rozetka79
28.04.10, 16:05
Sporo w ostatnim czasie mówi się o zjawisku manipulacji. Manipulacji
w mediach; TV, prasie, Internecie, w środowiskach, które ulegają
wysłannikom różnego typu lobby, grup, które mają jakiś interes w
tuszowaniu lub przekłamywaniu informacji docierających do zwykłych
zjadaczy chleba. Wykorzystując tę chwilę, jak przypuszczam ulotną,
zasianej w naszych umysłach nieufności i podejrzliwości na to, co
słyszymy, chciałabym poruszyć temat, do którego kiedyś już tu
mimochodem, nieśmiało nawiązałam. Nieśmiało, bo to temat i pogląd
szalenie niepopularny, wyśmiewany, wykpiwany albo po prostu pomijany
zupełnie milczeniem (czy przyszło Wam kiedykolwiek do głowy
zastanowić się, dlaczego tak się dzieje?).
Antykoncepcja a naturalne metody regulacji poczęć.
Czytałam ostatnio ciekawy artykuł, w jednej z zachodnioeuropejskich
gazet, w którym opisane było badanie przeprowadzone na klientkach
sklepów z tzw. zdrową żywnością, bio-barów czy eko-restauracji.
Klientki zapytano, dlaczego żywią się właśnie tego typu produktami i
promują tego typu żywność i styl życia. Jak można sobie wyobrazić
przeważały odpowiedzi, że chemia jest w tej chwili dosłownie
wszędzie, że jest rakotwórcza i że starają się jej unikać, dla
zdrowia swojego, zdrowia swojej rodziny, że nie chcą faszerować
się „sztucznościami”. W tych samych badaniach zapytano klientki o
stosowaną metodę antykoncepcji. Około 70% z nich wskazało
antykoncepcję doustną (pigułki antykoncepcyjne).
…
Nie sądzicie, że to co najmniej paradoksalne, jeżeli nie wręcz
zabawne?
Podobne odczucia wzbudza we mnie takie zjawisko. Każda szanująca
się, świadoma i „odpowiedzialna” kobieta dzisiejszych czasów, będąc
w ciąży, jak może unika tego co niezdrowe. Dzielnie znosi ataki
migren, bóle gardła, zwraca się ku babcinym metodom walki z
infekcjami. I to też ostrożnie, bo ziółka ponoć także niewskazane.
Kiedy już nie pozostaje jej nic innego, jak łyknięcie jakiejś
tabletki, ogląda ją nieufnie i robi to naprawdę z dużym żalem, słowa
lekarza, że mus to mus i nie ma wyjścia także traktuje z pewną dozą
nieufności. W każdym razie, wszystko w imię zasady”: liczy się tylko
dobro dziecka! Altruizm sięgający wyżyn, nieprawdaż? Co jednak
dzieje się, kiedy dziecko jest już na świecie? Kobieta oczywiście
karmi piersią, udaje się na obowiązkową wizytę do ginekologa i
powraca temat antykoncepcji (dowiaduje się oczywiście, że samo
karmienie przez kolejną ciążą nie chroni). Jakże szybko ta sama
kobieta ufa zapewnieniom swojego lekarza, że nowoczesne tabletki
antykoncepcyjne przeznaczone dla kobiet karmiących są bardzo
bezpieczne i nie przenikają do mleka mamy, a więc nie przyniosą
maluszkowi żadnej szkody. Trzeba tylko pamiętać, żeby łykać je
codziennie o tej samej porze i „problem” kolejnego potomka mamy z
głowy! Więc karmi to swoje maleństwo, ważące nie więcej niż kilkaset
gram, drobne, kruche, kompletnie od Niej zależne, karmi i tym razem
święcie wierzy, że chemia zawarta w pigułkach tym razem mu nie
zaszkodzi, a Jej pokarm to przecież samo dobro.
Jak to się dzieje, że w dzisiejszych czasach tyle mówi się o
szkodliwości chemii, o konieczności higienicznego trybu życia,
promuje się uprawianie sportów, unikanie antybiotyków, a ani słowem
nikt nie wspomina o milionach kobiet łykających dzień w dzień przez
kilkanaście, kilkadziesiąt często lat, o poranku czy w południe
pigułki. Małe, niewinne, różowe pigułki, która zmienia całkowicie
funkcjonowanie jej organizmu, oddziałuje na masę narządów, odwraca
przebieg cyklu, powoduje krwawienie w innym, niż fizjologicznie
czasie? Jak to się dzieje, że tak łatwo i ochoczo wierzymy w
ich „nieszkodliwość”?
I wreszcie kto ma interes w tym, żebyśmy w nią wierzyli?
Poniżej fragment wklejony żywcem z Wikipedii, objaśniający sposób
działania typowej tabletki antykoncepcyjnej, czyli to, czego
prawdopodobnie nigdy nie powie Ci Twój lekarz, i to, czego
najprawdopodobniej nigdy nie chciałabyś usłyszeć:
Mechanizm działania
• Preparaty dwuskładnikowe, (środki estragenowo-gestagenowe)
Zawarty w tych preparatach etynyloestradiol hamuje wydzielanie FSH
uniemożliwiając dojrzewanie pęcherzyków Graffa i tym samym komórek
jajowych. Natomiast gestageny (również obecne w tabletkach) hamują
owulację, czyli uwolnienie komórki jajowej. Zmieniają też śluz
szyjki macicy, utrudniając wnikanie plemników do dróg rodnych
kobiety. W ten sposób hormonalne środki antykoncepcyjne
uniemożliwiają zapłodnienie i powstanie zarodka. Dodatkowo składniki
tabletek antykoncepcyjnych, działając razem, utrudniałyby
zagnieżdżanie zapłodnionej komórki jajowej w błonie śluzowej macicy,
gdyby taka komórka się pojawiła. W tym wypadku działają
wczesnoporonnie.
• Preparaty jednoskładnikowe, zawierające tylko gestagen.
Działanie antykoncepcyjne tych środków polega głównie na zmienianiu
właściwości śluzu w szyjce macicy i utrudnianiu wnikania plemników
do dróg rodnych kobiety. Hormony te hamują również owulację, ale
tylko u 70% kobiet. Tabletki tego typu są zatem mniej skuteczne od
dwuskładnikowych. Jeśli jednak dojdzie do zapłodnienia, gestageny
utrudniają zagnieżdżanie zapłodnionej komórki jajowej w błonie
śluzowej macicy, powodując śmierć zarodka i w ten sposób nie
dopuszczając do ciąży.
…
Być może jesteś zszokowana tym, co przeczytałaś. Być może nigdy nie
zdawałaś sobie sprawy, że w organizmie kobiety przyjmującej środki
antykoncepcyjne, nieraz wielokrotnie dochodzi do poronienia,
poronienia, o którym nigdy się nie dowiedziała. Poronienia, które w
innych okolicznościach byłoby przecież Jej dramatem. Że kobieta
przyjmująca doustną antykoncepcje, w czasie co miesięcznego
krwawienia tak naprawdę nigdy nie może być pewna czy to tylko
krwawienie, czy wraz z nim nie wydala martwego zarodka…
…
Gdybyś zapytała lekarza czy jest to prawda, czy środki
antykoncepcyjne powodują poronienie, odpowie, że nie i
paradoksalnie, zgodnie z dzisiejszym nazewnictwem i terminologią
medyczną, nie skłamie! Dlaczego? Bo jakiś czas temu przyjęto, żeby
poczęciem nie nazywać pojawienia się w wyniku połączenia męskiej i
żeńskiej komórki zarodka, czyli tak jak wskazywałaby logika i tak,
jak odpowie każde w miarę rozgarnięte dziecko, a dopiero moment, w
którym ów zarodek zagnieździ się w ścianie macicy! Nie udało mu się
zagnieździć? Więc nie ma poczęcia, Nie ma poczęcia, nie ma
poronienia! Jakie to proste, nieprawdaż?
Przychodzi Ci pewnie do głowy, kto miałby interes w tym, żebyśmy
nie znały prawdy. Podsunę – pigułki antykoncepcyjne są najbardziej
dochodowymi farmaceutykami na świecie. Pomnóż ich cenę przez
dziesiątki lat życia kobiet, które łykają je codziennie, miliony
kobiet, na całym świecie. Odpowiedź nasunie się sama.
Ich producent. Ale jaki interes mieliby w tym lekarze..?
A po co ostatnio odwiedziłaś swojego ginekologa..?
Na pewno słyszałaś o metodach naturalnych. Bardzo prawdopodobne, że
w tym, co słyszałaś nie było nic zachęcającego. Że kościelne, że
zawodne, że uciążliwe, że przestarzałe…Być może Twoja wiedza na ich
temat sprowadza się do pojęcia „kalendarzyk”.
Pewnie nie zdajesz sobie sprawy, że stosują je z powodzeniem miliony
par na całym świecie, a ich liczba nieustannie wzrasta. I nie są to
tylko nudni i „zdewociali” katolicy w moherowych beretach –
przecież, jeżeli nie jesteś katolikiem, możesz opierać swój sposób
na uniknięcie poczęcia opierając się na dniach w cyklu kobiecym,
które są całkowicie niepłodne (jest ich co miesiąc co najmniej ok.
10, czy zdawałaś sobie z tego w ogóle sprawę?), z prezerwatywą.
Ci ludzie, uważają, że wbrew temu, co się mówi, bardziej naukową
metodą jest poznanie sposobu funkcjonowania organizmu kobiety i
dostosowanie się do jego rytmu, ludzie, których fascynuje jego
regularność, p