praktycznyprzewodnik
23.12.03, 10:16
Biznes w pigułce
Ewa K. Czaczkowska („Rzeczpospolita”)
Stosowanie środków antykoncepcyjnych w istocie rodzi silną mentalność
antykoncepcyjną i proaborcyjną - rozmowa z Jerzym Rodzeniem, lekarzem
ginekologiem-położnikiem II°
Najbardziej kontestowaną przez katolików częścią nauczania moralnego Kościoła
jest ta, która dotyczy naturalnych metod planowania rodziny. W Polsce, jak
wynika z badań, dwie trzecie osób uważa za dopuszczalne stosowanie środków
antykoncepcyjnych, a zaledwie jedna piąta jest jej przeciwna. Jak Pan sądzi,
z czego to wynika?
Zarówno z niewiedzy, czym są naturalne metody rozpoznawania płodności, jak i
z niechęci do stosowania tych metod. Ludzie kierują się rozpowszechnianymi w
środkach masowego przekazu fałszywymi poglądami na temat naturalnych metod
rozpoznawania okresów płodności oraz przekonaniem, że jest to coś trudnego,
bardzo uciążliwego. Są bombardowani informacjami firm produkujących środki
antykoncepcyjne, które przedstawiają je jako niezawodne, bezpieczne i łatwe w
użyciu. Firmy te dysponują ogromnymi pieniędzmi na promocję, inwestują w
różne imprezy propagujące środki antykoncepcyjne.
Wiele osób jest rzeczywiście przekonanych, a na to także wskazują statystyki,
że naturalne metody planowania rodziny są po prostu zawodne.
Nie ma metody stuprocentowej. Ani w przypadku metod naturalnych, ani środków
antykoncepcyjnych nie ma absolutnej pewności co do ich skuteczności. Często
do naturalnej metody rozpoznawania płodności, czyli do metody objawowo-
termicznej, dodaje się metodę kalendarzową i na tej podstawie ustala wskaźnik
pewności. Metoda kalendarzowa nie jest jednak metodą naturalną. To jest
metoda obliczeniowa, matematyczno-statystyczna, która zakłada ślepo, że
kobieta ma zawsze taką samą długość cyklu. W metodzie objawowo-termicznej nie
ma założenia, że tego a tego dnia wzrośnie temperatura. Bada się temperaturę
ciała oraz obserwuje śluz, i na tej podstawie określa początek okresu
płodności.
Metoda, w której trzeba mierzyć temperaturę zawsze o tej samej porze dnia,
zakłada prowadzenie przez kobietę bardzo uregulowanego, niemal bezstresowego
trybu życia. Co zatem z kobietami, które pracują na zmiany, podróżują albo po
prostu mają infekcję wywołującą gorączkę? Pomiary wtedy, ale także na
przykład w połogu, mogą być źle odczytane.
Bywają rzeczywiście sytuacje, że pojawia się trudność w interpretacji odczytu
pomiarów, ale wtedy można się udać po pomoc do poradni naturalnego planowania
rodziny. Do interpretacji metody termicznej potrzeba zwykle sześciu pomiarów
w pierwszej fazie cyklu. Temperaturę mierzy się rano, przed wstaniem z łóżka.
W przypadku większości chorób gorączkowych temperatura podwyższa się
wieczorem, a rano spada. Ale nawet jednorazowy wyskok temperatury nie zaburza
całości obrazu, gdyż w takim przypadku dokonuje się korekty. Problemy
pojawiają się przy pracy zmianowej, ale i wtedy temperaturę można mierzyć o
stałej porze, po dwóch godzinach snu. Jeżeli jednak praca uniemożliwia
kobiecie uzyskanie sześciu pomiarów, to moim zdaniem jest to praca dla
kobiety nieludzka i należałoby się zastanowić nad jej zmianą. Dla zdrowia
kobiety nie jest korzystne, jeżeli jej praca czy inne obowiązki powodują
zaburzenia cyklu. Stosowanie naturalnych metod planowania rodziny pozwala
także rozpoznać zagrożenia dla zdrowia psychicznego kobiety. To jest inny,
ale równie ważny wymiar stosowania naturalnych metod. Zmusza do zastanowienia
się nad życiem, czy nie trzeba czegoś w nim zmienić. Czasami wyrównywanie
zaburzeń środkami farmakologicznymi jest konieczne, ale naprawdę lepiej jest
wyeliminować przyczynę, zredukować stres.
Stosowanie metod naturalnych wymaga dużej odpowiedzialności i dojrzałości
obojga partnerów, a to nie zawsze jest realne.
Taka sytuacja jest optymalna. Wtedy naturalne planowanie rodziny staje pewnym
stylem życia, staje się częścią codzienności, w której są dni płodne i
niepłodne. Kiedy małżonkowie nie planują więcej potomstwa, muszą
powstrzymywać się od współżycia w okresie płodnym. Można ten czas przeżywać
jako udręczenie, myśleć: kiedy wreszcie się to skończy, a można też sprawić,
że czas oczekiwania stanie się okresem konstruktywnym dla rodziny. Dlatego
mężczyzna powinien znać przynajmniej podstawy, na jakich opiera się metoda
objawowo-termiczna. Pozorna trudność jej stosowania w istocie zbliża do
siebie małżonków. Wiele kobiet mówi, że dla nich ważne są okresy wyłączone ze
współżycia, bo to wymaga od męża wysiłku, by w jakiś inny, nieseksualny
sposób wyrazić jej miłość, czułość. Natomiast w przypadku antykoncepcji
łatwiej jest o instrumentalne traktowanie kobiety, która jest stale
niepłodna, stale dostępna. W naturze mężczyzny jest skłonność do dominacji,
użycia. Istnieją badania psychologiczne, wskazujące, że związki małżeńskie
stosujące metody objawowo-termiczne są trwalsze. Być może częściowo wynika to
z przekonań religijnych tych osób, ale wiele par na świecie stosuje metody
naturalne także z powodów ekologicznych.
A co z kobietami, które nie mogą liczyć na odpowiedzialność i na
wstrzemięźliwość męża? Nie myślę tylko o rodzinach dysfunkcyjnych, ale tzw.
normalnych, w których mąż wywiera na kobietę presję psychiczną.
To są bardzo trudne sytuacje. W istocie mamy w takich przypadkach do
czynienia z przemocą w rodzinie. W takiej sytuacji kobieta zostaje sama i
sama musi sobie radzić. Metody naturalne obnażają często, jaka jest więź w
rodzinie. Jeżeli ona jest dobra, to przy stosowaniu metod naturalnych -
poprawia się. Jeśli jest zła - na pewno pomaga budować tę więź, ale wymagane
jest przynajmniej minimum akceptacji ze strony mężczyzny. Jeżeli mężczyzna
zrozumie, że dla zdrowia jego żony jest to właściwe i jeżeli ją kocha,
wybierze to, co dla niej jest dobre, a nie to, co jest zagrożeniem dla jej
zdrowia.
Dlaczego naturalne metody są dobre i zdrowe? Producenci na przykład nowej
generacji tabletek antykoncepcyjnych twierdzą, że nie mają one żadnych
skutków ubocznych, nawet nie zmienia się waga kobiety.
Zmiana wagi czy popędu to są skutki uboczne najmniej istotne dla zdrowia
kobiety, chociaż one właśnie są poruszane przez producentów w promocji
medialnej. To, co istotniejsze, jest wprawdzie napisane w opisie działania,
ale już nienagłaśniane. Myślę o ryzyku zakrzepowo-zatorowym, które jest
skutkiem przyjmowania tabletek antykoncepcyjnych. To ryzyko występuje także w
przypadku najnowszej generacji pigułek, o niższej zawartości estrogenów.
Ryzyko zatorowości zwiększają nie tylko estrogeny, ale gestageny, drugi
składnik tabletek. Gdy pojawiają się prace ukazujące tego typu zagrożenia, od
razu zarzuca się niewłaściwą ocenę, zły dobór grup losowych itd.
Tabletki antykoncepcyjne chronią podobno kobiety przed nowotworem jajników.
Z punktu widzenia statystycznego - jest to prawda. Przypuszczalnie dlatego,
że kobieta nie ma owulacji. Ale estrogen, który jest w tabletkach, podwyższa
ryzyko znacznie częstszych rodzajów nowotworu: raka sutka i raka szyjki
macicy. Nowotwór szyjki macicy jest po raku sutka drugim nowotworem co do
częstotliwości występowania u kobiet w Polsce o wysokim wskaźniku
umieralności z powodu późnego wykrywania go.
Inne środki antykoncepcyjne, mniej pewne niż tabletka w sensie zapobiegania
ciąży, nie dają takich skutków ubocznych jak tabletka antykoncepcyjna.
Ale też mają skutki uboczne. Środki chemiczne, różne pianki, żele, maści,
mogą dawać odczyny alergiczne. Podobnie mechaniczne środki antykoncepcyjne,
czyli prezerwatywy oraz kapturki zakładane na szyjkę macicy, które stosowane
są jednocześnie ze środkami chemicznymi. Badania wskaźnika kontynuacji
stosowania danego środka, czyli, ile par w danym roku stosuje daną metodę
antykoncepcji, wskazuje na niski wskaźnik kontynuacji środków chemicznych i
mechanicznych przez pary. Wynika to