khaldum
07.08.06, 11:47
CIśnienie mi skoczyło, pół nocy przepłakałam, i sama już nie wiem czy mam
prawo się wściekać, czy zagryźć zęby...
Szanowny małzonek zostawił mnie kiedy córka miała 16 miesięcy, wrócił do
życia studenckiego, koncertów metalowych i braku obowiązków. Pomiędzy nami
były wzloty i upadki... Przez 4 lata okłamywał mnie, ze poświęca się pracy i
tylko pracy, znajomi się ze mnie śmiali i mówili jak ta praca ma na imię.
Prosiłam go na kolanach o to by spróbować naprawić związek a on nie, bo nie
będzie próbować, bo to nie ma sensu, nawet dla dziecka. Tłumaczyłam mu, że
nawet jeśli nie wyjdzie to przynajmniej będziemy mieli pewność że zrobiliśmy
wszystko by nasza rodzina przetrwała. Odmówił terapii małżeńskiej.
Przez 5 lat, wziął córkę raz na weekend, odwiedzał ją sporadycznie, raz w
miesiącu... Kłótnie pomiędzy nami dotyczyły tylko jakości i ilości czasu jaki
poświęca córkce. Czasami nie widywał jej przez półtora miesiąca.
Niejednokrotnie zawoziła córkę do niego (mieszka 80 km od nas) a on odwlekał
spotkania i poświęcał jej np 15 minut, na jakimś parkingu.
W sobotę moja córka miała urodziny, tak się złożyło, że w tym dniu był ślub i
wesele ze strony mojego NM, i postanowiłam, że te urodziny córeczka spędzi z
rodziną ex, ponieważ rodzina ex męża nie utrzymuje ze mną kontaktu,
pomyślałam, że babcia ze strony taty ucieszy się, że będzie mogła być na
urodzinach córki.
Nigdy nie utrudniałam kontaktów z córką, ani ex, ani jego rodzinie, Była
teściowa sama zerwała ze mną kontakty.
Niejednokrotnie prosiłam męża, aby na spędzał z córką więcej czasu i prosiłam
go, aby ten czas był tylko dla niej, aby na te spotkania nie zabierał swojej
partnerki, żeby dziecko miało go tylko dla siebie.
Córka miała problemy emocjonalne, korzystała z pomocy psychologa, okazała
okazało się, że wyidealizowałam jej obraz taty, wiecznie tłumacząc jego
nieobecność pracą i obowiązakami zawodowymi. Nigdy nie powiedziałąm ,że ma
nowe zycie, nową partnerkę i dlatego poświęca jej tak mało czasu. Nigdy sama
ani nikomu z otoczenia nie pozwoliłam krytykować jej taty.
Po raz pierwszy od roku miał z nią spędzić noc. Zostawił ją u swojej
szwagierki, a następnego dnia przywiózł ta swoją flondrę do MOJEJ córki,
MIMO, ŻE WYRAŻNIE MU MÓWIŁAM ŻE SOBIE TEGO NIE ŻYCZĘ!
Kiedy zadzwoniłam do córki zapytać jak minęły urodziny i dowiedziałam się, że
tatuś nie został na noc z nią, ale przyjechał dzisiaj z koleżanką która
tatucia mocno kocha i ta pani przywiozła jej zabawki i jest taka milutka i ją
całuje to mi się krew zagotowała.
JAKIM PRAWEM @@@^@&$# !!!!!
Pomijam to że ukradła mi męża, niech jej na zdrowie palant wyjdzie, ale jakim
prawem zbliża się do mojego dziecka, skoro okrada ją z ojca !!?? Nie raz było
tak że toto dzwoniło do ex, a on po jej telefonie skracał o godzinę lub 2
spotkania z córką i darł do swojej baby.
Wściekła jestem, i mówię ex, że się nie zgadzam na to, aby te ochłapy czasu
jakie poświęca dziecku były w towarzystwie panienki, a on mi zagroził, że mi
dziecko odbierze (po jego odejsciu miałam załamanie nerwowe, przez 2 lata
leczyłam depresję farmakologicznie + terapia psychologiczna), wyciągnie mi
żółte papiery i mnie zniszczy i że zabrania NM spędzać czas z dzieckiem,
kiedy my razem mieszkamy!!!, Przez półtora roku mu to nie przeszkadzało,
nawet był zadowolony.
Jezu, nie mam siły, kiedy mu powiedziałam , że po moim trupie dziecko mi
odbierze, stwierdził, że będzie tak jak sobie życzę...
Za dobra byłam, trzeba było ustalić 2 popołudnia w miesiącu od do, i tydzień
wakacji, głupia byłam, głupia i naiwna... Z kulturą chciałam, grzecznie..
a on ojciem nie jest, nie ma pojęcia co to znaczy być ojcem, dawca nasienia i
nic więcej...
a tej się matkować zachciało, niech sobie urodzi, dziecko a nie do mojej
córki się dostawia flondra jedna, może jak będzie siedziała w pieluchach, a
jemu źle się koło dupy zrobi i pójdzie z kolegami na koncert to zrozumie co
to jest dziecko
piszę w emocjach nosi mnie, wściekła jestem i boję się...
ten łotr jest do tego zdolny...
Psycholog poprosił ex o spotkanie w sprawie córki, ale on to olał.