Dodaj do ulubionych

boję się

09.04.05, 10:48
Witam.
Dawno tu nie zaglądałam, ale moja sytacja z Młodą (jako macochy weekendowo-
wakacyjnej) ustabilizowała się.
Teraz jednak wszystko wskazuje na to że mój świat stanie do góry nogami.
Trochę, wbrew własnej woli, zgodziłam się z M. na to aby wystąpił od sądu o
opiekę nad Młodą. Jej sytuacja w obecnym domu (matka + jej facet + ich
dzieci) stała się bardzo, bardzo zła. Myślę że M. ma spore szanse w sądzie
aby uzyskać prawo do opieki.
Boję się, jak sobie ja sobie poradzę z tym psychicznie.
Nie wiem jak się do tego przygotować. Trudno mi się pogodzić z tym, że może
być z nami na stałe. Wiem jednak, że nigdy bym sobie nie wybaczyła tego, że
przez moją wygodę tamten facet mógłby jej zrobić krzywdę.
Nie, żebym nie lubiła Młodej. Wręcz przeciwnie - ona jest z tych co dają się
lubić, ale jej pobyty u nas coraz bardziej mnie męczą - po weekendzie z nią
czuję się jakbym ciężko pracowała.
Sytuacja mnie przerosła.
Przepraszam, że zawracam głowę, choć sama nie wiem czego od Was oczekuję.
Kompletnie nie mam z kim o tym pogadać. Musiałam po prostu to z siebie
wyrzucić.
m.
Obserwuj wątek
    • bei nie martw sie az tak.... 09.04.05, 14:12
      co innego dziecko- gość...a co innego miec je cały czas.....
      wiesz...ja nie lubię, gdy Pat znika gdzies u rodziny...gdy jest z nami- jestem
      o niego spokojniejsza.....gdy dziecko jest tylko gościem- to starasz sie
      poswięcic mu cały swój wolny czas...ba- nawet i ten- w którym jestes zajęta
      prozaika swego najprywatniejszego zycia....godziny uciekają- więc nie powiesz-
      zaaaaraz...za chwilę...nie odłożysz rozmowy na za 10 min- tylko starasz sie
      wykorzystac wslny czas jak najefektywniej...
      Gdy zamieszkacie razem- relacje stają sie coraz bliższe....
      np- dziecko samo zauwazy- ze boli Cie głowa- i odłoży wspolna zabawe na
      późniejsmile...poczeka tez te 5-10 min na posiłek....
      zobaczysz- bedziesz mniej zmęczonasmile
      eeech....znam to:
      np- dziecko ma jechać do mamy....
      i ma do przeczytania lekturę....
      ..i szkoda sie mi go robi- że zamiast spędzić fajnie czas z mamą- to będzie u
      niej czytał nudna ksiazke...
      wiec siadam...i mu czytam....boli mnie gardło...i jestem senna...i mam tyle
      jeszcze do zrobienia w czasie- gdy niemowlak śpi...
      historyjki można mnożyć...
      nie martw sie.... na pewno będzie Wam lepiej...nie tylko dziewczynce- ale i
      Tobiesmile

      Pozdrawiamsmile- macocha 50%ntowa....i bez doswiadczeniasmile- bo Oscar W. pisał- że
      ludzie swą głupotę zwykli nazywac doswiadczeniemsmilesmile.....
      • monika_oli Re: nie martw sie az tak.... 09.04.05, 14:48
        Dziękuję Bei za ciepłe słowa.
        Lżej mi na duszy, choć ciągle biję się z myślami, ale wiem że dla niej tak
        będzie najlepiej.
        Pozdrawiam
        Monika
    • lilith76 Re: boję się 10.04.05, 17:42
      ja też, w niedzielny wieczór, po wyjeździe dzieci M czuję się wypompowana, a cisza w mieszkaniu mnie ogłusza smile
      jednak co innego taka wizyta, powrót do "dawnego ładu", znowu wizyta, a co innego sytuacja gdy dziecko jest na stałe - wtedy pamięć o czasach ciszy i spokoju powoli odchodzi w dal. przy umiejętnym razem współmieszkaniu udaje się pewnie przyzwyczaić.
      sądzę, że więcej powinny ci napisać macoszki całodobowe.
    • lideczka_27 Re: boję się 10.04.05, 20:14
      moniko, gdy rozmawiam z dziewczynami, które mają się ku rozwodnikowi i pytają o
      trudy takiego układu, pierwsze moje pytanie brzmi: „czy jesteś sobie w stanie
      wyobrazić, że mogłabyś żyć nie tylko z nim, ale także z jego dziećmi, aż do ich
      dorosłości?”
      Moim zdaniem to podstawa. Nawet nie akceptacja dzieci partnera, świadomość, że
      będzie się dzieliło wspólny budżet z jego dzieckiem/dziećmi - to są
      oczywistości, ale jest sprawa najważniejsza: predyspozycje lub ich brak do
      wspólnego zamieszkania, może współwychowywania, troski...
      Sądzę, a właściwie mogę napisać, że kobieta faceta dzieciatego, który ma
      przejąć opiekę, stając w obliczu takiego wyboru, może zdecydować tylko jedno,
      jeśli jej nie pasuje - odejść. Bo już pisałam kiedyś: nie wyobrażam sobie
      postawienia rodzica przed wyborem: "twoje dziecko albo ja". Sprawy się
      komplikują, gdy mamy już z tym człowiekiem wspólne dziecko i wtedy: albo się
      godzimy na wspólne życie, albo odchodzimy, bo nie wyobrażamy sobie dalszej
      przyszłości w skórze macochy. Oczywiście tracą wtedy na tym nasze dzieci. Mam
      jedną znajomą, która wystąpiła o rozwód w momencie, gdy zmarła pierwsza żona
      męża i wziął do ich domu dwoje dzieci z pierwszego małżeństwa. Ona twierdzi, że
      ją to przerosło, nie wyobrażała sobie takiego życia i je z nim skończyła.
      Swego czasu byłam dokładnie w Twoim położeniu. Bardzo źle to wspominam, ale to
      dlatego, że mój mąż kompletnie źle się zabrał do sprawy - w skrócie tylko
      powiem, że zadecydował sam o tym, że będzie o córkę walczył, dla niego było to
      oczywiste i mnie poinformował: nie zapytał co ja na to, czy się zgadzam, w
      końcu razem żyliśmy, mieliśmy dziecko, byłam żoną, ale jak się okazało - moje
      zdanie nie było dość ważne. Wiedziałam, jak będzie wyglądało wszystko, gdy
      dopnie swego: jego dziecko całkiem na moich barkach, on w pracy. I tak by było:
      matka gdzie indziej, ojciec gdzie indziej, a dziecko wychowuje macocha. No
      dzięki, nie zgodziłam się. Dopiero po rozmowie, gdzie ustaliliśmy wszystkie
      priorytety, on nakreślił mi plan działania, zdanie zmieniłam. Wiedziałam, że
      proponowany przez niego układ nikogo w nas nie godzi, a przeciwnie - będzie dla
      wszystkich dobry. Odbyły się sprawy - już przy pełnej mojej aprobacie i woli,
      ale nie ona zadecydowała o dalszym życiu, tylko po prostu śmierć eks.

      To są wszystko sprawy delikatne i na maksa może się w to wczuć osoba, która już
      to przeszła. Sprawa jest łatwa, gdy od początku mamy do czynienia z człowiekiem
      wychowującym dziecko (wiemy, w co wchodzimy), ale gdy spada to na niego, a ty
      musisz się dostosować - będzie okres ciężki i tyle, tego się nie uniknie -
      chyba pierwsze, co przychodzi, to bunt, że nie tak miało być, że nie ma się
      wpływu na swoje życie tylko ktoś z zewnątrz, los decyduje za nas. Poza tym
      uważam, że pomiędzy ojczymem a macochą jest kolosalna różnica, ale w szczegóły
      wdawać się nie ma co - macochy wiedzą o co chodzi. Oczywiście można sobie
      powiedzieć, że trzeba się liczyć z tym, że facet może przejąć opiekę, ale
      wyobrażenia wyobrażeniami, a zaskoczenie przez los to dwie inne sprawy.

      Zobaczysz, wszystko się ułoży, ale na życie jakie wiedliście dotychczas nie
      masz już co liczyć. Będzie inaczej. To wrażenie, że się temu nie podoła mija,
      naprawdę. Musicie jasno określić zasady panujące w domu tak, by Wam wszystkim
      było dobrze. Nam się udało, jest naprawdę fajnie. Wierzę, że Wam się też uda,
      głowa do góry smile

      pozdrówki
      lidka
    • monika_oli Re: boję się 11.04.05, 07:32
      Dziewczyny, bardzo dziękuję za wsparcie. Szczególnie Tobie Lidkosmile
      Prawdę powiedziawszy, to odkąd jestem z M. zawsze liczyłam się z możliwością że
      Młoda kiedyś może zamieszkać z nami. Tyle że teraz to spadło na mnie jak grom.
      Wiem, że na podjęcie takich decyzji (jak i wszelkich innych trudnych) nie ma
      nigdy dobrego momentu, ale teraz chyba jest najgorszy z możliwych. Za trochę
      mniej niż trzy miesiące urodzi się nasze drugie dziecko. Już sobie w miarę
      poukładałam jak to wszystko zorganizować - dwulatka i noworodek - oboje
      potrzebujący miłości i opieki. A tu jeszcze, być może dojdzie do tego 'kramu'
      12-to latka. Wiem że już nie będzie wymagała tyle uwagi co maluchy, ale też nie
      będziemy mogli zostawić jej w takim momencie samej sobie.
      Ale dziś już mi zdecydowanie lepiej. Chyba po prostu pierwszy szok minąłsmile
      Pozdrawiam ciepło.
      Monika
      • m-m-m Re: boję się 11.04.05, 08:49
        12 lat? Moja droga, to duze dziecko i nie zastapisz jej matki. Podejrzewam, że
        układ rodzina matki dziewczynki, a wasza rodzina będzie podobny.
        czy znasz dokładnie przyczyny niezadowolenia dziewczynki z tamtegio układu
        rodzinnego? Pytam dlatego, że moze być sytuacja, że dziewczynka zwyczajnie
        ucieka np. od obowiązków w domu i np. liczy na to, że u ojca i macochy miała
        ich nie będzie.
        Najważniejsze to ustalić na "dzień dobry" kto jest kim w takim układzie, czyli
        jakie Twoje prośby Twoja pasierbica powinna wykonywać (nie licz na
        posłuszeństwo) i w jaki sposób będziesz zwracała jej uwagę np. na niestosowne
        zachowanie. Nie zapomnij, że tak naprawdę jesteś dla niej obcą osobą, nie masz
        praw rodzicielskich i co najwyżej możesz wypracować sobie formę podobną do
        funkcji wychowawcy w szkole. Nie przejmuj obowiązków rodzicielskich, bo będzie
        to bardzo kłopotliwe i od samego poczatku poganiaj M. do jej wychowywania, aby
        nie liczył, że Ty weźmiesz odpowiedzialność za zachowanie i postępowanie
        dziecka, szczególnie, że dziewczynka wchodzi w okres dojrzewania i będzie coraz
        więcej problemów. Nie ustępuj M. nie daj się zwieść gadaniem, że Ty lepiej
        rozumiesz dzieci, bo jesteś kobietą i tym podobnym tekstom, które tak naprawdę
        mają na celu zrzucenie z siebie odpowiedzialności z czystego wygodnoctwa za
        wychowanie dziecka na osobę obcą. Musisz też rozwiać nadzieje M. na to, że
        stosunki Twoje z pasierbicą będą analogiczne do tych, które masz z dziećmi
        własnymi, czyli, że będziesz wybaczała jej tak jak się wybacza dziecku własnemu
        (ona nie będzie Ci wybaczała tak jak wybaczałaby rodzicom biologicznym, bo Cię
        nie kocha).
        Nie kupuj jej też np prezentami i nie daj się wciągnąć w sojusz przeciwko M.,
        nie bądź też dla niej jak koleżanka. MUSISZ MIEC JASNO OKREŚLONĄ ROLĘ W TYM
        UKłADZIE.
        • wiola101 Re: boję się 11.04.05, 10:40
          No to moja droga możemy sobie pogratulować. Jedziemy na tym samym wózku. Mój
          mąż juz złozył w listopadzie tamtego roku pismo do sądu o przejęcie opieki.
          Pierwsza rozprawa była w marcu ale nie pojawiła sie eksia i ja
          odroczyli.Kolejna będzie pojutrze. Młody ma ukończone 8 lat, my mamy wspólną
          córkę w wieku 7 lat i ja jestem w 20 tc. tez mam duzo obaw, pytań, i jest wiele
          niewiadomych. Jednak troska o młodego, jego życie i wychowanie jest dla nas
          najważniejsza i czasem kiedy młody próbuje usprawiedliwiać postepowanie matki,
          myslę że jesteśmy my dorośli odpowiedzialni za niego i mamy w obowiązku
          troszczyć sie aby nie stał sie narkomanem jak jego matka.
          Wiemy że czeka nas wiele trudu związanych ze sprawą,przejęciem opieki i
          wychowaniem chłopca który już w tym młodym wieku nauczył sie kłamać i
          manipulować na swoja korzyść- jednak widze w nim chłopca który jest zalękniony,
          przestraszony i niepewny swoich dalszych losów i wiem że zrobie wszystko aby
          jeszcze w życiu był szczęśliwy i jak najmiej dotkliwie ( przynajmniej z naszej
          strony) przeszedł całą tą gehennę.
    • pom Re: boję się 11.04.05, 14:13
      Dziewczyny napisały już sporo, więc nie będe się specjalnie rozpisywać.
      Ostatnio rozmawialiśmy z M na temat "co by było gdyby". Wydaje mi się, że
      jestem przygotowana na ten "grom z jasnego nieba", czyli nagłe sprostanie
      wyzwaniu jakim jest okiełznanie w domu dwóch chłopców. I swojego życia przy tej
      okazji.
      Ale wyraziłam też swój stosunek, gdyby mieszkanie chłopców, lub też jednego z
      nich, u ojca wynikałoby z swoistego kaprysu. No bo u Taty są komputery i ogólny
      luz.Tu się bronię rękami i nogami. Bo wiem, z czym by to się wiązało.

      Dlatego rozumiem Cie bardzo dobrze, Moniko.
      Myślę jednak, że poradzisz sobie z małą, zwiążecie się ze sobą i będziesz ja
      widzieć innymi oczami. Życzę Ci tego bardzo mocno.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka