delilah4
22.08.09, 19:08
Mam poważny problem i nie wiem czy to ja jestem roszczeniowa czy to nie jest
normalne. Myślałam, że tyle się poukładało i zaczęłam wierzyć, że uda się coś
tu stworzyć, a tymczasem zachwiał mi się cały sens bycia z moim partnerem. Jak
nie wiadomo o co chodzi to jak zwykle o kasę. Mój partner zgromadził jakieś
tam zabezpieczenie życiowe i zbudował dom jak nie byliśmy razem. Od 9 lat
ciągle pracuję. Zarabiam na siebie, paliwo, kosmetyki,telefon ciuchy dla
siebie i dziecka i nie raz dokładam do utrzymania domu( każdy weekend 3
pociech z poprzedniego związku mojego partnera). To są moje własne miesięczne
wydatki. Często też kupuję jakąś rzecz do domu....do domu mojego partnera i
jego dzieci. Nie mam w nim meldunku i mieć nie będę bo zostało mi to
oświadczone. Wielokrotnie podkreślany jest fakt, że to jego dom z odrębnego
majątku i nic mi do tego i dom nie będzie obciążany bo raz to przeżył. W domu
zameldowany jest nasz wspólny maluch. No i dobra . Tylko jak mam się
zabezpieczyć. Odkąd moje dziecko skończyło 1 m-c wróciłam do aktywnej pracy
codziennie po kilka godzin dziennie-musiałam( po cesarce)! Codziennie pracuję,
tylko ja zajmuję się opieką nad naszym młodym, piorę,prasuję, sprzątam w całym
domu(duży), wyrywam chwasty w ogrodzie itp. a na każdy weekend mam razem 4
dzieci. Powiedziałam, że potrzebuję zacząć się zabezpieczać na starość i
kupić jakieś mieszkanie, że w razie "W"albo gdyby mu coś się stało żebym miała
gdzie pójść czy na starość czy z dzieckiem bo przecież nie mam nawet meldunku
i nie mamy ślubu. W takiej sytuacji zostałabym usunięta przez dzieci i exię z
tego domu.Usłyszałam "faktycznie ten dom nie jest dla ciebie bezpieczny"
Szczęka mi spadła. Wcześniej poprosiłam abyśmy się postarali o wspólny kredyt
i kupili coś wspólnego abym godnie mogła się starzeć, a na czas naszego
wspólnego, normalnego życia żeby to wynająć. Najpierw ok. on to rozumie, a
dziś ,że powinnam sama sobie odkładać pieniądze, a kredyty się nie opłacają
itp. Kur..tylko jak ja mam pracować,prać, prasować sprzątać,dbać o wszystkich
razem być całe dnie z dzieckiem w pracy i jeszcze w tym być atrakcyjną no i na
weekend robić duże obiadki. Swoje potrzeby opłacam sama. O co chodzi , czy ja
jestem nienormalna z oczekiwaniem wspólnego celu i naszego domu. Straciłam na
ten czas zaufanie. Wydawało mi się, że mężczyzna dba o dobro kobiety, a ona o
jego . Zgłupiałam i nie wiem czy jest sens żyć z człowiekiem, który myśli
tylko o własnej D.Ciągle słyszę, że tu mieszkam, że są koszty utrzymania domu,
prąd , woda itp. Czyli mam być wdzięczna za to, że tu mieszkam (dopóki jestem
grzeczna oczywiście)Tylko jak tu ufać, jak myśleć o drugim dziecku, jak
zachować zdrowie. Zapierniczam na maxa, zapłaciłam już dyskami dwukrotnie(z
bólu kwiczałam) i jeszcze mam sobie sama zabezpieczyć przyszłość
zapierniczając przy nim i dzieciach. Dla mnie wybór prosty : odejść stąd,
wynająć małe mieszkanie- wtedy opieka nad nim.min. i rzucić się w wir pracy bo
w tej sytuacji wyląduję za 15 albo 30 lat na ulicy, a wszystko przecież
tatusia bo jak udowodnię nie mając nawet meldunku, że , kwiaty, obrazy, inne
pierdoły itp. są tylko moje za własne pieniądze. Bić się z nimi, przecież to
porażka. Wyć mi się chce . Nie wiem ile czasu i zdrowia da mi los, a teraz
uważam , że jest to moment na tworzenie gruntu na starość, póki mogę pracować.
Co robić?