lisek78
11.03.07, 12:05
Witam,
Dawno,dawno się nie odzywałam,więc może się przypomnę: jestem macochą
weekedową,mój M ma dziecko w wieku 9 lat,które mieszka ze swoją mamą (w tym
samym mieście,10 minut spacerkiem od nas).Tak naprawdę to potrzebuję
wygadania się,wylania tego wszystkiego,co nie pozwala mi głęboko oddychać.
Otóż,nasza sytuacja jest trudna nie tylko z powodu eksi,ale też z powodu
Babci (Matki mojego M,a mojej "kochanej"teściowej).Dla potrzeb tej opowieści
nazwijmy ją po prostu Babcią.Ową Babcia należy do ludzi,którzy potrafią
zagłaskać kota na śmierć,bez względu na reakcje kota.Najpierw zagłaskiwany
był mój M (wiadomo - jedynak),potem jego syn(wiadomo - dziecko skrzywdzone
rozwodem rodziców).Dziś (kilka ładnych lat po rozstaniu rodziców)Babcia wie
lepiej co jest dla dziecka nalepsze,doskonale zna jego potrzeby,nie pozwala
dziecku samodzielnie myśleć,wykonywać podstawowych czynności,których tak czy
inaczej dziecko musi się nauczyć (np.ubieranie się,sprzątanie zabawek,dbanie
o książki i zeszyty).Oczywiście wielokrotnie mój M reagowała na zachowania
Babci - prosił,tlumaczył ("Mamo,tak nie można..."),krzyczał,denerwował
się,błagał,itd.)Wszystko bezskutecznie.Przy tym wszystkim Babcia jest
przekonana,że Tata nie potrafi,nie umie,nie wie jak zająć się własnym
dzieckiem.Wszystkie te zarzuty mój M słyszał od swojej Matki ZAWSZE w
obecności dziecka.Wiadomo,jak dziecko potrafi wykorzystać takie
informacje.Kilka miesięcy temu sprawa potoczyła się jak zwykle,czyli Babcia
weszła do naszego domu,zobaczyła,że dzieckiem żadne z nas się nie zajmuje (ja
przy książkach,M przy komputerze,a dziecko na podłodze z psem),niemal
wykrzyczała swoje uwagi,potem stanęła nade mną i syknęła prosto w twarz:
"ch..ja było, chu..ja będzie!"Potem oczywiście rozwinęła swoją wypowiedź - że
w nigdy tu nikt dzieckiem się nie przejmował i ona widzi,że nic się nie
zmienia.Po ostrej wymianie zdań między moim M,a Babcią,M poprosił,by Babcia
opuściła nasze mieszkanie,skoro ma w taki sposób do nas się zwracać.Babcia po
kilku minutach ze łzami w oczach wyszła.Od tamtej pory moje kontakty z
teściami w ogóle nie istnieją.Mój M kontaktuje się z rodzicami tylko na
zasadzie wymiany not dyplomatycznych.Babcia ciągle robi co chce w kwestii
wychowywania dziecka.Razem w eksia decydują w sprawach dot.dziecka
(lekarz,szkoła,basen,itd.)
Wiem,że nie zmienię tej sytuacji,wiem,że Babcia jest chora na miłość,wiem,że
chce dziecku wynagrodzić wszystkie krzywdy itd.Ale jak ja mam to znieść?Jak
się nie denerwować?Jak wspomagać mojego M w jakiejś chorej walce o syna?
Jestem na ogół spokojnym człowiekiem,ale w pewnych sytuacjach już sobie nie
radzę,nie potrafię powstrzymać swoich emocji itd.Do tego wszystkiego dochodzi
fakt,że Babcia stwierdziła,że taka sytuacja to moja wina,to ja jestem
przyczyną tego,że ona WIE I WIDZI,że dziecko ani mnie,ani mojeg M
nieinteresuje za bardzo.Przecież to z gruntu chore.I jak ja mam być spokojna?
Już nie umiem.Pomocy.
PS.Przepraszam,że tak długo.