Dodaj do ulubionych

Szkoły (nie)bezpiecznej jazdy

23.02.05, 19:15
Nie wiem czy pamiętacie, ale Tomek854 po wakacjach opisywal wrażenia z jazd autostopem - m.in.z PH, który dzięki szkole bezpiecznej jazdy dociążał przód samochodu na zakrętach, dzieki czemu mógł jechac 140km/h bez obawy o wyrzucenie z zakrętu.

Niedawno miałem okazję jechać z kolegą, który kiedyś też był w takiej szkole uczony. Skręcał w prawo, a że było ślisko, wypluło mu przód, na co zareagował nawet prawidłowo, bo zaciągnął hamulec ręczny. Tyle,że było to na skrzyżowaniu, gdie nie widział bocznych wlotów - przy skręw prawo mógł wpakować sie w coś wyjeżdżającego z tamtej ulicy.
A dziś mój znajomy jechał z jednym kolesiem, oczywiście służbowym samochodem - i ten mu pokazywał Aaltonena na betonie. Nauczył się tego w szkole BEZPIECZNEJ jazdy.

Pytanie: dlaczego szkoły TECHNIK SPORTOWEJ JAZDY nazywają się szkołami BEZPIECZNEJ jazdy, skoro nie uczą jak jeździć bezpiecznie, a jedynie jak radzić sobie w sytuacjach kryzysowych?

Dobry kierowca to nie ten, który potrafi wyjść z poslizgu. Dobry kierowca to ten, który nie wpada w poślizg...

Dlaczego nie ma w Polsce szkól, które uczyłyby jak jeździć bezpeicznie - tzn. mieć wyobraźnię, przewidywać zachowania innych uczestników ruchu, jechać płynnie i kulturalnie? Może dlatego, że każdy jest najlepszym na świecie kierowcą?
Obserwuj wątek
    • krakus.mp Re: Szkoły (nie)bezpiecznej jazdy 23.02.05, 21:47
      Dobry kierowca to ten, co potrafi przewidzieć zachowanie samochodu w każdym
      momencie i zapanować nad nim w sytuacjach extremalnych.Stara się niedoprowadzać
      do takich sytuacji.
      • inna-bajka Re: Szkoły (nie)bezpiecznej jazdy 23.02.05, 21:54
        Sąsytuacje, na które nie mamy wpływu. Jakiś idiota nie uznaję lusterek.
        Ja chodziłam do takiej szkoły i dwa razy uratowałam życie sobie i innym.
        Nawet miałam gratukacje od policji na 1. Ale nie jestem w stanie teraz o tym
        pisać ;-)))))))))))
        • tomek854 Re: Szkoły (nie)bezpiecznej jazdy 24.02.05, 03:29
          Ten kierowca z którym jechałem też mówił, że to mu pozwala ratować się przed idiotami. Jednak choc pare razy uratowal mi zycie ( ktore wczesniej narazil wyprzedzajac np. przy 170 kolumne pojazdow ) uwazam ze to on jest wiekszym idiota :)

          No chyba ze takie szkolenie po prostu zwieksza ilosc zauwazanych idiotow. Bo ja jakos z wyprzedzaniem problemow nie mialem i nawet jezeli ktos wyprzedza nie patrzac w lusterka, to jezeli jade 20 km szybciej od niego a nie 100 zawsze zdaze zatrabic i sie schowa. i nie musze uzywac moich ekdtremalnych umiejetnosci ( ktorych nie posiadam, bo to ze przejechalem kilkaset km pod okiem mojego wujka rajdowca sluchajac jego cennych rad na pewno swietnego kierowcy ze mnie nie uczynilo. Nawet, gdybym dostal dyplom i nalepke na tylna szybe ;)
          • sherlock_holmes Re: Szkoły (nie)bezpiecznej jazdy 24.02.05, 08:36
            No właśnie - szkoła ma uczyć BEZPIECZNEJ jazdy, a NIE TYLKO panowania nad samochodem. To tak, jakby uczyć kogoś posługiwania sie pistoletem tak, żeby sobie nie zrobił krzywdy - ale nie sprawdzić czy taki ktoś ma w ogóle psychiczne predyspozycje do posiadania broni. Bo można w ten sposób wyszkolić doskonałego psychopatycznego zabójcę, jak i świetnego np. policjanta, który potrafi z 200 metrów trafić w rękę, nie zabijając agresora.

            Szkoły jazdy - tak, ale niech uczą myslenia, a nie tylko prawidłowych odruchów przy wpadaniu w poslizg, bo tego można nauczyć - nikogo nie obrażając - nawet człekokształtne małpy...
    • typson Re: Szkoły (nie)bezpiecznej jazdy 24.02.05, 03:55
      >
      > Dobry kierowca to nie ten, który potrafi wyjść z poslizgu. Dobry kierowca to te
      > n, który nie wpada w poślizg...

      powinno byc tak:

      Dobry kierowca to ten, który potrafi wyjść z poslizgu. A jeszcze lepszy kierowca
      to ten, który nie wpada w poślizg...
    • mejson.e Linia czy płot? 24.02.05, 11:21
      Odbyłem takie "bezpieczne" szkolenie i uważam, że przeprowadzone było prawidłowo.

      Większość kursantów trafiła tam z przymusu - albo byli zbyt szkodowi, albo mieli
      zasiąść w drogich samochodach a pracodawca nie znał ich na tyle, by zrobić to
      bez szkolenia i opinii zawodowców.

      Rozpoczęto od teorii i prowadzenia - po co komu ekstra umiejętności, jeśli nie
      jeździ sportowo?
      Pokazano na przykładzie (nierealnym?) kierowcy, który nie przekracza
      dopuszczalnej prędkości a na drodze spotyka w nocy nieoświetloną przyczepę.
      Mimo 80/h nie jest w stanie zatrzymać samochodu, musi awaryjnie omijać, z
      perspektywą poślizgu.

      Pobłażliwe uśmiechy znikały po przejechaniu pierwszego odcinka a większość
      zaciekle starała sie opanować samochód po ominięciu (spodziewanego) pachołka z
      prędkością 50/h.

      Zarówno ja jak i spora grupka kursantów deklarowała dobrowolnie, że nie będzie
      jeździć po tym kursie szybciej a wręcz przeciwnie - nawet wolniej, bo
      uświadomione nam zostały skutki "niewinnych" z pozoru manewrów.

      Co do kierowców wykorzystujacych niewłaściwie doświadczenia wyniesione z takich
      kursów, to myślę że jest z tym dokładnie tak samo jak z innymi rzeczami, których
      stosowania nie jest w stanie wymusić prawo a jedynie kultura i zdrowy rozsądek.
      Tak jak niektórzy śmiecą i plują na drogę, ochlapują pieszych czy wywracają
      rowerzystów przejeżdżając zbyt blisko nich, tak samo zawsze będą osobnicy
      wykorzystujący Aaltonena w normalnym ruchu i przejeżdżający ciągłe linie do
      czasu aż ktoś nie postawi w miejscu ciągłej linni betonowej bariery.

      Ktoś już fajnie powiedział:
      "człowiekowi wystarczy przepis i linia - bydlęciu trzeba postawić płot".

      Pozdrawiam,
      Mejson
      --
      Automobil
      Forum pozytywnie zakręconych automaniaków.
      • sherlock_holmes Re: Linia czy płot? 24.02.05, 12:06
        Problem jest w tym, że więcej jest tych, którzy potem nabyte umiejętności wykorzystują w celu absolutnie nie założonym, niż tych którzy po szkoleniu zdają sobie sprawę z ogromu swojej niewiedzy :(
        • inna-bajka Re: Linia czy płot? 24.02.05, 13:06
          Macie rację.
          Zasada "po pierwsze nie szkodzić", powinna być mottem takich szkółek.
          Najbardziej podobała mi się jazda na tych malutkich kółeczkach imitujących lód
          i wbicie do głowy, że hamulec wciśnięty w podłogę nie ratuje życia, lecz
          umiejętność operowania nim.
          I najważniejsze, aby myśleć o innych. Wkurwia mnie jak ktoś jest przede mną i
          hamuje, ale są klienci, którzy potrafią spojrzeć w lusterko i zjechać.
          • sherlock_holmes Re: Linia czy płot? 24.02.05, 15:07
            Uświadomiłem sobie teraz, że szukamy błedu nie tam gdzie trzeba. Szkoły bezpiecznej jazdy spełniałyby dobrze swoją rolę na obecnym poziomie, gdyby nauka jazdy odbywała się na innych zasadach. Bo przeciez manewrów uczy się pod konkretny samochód, a nawet model (ciekawe czy osoba zdająca na Punto 5d zrobi manewry na Punto 3d, skoro mają inaczej ułożone słupki.
            Na drodze ćwiczy się na pamięć stałe trasy egzaminacyjne. Do tego teoria sprowadza się do wykucia na pamięć odpowiedzi na zestaw pytań - nawet bez wnikania w treść pytań.

            No cóż, ale skoro takie autorytety jak polscy kierowcy rajdowi stwarzają zagrożenie na drodze (wyczyny Hołowczyca, Kuzaja, szkoła jazdy Płaczka itd)... Jeden ś.p. Janusz Kulig propagował jazdę bezpieczną, czyli z wyobraźnią. Na szczęście inni kierowcy (np. Czopik) próbują przejąć po nim schedę.

            Zresztą - szkoły bepiecznej jazdy też nie miałyby racji bytu, gdyby system szkolenia kierowców przewidywał naukę panowania nad samochodem...
            • bartoo Re: Linia czy płot? 24.02.05, 15:28
              W Skandynawii były kiedyś próby "doszkalania" kierowców w jeździe zimą.
              Szybko z nich zrezygnowano, bo doświadczenie pokazało, że "absolwenci" jeżdżą
              szybciej i powodują więcej zagrożeń na drodze.
              • sherlock_holmes Re: Linia czy płot? 24.02.05, 18:33
                Jeżeli tak bezpieczni i rozsądni kierowcy zaczynali szaleć gdy poczuli się troche pewniej, co można powiedzieć o kimś, kto mając PJ powiedzmy 2 miesiące dostaje mocne TDI i brał udział w szkoleniu? "Hulaj dusza, piekła nie ma! Jestem panem świata, umiem jeździć lepeij niż wszyscy obok mnie na drodze i zawsze sobie poradzę!"
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka