Gość: MK
IP: *.magma-net.pl
01.04.04, 13:48
Zapłaczcie wszyscy nad losem Sinuhe, Tego, który jest samotny. Którego
pierwsze łzy zatopiły się w zmiennych toniach Nilu, i którego Nil tulił do
snu. Wyrzuconego, niepotrzebnego, od początku skazanego na tułaczkę. Człowieka
o niezwykłej sile i umyśle pięknym, zawsze poszukującym. O tym, który gdy w
końcu znalazł i dom i przybranych rodziców, gdy zbliżyła się do niego na krok
miłość... odrzucił to. Jako dorosły i medyk, zamiast postępować poprawnie, jak
wpoili mu przybrani rodzice, rzucił się w wir miłości. Miłości zwodniczej,
nieprawdziwej, tej, która mami, ale nigdy nie ofiaruje spełnienia. Miłości
złej jak jad kobry, przynoszący w końcu śmierć. Wysłuchajcie opowieści o tym,
który wziął na swe barki zbyt wiele, by kruche kości mogły to unieść.
O tym, który żył w czasach, gdy Słońce było jedynym bogiem. O Sinuhe,
Samotnym, który mimo że za przyjaciela miał i króla i wojownika, i twórcę,
jednak nie potrafił się odnaleźć. Posłuchajcie o zręcznych palcach medyka,
które jednak nie umiały pleść linii własnego losu. I uczuciu, które było tak
blisko, a bystre oko lekarza nie umiało go wypatrzyć. Posłuchajcie o świecie
antycznym o ziemiach, jawiących nam się teraz tylko bajką. O budowlach
sięgających nieba i ludziach, którzy wiedzieli, że po śmierci też czeka ich
życie. O tych, których jedynym marzeniem było umrzeć i żyć wiecznie.
Powieść fińskiego pisarza Miki Waltariego Egipcjanin Sinuhe, ukazała się po
raz pierwszy w 1945 roku. I od razu święciła tryumfy. Jednak niewielu wie, iż
ta opowieść, umieszczona przez Waltariego w realiach okresu Nowego Państwa
Starożytnego Egiptu, pochodzi z niego naprawdę. Tylko, że tyle razy bazgrana
opowieść o Si-nuhecie na papirusach i glinianych tabliczkach, osadzona była w
oryginale, wiele lat wcześniej w okresie Średniego Państwa, no i cóż... była o
wiele krótsza.
Dotrwała do naszych czasów tylko dlatego, że "okrutni" nauczyciele zmuszali
młodych adeptów sztuki pisarskiej do pisania jej dzień w dzień, byle tylko
wyuczyć ich poprawnej sztuki literowania. Dzięki cudownemu nieżyjącemu już
Tadeuszowi Andrzejewskiemu, przetłumaczona została też na język polski.
Niestety, gdy zaczęła ona święcić tryumfy w Europie, Andrzejewskiego już nie
było. Ten, który pozwolił zrozumieć oryginał, odszedł zbyt wcześnie, by uznać
za swą ukochaną pieśń o Egipcjaninie Sinuhe.
Cudowny talent fińskiego pisarza nie tylko przeniósł dziejąca się czterysta
lat wcześniej powieść, w bardziej pasjonujące dzieje panowania władcy-heretyka
Echnatona, ale i rozbudował jej treść. Udało mu się nie tylko zachęcić wielu
do poznania Egiptu, ale i przeszłość w zasypanych już, zapomnianych piaskach
Tell el-Amarny. Miasta, które miało przetrwać wszystko, gdzie czczono Atona,
który był tarczą słoneczną. W mieście, którego mieszkańcy mieli być na zawsze
wymazani z naszych myśli.
Dzięki Egipcjaninowi Sinuhe pragnienie faraonów Horemheba i następnych, nie
zostało spełnione. Jako jeden z wielu, których skazano na największą karę,
wymazanie imienia, ten faraon zyskał sobie ogromną "popularność". A Sinuhe,
Samotny... przyniósł ze sobą refleksję i przesłanie, że warto żyć tak, by
nikogo nie zranić. Kochać tych, którzy nas kochają i nie pragnąć tego, co
naprawdę nie jest naszym marzeniem. Bo jeśli działamy wprost przeciwnie, z
ludzi zmienimy się w umarłych za życia.