mrzagi01
15.04.11, 23:27
1. Kobitka moja przytargała do pracowni urządzenie audio które w w czasach świetności taśmociągów nazywało się radiomagnetofonem, a teraz to nie wiem, bo radioodtwarzacz to mi passiren do sprzętu samochodowego. Zakładam, że popularny termin "jamnik" jest dalej aktualny w odniesieniu do takich przenośnych gówien z uchem u góry , CD-kiem, radyjem i (tu nowoczesność w domu i zagrodzie) portem USB. No, ale do rzeczy. Otóż z pewnym wzruszeniem skonstatowałem, że w tym na wskroś nowoczesnym urządzeniu (sygnowanym przez znany holenderski koncern) strojenie fal radiowych odbywa się metodoą analogową, to jest przez pokrętełko które przesuwa za szybką wyskalowany wałek z częstotliwościami. Zero programowania stacji itp... duperel :) Ucieszyło mnie to wielce, bo akurat zbiegło się to ze zbiorową dysfunkcją cyfrowych obwodów odpowiedzialnych za "memory" w dwóch egzemplarzach sprzętu wiodącego producenta z kraju kwitnącej wiśni.
2. Jak się swego czasu chwaliłem się, zanabyłem drogą wysyłkową długogrającą płytę winylową ("king of the Limbs" Radiohead). Przyszła. Wspomnę dla porządku, że tydzień chodziłem jak kura z jajem, bo to pierwszy analog który miałem kupić od conajmniej 20 lat. Imaginowalem sobie, że chwila odbioru przesyłki, rozdziewiczania (doskonałe słowo!) koperty, wrzucenia krążka na talerz będzie ekwiwalentem orgazmu i , powiem szczerze, coś w tym było :).
Ale nie o tym miałem.... bajer cały w tym, że w kopercie płyty czekala na mnie niespodzianka w postaci kuponu z kodem na download oryginalnego materiału w postaci cyfrowej. Współczesność potrafi pozytywnie zaskoczyć :)