Dodaj do ulubionych

"oni" i "my"

24.03.06, 17:09
Od dosc dawna czytam to forum i nie moge sie oprzec wrazeniu, ze jestescie
lepsze niz ja, ze nie macie takich zlych uczuc w stosunku do swoich
pasierbow. Ja ich nie lubie, a wlasciwie nie tyle ich, ile stosunku mojego
meza do nich. Jest wspanialym ojcem dla naszego dziecka, to mi sie podoba,
jest wspanialym ojcem i dziadkiem dla nich - jestem zazdrosna. Jego dzieci sa
dorosle (31 i 35 lat), nasza corka ma 8 lat. Moj maz ma malo wolnego czasu,
jestem zazdrosna, ze czas, ktory poswieca im, mogly poswiecic nam. I tak
zawsze mysle "oni" i "my". Oczywiscie nie okazuje im swojej niecheci,
stosunki sa poprawne. Ale ja chcialabym je ograniczyc do minimum, natomiast
moj maz chcialby zebysmy byli jedna duza rodzina. "Odchorowuje" kazde
spotkanie z nimi. Oni w stosunku do mnie tez zachowuja sie poprawnie (choc
poczatki byly tragiczne), ale jakos podswiadomie czuje, ze mnie nie lubia i
co gorsze, nie wierze, ze lubia tak naprawde nasza corke.
Obserwuj wątek
    • natasza39 Re: "oni" i "my" 25.03.06, 14:32
      Może oni podświadomie tez czują, że ich nie lubisz?
    • magret65 Re: "oni" i "my" 25.03.06, 18:25
      No cóż, uczucia są uczuciami i nie zawsze da się je opanować, ale myślę, że
      nastawienie zawsze można zmienić! Jednak Twojego męża powinnaś naprawdę cenić.
      Skoro jest dobrym ojcem dla wszystkich i sprawdza się w życiu, to znaczy, że
      możesz spać spokojnie i nie martwić się o własne dziecko! Pomyśl, gdyby "olał"
      dzieci z wcześniejszego związku i gorzej je traktował, to czy miałabyś do niego
      szacunek?Czy mogłabyś spać spokojnie bez myśli, że w przyszłości "oleje" także
      i Wasze dziecko?! Ja tam wierzę, że bracia przyrodni lubią Waszą córkę, a
      jeżeli jest nawet tak jak myślisz, że sympatia nie jest szczególna, to jednak
      wierzę, że uważają ją za bliską osobę. Na pewno, tak widać z postawy Twojego
      męża, mają wpojone przez ojca, że rodzina najważniejsza, więc gdyby w
      przyszłości Was zabrakło,to ona nie zostanie sama! Przypuszczam, że nie jesteś
      wiele starsza od Swoich pasierbów, więc pewnie istnieje między Wami mała
      rywalizacja, ale myślę, że nie powinnaś tak się tym wszystkim przejmować. Oni
      pewnie wkrótce założą własne rodziny i normalną koleją losu trochę rzadziej
      będą widywać ojca. A przyszłość należy do Was! Może spróbuj skoncentrować się
      na "pozytywach", że Twoje dziecko ma aż 2 dorosłych braći. Na pewno nie jesteś
      gorsza od innych! Uczuciami niestety nie da się sterować! Nie da się
      powiedzieć, mam kogoś lubić i już! Albo kogoś lubię, albo nie i trudno! Można
      pracować nad swoją postawą. Może z czasem negatywnych uczuć będzie mniej i to
      już będzie sukces!!! Pozdrawiam. M
      • mangolda Re: "oni" i "my" 26.03.06, 13:57
        gdyby "olał"
        > dzieci z wcześniejszego związk

        Margaret,
        To juz nie są DZIECI tylko STARE KONIE! Nie ma potrzeby powswięcania im zbyt
        dużej ilości czasu. "Dzieciom" w tym wieku wystarczy kontakt z okazji Świąt dwa
        razy do roku.
        • wipsania Re: "oni" i "my" 26.03.06, 14:15
          O, przepraszam. Co komu wystarczy, to jest jego sprawa. Jestem starą krową a
          kontaktuję się z moją matką codziennie. Z ojcem też tak było, dopóki żył.

          Co do głównego tematu - a rozumiem, że niektóre next najchętniej wymazałyby
          przeszłość męża gumką myszką, zwłaszcza kiedy tamte dzieci są dorosłe - było i
          poszło. Tym bardziej należy się szacunek mężowi z pierwszego postu.
          Gdyby zaniedbywał dziecko z drugiego małżeństwa (tak się też zdarza, bo są
          faceci nie bardzo radzący sobie z małymi dziećmi i uciekają wtedy
          w "bezpieczne" kontakty ze starszymi) to co innego, ale jeśli jest dobrym ojcem
          dla najmłodszego....
          Starsi bracia może za mało mają kontaktu z przyrodnim, czy próbowaliście coś
          tutaj poprawić, żeby mieli szansę polubić?
        • m-m-m Re: "oni" i "my" 27.03.06, 08:22
          Gdyby moi rodzice żyli kurosowałabym dziś do nich co najmniej raz w tygodniu,
          choć też starym koniem jestem (starą szkapą raczej), a co dziennie
          rozmawiałabym z nimi przez telefon.
        • e_r_i_n Re: "oni" i "my" 27.03.06, 08:51
          mangolda napisała:

          > "Dzieciom" w tym wieku wystarczy kontakt z okazji Świąt dwa razy do roku.

          W wieku lat 18 zrywa sie wiezy emocjonalne z rodzicami, ze tak uwazasz?
          Mi potrzebna jest minimum jedna rozmowa tygodniowo z rodzicami. Nie widzienie
          ich dluzej niz 1,5-2 mce to maks.
    • weronka77 Re: "oni" i "my" 27.03.06, 09:04
      Nie martw się i sie nie przejmuj.Mnie też nie lubią i ja raczej za nimi też nie
      przepadam ale co gorsza nie mam w związku z tym żadnych wyrzutów sumieniawink
      Raczej kompletnie nie zajmuje to mojej uwagi bo szkoda nerwów na coś co i tam
      zmianie nie ulegnie.Mnie szczerze powiem już nie zależy na tym żeby lubiły mnie
      i Julkę.Jedynie na tym żeby nie zrobiły jej krzywdy i to wszystko czego od nich
      oczekujęwink Pozdrawiam
    • sadelko_pimpka Re: "oni" i "my" 27.03.06, 13:09
      Ja tez nie lubie swojej pasierbicy i wcale nie czuje wyrzutow sumienia z tego
      powodu,ale z drugiej strony nie zazdroszcze,ze poswieca jej czas (niech
      poswieca nawet wiecej niz obecnie,mnie to ani ziebi ani grzeje)Twoi pasierbowie
      nie maja tez obowiazku lubic Ciebie i Twojej corki.Nie przejmuj sie tak tym
      nadmierniesmile
      • miyo5 Re: "oni" i "my" 27.03.06, 17:03
        Dziekuje, za wszystkie odpowiedzi. Niestety jest to tak, ze chetnie bym ich
        wymazala gumka (co nie znaczy, ze probuje). Moj maz ma z nimi dobry kontakt,
        rozmawia z nimi czesto przez telefon i widujemy sie bardzo czesto. I wlasnie -
        dla mnie to jest bardzo czesto, dla niego za rzadko. Zapraszamy sie wzajemnie
        na urodziny - meza, moje, naszej corki, jego dzieci (razy 2), jego ziecia,
        dwoch wnukow, meza rodzicow(razy 2), Swiat Bozego Narodzenia, Wielkanocy, a
        ostatnio zostalismy zaproszeni na urodziny ojca ziecia, co dla mnie juz bylo
        przegieciem i nie poszlam. Do tego inne okazje i spotkania bez okazji. Dla mnie
        to jest za duzo, za blisko, chcialabym zyc w wiekszym dystansie z nimi. Moj maz
        chcialby byc bardzo blisko. Jak znalesc kompromis ? Moj maz sadzi, ze ich nie
        lubie. Ze jak juz sie spotkamy, to jestem mila dla nich i wszystko jest o'k,
        ale on wie, ze ich nie lubie. Ja oczywiscie nie obnosze sie z moimi uczuciami
        do nich, ani ich BRON BOZE nie krytykuje, ale ciezko czasami ukryc prawdziwa
        twarz prze wlasnym mezem. Uwaza natomiast, ze one lubia mnie i nasza corke,
        wiec tym bardziej moja niechec wydaje mu sie nieuzasadniona.
        • wipsania Re: "oni" i "my" 27.03.06, 17:27
          Uffffff....
          Faktycznie sporo tego. Czy on jest na emeryturze, bo przecież potrzeba sporo
          czasu na to wszystko?
          • miyo5 Re: "oni" i "my" 27.03.06, 17:31
            Ha,ha, Nie jest na emeryturze, pracuje i to czasami po kilkanascie godzin na
            dobe.
        • mamaika Re: "oni" i "my" 27.03.06, 17:38
          A czemu ukrywasz ?! Bo mogę zrozumieć wszystko inne, ale tego nie bardzo. Nie
          przepadam za "swoimi" dziewczynami, jest poprawnie chłodno,ale mój M doskonale
          wie,że nie lubię ich i doskonale też wie dlaczego. Pisałam zresztą o tym na tym
          forum.Nie muszę ich lubić one nie muszą lubić mnie. Nie da sie nikogo zmusić i
          tyle. A M swoje dziewczyny kocha i bardzo dobrze, usprawiedliwia je - to też
          normalne, a czasem nie widzi, nie słyszy, bo tak wygodniej smile.Problem dla mnie
          żaden, to jego dzieci. Mamy też swoje własne. Raz tylko dostał ode mnie
          ochrzan, przy weekendowaniu najmłodszej u nas, jak zwyczajnie ignorował naszego
          synka . Mętnego i głupiego wyjaśnienia"bo on ma tu dwoje rodziców a ona ma tu
          tylko jego " nie przyjęłam a wręcz wyśmiałam. Sam doszedł do wniosku,że
          idiotyczne. Porozmawiaj ze swoim M ,że niekoniecznie w każdy weekend i kazde
          święto masz ochotę na "rodzinne" spotkania,że chcesz pobyć tylko z nim i z
          dzieckiem.Czego się boisz ? Przełam się i tyle.Ja mimo,iż mojemu M też się to
          nie zawsze podoba potrafię powiedzieć,że np. nie mam ochoty,żeby jego córka
          przyjeżdzała do nas bo np. najzwyczajniej w świecie chcę odpocząć bo miałam
          koszmarny tydzień. Po stracie naszego drugiego synka z powodów o których nie
          mam ochoty nawet pisać nie miałam ochoty widzieć jego najstarszej córki. Są
          soboty,które spedza tylko z nimi. Jasne,że wolałabym żeby był z nami smile.
          Zazdrość nie ma tu nic do rzeczy. Trzymaj się cieplutko i życzę szczęścia. Ja
          osobiście też radzę sobie średnio ostatnio i dziewczyny doprowadzają mnie do
          szału momentami a mój M zwyczajnie w całej tej sytuacji wkurza, więc wybieram
          się do znajomego terapeuty,żeby pomógł mi poprostować myśli w łepetynie.Jam
          masz ochotę to napisz na priv.
          • macosik Re: "oni" i "my" 28.03.06, 12:29
            Ja też miałam podobne problemy z określeniem uczuć w stosunku do dzieci mego M.
            Początkowo wydawało mi się, że skoro kocham M. a one są jego dziećmi to i je
            muszę pokochać. Zresztą mój M. zawsze mówił, że tak właśnie chciał by było. Bym
            je kochała jak dzieci i rozpieszczała byśmy byli "prawdziwą" rodziną. Jednak
            ten przymus mnie zaczął wykańczać. Nie potrafiłam ich pokochać, bo z jednej
            strony dla mnie były dziećmi takimi jak inne- bez szczególnego wyróżnienia, z
            drugiej strony czułam również zazdrość. Przypominały mi o przeszłości mego M.
            Zresztą dzieciom nawet nie przysżło przez myśl, że mnie muszą pokochać i
            traktowały mnie obco- zresztą dalej traktują ( no może jak jedną z
            przyszywanych ciotek, ale też bez wyróżnień ). A więc one tak naprawdę
            postąpiły ze swoimi uczuciami w sposób naturalny. Przyjęły mnie ale nie "wylały
            na mnie swej miłości" smile..więc dlaczego ja miałabym się miotać z koniecznością
            ich pokochania. To byłoby Tak jak mówią tu moje poprzedniczki- jeśli chodzi o
            uczucia nie da się nikogo do niczego zmusić.
            Ja im bardziej staram się coś zrobić ze swoimi do nich uczuciami tym bardziej
            mi ciężko. Z jednej strony kiedy byłam zbyt blisko z nimi zaczełam im matkować,
            co spotkało się z oporem z ich i M. strony. CHciałam ich wychować, wpoić coś-
            też źle wyszło. Im bliżej byłam tym więcej problemów. Dzieci zaczeły mi
            wchodzić na głowę, wymagać coraz więcej a z drugiej strony- jako obcą -
            wypychać gdzieś na margines ( głównie córka M. ). A więc postanowiłam zmienić
            swój stosunek do nich. Na bardziej obojętny- bo wtedy mniej boli...
            Jednak to trudne..Wydaje mi się jednak, że pozytywna obojętność będzie
            najbardziej właściwa.
            • miyo5 Re: "oni" i "my" 28.03.06, 15:47
              Dziekuje Wam wszystkim za madre slowa. Macosik trafila w sedno, nie chce byc
              blisko, bo czuje, ze moga mnie zranic, wole pozostac obojetna. I rowniez, jak
              Macosik, glowne problemy mam z corka. Mysle czesto, ze nawet gdybysmy spotkaly
              sie na neutralnym gruncie (nie w relacji macocha - pasierbica), to tez bysmy
              sobie nie przypadly do gustu. Jest pomiedzy nami 10 lat roznicy, teoretycznie
              moglybysmy sie zaprzyjaznic, ale jestesmy bardzo rozne, rozne mamy poglady na
              wiele spraw. W kontaktach z nia czuje sie jakbym stapala po lodzie - jest mila,
              bo ja jestem mila, ale niechbym tylko zrobila cos przeciwko niej, skoczylaby mi
              do oczu. I dobrze - nie musi mnie lubic, ale czemu moj maz jet taki naiwny, ze
              mysli, ze ona mnie szczerze lubi. Mamaika pyta dlaczego ukrywam swoja niechec
              do dzieci meza. Mysle, ze zaden rodzic nie bylby zachwycony, gdyby
              uslyszal "nie lubie twojej corki".
              • m-m-m Re: "oni" i "my" 28.03.06, 15:51
                Mysle, ze zaden rodzic nie bylby zachwycony, gdyby
                uslyszal "nie lubie twojej corki".


                Takie słowa mogą paść, gdy związek jest już w jakiś sposób stabilny, gdy facet
                na tyle Cię pozna, że te słowa nie tylko go nie zranią, ale wręcz skonią do
                refleksji. Czyli nie obrazi się na Cienbie za to, że nie lubisz jego dzieci i
                to lepiej lub gorzej zrozumie.
              • mamaika Re: "oni" i "my" 28.03.06, 19:13
                I nie jest zachwycony, ale też nie ma chyba sensu udawać,że się kogoś lubi jak
                tak nie jest. A może po prostu ja nie potrafię,albo zwyczajnie nie chcę. Albo i
                jedno i drugie smile.Mój M to na szczęście mądry facet, i zresztą doskonale
                widział zachowania dziewczyn w stosunku do mnie.
                • macosik Re: "oni" i "my" 29.03.06, 12:21
                  Ja też początkowo starałam się polubić dzieci mego M. W jakiś sposób je lubię
                  nadal- choć inaczej ( pewnie po dłuższym oswojeniu się z nimi poczułam jakieś
                  przywiązanie ). Mój M. pragnąc stworzyć z nas rodzinę "zmuszał" nas w jakiś
                  sposób do wręcz pokochania siebie nawzajem. Jednak nie zdało to rezultatu.
                  Ale ja byłam szczera z moim M. od początku. Mówiąc mu o swych obawach,
                  nieumiejętności odnalezienia się w tym wszystkim, o uczuciach jakie żywię do
                  dzieci i nawet o zazdrości o nie. Nie mówię, że takie rozmowy są łatwe. tym
                  bardziej, że M. oczekiwał właśnie ode mnie bym to ja mocniej starała się
                  zmienić, przystosować uczuciowo..Jednak widząc że mimo chęci nie wychodzi to
                  czego się oczekuje- rodziny na siłę stworzyć nie można, nawet tej biologicznej
                  a co dopiero "doszywanej" - zrezygnował. Teraz ma świadomość, że dla
                  dalszego "zdrowego" funkcjonowania naszej "rodziny" lepsza będzie moja
                  obojętność ( co zresztą również jest trudne, mimo wszystko w kontaktach z
                  ludźmi ciężko jest być obojętnym, a co dopiero w tosunku do dzieci, z którymi
                  się przebywa prawie na co dzień i mimowolnie stara się im wpoić jakiąś
                  moralność ).Tak czy inaczej warto rozmawiać z partnerem o swych obawach.. To
                  pomaga. M. inaczej patrzy na mnie widząc, że się staram choć mi jest trudno i
                  że w gruncie rzeczy robię to dla niego bo na nim głównie mi zależy.
    • bemari miyo5 29.03.06, 18:02
      Moja macoszka nie ma dzieci - w ogóle dzieci nie lubi, czego nie kryje.Rodzinna
      nie jest wcale.Na początku robiła wszystko, by nas wymazać z życiorysu
      ojca.Prawie dwa lata utrudniała wszelkie kontakty.Połapała się jednak, że to
      rani mojego ojczulka.Zaczęła się przełamywać.Dziś bywa u nas często i z własnej
      woli.Moje dzieci polubiła ( chyba jako jedyne na świecie).Ja staram się
      rodzinnością jej nie przeciążać.Wypracowałyśmy sobie własne relacje na drodze
      kompromisu.Jesteśmy na siebie skazane, więc czego nie można uniknąć należy
      polubić.Szkoda życia na walenie głową w mur.na szczęscie zrozumiała, że jej
      facet ma jeszcze inne działki w życiu - na przykład bycie dziadkiem.To też rola
      życiowa.
      • miyo5 Re: miyo5 29.03.06, 18:47
        Masz racje - jestesmy na siebie skazani i szkoda walic glowa w mur. Swoja droga
        ciekawa jestem jakie sa Twoje uczucia w stosunku do niej. Bo o tym mowimy, o
        uczuciach.
        • bemari Re: miyo5 29.03.06, 22:34
          Lubimy się miyo, choć pozornie jesteśmy z dwóch różnych bajek.Zabrało nam sporo
          czasu budowanie takich relacji, ale warto było.Nie wtrącamy się w swoje życie,
          nie krytykujemy, nie doszukujemy podtekstów.Co osiągniesz okazując niechęć?
          Masz fajnego mężczyznę, który będzie nieszczęśliwy.Zawsze możesz trochę te
          kontakty ograniczyć,ale nie wycofuj się z nich.Będziesz winna.Nawet jeśli on
          nie powie tego głośno.Zapewniam Cię, ulżysz sobie na krótko.

          Miyo - moja Alicja ma wszelkie cechy, które mogłabym znienawidzić.Jest uroczą
          egoistką, która musi być w centrum świata.Jest piękna, elegancka, na
          stanowisku.Przepuści każdą sumę pieniędzy.Przypala nawet wodę w czajniku.Gdy
          cała rodzina zapyla na działce, ona sączy drinka i maluje cudowne pazurki.W
          domu sprząta i gotuje mój papcio.W szafie ma ze sto torebek, na koncie
          pustki.Jest nieobliczalna, nie potrafi zaopiekować się nikim
          Ja to mamuśka Polka, zapobiegliwa, gotująca, sadząca kwiatki i ścierająca
          kurze.Dla niej bez fantazji i w ciuchach z tańszej półki.Mam inne problemy(te
          dzieci...Po co ci tyle było),inny ogląd świata.

          Mogłybyśmy się nie znosić. Ale postawiłyśmy na to, że obie jesteśmy molami
          książkowymi, lubimy podobne filmy, mamy dużo tolerancji dla świata, uczymy się
          angielskiego i kochamy tego samego faceta.Znajdujemy coraz więcej punktów
          zbieżnych, milczeniem pomijamy różnice.
          Dla mojego męża Alicja jest potwierdzeniem faktu, że trafił na właściwą kobietę
          (okazuje to, okazuje - czuję się dopieszczona)i żródłem anegdot, mój tatek też
          jest dumny , że córcia taka rozsądna i cieplutka, ale przekonany , że Alicja
          jest zjawiskiem doskonałym.Zatroszczyć się o to stworzonko trzeba, bo takie
          delikatne.Zwariował mi tatuś kompletnie, ale mnie cieszy, że szczęśliwy w tym
          wariactwie.Ma w końcu przy boku piękną, inteligentną, wykształconą i
          kilkanaście lat młodszą kobitkę.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka