mejson.e5
17.12.03, 22:27
Wszelkie podobieństwa do zdarzeń i osób prawdziwych, są zamierzone i celowe...
Przypadek 1.
Stoimy sobie spokojnie przed czerwonym światłem na skrzyżowaniu i nagle w tyłek wjeżdża nam jakiś gapa. Okazuje się, że byliśmy pod wpływem alkoholu.
Efekt:
Jesteśmy winni przestępstwa jazdy pod wpływem alkoholu, co najmniej płacimy wysoką grzywnę albo/i zostajemy skazani na karę pozbawienia wolności, tracimy prawo jazdy, nie dostajemy odszkodowania z OC gapy ani z własnego AC, nie wiem, kto płaci za naprawę samochodu gapy.
Przypadek 2.
Pomykamy sobie łagodne 68 km/h na zabudowanym i nagle wyjeżdża nam z podporządkowanej gapa i zajeżdża nam drogę. Hamujemy, ale jest za blisko i walimy go w blachy.
Efekt:
Biegły ocenił, że gdybyśmy jechali przepisowe 60 km/h, to zdążylibyśmy wyhamować albo ominąć gapę. Zostajemy uznani winnym spowodowania kolizji i z naszego OC jest naprawiany samochód gapy. Jeśli mamy AC, to nie musimy płacić sami za naprawę naszego samochodu. Tracimy zniżki za bezszkodową jazdę OC i AC. Jeśli nie mamy polisy AC, sami płacimy za naprawę naszego pojazdu.
Przypadek 3.
Nasz samochód stoi zaparkowany przy ulicy i jakaś nieznana gapa go kasuje i znika. Ostatnio chorowaliśmy, nie jeździliśmy i upłynął termin obowiązkowego badania technicznego (przedłużenie dowodu rejestracyjnego).
Efekt:
Mimo posiadania ważnej, opłaconej polisy AC, nie dostajemy odszkodowania z powodu nieaktualnych badań technicznych. Sami musimy płacić za naprawę samochodu.
Niemożliwe?
Nie radzę sprawdzać na własnej skórze.
Mimo pominięcia powyżej przypadku posiadania przez gapę cwanego prawnika, który wzorem amerykańskich prawniczych hien jest w stanie wyciągnąć naprawdę dużo kasy od nas za rzeczywiste i wymyślone straty, same te scenariusze mogą zjeżyć włos na klacie.
Zwróćcie uwagę, że poza pierwszym przypadkiem jazdy (czy stania) na dopingu, w pozostałych przypadkach nasza wina była symboliczna. W każdym z tych hipotetycznych przypadków na zdrowy rozum nie mieliśmy właściwie żadnego wpływu na przebieg zdarzenia.
Czy na trzeźwo stalibyśmy przed czerwonym światłem inaczej?
Czy jadąc tylko 8 km/h mniej uniknęlibyśmy kolizji?
Czy posiadając ważne badania techniczne nasz samochód nie dałby się skasować, albo uszkodziłby się mniej?
Niedawno marekatlanta napisał bardzo ważną rzecz, która jakoś przeszła bez echa na forum, a mnie od razu mocno zaintrygowała. Napisał mianowicie, że jeździ przepisowo i ma sprawny samochód, bo chce być CZYSTY.
Biorąc pod uwagę zdolności amerykańskich prawników, faktycznie ma się czego tam obawiać. Choćby nie wiem jak rozważnie jechał, to gdy przeciwnik szukający dziury w całym doszuka się choćby drobiazgu, to uczepi się tego bardzo brzydko i bardzo mocno.
My (jeszcze) nie mamy takich cwanych prawników, ale nie brakuje i tak okazji, by się narazić na spore straty co najmniej finansowe.
I to bez dużego wpływu na przebieg zdarzenia. Rzekłbym, że nawet z całkowicie zerową możliwością wpływu na cokolwiek.
Ponure, co?
Ale jest na to rozwiązanie.
Ta tajna broń to ... Dupokrytka.
Rzecz, która sprawi, że nawet najbardziej cwany prawnik, ubezpieczyciel, najbardziej skorumpowany glina mogą nas cmoknąć w pompkę po dowolnym drogowym zdarzeniu.
Czary? Nic z tych rzeczy.
Trzeba stosować podstawowe zasady:
1. Nie wsiadać NIGDY za kółko po kielichu, nawet po to, by pomóc żonie blondynce wymanewrować z parkingu po imieninach cioci.
2. Sprawdzać ważność badań technicznych, polis OC i AC, prawa jazdy i nie pozwolić NIGDY na przeterminowanie nawet o pół godziny.
3. Teraz najtrudniejsze ? NIGDY nie przekraczać dozwolonej prędkości. Nawet na prostej pustej drodze o 6:00 w Boże Narodzenie.
4. NIGDY nie być ... gapą.
Wątpię, by komuś z Was taka szczelna Dupokrytka się udała.
Nawet moja jest czasami dziurawa.
Ale chyba warto zdawać sobie sprawę z wredności tego świata.
Podobno człowiek uprzedzony to człowiek uzbrojony...
Miłej podróży.
Kasandra