wujaszek_joe
25.05.16, 22:50
ze szczęścia łzy same lecą.
niecały rok temu sprzedałem forda, bo turbina padała i rdzewiał.
Kupiłem nowy. Też forda:)
Mondeo MK4 hatchback wielki jak czołg i wszystko mieści, z rozsądnym dieslem 1.8.
wizualnie bardzo mi pasuje. No i prestyż jest. samochód długi, rozumiecie.
W miarę przypływu śmiałości wyszło, że najbardziej lubi dostojne prowadzenie, bez niestosownych szaleństw. Niby przyśpiesza, ale po namyśle i wyraźnie tego nie lubi.
wujek-mechanik pojeździł, uznał że chyba tak musi być (bo turbina faktycznie działała, silnik wchodzi na obroty). Wziął go na komputer, który orzekł, że błędów nie ma i wszystko gra.
Minęło z 10 markotnych miesięcy i przyszła wiosna, a wraz z nią wyszedł brak klimy.
Wujek-mechanik klimy nie robi, a trzysta metrów od domu jest serwis co ma wszystko, łącznie ze stacją benzynową itd. Wymieniono mi dziurawy parownik i zrzędzę szefowi że to auto takie wołowate i co myśli o chipowaniu. On oczy jak pięć złotych i mówi że te fordy 125koni na pewno nie są wołowate.
Znalazł uszkodzony przepływomierz (o tyle wrednie, że komputer nie mógł tego widzieć), przez co turbo praktycznie nie działało.
Auto stało się autem normalnym.
Po czym przekonał mnie do grzechu przeciw naturze, mam chip i jakieś 150km.
Podobno parametry turbiny nie są ruszane, zmieniło się podawanie paliwa i EGR praktycznie się nie otwiera. A cała tajemnica to krzywda wyrządzona ekologii, przez co sieję teraz tlenkami azotu niczym prawie nowy volkswagen. Ale nadal nie dymi.
Ten samochód teraz tak lekko działa, że najchętniej to bym gdzieś teraz pojechał.
Najchętniej to do wujka-mechanika :)