28.09.04, 10:53
Witam serdecznie. Wasze posty czytam już od jakiegoś czasu i cieszę się, że
tu trafiłam. Otworzyły mi się oczy na wiele spraw. Moja sytuacja jest w
przybliżeniu taka jak większości Was: ja next, mój M ma dziecko z ex, ja też
mam dziecko... no nie będę się teraz rozpisywac.
Czytając wypowiedzi tu na forum, uderzyło mnie jedno - czemu piszecie "nasza
eksia"? Przecież to jest eks Waszego M. Cały czas to pytanie mnie nurtuje.
Brzmi fajnie, to prawda, ale czy mówiąc "nasza" nie wchodzicie za bardzo w
problemy M z eks? Czy to nie jest utożsamianie się? Ja wiem, że to może jest
uproszczenie, skrót myślowy itd... ale.. jakoś mi to nie pasuje...

Serdecznie pozdrawiam.
Obserwuj wątek
    • triss.m Re: Witam... 28.09.04, 11:07
      witam smile okreslenie 'nasza eksia' powstalo chyba stad, ze po 1 - pisza to
      osoby, ktore nie chca generalizowac, ze 'wszystkie eks sa takie' a po 2 - masz
      pewnie racje, moze to kwestia zbytniego utozsamiania z problemami partnera, ale
      czasem trudno to oddzielic, jesli eks rzeczywiscie 'sprawia klopoty' wink a po 3
      to pewnie takie kreslenie zartobliwo-zlosliwe ( a jednak!, te zle next ;-P)
      pozdrawiam
      • domali Re: Witam... 28.09.04, 11:09
        Wiesz triss, wbrew temu, co się dokoła próbuje wmówić, problemy faceta są
        zazwyczaj problemami jego żony/partnerki. Oczywiście nie zawsze, ale często.
        Dla mnie na przykład (i wiem, że dla wielu 'macoch' z tego forum) problem braku
        kasy na alimenty to nie zmartwienie tylko 'chłopa', ale wspólne. Bo razem się
        pożycza, kombinuje, oddaje. Bo to chyba istota związku.
        • triss.m Re: Witam... 28.09.04, 11:21
          Domali, ja to wiem.. tez tak mam niestety smile
          • domali Re: Witam... 28.09.04, 11:23
            Jakie niestety? Stety, toć my masochostki smile
    • domali Re: Witam... 28.09.04, 11:07
      Witaj!
      Miło, że znalazłaś przyjazne miejsce smile
      Jedna uwaga - każdy pisze, jak chce. Mi się chyba nie zdarzyło napisać o
      eks 'moja eks', natomiast inne dziewczyny - pisza, bo tak im pasuje.
      Mi na przykład średnio podoba się sformułowanie 'mój M', więc go nie używam.
      A inni niech robią, co chcą smile
    • mamaadama4 Re: Witam... 28.09.04, 11:08
      Skrót myslowy - jak najbardziej. A poza tym, lekki masochizm eksiowy jest chyba
      naszym lekarstwem na problemy z nimi związane. Witaj w machochowym świecie.
    • alka23 Re: Witam... 28.09.04, 12:11
      Jest nasza jak najbardziej, bo i problemy przez nia musimy rozwiazywac
      wspolnie. Nie mowimy "nasza byla zona" tylko nasza eksia. a to jest roznica,
      czyz nie? Poza tym czy nazewnictwo rzeczywsice jest az tak istotne? Zuza,
      wieksze problemy za Toba, a i przed Toba tez nie male..
      • zuza_a Re: Witam... 28.09.04, 12:31
        Dzięki za ciepłe przyjęcie.
        Uff... wolałabym uniknąć tych problemów...
        Na szczęście mogę korzystać z doświadczenia innych.
        Pozdrawiam.
    • lilith76 Re: Witam... 28.09.04, 12:34
      nawet tego nie zauważałam smile
      rzeczywiście, to raczej skrót myślowy - nieporęcznie pisać, "była żona mojego
      faceta", "eks mojego faceta". z mojej strony to też ton lekko żartobliwy, bo
      jeżeli eks sprawia jakieś kłopoty, to ja o nich nie wiem.
      • zuza_a Re: Witam... 28.09.04, 13:22
        > jeżeli eks sprawia jakieś kłopoty, to ja o nich nie wiem

        szczęściara... wink

        Ale ja też nie narzekam. Mieliśmy z M kilka spięć i chyba się wyjaśniło.
        Oczywiście, że jeżeli problemy z eks są problemami pod tytułem "alimenty" to są
        to nasze problemy. Czytałam posty o telefonach, SMS-ach... okropne. Ja mam
        odwrotnie - eks nie dzwoni do nas do domu, daje sygnał na komórkę do M i ten
        oddzwania (nb to mnie trochę denerwuje, ale cóż, tak ustalili. Nie ja płace za
        telefony). Czasami sobie myślę, co eks myśli o next, czyli o mnie?
        • smallm Re: Witam... 29.09.04, 10:41
          Witaj w naszym gronie (sama jestem od niedawna, a jak się rządzę hehehe)

          > eks nie dzwoni do nas do domu, daje sygnał na komórkę do M i ten
          > oddzwania (nb to mnie trochę denerwuje, ale cóż, tak ustalili.

          Widzisz, taka nasza niewdzięczna rola: next. Siedzieć cicho i się niewtrącać.
          Ja np. Rozmawiałam ostatnio ze "szwagrem" i zastanawialiśmy się jak w końcu M.
          rozwiązał z ex sprawy finansowe, bo nie chce nam się wierzyć, że czegoś od
          niego nie wyciągnęła - w sumie miała nawet prawo, teraz ona wzięła dziecko na 3
          miesiące i uważam, że powinien nawet ją jakoś wspomóc. Kwestia nie rozchodzi
          się o to czy dał i ile, tylko czy wziął od niej jakieś zaświadczenia. Z racji
          tego, że jest facetem, ma niestety gorszą sytuację prawną i na każde takie
          działania musi mieć na przyszłość jakieś dokumenty, które będzie mógł
          przedstawić w sądzie, bo niestety exsia lubi czasem stwarzać sztuczne problemy
          i robić zagrywki poniżej pasa. Tym bardziej, że sam mówił, że jej nie ufa. Ale
          przecież go o to nie zapytam, bo wyjdę tak, jakbym się martwiła, że jego
          portfel się uszczupli, a przecież mi to wisi, mam swoje pieniądze i jego mnie
          nie interesują.

          A co do "naszej ex" to przyznam szczerze, że też mnie przez moment ten zwrot
          zastanowił, ale tak jak piszą dziewczyny: po jakimś czasie to się robi niemal
          nasza ex, gdyż ich sprawy są niestety rozwiązywane przez nas wspólnie. Ja nawet
          ostatnio wrednie staram się zdecydowanie przestawiać na "jego ex", gdyż
          stwierdziłam, że przecież wcale nie muszę się w to tak angażować. Jakoś mój M.
          nie jest obarczony faktem, że ja mam dziecko z kimś innym, bo ani ten "ktoś"
          nie zawraca nam głowy, bo z dzieckiem też się nie kontaktuje, ani nie jestem
          obarczona ślubem żadnym, bo z moim ex jego nie wzięliśmy. Z tego punktu
          widzenia, ja i tak jestem dużo bardziej zaangażowana w zaprzeszłe sprawy M. niż
          on w moje, to on ma bardziej namieszane w papierach niż ja i to ja muszę i tak
          wykazać się większą cierpliwością, łagodnością, tolerancją itd. I to przede
          wszystkim on, nie ja blokuje na razie jakąkolwiek możliwość stworzenia całkiem
          normalnego związku. Postanowiłam więc nie rozbić z siebie całkowitej
          masochistki i na tyle, na ile on mi pozwoli stanąć z boku ich spraw: w końcu
          wiążąc się ze mną powinien mieć to już wszystko uregulowane. A, że zanim mnie
          poznał jakoś nie spieszyło mu się z regulacją prawną tego wszystkiego (z
          czystego lenistwa), to ja wcale teraz nie muszę na tym cierpieć big_grinbig_grinbig_grin. Troszkę
          zdrowego egoizmu chyba się przyda, bo jako, że sama jestem jeszcze samodzielna,
          to mam wystarczająco dużo własnych problemów na głowie.


          Pozdrawiam,
          SmallM

          P.S. I znów się rozgadałam big_grinbig_grinbig_grin
          • zuza_a Re: Witam... 29.09.04, 11:42
            he he, mamy podobne historie. Masz racje pisząc

            w końcu
            > wiążąc się ze mną powinien mieć to już wszystko uregulowane. A, że zanim mnie
            > poznał jakoś nie spieszyło mu się z regulacją prawną tego wszystkiego (z
            > czystego lenistwa), to ja wcale teraz nie muszę na tym cierpieć big_grinbig_grinbig_grin.
            Troszkę
            >
            > zdrowego egoizmu chyba się przyda, bo jako, że sama jestem jeszcze
            samodzielna,
            >
            > to mam wystarczająco dużo własnych problemów na głowie.

            Ja na początku myślałam że nie powinnam nawet tak pomyśleć, ale uwierało mnie
            to. Cieszę się że nie jestem osamotniona. I ja chcę mu pomagać, jestem otwarta,
            ale staram się nie wtrącać. Poprosi to się zastanowię. Raz się wtrąciłam i
            prawie się rozchodziliśmy. Skończyło się na wizycie u psychologa rodzinnego,
            ale jeszcze liżę rany.

            Pozdrawiam.
            • smallm Re: Witam... 29.09.04, 12:45
              smile cieszę się, że nie jestem osamotniona smile

              Ja podobnie jak Ty na początku się "wtrącałam", chociaż to złe słowo:
              angażowałam się emocjonalnie w sprawy M. Sam zresztą mnie w nie wtajemniczał, a
              ja tak po babsku się tym wszystkim przejęłam. W pewnym momencie zauważyłam, że
              zaczynam żyć bardziej jego życiem, niż swoim, że właściwie od kilku dni
              nieprzerwanie boli mnie głowa od tego wszystkiego itd. Wtedy, na szczęście,
              obudził się we mnie zdrowy (tak uważam) egoizm. Owszem, zapyta o coś czy będzie
              chciał się poradzić - wówczas porozmawiać o tym. Ale, wyłączyć emocje, nie
              przesadzać z własnym zaangażowaniem. Olać ex jak specjalnie wydzwania do M.
              wtedy kiedy siedzimy razem itd. Jest to potrzebne dla nas chociażby z jednego
              podstawowego powodu: da nam to lepszy obraz tego, czy to co M. mówi nam o tym
              co do nas czuje i kim dla niego jesteśmy pokryje się z rzeczywistością i z jego
              postępowaniem. Poza tym nigdy M. nie zarzuci nam, że przez nas coś zrobił.

              No i to o czym wspomniałam wcześniej: ja zanim poznałam M. uregulowałam swoje
              sprawy, dlaczego teraz mam do spółki z nim regulować jego?? W imię miłości??
              Kocham go, ale dawne sprawy powinien sam zakończyć, jeśli też mnie kocha. I nie
              zamęczać mnie tym, jeśli kocha naprawdę. Bo spróbujmy odwrócić sytuację. Nie
              wiem jak Wy, ale ja czułabym się winna, że nie mam jeszcze zakończonych swoich
              spraw i przez to M. może czuć się w jakiś sposób ograniczany. W końcu nie do
              końca możemy wszystko robić tak, jak mogłoby być, gdyby M. nie miał żony. I
              chyba chciałabym jak najmniej wciągać w to M., żeby to poczucie winy u siebie
              zmniejszyć.

              Pozdrawiam,
              SmallM
    • petrea Re: Witam... 28.09.04, 14:20
      Witaj i czuj się tu dobrze smile

      A sktór "nasza exia" ? U mnie to skrót myślowy, nic więcej. Chociaż najczęsciej
      piszę chyba po prostu ex. No bo jak inaczej? "Była żona mojego faceta" jest
      strasznie długie smile A jej imienia na forum przecież nie użyję.

      Domali, tez nie lubię "mój M." w kontekście mojego faceta. Najczęsciej
      piszę "mój chłop" lub właśnie "mój facet"
      • capa_negra Re: Witam... 28.09.04, 21:09
        Witaj smile

        A ja właśnie z uporem maniaka pisze o eksi " była zona mojego męza"- oddaje to
        stan faktyczny - to raz, a dwa nie zawiera podtekstów kpiaco - złośliwych.
        I w moim przypadku tak jest dobrze.
        "po imieniu" mowimy o niej w domu
        Nie uzywam równiez okreslenia "mój M" , albo pisze mój mąz albo mój chłop i
        może z raz albo dwa nazwałam go po imieniu
    • agamagda Re: Witam... 28.09.04, 17:25
      Cześć Zuza,
      Nie chciałabym wsadzać kija w mrowisko (znowu) ale czasami również mam wrazenie
      ze Nexie czasami zbyt sie "utożsamiają" i nie mają wystarczającego dystansu do
      problemów M z eks.
      Mimo to Pozdrawiam serdecznie wszystkie Nexie

      • zuza_a Re: Witam... 28.09.04, 19:33
        hmm... ja też nie chciałabym podpaść tak na początku mojej obecności na forum,
        ale wydaje mi się, że niektóre problemy są tylko M. Owszem, mogę go wspierać,
        być z nim, ale jestem jego partnerką a nie terapeutką. A czasami czytając różne
        posty mam wrażenie, że niektóre kobiety chcą walczyć za swoich mężczyzn. Ale
        rozumiem z drugiej strony uproszczenie i ironię w określeniu "nasza eksia". I
        jeżeli wszystko inne jest z dystnsem to w porządku.
    • bei Re: Witam... 28.09.04, 18:45
      myślę...że "nasz eksia" jest poprawne- bo problemy - są jak najbardziej- NASZEsmile

      To tak żartobliwie przecież.....
    • lideczka_27 Re: Witam... 28.09.04, 21:54
      Witam.
      Nie zastanawiałam się nad tym nigdy i pewnie przeszło na mnie jako maniera tego
      forum: "nasza eksia" oraz "mój M", czy po prostu "M". Jakieś tam znaki, skróty
      i tyle. Zresztą zaimki dzierżawcze są często nadużywane, czy to na różnych
      forach czy w mowie potocznej: choć z kontekstu wiemy o kogo chodzi i tak
      słyszymy: MOJE dziecko, MÓJ mąż itd. Może to taki zabieg, by uniknąć
      niedomówień, nie wiem. "M", to dla mnie "mąż", a wielką piszę, bo trochę to
      tak, jakbym użyła jego inicjału, choć tego nie robię. A „nasza”? A no bo
      niczyja więcej wink A nim tu trafiłam, w życiu nie używałam skrótu „eks”, dla
      mnie eksia była zawsze po prostu „pierwszą żoną mojego męża”, lub „byłą żoną
      mojego męża” i o ile na żywo wypowiada się to jednym tchem, o tyle pisanie tego
      na forum byłoby uciążliwe. A z określeniem next, nekst, neksia spotkałam się
      TU - pierwszy raz w życiu.
      Nie dam sobie wmówić, że używając sformułowania „moja eksia” popadam w
      kompleksy, „utożsamiam się” i co tam jeszcze… Litości! Zastanawiam się co tu
      wymyślić na samodzielne, które piszą „moja next”. Ale że z natury złośliwa nie
      jestem, więc sobie odpuszczam.
      A w kwestii wspólnych problemów: akurat dla mnie alimenty to inna, odrębna
      sprawa i mniejszego kalibru (żeby człowiek tylko takie problemy miał…wink. Ja nie
      musiałam być terapeutką M., jego kompanem w wojnie czy jak to tam zwał. Eks
      mnie personalnie w to wciągnęła nie pozwalając na zdystansowanie się mimo moich
      próśb i protestów, gróźb policją, sądem, mimo sprzeciwu M. U nas to
      były ”nasze” problemy w pełnym znaczeniu tego słowa.



      pozdrawiam
      lidka
      • smallm Re: Witam... 29.09.04, 10:51
        Masz rację lideczko.
        Ja też po prostu najpierw oczytałam się z forum, zanim zaczęłam pisac i skróty
        typu "M." "exsia" "next" itd. uznałam za standard na forum, przyadnyw tym,
        żeby klepanie posta trwało krócej, jak i tak w sumie wszystko jasne big_grin

        Czasem "nasza ex" mnie zastanawiała, ale generalnie uznałam to jako żarcik na
        poprawę zrąbanych humorków big_grinbig_grin

        Pozdrawiam
    • olamad Re: Witam... 01.10.04, 22:48
      Jak to ona nie nasza? A czyja miałaby byc? Juz do końca zycia będzie naszym
      słoneczkiem niezachodzacymwink. Bez niej życie byłoby naprawdę nudne: nie byłabym
      tyle razy w sądzie, u dzielnicowego, nie wysłałabym tylu przekazów pocztowych.
      Bo jak myślicie, kto wysyła co miesiac alimenty? M by pewnie na pocztę nie
      trafił - taki zorientowanysmile)
      Pozdrawiam ciepło,
      Ola
      • agamagda Re: Witam... 01.10.04, 23:27
        Kotku,
        A to twoj zobowiązanie czy jego, to jego exia i jego dziciaki.
        • olamad Re: Witam... 02.10.04, 00:03
          Ja to wszystko wiem, ale nie mam innego wyjścia... M pracuje za granicą na
          wielomiesięcznych kontraktach i ktos poprostu musi się tym wszystkim zajać.
          Padło na mniesmile) Ale wiesz co, nie narzekam. Robie to dla niego, ale też dla
          siebie, bo lubię mieć swięty spokój (o co w tej sytuacji baaardzo trudnosmile)
          Pozdrawiam,
          Macocha pogodzona z losem,
          Ola
          • olamad Re: Witam... 02.10.04, 00:08
            A ze M jest kompletnym ignorantem jeśli chodzi o praktyczna stronę życia, to
            nie ulega wątpliwości. Takiego sobie wzięłam, i takiego muszę zaakceptowaćsmile).
            Ach te chłopy!
        • domali Re: Witam... 04.10.04, 12:08
          Eee, mi też się zdarzyło puścić alimenty za mojego męża. Bo mi łatwiej (bank ma
          oddział na mojej uczelni), bo więcej czasu mam. Nie bolało smile
    • asiek25 Re: Witam... 02.10.04, 02:23
      Witaj Zuzo na tym forum smile)))
      Skrót "nasza eskia" dla mnie jest ok. O ile krócej jest napisać "nasz eksia"
      niż "eksia mojego M.".
      To samo tyczy się mojego faceta. To też pewnego rodzaju skrót myślowy. "Mój M."
      jest napisać/powiedzieć dużo krócej, niż "mój chłop", "mój facet", "mój
      narzeczony", "mój mąż" etc. Poza tym większość kobiet nie tylko tutaj tytułuje
      tak swojego partnera. I dla mnie to jest fajne smile))
    • bejbiko Re: Witam... 02.10.04, 13:37
      a ja piszę tak z sympatii do eks mojego męża.... dlatego, że nie angażuje się
      w nasze życie, nie dzwoni, nie biega po sądach itp..... co nie znaczy, że
      miałabym ochotę się z nia spotkać lub żebym się nie denerwowała kiedy miałaby
      się zobaczyć z moim mężem..... na odległość ją lubię.... i mam nadzieję, że
      taki dystans zostanie. Zwłaszcza po ostatnich gestach w stronę mojego syna....
      na odległość jest naszą eksią..... jeśli zacznie walkę to wymyślę inne
      określenie....
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka