Dodaj do ulubionych

Gdybym JA tak zrobiła...

26.08.06, 13:07
Drogie Macochy (te wredne mile widziane). Co o tym sądzicie?
Od paru lat mój mąż kupuje swojej dorosłej córce parę razy w roku drogą
garderobę. Ponieważ nie uznaje on rzeczy tandetnych, jest to z reguły jakiś
skórzany płaszczyk, zamszowa marynarka itp. Ponieważ córka jest kobietą młodą
(26 lat), ja zazwyczaj radzę kupowanie okryć w kolorach w których jest jej
ładnie (łososiowy róż, koral, intensywna czerwień). Take rzeczy są znacznie
droższe od czarnych lub popielatych (ciekawe dlaczego?). Garderobę kupujemy
zawsze sami, pasierbicy jest ona dostarczana podczas wizyt ojca w mieście
zamieszkania jego córki (w Warszawie). Nigdy się nie wtrącam w cenę zakupu
(chyba, że mąż ma akurat mało kasy i bierze ją ode mnie, wiadomo, że nie
odda, czasem się więc stawiam).
Parę tygodni temu mąż zaczął bardzo marudzić, że chce kupić córce ładny
płaszczyk na zimę i żebym pomogła mu wybrać (i przymierzyć, nosimy ten sam
rozmiar). Zarobiona jestem jak wół i końca nie widać, anemii dostałm jak
diabli, ale jak zrobiło się chłodniej, więc już się nie dało wymigać.
Wczoraj ruszyliśmy po co wykwintniejszych magazynach (płaszczyk miał być
oczywiście skórzany, ocieplony, wykończony liskiem, cena do 2000). Jego kasa,
co mi do tego? Szukaliśmy, ale jak na razie płaszcze były, ale mało
atrakcyjne i przeważnie czarne - odpada jak dla pasierbicy.
I NAGLE!!!
Widzę na wystawie tak odlotowe buty z krokodyla, aż mnie zatyka. Stoję i
patrzę. Podchodzi mąż i też patrzy. Patrzymy sobie zupełnie bezineresownie,
bo wiadomo, że 47 rozmiaru i tak nie będzie (mąż nosi 47). Ale wchodzimy,
nawet nie pytamy. Za to podbiega uczynna panienka i jakby zgadując PRZYNOSI
MĘŻOWI DO PRZYMIARKI 3 RÓŻNE PARY BUTÓW Z KROKODYLA ROZMIAR 47. W Polsce to
naprawdę zdumiewające. Pasuje idealnie jedna para (jeszcze ładniejsza, niż ta
z wystawy).
Mąż WIE, że JA nie mam kasy i mieć nie będę do końca września. Mąż ma tylko
te pieniadze na płaszczyk dla córki. I co robi mąż? Mąż bez mrugnięcia okiem
KUPUJE BUTY Z KROKODYLA DLA SIEBIE.
Za nędzne resztki, które mu zostały idziemy do ulubionej kawiarni...
Nie wytrzymałam. Zapytałam męża, czy ma świadomość, że do końca roku nie
odłoży sobie tych 2000 na płaszczyk dla córki (zapłacili mu już wszyscy za
prace zlecone), a ja ten płaszczyk mam w nosie. A mój mąż na to: "czy JA mam
obowiązek ubierać moją dorosłą córkę? Przecież ona ma w końcu narzeczonego!
Czy mi się JUŻ NIC W ŻYCIU NIE NALEŻY TYLKO DLATEGO, ŻE MAM CÓRKĘ"?
Jak mnie zatkało, tak mnie do dzisiaj trzyma. Gdybym ja coś takiego zrobiła...
Obserwuj wątek
    • natasza39 Re: Gdybym JA tak zrobiła... 26.08.06, 13:17
      anastazjapotocka napisała:
      >Czy mi się JUŻ NIC W ŻYCIU NIE NALEŻY TYLKO DLATEGO, ŻE MAM CÓRKĘ"?

      Ja mam akurat syna, ale akurat tu sie zgodze z Twoim M.
      Oczywiscie nie kupiłabym sobie rzeczonych butów z krokodyla, gdyby moje dziecko
      nie miało co jeść, albo co na garb załozyć, ale alternatywa:
      Kupić coś luksusowego dla siebie za cięzko zarobione pieniadze, albo
      luksusowego dla dorosłego dziecka, bo go do tego przyzwyczaiłam wybrałabym
      siebie.
      Rodzic, obojetnie czy matka, to nie jakiś cierpiętnik, a posiadanie dzieci to
      nie kara za grzechy.


      > Jak mnie zatkało, tak mnie do dzisiaj trzyma. Gdybym ja coś takiego zrobiła...

      Nie rozumiem, gdybyś co zrobiła?
      Przeciez sama pisałaś, że nie masz dzieci?
      a jesli chodzi o pasierbicę, to nie masz obowiązku kupowac dorosłej kobiecie
      luksusowych rzeczy.
      Jak CHCESZ i sprawia ci to przyjemnosc (dawanie dla mnie to przyjemnosc), to
      dlaczego nie, ale jeśli masz to robić na przekór sobie to nie widzę musu.

      • barbara001 Re: Gdybym JA tak zrobiła... 26.08.06, 13:31
        Brawo dla męża!!! I niech mu się te butki dobrze nosząsmile
        • anastazjapotocka Re: Gdybym JA tak zrobiła... 26.08.06, 13:45
          Barbaro!!! Objawienie Ty!!!
      • anastazjapotocka Re: Gdybym JA tak zrobiła... 26.08.06, 13:44
        Nataszo!!! BALSAMIE cudowny na moja skołataną duszę!!! (a jednak naprawdę NIC
        nie muszę?...)
        • natasza39 Re: Gdybym JA tak zrobiła... 26.08.06, 14:06
          anastazjapotocka napisała:

          > Nataszo!!! BALSAMIE cudowny na moja skołataną duszę!!! (a jednak naprawdę NIC
          > nie muszę?...)

          MUSI to każdy umrzeć, jak powiada moja babcia.
          A jeśli chodzi o Ciebie, anastazja, to Ty teraz juz naprawdę NIC nie MUSISZ!

          MUSIAŁ to Twój mąż, bo to jego dziecko.
          MUSIAŁ współwychowywać je, łozyć na nie, zapewnić środki na to aby mogło się
          USAMODZIELNIĆ.
          Jesli to zrobił ok.
          Ty nigdy nie MUSIAŁAŚ bo to nie twoje dziecko.
          Wystarczy jeśli mu w tym NIE PRZESZKADZAŁAŚ.

    • judytak Re: Gdybym JA tak zrobiła... 26.08.06, 15:41
      anastazjapotocka napisała:

      > Przecież ona ma w końcu narzeczonego!

      zdaje się, ze to jest klucz do cudownej przemiany męża ;o)
      czyli że córka nadal ma być "pod opieką mężczyzny", tylko zastępujemy jednego
      faceta drugim...

      pozdrawiam
      Judyta
    • m-jak-magi Re: Gdybym JA tak zrobiła... 26.08.06, 18:10
      anastazjo - dobrze sie stalo ze to twoj malzonek wykonal taki ruch. duzo prawdy
      w tym co powiedzial 26 letnia panna pownna sama zadbac o swoja garderobe, a
      jesli ojciec uzna ze chcialby jej zrobic prezent to tylko i wylacznie tak ma to
      traktowac - jako prezent. od kiedy kupowanie drogich ubran doroslemu dziecku
      jest obowiazkiem.
      mysle ze do krokodylich butow dla meza powinnas z kolei dolozyc jakis
      ekskluzywny dodatek dla siebie.
      pozdrawiam
      • m-m-m Re: Gdybym JA tak zrobiła... 28.08.06, 08:03
        26 letnia panna pownna sama zadbac o swoja garderobe


        Ojciec nie uważa, że ona SAMA ma zadbać, ma zadbac FACET. Czyli NIC się nie
        zmieniło. I to jest niepokojące.

        A tak w ogóle to uważam, że jak najbarzdziej rodzic w pierwszym rzędzie po
        nakarmieniu i ubraniu (bez specjalnych luksusów) swojego dziecka i to do czasu
        uzyskania przezeń samodzielności (!) wręcz powinien wyadawać większą kasę na to
        co chce, w tym tylko na siebie.
        A poza tym, Anastazjo, czezmu niby Ty miałabyś sobie nie kupić czegoś
        luksusowego, a kupić to pasierbicy? Jeśli byś chciała, to Twoja wola, ale ja
        nie widzę najmniejszych powodów dla których miłabyś być Janosikiem i nawet
        jakby pasierbica miała chodzić w ortalionowej kurtce to Ty ze swojej kasy kupić
        sobie możesz futro z norek i nie musisz miec najmniejszych wyrzutów sumienia.
    • kleo1 Re: Gdybym JA tak zrobiła... 29.08.06, 09:55
      Kurcze krokodyl to raczej w życiu ale wreszcie facet pomyślał o sobie smile oby
      tak dalej i oby myślał też o najaważniejszej kobiecie-Żonie(no córa ma w końcu
      narzeczonego nie) wink buziaczki kiss
    • cofitofi a swoja drogą 29.08.06, 10:24
      - buty z krokodyla za tak astronomiczną sumę to przejaw bezguscia
      - chwalenie się tym faktem to objaw prostactwa
      I nad czym tu dyskutować/
      • m-m-m Re: a swoja drogą 29.08.06, 10:41
        buty z krokodyla za tak astronomiczną sumę to przejaw bezguscia


        De gustibus non est disputandum


        chwalenie się tym faktem to objaw prostactwa


        Nie widzę tu chwalenia się, lecz przekazanie informacji, takiej samej jak ta,
        że buty X kosztowały Y pieniędzy.
      • elf28 Re: a swoja drogą 29.08.06, 10:49
        a dla mnie Twój komentrza to dowód na chamstwo i prostactwo.
    • zielnaa Re: Gdybym JA tak zrobiła... 29.08.06, 10:45
      anastazjapotocka napisała:

      > Jak mnie zatkało, tak mnie do dzisiaj trzyma. Gdybym ja coś takiego zrobiła...

      hmmm, myślę, że gdybyś wykazała zdrowy egoizm w stosunku do SWOJEGO dorosłego
      dziecka to byłby to dowód Twojego zdrowego podejścia do niego. Ale to nie Twoje
      dziecko,prawda? więc nie bardzo rozumiem czym się tak ekscytujesz.

      z.
      • anastazjapotocka Dziękuję, Dziewczyny 29.08.06, 11:16
        Za słowa wsparcia. Jesteście NAPRAWDĘ kochane i życzliwe. Fakt, że do tej pory
        tkwił we mnie STRASZNY STRACH (ale gniot słowny), żeby nikt o mnie nie myślał,
        że jestem złą macochą. I wiesz m-m-m? Ja byłam gotowa chodzić w kurtce z
        otralionu, żeby tylko pasierbica miała na wakacje w Paryżu.
        Ale już się zmieniłam i mam w nosie cudze fatałachy.
        Dla mnie ZASKOCZENIEM całkowitym jest, że zmienił się mój chłop! Do tej pory
        potrzeby jego córki to był jakiś temat tabu, świętość i w ogóle...
        Dziekuję Wam za wsparcie, to dzieki Wam zajęłam się własnymi potrzebami.
        Mężowi do tych butów nic nie dokupiłam, bo nie mam na razie kasy, ale pomyślę,
        jak bedę miała.
        Co do złego gustu, mam w nosie ten komentarz, bo to nie ja noszę buty z
        krokodyla (w życiu bym coś takiego na nogę nie założyła, brrr ).
        Mam inny problem.
        Zrobiłam sobie badania i jak zwykle wyszło mi, że mam bardzo mało hemoglobiny:
        4,8. Norma jest 11-15, więc lekarz mnie sklął i dał skierowanie do szpitala na
        transfuzję krwi. No, znając moje szczęście wszczepią mi żółtaczkę. Lekarz jest
        lekutko uczulony, bo mój tato zmarł na białaczkę.
        Czy któraś z Was miała może okropną anemię i obyło się bez transfuzji? Będę
        brała preparaty, a do szpitala iść nie chcę, bo nie mam czasu i nie lubię. A po
        za tym obraziłam się na lekarza. Co mnie będzie straszył?
        • m-m-m Re: Dziękuję, Dziewczyny 29.08.06, 11:29
          nikt o mnie nie myślał,
          że jestem złą macochą


          Jest to jakas siła stereotypu, Anastazja.
          Przypuszczam, że gdybyś była matką, a nie macochą to wtedy Twoje zachowanie,
          czyli ubranie dorosłej córki w ortalion, a kupienie sobie ładnego płaszczyka
          byłoby odebrane jako akt wychowawczy.
          • anastazjapotocka Re: Dziękuję, Dziewczyny 29.08.06, 12:12
            Z pewnością masz rację, tylko, że mi trudno sobie wyobrazić, jak POWINNA
            postąpić matka. Z różnych wzgędów...
    • nana30 Re: Gdybym JA tak zrobiła... 29.08.06, 14:08
      anastazjo, powinnas zdecydowanie wybrać sie na te transfuzję do szpitala. 4,8
      hemoglobiny to juz praktycznie anemia. preparaty zelaza tak szybko nie poprawią
      ci hemoglobiny.
      a sytuacja faktycznie...smilesmile
      postawił sie facet i dobrze!
      • anastazjapotocka Re: Gdybym JA tak zrobiła... 29.08.06, 14:49
        A mogę poczekać z tą transfuzją ze 3 tygodnie? Miałaś coś takiego? Bo w sumie
        to ja się całkiem dobrze czuję...
    • nana30 Re: Gdybym JA tak zrobiła... 29.08.06, 22:37
      Ja nie. Powiedzmy , ze jestem ze słuzby zdrowia i ja bym nie czekała. Moje
      dziecko , (wlasciwie dzidzius) mialo w szpitalu 7.8 i podawali mu krwe "na
      cito", tzn "na gwałt" w nocy ją ściągali.
    • kicia031 Re: Gdybym JA tak zrobiła... 30.08.06, 09:32
      Anastazjo, powiem ci, ze szczerze mnie zadziwil twój watek wink). Abstrahujac od
      ewidentnych roznic jsli chodzi o gust, bardzo mnie zdumiewa koncepcja kupowania
      odzieży doroslemu dziecku, i to jeszcze bez obecności tegoz dziecka. Corka jest
      dorosla i samodzielna, ubierac powinna się sama – a nie dlatego, ze ma
      narzeczonego. A już zwłaszcza nie wyobrażam sobie kupowania ciuchow bez
      konsultacji – jak ta mloda kobieta ma sobie wyrobic indywidualny styl, kiedy
      nie ma okazji wybrac sobie ubran? Tatus zyczy zrobić prezent – można (ale nie
      trzeba): dajemy corce pieniadze na wybrany stroj, albo integracyjnie udajemy
      się z nia zakupy, by mogła sobie wybrac, co jej się podoba. Nie wyobrażam sobie
      innej opcji.
      I jeszcze nasuwa mi się smutna refleksja – może ze względu na doświadczenia z
      dzieciństwa, ale pieniadza są dla was bardzo wazne. Dajac pieniadze lub dobra
      za nie zakupione wyrazacie swoja milosc i aprobate, także wobec corki tojego
      partnera – wiec nie narzekajcie potem, ze ona domaga się świadczeń finasowych –
      dla niej prezenty i pieniadze staly się dowodem miłości, a pozbawiona ich czuje
      się odrzucona i niekochana.
      • lilith76 Re: Gdybym JA tak zrobiła... 30.08.06, 10:10
        Mnie też zaskakuje, że mąż anastazji tak dobrze zna gust córki. Moim rodzicom, a mieszkali ze mną 27 lat, do dziś ciężko utrafić i nie próbują smile
        • kicia031 Re: Gdybym JA tak zrobiła... 30.08.06, 10:16
          Mnie nikt nie kupuje ciuchow beze mnie odkad skonczylam jakies 12 lat - mam
          swoj styl, wszyscy o tym wiedza i wiedzac, ze nie rozumieja subtelnego
          rozroznienia miedzy sweterkiem jedwabnym a kaszmirowym, nawet nie probuja wink)
          • m-m-m Re: Gdybym JA tak zrobiła... 30.08.06, 10:56
            ...tu nie chodzi o gust córki męża Anastazji.
            Przecież on powiedział wyraźnie, że TERAZ już nie musi jej ubierać, BO ONA MA
            FACETA. Czyli nie musi jej ubierać (w domyśle też: opiekować się jak dzieckiem)
            bo dziecko znalazło nowego opiekuna. I niezależnie od ilości lat córki, tatuś
            nie dał jej statusu osoby dorosłej i samodzielnej: ona jego zdaniem MUSI mieć
            opiekę i to jest niepokojące.
            • kicia031 m-m-m 30.08.06, 11:27
              Dla mnie jako feministki jest to sexizm pierwszej wody, a nie uznanie
              niedojrzalosci corki. Ona nigdy nie dorosnie, bo kobieta zawsze potrzebuje
              opieki mezczyzny - inaczej sobie nie poradzi...
              Brrr - ubezwlasnowolnienie
              • m-m-m Re: m-m-m 30.08.06, 11:35
                Oczywiście, że to sexizm.
                Jest to też rodzaj władzy.
                Zwróć uwagę, że Anastazja mówiła nie raz, że jej mąż sam nie lubi kobiet
                zależnych od siebie - dotyczy to ąnastaxzji, ale wobec córki stosuje inne
                standardy i tu mnie ciekawi takie rozdwojenie.
                • kicia031 Re: m-m-m 30.08.06, 11:46
                  Masz racje - o wladze sie tutaj rozchodzi, tak jak w wiekszosci przypadkow
                  zachowan sexistowskich. A co do kontarstu miedzy postawa wobec corki i wobec
                  partnerki, to moze nie jest az tak duzy - zauwaz, ze od partnerki jest
                  oczekiwana pozorna niezaleznosc, ale tez calkowite oddanie, zwiazek wrecz
                  symbiotyczny.
                  • m-m-m Re: m-m-m 30.08.06, 12:18
                    No, faktycznie - jest to niezależnośc pozorna.
                    Punkt za spostrzegawczość, Kicia smile
                    • kicia031 Re: m-m-m 30.08.06, 12:24
                      Bo ja jestem taki teoretyk i analityk. Swietnie potrafie rozne rzeczy
                      zdiagnozowac, tylko nie umiem ich naprawic, nawet we wlasnym zyciu, jak pewnie
                      zauwazylas ;-(((
                      • lilith76 Re: m-m-m 30.08.06, 12:47
                        Swietnie potrafie rozne rzeczy
                        > zdiagnozowac, tylko nie umiem ich naprawic, nawet we wlasnym zyciu

                        A to dotyka chyba wszystkich nas smile
                        Najłatwiej to się daje rady innym smile
                        Nawet psychologowie muszą mieć za sobą własną terapię zanim zaczną pomagać innym.
                        • kicia031 Re: m-m-m 30.08.06, 12:54
                          No wlasnie - czasami rozmawiam ze swoja przyjaciolka, ktora ma taka dosyc
                          nieciekawa sytuacje rodzinna, i jak juz przeanalizujemy co, jak i dlaczehgo, to
                          ona pyta - i co ja mam wobec tego zrobic - a ja odpowiadam: nie wiem. I chyba
                          nikt nie wie.
                          Dlatego nie wierze, ze mozna kogokolwiek, zwlaszcza partnera zyciowego, zmienic
                          w jakikolwiek sposob, jesli on sam nie chce i nie widzi potrzeby zmian. Dlatego
                          tak mi sie wydaje, ze majac problemy w zwiazku warto zadac soebnie pytanie -
                          czy ja potrafie z tym zyc? dzis, jutro, codziennie przez najblizsze 50 lat? Bo
                          jesli nie, jesli to sprawa naprawde powazna, to moze czasami lepiej sie rozstac?
                • kasia_kasia13 Re: m-m-m 30.08.06, 14:09
                  m-m-m napisała:

                  > Oczywiście, że to sexizm.
                  > Jest to też rodzaj władzy.
                  > Zwróć uwagę, że Anastazja mówiła nie raz, że jej mąż sam nie lubi kobiet
                  > zależnych od siebie - dotyczy to ąnastaxzji, ale wobec córki stosuje inne
                  > standardy i tu mnie ciekawi takie rozdwojenie.


                  Ja z reguly widze niekonsekwencje w odwrotnym kierunku, tzn. znam facetow, w
                  tradycyjnych zwiazkach, gdzie zona zajmuje sie domem, ktorzy chca, aby ich
                  corka byla w zyciu niezalezna kobieta.
                  • mrs_ka Re: m-m-m 30.08.06, 15:03
                    Ta (nie)konsekwencja, o której piszesz, Kasiu, jest powszechna. Większość
                    konserwatywnych ojców z naszego kręgu kulturowego pragnie dla córek otwartych
                    możliwości zawodowych i edukacyjnych przy jednoczesnym popieraniu "patriarchatu"
                    w swoich domach. Warto jednak zauważyć, że to wyzwolenie z reguły dotyczy strefy
                    ekonomiczno- edukacyjnej, za to jeśli chodzi o obyczajową to juz nie jest tak
                    liberalnie wink
                    Widzę to też na swoim podwórku: mój ojciec jest typowym przedstawicielem wyżej
                    opisanej grupy, ale odkąd urodziłam dziecko i wyszłam za mąż, silnie akcentuje
                    mądrości ludowe w rodzaju "to od kobiety zależy głownie spokój ogniska domowego"
                    czy "dbaj o rodzinę".
                    Nie muszę też dodawać, że mój ojciec jest zdecydowanym przeciwnikiem feminizmu,
                    co nie przeszkodziło mu w wychowywaniu mnie bez poczucia, że jestem od kogoś
                    gorsza czy mam do kogoś dorównać. Paradoksalnie byłam chowana bardzo
                    rewolucyjnie i antyseksistowsko. Ale jeśli matka nie zrobiła obiadu to była
                    awantura...
                    To jest nie tyle niekonsekwencja, co bardzo konsekwentny paradoks: treść
                    komunikatu systematycznie dostosowujemy do korzyści wlasnych. I dlatego jest to
                    właśnie wyjątkowo konsekwentne i pragmatyczne działanie.
                    Wyzwolenie córki jest ojcu na rękę, bo w ten sposób zapewnia sobie szereg
                    profitów: zaspokaja własną ambicję ("MOJA córka coś osiągnęła"), uniezależnia
                    się finansowo od potrzeb corki ("moja córka COŚ osiągnęła"), udowadnia
                    konserwatywnemu otoczeniu, że jego memy są tak wyjątkowe, że w przypadku potomka
                    każdej płci będą procentować ("moja CÓRKA coś osiągnęła").

                    Natomiast jeśli chodzi o żonę to męzczyzna na ogól nie ma żadnego interesu, aby
                    wspierać ją w wyzwalaniu. Piszę rzecz jasna o przeciętnej.
                    Im bardziej baba jest związana z nim (i to dziala na różnych płaszczyznach: od
                    finansowej po emocjonalną) tym lepiej dla niego samego.
                    Tak więc osiagnie korzyści wyłącznie wtedy, jeśli zonę będzie zachęcać "do
                    wewnątrz", a córkę "na zewnątrz".
                    Ostatecznie żona jest jego zabezpieczeniem osobistym (starość), zaś córka
                    zabezpieczeniem mentalnym (pamięć o nim przetrwa; im wyższy prestiż córki, tym
                    większym szacunkiem sam się cieszy). Dlatego działania są rozbieżne, bo cele są
                    rozbieżne.

                    a.
                    • m-m-m Re: m-m-m 30.08.06, 15:50
                      No i tu znowu wypływa wygodnictwo faceta...
          • jayin Re: Gdybym JA tak zrobiła... 30.08.06, 11:27
            kicia031 napisała:

            > Mnie nikt nie kupuje ciuchow beze mnie odkad skonczylam jakies 12 lat - mam
            > swoj styl, wszyscy o tym wiedza i wiedzac, ze nie rozumieja subtelnego
            > rozroznienia miedzy sweterkiem jedwabnym a kaszmirowym, nawet nie probuja wink)

            a u nas czasem robimy sobie w rodzinie takie "ciuchowe" suweniry :=)

            jak się robi je od czasu do czasu, to spokojnie można "zapoznać się" doskonale z czyimś gustem i rozmiarami.
            • kicia031 Re: Gdybym JA tak zrobiła... 30.08.06, 11:28
              u nas jest zupelnie inaczej - ja bym tez sie nie odwazyla nikomu kupic ciucha
              bez konsultacji, zreszta to jest wielka frajda, jak ide z moja ciotka na zakupy
              i cos jej kupuje, zamiast isc sama...
              • jayin Re: Gdybym JA tak zrobiła... 30.08.06, 11:33
                kicia031 napisała:

                > u nas jest zupelnie inaczej

                no, dokładnie - u kazdego jest inaczejsmile
                u nas jest zwykle bardzo niespodziankowo wink ale to wtedy dziala tylko, jak ludzie faktycznie wiedzą, co moze się komus spodobac.
      • kasia_kasia13 Re: Gdybym JA tak zrobiła... 30.08.06, 11:00

        > I jeszcze nasuwa mi się smutna refleksja – może ze względu na doświadczen
        > ia z
        > dzieciństwa, ale pieniadza są dla was bardzo wazne. Dajac pieniadze lub dobra
        > za nie zakupione wyrazacie swoja milosc i aprobate, także wobec corki tojego
        > partnera – wiec nie narzekajcie potem, ze ona domaga się świadczeń finaso
        > wych –
        > dla niej prezenty i pieniadze staly się dowodem miłości, a pozbawiona ich
        czuje
        >
        > się odrzucona i niekochana.

        Zgadzam sie, z wielu postow wynika, ze corka byla "nagradzana" pieniedzmi
        a "karana" odcieciem od nich.

        • anastazjapotocka A może mój mąż ma jakiś problem? 31.08.06, 10:36
          Tak to wygląda w świetle Waszych poglądów. Bardzo możliwe. Nie mam pojęcia, jak
          się wychowuje dzieci, pedagogikę miałam na studiach przez dwa lata i zaliczyłam
          na pięć, ale dziecka nie widziałam z bliska nawet jako eksponatu naukowego.
          Nic na to nie poradzę, że dzieci nudziły mnie śmiertelnie i ważniejsza była dla
          mnie kariera zawodowa.
          Nie mam pojecia jaki był wkład mojego męża w wychowanie córki - pewnie zerowy:
          ograniczał się istotnie wyłacznie do prezentów i zaspakajania wszystkich jej
          zachcianek (przez wiele lat mieszkał za granicą). Mnie to guzik obchodziło, bo
          i tak się na tym nie znałam.
          Przypominam, że kiedy byłam dzieckiem, nikt się mną nie przejmował i właściwie
          wychowałam się sama. Czy to lepiej, czy gorzej, nie wiem.
          Ja jestem z siebie bardzo zadowolona.
          Kasa była zawsze bardzo ważna, ale dla cholernej mamusi dziewczyny, która to
          mamusia wszystko przeliczała na żywą gotówkę.
          Co do gustu - mój maż i jego córka są identyczni: geny to staszna rzecz. Lubią
          to samo i podoba im się to samo. Zresztą, jak jej się coś nie podobało, mogła
          wyrzucić lub dać kolżance.
          Mnie najbardziej cieszy, że skończą się te kretyńskie rajdy po sklepach kilka
          razy w roku. Strasznie mnie to nudziło i męczyło.
          A jeśli chodzi o poglady ojca na samodzielność córki - nie myślę, żeby córka
          się tym przejęła. Pewnie ułoży sobie życie, jak będzie sama chciała. Nie mam
          zamiaru się nad tym zastanawiać. Bardziej interesuje mnie moje zdowie (nędzne!)
          i moja praca (którą kocham po prostu).
          • dzk35 Re: A może mój mąż ma jakiś problem? 01.09.06, 09:08
            boję się że jedna jaskółka nie czyni wiosny, jak to się powtórzy kilka razy to
            będzie można wierzyć że to stały „trynd”, obawiam się że
            obowiązek „dopieszczania” dziecka został w Twoim mężu tak głęboko zakorzeniony
            że będzie jeszcze na wierzch dłuuuugo wychodził...
            ale jedno jest dobre: zaczynasz wierzyć że łożenie na córkę męża to nie Twój
            obowiązek (a w sumie to ona swoim zachowaniem daje Ci do zrozumienia ze nie
            jest to nawet Twoje prawo)
            • anastazjapotocka Re: A może mój mąż ma jakiś problem? 02.09.06, 11:06
              Właśnie się modlę, żeby to był "trynd". I żeby złe przyzwyczajenia mego męża
              nie wyłaziły "jeszcze długo", poszłam za radą dziewczyn i za ostatnią kasę
              kupiłam mu teczkę do tych butów. No, jestem lekutko zbankrutowana... ale chłop
              za to szczęśliwy. TO PIERWSZE BUTY Z KROKODYLA W JEGO ŻYCIU. I pierwsza
              teczka...
              • bei :) 03.09.06, 11:25
                ..
    • glonik Re: Gdybym JA tak zrobiła... 06.09.06, 18:24
      Anastazjo.....poruszamy się w innych strefach finansowych, ale i tak Cię lubię,
      więc mogę rzec jedno, weszłaś w taki, nie inny związek. Dostajesz coś innego w
      zamian.
      Nie czytałam poprzedniczek - ale grosza bym z mojej, jakiejkolwiek kasy nie
      dała na fanaberie.
      Ja mam dorosłe dziecko ? - chcę sprawić frajdę? - dobra, ale nie moim kosztem.
      A po butki niech se sam polata.
      Albo polatuje.
      Gośka
      • anastazjapotocka Re: Gdybym JA tak zrobiła... 06.09.06, 18:48
        Cześć, Gosiu. Dzięki za wsparcie. Od teraz myślę tylko o sobie i moich kotach.
        Ale o chłopie też, bo jest fajny. Całuję Cię.
        Z tymi finansami jest głupio, ciężko pracuję od lat, a od 8 to raczej haruję.
        Rolnik przy mnie to obibok.
        • glonik Anastazjo, 14.09.06, 01:33
          pojęcia nie masz, co rolnik robi, a szczególnie z tzw. specjalnych działów.
          Się zapindala, nie bacząc na święte macochy... uuuuuuuupssssssss, te, no święta
          wzystkich najwyższych. Roślina nie zna święta. Pamiętam tylko, że się idzie do
          roboty.
          Znam harówę, nie lubię jej...

          Ale z Tobą jestem.
          • anastazjapotocka Re: Anastazjo, 14.09.06, 10:50
            Cześć, Gosiu, jak się masz? I jak się czujesz? Dzisiaj w ramach odpoczynku
            muszę: zrobić pranie, posprzątać i umyć podłogi (sprzątaczki nadal nie
            znalazłam, a przepłacać nie będę. Ostatnio była u mnie kandydatka na
            sprzątaczkę, powiedziała mi, że mam brudne okna -!- i za sprzątanie, 2 godziny,
            bez prania, 2 pokoi z kuchnią bez mycia okien, zażądała 60 złotych). Po jej
            wyjściu umyłam okna, zrobiłam pranie, z wściekłości posprzątałam łazienkę.
            Acha jeszcze ugotuję rosół. To wszystko oprócz pracy zawodowej. Pościel upiorę
            jutro, bo koty śpią na łóżku i nie chcę ich budzić. Jutro zrobie też indyka w
            galarecie.
            MAM DOŚĆ.
            No to się odprężyłam. Trzymaj się cieplutko, Gosiu.
            • glonik Re: Anastazjo, 23.09.06, 02:24
              Odpowiadasz na :
              anastazjapotocka napisała:

              > Cześć, Gosiu, jak się masz? I jak się czujesz?

              Przepraszam że tak późno, zarobiona byłam, ale się melduję wink
              Się mam nieźle. Okna prawie pomyte (dwa zostały), a ich jest...13... okien...
              Hihi, sama se wypłacę tę należność w postaci... a nie wiem już czego.
              Ewo, dzięki za troskę, jest dobrze.
              PS Jestem tańsza niż Twoje kandydatki wink

              Dużo serdeczności

              Gośka
              • anastazjapotocka Kochana Gosiu 23.09.06, 16:59
                Cieszę się, że masz się dobrze. Dbaj o siebie. Moje wyniki na szczęście już się
                poprawiły. Też zarobiona jestem. Może wreszcie spełnią się moje plany? Pa,
                Gosiu. Trzymaj się cieplutko.
                Moje okna też domagają się umycia. W przyszłym tygodniu muszę się za nie
                wziąć...
                • glonik Re: Kochana Gosiu 23.09.06, 22:29
                  Heh, Ewo, jak Cię czytam w różnych wątkach, to stwierdzam, że my są pobratymce
                  jakie.
                  A serio wink
                  Ja Ci te okna umyję za... pogawędkę z Tobą. Idziesz na to? wink
                  Ale jeszcze zupełnie sierozno, czytam Cię i widzę, że mamy dość podobne
                  patrzenie na życie i "macochostwo".
                  Ja jednak weszłam w życie Glonikowego kiedy Jego Dzieci były już dorosłe.
                  Ominęło mnie wszystko złe.
                  Glonikowy tak ustawił swoje "dziecioki", że jak już nieraz pisałam: kochać mnie
                  nie muszą, ale grzeczne mają być. Ot i tyle.
                  A widzę, że jest naprawdę fajnym ojcem - mówi, co myśli - swojego zdania nie
                  narzuca - ale podrzuca ewentualne efekty danej decyzji.
                  Ponieważ głupi nie jest, więc na ogół Jego opinie się sprawdzają.
                  Jedna córka lubi mnie, druga raczej nie. To widać. Ale nie pozwoli sobie na
                  żadną impertynencję, bo będzie reakcja Ojca. (Nawet sama nie wiem jaka - ale
                  pewnie straszna wink].

                  I, prawie wyznanie miłosne, bliska mi jesteś w myśleniu, odczuwaniu i
                  pojmowaniu świata. Także tego "macoszego".

                  To kiedy mam zacząć myć te Twoje okna wink ?

                  Dobra, teraz prywatę robię, ale trudno. Można to wywalić.
                  Echchchch... Ty, jako i ja, 40+, pójdź w me ramiona i pozwól Sobie powiedzieć,
                  że świetna z Ciebie Baba.
                  Gośka






                  • anastazjapotocka Re: Kochana Gosiu 25.09.06, 10:49
                    Gosiu Kochana.
                    Też Ciebie baaaardzo lubię, bo jesteś świetna i mądra i zrównoważona. Ja to
                    czasem nerwus jestem i wtedy jest pogrom i pomorek. Mój menczyzna (to nie błąd,
                    jak się domyślasz) też jest super, a z pasierbicą już nie mam żadnych
                    problemów. Ze swoim ojcem dogaduje się bardzo dobrze i nawet odnoszę wrażenie,
                    że się lubią i są sobie potrzebni. Ja jej chętnie pomogę, jeśli takiej pomocy
                    będzie potrzebować i nie musi mnie o nic prosić. Wdzięczna też być nie musi, bo
                    mnie za to znienawidzi. Dla mnie jest po prostu grzeczna i wystarczy. To w
                    ogóle jest fajna kobieta z charakterem. Nigdy nie sądziłam, że będziemy mięli
                    tyle szczęścia i, że po tych numerach, które nam exsia wycięła - pasierbica
                    będzie jednak taka fajna.
                    Okna umyję sama, Skarbie. Już się przyzwyczaiłam, prace najpilniejsze
                    wypchnęłam, więc mam ze 3 dni wolnego.
                    Z jakiego regionu jesteś? Gdzie mieszkasz i czy tam jest fajnie?
                    Tu we Wrocławiu jest o.k., ale z moim i tak mamy zamiar coś sobie kupić do
                    zamieszkania za parę lat i szukamy miejsca na ziemi.

                    Pewnie nas zaraz wytną za prywatę. Jak chcesz, pisz do mnie na adres
                    magazynzdrowie@wp.pl
                    Całuję Ciebie serdecznie. Ewa
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka