mamapodziomka
29.12.06, 21:35
Pisalam juz kiedys na tym forum, ale wtedy rozwowa zdryfowala na inne wody i w
sumie tak jakos juz nie wrocilam do swojego pierwotnego postu...
Teraz jednak zaintrygowaly mnie posty o zdobywaniu wlasnego terytorium, bo to
chyba wlasnie najwiekszy problem u nas. Z pasierbami stosunki sa dzwine, bo
niby mnie akceptuja (pasierb mniej, pasierbica bardziej), ale sa bardzo
niesamodzielne jak na swoj wiek i czesto mam ich po prostu dosc. W sumie to
nie ma wiekszego problemu z mala - kiedy jest u nas sama, to jest jakos tak
normalnie. Mlody ma rozliczne problemy, zdiagnozowane, ale niestety eksia
stwierdzila, ze nie ma co dziecku niszczyc dziecinstwa terapia, wiec problemy
w sumie sie poglebiaja, zamiast cofac. Naprawde tez dosc trudno z nim
wytrzymac, i nie jest to jedynie zdanie zlej macochy, ktora oczywiscie jestem

ale opinia przyjaciol i NM i mlodego. W sumie to mi go zal, bo zyje obecnie
praktycznie w izolacji, tyle, ze to nie moja sprawa.
Problemem jest jednak, ze na poczatku nie obwarowalam swojego terytorium, po
glupiemu oddalam ziemie i teraz nie bardzo umiem sie wycofac. Chodzi mi przede
wszystkim o dotrzymywanie umow ("bo przedtem moglismy wszystko robic tak
spontanicznie.."), kwestie finansowe (na poczatku chetnie nawet dorzucalam
kase, ale pozniej uslyszalam, ze nie powinnam byla czegos tam za swoje wlasne
pieniadze kupic, bo moglam to dac NM na niego i dzieci i teraz nie za bardzo
mam ochote dalej dawac), wspolne wakacje (NM i jego dzieci chca jechac ze mna
i moja corka, ale ja nie chce powtorki z rozrywki z zeszlego roku, moich
najgorszych wakacji w zyciu i wolalabym pojechac ze swoja mama i nie
finansowac im wakacji) i obowiazki domowe (ktore tak jakos dziwnie spoczely na
mnie, mimo, ze pracuje, mam male dziecko i studiuje).
Nie chce eskalacji i stawiania sprawy na ostrzu noza. Mam wrazenie, ze NM po
odpowiedniu dlugim i uporczywym treningu potrafi sie nauczyc nowych rzeczy,
czasem tez zauwazam, ze naprawde sie stara. Swoje dzieci kocha i chce z nimi
byc. Jak na moj gust jest zbyt niedzielnym tatusiem, ktory w dzieci wszystko
by wepchnal, kompletnie nic nie wymagajac, ale to nie moje dzieci. Tyle, ze
chcialabym, zeby to nie dzialo sie moim i mojego dziecka kosztem.
Chetnie uslyszalabym od Was tak praktycznie, jak o tym rozmawiac, co robic,
zeby nie eskalowac i tak juz dosc napietej sytuacji, a jednak wywalczyc swoje
terytorium i poczuc sie na nim pewnie.
Pozdrowienia