Gość: daria13
IP: *.crowley.pl
22.04.05, 09:55
Od jakiegoś czasu zauważyłam u siebie niepokojacy objaw; nie potrafię czasami
czytać i zachwycać się spontanicznie lekturą. Zamiast chłonać każde słowo,
dać się wciągnąc we frapującą fabułę, lub po prostu zachwycać się np.
opisami "tak pięknych okoliczności przyrody" zastanwiam się, czy to aby
wystarczająco ambitne, wyrafinowane, błyskotliwe i dość oryginalne i
nowatorskie. Teraz na przykład czytam (po raz pierwszy w życiu, tak się
złożyło) Faulknera Dzikie palmy i w sumie zachwyca, ale cały czas drażni
mnie maniera pisarska autora, która sprawia, że często ociera się, moim
zdaniem, o, przepraszam za wyrażenie, banał. Żebyśmy się dobrze zrozumieli,
proza Faulknera bardzo mi się podoba i z pewnością nie poprzestanę na jednej
powieści, ale wciąż łapię się na tym, że zamiast przeżywać - oceniam. Kiedyś
tak nie miałam. I jeszcze takie snobistyczne podejście; przy czytaniu
ulubionych i uznanych autorów tak nie mam, idę na żywioł, tak jak np.
niedawno czytając autobiografię Marqueza.
Powiedzcie czy to objaw snobizmu, czy normalna kolej rzeczy u osób, które
mają już duży bagaż przeczytanych książęk i mogą się pochwalić jako takim
wyrobieniem literackim ? Czy Wy też tak macie?
Pozdrowienia:)