tomek854
03.09.04, 07:04
Do warsztatu wjeżdża laweta a na niej rozbite Cinqecento ( chyba tak to się
pisze???) - wyraźnie widać, że wpasowało się w drzewo. Z lawety wysiada
kierowca i kobieta (kolor włosów raczej jasny). Zaczyna się rozmowa:
- Co się stało?
- To co widać. Samochód rozbity!!
- A Pani nic się nie stało?
- Nie.
- A co się wydarzyło?
- Samochód mi się zepsuł...
- Chyba raczej go Pani rozbiła...
- Nie, nie. Jechałam do koleżanki kiedy samochód się zepsuł, po prostu
stanał. Więc zadzwoniłam do koleżanki. Ona przyjechała swoim fiatem Punto,
nic nie udało się zrobić więc postanowiłyśmy holować samochód do warsztatu.
Jakoś sobie poradziłyśmy z tymi wkręcanymi hakami, plastikowymi osłonkami,
dziwnymi karabiczykami przy lince holowniczej. No i kiedy hol już był
zaczepiony WSIADŁYŚMY OBYDWIE DO FIATA PUNTO i ruszyłyśmy... ...(właściciel
warsztatu z trudem zachowuje powagę)...
... no i na łuku moje cinqecento nie skręciło tylko wyleciało z zakrętu i
uderzyło w drzewo...
... właściciel warsztatu mało nie schodzi z tego świata w spazmatycznym
śmiechu...