woloduch1
22.11.08, 00:23
Niniejszym informuje sie wszystkie foremki i forumow, ze w dniu dzisiejszym
odbylo sie Spotkanie kielecko-kanadyjsko-warszawskie w Krakowie (w skrocie
SkkwwK). W SkkwwK udzial wzieli:
- Groha, Ida14 oraz Groh reprezentujacy sekcje kielecka (wlasciwa nazwa -
swietokrzyska)
- Edyta95 i Cafeszpulka reprezentujace sekcje warszawska
- Woloduch1 reprezentujacy sekcje kanadyjska.
Spotkanie rozpoczelo sie z planowanym opoznieniem 30 minut, planowane bylo na
14:00, a zaczelo sie o 14:30. Opoznienie wyniklo z powodu zlikwidowanie
parkingu i biedny Groh musial jezdzic z wywieszonym jezykiem po krolewskim
miescie Krakowie szukajac parkingu. Wreszcie znalazl i umowilismy sie na Rynku
Glownym pod Adasiem o 14:45. Reszta uczestnikow jakoby kurcgalopkiem zblizala
sie juz do Rynku. Woloduch byl odlegly od Adasia o 3 minuty czolgania sie (i
to powolnego) i dotarwszy pod Adasia zaczal go okrazac szukajac reszty. Byla
godzina 14:18. Po kilku minutach zrezygnowal i zadzwonil do Grohy z zapytaniem
o numery telefonow do Anety, Edyty i Idy. Groha wyslala SMSa z numerami i
Woloduch zadzwonil do Idy probujac jej zrobic niespodzianke. Niespodzianki nie
zrobil, za to Ida zrobila niespodzianke jemu, albowiem na pytanie, gdzie sie
obecnie znajduje, kazala mu sie obrocic. Woloduch okazal sie malo kumaty i
zaczal krecic sie jak fryga. Wreszcie zastygl i uslyszal polecenie odwrocenia
sie o circa about 135 stopni zgodnie z ruchem wskazowek zegara i szukania
postaci w czarnym paletku. Ostroznie wykonal polecenie i ujrzal machajaca mu
Idusie w towarzystwie Anety i Edyty. Radosnie podszedl, przywital sie i ledwie
zdazywszy wykonac z kazda foremka trzy razy karpia i dwa razy niedzwiedzia
musial sie znowu obrocic albowiem Grohowie pobili rekord trasy Lubicz-Rynek i
zjawili sie juz o 14:30 (a tak swoja droga, jak oni to zrobili? Nie widac na
nich bylo sladu wyciagnietego klusa, o kurcgalopie nie wspominajac...). Po
wykonaniu przepisowych ryb i ssakow (tzn. karpi i niedzwiedzi) SkkwwK zostalo
oficjalnie rozpoczete. Pierwszym punktem programu byl wybor miejsca do
usiedniecia, albowiem spotkanie na stojaco to nie spotkanie, ale wiec
protestacyjny, nie wspominajac juz nawet o tym, ze Groha musiala sie napic
kawy. Szczere oburzenie wzbudzilo gastronomiczne nieprzygotowanie Woloducha,
dopiero jego informacja, ze znajomosc to on mial, ale 27 lat temu, a od tego
czasu sporo sie zmienilo, nieco spacyfikowal nastroje. Jego pierwsza
propozycja sympatycznej knajpki na Kazimierzu zostala odrzucona glosami sekcji
warszawskiej, jako zbyt odlegla od dworca. Czyzby to byl taki warszawski
zwyczaj? Kolejna propozycja zostala przyjeta i ruszylismy Rynkiem a nastepnie
Slawkowska w kierunku Krowoderskiej. Jednakze tam nie dotarlismy, gdyz po
drodze wpadla nam w oko inna knajpka i po upewnieniu sie, ze jest to lokal dla
palacych rozsiedlismy sie tam z uczuciem ulgi. Restauracja specjalizuje sie w
kuchni staropolskiej i maja ciekawe potrawy - na przyklad podawane na szabli.
Bylismy jednakze nieco mniej tradycyjni. Po zamowieniu przystapilismy do
rozmowek typowo chmielewskich, czyli o wszystkim i o niczym. Zaraz na wstepie
okazalo sie, ze Woloduch rowniez zapalal miloscia do obecnych - byc moze nawet
odwzajemniona. Nastapil wreszcie czas rozmow. W zasadzie tematy byly
wszystkochmielewskie - mowilismy bowiem i o forum i o Towarzystwie i o
spotkaniach i o 60 minutach na godzine i o Andrzeju Mleczce i o tematach
marynistycznych. Zgodnie z najlepszymi tradycjami przeskakiwalismy z tematu na
temat i nawet pomimo malej ilosci uczestnikow Wasz sprawozdawca nie jest w
stanie wymienic nawet polowy tematow poruszanych. Wreszcie sekcja warsiawska
spanikowala i postanowila udac sie na dworzec aby powrocic w domowe pielesze.
Oczywiscie odprowadzilismy je i po czulym pozegnaiu (karpie i niedzwiedzie)
zaczelismy sie zastanawiac, co zrobic z tak mile rozpoczetym wieczorem
(godzina byla bowiem mloda, ot, tak okolo 18:00). Woloduch, pomny studenckich
czasow, zaproponowal powrot na Stare Miasto i pojscie na piwo do Polera.
Propozycja powrotu zostala zaakceptowana, Polera zaakceptowana pod warunkiem,
ze elementem nakrycia stolu jest tam popielniczka, natomiast piwna w zasadzie
odrzucona. Po krotkim spacerze dotarlismy do Polera i okazalo sie, ze
popielniczka jest na wyposazeniu. Tym razem zdecydowalismy sie na wety i przy
kawce i slodkosciach przesiedzielismy kolejne dwie godziny omawiajac (a jakze)
tematy wszystkochmielewskie0 ale nie tylko, bo na przyklad przez dobra chwile
rozmawialismy o K O Borchardtcie. Jednakze chyba najdluzej rozmawialismy o
forum wspominajc rozne stare smieszne watki. Wreszcie grubo po osmej wieczor z
zalem zaplacilismy rachunek i powedrowalismy do samochodu Grohow. Tam
nastapilo rzewne pozegnanie (oczywsscie k. i n.) i zapadla decyzja o
ponowieniu spotkania tym razm w Kielcach (bedzie to spotkanie kuk). Po czym
Grohowie z Idusia odjechali a Woloduch udal sie w domowe pielesze spelnic
kronikarski obowiazek. Zdjecia jutro.
Pozdrawiam
Woloduch
P.S. A swoja droga, jaka ja mam fajna ta coreczke forumowa! Zaraz, czy to
znaczy, ze Groha, jako forumowa mamusia Idusi jest moja forumowa zona? Jakos
mi to do tej pory przez mysl nie przeszlo... Groha, sloniocy!
P.P.S. W ogole, to wszyscy, jak to tej pory spotkani sa super! I wszystkich
Was kocham!
P.P.P.S. Na spotkaniu nie zostal wypity ani jeden miligram alkoholu. Czy to
oznacza, ze to bylo rowniez pierwsze abstynenckie spotkanie?
W.