mejson.e5
07.07.04, 22:46
Przez różne fora przetoczyło się tyle nawiedzonego pieprzenia o bezpieczniejszej i kulturalniejszej jeździe kobiet za kierownicą, w porównaniu do mężczyzn, że można by pomyśleć że to same ladies nas zaszczycają swoją obecnością na drogach.
Dzisiejszy dzień utwierdził mnie w przekonaniu, że to kolejny mit, jak ten o wyższosci jednych świąt nad drugimi.
Najpierw jedna babka popychała mnie na śpiących policjantach, po czym wyrwała do przodu, by dać się w końcu wyprzedzić 80-ką na dwóch łukach Trasy Toruńskiej.
Potem 206-ka jadąca przede mną na trzecim, lewym pasie Katowickiej, zignorowała zatrzymanie się Żuka na sąsiednim pasie przed przejściem dla pieszych i tylko przezorność pieszego uchroniła go przed rozmazaniem po asfalcie. Peugeotem na katowickich numerach jechała ładna pani w stronę Katowic, ale to wcale nie obala mitu o najbardziej chamskich kierowcach - mężczyzn na warszawskich tablicach (jak ja), no nie?.
Jeszcze ładniejsza pani z równie ładną koleżanką wysiadła z Clio po zaparkowaniu na miejscu dla inwalidów pod supermarketem.
Na oko paniom niczego nie brakowało, a wręcz przeciwnie - zgrabne laski to były.
Przejeżdżający facet też tak pewnie pomyślał, bo zatrzymał się i zapytał laski, dlaczego parkują na miejscu dla inwalidów?
W odpowiedzi zobaczył "fucka" i elegancki tekst: "Masz jakiś problem?!
Spier|)alaj!"
Jeden dzień, trzy historie.
I jak tu nie przestać wierzyć w mity o bezpiecznej i kulturalnej jeździe kobiet - kierowców?
Taki mit to zwykły kit, panowie!
Pozdrawiam,
Mejson