Dodaj do ulubionych

Skąd brać siłę?

20.03.12, 12:49
Właśnie,skąd brać siłę?
Ostatnim tematem przewodnim naszego związku są:Idziemy do adwokata,napisałeś apelację/odpowiedź na apelację,wniosek o kopię wyroku/przyspieszenia sprawy o kontakty etc.Biurko zakopane papierami sądowymi.Jak czytam to co zeznawała ex mojego M w mojej /jego /ich sprawie, to wymiotować mi się chce.
Bezgraniczna głupota,stek kłamstw i fantazje tej osoby...ehhh
W jednej sprawie sędzia nie dała wiary jej słowom,co zawarła w wyroku smile
Ostatni miesiąc to tylko sprawy związane z przeszłością M w wydaniu turbo.
Bo cały czas się coś działo,o czym wiecie z moich poprzednich opowiadań.
Nie wiem skąd brać siłę na to wszystko.Wiedziałam w co się pakuję wiążąc się z mężczyzną po przejściach,ale moje wyobrażenia skutecznie skorygowała szanowna ex.
Obiecywała mi,że nie wygram.
Niedawno podjęliśmy decyzję o wspólnym dziecku.Jednak żyjąc w tym cholernym stresie oddalam wizję mego macierzyństwa.
Przewlekły stres ,wieczna walka,pochłonęły pokłady mej energii i entuzjazmu,moja odporność spadła do 0.
M ma tego też serdecznie dosyć,każda rozmowa w owej sprawie kończy się moim ostrym podsumowaniem jego poprzednich zachowań,ustępstw które doprowadziły do dzisiejszych zachowań ex.Ale nie tylko to.
Może jakiś wyjazd doładowałby nam akumulatorki,tyle że kasy brakcrying
Jutro dzień kontaktowy ,więc też będzie stres,dzieci z pewnością przyniosą kolejne rewelacje na nasz temat od mamusi.....
Jak radzicie sobie z tym wszystkim,macie sprawdzone sposoby by odreagować?
Leżenie w wannie ,fitness pomagają ale na krótko,może sposób na małe pranie mózgu?smilesmilesmile
Idę pobiegać...
Obserwuj wątek
    • karolana Re: Skąd brać siłę? 20.03.12, 13:09
      Ja, szczerze mówiąc, nie radzę sobie.
      Jestem wypalona do kości. Nie cieszą mnie już kontakty z dziećmi m, on sam coraz częściej staje się po prostu kimś z kim mieszkam.
      Sprawa z jego ex zniszczyła nas, mnie.
      Relacje z moją rodziną praktycznie nie istnieją, bo nie pogodzili się z tym, że jestem z m.
      Relacje z jego rodziną nie istnieją, bo dla nich najważniejsze jest, żeby był "święty spokój" czyli m zapierdzielający za wszystkim, płacący alimenty i dopieszczający ex tak, aby ona nie wszczynała awantur.
      A tu jestem ja, mówiąca pewne rzeczy otwarcie, na pewne rzeczy nie zgadzająca się za żadne skarby świata, jeden wielki problem...
      Jesteśmy zmęczeni oboje, zniechęceni.
      M co jakiś czas szarpie się mając ciągle nadzieję, że coś zmieni. A ja stoję już z boku, bo wiem, że nic nie zmieni. Wiem, że będzie to kolejna walka skazana na porażkę, kolejne pieniądze wywalone w błoto.
      Mam dość życia tym, co robi, mówi ex. Mam dość dokładania się do jej wacików. Mam dość wysłuchiwania od dzieciaków różnych rzeczy. Co niby mam zrobić słysząc, że dziecko chce się wyprowadzić od matki??? Guzik zrobię, więc po cholerę mam tego słuchać?
      Odsuwam się od tego, koncentruję na własnych sprawach. Nie zależy mi żeby dzieci były częściej czy dłużej, wręcz przeciwnie, czekam niecierpliwie aż sobie pojadą, kiedy są, staram się być zajęta, być w innym miejscu.
      Mam powyżej dziurek w nosie ciągłego braku pieniędzy, ciągłego liczenia się z każdym groszem, bo DZIECI, bo ALIMENTY.
      Nie tak miało być, nic nie jest jak miało być.
      M nie jest tym, kim mi się wydawał. Nasze życie nie jest takie, jakie mi obiecywał.
      Teoretycznie powinnam się wymiksować.
      Ale mi się nie chce. Tak zwyczajnie, nie chce mi się. Zamieszanie, dzielenie, wyprowadzanie, sprzedawanie, oddawanie... Nie chce mi się.
      Wolę zamknąć się w swoim świecie. M jest gdzieś obok, czasem spotykamy się gdzieś w sypialni czy w kuchni. Ale chyba nas jako nas, takich jak kiedyś, już nie ma. I nie sądzę żebyśmy kiedykolwiek byli.
      Tak naprawdę sądzę, że ex wygrała.
      Sądzę, że nie ma możliwości wygrać z kobietą, która używa dzieci jako broni i nie cofa się przed niczym. Żeby z nią wygrać trzeba byłoby grać tak samo. A tego nie potrafimy.
      Może gdybyśmy mieli jakąś pomoc... ale nie mamy. I mieć nie będziemy.
      Tak więc ex wygrała.
      Wszystko mi jedno.
      Oprtmist, jeśli dowiesz się skąd brać siłę, daj znać. Może jeszcze coś mi się będzie chciało.
      Pozdrawiam.
      • truskawka-00 Re: Skąd brać siłę? 20.03.12, 13:15
        karolana napisała:
        > Tak naprawdę sądzę, że ex wygrała.
        > Sądzę, że nie ma możliwości wygrać z kobietą, która używa dzieci jako broni i n
        > ie cofa się przed niczym. Żeby z nią wygrać trzeba byłoby grać tak samo. A tego
        > nie potrafimy.
        > Może gdybyśmy mieli jakąś pomoc... ale nie mamy. I mieć nie będziemy.
        > Tak więc ex wygrała.
        > Wszystko mi jedno.

        Muszę Ci powiedzieć, że ten fragment mnie zdruzgotał. Ja chyba jednak jestem esencją naiwności, bo to niby taka oczywista oczywistość, a wcześniej nigdy na to nie wpadłam. Albo przynajmniej nie powiedziałam sobie tego wprost. Nie uświadomiłam.
        • karolana Re: Skąd brać siłę? 20.03.12, 13:40
          Truskawko, wszystko zależy od natężenia zdzirowatości ex. Nasza jest jednym z cięższych przypadków o czym, niestety, nie wiedziała, wiążąc się z m.
          Teraz wiem i widzę jak fakt urodzenia przez nią dzieci daje jej carte blanche do największych świństw. I niezależnie co ona zrobi, powie, jakiego zła się dopuści, zawsze jest stwierdzenie "bo to MATKA i ona INSTYNKTOWANIE walczy o dzieci".
          Ja rzygam takimi tekstami, bo ona nie walczy O dzieci, ale PRZY UŻYCIU dzieci walczy o swój status ekonomiczny i społeczny.
          A ja, jako nie-matka, mam się usunąć na bok, nie przeszkadzać, bo "co ja wiem o miłości macierzyńskiej".
          A tak się składa, że wiem 100% więcej niż to babsko!
          I co z tego? Ona URODZIŁA. Urodziła=może WSZYSTKO.
          Jak walczyć z kimś, kto w sądzie potrafi kłamać jak z nut? Jak walczyć w momencie, kiedy osoby stojące obok mówią Ci wprost "tak, wiem, że ona kłamie, że nie potrafi zająć się dziećmi, ale to MATKA".
          Jak z tym walczyć???? Walczyć można, można się spalić do spodu. Ale wygrać nie ma szans.
          Wszystko zależy do czego jest zdolna ex. Jeśli jest zdolna do tego, co "nasza"... Przykro mi, nie macie szans.
          • truskawka-00 Re: Skąd brać siłę? 20.03.12, 14:42
            karolana napisała:

            > Truskawko, wszystko zależy od natężenia zdzirowatości ex. Nasza jest jednym z c
            > ięższych przypadków o czym, niestety, nie wiedziała, wiążąc się z m.

            > Jak walczyć z kimś, kto w sądzie potrafi kłamać jak z nut? Jak walczyć w momenc
            > ie, kiedy osoby stojące obok mówią Ci wprost "tak, wiem, że ona kłamie, że nie
            > potrafi zająć się dziećmi, ale to MATKA".

            No ja też nie wiedziałam, wiedziałam, że nie będzie lekko ale byłam pewna, że dla prawie każdej kobiety granicą zdzirowatości nie do przekroczenia jest dziecko. Myliłam się, bo nasza ex woli zaryzykować zdrowie dziecka, byle zrobić nam na złość, więc złudzeń już nie mam. Kłamstwa przed sądem lały się strumieniami, także klapki z oczu też mi powoli spadają.
      • pianino123 Re: Skąd brać siłę? 20.03.12, 19:33
        Korolana - nie znoszę jak ktoś mówi, że wie co czuję, ale powiem jedno, twój tekst mogę autoryzować w całości. "Wasze" dzieci są jeszcze małe, je ten etap mam już dawno za sobą.
        Rożnica jest "tylko" w tym że my mamy również wspólne dziecko. Cud natury dla którego jak to ktoś napisał na tym forum - mogłabym się zadać nawet z diabłem. Jesteśmy po bardzo poważnym kryzysie, nieudanej terapii, i podjęciu decyzji, że nadal będziemy mieszkać razem na określonych warunkach. Tak jak Tobie , mnie zabrakło siły. Najpierw na walkę, wspieranie NM, a później również na walkę o nas, i nasza rodzinę. Mój staż macochowania to 10++, a problemy z ex jak były tak są i nie skończą sę zapewne przed osiągnięciem młodszego z dzieci 30 smile albo i później.
        napisałaś:
        > Odsuwam się od tego, koncentruję na własnych sprawach. Nie zależy mi żeby dziec
        > i były częściej czy dłużej, wręcz przeciwnie, czekam niecierpliwie aż sobie poj
        > adą, kiedy są, staram się być zajęta, być w innym miejscu.

        robię dokładnie tak samo, to jedyna metoda. Dawno zrozumiałam że nie da się być "jedna szczęśliwa rodziną" w momencie gdy nie chcę tego WSZYSCY dorośli.

        > Wolę zamknąć się w swoim świecie. M jest gdzieś obok, czasem spotykamy się gdzi
        > eś w sypialni czy w kuchni. Ale chyba nas jako nas, takich jak kiedyś, już nie
        > ma. I nie sądzę żebyśmy kiedykolwiek byli.
        > Tak naprawdę sądzę, że ex wygrała.

        Tak jest i w naszym przypadku, nie da się "nie olać" dzieci, a olać ex. Metodę o której pisze braktalentu można przyrównać do komunizmu, najlepszy z możliwych ustrój tylko coś ludzie do niego nie przystają. Ex wygrała, jest nadal "żoną" (ślub kościelny) NM czerpiąc z tego do dziś
        różnego rodzaju profity. I nie ważne ze małżeństwem byli tylko kilka lat i to dawno temu.
        ONA MA Z NIM DZIECI i to jest równoznaczne z dożywociem dla niego bez prawa łaski.

        Pozdrawiam Cie serdecznie i trzymam kciuki



        karolana napisała:

        > Ja, szczerze mówiąc, nie radzę sobie.
        > Jestem wypalona do kości. Nie cieszą mnie już kontakty z dziećmi m, on sam cora
        > z częściej staje się po prostu kimś z kim mieszkam.
        > Sprawa z jego ex zniszczyła nas, mnie.
        > Relacje z moją rodziną praktycznie nie istnieją, bo nie pogodzili się z tym, że
        > jestem z m.
        > Relacje z jego rodziną nie istnieją, bo dla nich najważniejsze jest, żeby był "
        > święty spokój" czyli m zapierdzielający za wszystkim, płacący alimenty i dopies
        > zczający ex tak, aby ona nie wszczynała awantur.
        > A tu jestem ja, mówiąca pewne rzeczy otwarcie, na pewne rzeczy nie zgadzająca s
        > ię za żadne skarby świata, jeden wielki problem...
        > Jesteśmy zmęczeni oboje, zniechęceni.
        > M co jakiś czas szarpie się mając ciągle nadzieję, że coś zmieni. A ja stoję ju
        > ż z boku, bo wiem, że nic nie zmieni. Wiem, że będzie to kolejna walka skazana
        > na porażkę, kolejne pieniądze wywalone w błoto.
        > Mam dość życia tym, co robi, mówi ex. Mam dość dokładania się do jej wacików. M
        > am dość wysłuchiwania od dzieciaków różnych rzeczy. Co niby mam zrobić słysząc,
        > że dziecko chce się wyprowadzić od matki??? Guzik zrobię, więc po cholerę mam
        > tego słuchać?
        > Odsuwam się od tego, koncentruję na własnych sprawach. Nie zależy mi żeby dziec
        > i były częściej czy dłużej, wręcz przeciwnie, czekam niecierpliwie aż sobie poj
        > adą, kiedy są, staram się być zajęta, być w innym miejscu.
        > Mam powyżej dziurek w nosie ciągłego braku pieniędzy, ciągłego liczenia się z k
        > ażdym groszem, bo DZIECI, bo ALIMENTY.
        > Nie tak miało być, nic nie jest jak miało być.
        > M nie jest tym, kim mi się wydawał. Nasze życie nie jest takie, jakie mi obiecy
        > wał.
        > Teoretycznie powinnam się wymiksować.
        > Ale mi się nie chce. Tak zwyczajnie, nie chce mi się. Zamieszanie, dzielenie, w
        > yprowadzanie, sprzedawanie, oddawanie... Nie chce mi się.
        > Wolę zamknąć się w swoim świecie. M jest gdzieś obok, czasem spotykamy się gdzi
        > eś w sypialni czy w kuchni. Ale chyba nas jako nas, takich jak kiedyś, już nie
        > ma. I nie sądzę żebyśmy kiedykolwiek byli.
        > Tak naprawdę sądzę, że ex wygrała.
        > Sądzę, że nie ma możliwości wygrać z kobietą, która używa dzieci jako broni i n
        > ie cofa się przed niczym. Żeby z nią wygrać trzeba byłoby grać tak samo. A tego
        > nie potrafimy.
        > Może gdybyśmy mieli jakąś pomoc... ale nie mamy. I mieć nie będziemy.
        > Tak więc ex wygrała.
        > Wszystko mi jedno.
        > Oprtmist, jeśli dowiesz się skąd brać siłę, daj znać. Może jeszcze coś mi się b
        > ędzie chciało.
        > Pozdrawiam.
        • truskawka-00 Re: Skąd brać siłę? 21.03.12, 09:14
          pianino123 napisała:

          > Tak jest i w naszym przypadku, nie da się "nie olać" dzieci, a olać ex. Metodę
          > o której pisze braktalentu można przyrównać do komunizmu, najlepszy z możliwyc
          > h ustrój tylko coś ludzie do niego nie przystają.

          Ja bym poszła dalej, przynajmniej sądząc po swoich ostatnich próbach "olania Ex" za radą braktalentu. Nie da się olać Ex nie olewając dzieci i PARTNERA. U mnie ta wizualizacja udaje się na chwilę tylko kiedy łączy się z nieobecnością nm, wtedy wydaje mi się, że nie ma żadnego z nich i... odpoczywam...
          • anula36 Re: Skąd brać siłę? 21.03.12, 09:32
            e no sorry, ale tu juz przesadzilas- twoj chlop nie jest blizniakiem syjamskim swojej eks zony!!! Musisz o nim czasem pomyslec jako o osobnym organizmiewink
            • truskawka-00 Re: Skąd brać siłę? 21.03.12, 09:41
              anula36 napisała:

              > e no sorry, ale tu juz przesadzilas- twoj chlop nie jest blizniakiem syjamski
              > m swojej eks zony!!! Musisz o nim czasem pomyslec jako o osobnym organizmiewink

              Bliźniakiem nie, ale jest tak mocno uwikłany, że kiedy wraca do domu połowę czasu zajmują rozmowy o Ex/prawniku/badaniach/sprawie etc...
      • rybkka24 Re: Skąd brać siłę? 20.03.12, 21:12
        karolano zasmuciła mnie i zszokowała Twoja wypowiedz odkąd jestem na tym forum byłaś/jesteś dla mnie koronnym przykładem na to że żyjąc z facetem z dzieckiem/-ćmi można stworzyć dobry partnerski harmonijny związek z poszanowaniem każdej ze stron, można liczyć na wsparcie partnera, można wymagać pewnych rzeczy od faceta i nie jest to karygodne..
        teraz z Twoich postów bije wypalenie i rezygnacja?
        czy warto się szarpać?czy warto poświęcać wasz związek dla czegoś na co nie ma szans?
        gdzie ten facet który przede wszystkim szanował i uznawał Twoje zdanie i dla którego najważniejsi byliście WY??czy nie lepiej skupić się odbudowywaniu WAS jakiś wyjazd wspólny jakieś plany a dla dzieci robić tyle ile można?ile pozwala obecna sytuacja i wasza wytrzymałość??nie musisz chcieć dokładać się do wacików eks.niech facet idzie do pracy zarabia na dzieci.nie chcecie zawalczyć o was?eks nie wygrała wygra tylko wtedy gdy WY jej na to pozwolicie...zróbcie sobie jakiś reset
      • edw-ina Re: Skąd brać siłę? 21.03.12, 14:30
        Karolana......, jak mi przykro kobieto..... Jak chcesz, to mogę cię zabrać na strzelnicę. Mi czasami pomaga smile
    • anula36 Re: Skąd brać siłę? 20.03.12, 13:20
      moge tylko Ci napisac co sama zastosowalam - mniej sie spalac dla spraw M i jego dzieci, a bardziej zajac swoim zyciem. Zrobic wspolne dziecko, zajac sie WASZA rodzina.
      Najbardziej meczy i wypala czlowieka to na co nie ma wplywu - na zagrania eks nie macie zadnego.
      Niepotrzebnie tez podsumowujesz bledy M z przeszlosci, tych bledow juz nie zmienicie, a takie traktowanie kogos jak pol debila ktory sam nie wiedzial co robi atmosfery w waszym malzenstwie nie poprawi.
      Wyjazd jest fajny,ale to tylko taka "przepustka" od codzinnosci, za chwile trzeba bedzie do niej wrocic. Skoro rzeczywistosci nie mozna zmienic, trzeba po prostu pracowac nad zmiana nastawienia.
      • anula36 Re: Skąd brać siłę? 20.03.12, 13:38
        M nie jest tym, kim mi się wydawał. Nasze życie nie jest takie, jakie mi obiecywał.

        Ja bym sie z kolei pod tym mogla podpisac. Po kiego grzyba chlop mnie mamil wizja rodziny, wspolnego dziecka, po co te oswiadczyny, skoro nic nie mozna ruszyc do przodu.
        Mam zal ze mi nie powiedzial wprost "nie mam sily, checi, kasy na budowanie nowej rodziny", ze mnie niepotrzebnie wprowadzal do swojej i teraz musze znosic ciagle jeczenie dzecka " czemu z nami nie mieszkasz", "czemu sie nie ozenisz z tata", "a moze bedziesz miec dla mnie braciszka", "czemu z nami nie jedziesz do sanatorium". I co ja mam dziecku powiedziec" bo mnie kochanie twoj tatus ciagle robi w c..ja"?
        Nie chce mi sie tam nawet juz chodzic,zeby tego wszystkiego nie sluchac.
    • truskawka-00 Re: Skąd brać siłę? 20.03.12, 13:28
      optymist75 napisała:

      > Właśnie,skąd brać siłę?
      > Ostatnim tematem przewodnim naszego związku są:Idziemy do adwokata,napisałeś ap
      > elację/odpowiedź na apelację,wniosek o kopię wyroku/przyspieszenia sprawy o kon
      > takty etc.Biurko zakopane papierami sądowymi.Jak czytam to co zeznawała ex moje
      > go M w mojej /jego /ich sprawie, to wymiotować mi się chce.
      > Bezgraniczna głupota,stek kłamstw i fantazje tej osoby...ehhh
      > W jednej sprawie sędzia nie dała wiary jej słowom,co zawarła w wyroku smile
      > Ostatni miesiąc to tylko sprawy związane z przeszłością M w wydaniu turbo.

      U mnie to samo. Czasem próbuję sprostać zadaniu jakie zaproponowała braktalentu - zamknąć oczy i udawać, że Ex nie ma. Ale wraca nm i zaczynają się ustalenia dot. spraw, badań które lada moment przed nami, opowieści co się dzisiaj działo, czy dzwonił do dziecka, do przedszkola, czy przelał kasę na alimenty, czy prawnik coś odpowiedział, kiedy składamy wniosek etc... Nie ma dnia żeby ten temat nie wypływał. Zamykanie oczu i wyobrażenia, że Ex nie ma działają tylko wtedy kiedy nm też nie ma.

      > Niedawno podjęliśmy decyzję o wspólnym dziecku.Jednak żyjąc w tym cholernym str
      > esie oddalam wizję mego macierzyństwa.
      > Przewlekły stres ,wieczna walka,pochłonęły pokłady mej energii i entuzjazmu,moj
      > a odporność spadła do 0.
      > M ma tego też serdecznie dosyć,każda rozmowa w owej sprawie kończy się moim ost
      > rym podsumowaniem jego poprzednich zachowań,ustępstw które doprowadziły do dzis
      > iejszych zachowań ex.

      My też planowaliśmy wspólne dziecko, ale ja już tego nie widzę. Przede wszystkim finansowo, ale także organizacyjnie. Nie wiem czy nm ma w sobie tyle siły żeby to pogodzić, skoro już teraz mam chwilami wrażenie, że sytuacja go przerasta, a mnie się coraz częściej kończy cierpliwość i tracę chęci do bycia tą silniejszą.

      > Jak radzicie sobie z tym wszystkim,macie sprawdzone sposoby by odreagować?
      > Leżenie w wannie ,fitness pomagają ale na krótko,może sposób na małe pranie móz
      > gu?smilesmilesmile

      Kąpiel, fryzjer mi nie pomaga, tzn pomaga mi bardziej fakt, że podczas tych czynności jestem sama. Samotność mi pomaga, ale bardziej na samopoczucie własne niż jakiekolwiek zmiany na lepsze w związku, który widzę, trochę zaczynają zżerać problemy, z którymi się ciągle zmagamy.
      Też się liczyłam z tym, że nie będzie lekko, ale chyba nie aż tak. Proporcje nam się zachwiały między chwilami spokoju a ilością problemów. I na razie nie wiem co z tym zrobić. Bo tak jak pisałam bycie tą silniejszą zaczyna mi mocno ciążyć...
      • braktalentu Re: Skąd brać siłę? 22.03.12, 19:39
        To nie kończy się na wyobrażeniu sobie, że Ex nie ma. Potem należy opisać jak wygląda Twój dzień w sytuacji, w której Ex nie istnieje. Wstajesz rano i co? Co na przykład leży na tym biurku obecnie pokrytym papierami sądowymi? A i to nie koniec ćwiczenia. Próbujesz?
        • glasscraft Re: Skąd brać siłę? 22.03.12, 19:42
          Jesooo, braktalentu brzmisz tak, jakbys do jakiejs sekty nalezala big_grin
          • braktalentu Re: Skąd brać siłę? 26.03.12, 21:19
            Można wygasić jeśli kogoś drażni. Ja się nie obrażę.
            Ciekawe dlaczego nikt nie decyduje się na opisanie swojego dnia bez Ex, bez tego źródła problemów i niepowodzeń.
            • joanpp77 Re: Skąd brać siłę? 26.03.12, 22:14
              braktalentu napisała:

              > Można wygasić jeśli kogoś drażni. Ja się nie obrażę.
              > Ciekawe dlaczego nikt nie decyduje się na opisanie swojego dnia bez Ex, bez teg
              > o źródła problemów i niepowodzeń.

              ...moze dlatego , ze to tkwienie w iluzji...udawanie czegos , ze nie ma , a faktycznie istnieje...jest oklamywaniem siebie i tkwieniem w iluzji , "babelku" ktory buduje na wlasne potrzeby...dla mnie zupelnie bez sensu, bo co jakis czas babelek peka i jest bolesne przebudzenie...ale to moje zdanie...
              • braktalentu Re: Skąd brać siłę? 27.03.12, 10:40
                "Tkwienie" to dla mnie proces rozłożony w czasie. Kilkuminutowej refleksja na temat własnego życia nie utożsamiam z budowaniem rzeczywistości równoległej i "utkwieniem" w niej.

                Dla ułatwienia można to zrobić z podziałem na plusy i minusy.
                PRZYKŁAD:
                Ponieważ Ex nie ma to:
                - dzieci mieszkają z nami
                - plus: mój mąż nie cierpi z powodu rozłąki z dziećmi
                - minus: muszę tachać większe siaty z zakupami, bo zapełnianie lodówki przypadło mnie

                I tu w przypadku kobiet bardziej świadomych może pojawić się refleksja związana z cierpieniem męża (czy naprawdę aż tak cierpi, czy może presja społeczna w postaci nowej partnerki owo cierpienie zwiększa), tudzież refleksja związana z zakupami, ( jak to będzie, skoro teraz to ja zawsze robię zakupy, jak to rozwiążemy i ile innych techniczno organizacyjnych zagadnień jest to ustalenia).

                Taka refleksja to punkt wyjścia do dalszych rozważań na temat własnego życia (WŁASNEGO). Czy jestem gotowa na rozwiązania o które walczy mój mąż? Nad czym warto się skupić (głównie rozwiązania techniczno organizacyjne), jak rozwiążemy powszechne w takich i śmakich sytuacjach problemy, które działania mojego partnera rozumiem, które akceptuję, które wspieram, a co uważam za REALNE w naszej sytuacji, jaki wpływ takie, a nie inne rozwiązania będą miały dla naszego związku (np. większy wymiar spotkań, lub zamieszkanie dzieci z nami).

                Z moich doświadczeń osobistych i skromnych zawodowych wynika, że gdy my macochy ogromną i niejednokrotnie konieczną energię wydatkujemy na "walkę o dzieci", to szybko przeradza się to w "wojnę z Ex", a jedno z drugim ma bardzo niewiele wspólnego. Dla równowagi dodam, że równie często i matki (w kolejnych fazach porozwodowych) dokładają do kotła tej lokomotywy. Nie ma znaczenia KTO, istotne jest, że taki pociąg zmierza prosto do piekła. Każde z rodziców w swoim wagonie i ze sztandarem "dla dobra dzieci" na drzwiach. I w sumie miałabym to w dupie-smile, gdyby nie fakt, że w wagonie dzieci hamulec bezpieczeństwa wisi za wysoko żeby mogły po niego sięgnąć, a dorośli w swoich wagonach też nie są źli głupi i brzydcy, tylko przegapili moment, w którym pociąg się rozpędzał.
                Gorąco zachęcam do refleksji, choćby w przykładowym schemacie i mam nadzieję, że uda Wam się wyrwać z bąbla rzeczywistości w której tkwicie i spojrzeć w przyszłość.
                To właśnie jest odpowiedź na pytanie "skąd brać siłę".


    • morel37 Re: Skąd brać siłę? 20.03.12, 13:40
      braktalentu juz pisala wczesniej ale wszyscy na nia napadli.
      pytanie czy warto brac sily. nie raz juz pisano ze nalezy zyc wlasnym zyciem , nowa rodzina.poza sytuacjami ekstremalnymi tj. krzywda ewidentna w domu u dzieci, biciem, przemoca fizyczna , kompletnym zaniedbaniem to... chyba trzeba odpuscic.
      bo to jest tak.spotykasz faceta(ty taka ogolna tywink ) ktory wzbudza pewnego rodzaju wspolczucie, bo dziecko z nim nie mieszka, bo widzisz jak dziecko wtula sie w niego i chcialoby nie isc do domu bo to nie fer ze tata jest sam, bo ci smutno ze dziecko nie ma taty dluzej. wiec kiedy pojawiasz sie ty cos zaczyna sie zmieniac. dziecko widzi ze tata nie jest sam, widzi ze ma jakis dom, jesli jestes fajna macocha to jeszcze bardziej chce przychodzic do taty bo jestes ty. taka fajna atrakcja. przyjaciolka do wygadania sie o problemach.ktore ciezko mowic czasem mamie lub tacie.
      no wiec zaczynasz pytac swojego faceta czemu odpuscil, czemu zgodzil sie na to zeby tak malo bylo dziecka w jego zyciu? jako kobieta nie rozumiesz jak facet mogl zgodzic sie na taki uklad?? wiec wprowadzasz kilka zmian. i jeszcze kilka. rozpedzasz sie. wpadacie w kolowrotek emocji.chcecie wiecej.chcecie sprawiedliwiej. ex czuje ze traci wladze.wiec zaczyna walczyc. dziecko rosnie. nie zawsze juz mowi prawde. mowi to co wygodne. ex szaleje. ty buntujesz faceta.facet zostal nakrecony.i nagle sila odsrodkowa wypycha cie na zewnatrz tej walki.patrzysz zewnatrz i nie wiesz czy tego chcesz. nie twoje sprawy z przeszlosci. nie twoje dzieci. nie twoja kasa. nagle zastanawiasz sie po co to bylo? czy nie bylo lepiej kiedy dziecko przychodzilo tyle ile po pierwszym "kilka zmian"? mogliscie planowac, wiedzieliscie co mozna sie spodziewac po ex. i nagle du.pa.
      facet nie chce odpuscic skoro zaczal.przeciez nie pokaze ex ze sie poddal.za chwile rozsypie sie kolejny zwiazek. a ty bedziesz miec te same argumenty co ex' bo ciebie nie bylo nigdy gdy tego potrzebowalam"....

      mamy takie prawo jakie mamy. skoro to nie jest oczywiste ze p orozwodzie jest na pol, to zadna macocha tego nie zmieni jesl iweszla do ukladu w ktorym facet nie walczyl wczesniej.
      jesli trafila na juz walczacego to ok. wiedziala co bierze.a on wiedzial o co walczy.ale jesli macocha sprowokowala te walke to tak na prawde walczy z ex o nie swoje dziecko rekami faceta.
      i moze strasznie to czasami brzmi.ale tak.nalezy odpuscic. nalezy zyc wlasnym zyciem .w tym zwiazku. nie sluchac o przeszlosci. dac minimum dziecku. pomoc facetowi wykorzystac to minimum jak najmadrzej i na maxa. dac mu drugie dziecko i pielegnowac zwiazek.
      jesli maz mial madre dziecko (po sobie) to ono wyrosnie na madrego czlowieka obserwujac ojca. szarpanie w ktoryms momencie moim zdnaiem m usi negatywnie wplynac na dzieci.
      jak nie dzis to w nastoletnim, parszywym wieku.
      • truskawka-00 Re: Skąd brać siłę? 20.03.12, 14:37
        morel37 napisała:

        > braktalentu juz pisala wczesniej ale wszyscy na nia napadli.
        > pytanie czy warto brac sily. nie raz juz pisano ze nalezy zyc wlasnym zyciem ,
        > nowa rodzina
        > jesli trafila na juz walczacego to ok. wiedziala co bierze.a on wiedzial o co w
        > alczy.ale jesli macocha sprowokowala te walke to tak na prawde walczy z ex o ni
        > e swoje dziecko rekami faceta.
        > i moze strasznie to czasami brzmi.ale tak.nalezy odpuscic. nalezy zyc wlasnym z
        > yciem .w tym zwiazku. nie sluchac o przeszlosci. dac minimum dziecku. pomoc fac
        > etowi wykorzystac to minimum jak najmadrzej i na maxa. dac mu drugie dziecko i
        > pielegnowac zwiazek.
        > jesli maz mial madre dziecko (po sobie) to ono wyrosnie na madrego czlowieka ob
        > serwujac ojca. szarpanie w ktoryms momencie moim zdnaiem m usi negatywnie wplyn
        > ac na dzieci.
        > jak nie dzis to w nastoletnim, parszywym wieku.

        Ja pieprzę jaki dół sad U mnie było ciut inaczej na początku, facet był walczący jak go poznałam ale potem po kolejnych porażkach chyba zaczęło brakować mu siły, myślałam, że ja te siły uzupełnię swoimi ale to chyba też nie o to chodzi i jesteśmy w takim a nie innym punkcie. I masz rację, to nie o to chodzi żeby walczyć za nich.
    • lolcia-81 Re: Skąd brać siłę? 20.03.12, 14:15
      optymist , gdzieś była jak cie nie było ? tongue_out

      To chyba taki sezon.
      Ja mam ostatnimi dniami mega doła. Podobnie jak ty, wiedziałam na co się piszę, ale gdzieś sie wypalił mój huraoptymizm i przytłacza mnie wizja cholernych alimentów, którek eksia pewnie lada moment podniesie, i spłacania wielotysiecznych długów jeszcze z czasów eksiowych.
      I nawet za bardzo nie mam na co narzekać, bo przecież "widziały gały co brały ".

      Nie mam złotego sposobu ani pewnego źródła siły.
      Ale mam z 15 falszek róznych trunków w lodówce wink I drzwi zawsze otwarte smile
      • truskawka-00 Re: Skąd brać siłę? 20.03.12, 14:39
        lolcia-81 napisała:

        > optymist , gdzieś była jak cie nie było ? tongue_out
        >
        > To chyba taki sezon.
        > Ja mam ostatnimi dniami mega doła. Podobnie jak ty, wiedziałam na co się piszę,
        > ale gdzieś sie wypalił mój huraoptymizm i przytłacza mnie wizja cholernych ali
        > mentów, którek eksia pewnie lada moment podniesie, i spłacania wielotysiecznych
        > długów jeszcze z czasów eksiowych.
        > I nawet za bardzo nie mam na co narzekać, bo przecież "widziały gały co brały "
        > .
        >
        > Nie mam złotego sposobu ani pewnego źródła siły.
        > Ale mam z 15 falszek róznych trunków w lodówce wink I drzwi zawsze otwarte smile

        Może to jakieś przesilenie wiosenne? Bo ja mam z dnia na dzień coraz większego doła. A flaszki nie pomagają, bo jeśli idziemy z nm do znajomych na flaszkę, to potem mi się żale uaktywniają, na co mi ostatnio zwrócił uwagę. I ma rację. Chyba muszę zacząć opróżniać flaszki bez niego wink)
        • lolcia-81 Re: Skąd brać siłę? 20.03.12, 14:51
          truskawka, jakbyś bliżej była, to moje flaszki i na trójki powalenie z nóg spokojnie starczą wink
          • truskawka-00 Re: Skąd brać siłę? 20.03.12, 14:56
            lolcia-81 napisała:

            > truskawka, jakbyś bliżej była, to moje flaszki i na trójki powalenie z nóg spok
            > ojnie starczą wink

            optymist jakiś czas temu zarzucała pomysł spotkania gdzieś "po środku", może będzie okazja smile Ja w każdym razie jestem chętna i z pustymi rękoma też nie przyjdę smile
            • anula36 Re: Skąd brać siłę? 20.03.12, 17:07
              jak by bylo posrodku to i ja sie przylacze chetniesmile A skad Ty jestes Truskawko? ja Krakowsmile
              Nie pije co prawda bo wielki post i takie sobie zrobilam postanowienie- zero alkoholu i slodyczysmile Ale zawsze miloby by bylo pogadac.
              • truskawka-00 Re: Skąd brać siłę? 20.03.12, 17:30
                anula36 napisała:

                > jak by bylo posrodku to i ja sie przylacze chetniesmile A skad Ty jestes Truskawk
                > o? ja Krakowsmile
                > Nie pije co prawda bo wielki post i takie sobie zrobilam postanowienie- zero a
                > lkoholu i slodyczysmile Ale zawsze miloby by bylo pogadac.

                Ja właśnie sam środek, tzn Łódź smile Nie wiem czy jeszcze w poście spotkanie dojdzie do skutku, mowa była chyba po prostu o wiośnie, więc może już po świętach. Alkoholu sobie nie odmawiam, ale dietę z małymi wpadkami staram się kontynuować, właśnie do świąt smile Ale ostatnia moja wpadka trwa już czwarty dzień smile
                • anula36 Re: Skąd brać siłę? 20.03.12, 17:39
                  nosz srodek, jak w pysk strzelilsmile

                  to ja od 4 dni wrocilam na dietetongue_out A alkohol musialam odtsawic bo bym sie chyba uzalenila niedlugo od tego samopocieszania.
                  • truskawka-00 Re: Skąd brać siłę? 21.03.12, 09:09
                    anula36 napisała:

                    > nosz srodek, jak w pysk strzelilsmile
                    >
                    > to ja od 4 dni wrocilam na dietetongue_out A alkohol musialam odtsawic bo bym sie chyb
                    > a uzalenila niedlugo od tego samopocieszania.

                    A ja piąty dzień zaprzepaściłam robiąc sobie rano tosty z nutellą do kawki - licząc na to, że mnie to jakoś obudzi, bo od 2 tygodni śpię na stojąco. Także cel był może i szczytny, ale szanse na schudnięcie maleją z każdym dniem smile I kopa energetycznego też cholera nie czuję.
    • rybkka24 Re: Skąd brać siłę? 20.03.12, 22:41
      wyjazdy fajna sprawa na pewno na podładowanie akumulatorów choćby za miasto gdzieś blisko.w wolnym czasie albo na wyjeździe zajęcie się sobą oraz swoim związkiem, odpoczynek, rozkoszowanie ciszą, spanie na potęgę (Ja to potrafięwink, spacery/wysiłek fizyczny choćby dwudniowa wycieczka rowerowa we dwoje do wykończenia ileś km dziennie, nie rozmawianie kilka dni choćby 2,3 w ogóle o dziecku/eks itp..regularne spędzanie czasu we dwoje i odreagowywanie fizyczno-wyjazdowe daje siłę na cięższe dni.sławna równowaga jak jej brakuje w rezultacie wszystko się sypie.
      dla własnego zdrowia psychicznego próbuje utrzymać równowagę w swoim życiu/związku może dla innych kosztem kontaktów z dzieckiem o co co i raz drę koty z rodzinką nm-a ale wole tak niż miałabym się spalić do końca i chodzić przepełniona frustracją, rozgoryczeniem i wiecznym kiepskim samopoczuciem. trzeba się nastawić że na niektóre rzeczy wpływu nie mamy.Ja np. muszę patrzeć jak matka w majestacie prawa zaniedbuje i olewa emocjonalnie dziecko nie zajmuje się nim jak jest u niej to jest jak nie ma to nie ma mała różnica dla niej biorąc jeszcze za to pieniądze które są pewnie połową budżetu rodzinnego przez co mały nie odkleja się ode mnie jak jest u nm-a.a Ja nie umiem/nie chce być zastępczą matką to naprawdę niemały dramat patrząc na smutek takiego malucha.tak więc odreagowywać jak najczęściej i tworzyć życie teraźniejsze jak najwięcej i najczęściej.trudne to wszystko.
    • aragorna71 Re: Skąd brać siłę? 21.03.12, 08:14
      Moim zdaniem za bardzo zaangazowalyscie sie w sprawy chlopa i stad to zniechecenie/wypalenie.
      Zyjecie z uksztaltowanym doroslym mezczyzna i to on ma problem z Eks/dziecmi/sadem/rodzina a nie wy.
      Ja od poczatku powiedzialam mezowi krotko" to twoje dziecko a nie moje, ja nie bede przeszkadzac, ale angazowac sie nie zamierzam" Walczyl w sadzie o przejecie opieki, kiedy mala mila 2 lata (po rozstaniu) a potem juz za moich czasow kiedy skonczyla 9. W domu bywalo roznie, czasem tez nerwowo, ale nigdy nie bylo tekstu "napisales apelacje, zadzwoniles do prawnika itp.
      To byly i sa jego sprawy a nie moje.
      2 metoda to spedzac czas tylko we dwoje bez poruszania spraw dziecka, klopotow, sadow, eks itp.
      Robimy to od poczatku naszej znajomosci, wspolne wyjazdy, weekendy
      3 matoda. Przynajmniej traz w roku wyjezdzam na kilka dni bez chlopa z siostra lub przyjaciolka. Odrywam sie i laduje akumulatory. Teraz to bedzie weekend majowy. Chlop na poczatku zadowolony nie byl, on z tych, co lubi byc ze mna, ale zrozumial, z e tego potrzebuje.
      4 metoda. Rozmowa z chlopem o nas, o naszym zwiazku o planach na przyszlosc, ale tez o tym co nas boli/wkurza. Nie przekladac swoich marzen/planow na potem, bo brak pieniedzy, klopoty z Eks.
      Liczy sie tylko wasza rodzina i jego dzieci. Eks nie liczy sie, nie jest wazna, jest w waszym zyciu, ale nie ma na nie wplywu. Trzeba zrobic wszystko, aby nie "wpuszczac" Eks do domu doslownie i w przenosni. Braktalentu ma racje z jednym, za duzo myslicie o Eks, za bardzo ma ona wplyw na wasze zycie. Moze to wina chlopa, ktory nie umie oderwac sie od tamtych spraw, ale dlatego trzeba rozmawiac.
      Brak kasy- czy na wycieczke rowerowa czy wspolny wypad do lasu potrzebna jest kasa.
      Polazenie po trawie i trzymanie sie za rece jak w liceumwink + szczera rozmowa o zwiazku.
      Czy na wspolna kolacje z winem i rozmowa + milym zakonczeniem tej rozmowy potrzebna jest kasa?
      Stres? mnie w trudnym okresie zycia pomogl psycholog, doslownie kilka spotkan, rozmow a jesli takowego brak to wygadanie sie osobie, do ktorej macie zaufanie a ktora potrafi spojrzec z boku a nawet powiedziec wam cos, czego same nie dostrzegacie np. wytknac wam bledy w tym ukladzie.
      Nie umiem przelac na papier tego, co chce powiedziec, przepraszam za chaos mysliwink
      • optymist75 Re: Skąd brać siłę? 21.03.12, 09:41
        Widzę,że nie tylko ja dałam się wkręcić w przeszłość M.
        Mam małe usprawiedliwienie.To ex mojego M wlazła w moje życie,dosłownie.
        Dlatego też do dnia dzisiejszego mam przewlekłą alergię na tę osobę,w dniach kontaktów moja czujność wzrasta na maksa.I to mnie głównie wypala.Niestety mieszkamy w tym samym mieście ,póki co.Przezcież nie będę wyjeżdżać z miasta kiedy są dzieci.
        Wczoraj po bieganiu,pogadaliśmy z M.Grzecznie powiedziałam co leży mi na wątrobie,jak się z tym czuję i czego oczekuję od niego.Nie było żadnych żali,udało mi się nie ciosać mu kołków na głowie,że nie pozamykał części spraw zanim mnie poznał.
        Przeprosiłam za moje ostatnie wybuchowe zachowania,on za to ,że zostałam wciągnięta w to bagno.
        Czekam dnia kiedy sprawy sądowe odłożymy ad acta smile
        Teraz zamierzam kiedy tylko to możliwe zając się nami,M zaproponowwał już wycieczkę rowerową za miasto,będzie pikniesmile




        Przeszłość i przyszłość nie istnieją ,jest tylko TERAZ
        • kowalka33 Re: Skąd brać siłę? 04.05.12, 12:59
          Optymist - wierzę szczerze że nie tak sobie wyobrażałaś swoje życie i wiem że ci cięzko....Ale to nie eks weszla w wasze zycie . Z tego co pisałaś to ty weszłaś w zycie cudzej rodziny-może toksycznej , może złej ale jednak . To przez ciebie zapewne ex (ktora jeśli prawde piszesz jest zdrowo walnieta ) Mam wrazenie ze problem polega na zwalaniu wszystkiego na ex ale to ty i m musicie wziąc czesć odpowiedzialności na klatę. jesli ona jest taka to dlaczego z kims takim zwiazal się twoj m, zalozył rodzine splodzil dzieci a potem opuscil chore wymagajace rehabilitacji dzieci. Moze to wygladac z waszego punktu widzenia inaczej ale dla kogoś z zewnatrz to drań opuszczający chore dzieci -tak robić nie mozna. Pewnie 100 osob caly czas uswiadamia ex jaki dran z m a ona jaka biedna. Innna sprawa czy ty ten caly fraucymer obslugujesz i finansujesz-daj kobieto spokoj . Jego rodzina jego kasa , precież poł swiata i tak ma cie za wywloke rozbijajaca rodzine. Daj spokoj kobieto z tym klientem , nie chcialabym faceta ktory idac za glosem serca rozwala wszystko wokoł siebie i nie zaprzata sobie glowy konsekwencjami i czy go na to stac....
          • optymist75 Re: Skąd brać siłę? 04.05.12, 13:24
            kowalka33 napisała:

            > Optymist - wierzę szczerze że nie tak sobie wyobrażałaś swoje życie i wiem że c
            > i cięzko....Ale to nie eks weszla w wasze zycie . Z tego co pisałaś to ty weszł
            > aś w zycie cudzej rodziny-może toksycznej , może złej ale jednak . To przez cie
            > bie zapewne ex (ktora jeśli prawde piszesz jest zdrowo walnieta )

            Droga Kowalko,chyba mnie z kimś mylisz.
            Ja poznałam M 2 lata po jego rozwodzie.
            Nie miałam bladego ;pojęcia ,że jego szanowna była żonka wku....wi się i będzie nam życie utrudniać,bo jej mąż nieudacznik,jak go nazywa śmiał układać sobie zycie ,a nie raczył płakać po jej odejściu.
            A ex jest psychicznie chora,to nie tylko moje zdanie

            Mam wrazenie
            > ze problem polega na zwalaniu wszystkiego na ex ale to ty i m musicie wziąc cze
            > sć odpowiedzialności na klatę. jesli ona jest taka to dlaczego z kims takim zwi
            > azal się twoj m, zalozył rodzine splodzil dzieci a potem opuscil chore wymagaja
            > ce rehabilitacji dzieci. Moze to wygladac z waszego punktu widzenia inaczej ale
            > dla kogoś z zewnatrz to drań opuszczający chore dzieci -tak robić nie mozna. P
            > ewnie 100 osob caly czas uswiadamia ex jaki dran z m a ona jaka biedna.

            Znowu zong.To Karolany M ma dziecko które potrzebuje rehabilitacji.
            Na pytanie jak on żył z tą kobietą i miał z nią rodzinę(szczęśliwą?) M odpowiada,że myślał ,że tak wygląda życie rodzinneuncertain
            Do tego nie on ją zostawił ,tylko pani znalazła sobie bardziejszego udacznika.




            Innna s
            > prawa czy ty ten caly fraucymer obslugujesz i finansujesz-daj kobieto spokoj .
            > Jego rodzina jego kasa , precież poł swiata i tak ma cie za wywloke rozbijajaca
            > rodzine. Daj spokoj kobieto z tym klientem , nie chcialabym faceta ktory idac
            > za glosem serca rozwala wszystko wokoł siebie i nie zaprzata sobie glowy konsek
            > wencjami i czy go na to stac....

            Jak wcześniej,nie rozbiłam jego rodziny.A wywłoką jestem dla jego byłej,ale teraz to mi to zwisa.Za inwektywy odpowiedziała przed sądem.Teraz buźki nie otwiera.
            Nie finansuje jego wydatków/alimentów na dzieci czy kredytów.
            Resztę niestety póki co płacę ja.Ale już mi się znudziło smile
    • sofija_biala szlag... 21.03.12, 12:00
      Napisałam długaśny post i mi go wcięło;/
      Drugi raz mi się nie chce, skrócę tylko do kawałka dla Karolany.
      Bo spać nie mogłam dziś w nocy przez Ciebiewink Wstrząsnęła mną mocno Twoja opowieść.
      Macie strasznie ciężko, bo odpuszczenie w Waszym wypadku = skazanie dziecka na jeszcze większe problemy zdrowotne, rzutujące pewnie na całe życie. I tu nie chodzi tylko o przejmowanie się lub nie wyskokami ex, tu waży się zdrowie dziecka!
      Nie wiem, czy tak się da, ale przyszło mi do głowy, że może warto tę pomoc jeszcze przeorganizować, skoro na ex nie można polegać.
      Może Twój chłop wróci do pracy(przecież nie będziesz go stale utrzymywać i za niego alimentów płacić!!!), a w miejscowości gdzie mieszkają dzieci wynajmie kogoś do rehabiliacji? Może jakiś wolontariat, student fizjoterapii, niania na godziny? Można też starać się w mopr o terapię domową, ale nie znam dokładnie szczegółów.
      Bo na razie rzucił się tak na oślep, w pierwszym naturalnym rodzicielskim odruchu, ale tak dalej nie pociągnie ani on, ani TY ani Wy.

      A i jeszcze na marginesie ostatnich dyskusji macochowych, bez obrazy, ale mnie też ogromnie zniesmaczył wątek o wyczynach ex. Z wątku terapeutycznego (czasami trzeba z siebie coś wyrzucić i to rozumiem), zrobiła się jakaś chora licytacja wyskoków i tego, kto ma gorzej. I wzajemne nakręcanie. Moim zdaniem dziewczyny szkoda czasu, własnych nerwów i spokoju na takie wątki.

      Podpisuję się obiema łapkami pod braktalentu. w 90% nasi partnerzy mają to, co wypracowali (bądź odpuścili) w czasach małżeństwa z ex. I choćbyśmy "misiom" (lol) puch pod stopy ścieliły, to ich układy z ich dziećmi i exiami są ich sprawą.
      Naszą rolą jest wspierać, nie przeszkadzać w normalnych stosunkach, ale nie naprawimy za nich świata. Nie ma co się wkręcać za bardzo (optymist75) w rozprawy, adwokatów itp. Nie ma co prowadzić za rączkę.
      "Misie" to dorośli ludzie.
      Trzymajcie się dziewczyny



      • konstancja16 Karolana, 21.03.12, 17:44
        czy to nie Ty z jakis rok-poltora temu pisalas hura optymistyczne posty, matkowalas dzieciom i patrzylas na caly uklad przez rozowe okulary? az sie czulam wredna macocha po czytaniu Twoich postow, nieczula itede?

        czy z kims Cie myle? jak bede miec chwile czasu to podlubie w wyszukiwarce, ale cos mi sie wydaje ze to bylas Ty.

        jesli tak to smutne bardzo, ze sie tak odwrocilo. i zycie i Twoje podejscie. w ogole dolujacy watek. mysle ze za bardzo sie angazowalyscie: sprawy sadowe, kontakty z ex powinien zalatwiac chlop samodzielnie. i wyczarowac czas i energie na pielegnowanie nowego zwiazku. nowej rodziny, moze nawet nowych dzieci. a jak on nie ma na to sil, energii, czasu, checi to chocbyscie staly na glowie i uszami klaskami nic z tego nie bedzie.

        olanie Ex, czas we dwoje, wreszcie zycie wlasnym zyciem to podstawa.
    • karolana Przepraszam, jeśli Was zdołowałam :( 21.03.12, 20:01
      Dziewczyny, przykro mi, jeśli Was zdołowałam tym, co napisałam.
      Po prostu, gdzieś po drodze, zabrakło czegoś.
      Uważam, że zabrakło nam pomocy, wsparcia z zewnątrz. Zamiast tego z każdej strony dostawaliśmy wpiernicz.
      Zabrakło nam możliwości złapania oddechu, kogoś, kto powiedziałby - kochani, jestem z wami, nie jesteście z tym syfem sami.
      Zabrakło takich chwil, kiedy nie ma problemów albo przynajmniej jest poczucie, że jesteśmy w stanie je pokonać.
      Zabrakło też kogoś, kto powiedziałby - postępujecie właściwie, odwagi.
      Zamiast tego ciągle słyszeliśmy, słyszymy, że robimy wszystko źle, że nie pomagamy, że tylko szkodzimy, bo... denerwujemy szanowną panią. A szanownej pani przecież NIE WOLNO denerwować.
      Dzieci chcą być z nami? Trzeba im tłumaczyć, ze powinny chcieć być z matką.
      Dzieci chcą dać mi kwiaty? Trzeba im zabronić.
      Dzieci chcą mówić, że mnie kochają? Trzeba im zabronić.
      Dzieci rysują obrazek rodziny z m i ze mną, bez matki?Trzeba im zabronić i nakazać narysować matkę.
      Dzieci w grze tworzą rodzinę z moim nazwiskiem, w której są oni, m i ja? Trzeba im zabronić.
      Dzieci nazywają nasz dom swoim domem? Trzeba im zabronić i wyjaśnić, że jedyny dom, jaki mają to ten, w którym jest matka.
      Trzeba zabraniać dzieciom wszystkiego, co daje im szczęściem, radość, poczucie przynależności, bezpieczeństwo. Bo to denerwuje ich matkę.
      Trzeba budować w dzieciach przekonanie, że tylko matka kocha ich naprawdę, bo ona ich urodziła.
      Na pytania dzieci o jej zachowanie, które nijak nie współgra z ideą miłości, należy im tłumaczyć, że mama ich baaaardzo kocha, że wszystko, co robi to dla ich dobra, a jeśli robi coś źle, to jest to nasza wina, bo przez m i przeze mnie mama jest nieszczęśliwa, więc czasem popełnia jakiś błąd, ale to absolutnie nie jest jej wina.
      Itd, itp.
      Nie wiem z czego musielibyśmy być zrobieni żeby z tym wszystkim sobie radzić.
      Jest jakieś wszechogarniające poczucie bezsensu naszych działań. Zmęczenie. Wypalenie. Zniechęcenie.
      Konstancjo, wiesz, ja przez cały czas myślałam, że ludzie, którzy nas otaczają, widzą, co się dzieje i zareagują, pomogą, że jest szansa doprowadzić ten syf do porządku...
      Tak, ci ludzie widzą, ale palcem nie kiwną.
      M sfrustrowany, wyżywa się na mnie. A mnie się już nie chce bronić go, tłumaczyć. Bo do cholery, ja też cierpię. Bo do mnie te dzieci mówiły "mamo" i tak mnie traktowały. Bo mnie kochają, ufają mi, a ja kocham je. Tylko nie jestem w stanie im pomóc. Co z kolei budzi moją frustrację. Bezsilność jest koszmarem. Więc wolę się odseparować, zająć własnym małym światkiem.
      I tak sobie myślę, że szanowna mamusia i cała rodzina m będzie się za kilka latek grubo dzieciakom tłumaczyć z tego, dlaczego doprowadzili do takiego burdelu. Dlaczego matka miała ich w dupie. Dlaczego dziadkowie, widząc co się dzieje, nie kiwnęli palcem żeby pomóc. Bo, sorry, ale ja nikomu dupy już kryć nie będę. I całe towarzystwo będzie musiało kiedyś odpowiedzieć na niewygodne pytania. A one padną prędzej czy później...już padają. A ja odsyłam do źródła.

      I w tym wszystkim najbardziej mi szkoda dzieciaków. Boli patrzenie na to, co się z nimi dzieje. Bardzo boli, zwłaszcza po tym, jak wiele wysiłku włożyliśmy oboje z m w naprawianie tego, co spierdzieliła mamusia ze swoją rodzinką.
      Boli jak cholera patrzenie na dziecko, które mieszkając z nami przez rok, było radosne, roześmiane, ufne, kontaktowe, a teraz zachowuje się jak miniaturowy blokers sad Łapki w kieszeniach, kaptur na główkę i patrzenie spode łba sad Uciekanie w kąt, brak kontaktu z innymi, smutne oczka sad Boli.
      Boli patrzenie na to, jak zdolne dziecko, świetne z matematyki, poukładane wewnętrznie, lubiane przez kolegów staje się wrednym kłamczuchem, skarżypytą, brutalem gnębiącym słabszych, flejtuchem, brudasem, wyśmiewanym przez kolegów z klasy, dostającym jedynkę za jedynką, zamykającym się w świecie gier komputerowych.
      Boli jak cholera patrzenie na zmianę faceta, który kiedyś był duszą towarzystwa, miał swoje pasje, energię, zapał, potrafił rozmawiać ze mną godzinami, zasypywał mnie kwiatami bez okazji, miał milion pomysłów na minutę i nie było dla niego problemem żeby wsiąść w samochód po południu po pracy i pojechać na drugi koniec Polski żeby wsadzić rękę do wody i wrócić. Boli patrzenie jak znika uśmiech z jego twarzy i zastępuje go grymas zmęczenia.
      Boli patrzenie jak rozwiewają się jego plany, marzenia. Boli patrzenie jak z bogatego wewnętrznie człowieka staje się wrakiem, z którym ciężko zamienić kilka spokojnych słów.
      A ja nie mam siły żeby wszystkim pomóc, wszystkich uratować.
      Więc chronię już tylko siebie.
      Życzę wszystkim lepszych dni.
      • konstancja16 cholerny swiat 21.03.12, 20:36
        n/t
      • edw-ina Re: Przepraszam, jeśli Was zdołowałam :( 21.03.12, 20:53
        na priva napisałam
    • optymist75 Re: Skąd brać siłę? 22.03.12, 15:42
      Znalazłam.
      Dzieci mimo prania mózgu ukochały mnie na powitanie,do wieczora najmłodszy latał i się tulił,radośnie wykrzykując"stęskniłem się Ciociu" I jak gniewac sie na jego ostatnie fochy?wink
      Mężuś przyszedł i usłyszałam"jestem ci wdzięczny za to jak traktujesz chłopców,podziwiam Cię ,ja bym chyba nie potrafił..."

      Więc znalazłam trochę siły dzięki tym trzem łobuziakom.
      ...do następnego wkurwu...wink
      I chciałabym z tego miejsca pochwalić ex.Dzieci przyszły ubrane jak się patrzysmile
      Nie wiem na jak długo ta przemiana ,trzymam kciuki.
      • anula36 Re: Skąd brać siłę? 24.03.12, 17:03
        a ja z kolei w duzej mierze wyreklamowalam sie z macochowania. Jakos dotarlo do mnie,ze nawet bez mojej obecnosci zycie pasierbicy plynie uporzadkowanym trybem pod opieka ojca, dziedkow, przyrodniego rodzenstwa itp.Przesunelam znow srodek ciezkosci na wlasne zycie ( zreszta zgodnie z radami Aragorny)
        Natomiast nie mam sily ( ani pomyslow) co odpowiadac na standartowy zestaw pytan mlodej):
        1. pyt: kiedy z nami zamieszkasz, odpowiedz realna: najwyrazniej nigdy
        2. pyt:kiedy sie ozenisz z tata, odpowiedz realna jw
        3.Pyt:kiedy bede miec siotrzyczke albo braciuszka, odpowiedz realna jw
        Nie wiem jak te realne odpowiedzi ubrac w slowa,zeby nie budzic niepotrzebnych nadziei ( wiem jak boli utrata takiej nadziei), a jednoczesnie nie wyjsc na macoche jedze ktora po prostu nie chce z dzieckiem przebywac.

        • kittykitty Re: Skąd brać siłę? 24.03.12, 18:41
          Anula, a czy Twoja pasierbica nie zadaje podobnych pytań swojemu ojcu a Twojemu partnerowi??? Co on wtedy odpowiada?
          • anula36 Re: Skąd brać siłę? 24.03.12, 22:49
            no wlasnie nie zadaje! Za to do mnie z tym samym zestawem wali jak w dym, jak tylko mnie zobaczy.Tak jakby wyczuwala ze w tym domu chlopy w ogole, a tatus w szczegole ma najmniej do powiedzeniasmile A we mnie widzi jakas sile sprawcza dzialan rodzinnych. Moze tez dlatego ze jak zadaje takie pytania ojcu jest zbywana jakimis niekonkretnymi wykretami, w stylu " jak bedziemy miec wieksze mieszkanie". Co z tego wynika dla 5 latki? Tez bym mogla tak wykrecac, albo wrecz klamac.... ale nie chce tego robic. Staram sie traktowac ja w miare serio, tlumaczyc rozne rzeczy,ale ile mozna.
            Z drugiej strony sama jestem jestem gleboko rozczarowana, nie wierze juz,ze jestem w stanie zbudowac z jej ojcem taka pelna, prawdziwa rodzine, wspolny dom itp. I jestem wsciekla ze natlukl dziecku takich pierdul do glowy o nowej mamusi,nie zastanawiajac sie w ogole nad konsekwencjami takich dzialan, ktorych ja teraz zbieram rezultaty.
            Robi sie z tego bledne kolo, mloda mnie molestuje coraz intensywniej, a ja jej normlanie zaczynam unikac, bo juz wiem co sie zacznie po wymianie wstepnych buziakow i pierwszych zdan, a kiedy .. mieszkanie, slub, braciszek/siostrzyczka, wakacje...
            • kittykitty Re: Skąd brać siłę? 25.03.12, 20:40
              Hmmm, to może powiedz jej ojcu, że czujesz się niewygodnie jak młoda zadaje Ci takie pytania, że nie chcesz jej okłamywać i zażądaj by z nią na ten temat sam porozmawiał?
              • anula36 Re: Skąd brać siłę? 25.03.12, 20:54
                mowie srednio raz dziennie. Efekt rozmow - praktycznie zaden. Wiec jak pisalam - unikam mlodej i jej dyzurnego zestawu.
                To tak wyglada, jakby mloda liczyla, ze ze mna wiecej niz z ojcem utargujesad
                Zal mi jej w sumie, bo zadnej prawdziwej rodziny miec nie bedzie,ale nie mam sumienia obdzierac jej z ostatnich zludzen.
                • optymist75 Re: Skąd brać siłę? 02.05.12, 20:41
                  sad Dziewczyny ,korzystałyście z pomocy terapeuty dla par?
                  Jest jakiś sens w terapii? Próbować czy nie?
                  Ja juz po prostu nie wyrabiam.
                  Niby po "remanencie naszego aż :0 rocznego małżeństwa" M załapał o co się wściekam i obrał ścieżkę prowadzącą do normalności,ale nie wiem czy da radę tak długo.
                  Zazwyczaj co kilka miesięcy muszę nim potrząsnąć,że za dużo mam na swoich barkach,by wziął część obowiązków i obudził się /dojrzał.
                  Może obca kobieta znająca się na rzeczy dotrze do niego i mi też pomoże pogrzebać jego przeszłość ,która ciągnie się za nami.....
                  Nie chce mi się już walczyć.Kiedyś,kiedy jeszcze nie miałam M,tłumaczyłam przyjaciółce z problemami ,że małżeństwo to ciężka praca i że trzeba dzień za dniem pracować ,by wszystko ładnie funkcjonowało. A teraz? Sama potrzebuję wsparcia.
                  Za parę dni kolejna sprawa M o kontakty i znowu stresssss
                  • anula36 Re: Skąd brać siłę? 02.05.12, 21:33
                    W terapii zawsze jest sens, zarowno indywidualnej jak i dla par.Nie korzystalam osobiscie, tylko z superwizji indywidualnej ( w ramach pracy),ale ma okazje obserwowac ludzi korzystajacych i widze ze to dzialasmile
                    Tyle ze efekty terapii czasem sa bardzo trudne dla uczestnikow, moze sie okazac ze jakies zewnetrzne problemy sa tylko odbiciem naszych wewnetrznych zawirowan.

                    Zastanawiam sie skad w Tobie ten przerost odpowiedzialnosci, branie zbyt wiele na swoje jedne plecy, ten kompleks zbawiciela. Wyhamuj troche dziewczyno bo sie wykonczysz mentalnie, a potem takiego wyczerpanego czlowieka czepaiaja sie i chorobska somatyczne.
                    Idz , chocby na poczatek sama, mozna spokojnie na NFZ, a potem moze terapia wspolna nie bedzie juz potrzebnawink
                    • optymist75 Re: Skąd brać siłę? 03.05.12, 17:09
                      Zastanawiam sie skad w Tobie ten przerost odpowiedzialnosci, branie zbyt wiele
                      > na swoje jedne plecy, ten kompleks zbawiciela. Wyhamuj troche dziewczyno bo sie
                      > wykonczysz mentalnie, a potem takiego wyczerpanego czlowieka czepaiaja sie i c
                      > horobska somatyczne.

                      Anula,ja wyhamowałam prawie 3 tygodnie temu.
                      Odstawiłam całkowicie uczestnictwo ,pilnowanie by obiad/kolacja były gdy dziec są,jeśli ich ojciec obudzi się o 21szej ,widząc,że dzieci nie zjadły nic od południa,to mi tym bardziej to nie przeszkadza.Inne rzeczy tez przestały mnie interesować.
                      Wnerwia mnie to ,że mój M spoczął na laurach.A nie powinien.
                      Szuka pracy i modli się żeby nie znaleźć,bo przecież ja opłacam rachunki i generalnie to co on jako facet powinien nam zapewnić,zapewniam nam ja.
                      Niby można,bo sama na to poszłam,tylko pytanie jak długo?
                      Mentalnie oddałam mu jego jaja,ale nie wiem czy przypomni sobie jaki ma z nich po żytek.
                      Wiem,że 40-latka nie zmienię,ale pomocy z jego strony mam prawo wymagać.
                      W jego pierwszym małżeństwie on utrzymywał rodzinę i jakoś dawał radę z dwójką dzieci.
                      A teraz nagle nie daje rady?
                      Ehhh......
                      • anula36 Re: Skąd brać siłę? 03.05.12, 17:28
                        lepiej sie zreflektowac pozno,niz wcale. Moge tylko trzymac kciuki jako wspoltowarzyszka w wyhamowywaniu smile
                  • lolcia-81 Re: Skąd brać siłę? 02.05.12, 21:43
                    optymist, czy ty troche nie dramatyzujesz ? smile
                    jeśli dobrze przeczytalam, to M aktualnie jest w fazie : obrał ścieżkę prowadzącą do normalności wiec czy jest sens zamartwiac sie na zapas co bedzie za kilka miesiecy ?

                    o poradniach sie nie wypowiem bo nie korzystlam, zapewne w kryzysowym momencie nie zaszkodzi a byc moze pomoze...

                    szyldu wciąż nie mam wink ale wiesz... smile wracaj szybko smile
                  • karolana Re: Skąd brać siłę? 03.05.12, 22:10
                    optymist75 napisała:

                    > sad Dziewczyny ,korzystałyście z pomocy terapeuty dla par?
                    > Jest jakiś sens w terapii? Próbować czy nie?

                    ZAWSZE jest sens próbować zrobić COŚ.
                    Najgorsze, co można zrobić to usiąść i czekać aż problemy "same" się rozwiążą.
                    Tylko po pierwsze OBOJE musicie być przekonani do tego, otwarci na taką formę pomocy, a po drugie, musicie trafić do kogoś, kto wie, co robi.
                    Trzymam kciuki.
                    • optymist75 Re: Skąd brać siłę? 04.05.12, 11:34
                      Dzięki dziewczyny.
                      Wygląda na to ,że przejęłam schedę po mamie M,jego ex,świadomie lub mniej.
                      W każdym razie nie zamierzam czekać do usranej ,aż on zrozumie....
                      Zgodził się bez problemu na pomoc fachowca,choć zdziwiła go ta propozycja.M nie jest świadom naszych małych problemików;/
                      Miłego weekendu winkodpoczywajcie smile
                      • anula36 Re: Skąd brać siłę? 04.05.12, 13:49
                        Nie bronie twojego meza, ale wydaje mi sie ze wymagasz niemozliwego- bierzesz ochoczo na glowe pomaganie mezowi, jego dzieci zarabianie kasy, sama sie podkladasz i czekasz az on zrozumie,ze Ty tego nie chcesz.Taki sprzeczny komunikat. Skad on moze wiedziec ze tego nie chcesz robic skoro robisz?
                        Moj tez nie rozumial jak mowilam ze mi cos nie pasuje, jak przestalam to fizycznie znosic - dotarlo.
                        Specjalista Wam na pewno nie zaszkodzi. Trzymam kciuki.
                        • optymist75 Re: Skąd brać siłę? 04.05.12, 14:01
                          smile Komunikuję,jak widać z marnym skutkiem.
                          Płacę rachunki,bo nie chcę żyć w zadłużonym mieszkaniu,bo wiem co to znaczy.
                          Mój tatuś tak nas zadłużył,że mało co nie wylądowaliśmy pod mostem.
                          Jeść coś musimy,więc też kupuję.
                          Na urlopy nie jeździmy ,bo ja nie sfinansuję.Zostały nam wycieczki rowerowe w których ochoczo uczestniczymy.

                          Ostatnio zapowiedziałam ,że w tym roku jadę na parę dni do spa ,on zostaje w domu.
                          Teraz tylko szukam oferty i zbieram ekipę fajnych babek do tej całej imprezkismile

                          A w między czasie terapeuty z powołaniemsmile
                          • anula36 Re: Skąd brać siłę? 04.05.12, 16:23
                            no i tak trzymaj.
                          • lolcia-81 Re: Skąd brać siłę? 07.05.12, 09:37
                            Teraz tylko szukam oferty i zbieram ekipę fajnych babek do tej całej imprezkismile

                            cholera, szkoda że u mnie bezkasie totalne crying
                            o ile się w ogóle zaliczam do powyżej wspomnianej kategorii wink
                            • optymist75 Re: Skąd brać siłę? 07.05.12, 12:08
                              Lolcia fajna babko,nie gadaj tylko zbieraj butelki smile i jedziemy.
                    • edw-ina Re: Skąd brać siłę? 07.05.12, 10:27
                      Korzystamy z terapeuty od niemal roku i jest to zdecydowanie najlepsza rzecz, jaką mogliśmy zrobić. Poszliśmy do terapeuty, kiedy wszystko dosłownie wisiało już na włosku i wydawało się, że niczego nie uda się uratować. Po roku jesteśmy w sobie ponownie zakochani i szczęśliwi. Przede wszystkim nauczyliśmy się, że:
                      - sposób przekazywania emocji/uczuć może być bardzo różny u różnych ludzi. To, co jedno z nas uznaje np. za zachowanie gburowate, dla drugiego jest sposobem ukrywania swego miękkiego podbrzusza.
                      - umiejętność precyzyjnego wyrażania się jest wbrew pozorom wyjątkowo istotna w relacji
                      - mamy różne sposoby szukania ujścia naszych emocji. Musimy je sami kontrolować i brać poprawkę na to, że nie są wymierzone w nas.
                      itp, itd. Masa jest tego. Po początkowym okresie spotykania się z terapeutą raz w tygodniu, teraz widujemy się raz w miesiącu i chyba przy tym zostaniemy. Czasami jest nawet tak, że jak dochodzi do jakiejś poważniejszej scysji, to przerywamy, notujemy powód i czekamy na wizytę u psychologa, bo wiemy, że taki sekundant daje nam bardzo dużo. Także ja polecam każdemu.
                      • optymist75 Re: Skąd brać siłę? 07.05.12, 11:41
                        Edw-ina chodzicie prywatnie czy na kasę?
                        W naszej wsi na kasę nic nie mogę znaleźć pt"terapia dla par" .
                        Znalazłam psycholog prywatną ale zyczy sobie 100 zł za 45 min.Więc chyba mnie nie stać.
                        Z drugiej strony koszty rozwodu większe smile)
                        Taki mały żarcik,nie chcę się rozwodzić smile
                        • edw-ina Re: Skąd brać siłę? 07.05.12, 11:57
                          zaczęło się od jednego z centrów medycznych, w którym mamy pakiety zdrowotne. Tam poznaliśmy naszego terapeutę, bardzo fajnego faceta. Kiedy skończyły się nam przewidziane w pakiecie godziny, przeniósł nas do innego centrum, w którym pracuje i tam już jesteśmy przez NFZ. O ile wiem dobrym początkiem jest centrum interwencji kryzysowej. Możecie zacząć tam, a później może uda się znaleźć bardziej przychylne miejsce.
                          Jeśli terapeuta życzy sobie 100 pln za 45 min, to ja bym to olała. Przede wszystkim: spotkanie na terapii par trwa m.in. godzinę, a najczęściej 1,5 godz., bo gadają jednak dwie osoby, a nie jedna i trzeba zakończyć spotkanie w spokojnym nastroju, 45 min. to na to mało.
                          Ale terapię tak czy siak polecam. Widzę po nas jak wiele zmieniła. A wierz mi, byliśmy w pewnej chwili na samym dnie i ja już zupełnie nie wierzyłam, że coś z tego jeszcze wyjdzie. Teraz myślę, że gdybyśmy sobie odpuścili, to popełnilibyśmy straszną głupotę i sami siebie skrzywdzili.
                          • optymist75 Re: Skąd brać siłę? 07.05.12, 12:06
                            Poszukam ,mam nadzieję znaleźć. Nie chcę odpuszczać,za długo go szukałam by teraz olać,po tym wszystkim co zrobiliśmy.
                            Dobrze wiedzieć ,że to pomaga.
                            Trzymaj się smile
    • mazoko Re: Skąd brać siłę? 22.06.12, 11:22
      do czego ?walki z wiatrakami ? odpuścić zdystansować żyć swoim życiem ....
      >
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka