje z moim synem, to że zdarza mu się nierówno traktować
dzieci, to że daje Młodej manipulować sobą. Wiele rozmów i kłótni o to za
nami, w zasadzie nie kłócimy się o nic więcej tylko o dzieci... a szczególnie
o jego wpływ na mojego syna. Mój A. bardzo się zaangażował w wychowanie
Młodego i ma mnóstwo dobrej woli ale w moim odczuciu jako ojczym nie powinien
aż tak ingerować i powinien pozwolić, bym to ja miała większy udział w
wychowaniu Młodego. Trudne to życie, nie ma co...