Dodaj do ulubionych

Samozapłon!!!

06.09.04, 11:13
Nie bylo mnie dwa tygodnie i tu takie zaleglosci!!! I widze, ze tak jak nam
przybywa watkow, tak byłe sa coraz bardziej zjadliwe. Jakas prawidlowosc? wink
Ale nie o tym chcialam pisac. Co wy, moje wspoltowarzyszki i !ostatnio!
wspoltowarzysze niedoli, co o tym sadzicie. Mala byla u nas jakis czas temu,
a ze jest dzieckiem z gatunku:Chce, daj, to moje, teraz, klamiesz, juz cie
nie kocham, to nie wyrobily moje skolatane nerwy i dostala klapsa, chociaz
powiedzmy sobie szczerze, bylo to raczej pro forma, takie klepniecie, w zyciu
bym sie nie odwazyla jej np. wlac tak jak to zrobil jej ojciec gdy wrocil z
pracy. Kwestie lania dla dzieci zostawmy na boku. Moze na inny raz. Chodzi o
to, ze po tym zajsciu odbylo sie kilka rozmow i Mala zrozumiala i wydawala
sie byc pogodzona z tym faktem. Blad. Pierwszy blad. Nie ufaj obrazonemu
maluchowi. Oczywiscie wszystko opowiedziala mamie. No i wczoraj, pojechalismy
po nia, a ta jak nie wyskoczy z klatki i z buziaczkiem na mnie: ty su***
jeszcze raz uderzysz moje dziecko to cie zaj***. Oczy mi sie otwarly ze
zdziwienia, moj facio mowi do niej: magda przeciez o tym mowilismy, nie wiesz
jaka byla sytuacja, a ona dalej swoje. Ja sie nie dozywalam choc mialam
ochote wytargac ja za wlosy!!! Na koncu krzyczala za mna: ty gruba babo,
zadzwonie do greenpeace,ze M trzyma w domu nielegalnie wieloryba (dodam, ze
nie jestem gruba w sensie wieloribim, ot nie jestem chudzizna, mam taka
dziwna budowe po mamie - dosc szerokie biodra) i zadzwonie do twoich
starych!!! Grrr! M prawie ekslpodowal, samozaplon, normalnie. Wieczorem
zadzwonila i powiedziala, ze nie wyobraza sobie komunii malej, bo ona mnie
nie zaprosi, oczywiscie najblizsza rodzina si, ale ja nie. M sie pyta : a
twoj gach? ONA: no przeciez on ja wychowuje!!! Aha. Ja tylko swiece oczami i
kupuje prezenty. Mierzi mnie jak pomysle, ze M ma tam pojsc! Sam. On mowi, ze
to swieto malej. No niby tak, tylko czemu ja znowu dosatej po dupie? I
jeszcze cos, wmowila sobie, ze dostala jakies eski z netu ode mnie i ze mam
jej nie gnebic. No nie znosze jak mi sie cos wmawia!!! Dziewczyny!!!
Obserwuj wątek
    • edzieckokarenina Re: Samozapłon!!! 06.09.04, 12:15
      Alka-zasada numer 1: dzieci się nie bije.
      Zasada nr 2-patrz zasada nr 1.
      Nie ma tu zadnego tłumaczenia-klaps(nawet "delikatny") to wyładowanie na
      dziecku swojej agresji.Piszesz,że dziecko jest "na nie"-takie są dzieci, raz
      miewają lepsze nastroje,raz gorsze-trzeba mieć duzo cierpliwości, ale rączki
      należy trzymać przy sobie.
      Dorosłych chyba nie bijesz po pupach kiedy mają inne zdanie niż Ty?wink

      " No niby tak, tylko czemu ja znowu dosatej po dupie? "
      - i jak się czujesz dostając "po dupie"?(czyż to nie analogiczne do klapsa?)
      • alka23 Re: Samozapłon!!! 06.09.04, 12:37
        ok, zdaje sobie z tego sprawe i przyznaje sie do tego, dlatego mowilam zostawmy
        to na inne posiedzenie. to sie stalo, jestesmy ludzmi, czasem zdarza nam sie
        popelniac bledy, no nie? A poza tym przyznam sie szczerze, dopoki nie mialam az
        tak bliskich kontaktow z dziecmi, uwazalam, ze to karygodne bic dzieci. z
        perspektywy wydarzen wydaje mi sie, ze ciezkosc pasa mojego taty, byla
        skuteczniejszym srodkiem w wyprowadzeniu mnie na ludzi, niz tlumaczenia mamy.
        MOze bylam krnabrnym dzieckiem? smile
        • jayin Re: Samozapłon!!! 06.09.04, 14:40

          alka23 napisała:

          > z perspektywy wydarzen wydaje mi sie, ze ciezkosc pasa mojego taty, byla
          > skuteczniejszym srodkiem w wyprowadzeniu mnie na ludzi, niz tlumaczenia mamy.
          > MOze bylam krnabrnym dzieckiem? smile

          Może ja też?smile Bo więcej pamiętam "nauk" wynikających z tych "dyscyplin" niż
          tłumaczeń "słownych". Chociaż ciężkość pasa mojego ojca tudzież ręki ("Nie bij
          dziecka reką, bo przetrącisz! Lepiej pasem!" - słowa mojej babcisuspicious>wink - była wg
          mnie zbyt MOCNA suspicious To o ile dzisiaj nie wyobrażam sobie takiego lania, jakie ja
          dostawałam - i w ogóle najlepiej żadnego lania, o tyle ZWYKŁY klaps nie jest
          dla mnie żadnym sprzeniewierzeniem się zasadom społecznymtongue_out
          Oczywiście jeśli chodzi o WŁASNE dziecko.

          W przypadku obcych dzieci - tak jak tutaj - w ogole nie dopuszczam mysli o
          nawet tak mikrym "wymiarze sprawiedliwosci" - od tego ma ojca. Ja nie ruszam.
          Nie moje.

          W tym układzie Ex i słusznie miała pretensje że to TY dałaś klapsa dziecku, ale
          totalnie niesłuszny i śmieszny był sposób w jaki te pretensje wyraziła...wink
          Może sama nie dostawała lania jak była młoda, a tłumaczenia nie wpłynęły na nią
          nijak i jej zachowanie teraz pozostawia wiele do życzenia?...smile

          pozdr.

          J.
          • chalsia Re: Samozapłon!!! 06.09.04, 15:39
            > W tym układzie Ex i słusznie miała pretensje że to TY dałaś klapsa dziecku,
            ale
            >
            > totalnie niesłuszny i śmieszny był sposób w jaki te pretensje wyraziła...wink

            Taaaa, skoro Alka przyznaje, ze kapryśne dziecko tak ją wyprowadziło z
            równowagi, ze zachowała się nieadekwatnie, to tym bardziej nie dziwię się matce
            dziecka w takiej sytuacji, że jej nerwy też puściły i zachowała się
            nieadekwatnie.

            Pozdrawiam,
            Chalsia

            PS. Dużo zależy od osobistego podejścia matki do klapsów. Ja np. nie akceptuję
            takich metod i zachowań w ogóle (może dlatego, że parę razy w życiu dostałam
            pasem od ojca).
            • jayin Re: Samozapłon!!! 07.09.04, 12:38
              Chalsiu - nieadekwatność - nieadekwatnością, ale...

              Wściec się na kogoś można równie dobrze bez używania inwektyw i przytyków
              personalnych. NAPRAWDĘ smile

              pozdr.

              J.
              • chalsia Re: Samozapłon!!! 07.09.04, 23:52
                > Chalsiu - nieadekwatność - nieadekwatnością, ale...
                >
                > Wściec się na kogoś można równie dobrze bez używania inwektyw i przytyków
                > personalnych. NAPRAWDĘ smile

                Jayin.

                Wściec się na kogoś /"naprostować dzieciaka" można równie dobrze bez używania
                klapów. NAPRAWDĘ smile

                Pozdrawiam,
                Chalsia
                • jayin Re: Samozapłon!!! 08.09.04, 09:04
                  chalsia napisała:


                  > Wściec się na kogoś /"naprostować dzieciaka" można równie dobrze bez używania
                  > klapów. NAPRAWDĘ smile

                  Jak najbardziej.
      • pom Wszystko pięknie tylko... 06.09.04, 12:42
        dlaczego klaps od macochy wyprowadzonej z równowagi jest ciężkim przestępstwem
        zaś tęgie lanie od ojca nie? Bo o tym pewnie córka też mamie powiedziała.
        Nie popieram bicia, sama nie odważyłabym się, nawet mi to przez mysl nie
        przeszło, by uderzyć dzieci M (zgroza!), jednak mogę sobie wyobrazić młodą,
        niedoświadczoną kobietę, która w obliczu nieznośniego parolatka, obojętnie -
        swojego czy nie, daje mu klapsa a potem tego żałuje.
        Tyle.
        I niech ta, która takimi obelgami obrzuciła Alkę, pierwsza rzuci kamieniem,
        jeśli nigdy dziecku własnemu klapsa nie dała.

        Karcenie fizyczne dziecka to jedno, zaś reakcja na to jej mamy to drugie. I
        wydaje mi się, że jedno z drugim ma mniej wspólnego, niż można przypuszczać.
        • alka23 Re: Wszystko pięknie tylko... 06.09.04, 13:09
          Bo o tym pewnie córka też mamie powiedziała.
          Tak, tate tez podkablowala, ale tu pretensji nie miala..
        • chalsia Re: Wszystko pięknie tylko... 06.09.04, 15:45
          Ja nie dałam klapsa. Mały ma 2 lata i 8 miesięcy, więc wiele jeszcze przede
          mną. Ale mam nadzieję (i bardzo się staram) by mi się tak dalej udawało.

          Pozdrawiam.
          Chalsia

          PS. Mimo wszystko, jednak jest różnica między ojcem a obcą mimo wszystko osobą.
          Wystarczy sobie wyobrazić siebie samą - to co od najbliższych może być jeszcze
          tolerowane, od osób nawet znajomych - już nie będzie.
    • lideczka_27 Re: Samozapłon!!! 06.09.04, 12:53
      Niestety nie mam jak poczytać postów, bo mi się strony otwierają kilka minut,
      więc tak krótko, od siebie:
      alka, ja wiem, że czasem dziecko potrafi doprowadzić do furii i świądu ręki.
      Ale poniosło Cię. Zrobiłaś coś, czego nie wolno - uderzyłaś cudze dziecko
      (niechby to nawet lekki klaps był, ale nie wolno Ci). Nie wiesz jak ona jest
      chowana - kto wie - może matka nigdy na nią ręki nie podnosi, nawet klapsów nie
      daje? Zresztą, mało to istotne. Co Ty powinnaś zrobić, to powiedzieć facetowi o
      wybryku córki i zostawić wyciąganie konsekwencji rodzicowi. Babka zareagowała
      ostro, ale miałaś do czynienia właśnie z matką, której dziecko zostało ukarane
      przez niekompetentną osobę. Może nie jest to bez znaczenia, że jesteś neksią i
      się wściekła jeszcze bardziej, ale zaręczam Ci, że gdybyś była do tej pory
      jakąś tam sąsiadką z piaskownicy, to też by Ci nie uszło na sucho. Ja nie
      należę to matek trzęsących się i nie wierzę w bezstresowe zachowanie, ale
      klapsy to naprawdę ostateczność i zarezerwowane są jedynie dla rodziców (czasem
      dziadków za zgodną tych pierwszych). Walnęłaś skuchę, jednym słowem. Nie
      potępiam Cię w czambuł, bo nikt święty nie jest a i czasem brak już
      cierpliwości i dzieci bywają okropne. Jednak należy zrobić wszystko, by nie dać
      się ponieść emocjom.
      Jeżeli chodzi o partnera eksi, to nie uważam, by on miał większe kompetencje
      niż Ty. Nie wiem jak to wygląda, ale jeśli Twój facet jest ojcem pełną gębą, to
      jest nieprawdą, że tamten "wychowuje" i jemu bić młodej też nie wolno. Chyba,
      że przysposobił dziecko, ale nic o tym nie piszesz – wówczas kompetencje miałby
      ojcowskie.
      W sprawie Komunii, to chyba jeszcze trochę czasu jest. Nikt Cię zapewne z
      kościoła nie wygoni - możesz iść. Twój M to ojciec, więc powinien uczestniczyć
      w święcie dziecka niezależnie od stosunków z byłą - rosołu z nią jeść nie musi.
      Zawsze może odpuścić sobie przyjęcie i zrobić drugie, np. za tydzień, dla gości
      ze swojej strony (dziadkowie, Ty, jego rodzeństwo itd.). Myślę, że w tej
      sytuacji to by było dla Was najlepsze.

      pozdrawiam
      lidka
      • lideczka_27 miało być "bezstresowe wychowanie" n/t 06.09.04, 12:56

      • alka23 Re: Samozapłon!!! 06.09.04, 13:12
        Moze jeszcze gwoli wyjasnienia, sytuacja ta miala miejsce gdy do domu przyszla
        moja klientka (wspomagam sie finansowo czeszac ludzi na rozne imprezy) a Mała
        urzadzila szol: teraz mi czytaj. Nawet rozmawiac nie szlo (ona ma bardzo
        donosny glos i trudno ja nawet przekrzyczec!) nie wiem.. po prostu rece
        opadaja.. Z ta komunia to dobry pomysl, dzieki wink ale jej utzemy nochala!!!
        • jayin Re: Samozapłon!!! 06.09.04, 14:49
          alka23 napisała:

          > Moze jeszcze gwoli wyjasnienia, sytuacja ta miala miejsce gdy do domu
          przyszla moja klientka (wspomagam sie finansowo czeszac ludzi na rozne imprezy)
          a Mała urzadzila szol: teraz mi czytaj. Nawet rozmawiac nie szlo (ona ma bardzo
          > donosny glos i trudno ja nawet przekrzyczec!) nie wiem.. po prostu rece
          > opadaja..

          No to ja to chyba okropna jestem i co z tego, że akurat MNIE się młoda w domu
          slucha, a rodziców nie.. Ale jestem okropna bo stosuję OKROPNE metody...smile
          Ze dwa razy mi się zdarzyło, że byłam u rodziców, młoda szalała jak szatan,
          przyszli do matki klienci, zeby załatwić wesele - młoda od razu - pełna
          absorbcja uwagi matczynej, a łagodne perswazje typu: "Idź do swojego pokoju,
          porysuj trochę, mama porozmawia z państwem i zaraz się tobą zajmie..." nie
          odniosły skutku. Dopiero jak Niedobra J wzięła młodą w pół i wyniosła do jej
          pokoju, dała kredki, blok i zamknęła drzwi, z przykazaniem nie wyściubiania
          nosa dopoki nie przyjdę po nią - młoda się obraziła, ale drzwi zamknięte, wyjsc
          nie mogła - no i wysiedziała spokojnie dopoki po nią nie przyszłam.
          Kolejny raz próbowała też przeforsowac swoją osobę w takiej sytuacji, ale
          Niedobra J spojrzała groźnie, pokazała palcem własciwy kierunek,
          powiedziała: "Idź do siebie." - młoda zrobiła minę pod tytułem: "Okropna
          jestes!" po czym grzecznie poszła do siebie.

          No, ale tak to tylko przy mnie "grzecznieje", bo ja okrutna jestem... jak
          widać...wink
          A przy mamie szaleje i ma w nosie jej łagodne i LOGICZNE tłumaczenia.

          Swoją drogą nie wiem, dlaczego jak my z siostrą byłyśmy małe, to mama miała
          inne metody wychowawcze. Ojciec zresztą też. A przy tej młodej naszej zupełnie
          ogłupieli i dają sobie na głowę wchodzić smile Co za swiat.
          • alka23 Re: Samozapłon!!! 06.09.04, 15:24
            Jayin! stanowczosc nie skutkuje! wyrzucisz dzrwiami, wejdzie oknem. ONA sie po
            prostu nie slucha. NIkogo, no moze troche oprocz ojca!!!
    • m-m-m Re: Samozapłon!!! 06.09.04, 15:04
      Odpowiem Ci jako była pasierbica: nie wyobrażam sobie, by kiedykolwiek mój
      ojczym mógł mnie uderzyć. Gdyby kiedykolwiek to zrobił, pamiętałabym mu to do
      końca jego dni, bo co wolno rodzicom to wara macochom i ojczymom.
      A teraz jako macocha: nawet jak pasierb mnie irytuje, a mieszkam z nim od 5
      lat, staram się mu tłumaczyć, jak to nie skutkuje - sprawę przedstawiam jego
      ojcu, bo nie wyobrażam sobie wobec niego jekiejkolwiek agresjii fizycznej, czy
      słownej.
      Teraz problem będzie inny: u małej masz krechę. Będzie Ci to pamiętała bez
      względu na to, co jej mamusia o tym sądzi. Nawet gdyby Cię jej matka nie
      potępiła to mała na zawsze sobie to zapamięta.
      Co do komunii: znowu jako pasierbica sie odezwę: mój ojciec był SAM na mojej
      komunii i tylko on był zaproszony.
      I znowu jako macocha: zapytałabym dzieciaka, czy chce, abym przyszła na tę
      uroczystość.
      W Twojej sytuacji: nie poszłabym na tę uroczystość, bo niby w jakim charakterze
      miałabym tam być? I czemu na obecności na tej komunii tak Ci zależy?
      Wnioski: nie pozwól Twojemu M. by zostawiał małą tylko z Tobą. Mała może to
      matce powtarzać, a więc wtedy dopiero będą jakieś "wmawiania".
      Odizoluj się od kontaktu z ex i staraj się nie zostawać z dzieckiem sama.
      • alka23 Re: Samozapłon!!! 06.09.04, 15:23
        nie mam nic przeciwko jego bytnosci na komunii malej, natomiast mam przeciwko
        jego przebywaniu z nia. tylko tyle w zasadzie. A dziecko tak mnie ostatnio
        fochami irytuje, ze juz jest mi wszystko jedno czy mam kreche czy nie, u mnie
        na te krechy sie kartka skonczyla. moze mnie udusicie za egoizm i wyrodnosc,
        ale ja czuje ze ta sytuacja mnie przerasta
        • chalsia Re: Samozapłon!!! 06.09.04, 16:12
          > ale ja czuje ze ta sytuacja mnie przerasta

          To idź do psychoterapeuty. Ty masz problem i tylko Ty (z pomocą M) możesz go
          rozwiązać. Najłatwiej jest zwalać winę na innych.

          Pozdrawiam,
          Chalsia

          PS. Rady mmm są naprawdę dobre.
        • m-m-m Re: Samozapłon!!! 06.09.04, 17:19
          Poczytaj sobie coś z psychologii dziecka, które ma rozwiedzionych rodziców,
          albo istotnie idź do psychoterapeuty. Możesz też zmienić faceta na innego,
          który dzieci miał nie będzie...
          Masz wybór: zaakceptować, albo zaakceptować istnienie małej (a potem dużej) w
          życiu Twojego M...
    • lilith76 Re: Samozapłon!!! 06.09.04, 16:52
      też jestem po kilkudniowej nieobecności na forum smile
      przez cały dzień portal gazety sprawia psikusy i nawet zaległości nie mogę
      spokojnie przeczytać, i krew mnie zalewa smile
      teraz co do tematu wątku. trochę rozumiem jak to jest. ostatnio byliśmy cztery
      dni nad morzem na wyjeździe firmowo-integracyjnym i nikt nie miał nic przeciwko
      zabraniu dzieciaków M. spacer promenadą to omijanie co metr straganu z
      zabawkami albo budki z lodami... Mały - czterolatek - ma uroczy nawyk płaczu i
      dzikiego wrzasku w momencie gdy coś mu się odmawia. taki wiek - MAM NADZIEJĘ. w
      takiej sytuacji, gdy ja nie wiedziałam co począć, M wziął mnie za rękę i
      powiedział "zostaw go, idziemy dalej" i wyjący Mały szedł za nami kilka metrów
      aż się uspokoił. takie obrażanie - głośne lub mniej widowiskowe jest u niego na
      porządku dziennym. nie wiem, czy w tym wieku to naturalne zachowanie i z tego
      się wyrasta.
      kolejnego dnia wyszłam z nimi na popołudniowy spacer sama i przedtem mocno to
      przemyślałam bo truchlałam na myśl co Mały wykręci. przez cały czas, oboje byli
      grzeczni i do opanowania. przed wyjściem zaznaczyłam, że mam mało pieniędzy i
      nie będzie wielkiego kupowania. ale to były dwie godziny napiętych nerwów smile
      Mała - sześciolatka - poczęstowała mnie kiedyś zdaniem: "nie możesz nic mi
      zabronić, bo nie jesteś moją mamą". poinformowałam ją, że owszem, ja nie mogę,
      ale tata jak najbardziej i będę z tego korzystać.
      długie te opisy, ale widzisz - ja też nie wyobrażam sobie dawania klapsa,
      któremuś z nich, choć każde jest ruchliwe, uparte i potrafi przyprawić o zawał
      serca. może dlatego, że jestem ich "macochą" krótko i mam jeszcze cierpliwość,
      ale rozumiem jak to jest gdy małe dziecko wytrąca cię z równowagi. jednak,
      nawet własnemu rodzicowi się pamięta klapsa, co dopiero osobie "przyszywanej".
      do komunii jeszcze może zdąrzysz oddać pasierbicy nerkę i wszyscy będą cię
      wychwalać pod niebiosa smile. wiele się może zdarzyć. na lepsze i na gorsze.
      • lara27 Re: Samozapłon!!! 06.09.04, 19:27
        Wiesz jakby moje dziecko powiedziało mi że ktoś je uderzył bądz ostro
        potraktował krzykiem to nie jestem sobie w stanie wyobrazić swojej reakcji.
        Zawsze sobie to wyobrażam jak mam "nerwa" na małego. Uważam że nie mam prawa bo
        to NIE MOJE DZIECKO. Ale no cóż stało się i masz pewnie poczucie winysad Napiszę
        Ci co bym zrobiła na Twoim miejscu. Jakby sprawa trochę ucichła zadzwoniłabym
        do eksi i wyjaśniła jej co się stało jak się mała zachowywała i że puściły mi
        nerwy Stało sięcrying i że nie miałam prawa tego zrobić.
        Małą zabrałabym do kina na lody bądz gdziekolwiek gdzie lubi w ramach
        przeprosin i szczerej rozmowy która jest koniecza w celu wyjaśnienia dlaczego
        tak postąpiłam i że nie powinnam tego robić i czego ona również nie powinna
        robić.
        Z czasem wszystko będzie ok.

        lara
        • mamaadama4 Re: Samozapłon!!! 06.09.04, 21:01
          Synów mojego męza przez te prawie 10 lat nie tknęłam, nawet im awantury nie
          zrobiłam. Ale nie dlatego, że nie zasłuzyli czy nie miałam na to ochoty.
          Zostało ustalone, że o wszelkich przewinieniach itd mam mówić ich ojcu a on sie
          z nimi rozmówi. W naszej sytuacji gdy dzieci własciwie z nami mieszkaja a mj
          mąz wraca bardzo późno albo czasami nie ma go 2,3 dni sytuacja jest kuriozalna.
          Ręka czy język świerzbi, żeby cos zrobić a jak ojciec ich wraca i jest okazja,
          zeby powiedziec co się stało to wszystko rozchodzi sie po kościach. U nas
          błędem - nie wiem juz czyim było narzucenie mi roli opiekuna bez mozliwości
          egzekwowania obowiązków czy zachowań. Efekty sa jakie są a mnie często trafia.
          Co do zachowania waszej eksi - nie dziwię się, że sprzeciwiła się dawaniu
          klapsa przez ciebie, natomiast co do formy - cóż, czy to wogóle da się
          skomentować?
    • pelaga Re: Samozapłon!!! 06.09.04, 21:11
      alka23 napisała:

      > Mala byla u nas jakis czas temu,
      > i dostala klapsa
      > w zyciu
      > bym sie nie odwazyla jej np. wlac tak jak to zrobil jej ojciec gdy wrocil z
      > pracy.

      Czyli dziecko bylo pod Twoja opieka, a nie ojca, z tego wynika. Jak dla mnie
      nie do przyjecia, choc mam dosc dobre zdanie o Next. Sens odwiedzin widze, gdy
      czas dziecko spedza z ojcem.

      > Kwestie lania dla dzieci zostawmy na boku. Moze na inny raz.

      Dla wyjasnienia napisze, ze nie jestem zwolenniczka wychowania bezstresowego i
      moj Mlody dostaje czasem, jak juz mocno przegnie, w skore. Moze to i
      nienajlepszy sposob wychowawczy, ale czasem dziala.

      > No i wczoraj, pojechalismy
      > po nia, a ta jak nie wyskoczy z klatki i z buziaczkiem na mnie: ty su***
      > jeszcze raz uderzysz moje dziecko to cie zaj***.

      Powiem tak, gdyby moja Next uderzyla moje dziecko nie dostalaby takiego
      ostrzezenia. Nie wyszalaby z tego zywa. NIKOMU nie pozwalam bic mojego dziecka.
      NIKOMU. A juz obcy czlowiek na pewno zaplacilaby slona kare za taki czyn.
      I wcale sie nie dziwie, ze Wasza Exie ponioslo. Ciebie moglo poniesc AZ tak,
      zeby przylac Malej, a jej nie moglo poniesc tak, zeby Ci nawtykac???
      Ja osobisci bym Ci oczy wydrapala pewnie. A ex bez nakazu sady by dziecka nie
      dostal. I pewnie jak urodzisz swoje dziecko to wtedy to zrozumiesz.
      Tym bardziej, ze nie wiadomo, jak Mloda przedstawila to wszystko matce.
      Acha i to samo spotkaloby mojego exa, gdyby podniosl reke na dziecko, ktorego
      nie wychowuje.

      > M sie pyta : a
      > twoj gach?

      Czyli Ty pelnoprawna, ale jej partner to gach??? Pokretna logika.

      > ONA: no przeciez on ja wychowuje!!!

      Z tym sie nie zgodzilabym tez zupelnie. Moj partner nie podnioslby reki na
      mojego syna, bo wie, ze potem juz nie bylby moim partnerem. Powtorze sie, ale
      NIKOMU, poza mna nie wolno bic mojego dziecka. Bo to dziecko wychowuje tylko ja.

      > Mierzi mnie jak pomysle, ze M ma tam pojsc! Sam. On mowi, ze
      > to swieto malej.

      Wiesz ja naprawde NIC nie mam do Next, ale przez mysl mi nie przeszlo zeby ja
      zapraszac na komunie Mlodego. Ona i ex nie uwazali za sluszne zaprosic dziecka
      na swoj slub, w imie czego Mlody mialby ja na komunie zapraszac???
      Strasznie to wszystko trudne. Moze moj post pisany z punktu widzenia ex nie
      dociera latwo, bo z drugiej strony barykady, ale to samo tylko delikatniej
      zdecydowanie napisala nieoceniona jak zawsze Lideczka smile))
      Pozdrawiam
      • alka23 Re: Samozapłon!!! 07.09.04, 09:43
        >
        > > M sie pyta : a
        > > twoj gach?
        >
        > Czyli Ty pelnoprawna, ale jej partner to gach??? Pokretna logika.
        >
        Moze rzeczywiscie wyszlam na wredna next, tyle, ze takie sytuacje nie sa od
        dzis i juz powoli jestem zmeczona jej wyzwiskami, bo jak wytlumaczysz fakt, ze
        nas oboje chce pozwac do podwyzki alimentow (nie jestemy malzenstwem) a
        jej "mezczyzna", z ktorym de facto mieszka, jest jej tylko kolega. Czyli co?
        Kolega czy facet na zycie? punkt widzenia od punktu siedzenia?

        > Wiesz ja naprawde NIC nie mam do Next, ale przez mysl mi nie przeszlo zeby ja
        > zapraszac na komunie Mlodego. Ona i ex nie uwazali za sluszne zaprosic
        dziecka
        > na swoj slub, w imie czego Mlody mialby ja na komunie zapraszac???

        Ja nie wyobrazam sobie nie zaprosic Małej na slub bo jej tata by mi tego nie
        wybaczyl, choc swoja droga sama ze swojej perspektywy uwazalabym to za
        nienormalne, bo przeciez to jego dziecko...
        • pelaga Re: Samozapłon!!! 07.09.04, 21:12
          alka23 napisała:

          > Moze rzeczywiscie wyszlam na wredna next

          Dla mnie po prostu zrobilas cos, czego zrobic nie powinnas byla. Kazdy z nas
          popelnia bledy, czasem nawet te niedopuszczalne.

          > , tyle, ze takie sytuacje nie sa od
          > dzis i juz powoli jestem zmeczona jej wyzwiskami,

          Wyzwisk nie popieram. Ale nie wiem, jak zareagowalabym, gdyby ktos uderzyl
          Mlodego, nie jestem sobie w stanie tego wyobrazic. A wiemy o sobie tyle, na ile
          nas doswiadczono...

          > bo jak wytlumaczysz fakt, ze
          > nas oboje chce pozwac do podwyzki alimentow (nie jestemy malzenstwem)

          Nawet gdybyscie byli malzenstwem nie umialabym tego wytlumaczyc, bo moim
          zdaniem Ty nie masz obowiazku ani utrzymywac, ani wychowywac nieswojego dziecka.

          > a
          > jej "mezczyzna", z ktorym de facto mieszka, jest jej tylko kolega. Czyli co?
          > Kolega czy facet na zycie?

          A jakie to ma znaczenie??? Kolega, czy partner tez nie ma obowiazku
          utrzymywania nieswojego dziecka. To jej zycie, a Wasze jest Wasze, ja bym sie
          nie wtracala.

          > punkt widzenia od punktu siedzenia?

          Zawsze wink))))))))))))))

          > Ja nie wyobrazam sobie nie zaprosic Małej na slub bo jej tata by mi tego nie
          > wybaczyl, choc swoja droga sama ze swojej perspektywy uwazalabym to za
          > nienormalne, bo przeciez to jego dziecko...

          Zgadzam sie z Toba. Ja rowniez nie wyobrazam sobie sytuacji, w ktorej nie
          wzielabym swojego dziecka na swoj slub, a to przeciez sytuacja dokladnie taka
          sama, jedno z rodzicow bierze slub. Ale ludzie sa rozni.
          Mysle, ze gdyby moj ex zachowywal sie normalnie i szanowal dziecko, nie
          mialabym NIC przeciwko obecnosci Next na komuni, ale oni sami wybrali...

          A co do Twojej sytuacji uwazam, ze nie powinnas NIGDY wiecej pozwolic sobie na
          uderzenie dziecka swojego M i ograniczyc do minimum kontakty z Ex.

          Pozdrawiam
          • alka23 Re: Samozapłon!!! 08.09.04, 08:13
            One sa ograniczone do minimum, ona nawet i na cale szczescie nie zna mojego
            numeru, ani kom ani dom, a ze zaraz po odbiorze malej jedziemy na urodziny do
            kogos... Przeciez nie bede stac za rogiem!!! No i cos jeszcze: jestem w stanie
            zrozumiec jej agresora po tym co sie stalo, tyle, ze tak miedzy nami, gdyby nie
            to, znalazlaby cos innego, byle sobie powrzeszczec i wykorzystac okazje ze mnie
            widzi. Sadze ze jesli uklady sa zdrowe ze wszystkich stron, to tez jest inne
            spojrzenie na sprawe, i chetnie bym wyjasnila co sie stalo i przeprosila! A
            tak, ja sama juz powiedzialam ze w zyciu nie zostane juz z małą sama! Co
            oczywiscie tylko utrudnia, bo M pracuje w kazdy weekend, wiec przy dobrych
            wiatrach bedzie ja mial tylko przez jeden dzien. NIe czuje sie winna, po prostu
            nie umiem zajmowac sie dziecmi.
            • wipsania Re: Samozapłon!!! 08.09.04, 14:05
              Jako macocha z długim stażem opowiadam się za ograniczeniem kontaktów z ex.
              Piszesz, że minimum - spróbuj jeszcze bardziej. Ja stałabym za rogiem i nie
              wchodziłabym nawet do klatki schodowej, nie mówiąc o mieszkaniu. To bardzo
              możliwe, że ex spróbuje jeszcze nie raz "poużywać sobie" na twojej osobie, ale
              exie tak często miewają. jak nie będziecie odpowiadać na zaczepki, to może z
              czasem jej przejdzie.
              Nie wiem, dlaczego zabieracie małą na cały weekend, jeśli ojciec może jej
              poświęcić tylko niedzielę. Piszesz, że ex o tym wie - czy to znaczy, że
              traktuje wasz dom jak przechowalnię, bo tak akurat jest jej na rękę?
              Rozumiem, że Twojemu M. bardzo zależy na kontaktach z dzieckiem i to jest
              chwalebne, ale nie powinien Ciebie obarczać opieką, zwłaszcza że - o ile dobrze
              zrozumiałam - nie jesteście za bardzo zżyte i musisz i tak w tym czasie
              pracować. Co innego raz na jakiś czas, bo sytuacja awaryjna, coś nagle wypadło.
              Moim zdaniem to nie powinno tak wyglądać, ale nie znam okoliczności....

              W
              • wipsania PS 08.09.04, 14:11
                Miałam oczywiście na myśli brak kontaktów w sytuacjach konfliktowych. Podobno
                bywają zaprzyjaźnione ex i next, ale to inna bajka...
                W
                • jayin Re: PS 08.09.04, 14:59
                  wipsania napisała:

                  > Miałam oczywiście na myśli brak kontaktów w sytuacjach konfliktowych. Podobno
                  > bywają zaprzyjaźnione ex i next, ale to inna bajka...

                  Ja mam bardzo fajną Next smile z którą się przyjaźnimy. A poznałyśmy się dopiero
                  przedstawione przez "naszego" A.
                  Ale fakt, że nie byłam żoną A. Chociaż sporo lat byliśmy razem.
                  Natomiast Magda - mam nadzieję, żoną będzie - bo to niezła i dobra osoba. W sam
                  raz dla A.smile

                  Zastanawia mnie czasem, dlaczego łatwiej jest przyjaźnić się Next i Ex - jeśli
                  nie wchodziło w grę małżeństwo wcześniej, acz te Ex-związki nierzadko dłuższe
                  bywają, niż niektóre Ex-Małżeństwa - a w przypadku małżeństwa, Next i Ex
                  najczęściej (NIE ZAWSZE) jakoś nie mogą się "s-tolerować"...
                  A może mam złe przykłady do obserwowania smile

                  J.
                  • wipsania Re: PS 08.09.04, 15:21
                    U mnie też jest coś na rzeczy w tej sprawie. Do next nic nie mam, chociaż
                    trudno powiedzieć żebyśmy się przyjaźniły - po prostu kontakty sporadyczne.
                    Może dlatego, że nie mieliśmy z exem dzieci? Nie ma pola do nowych konfliktów,
                    zarzutów itp.
                    No ale z ex mojego M. inna para kaloszy. W końcu "ukradłam" jej M.
                    W
              • alka23 Re: Samozapłon!!! 08.09.04, 14:55
                > Nie wiem, dlaczego zabieracie małą na cały weekend, jeśli ojciec może jej
                > poświęcić tylko niedzielę. Piszesz, że ex o tym wie - czy to znaczy, że
                > traktuje wasz dom jak przechowalnię, bo tak akurat jest jej na rękę?

                No cos w tym stylu.. raczej kwestia odetchniecia od dziecka. Zreszta sama
                wiesz, kazda sytuacja jest inna. Nasza EKS caly czas mowi zebysmy sobie
                dziecko "zabrali" a jak juz sie w koncu wkurzylismy i powiedzielismy ok to
                zrobila histerie ze chcemy jej dziecko zabrac. Ale bardzo czesto nam
                ja "podrzuca" bo akurat nie ma co z nia zrobic..

                > Rozumiem, że Twojemu M. bardzo zależy na kontaktach z dzieckiem i to jest
                > chwalebne, ale nie powinien Ciebie obarczać opieką, zwłaszcza że - o ile
                dobrze zrozumiałam - nie jesteście za bardzo zżyte i musisz i tak w tym czasie
                > pracować.

                moj M ma z glowa na punkcie tego dziecka i to jest jeszcze jeden z powodow dla
                ktorych go tak kocham. Bardzo czesto jest tak ze ja sie nia zajmuje, mi to nie
                robilo roznicy bo w gruncie rzeczy mialam bardzo dobry kontakt z mala, az do
                tej sytuacji, ktora de facto tez zdazylysmy sobie wyjasnic.. tylko ze
                wystarczylo zeby poszla do mamy
    • wipsania Re: Samozapłon!!! 06.09.04, 23:21
      Przyznaję - swoją Małą klapnęłam parę razy. Gorzej - bywało, że ogarniała mnie
      dzika furia, kiedy zrobiła coś głupiego wtedy traktowałam ją ostro i oczywiście
      niesprawiedliwie. Natomiast nigdy nie podniosłam ręki na syna M., właściwie
      przez tyle lat nie miałam z nim tak naprawdę większych utarczek. Zachowywał się
      raczej ok w stosunku do mnie chociaż wiadomo, że bywał czasami nieznośny, jak
      to dzieci potrafią. M. też nigdy go nie bił - raz czy dwa widziałam, jak dał
      mu - jakby to powiedzieć... po łapach.
      Jeśli coś mi się nie podobało w zachowaniu Młodego, to próbowałam o tym
      rozmawiać z M. - z różnym zresztą skutkiem, bo on bagatelizował sprawy, które
      mnie się wydawały dość ważne. Nigdy bym nie podniosła ręki na Młodego, tak jak
      i zresztą na zupełnie obce dziecko.
      Na jego komunii nie byłam i do głowy by mi nie przyszło na nią się wybierać.
      Byłam natomiast na ślubie i weselu, ponieważ Młody mnie na nie zaprosił.
      Dawniej zdarzało się, że zostawał sam ze mną - ba, kiedy M. wyjechał na kilka
      miesięcy widywałam się z Młodym u rodziców M. i bardzo chętnie chodził ze mną i
      moim psem na spacery.
      Moja Mała nie znosi, kiedy pracuję, a ona akurat chce, żebym się nią zajęła.
      Tak to już jest chyba u wszystkich dzieci. Rozumiem, że Małą Twojego M. miał
      się zajmować ojciec i z jakichś powodów tego nie robił, tylko przekazał zadanie
      Tobie, Ty zaś też się z tego nie wywiązywałaś, bo miałaś zmiar olać ją i
      pracować.
      Dlaczego jeździsz z M. po Małą? Po co chcesz koniecznie być na komunii? Żeby
      pokazać ex, kto tu teraz rządzi?
      Ja się reakcji ex nie dziwię. Też bym zabiła, gdyby jakaś baba uderzyła moje
      dziecko
      W
      • alka23 Re: Samozapłon!!! 07.09.04, 09:48
        NIestey nie jestemy w tej komfortowej sytuacji, ze nie musimy pracowac. Musimy.
        Nawet w weekendy. Ot, zycie. Ex wie o tym, ze zajmujemy sie nia na zmiane. Ex
        reaguje tak niezaleznie czy slonce swieci czy pada deszcz, ma taki styl. I to
        irytuje, bo ja juz przyznalam ze zrobilam zle. Wiem i chetnie bym sie za to
        ukorzyla, tyle, ze no coz.. nie dala mi dojsc do slowa, a ja przekrzykiwac sie
        przez histeryczke nie bede.
      • alka23 kontra 07.09.04, 09:54
        musze jeszcze cos dopisac, mysle, ze te pare zdan nie potrafi oddac calej tej
        sytuacji. Jak mam traktowac powaznie kogos kto krzyczy za nami, nie raz, nie
        dwa, ze roz***li ten p** zwiazek? Tak bez powodu? Bo Mowilam, ze to jest dla
        mnie problemem, swiadomosc ze jest ktos kto tak bardzo mnie nienawidzi! W
        sumie, za nic, poznalam go po rozwodzie, juz nic do siebie nie mieli, no moze
        oprocz zalu i zlosci. Dowcip z wczoraj dziewczyny: sMS, zgadnijcie od kogo:
        zadzwonie do greenpeace ze trzymasz w domu wieloryba, do jej pracy, zwolnia ta
        s***. Dziewczyny tu nie chodzi o to, ze ja zrobilam zle, bo doskonale zdaje
        sobie z tego sprawe. Chcialabym wierzyc, ze wszytskie jestescie takie
        krysztalowe jak wynika z postow i oddane sercem rodzinie i tylko jej sie
        poswiecacie. Nie stac mnie na psychoterapeute. Gdyby bylo mnie stac nie
        siedzialbym tutaj..
        • lilith76 Re: kontra 07.09.04, 10:42
          klaps to jedno, a zachowanie eks to drugie. jej zagrywki są poniżej poziomu i
          nawet nie ma sensu z tym polemizować, argumentować, bo ten typ człowieka nie
          zrozumie. nie ten poziom.
        • lideczka_27 Re: kontra 08.09.04, 22:33
          alka, tu nie chodzi o kryształowość, bo jeszcze nie spotkałam człowieka
          idealnego. Jak będziesz matką i ktoś Ci dzieciaka trzepnie, to zobaczysz, że to
          jest wkurzające i przykre. Reakcja matki zależy od wielu czynników, nawet
          wymieniać nie muszę. Ja np. na pewno bym nie wrzeszczała (nie umiem), ale
          potrafię bardzo spokojnie i dobitnie dogadać tak, że ponoć w pięty idzie.
          Wiesz - taki "kulturalny chłód" wink
          Wiem, co czujesz, bo miałam to samo - chłop beznadziejną ma pracę i by te
          kontakty trzymały się jakoś kupy, musiałam z dzieckiem siedzieć. Sama. Akurat
          nasza eksia wiedziała, pasiło jej; nawet jak M. nie mógł się zająć młodą, to do
          mnie dzwoniła, bo miała plany i chciała młodej się pozbyć. Ale teraz, z
          perspektywy czasu, innym macochom odradzam. Ojciec nie może? Trudno. To jego
          czas. Nie może, więc dziecka nie widzi, a nie żeby wyręczać. Czemu to piszę? Bo
          więcej z tego szkody niż pożytku. Dla kogo? Ano głównie dla macochy. U nas było
          tak: M. brał młodą np. na dwa dni. Taka niby ciągłość. Ale w ciągu tych dwóch
          dni miał dwugodzinną pracę po godzinach (z młodą siedziałam ja) i np. nockę,
          gdzie spałyśmy same. Niby korona mi z głowy nie spadła przez te 2 godziny i
          noc, ale z dziećmi różnie bywa. A jakby w nocy wymioty miała? Jakieś choróbsko,
          szpital? A idź Ty, ja na Twoim miejscu bym się nie pisała. Ty jesteś suką, ja
          byłam wstrętną obca kobietą. No i też telefonicznie eksia oznajmiła, że zrobi
          wszystko, by nas zniszczyć (no, kulturalniejsza była od Twojej wink Wiesz,
          choćbym kogoś nie wiem jak nie darzyła sympatią, to na taki gest bym się nie
          zdobyła. Na taką... szczerość. Tyle, że to akurat dobre było dla nas, bo raz,
          że człowiek znał realne zagrożenie, a dwa, M. nagrywał rozmowy telefoniczne, by
          uciąć szantaże i groźby, które po pewnym czasie stały się już dość przykre.
          Myślę, że przede wszystkim dla TWOJEGO dobra powinnaś odpuścić. Wiem, że czasem
          facetowi trudno odmówić (zwłaszcza jak wjeżdżają na ambicję dobrem
          poszkodowanego, stęsknionego dziecka – ich ukochanego dziecka), ale my nie
          zasługujemy, bo potem doświadczać takich nieprzyjemności. Dystans. Gdybym
          zaczynała od nowa – postarałabym się go zachować. Być może ominęłoby mnie dużo
          złych rzeczy, o których już wspominać nie chcę.

          Pozdrówka
          Lida
          • alka23 Re: kontra 09.09.04, 08:46
            No wlasnie problemem jest to ze ja sie dopiero wszystkiego ucze. To chyba
            zawsze jest trudno zjamowac sie dzieckim "od srodka". Niestey, kielich porazki
            musimy wypic same, nikt nam go nie oslodzi.
        • m-m-m Re: kontra 09.09.04, 08:50
          Jak mam traktowac powaznie kogos kto krzyczy za nami, nie raz, nie
          > dwa, ze roz***li ten p** zwiazek? Tak bez powodu?


          Z moich doswiadczeń: ex mojego M. też pozwalała sobie na takie niecenzuealne
          zachowanie i tez jej celem było rozwalenie tego związku. Powód był: chęć
          pozbawienia szczęścia z inną, złośliwie. Ale teraz popatrz na to inaczej: co
          tak naprawdę może ona zrobić poza tymi chamskimi odzywkami?
          A niby dlaczego ona ma dzwonić do Twojej pracy? Skąd wie, gdzie pracujesz i kim
          jesteś? Czemu takie informacje do niej dotarły? To jest najważniejsze: zachować
          wobec ex pełną anonimowość: ex mojego M. do dziś nie wie kim jestem, odcięliśmy
          wszystkich wspólnych znajomych już na wstępie naszych kontaktów.
          tak, Lidia ma rację: odosuń się od dziecka M. Jak on nie ma czasu - to małej
          nie ma i już.


          Mowilam, ze to jest dla
          > mnie problemem, swiadomosc ze jest ktos kto tak bardzo mnie nienawidzi!


          Podejrzewam, że jest jeszcze parę osób, które Cię nie lubią, tak jak każdej z
          nas, zawsze jest jakiś wróg ukryty, ale tym nie należy się przejmować, bo
          jeszcze się taki nie narodził, któryby wszystkim na świecie dogodził.
          • alka23 Re: kontra 09.09.04, 08:54
            No zna moje namiary bo przeciez zajmuje sie małą bardzo czesto! W wakacje byla
            u nas caly miesiac prawie, co mamie bardzo pasowalo oczywsicie...
            • m-m-m Dziecko M. 09.09.04, 19:14
              Zmien numer telefonu komórkowego, cena za zmianę jest niewspółmiernie niska do
              znoszenia cudzego chamstwa. Z pracą gorzej... Widzę, że podeszłaś z podziwu
              godnym zaufaniem do niej... no trudno, teraz zmień taktykę... Wiesz, bycie
              macochą to też moim zdaniem konieczność przymykania oczu na wychowawcze
              postępowanie partnerów, nawet jeśli uważa się, że robią to źle, to ich dziecko
              i ich konsekwencje. Chyba, że chcesz być darmową opiekunką, do tego znieważaną.
              Od swojego M. musisz wymagać, by uczył małą szacunku do Ciebie, szczególnie, że
              jej mamusia go nie ma.

            • lideczka_27 Re: kontra 09.09.04, 20:14
              alka, m-m-m napisała o cholernie ważnej rzeczy. Odcięcie się od wspólnych
              znajomych eks i M., nowe otoczenie itd. to super sprawa. Nie masz pojęcia jak
              mnie się to marzy... Obcy mnie zaczepiali i zaczepiają nadal. Chociaż zbywam
              zwyczajnie - irytyuje mnie to. A to pytania o młodą, a to jakieś teksty, że mój
              chłop dobry bo po rozwodzie z żoną zajmował się dzieckiem... A to pytania czy
              nie wiem, gdzie ona teraz mieszka, że ktoś ją widział... A młoda sąsiadka, o
              której myślałam, że będzie moją koleżanką, znajomą, naskoczyła kiedyś na mnie,
              że eksia to była jej przyjaciółka, a mój M to taki niedobry dla niej był... Nie
              miała o niczym pojęcia (tzn. o tym co było po rozwodzie), kryła kochanka eksi,
              gdy przychodził pod nieobecność M do nich, więc uznałam, że to nie towarzystwo
              dla mnie. Ponadto dla mnie temat eksi to tabu, nie gadam z nikim o niej i gdy
              ta na mnie naskoczyła, to w pierwszym odruchu mnie zatkało...

              separuj się na ile to możliwe, będziecie mieli spokojną głowę

              pozdro
              l.
              • alka23 Re: kontra 10.09.04, 07:52
                Rzeczywiscie to jest najlepsze rozwiazanie. Ale czy w zwiazku z tym, M ma mi
                nie mowic w ogole o tym co ona wyprawia? Bo tak naprawde to mnie najbardziej
                wnerwia, a z drugiej strony dzieki temu wiem co sie dzieje, jak chocby z tym
                wyjazdem, co to niby on go zaproponowal. Bledne kolo...
                • m-m-m Re: kontra 10.09.04, 11:15
                  Ale czy w zwiazku z tym, M ma mi
                  > nie mowic w ogole o tym co ona wyprawia?

                  Mówić rzeczy ważne, a nie powtarzać jakiś jej głupie sms-y. To tak naprawdę
                  jego problem. Ważne jest wszystko to, co dotyczy np. waszego wspólnego czasu,
                  czyli wizyt córki, no i owych wakacji.
                  • alka23 Re: kontra 10.09.04, 11:52
                    Strasznie to wszystko kompliziert.. Wyobrazilam sobie mojego M jak
                    w "myslodsiewni" wybiera: to jej powiem, tego.. raczej nie. A moze tak? NIe,
                    zdecydowanie nie. No normalnie cyrk na kolkach! Dobrze ze nie moje jedyny! smile
            • pelaga Re: kontra 10.09.04, 08:41
              alka23 napisała:

              > No zna moje namiary bo przeciez zajmuje sie małą bardzo czesto!

              A wczesniej Alka napisala:

              alka23 08.09.2004 08:13 odpowiedz na list odpowiedz cytując

              > One sa ograniczone do minimum, ona nawet i na cale szczescie nie zna mojego
              > numeru, ani kom ani dom,

              Czy tylko ja zwrocilam na to uwage??? To w koncu zna te numery telefonow, czy
              ich nie zna? Nie chodzi o to, ze sie czepiam, ale jakos tak mi sie to rzucilo w
              oczy.

              Pozdrawiam
              • alka23 Re: kontra 10.09.04, 09:51
                Uściślam: zna adres (chciala wiedziec gdzie przebyw adziecko) zna prace (bo M
                odbieral mnie z niej z mala) numerow nie zna, nawet domowego. Namiary to
                niekoniecznie telefon smile Pozdrawiam.
                • pelaga Re: kontra 10.09.04, 10:03
                  alka23 napisała:

                  > Namiary to
                  > niekoniecznie telefon smile

                  W sumie racja smile))))))

                  Pozdrawiam
    • iziula1 Re: Samozapłon!!! 08.09.04, 21:43
      Powiem tak jak ja to widze.
      Dla Młodej jesteś obca osoba,podobnie jak dla jej matki.Nie dziw się,że jej
      reakcja była gwałtowna!Nie usprawiedliwiam tu formy!To inna kwestia.
      I naprawde nie jest ważne,że klaps to proforma.Młoda o tym nie wie jej matka
      tym bardziej.
      Czy mocno czy proforma uznaje to za przemoc fizyczna na osobie słabszej i
      podporządkowanej emocjonalnie od dorosłych.
      Poza tym dziwie się ludziom,którzy do bicia używają pasa!
      Strach pomysleć co bedzie dalej!
      Czy kara ma wywoływać dotkliwy ból?Czy o to chodzi w nauczeniu "dziecka
      rozumu"?
      Raczej wyładowujemy swoją złości i bezradnośc na dziecku!
      Nie wychowuje bezstresowo syna tzn.pozwalam mu na ponoszeniu konsekwencji jego
      czynów ale nie używam do tego pasa i nie daje klapsów.
      • alka23 Re: Samozapłon!!! 09.09.04, 08:43
        Super ze masz zdrowe podejscie do syna, bo to rzeczywiscie wymaga samokontroli.
        Nie mam wlasnego dziecka, ale sadze, ze bedzie chowane raczej taka reka jaka ja
        bylam chowana, czyli raczej twarda. Kazde lanie, poszlo mi w piety i stawialo
        mnie do pionu. Dzieki temu ten pion wciaz trzymam, co w dzisiejszych czasach
        jest nielatwe. Ja generalnie bylam opornym dzieckiem, takim z wielkim wlasnym
        JA i w 99% przyznaje pasie mojego taty racje, gdy spadal na moj tylek!
        • m-m-m Bite dziecko 10.09.04, 14:07
          Moja droga, ponieważ byłaś bita w dzieciństwie, teraz też masz tendencje do
          takiego postępowania. Wierz mi, nie do końca to prawda. Ja nie byłam bita i
          jakoś ten "pion" też mam...Mój M. też nigdy nie uderzył pasierba i jakoś młody
          pomimo rogatych 15 lat cały czas go słucha...Człowiek dorosły okazuje swą
          słabośc bijąc dziecko, tzn, że nia ma takiej psychicznej przewagi nad dzieckiem
          by bez fizycznej przemocy uzyskać posłuszeństwo.
          • alka23 Re: Bite dziecko 10.09.04, 14:46
            Gratuluje pionu. Moj by sie nie utrzymal - gwarantuje ci. A tatko lał mnie
            wtedy gdy naprawde mi sie nalezalo. I odkad siegam pamiecia zawsze w duchu
            przyznawalam mu racje, szczegolnie jak odbywalismy potem rozmowe pojednawcza, w
            ktorej sedzia poboczny - mama orzekala o rozejmie. smile I nie wspominam przez to
            zle dziecinstwa, wrecz odwrotnie. Nigdy nie dostałam za darmo, nawet zwykle
            podniesienie glosu nie wiazalo sie z checia wyladowania swoich emocji na mnie,
            po prostu trudno by mnie bylo utzrymac w ryzach. A poza tym "bylas bita w
            dziecinstwie". Bosze... jak to brzmi. Nikt mnie nie katowal! Trudno mowic o
            psychicznej przewadze jak ma sie problem z przekrzyczeniem wrzasku CHCE!!!
            Zdolnosci krasomowcze ma po mamie - trudno o przerwe w potoku slow. A tak
            naprawde, dlaczego nie chcialam poruszac tematu bicia? Bo ma wiele aspektow.
            Mała powiedziala mi ostatnio, ze nikt z nia tyle nie rozmawia co ja. Jak
            pierwszy raz rzucila: juz cie nie kocham a ja spokojnie wyjasnilam o waznosci
            takich slow to galy na mnie wywalila! Kazdy ma inny sposob na chowanie dzieci i
            nie mowie, ze klaps jest dobry. Ale czasem bywa skuteczny. Oczywiscie przy
            zachowaniu wiedzy, ze to moje dziecko (o czym za pozno pomyslalam, skad caly
            ten pasztet).
            • iziula1 Re: Bite dziecko 10.09.04, 16:42
              alka23 napisała:

              Kazdy ma inny sposob na chowanie dzieci i
              >
              > nie mowie, ze klaps jest dobry. Ale czasem bywa skuteczny. Oczywiscie przy
              > zachowaniu wiedzy, ze to moje dziecko (o czym za pozno pomyslalam, skad caly
              > ten pasztet).

              Dokładnie alka,jeśli ja powierzam moje dziecko opiece obcej osobie nie ma ona
              prawa dawania klapsów ani używania siły wobec niego.To matka wychowuje
              dziecko,to ona ustala jakie kary dziecko ponosi.Jedni preferuja klapsy,pas
              inni zakazy.Ustaliłam to z opiekunką.Każdy problem z synem ona mi zgłasza a ja
              ustalam jakie będe konsekwencje jego zachowania.
              Nie dziw się zachowaniu matki młodej.Dla niej jestes osoba obcą której ona
              powierzyła swoje dziecko.
              A co do słow"już cie nie kocham",nie należy sie przejmować.Dzieci jak szczerze
              kochają tak szczerze niecierpią.Zmienia się to dość często,w zależności od ich
              humorów.Nawet kilka razy dziennie.
              Pozdrawiam.
              • alka23 Re: Bite dziecko 13.09.04, 07:39
                Na nieszczescie my tych regul nie ustalilismy sad i wyszlo jak wyszlo, choc
                powtarzam jeszcze raz - nie to, to inny znalzlaby powod zeby sobie pouzywac,
                taki typ. Aktualnie wydzwania, bo "ona sie nie zgadza na nasz slub", o ktorym
                ja sama jeszcze nic nie wiem smile No i jeszcze jedno, ale to juz dizewczyny
                zauwazyla: opiekunce placisz wiec wymagasz, a ona zrobila sobie z nas darmowa
                instytucje opiekuncza..
            • m-m-m Re: Bite dziecko 13.09.04, 08:13
              Trudno mowic o
              > psychicznej przewadze jak ma sie problem z przekrzyczeniem wrzasku CHCE!!!


              Wiesz co, niestety ja się nie zgadzam, sam fakt przekrzykiwania dziecka, czyli
              schodzenia do jego poziomu świadczy o słabości człowieka dorosłego. Jest
              mnóstwo sposobów psychologicznych, by takie dziecko poskromić i nie okazywać
              słabości jaką jest lanie słabszego. I ten słabszy nie musi być katowany. Sam
              fakt uderzenia dziecka jest naganny (czy to klaps, czy seria uderzeń pasem), to
              jest najłatwiejszy i najbardziej prymitywny sposób wychowania.
              Zapewniam Cię, że nia byłam dzieckiem łatwym, a nigdy nikt mnie nie uderzył,
              zawsze rodzice mieli nade mną ową psychologiczną przewagę. W tym temacie mamy
              zdanie rozbieżne. Zrobisz ze swoim dzieckiem co uważasz, natomiast pisząc o
              Twojej skłonności do uderzenia słabszego, chciałam Ci pokazać, że zależnośc
              między otrzymywanymi karami w dzieciństwie (nie ważne, czy Twoim zdaniaem były
              one słuszne, czy nie), a wymierzanymi potem w życiu dorosłym jest całkowita.
              Nie poznałaś psychologicznych sposobów okiełznania dziecka i tyle. I już nie
              chce mi sie na ten temat pisać.

              Miłego poniedziałku smile)
              • chalsia Re: Bite dziecko 13.09.04, 09:13
                Całkowicie się z Tobą zgadzam mmm.
                I mnie też czasami już ręce opadają. Jedyne na co mnie stać to polecenie
                dobrych lektur nt. psychologii dzieci.

                Pozdrawiam,
                Chalsia
                • alka23 Re: Bite dziecko 13.09.04, 09:34
                  Bylo, nie bylo. Wszystkie jakos egzystujemy i zadna z nas sie nie uskarza na
                  swoj byt. wiec czemu roztrzasac sie nad tym czy ktos tak chowa dziecko czy
                  inaczej. co z tego,z e wychowanie rozne kiedy efekt ten sam? I naprawde
                  popadamy w skrajnosci.. lanie.. bicie.. katowanie.. przeciez to nie jest
                  degeneracja! A za lekture siegne, jak tylko sie wybrobie miedzy jedna praca a
                  druga smile
              • alka23 Re: Bite dziecko 13.09.04, 09:40
                > Wiesz co, niestety ja się nie zgadzam, sam fakt przekrzykiwania dziecka,
                czyli
                > schodzenia do jego poziomu świadczy o słabości człowieka dorosłego.

                Nie krzycze, z zasady, moze powinnam to inaczej ujac. Mowie, ale przez wrzask
                slowa sie nie przebijaja. Czy to jest przekrzykiwanie?

                > Twojej skłonności do uderzenia słabszego, chciałam Ci pokazać, że zależnośc
                > między otrzymywanymi karami w dzieciństwie (nie ważne, czy Twoim zdaniaem
                były one słuszne, czy nie), a wymierzanymi potem w życiu dorosłym jest
                całkowita.

                Zgadzam sie absolutnie i co gorsza nie widze w tym nic zlego smile a nawet lepiej,
                moi rodzice to cudowny wzor do nasladowania (apropos watku tu niedawno
                rozpoczetego - czy ludzie po jakims tam stazu w malzenstwie sie kochaja, no
                wiec moi nie dosc ze sie kochaja to sa dla mnie cudownym wsparciem, tak, tak,
                ci sami rodzice ktorzy mnie tak "katowali")

                > Nie poznałaś psychologicznych sposobów okiełznania dziecka i tyle.

                No nie poznalam.. bo dosc brutalnie narzucono mi rzeczywistosc! Obiecuje
                poprawe z wlasnym stworkiem.

                • chalsia Re: Bite dziecko 13.09.04, 11:32
                  Powtórzę, to co juz chyba w tym watku napisałam.
                  Dostałam od ojca kilka razy w życiu pasem. Klapsy chyba tez były, ale tego nie
                  pamiętam. Mialam pełną swiadomość, że to bezsilność rodziców. I z pełną
                  premedytacją byłam w stanie doprowadzić do sytuacji, gdy rodzice ową bezsilność
                  okazywali. I miałam satysfakcję (taką bolesną), ze "trzymam ich w garści" i że
                  te pasy nic nie zmienią w moim zachowaniu.
                  I mam o to bicie żal do rodziców.
                  I dlatego nie zamierzam tego robić w stosunku do swojego dziecka.
                  Pamiętaj, że kazdy człowiek jest inny. To co sprawdziło się w stosunku do
                  Ciebie, może być największym błędem wychowawczym w stosunku do kogoś innego. A
                  problem w tym, że konsekwencje takiego postępowania niestety ujawniają się za
                  późno !!!!!
                  I sama zauważasz, że bicie Ciebie spowodowało, że NIE widzisz, że można inaczej
                  i że przemoc fizyczna w stosunku do dziecka stała się w jakiś sposób dla Ciebie
                  normą postępowania.

                  Pozdrawiam,
                  Chalsia
                  • alka23 Re: Bite dziecko 13.09.04, 12:39
                    No wiec zgadzam sie jak najbardziej, ze czesto gesto jest to bezsilnosc
                    rodzica, wiec przytocze najprostszy przyklad: nie moglam oduczyc sie klamac. No
                    w ogole nie docieralo do mnie ze mozna inaczej! Tlumaczono, obiecywano,
                    rozmawiano.. kochalam karuzele, ale moi rodzice bali sie mnie sama puszczac>
                    czyli karuzele ok, ale z nimi. No wiec powiedzialam im, ze ide z moja
                    przyjaciolka i jej TATA, czemu mnie nie dziwi, ze mi nie uwierzyli i
                    przyjechali sprawdzic? Jesssuuu.. ja myslalam ze mnie tata udusi. No i byla
                    granda, dostalam wtedy po raz ostatni lanie, ale skuteczne. Nigdy wiecej nie
                    sklamalam!! Naprawde mowilam im najgorsza prawde, ale mowilam. Nigdy nie mialam
                    zalu do rodzicow o manto, bo to mialo oddzwiek. Bicie nie jest norma i nie
                    powinno byc niczyja norma. To jest kara. Wazne zeby byla zasluzona, bo jak
                    wiemy, czesto jest wlasnie forma odreagowania. Czy moi rodzice byli bezsilni?
                    Czas pokazal, ze nie? PS. Znam kilka dzieci chowanych bezstresowo (moja mama
                    jest pediatra) ja to mowie koncertowo.. i porazka. Bo jak nazwac to, ze podczas
                    wizyty wspomnianej juz mojej matuli dzieciak lapie za pieczatke i na takiej
                    wysokosci jak siegnie trzaska po tapecie, potem siebie, na co odzywa sie jego
                    TATO zblizajac twarz do ostemplowanej twarzyczki pierworodnego i tlumaczy? A
                    Kacper? Bach mu w czolo pieczatka i w tyl zwrot! Jak widac kazda przesada jest
                    zla.. warto pamietac o wywazeniu i spokoju na codzien.. smile
                    • chalsia Re: Bite dziecko 13.09.04, 12:50
                      Wychowanie bez bicia nie znaczy wychowanie bezstresowe !!!! Bosszzz, jak to
                      ludzie "mylą" !!!
                      Moje dziecko po prostu ponosi konsekwencje, a nawet i karę, ale nie w formie
                      klapów. Bo dla dziecka z Twojego przykładu konsekwencją i zarazem karą będzie
                      odebranie pieczątki. Mój jak miał z rok i 10 miesięcy, jak chciał kredkami po
                      ścianie rysować to usłyszał prośbę by tego nie robić. Powtórzyłam 3 razy, za 3
                      zapowiedziałam, że jak zrobi to jeszcze raz, to zabiorę kredki.
                      Taka sytuacja powtórzyła się może ze 2-3 razy - zabierałam kredki. Za trzecim
                      razem, jak powiedziałam, ze zabiorę kredki, to sam mi oddał i powiedział "to
                      mama zabierze". A to co zdążył maznąć po ścianie czy meblach w trakcie
                      powyższych zajść musiał (w ramach konsekwencji) ze mną mokrą ścierką wycierać,
                      bo zapowiedziałam, że zanim będziemy się bawić to trzeba ścianę wyczyścić. W
                      związku z powyższym nie miałam i nie mam porysowanych ścian.
                      Pozdrawiam,
                      Chalsia

                      PS. To jest naprawdę całkiem proste, tylko sobie trzeba uzmysłowić, że "karą"
                      (jeśli ktoś chce koniecznie myślećć w tych kategoriach) jest po prostu zwykła
                      konsekwencja jakiegoś działania. A w sytuacjach ekstremalnych, typu
                      przechodzenie za rękę przez ulicę, wystarczy dziecko przytrzymać siłą za rękę,
                      zamiast klapem przymuszać by samo rączkę dało.
                      • alka23 Re: Bite dziecko 13.09.04, 13:04
                        zacytowalam tlumaczenia owej mamy, na skutek zdziwonej miny z kolei mojej mamy:
                        bo my staramy sie kacperka bezstresowo chowac.. przykladow innych moge mnozyc,
                        bo ten maluch wyjatkowo pomyslowy byl. A co moze byc konsekwencja, juz nie
                        kara, klamstwa?
                        • chalsia Re: Bite dziecko 13.09.04, 13:22
                          >A co moze byc konsekwencja, juz nie
                          > kara, klamstwa?

                          Jak to co? Brak zaufania rodziców. I uzasadniona wtedy odmowa np. puszczania
                          dziecka samego. I zapowiedziane "kontrole". Choć to tylko połowiczne i
                          tymczasowe rozwiązanie problemu. Ale nie mam teraz czasu by tu przedstawiać
                          teorie i praktykę. W skrócie - Twoje np. kłamstwo w sprawie karuzeli jest
                          zrozumiałe. Błąd popełnili Twoi rodzice, którzy nie potrafili WCZEŚNIEJ z Tobą
                          w tej sprawie dojść do porozumienia. Bardzo Ci polecam przeczytanie
                          książki "Wychowanie bez porażek", autora niestety nie pamietam.

                          Pozdrawiam,
                          Chalsia
                          • alka23 Re: Bite dziecko 13.09.04, 13:32
                            spojrze, choc problem z moimi klamstwami to byl naprawde problem! Bylo mi
                            przykro jak mowili o ze juz mi nie ufaja, ale wychodzilam z pokoju i.. robilam
                            swoje. To nie jest takie proste cos takiego przeskoczyc.
                            • chalsia Re: Bite dziecko 13.09.04, 14:38
                              Nikt nie mówi, że wychowanie dziecka na dobrego człowieka to prosta sprawa. To
                              chyba najtrudniejsza i obarczona największym ryzykiem rzecz na świecie,
                              majwiększa odpowiedzialność.

                              Pzdr,
                              Chalsia
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka