t-tk
15.01.11, 13:46
Kochanej mamie zachciało się zakupów. Podrzuciłem ją więc do tesco, a później odebrałem, pakując na moje oko miesięczne zakupy do bagażnika.
Na głównej alejce wylotowej pędząc dobre 40 km/h zobaczyłem nową ravkę załadowaną po dach i cofającą z bocznej dróżki wprost pode mnie. Odbiłem w lewo i delikatnie klaksonem ostrzegłem że jadę. Rozsierdziło to tojotkę, po 200 metrach mnie dogoniła, wskoczyła przede mnie tak, że ratowałem się ucieczką do prawego krawężnika przed kontaktem. Później wykonała jeszcze hamowanie awaryjne i przeskoczyła przez dwie mini krzyżówki na czerwonym. Po chwili za skrzyżowaniem znowu zajeżdżanie drogi. Kolejny mój klakson.
Nie powiem żeby mi ciśnienie nie skoczyło. Złapałem za telefon i zacząłem dzwonić na 112, ale raczej bez przekonania, jak włączyło się zielone dla mnie pojechałem w swoją stronę.
Po chwili wskoczyłem na ósemkę i jechałem do siebie, a za mną Ravka. Kolejne światła, w lusterku widzę jak pan za mną coś strasznie gestykuluje w moim kierunku papierosem. A obok, na prawym fotelu brzdąc, na oko 5-8 latek.
Jak tylko wyjechaliśmy z zabudowanego gość mnie wyprzedził, oczywiście pamiętając o przyhamowaniu jak już był z przodu. Później dojechał do ciężarówki przede mną, i na zakręcie wyskoczył na wyprzedzanie pod autobus. Dobrze, że tirowiec się zorientował, mignął mu lewym kierunkiem i facet zdążył się schować z powrotem. Jeszcze przez dwa-trzy kilometry miotał się żeby wyprzedzić tę ciężarówkę ale ja już zjeżdżałem do siebie.
Nie wiem czy faceta wkurzył ten mój klakson czy o co chodziło ale ma chyba kłopoty z opanowaniem nerwów. Ja w złości skończyłem na rzuceniu telefonem do schowka jak ruszałem a 112 się nie zgłaszało.
Parę dni temu inna sytuacja, jechałem Polówką z dziewczyną mojego kolegi, za nami ów kolega. Przed nami z podporządkowanej wyskoczył facet z Camry, wymuszając pierwszeństwo ale bez żadnych przegięć, ot dziewczyna lekko musnęła hamulec i po sprawie. Po chwili kolega wyprzedził Polówkę i Camry, zaczęło się zajeżdżanie drogi, hamowanie, blokowanie wyprzedzania. Gość w Camry jechał za kolegą aż pod jego blok, zaczęła się pyskówka etc.
Jak Wy sobie radzicie ze stresem w aucie?
Ja przyznam się, że zwykle wszelkie zajeżdżania, nawet te świadome olewam zupełnie. Jak mam gorszy dzień to użyję klaksonu, ewentualnie skomentuje sobie stan umysłowy kierowca.
Na rewanż, zabawy w zajeżdżanie drogi, hamowania chyba jestem za leniwy. Nie wiem, może gdybym miał automatyczną skrzynię to zachowywałbym się inaczej, a tak nie chce mi się nawet redukować biegu żeby nie wybijać się z jakiegoś tam rytmu jazdy.