Dodaj do ulubionych

Poradnik dla macochy cz.II

30.08.09, 09:29
Witam.Chcę zacząć od przeprosin za brak korespondencji z macoszkami
z którymi nawiązałem kontakt.2-3miesięczna awaria komputera,pózniej
totalny kryzys w związku spowodował u mnie rodzaj apatii.Napisze
teraz pare zdań w w/w temacie.Czy kobieta powinna tworzyć związek
czy pozostać samotną?Uwazam,ze powinna.W domu przy wychowywaniu
dzieci,mężczyzna jest uzupełnieniem.Potrafi zorganizować zabawę o
której nie pomysli kobieta,przy odrabianiu lekcji może pomóc w
tematach w których nie jest zbyt mocna.Duzo jest podobnych spraw
przemawiających za tworzeniem związku.Parę miesięcy przeczytałem tu
na forum o tym,że dla niektórych kobiet dzieci są ważniejsze od
partnera,inaczej traktują jednych i drugich.Przestrzegałbym przed
takim podejsciem.Nawet najlepszych facetów takie cos moze denerwować
i to bardzo.Np.nie masz prawa uderzyć mojego dziecka/nawet gdyby
wkładało widelec w oko drugiemu twojemu dziecku/,czasami anulowanie
kary nałożonej przez ojczyma.Starajmy się traktować tak
samo,partnerów i dzieci.Nie podważajmy autorytetu partnera.Piszecie
macoszki o niedobrych dzieciach.Śmiem wątpić w taką tezę.Dzieci nie
są złe.Dzieci są jak "gąbki",wciągają,nasladują zachowanie
dorosłych.Jakich miałyscie partnerów takie są dzieci.Tam gdzie jest
przynajmiej łagodna obojętność,dzieci nie będą utrapieniem,są
wspaniałe jak wszystkie dzieci.Tam gdzie jest nienawiść,tam i
wasze"pasierbiątka" będą jak z piekła rodem.Poradnik...czy jakies
rady książkowe mogą pomóc?Macocha jest w specyficznej
sytuacji,często ustępuje gdy ma rację.Łagodzi często swoje podejśćie
do pewnych sytuacji by nie być tą zołzowatą macochą.Większość macoch
ma też za dobre serca.Polecałbym też ASERTYWNOŚC jako lekarstwo na
wasze problemy,przekonacie się jak bardzo partner was kocha,czy na
starość nie zostaniecie na bruku/jeden z ostatnich tematów forum-
zameldowanie.../Życia nie da się zaszufladkowac.Są chwile lepsze i
gorsze.Życzę Wam macoszki by tych pierwszych miały jak
najwięcej.Pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • niedobra37 Re: Poradnik dla macochy cz.II 30.08.09, 14:01
      Jak to miło poznać męskie zdanie na ten temat smile
    • edw-ina Re: Poradnik dla macochy cz.II 30.08.09, 16:27
      Moim zdaniem każda ze stron potrafi ostro przegiąć.
      Słyszałam/czytałam/widziałam dziesiątki akcji, kiedy kobieta lub
      facet po przejściach wychodzili z założenia, że oni już skończyli
      swoją przygodę z poważnymi związkami, nie chcę zakadać nowej
      rodziny, tylko jakoś zapominają o tym powiedzieć, tej drugiej
      stronie związku, często bezdzietnej, z nadziejami na normalną
      rodzinę. Płeć nie gra roli. Znam równie wiele kobiet, które zwiążą
      sie z facetem tylko dlatego, że jest dobry dla ich dziecka z
      poprzedniego związku, co tych, tak zajętych szukaniem wielkiej
      miłości, że w ogóle zapominają o swoich dzieciach. I znowu - w
      przypadku facetów proporcje są podobne.
      Jedyna różnica jaką widzę, to fakt, że (moje wrażenie, mogę się
      mylić) opinia społeczna nie wymaga od mężczyzny, by kochał swoje
      pasierbiątka i wokół nich skakał. Natomiast kobieta, jako ta z
      natury skłonna do poświęceń i związana z dziećmi, po prostu nie ma
      innego wyjścia jak niańczyć, chołubić i wycierać nosy. I tu się
      właśnie zaczynają problemy.
    • kicia031 Re: Poradnik dla macochy cz.II 30.08.09, 17:14
      Np.nie masz prawa uderzyć mojego dziecka

      No to chyba naturalne - ludzi sie nie bije, no chyba ze jest sie
      prymitywnym dresem.
      • ojczymc Re: Poradnik dla macochy cz.II 30.08.09, 18:43
        Jestem z zasady przeciwnikiem bicia.Na temat karcenia przez klapsy
        itp/nie maltretowania!!!/dyskusja byla też na tym forum o ile mnie
        pamięć nie myli."...jestem przeciwna biciu,jednak co zrobić gdy po
        raz piąty dzieciak wkłada gwóżdż do kontaktu?"Nie chcę dalej
        rozwijać dyskusji w tym temacie,ponieważ uzurpuję sobie prawo do
        dania "nauczki" synowi m.in w przypadku wulgarnego zwracania się do
        matki czy podniesienie ręki na nią.Czy to jest uzasadnione?Jeśli w
        Twoim życiu nie ma sytuacji wymagających klapsa to tylko Cie
        podziwiać.Poznałem tylko jedną osobę w życiu,/pozdrawiam Renię
        M. smile)/której udało się dzieci wychować bez klapsa./Dlatego z zasady
        jestem przeciwnikiem bicia,jesli komuś się udało.../
        • kicia031 Re: Poradnik dla macochy cz.II 30.08.09, 20:43
          Jestem matka 4-letniego adhdowca, i wierz mi, czasami bym go
          rozdarla na kawalki. Ale tego nie robie, i nie pozwalam tego robic
          jego ojcu.
          tym bardziej nie zyczylabym sobie, by robil to ojczym. Nie ma takiej
          mozliwosci, by moj partner uderzyl moje dziecko, ba, krzyknal na
          nie. I vice versa, co nie przeszkadza nam byc dobrym zwiazkiem.
          • kajda28 Re: Poradnik dla macochy cz.II 30.08.09, 20:56
            ja się własnie tego boję najbardziej, że ktoś będzie krzyczał na
            moje dzieci- a przecież ja na nie krzyczę prawie codziennie. L. jest
            za stosowaniem kar cielesnych, po pierwszym uderzeniu mojego dziecka
            przestanę z nim być. Nie wiem czy dam sobię radę widzieć jak ktoś
            karci moje dziecko, często muszę wtedy myśleć że przecież ich
            biologiczny tata też miał trochę odrębne widzenie ich wychowania- i
            nie jest to nic złego.
          • liz-beauty off topic 30.08.09, 23:01
            Ma stwierdzone ADHD? Czy jest po prostu bardzo zywym dzieckiem?
            • kicia031 Re: off topic 31.08.09, 10:53
              Wscieklak jest jeszcze za maly na pelna diagnostyke, ale to opinia
              szeregu lekarzy.
              Dosteje teraz kwasy omega3 i jest pewna poprawa, ale wciaz jest
              trudno...
              • liz-beauty Re: off topic 31.08.09, 17:58
                Wlasnie tak mi sie wydawalo, ze jest za maly... Mam w domu dwie arcyzywe
                trzylatki, ale potrafia sie dosc dlugo skupic jak im czytamy, buduja fajne
                rzeczy z klockow, ukladaja puzzle. Jesli Wscieklak koncentruje sie na podobnych
                czynnosciach, to raczej nie ma ADHD, tylko jest normalnym czterolatkiem. Chodzi
                do przedszkola?
                • kicia031 Re: off topic 31.08.09, 21:58
                  hiperkoncentracja tez jest charakterystyczna dla adhd.
                  A Wscieklak dziedzicznie obciazony z obu stron.
        • mampy-tanie Re: Poradnik dla macochy cz.II 02.09.09, 21:23
          >co zrobić gdy po
          > raz piąty dzieciak wkłada gwóżdż do kontaktu

          na przykład wstawić w kontakt zabiezpieczenia, geniuszu zbrodni
    • braktalentu Re: Poradnik dla macochy cz.II 31.08.09, 12:20
      Wybacz Kolego Forumie, ale wciskasz nam tu stek farmazonów i stereotypów rodem z poradnika za 9,90.

      "dla niektórych kobiet dzieci są ważniejsze od partnera,inaczej traktują jednych i drugich."

      Dla większości rodziców dzieci są ważniejsze od partnera, choćby z tego prostego powodu, że za te dzieci odpowiadają i mają wobec nich obowiązki wynikające nie tylko z miłości i przyzwoitości, ale również z prawa. Dlatego też INACZEJ traktuje się dzieci i partnerów, bo z tymi drugimi można się pożegnać w każdej chwili, a związek oparty jest głównie na dobrej woli obu stron. Dzieci zaś (w normalnych, zdrowych układach) są naszym ZOBOWIĄZANIEM do końca świata i o jeden dzień dłużej, bo w przeciwieństwie do partnera, one szczególnego wyboru nie miały.

      "W domu przy wychowywaniu dzieci,mężczyzna jest zupełnieniem.Potrafi zorganizować zabawę o której nie pomysli kobieta,przy odrabianiu lekcji może pomóc w tematach w których nie jest zbyt mocna"

      Rozwiń to proszę, rozwiń. Już sobie ostrzę pazury. Twierdzenie, że na poziomie SZKOŁY kobieta nie jest w stanie wymyślić zabawy, czy odrobić pracy domowej (chyba, że jest absolwentką szkoły fryzjerskiej, a dziecko właśnie szykuje się do międzynarodowej matury, w języku obcym tejże kobiecie: co jednakowoż dotyczy mężczyzn w tym samym stopniu) jest powielaniem stereotypu jakoby kobiety były inaczej / mniej rozwinięte intelektualnie niż mężczyźni. I zanim napiszesz o pchnięciu kulą i noblistach przypomnij sobie, że dyskutujemy tu o "Kowalskich" i możliwościach intelektualnych na poziomie szkoły podstawowej, czy średniej.
      Generalnie dzieci łatwiej i przyjemniej wychowuje się we dwoje. Ale naprawdę nie dlatego, że mama nie wie ile jest 2+2 i nie potrafi zamocować kija do roweru.

      "nie masz prawa uderzyć mojego dziecka/nawet gdyby wkładało widelec w oko drugiemu twojemu dziecku/,czasami anulowanie kary nałożonej przez ojczyma."

      No nie masz PRAWA. To nie wynika z moich osobistych przekonać, ale właśnie z uregulowań PRAWNYCH. W Polsce bicie ludzi dopuszcza się tylko w określonych kodeksem, naprawdę szczególnych sytuacjach. Każdy kto ośmieli się uderzyć mnie, sąsiada, z już szczególnie, z racji bezbronności moje dziecko narazi się na nieprzyjemność kontaktu ze mną. Nie radzisz sobie z dzieckiem wkładającym Twojemu widelec w oko to zabierz widelec i odseparuj dzieci. Kolejny raz wkłada gwóźdź do kontaktu - znaczy jest za mały, żeby zrozumieć, że nie wolno. Zabezpiecz kontakty, usuń gwoździe z zasięgu ręki. Ten ostatni przykład szczególnie nastraja mnie do rozważań, czy łomot spuszczony rodzicom pomógłby im pojąć, że nie zostawia się dziecka z gwoździem w ręku, szczególnie KOLEJNY raz, i czy solidny kuksaniec pod żebro zmusiłby tychże rodziców do a)pilnowania dziecka, b) zabezpieczenia kontaktów.

      "Tam gdzie jest przynajmiej łagodna obojętność,dzieci nie będą utrapieniem,są wspaniałe jak wszystkie dzieci.

      A wziąłeś pod uwagę tę niemałą rzeszę macoch, które zwyczajnie NIE LUBIĄ DZIECI? I gówno je obchodzi, czy są grzeczne, czy nie. Mnie grzeczne dzieci irytują równie często co niegrzeczne. Unikam towarzystwa dzieci, równie intensywnie co towarzystwa natrętnych, jazgotliwych małych psów. Macocha ma prawo nie lubić dzieci w ogóle i wmawianie Jej, że uzna je za "wspaniałe" gdy zdobędzie się na życzliwą obojętność jest nadużyciem. Życzliwa obojętność pozwoli takiej macosze w miarę przyzwoicie i bezkonfliktowo ułożyć sobie życie z dzieciatym partnerem. To WSZYSTKO. Nie czarujmy się i wmawiajmy dorosłym kobitom, że NIELUBIENIE DZIECI w ogóle jest niemożliwe i czyni je dziwadłami / patologią. Mówmy im za to prawdę, że nielubienie pasierbów nie upoważnia do zachowań niegodnych, a negatywnie oddziałujące na nasz związek emocje (np. zazdrość o partnera) i zachowania można "przepracować" i żyć znacznie przyjemniej.

      "Łagodzi często swoje podejśćie do pewnych sytuacji by nie być tą zołzowatą macochą".

      tu masz chyba na myśli macochę - nówkę. Dojrzała, doświadczona macocha jeżeli decyduje się ustąpić w jakiejś sprawie, to głównie dlatego, że zdaje sobie sprawę, że nie do Niej należy ostatnie słowo w sprawie wychowania CUDZYCH (nawet jeżeli darzonych szczerym uczuciem) dzieci.

      Mizdrzycie się tu Kolego, zapewnieniami o "dobrych sercach większości macoch", ale w Twoim poście to takie dobre serce poczciwej kobieciny, która z racji samodzielnego wychowywania własnych dzieci, zwiąże się z wdowcem i zaopiekuje jego dziećmi. Tymczasem dzisiejszy świat obfituje w młode, atrakcyjne, ambitne, samodzielne, "na dorobku" (zawodowym, materialnym) kobiety, które na podjęcie decyzji o posiadaniu dzieci zostawiają sobie co najmniej kilka lat. To one na swojej drodze spotykają mężczyzn, którzy zdążyli mierzyć się z lepszym, lub gorszym skutkiem z rolą ojca. Te kobiety naprawdę nie mają problemu z odrabianiem zadań z fizyki teoretycznej (dlaczegóż miałyby w ogóle brać na siebie odpowiedzialność za odrabianie lekcji?), ale na przykład z nadopiekuńczością i różnicami w poglądach na temat wychowywania dzieci prezentowanymi przez swoich partnerów. Mają problem z zaakceptowaniem zachowań dzieci pochodzących z odmiennych od ich środowisk i domów. Z rujnującymi ich życie codzienne przyzwyczajeniami. Z negatywnym odbiorem społecznym. Ze stałą obecnością w życiu dzieci partnera, a poprzez to w życiu samego partnera i całego związku matki pasierbów.
      Naprawdę, bycie macochą nie sprowadza się do lubienia lub nielubienia cudzych dzieci.
      I naprawdę spodnie w domu nie są lekarstwem na wszystko.
      • adela38 Re: Poradnik dla macochy cz.II 31.08.09, 12:35
        Braktalentu napisala cyt:"Dzieci zaś (w normalnych, zdrowych układach) są naszym
        ZOBOWIĄZANIEM do końca świata i o jeden dzień dłużej, bo w przeciwieństwie do
        partnera, one szczególnego wyboru nie miały. "

        I tu wtrace- MYLISZ SIE
        NIE SA naszym zobowiazaniem do konca swiata.Sa obowiazkiem by wychowac do
        doroslosci i dla swiata.Dzieci maja odejsc w swiat.Partner ma nie odchodzic, ale
        spedzac zycia przy naszym boku.To jest cos duzo wiekszego.
        • braktalentu Re: Poradnik dla macochy cz.II 31.08.09, 14:10
          "Sa obowiazkiem by wychowac do doroslosci i dla swiata."

          I tak w zależności od predyspozycji, zdolności i chęci wychowawczych rodziców, a także od możliwości dzieci zależy kiedy ową dorosłość osiągną (czasem to trwa do końca świata i o jeden dzień dłużej). Bo osobiście nie znam rodziców, którzy z chwilą osiągnięcia przez dziecko pełnoletności powiedzieli mu "odejdź do świata córko / synu", choć znam takich, których dzieci już wówczas mogły i zaczynały dorosłe życie.
          Osobiście chciałabym stanowić dla swoich dzieci oparcie jak najdłużej, bo sama będąc i żona i matką takie oparcie we własnych rodzicach bardzo sobie cenię. Wydaje mi się, że po prostu fajniej i bezpieczniej się żyje mając w zanadrzu kogoś, kto akceptuje nas takimi jakimi jesteśmy, jest dla nas autorytetem i na kogo zawsze możemy liczyć. Im więcej takich ludzi (szczególnie na początku zdobywania doświadczeń życiowych) tym lepiej. Czy znasz inny niż rodzicielski model miłości bezwarunkowej?
    • mampy-tanie Re: Poradnik dla macochy cz.II 02.09.09, 21:20
      jeśli ktokolwiek uderzyłby moje dziecko, rychło by się przekonał, że farinelli nie był jednak ostatnim kastratem
    • krowa_laciata Re: Poradnik dla macochy cz.II 06.09.09, 00:17
      Nie związałam się z M ze względu na zabawy czy odrabianie lekcji smile
      Choć faktem jest, że M potrafi się z dziećmi bawić jak ja nie
      ptrafię, np. rzucać się poduszkami czy piłeczkami, na co ja
      jestem "za drętwa" i pespktywa dostania w dziub piłeczką mało mnie
      zachęca.
      Pozycjonowanie kto ważny, kto mniej (dzieci czy partner) zależy jak
      dla mnie od układów panujących w rodzinie. Do niedawna trzymałam się
      tego, że dzieci zawsze na pierwszym miejscu. Facetamożna zmienić i
      sto razy... dzieci ma się jedne. Zweryfikowałam w obenym związku,
      tylko dlatego że przekonałam się, że M dzieciom krzywdy nie robi,
      leży mu na seru ich dobro, przejmuje się ich edukacją, zachowaniem,
      problemami. Nie ma w mojej hierarhii ważnych i mniej ważnych. Mąż i
      dzieci są najważniejsi, każdy na swój sposób. Mąż, bo to z nim mam
      zamiar spędzić resztę życia kiedy już dzieci pójdą w świat. Dzieci,
      bo teraz mnie porzebują... a nawet kiedy w świat pójdą, są sytuacje
      których przewidzieć się nie da i potrzebować mnie mogą.
      Na ten moment wszyscy wiedzą, że są równi i to po czyjej stronie
      stanę zależy od sytuacji. Gdyby M niesprawiedliwie czepiał się
      dziecka stanę po stronie dziecka, jeśli dziecko (nastoletnie)
      pyskuje do M i demonstruje swoją olewczość względem niego, staję po
      stronie M.
      Co do bicia... M wie od zarania, że nie ma prawa tknąć moich dzieci
      palcem i naszych wspólnych również. Bicie to metoda, której ja
      kompletnie nie uznaję. Jeśli dziecko wkłada wspomniany widelec w
      oko, to dziecku (jeśli jest w stosownym wieku) tłumaczę, że krzywdę
      zrobić może. Jeśli niekumate jeszcze to widelec zabieram i na
      przyszłość chowam. Jak gwoździe do kontaktu wkłada to zabezpieczam
      kontakty jak małe... jak duże to niech się samo przekona, że nie
      należy. Na marginesie, ja chciałam kiedyś (jako już kumata mocno)
      sprawdzić co się stanie jak drucik w kontakt wsadzę, sprawdziłam i
      więcej tego nie powtórzyłam wink Z karami nie mamy problemu. M nie
      nakłada kar. Ustaliliśmy, że dzieci mają go słuchać, szanować...
      jeśli pod moją nieobecność się nie dostosują to kiedy wracam M zdaje
      mi relację i karę nakładam ja.
      Co do samych dzieci i ich "gąbkowości" poniekąd się zgadzam, ale nie
      do końca. Poza tym co dzieciom się przekazuje, mają też swoje
      wrodzone cechy. Jestem szczęśliwą "posiadaczką" bliźniaków. Dzieci
      urodzone razem, traktowane tak samo, tak samo wychowywane są
      zupełnie inne. Mają dopiero 1,5 roku ale już łatwo zaobserwować
      różnice. Wychowywane bez krzyków, agresji, przemocy... krótko mówiąc
      nie mające wzorców, że jak dasz w łeb to coś osiągniesz winkI mały
      jest oazą spokoju, a mała wszystko stara się wywalczyć krzykiem,
      biciem, szarpaniem i gryzieniem... mimo, że od nikogo się tego nie
      nauczyła, bo raczej nie gryziemy się i nie bijemy żeby coś
      osiągnąć.
      • liz-beauty Re: Poradnik dla macochy cz.II 06.09.09, 08:39
        Fajnie to wszystko opisalas i zgadzam sie w zasadzie w 100%, tylko za nic pojac
        nie moge - jak to "dzieci ma sie jedne"? Przeciez juz z samego uzycia liczby
        mnogiej wynika, ze dzieci mozna miec kilkoro! Natomiast w akceptowanym przeze
        mnie ukladzie, partnera ma sie jednego... I sorry, gdyby moj chlop traktowal
        Mlodego jak swoja zone, to ja bym sie wypisala z tego ukladu.
        • kicia031 Re: Poradnik dla macochy cz.II 06.09.09, 16:54
          Ja razumiem stwierdzeniem, ze dzieci ma sie jedne, w ten sposob, ze malzenstwa,
          zwiazki rozpadaja sie, i czlowiek, z ktorym chcielismy spedzic reszte zycia
          staje sie kims obcym, kogo nie poznajemy na ulicy. Tymczasem, dzieci pozostaja
          naszymi dziecmi do konca zycia, nie da sie tej relacji uniewaznic, rozwiesc, czy
          wypisac sie z niej.
          nawet gdy juz szczesliwie dorosly i usamodzielnily sie (spraw dobry boze by to
          nastapilo jak najszybciej - jestem wykonczona po 2 dniach sam na sam z kochanymi
          synkami), wiezi pozostaja. Ja jestem od lat samodzielna, i z matka nie mam
          najlepszych ukladow - ale jednak jakos tam potrzebujemy siebie nawzajem, chocby
          po to, by sie troche poklocic - z nikim sie tak fajnie nie kloci jak z nia wink)
          • liz-beauty Re: Poradnik dla macochy cz.II 06.09.09, 20:00
            Na pewno obie znamy ludzi, ktorzy sie z rodzicielstwa skutecznie wypisali i nie
            poznaliby swoich dzieci na ulicy. Jesli nie osobiscie, to czytalam na forum
            samodzielnych mam czy nawet tutaj. Natomiast nie ulega kwestii, ze matke/ojca ma
            sie jednego i nie "ma" sie ich przez cale zycie, tylko przez jakas czesc. Im
            starsi sa moi rodzice, tym czesciej o tym mysle (choc oboje dopiero tuz po
            piecdziesiatce). Wielokrotnie czytalam na forum, ze dzieci zawsze beda naszymi
            dziecmi, ale to tak jak rodzice pozostaja rodzicami, a rodzenstwo rodzenstwem.
            Owszem, za dzieci jestesmy odpowiedzialni, ale przeciez tylko do czasu
            usamodzielnienia sie (ktore coraz pozniej nastepuje). Jednak wg mnie poswiecanie
            zwiazku, bo facet nie podoba sie np dorastajacej corce, to przegiecie. Dzieci
            nie mam, ale nie pozwolilabym sie tak manipulowac. Pomijam skrajne przypadki
            znecania sie czy molestowania, jednak nie rozumiem, jak w rodzinie, gdzie ojczym
            od poczatku pomaga wychowywac dziecko, moze on nie miec prawa skarcenia go.
            Kiedy opiekuje sie moimi bratanicami i zachowuja sie niezgodnie z przyjetymi
            zasadami - mam prawo je skarcic. Chyba nigdy nie skorzystalam, ale mam od
            rodzicow, ktorzy mi ufaja, takie prawo. W koncu poswiecam tym dzieciom swoj
            czas, uwage, energie. I tak wyobrazam sobie normalny zwiazek, w ktorym sa dzieci
            i zaufanie do partnera.
            • elakuz Re: Poradnik dla macochy cz.II 07.09.09, 08:28
              zgadzam sie z toba. Problem w zwiazku jest wtedy, kiedy partner nie
              liczy sie ze zdaniem zwojej zony i jego dziecko to widzi. Wtedy
              dziecko tez nie liczy sie i nie szanuje. Mysle, ze macocha ma prawo
              skarcic dziecko, chociaz ja tego nie robie. Moze dlatego, ze rzadko
              jest powod. Wielokrotnie z ust mojego M pada zdanie, ze mala ma mnie
              sluchac i pytac tak samo, jak jego i moze dlatego wiekszych
              problemow chwilowo nie ma.
              • liz-beauty Re: Poradnik dla macochy cz.II 07.09.09, 09:42
                Wszystko zalezy moim zdaniem - jesli macocha jest z ojcem pol roku, a dziecko
                jest nastolatkiem, to nie ma mowy o zadnym karceniu, no chyba, ze w obronie
                wlasnejwink Ja raczej mialam na mysli uklad, gdzie ktos stal sie zastepczym
                rodzicem, kims kto autentycznie wychowuje dziecko, lozy na nie itp. Ja Mlodego
                mam czesciej pod swoja opieka niz jego mama, ode mnie i od ojca dostaje ubrania,
                prezenty, kieszonkowe. Nie wyobrazam sobie, ze nie mialabym prawa okreslac (wraz
                z ojcem) zasad panujacych w domu, czy warunkow otrzymania drogiego prezentu
                (komputer). Nie mam tez na mysli "karcenia" polegajacego na klapsach czy
                stawianiu do kata, a raczej wlasnie pozbawienie nagrody - ale tu tez musi byc
                poparcie rodzica, szczegolnie w przypadku starszych dzieci. Zreszta moj pasierb
                w trudny wiek dopiero wchodzi i zobaczymy, co napisze za dwa lata. wink
                • elakuz Re: Poradnik dla macochy cz.II 07.09.09, 12:07
                  tez taki uklad mialam na mysliwink Od jakiegos czsu jestem calodobowa
                  macocha i strach pomyslec co bedzie jak wejdzie w tzw. trudny
                  wiek. "Moja" ma 11 lat a ja zadnego doswiadczenia ani wlasnych
                  dzieci na ktorych moglabym potrenowacwink

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka