Właśnie,skąd brać siłę?
Ostatnim tematem przewodnim naszego związku są:Idziemy do adwokata,napisałeś apelację/odpowiedź na apelację,wniosek o kopię wyroku/przyspieszenia sprawy o kontakty etc.Biurko zakopane papierami sądowymi.Jak czytam to co zeznawała ex mojego M w mojej /jego /ich sprawie, to wymiotować mi się chce.
Bezgraniczna głupota,stek kłamstw i fantazje tej osoby...ehhh
W jednej sprawie sędzia nie dała wiary jej słowom,co zawarła w wyroku

Ostatni miesiąc to tylko sprawy związane z przeszłością M w wydaniu turbo.
Bo cały czas się coś działo,o czym wiecie z moich poprzednich opowiadań.
Nie wiem skąd brać siłę na to wszystko.Wiedziałam w co się pakuję wiążąc się z mężczyzną po przejściach,ale moje wyobrażenia skutecznie skorygowała szanowna ex.
Obiecywała mi,że nie wygram.
Niedawno podjęliśmy decyzję o wspólnym dziecku.Jednak żyjąc w tym cholernym stresie oddalam wizję mego macierzyństwa.
Przewlekły stres ,wieczna walka,pochłonęły pokłady mej energii i entuzjazmu,moja odporność spadła do 0.
M ma tego też serdecznie dosyć,każda rozmowa w owej sprawie kończy się moim ostrym podsumowaniem jego poprzednich zachowań,ustępstw które doprowadziły do dzisiejszych zachowań ex.Ale nie tylko to.
Może jakiś wyjazd doładowałby nam akumulatorki,tyle że kasy brak

Jutro dzień kontaktowy ,więc też będzie stres,dzieci z pewnością przyniosą kolejne rewelacje na nasz temat od mamusi.....
Jak radzicie sobie z tym wszystkim,macie sprawdzone sposoby by odreagować?
Leżenie w wannie ,fitness pomagają ale na krótko,może sposób na małe pranie mózgu?



Idę pobiegać...