To tak w kontekście ostatniego wpisu alfy 36 w jej watku o książce.
Wspomniała, że pisze pracę zaliczeniową dla mężą
Przypomniało mi się jak ja " zaliczałam" za brata pierwszy semestr na
studiach....to było jego 2 podejście do studiowania tak dla usprawiedliwienia
dodam - na pierwszym przepadł bo się zakochał i do szkoły nie miał czasu
chodzić...
W parę dni dni "spłodziłam" 5 prac zaliczeniowych z tego 4 z przedmiotów o
których miałam jako takie pojęcie, natomiast ta ostatnia to nie dość, że
temat byl mi "klasowo obcy" to jeszcze była pisana "po spozyciu"

))
Przyjechała wtedy do mnie koleżanka ze studiów, ja dyktowałam ona pisała -
nie mieliśmy wtedy komutera, a mój charakter pisma to..... kura pazurem przy
mnie to pisze pismem kaligraficznym
Najlepsze było jak młody przyjechał przyjechał "po zaliczeniach" - jedna
praca była o instrumentach finansowych i na jej temat usłyszałam komentarz :
Jak bys o wekslach więcej napisała to z tej tez byśy piatke dostali.....
Miałam wtedy lesera lekką ochote rozszarpać i solennie mu obiecałam, że do
końca studiów nie ma na mnie co liczyć.
No i uprzejmie zauwazyłam, że srednia to mu wyszła +2 - jeśli wziąc pod uwagę
to były prace zbiorowe..
Prawie się udało - do pracy magisterskiej.
Braciszek sobie wymyślił, że bronić sie będzie we wrześniu, wiec prace
napisze na wakacjach..... tylko nie przeczuł, że jego promotor będzie miał
odmienne zdanie i padnie zdecydowane "niet"
A młody miał przygotowana połowę....
I tak "zakończyliśmy" studia jak zaczeli: on zbierał materiały,a ja najpierw
przepisywałam to co było gotowe, a potem to juz leciałam na bieżaco.. 100
stron w tydzień....napisane/poprawione/oprawione/złożone - ja pisałam do
północy, on potem tobił korekte bo ja rano normalnie szłam do pracy...
Obłęd w ciapki - na końcu to juz pisałam siedząc po turecku z klawiatura na
kolanach, chociaz pozycja wiszaca byłaby najodpowiedniejsza bo juz mi
kregosłup wysiadał
Na szczęście drugi fakultet skończył sobie sam....
A wy jak drogie panie: macie podobne " doświadczenia naukowe" ???