ciemnanocka
19.09.06, 22:48
Tak sobie jeszcze rozpamietuje weekend nad jeziorem z małą, mężem i moim
bratem.
Las, jezioro, kąpanie się i pływanie, zbieranie przez małą własnoręcznie
grzybków, uczyłam ją rozpoznawać które jadalne, a które nie, rozmowy, zabawa
z psem do upadłego - innymi slowy super dzien.
I po euforii taki jakis nagly smutek.
Jak poszlam z nią, by sie przebrala do snu, to takimi smtnymi oczkami
powiedziala, ze jest bardzo fajnie i w ogole, ale chcialaby by mama tez byla.
I tu zauwazylam wlasnie pewną prawidlowosc. Jak mamy fajny dzien, ona
smutnieje, jakby dochodzilo do niej, ze wszystko jest w komplecie, tata, ja,
fajny dzien i ze chcialaby sie tym fajnym dniem tez podzielic z mama.
Jakby jej nie pasowalo, ze nie mozemy byc wszyscy razem.
Jak odwozilismy ja do domu, to koniecznie chciala bym weszla, zobaczyc jak
ona mieszka, bo jeszcze u niej nie bylam.
Smutne to troche, ja jej tlumacze, ze mama z malym synkiem nie moglaby na
taką wieś przyjechać.
I mysle, ze z wiekiem mala bedzie miala wiecej przemyslen na ten temat... I
moze sobie przypomni, ze jednak nie zna mnie "od zawsze".