Dodaj do ulubionych

OT Dziencioluf dwuch

09.10.07, 11:14
Wczoraj przez caly dzien za sciana mojego biura aktywnie uskutecznial sie dzieciol z wiertarka udarowa. Kul intensywnie w okolicach kibla - az strach bylo na tronie siadac.

Wracam do domu, siadam przed TV, zeby w spokoju obejrzec Oggiego i Karaluchy, a tu kolejny dzieciol! Borowal do 22.00.

Umowili sie czy jak?
Obserwuj wątek
    • sven_b Re: OT Dziencioluf dwuch 09.10.07, 14:01
      Ja mieszkam na osiedlu niespokojnej starości. Niespokojnej bo tu zawsze ktoś
      zadba o ciągłość hałasu. Nie będę pisał co i kto po kim tłucze, niemniej często
      odnoszę wrażenie że to Truman Show a w naszym mieszkaniu są kamery. Czasem mnie
      to śmieszy, czasem irytuje, czasem zwisa, ale nigdy sie nie przyzwyczaiłem. Niby
      z ludzmi mam tu marynarski uklad. Uścisniemy grabę, zagaimy, pogonimy
      dziadostwo, ale ludzie nie pomyślą o wspólnym spokoju. 1 pazdziernika
      rozpoczeliśmy odliczanie - ostatnie pół roku tutaj. W kwietniu będę miał już
      swój płot, swoją bramę i swój nieobsrany trawnik. Zamiast iść ze smykiem i co
      chwila powtarzać 'uwaga kupa' bede mógł pokazać jej wiewiórke, zająca albo
      szyszkę. Byle do wiosny:-)
      • bassooner Re: OT Dziencioluf dwuch 09.10.07, 14:13
        Ech kur*wa dobry udar. To jest to. Coś by się po borowało. Jakiś kawał betonowej
        ściany z wielkopłytowca. Ale tak żeby w kur*we głośno było, dużo kurzu i żeby
        łapy z wysiłku mdlały, a plomby wpadały w rezonans. I żeby jakieś dziadki za
        ścianą mieszkały albo małżeństwo z małym dzieckiem. I jeszcze, żeby dużo zbrojeń
        w ścianie było, co by jeszcze troszkę dla relaksu "gumówką" popracować.
        Ech kur*wa...dobry udar i dobra "gumówka" to jest to...
        • edek40 Usiadz i oddychaj gleboko 09.10.07, 14:54
          Moze w cos podymaj.
          • bassooner Re: Usiadz i oddychaj gleboko 09.10.07, 23:24
            edek40 napisał:
            Usiadz i oddychaj gleboko
            > Moze w cos podymaj.
            __________________________________________________________________
            Nie moge...mam jeszcze pół ściany do skucia, a chce skończyć przed
            świtem...kumpel mi pożyczył młoto - wiertarke i do rana musze oddać, bo on chce
            się troszkę z rana, ze stropami pobawić, póki sąsiadka jest na L4...
            • bassooner Borowanie cd... 10.10.07, 15:41
              No...pasi...całą noc ze ścianką powalczyłem i nad ranem podjechałem do kumpla z
              tą jego młoto - wiertarką, mieszka w wielkopłytowcu i tak ciut po szóstej
              odpaliliśmy sprzęt, żeby się troszkę ze stropem "pobawić"...;-)))...on młoto -
              wiertarkę, a jak udar z nowym szwedzkim wiertłem, pięknie, ten sound, te kur*wa
              wibracje...ach...malina...jeszcze jak blisko siebie byliśmy to taki fajny
              rezonans się robił, że aż mi sztuczna szczena latała...miodzio...a ile
              kurzu...ku*wa pierwsza klasa...
              ...tak po godzinie sąsiadka z dołu wymiękła i zaczęła stukać laską w sufit,
              obłożnie chora w łóżku leży ale i tak po pół godzinie się dowlokła do
              nas...dzwonić do drzwi zaczęła i walić tą laską, udaliśmy z kumplem, że nic nie
              słyszymy...ino ciut obroty podkręciliśmy, żeby nas ten dzwonek i stukanie nie
              wkur*iało...ale pięknie się "pobawiliśmy"...ten sound...ach kur*wa miodzio...
              ...tak po piętnastu minutach dzwonienia i stukania, dokładnie kur*wa nie wiem,
              bo jak z kumplem w trans wpadniemy to i pół dnia nam zleci na borowaniu...no to
              tak +,- po piętnastu minutach poszła sobie...zaś patrzymy przez okno, a ona na
              spacer śmiga...he, he...kur*wa...he, he...nie dalej jak wczoraj ją na noszach ze
              szpitala przywieźli, a ta już z balkonikiem na spacer ku*wa he, he...ch*uj nas
              to zresztą obchodziło bo kumpel trafił na zbrojenie...miodzio...kur*wa ten sound
              i te iskry...ale jazda...pierwsza klasa, ale ja kur*wa "gumówki" nie wziąłem,
              nic tylko zadzwoniliśmy do kumpla, żeby z "gumówką" przyjechał...był po
              dziesięciu minutach...jak odpaliliśmy cały sprzęcior...o ku*wa...ale
              sound...miodzio...iskry, kurz i te wibracje...o w kur*we...pierwsza liga...
              • bassooner Re: Borowanie cd... 14.10.07, 17:05
                Nie ważne czy ktoś to przeczyta, ale "Chłopcy borowcy" mi się strasznie
                spodobali i pociągnę dla samego siebie tę historię...
                ________________________________________________________________________
                No...w przyszłym tygodniu mamy nową fuchę - wielkopłytowiec...malina...i jeszcze
                ma nowy kumpel dołączyć,
                nowy jest w tej branży, świeżuśki, dopiero co się uczy...ale za to czwórka nas
                będzie: dwa udary, młoto – wiertarka i gumówka...
                o kur*wa, ale będzie jazda, ten sound, te wibracje, czuję, że się ładnie
                pobawimy, bo jest cała łazienka z kuchnią do skucia, a sąsiedzi to same
                staruszki na emie (emeryturze), tak że, cały dzionek w chałupie siedzą, a my
                sprzęcior punk szósta odpalamy...he, he, kur*wa, he, he...do tego otwieramy
                wszystkie okna, bo to kurz panie jak sto piorunów, już się cieszę...dziadki
                pewnie też...he, he...
                Zobaczymy jak ten nowy się sprawdzi, czy czasami nie wymięknie po kilku
                godzinach borowania, bo do tej pory to się wędkarstwem parał, stąd pewnie ksywka
                ”Wędkarz”.
                Całe lato działał na różnych akwenach śródlądowych, a jak się dzionek skracał, i
                ziąb nad wodą się robił, wtedy zwijał sprzęcior i przenosił się na nocny relacji
                Szczecin – Terespol, żeby połowić „grubsze sztuki” - łaził panie po nocy, po tej
                banie, i tylko niuchczył, gdzie woń alkoholu intensywniejsza. W końcu jak
                znalazł jakiś trunkowy przedział, a z tym panie problemu żadnego nie było, bo to
                wie pan, albo to szweje na przepustkę, albo chadziaje zza Buga, to se ino
                czekał, aż przykimają. Jak już przykimali wszyscy, to se najsamprzód pierwszego
                z brzegu upatrzył, otwierał delikatnie drzwi do przedziału i na nóżkę panie,
                taką pętelkę ze stalowej linki mu zakładał, linka miała ze dwadzieścia metrów, a
                na końcu była taka dość spora, kuta kotwica, no panie i ten cały zestawik ładnie
                przez okno na korytarzu wyrzucał, zapalał se bolka panie i czekał...
                z reguły tak przy trzecim machu, kotwica łapała się za słup od trakcji i gośćiu
                panie, jak z katapulty wylatywał z przedziału przez okno na korytarzu...a
                „Wędkarz” panie to z pasją robił, bo kiedyś to nawet trzech rezerwistów z
                przedziału wyekspediował, dwóch panie „czyściutko” przez korytarz, a jednego
                centralnie przez okno w przedziale, ino się ch*uj przebudził, jak mu „Wędkarz”
                pętelkę na girę założył, ale na całe szczęście, zestawik już za oknem wylądował,
                tak, że zanim wstał to już poleciał...piękne kur*wa, he, he...nie ma co z pasją
                to robił...
                No, ale się zobaczy, jak się przy udarach sprawdzi, chłop panie do ciszy
                przywykły i do tego spokojny to może nie wyrobić...wędkarz panie, po prostu...
                • tomek854 Re: Borowanie cd... 14.10.07, 17:44
                  Czyli innymi słowy bassoner pracujecie nad aranżacką "krzesanego" pendereckiego,
                  tak? Bo to jakoś podobnie brzmiało do tego, co opisujesz...
                  • bassooner Re: Borowanie cd... 15.10.07, 15:15
                    Jak "Krzesany" to ino Kilara...
                    • tomek854 Re: Borowanie cd... 15.10.07, 17:51
                      Może i Kilara. Dla mnie oni tam razem z tym góreckim wszyscy są niesłuchalni.

                      A ktory to paletkami do pingla po rurach od kibli napierniczał w ramach sztuki
                      nowoczesnej?
                      • bassooner Re: Borowanie cd... 15.10.07, 19:08
                        A to za przeproszeniem Penderecki w utworze, na ku*wa trzy chóry, wielką
                        orkiestrę symfoniczną i z pięciu solistów pt. "Siedem bram Jerozolimy"...znajomi
                        z Filharmonii Narodowej budowali ten instrument, jako oczywiście pierwsi na
                        świecie...a nazywa się toto Tubafon chyba, czy jakoś tak. Składa się z rur PCV
                        o różnej długości, a gra się rzeczywiście paletkami do pingla. Wydaje to dźwięki
                        różnej wysokości, a ma imitować jakiś pradawny instrument używany w Jerozolimie,
                        czy cóś...co do sensowności tegoż, czy innych instrumentów...według mnie gra w
                        ogóle na jakimkolwiek instrumencie to czysta abstrakcja...;-)))
                        • tomek854 Re: Borowanie cd... 15.10.07, 19:48
                          Pewnie. Rury PCV to jest "poważny" instrument. A gitara elektryczna, która ma
                          takie możliwości, to jest niepoważny. A co, źle pan gra?

                          www.youtube.com/watch?v=b8kYC5D_lBc
                          • bassooner Re: Borowanie cd... 17.10.07, 15:33
                            Ładnie, ładnie...ale ja o czym innym.
                            Miałem na myśli wielogodzinne ćwiczenia, żeby dojść do jakiejś wprawy i
                            instrument oraz muzykę jako taką...toż to czysta abstrakcja.
                            Masz z siedem, czy osiem lat i zamiast iść z kumplami grać w piłę na boicho, to
                            wciskają ci w łapy dziwnie wyglądające ustrojstwo i każą grać jakieś jeb*ane
                            gamy i pasaże. Siedzisz po południu w chałupie i katujesz te jeb*ne gamy i
                            pasaże we wszystkich możliwych konfiguracjach: tercjami, kwartami, kwintami, w
                            przewrotach itd...patrzysz przez okno, a kumple tną w piłę...chwila ciszy w
                            pokoju wchodzi stara albo stary i Cię opier*ala, że nie ćwiczysz...no to
                            ćwiczysz dalej jeb*ne gamy i pasaże, a jak ci się trafi jakaś bezsensowna etiuda
                            to się już prawie spuszczasz ze szczęścia, bo się jakaś melodia trafi - nijaka i
                            brzydka ale jednak melodia, a jak jakiś utwór to masz prawie, że orgazm. Tak
                            mijają lata...kumple przy trzepaku wyrywają już najładniejsze towary z podwórka,
                            a Ty siedzisz w pokoju i napierd*lasz te jeb*ne gamy i pasaże...i co najgorsze
                            zaczyna Ci się to podobać...nie ma chu*ja we wsi, jak siedzisz sam w pokoju i
                            katujesz w kółko gamy i pasaże coś Ci w końcu pod deklem trzaśnie i już nigdy
                            więcej nie będziesz tym samym człowiekiem...i tak stajesz się "skrzypkiem",
                            "pianistą", "wiolonczelistą" itd.
                            Ale robisz to w imię wyższych celów – poświęcasz się dla sztuki, masz w
                            perspektywie elitarną uczelnię...Akademię Muzyczną, bo kumple kończą edukację na
                            „zawodówie” i śmigają po rusztowaniach.
                            Mijają kolejne lata, widzisz ich na ulicy, mają ładne żony, które powyrywali
                            przy trzepaku na podwórku, za młodych lat. Dla Ciebie zostały same
                            „paszczury”...to już wolałeś te jeb*ne gamy i pasaże katowane godzinami,
                            samotnie w czterech ścianach. Oni wciąż śmigają po rusztowaniach za pięć - sześć
                            koła na miesiąc, a Ty z tytułem magistra sztuki dostajesz tysiąc trzysta, grając
                            w podrzędnej orkiestrze, mając zamiast „zdrowej dupy” i regularnego seksu, te
                            swoje jeb*ne gamy i pasaże, które Cię nie opuszczą, aż do śmierci...Amen.
                            • crannmer Propozycja plus OT 17.10.07, 15:47
                              Ile Ci jest warte, cobysmy tego tekstu pani Bassoonerowej nie podlozyli? ;-)

                              BTW co do ***dalania paletkami i innymi narzedziami w rury wszelakie z
                              sieciowanego PVC i innych plastow i elastow, machania rurami gladkimi i
                              karbowanymi tudziez pretami w powietrzu do taktu, a takze wydobywania innych
                              roznych dzwiekow, to:

                              a) zaprawde nie musi byc to sztuka wysoka. Czasem ta sztuka jest dosc niska
                              b) chyba mozna na tym zarobic

                              Co do punktow a i b patrz wytwory Blue Man Group. Jako instrumentacje i
                              aranzacje dla niefachowca wcale nawet ciekawe. Jako samodzielna muzyka bardzo
                              jednakze jednowymiarowe i nudne. I to nie za sprawa paletek i PVC. Paletki i
                              rury sa cool. Tylko komponista doopa ;-)

                              C.
                              And the fun of it will get you
                              And the joy of it will fetch you
                              • bassooner Re: Propozycja plus OT 17.10.07, 16:25
                                crannmer napisał:
                                Ile Ci jest warte, cobysmy tego tekstu pani Bassoonerowej nie podlozyli? ;-)

                                Mały szantażyk...???...a nieładnie...;-)))...ale Bogu dzięki, że to nie mój
                                życiorys...żonka z pewnością przeczyta...;-)))
                                >
                            • tomek854 Re: Borowanie cd... 17.10.07, 19:22
                              Najbardziej boli, że człowiek tyle ćwiczył i się uczył, żeby mieć z rurami PCV
                              do czynienia i to jeszcze za 1/3 tego co koledzy po zawodówce? ;-)
                • margotje Re: Borowanie cd... 14.10.07, 17:44
                  Bass, Ty sie za kabaret, panieddzieju, bierz! Ja Ci to mowie!
                  • computerland1 Re: Borowanie cd... 15.10.07, 14:41
                    bass - ju ar maj hiro:)
                • edek40 Re: Borowanie cd... 15.10.07, 15:02
                  Niegdys postanowilismy z kumplem wyborowac dziure fi10 cm w litej betonowej scianie nosnej. Na okolo jakies 30 cm grubosci. Wypozyczylismy najwiekszy dostepny mlotek elektryczny. We dwoch wsadzilismy go do samochodu. We dwoch wyjelismy. Nastepnie oparlismy bydle o sciane i wlaczylismy. Wibracje byly piekne, a metoda pracy wymagala, aby jeden borowal w betonie, a drugi trzymal borujacego za d..pe, a nawet na nia napieral, bo inaczej maszyna odbijala borujacego od sciany. Najprzyjemniejsza robote mial borujacy, bo: to on byl obmacywany, to on puszczal baki. Wibracje byly tak cudowne, ze wibrowal caly dom i my razem z nim i maszyna. Borowalismy tak na zmiane chyba ze 4 godziny. Dziwne, ze nikt nie wezwal policji. A moze dzwonili, ale policja slyszala w sluchawce tylko lomot...
        • simon921 Re: OT Dziencioluf dwuch 09.10.07, 15:03
          Wszystkich fanów wiercenia zapraszam do mnie - w wielkiej płycie,
          żeby cholera kalendarz powiesić trzeba udaru używać;) A że dopiero
          co zakończyłem remont, to trza trochę sąsiadów podenerwować;)
        • sven_b Re: OT Dziencioluf dwuch 09.10.07, 15:29
          He he, gladiator:-)
    • emes-nju Odplacilem jednemu! :-D 10.10.07, 10:39
      Dzis rankiem switkiem, kolo 9.00 skonczylem brac prysznic, wylazlem z wanny, wytarlem sie, nasunalem naszki i nagle jak NIE PIERDOLNIE! Do wanny posypaly sie kafelki... Klejone na poczatku lat 90. na piasek i poranna flegme pana majstra postanowily ostatecznie opuscic posterunek na scianie :-)

      Odplacilem sasiadowi-dzieciolowi :-) Za Oggiego i Karaluchy!
      • bassooner "Chłopcy borowcy"... 18.10.07, 14:24
        ...czyli borowania c.d...
        ___________________________________________________________________
        Punkt szósta rano, odpaliliśmy wszystkie maszynki: ja z Wędkarzem udary, jeden
        kumpel młoto – wiertarkę, a drugi gumówkę.
        Pełna synchronizacja, jak w szwajcarskim zegarku, bo panie, w tym fachu pełna
        synchronizacja to podstawa. Od razu za ścianą jakiś bachor się rozbeczał, a po
        chwili jakieś „dziadki” z dołu i z góry zaczęli stukać laskami, czy
        kulami...ch*j ich wie, a zresztą gówno mnie to obchodzi panie...no to my jak
        zwykle – procedura standardowa...he, he – obrociki na maxa i jechane
        panie,...he, he, ku*wa, he, he...
        Obserwowałem dyskretnie „Wedkarza”...przez pierwsze dwie, trzy godziny chłop
        jakiś nieswój był...wiadomo panie, ta „rybaczka” go wykończyła, te jeb*ne
        stresy, po prostu chłop miał nerwy zszargane...”rybaczka” to nie przelewki, bo
        panie pociągnąć wysokie napięcie od słupa do jeziora żeby nie „popieściło”, to
        nie takie proste jest...a i w banach zaczęło się niebezpiecznie robić, bo jak
        panie znaleźli kilku delikwentów na trasie, tych co to ich „Wędkarz” złowił na
        ten swój zestawik, to SOKiści zaczęli w składach jeździć...jeb*ni,...a i
        chadziaje ze wschodu, jak fama się rozeszła, się ostrożniejsi zrobili...słowem
        panie, grunt zaczął mu się pod girami palić, nerwy już powolutku puszczały, no
        to chłop przystał do nas, co by się troszkę przy borowaniu odstresować...no wie
        pan, „Pozytywne Wibracje”... he, he ku*wa, he, he...
        No więc panie, tak po trzech, czterech godzinkach, jak se przerwę zrobiliśmy na
        szluga, to tak spojrzałem w jego lekko zmętniałe oczy...i już panie wiedziałem,
        że dochodzi chłop do siebie, pogadać, to se nie pogadaliśmy, bo u nas panie
        sprzętu to się z sieci nie wyłącza i jest hałas jak ch*j, chodzi na okrągło, na
        betonik ino się go ładnie położy i se chodzi...a i popatrzeć i posłuchać jest na
        przerwie czego, tak ładnie trajkoce, no może udar to tak sobie, ale już młoto –
        wiertarka to piękny sound ma, i nawet tak se fajnie po podłodze lata, godzinami
        można się gapić, czysta kur*wa poezja.
        Tak se nawet myślałem, żeby w młoto – wiertarkę zainwestować, wie pan, pięknie
        brzmi jak się beton wgryza, ten kur*wa sound, pierwsza klasa, udar też jest
        dobry, bo taki bardziej miejscowy, młoto – wiertara bardziej rozproszona, a
        gumówka to w ogóle w ch*uj rozproszona, ale za to pięknie niesie, bo my panie to
        przy otwartych oknach pracujemy, a ona panie, to taki wysoki sound ma, to się
        ładnie, za okno przebija. Jak w orkiestrze panie, wszystkie są jednakowo ważne,
        ale jednak dobry udar i do tego szwedzkie wiertło to erste klase jest po prostu,
        jak pan wjedziesz głębko w beton i jeszcze na zbrojenie trafisz i to tak ciut po
        szóstej z rana, no to kur*wa ni ma bata...dziadki wymiękają...he, he...
        Kiedyś panie, w piwiarni se z kumplami piwko pijemy i jeden taki się przyczepił,
        i gada coś na temat borowania panie...on kur*wa będzie mi tu o borowaniu
        gadał...mi o borowaniu...
        ale jakoś panie wytrzymałem...ale kur*wa jak na temat szwedzkich wierteł
        wjechał...”że wcale nie takie dobre”...to panie, nie wytrzymałem i tak jak
        stałem, znaczy siedziałem, jak mu kuflem nie przykur*iłem...tak panie padł od
        razu...bo panie szwedzkie wiertła to jest temat tabu, są najlepsze i co do tego
        nie ma żadnych wątpliwości...sie nie dyskutuje i ch*j.
        Bo panie „rybka lubi pływać”, a „udar lubi beton” wtedy idzie jak po
        maśle...znaczy się, nie idzie jak po maśle, bo ciężko idzie, ale o to chodzi,
        czym ciężej tym lepiej...
        wiadomo...wibracje muszą być, bo jak się w gazobetonie wierci to tego nie ma,
        porażka panie totalna, zero wibracji, cichutko...katastrofa na całej linii, no
        może ciut kurzu jest, ale beton to jest beton, dlatego my ino w wielkopłytowcach
        działamy...
        Aaa...jeszcze bunkry zostają, o ku*wa tam to jest jazda, czasami bierzemy
        sprzęcior i jedziemy się troszeczkę w bunkrach pobawić z chłopakami jak roboty w
        wielkopłytowcach nie ma. Jest nieźle...wpadamy w sześciu – siedmiu z udarami, a
        jak jeszcze na małe pomieszczenie trafimy, i kur*wa wef te ściany wjedziemy, to
        taki sound jest, że szkoda kur*wa gadać, te wibracje i ten kurz...miód –
        malina...no ale żadnych dziadków ani bachorów za ścianą nie ma...słowem
        wielkopłytowce zostają i tego się należy trzymać.
        Ale o czym to ja...aha...o „wędkarzu”...no to już mówię...po robocie, a
        borowaliśmy do punkt dwudziesta druga, idziemy do domu z „Wędkarzem”...no i
        kur*wa chłop się normalnie rozkleił, zaczął mi beczeć do ramienia, że tego mu
        kur*wa było trzeba i teraz to dopiero doszedł do siebie, po tej całej nagonce na
        niego. Powiedziałem mu, że może z nami zostać i troszkę w wielkopłytowcach
        podziałać...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka