Dodaj do ulubionych

Szachownica flamandzka

15.04.04, 21:10
Polecam tę książkę lubiącym kryminały i umiejącym grać w szachy. Niestety,
nie mogę jej polecić w polskiej wersji. Najwyraźniej ani tłumacz, ani
redaktor w szachy grać nie potrafią, co jest warunkiem sine qua non, żeby tę
książkę czytać, tłumaczyć i redagować. W kluczowej scenie, kiedy jeden z
bohaterów podaje, jakie posunięcie naprowadziło go na trop mordercy, w
polskiej wersji wymienione jest posunięcie, którego na szachownicy w ogóle
nie było. Ponieważ posunięcia szachowe podaje się w formie zapisu literowo-
cyfrowego, mamy do czynienia z oczywistą literówką, ale z literówką, która
tłumaczowi czy redaktorowi szachiście od razu objawiłaby się posunięciem na
szachownicy. Już nie wspomnę o kompletnej bzdurze, czyli uporczywym dawaniu
szacha hetmanowi, co w polskiej nomenklaturze szachowej nie występuje i nigdy
nie występowało, hetmana można co najwyżej atakować, szacha daje się królowi.

Paweł
Obserwuj wątek
    • szwedzka Re: Szachownica flamandzka 15.04.04, 21:41
      szwedzka napisał:
      >W kluczowej scenie, kiedy jeden z
      > bohaterów podaje, jakie posunięcie naprowadziło go na trop mordercy, w
      > polskiej wersji wymienione jest posunięcie, którego na szachownicy w ogóle
      > nie było. Ponieważ posunięcia szachowe podaje się w formie zapisu literowo-
      > cyfrowego, mamy do czynienia z oczywistą literówką,

      Rozegrałem sobie tę partię jeszcze raz i wychodzi mi, że wcale nie jest to
      literówka. Str. 347: "kiedy nasz wróg, czyli pan, zdecydował się bić piona na
      d5 gońcem zamiast hetmanem", tymczasem kwestia powinna brzmieć "zdecydował się
      bić gońcem piona na a6, zamiast bić hetmanem piona na d5".

      Przy okazji znalazłem kolejny błąd. Szachista detektyw wypytuje jedną z
      podejrzanych, jakie posunięcia by wykonała w danej sytuacji. Ta odpowiada (str.
      304): "czarna królowa może też zbić wieżę". Szkopuł w tym, że w tej chwili
      białe nie mają już na szachownicy żadnej wieży.

      Paweł
      • dafni Re: Szachownica flamandzka 15.04.04, 22:10
        Niezły zbieg okoliczności. Właśnie tu weszłam, żeby polecić "Szachownicę" a tu
        twój wątek:) Ja przeczytałam po polsku i jestem zachwycona. Może dlatego, że
        nie gram w szachy i nie mogłam wytropić usterek. Ale książka urzekła mnie
        klimatem...
        • Gość: librero Re: Szachownica flamandzka IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 15.04.04, 22:22
          Tak jak mnie :)

          Dobrze (?), że nie zdążyłam się jeszcze nauczyć grać w szachy - popsułyby mi
          całą radość odbioru Szachownicy
      • dafni Re: Szachownica flamandzka 17.04.04, 22:25
        Dobra
    • soova Re: Szachownica flamandzka 16.04.04, 11:01
      W szachy nie gram, hiszpańskiego nie znam, więc nie kwestionuję ani zawartości
      merytorycznej ani ewentualnych błędów tłumacza (Łobodziński?) Niemniej książka
      mocno mnie rozczarowała. Akcja biegnie wartko, postacie są nieźle zarysowane,
      ale zakończenie (którego z oczywistych względów zdradzać nie będę) powala.
      Wyczułam jakąś taką bezradność autora - właściwie dojechał juz do końca i coś
      trzeba było wymyśleć, więc wymyślił i moim zdaniem wyszło głupio. A przyznam,
      że pomysł na zawiązanie intrygi i "zaszyfrowanie" zabójstwa w obrazie jest
      bardzo dobry i az mi się żal zrobiło, że to nieszczęsne zakończenie i
      rozwiązanie zagadki było takie bez pomysłu...
      • szwedzka Re: Szachownica flamandzka 17.04.04, 00:02
        soova napisała:
        > W szachy nie gram, hiszpańskiego nie znam, więc nie kwestionuję ani
        zawartości
        > merytorycznej ani ewentualnych błędów tłumacza

        Również nie znam hiszpańskiego, wątpię jednak, żeby błędy, o których
        wspomniałem istniały w oryginale, gdyż świadczą o nieznajomości szachów, a
        tymczasem treść tej książki dowodzi, że autor ducha i literę szachów zna
        doskonale. Nie mam natomiast wątpliwości, że u nas książki często tłumaczy się,
        redaguje i wydaje według zasady "byle kto, byle jak, byle szybko, byle
        zarobić".

        > mocno mnie rozczarowała. Akcja biegnie wartko, postacie są nieźle zarysowane,
        > ale zakończenie (którego z oczywistych względów zdradzać nie będę) powala.
        > Wyczułam jakąś taką bezradność autora - właściwie dojechał juz do końca i coś
        > trzeba było wymyśleć, więc wymyślił i moim zdaniem wyszło głupio. A przyznam,
        > że pomysł na zawiązanie intrygi i "zaszyfrowanie" zabójstwa w obrazie jest
        > bardzo dobry i az mi się żal zrobiło, że to nieszczęsne zakończenie i
        > rozwiązanie zagadki było takie bez pomysłu...

        Nie zgadzam się z tą opinią. Moim zdaniem rozwiązanie zagadki jest logiczne,
        przemyślane, prawdopodobne psychologicznie i ciekawe.

        Byłem przekonany, że książka nie zainteresuje osób niegrająych w szachy, skoro
        partia szachowa stanowi integralną część akcji, a posunięcia na szachownicy
        prowadzą do odkrycia mordercy. Z wypowiedzi w wątku widzę, że się myliłem, choć
        jednak na pewno jakaś istotna część książki nieszachistom umyka. Błędy
        rzeczywiście psują nieco przyjemność lektury, choć szachista bez trudu ustali,
        o jakim posunięciu w kluczowym momencie jest mowa.

        Paweł
        • bukowski27 szwedzka 20.04.04, 13:11
          szwedzka napisał:

          > Nie zgadzam się z tą opinią. Moim zdaniem rozwiązanie zagadki jest logiczne,
          > przemyślane, prawdopodobne psychologicznie i ciekawe.


          nie zgadzam sie z twoja opinią. analizujesz posuniecia na szachownicy a umyka
          ci jeden istotny element dotyczacy logicznosci, przemyslenia i
          prawdopodobienstwa fabuły - czy nie zasatanawiało cie, że nikt z grupy przez
          całą ksiązke nie zadał pytania: skąd u diabła nasz przeciwnik wie jakie my
          posuniecia na szachownicy stosujemy?

          zgadzam sie ze ksiazke czyta sie ciekawie i w jakims sensie wciaga. takie
          bardzo miłe czytadło..
          • szwedzka Re: Szachownica flamandzka 20.04.04, 21:10
            bukowski27 napisał:
            > czy nie zasatanawiało cie, że nikt z grupy przez
            > całą ksiązke nie zadał pytania: skąd u diabła nasz przeciwnik wie jakie my
            > posuniecia na szachownicy stosujemy?

            Przy niektórych posunięciach przeciwnik sam je proponował, przyjmując je jako
            oczywiste. Wydaje mi się, że przy innych krąg osób podejrzanych miał możliwość
            dowiedzenia się, zaobserwowania czy ustalenia, jakie posunięcie zostało
            wykonane. W każdym razie w trakcie lektury tego rodzaju nielogiczność mnie nie
            uderzyła. Czy mógłbyś wskazać, o którym konkretnie posunięciu przeciwnik nie
            mógł wiedzieć? Czy inaczej, wiedza o którym posunięciu momentalnie demaskowała
            zabójcę?

            Paweł
            • bukowski27 chba żle mnie zrozumiałes 21.04.04, 08:58
              chodzi mi o to że:

              jezeli grupa wykonywała jakis ruch na szachownicy, konsekwencją była karteczka
              z okuresleniem ruchu dokonanego przez morderce. żeby dokonał on tego ruchu,
              musiał oczywiscie wiedziec jakiego ruchu dokonała grupa. i teraz klu problemu:
              czy gdybys był w grupie, nie zadałbys sobie pytania - skąd do jasnej cholery on
              wie jaki wykonalismy ruch? przeciez my mu zadnych karteczek nie podrzucamy.
              oczywistym dla mnie byłoby podejrzenie, że mordercą jest jeden z nas. reverte
              takie podejrzenia nie stawia, bo obaliłoby to element - nazwijmy to -
              zaskoczenia, jaki funduje nam autor na zakonczenie. i jest to w kjakims stopniu
              zrozumiałe; niemniej jednak dla mnie taka konstrukcja powoduje ze całosc troche
              się rozlatuje i staje sie mimo wszystko mniej prawdopodobne...
    • heniek99 Re: Szachownica flamandzka 16.04.04, 12:12
      Nie znam hiszpańskiego i nie mogę sprawdzić jak to się czyta w oryginale. Ale
      dość długo musiałem przyszwyczajać się do tłumaczenia wykonanego przez Filipa
      Łobodzińskiego. Wydało mi się jakoś 'drewniane' i bez polotu. Tego typu proza
      (poza wciągającym wątkiem rzecz jasna) powinna się sama nieść podczas czytania.
      A tu mi coś nie leżało. Dociągnąłem do końca, choć miałem kilka kryzysów. No,
      ale jak widać niektórym to nie przeszkadzało.

      hen(ryk)
      ----------------------
      ... ciepło wewnętrzne łatwo można uzupełnić ciepłem zewnętrznym przy pomocy
      różnych wódek słodkich i mocnych, jak mówią w Galicji.
      • szwedzka Re: Szachownica flamandzka 17.04.04, 00:07
        heniek99 napisał:
        > Nie znam hiszpańskiego i nie mogę sprawdzić jak to się czyta w oryginale. Ale
        > dość długo musiałem przyszwyczajać się do tłumaczenia wykonanego przez Filipa
        > Łobodzińskiego. Wydało mi się jakoś 'drewniane' i bez polotu.

        Skąd wiesz, że jest to wina tłumaczenia, skoro nie znasz oryginału? Może odbiór
        oryginału miałbyś podobny.

        Paweł
    • gnom77 Re: Szachownica flamandzka 16.04.04, 21:03
      swietna ksiazka!!!!! Polecam rowniez "Cmentarzysko bezimiennych statkow", choc
      to chyba najslabsza ksiazka i moze w polowie sie znudzic. Choc ja mam do niej
      wielki sentyment.
      • lunatica cmentarzysko 17.04.04, 00:36
        tak - uratowało mi życie na obczyźnie :-), fakt, że w porównaniu z "szchownicą"
        trochę się dłuży (ale na wygnaniu miało to swoje dobre strony :-))...
        natomiast "ostatnia bitwa" zasługuje na wyróżnienie. serdecznie polecam.
        dobranoc. l.
    • outsiderka Re: Szachownica flamandzka 16.04.04, 22:04
      Od tej właśnie książki zaczęłam poznawanie twórczości A. Pereza-Revertego.
      Spodobała mi się, dlatego sięgnęłam po inne jego powieści. W szachy nauczyłam
      się grać nieco później, znajomość reguł gry nie zepsuła mi więc lektury ;-)
    • lunatica rozdajesz tylko wyrzuty sumienia... 17.04.04, 00:33
      ...uwielbiam perez-reverte, a szchownicę szczególnie... niestety jestem laikiem
      szachowym, a teraz widzę, że wiele mi umknęło i mój obraz jest na swój sposób
      niepełny. szkoda. pozostaje mi jedynie nauczyć się grać w szachy i jeszcze raz
      przeczytać książkę.
      • szwedzka Re: rozdajesz tylko wyrzuty sumienia... 17.04.04, 12:43
        lunatica napisała:
        >pozostaje mi jedynie nauczyć się grać w szachy i jeszcze raz
        > przeczytać książkę.

        Wspaniały powód, żeby poznać tę wspaniałą grę. :-)

        Paweł
    • Gość: Ania Re: Szachownica flamandzka IP: *.aine.pl 17.04.04, 13:49
      Mnie też się podobała "Szachownica flamandzka" choć nie mam bladego pojęcia o
      grze w szachy. Zresztą w wielu swoich książkach, A.Perez-Reverte wykorzystuje
      bardzo specyficzna i waską dziedzinę wiedzy (Szachownica flamandzka, Klub
      Dumas, Fechmistrz). Choć książki bardzo mi sie podobały pewne fragmenty były
      dla mnie niezbyt zrozumiałe.
      Z tego też powodu moją ulubioną książką A.Perez-Reverte jest "Ostatnia bitwa
      Templariusza". Polecam wszystkim.
    • dafni Re: Szachownica flamandzka 17.04.04, 18:53
      A mnie się wydaje, że w przypadku tej książki nie ma znaczenia czy gra się w
      szachy czy też nie ma się o nich zielonego pojęcia. Rzeczywiście bierki są
      istotnym elementem całej fabuły ale mam wrażenie, że najważniejsza jest
      metaforyka gry a nie doskonała znajomość jej reguł.
      Zarzucanie autorowi pomyłek jest równie bezcelowe, co wytykanie Wajdzie, że
      jest niezbyt mocny w żeglarstwie;)
      • szwedzka Re: Szachownica flamandzka 17.04.04, 21:56
        dafni napisała:
        > A mnie się wydaje, że w przypadku tej książki nie ma znaczenia czy gra się w
        > szachy czy też nie ma się o nich zielonego pojęcia. Rzeczywiście bierki są
        > istotnym elementem całej fabuły ale mam wrażenie, że najważniejsza jest
        > metaforyka gry a nie doskonała znajomość jej reguł.

        Ładna i pomysłowa partia szachów może być przeżyciem artystycznym. Przyznałem,
        że myliłem się co do tego, że książka będzie nieinteresująca dla osób
        niegrająych w szachy. Jednak trudno zgodzić się z twierdzeniem, że niewiele się
        traci przy lekturze tej książki, jeśli nie zna się reguł gry. Zwłaszcza
        formułowanym przez osobę, która nie wie, co traci.

        > Zarzucanie autorowi pomyłek jest równie bezcelowe, co wytykanie Wajdzie, że
        > jest niezbyt mocny w żeglarstwie;)

        Nie zarzucałem autorowi pomyłek. Przeczytaj uważnie moje wypowiedzi w wątku.

        Paweł
    • reptar Re: Szachownica flamandzka 21.04.04, 07:24
      Odszukałem swoją opinię sprzed półtora roku
      ( forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=151&w=3055413&a=3083034 ).
      Ponieważ tamten wątek jest już zarchiwizowany, zacytuję ją tutaj:

      Z moim czytaniem Péreza było tak: "Klub Dumas" - w porządku, podobał mi się
      nawet bardzo, na tyle, że sięgnąłem po "Fechtmistrza". Ten bez rewelacji, ale
      mnie nie zniechęcił, więc przyszła kolej na "Ostatnią bitwę templariusza" (w
      oryginale ten tytuł nie ma nic wspólnego z templariuszem, bitwą ani ostatkami).
      I ta książka podobała mi się najbardziej - wtedy, bo nie wiem, jak byłoby dziś,
      kiedy do trzech pierwszych dodałem dwie następne i zniechęciłem się całkiem do
      pisarstwa tego pana. "Szachownica flamandzka" była czwarta i tu się okazało,
      że Reverte nie ma już nic więcej do powiedzenia - powtarza tylko schematy i
      zmienia tło. I zamiast pójść po rozum do głowy i odpuścić sobie to nazwisko,
      sięgnąłem po "Cmentarzysko Bezimiennych Statków" - w przypadku tej książki
      powiem dosadnie: kompletna grafomania.


      Tu kończy się cytat, a ja jeszcze chciałem się ustosunkować do poruszonej wyżej
      kwestii zagadki szachowej. Otóż ja z szachów znam tylko podstawy. Wiem, jak co
      się porusza i niewiele więcej. Rozegrałem w życiu może ze cztery partie,
      a wszystkie były krótkie i sromotnie przegrane. Mimo to nie przeszedłem nad
      zagadką jak nad abrakadabrą, tylko zastanowiłem się przez chwilę i... wydała mi
      się ona banalnie łatwa. Pomyślałem sobie, że na pewno rozwiązanie będzie inne,
      skoro jedna z postaci, szachowy arcymistrz, głowi się nad nią trzy dni.
      Tymczasem ów geniusz doszedł dokładnie do tych samych wniosków co ja, laik.
      To tak a propos prawdopodobieństwa psychologicznego.
      • baloo Re: Szachownica flamandzka 21.04.04, 10:44
        Moze dlatego, ze sam Reverte nie jest arcymistrzem ?
        ;o)

        Ja zaczynalem od "Fechtmistrza" i on podobal mi sie najbardziej. Potem bylo
        podobnie, jak u Ciebie, az zabladzilem na to nieszczesne "Cmentarzysko". Nigdy
        wiecej.
        • cecyl Re: Szachownica flamandzka 21.04.04, 19:49
          Osobiście najbardziej cenię sobie "Fechtmistrza" - przede wszystkim za genialną
          scenę ostatniego pojedynku, który nie dość, że stanowi pointę i kwintesencję
          całej książki, to na dodatek może być pokazany jedynie środkami literackimi
          (kto zna film "Mistrz szpady" (bo tak to przetłumaczono - mylnie, oczywiście -
          ten wie, co ma na myśli). Od "Templariusza..." zacząłe się rozwodzić z
          Revertem. "Cmentarzysko" mnie pogrążyło, a "Królowa Południa" znudziła. Ale ku
          mojemu największemu zdziwieniu tam, gdzie ja zacząłem się z autorem "Klubu
          Dumas" rozstawać innu zaczęli się z nim spotykać. I nagle zacząłem słyszeć
          zachwyty nad "Cmentarzyskiem" i "Królową" tych, którzy zasypaiali nad
          pierwszymi książkami Reverte. Co oznacza, że nie jest z nim źle jeśli każdą
          swoją książką potrafi trafić do innego grona czytelników, choc ja zostaje przy
          pierwszych jego tytułach. I "Kapitanie Alatriste", którego chyba nikt nie chce
          na polski tłumaczyć..
    • piorko.w.bandazach Perez Reverte 21.04.04, 21:48
      1. Klub Dumas
      2. Szachownica flamandzka była właśnie
      3. Fechmistrz
      Kolejne się nie liczą, a trzeba Wam wiedzieć, że przeczytałam wszystkie
      (przetłumaczone!) bez "królowej.." i połowy "cmentarzyska..".

      Zaskakuje mnie to, co niektórzy pisza o tłumaczeniach Filipa Łobodzińskiego
      (pozdrawiam!)- ja byłam gotowa podawać je za wzór do naśladowania! I nadal
      jestem. Niestety, nie moge tego samego powiedzieć o przekładach Joanny Karasek,
      która - jak na moje wyczucie - pospłycała troszkę (i darowała sobie przypisy
      tłumaczące łacinę - ja nie znam, więc to było spore utrudnienie). A szkoda.

      A co do uwag o rzekomych błędach, pragnę przypomniec, iz Reverte drwi sobie z
      inteligencji ludzkiej. Drwi w Klubie Dumas (czyż tej historii nie chodzi
      własnie o wyśmianie instytucji Kojarzenia? Cóż mógł czuć biedny Corso w chwili
      gdy odkrył, że poszukiwał nieistniejącego?), drwi i tu. Starego Astarloę
      bodajże zostawił w spokoju - chyba, bo może mnie juz pamięć myli.

      Wy też zaczęliście się uczyć gry w szachy? Ha, ha! Ja jeszcze zapisałam sie na
      hiszpański... :)))

      Pozdrawiam,
      piorko

      P.S. Pewna Hiszpanka zdradziła mi, że w ich ojczyźnie najbardziej jednak cenią
      sobie "El maestro de esgrima"... Oryginały czytać trza.. trala la la la :-))
      • arwena Re: Perez Reverte 21.04.04, 21:55
        ex aequo "Templariusz" i "Krolowa". Albo jednak Krolowa pierwsza.
        Mistrz lekkiej literatury moim zdaniem.
        Pozdrawiam goraco.
        • Gość: SZP Perez Reverte się kończy :(((( IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.05.04, 19:21
          Klub Dumas był odkryciem. Zwarta kompozycja, dwa mistrzowsko przeplatane wątki,
          bohater główny budzący od razu zaintrygowanie i sympatię (choć w sumie to
          dwuznaczny typ). Do tego erudycyjna gra z czytelnikiem, finezyjne dialogi i
          opisy,poczucie humoru. No i wielki hołd na rzecz SWIATA KSIĄŻKI. Wiele razy
          wracałem do Klubu Dumas, stał się jedną z książek które czasem biorę do ręki,
          otwieram w dowolnym momencie i zaczynam czytać dla czystej przyjemności.

          Fechtmistrz kompozycyjnie jeszcze lepszy, ale przeczytałem go tylko raz.
          Ostatnia bitwa templariusza i Szachownica flamandzka - to nadal dobre
          rzemiosło, ale już nie powala na kolana.
          Cmentarzysko statków było już rozczarowaniem. Królowej Południa już mi się
          nawet nie chciało wziąć do ręki. Szkoda, że Perezovi się wyczerpały pomysły.
          Ale dostarczył w swoim czasie dużo dobrej rozrywki i wiele tematów do rozmów.
          Chwała mu za to!
          • cecyl Re:Do SZP 26.05.04, 13:41
            Polskim wydawcą Perez Reverte jest wydawnictwo Muza i to Muza
            wprowadziła tego pisarza na polski rynek.Świat Książki wydał tylko Klub Dumas i
            chyba tylko jako wydanie klubowe i to po wielu wydaniach Muzy. Więc chyba hołd
            raczej należy się Muzie, która w swym katalogu targowym zapowiedziała
            juz "Przygody kapitana Alatriste" - wspaniały hołd Reverte dla tradycji
            powieści "płaszcza i szpady". W styczniu zaczynaja kręcić fil wg tego cyklu. W
            roli Altariste - Vigo Mortensen.
            • Gość: SZP Re:Do SZP IP: *.icpnet.pl 26.05.04, 19:35
              Miałem co innego na myśli. Nie chodziło mi o nazwę wydawnictwa, nawet nie
              wiedziałem że "Świat Książki" wydał Pereza. Chodziło mi o Świat Książki
              metaforycznie, jako rzeczywistość przedstawioną w "Klubie Dumas".
              pozdrawiam
    • raymond.new Re: Szachownica flamandzka 26.05.04, 00:52
      W kategorii czytadeł trudno znaleźć lepszego pisarza od Pereza Reverte.
      Tłumaczenie nie wzbudziło moich wątpliwości, ale nie jestem zapalonym
      szachistą. Jeśli rzeczywiście przeinaczono pewne rzeczy, dobrze byłoby
      poinformować o tym wydawnictwo - być może w następnej edycji zostaną
      wprowadzone poprawki.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka