Dodaj do ulubionych

utrata spontaniczności w czytaniu :(

IP: *.crowley.pl 22.04.05, 09:55
Od jakiegoś czasu zauważyłam u siebie niepokojacy objaw; nie potrafię czasami
czytać i zachwycać się spontanicznie lekturą. Zamiast chłonać każde słowo,
dać się wciągnąc we frapującą fabułę, lub po prostu zachwycać się np.
opisami "tak pięknych okoliczności przyrody" zastanwiam się, czy to aby
wystarczająco ambitne, wyrafinowane, błyskotliwe i dość oryginalne i
nowatorskie. Teraz na przykład czytam (po raz pierwszy w życiu, tak się
złożyło) Faulknera Dzikie palmy i w sumie zachwyca, ale cały czas drażni
mnie maniera pisarska autora, która sprawia, że często ociera się, moim
zdaniem, o, przepraszam za wyrażenie, banał. Żebyśmy się dobrze zrozumieli,
proza Faulknera bardzo mi się podoba i z pewnością nie poprzestanę na jednej
powieści, ale wciąż łapię się na tym, że zamiast przeżywać - oceniam. Kiedyś
tak nie miałam. I jeszcze takie snobistyczne podejście; przy czytaniu
ulubionych i uznanych autorów tak nie mam, idę na żywioł, tak jak np.
niedawno czytając autobiografię Marqueza.
Powiedzcie czy to objaw snobizmu, czy normalna kolej rzeczy u osób, które
mają już duży bagaż przeczytanych książęk i mogą się pochwalić jako takim
wyrobieniem literackim ? Czy Wy też tak macie?
Pozdrowienia:)
Obserwuj wątek
    • makusia_p Re: utrata spontaniczności w czytaniu :( 22.04.05, 10:07
      Dario,
      ja też tak mam :)
      W miarę czytania kolejnych i kolejnych książek ewoluują też nasze gusta, stają
      się bardziej wyrafinowane. Mnie też to niepokoi, choć z drugiej strony mam
      świadomość ciagłego wyścigu z czasem, świadomość że "nie zachwyca" kolejny
      tytuł który może wydawać się apokryfem np. "Stu lat samotności"...
      Nie mianowałabym tego snobizmem :)
      pozdrawiam serdecznie
      :)
    • beatanu Re: utrata spontaniczności w czytaniu :( 22.04.05, 11:01
      Też tak miewam, ale nie odczuwam niepokoju:) Traktuję to jako naturalną kolej
      rzeczy. Po okresie oślego;) zachwytu nad słowem pisanym przychodzi czas na
      bardziej krytyczne podejście do lektury. Apetyt rośnie w miarę jedzenia...
      Niewątpliwie ucierpieć na tym może spontaniczność ale to nie znaczy, że książka
      analizowana w ten sposób, o którym piszesz, nie jest w jakiś tam sposób
      przeżywana. Jest, tylko inaczej. To przecież niemożliwe, żeby każda czytana
      książka była wystarczająco nowatorska, błyskotliwa itd itp. Prawdopodobnie
      większość z nich można potraktować jako wtórne wobec czegoś tam, schematyczne
      i średnio oryginalne, więc refleksja na ten temat jest jak najbardziej na
      miejscu. Ale mnie to aż tak bardzo nie przeszkadza... A gdy łapię się na tym,
      że czytanie staje się przykrym obowiązkiem, to lekturę na chwilę (lub na zawsze)
      odkładam. I staram się nie rozpaczać, że jakieś uznane dzieło nie rzuciło mnie
      na kolana... Co nie znaczy, że zawsze mi to wychodzi, tzn to-nie-ropaczanie;)
      Pozdrawiam:)
    • ada08 Re: utrata spontaniczności w czytaniu :( 22.04.05, 11:47
      Może to sprawa dojrzałości. Z wiekiem rośnie krytycyzm. A może
      też i pewien przesyt ? Tak jest przynajmniej u mnie. Czasem mam
      wrażenie, że to co dla mnie najważniejsze już przeczytałam :-)) i
      nie chce mi się wtedy sięgać po nowości, bo wydaje mi sie, że
      wszystko już było. Coraz częściej wracam do starych lektur ...
      A gdy biorę coś nowego to niełatwo daję się ponieść zachwytowi,
      za bardzo się ''przyglądam''. I nawet gdy książka mi się podoba
      zawsze gdzieś tam jest we mnie to chłodne oczko, które szuka
      dziury w całym i nie pozwala zakrzyknąć: "To jest genialne!!!" :-)
      a.
      • Gość: daria13 Re: utrata spontaniczności w czytaniu :( IP: *.crowley.pl 22.04.05, 12:46
        To jest dokładnie to, o czym pisałam, to cholerne "chłodne oczko". Troche mi
        żal czasu, kiedy wszystko chłonęłam z takim entuzjazmem i zachwytem, tym
        bardziej, że takie zachowania są nadal zgodne z moją naturą, a przy lekturze
        staję się zimną ..,żeby nie powiedzieć brzydko. Dlatego mi to przeszkadza.
        Ja jestem jednak nieco większą optymistka niż Ty, bo po przejrzeniu dyskusji
        forumowych uswiadomiłam sobie, ile jeszcze mam do odkrycia i w tej chwili
        właściwie aż nie mogę się zdecydować po co sięgnąć w pierwszej kolejnośći, tyle
        mam pomysłów na lektury. Słabo znam np.literaturę japońską, a z tego co tu
        obserwuję wiele mnie ominęło i wiele mam do nadrobienia.
        Zdarza mi się też czasami (przysięgam, że bardzo rzadko;) sięgnąć po literaturę
        z założenia lżejszą i wtedy wiem, że żadnych rewelacji nie mogę oczekiwać w
        warstwie formalnej i umiem dać się porwać tylko fabule. Ale zdarza mi się to
        już naprawdę sporadycznie, bo szkoda mi czasu na takie, nie bójmy się użzyć
        tego słowa, śmieci. Choć może czasami człowiek musi się tak trochę
        rozreflektować intelektualnie:)
        Btw. a jak u Was z odbiorem Faulknera, bo dzisiaj jedna z moich starszych
        koleżanek powiedziała, że dla niej to taka lektura dla piętnastolatek i trochę
        taki amerykański Prus, więc teraz to już sama nie wiem, czy ma zachwycać czy
        nie;-). Jak już pisałam , mnie zachwyca, ale....
        Serdeczne pozdrowienia:)
        • sutekh1 Re: utrata spontaniczności w czytaniu :( 22.04.05, 12:48
          proszę państwa chodzi o mechanizmy psychologiczne niewiary w atrakcyjniość
          wszystkich "napotkanych" tekstów-lektur..
        • braineater Re: utrata spontaniczności w czytaniu :( 22.04.05, 13:54
          Gość portalu: daria13 napisał(a):

          > To jest dokładnie to, o czym pisałam, to cholerne "chłodne oczko". Troche mi
          > żal czasu, kiedy wszystko chłonęłam z takim entuzjazmem i zachwytem, tym
          > bardziej, że takie zachowania są nadal zgodne z moją naturą, a przy lekturze
          > staję się zimną ..,żeby nie powiedzieć brzydko. Dlatego mi to przeszkadza.

          I bardzo dobrze, bo jest to chyba najlepszy sposob podejścia do lektury - nie
          emocjonalne zaangażowanie, empatia i współodczucia, tylko spokojne analizowanie
          tekstu kawałek po kawałku, rozkładanie go na częsci pierwsze, oddzielanie plew
          od ziaren (czymkolwiek plewa by nie były:) - wtedy ksiązki naprawdę dobre
          pokazują cała swoją wielkośc, otwierają sie na cała szerokość i nawet jesli w
          czytaniu są cięzkie, to po poświęceniu jakiegoś czasu na analizę własnych
          odczuc - dlaczego mi sie podoba/nie podoba, co mnie w niej tak porusza a co
          odrzuca oraz po próbie odpowiedzenia sobie na pytanie: czemuż wszyscy się tym
          tekstem zachwycają/nienawidzą go, można spróbować wartościować tekst wedle
          kategorii mniej więcej obiektywnych ( o ile takie w ogóle istnieją). To jest
          chyba ta największa radocha z lektury. Albo po prostu juz mi całkiem odbiło...

          > Zdarza mi się też czasami (przysięgam, że bardzo rzadko;) sięgnąć po
          literaturę z założenia lżejszą i wtedy wiem, że żadnych rewelacji nie mogę
          oczekiwać w
          > warstwie formalnej i umiem dać się porwać tylko fabule. Ale zdarza mi się to
          > już naprawdę sporadycznie, bo szkoda mi czasu na takie, nie bójmy się użzyć
          > tego słowa, śmieci. Choć może czasami człowiek musi się tak trochę
          > rozreflektować intelektualnie:)

          Błąd, kto wie czy nie najwiekszy. Odstawić jak najprędzej, tzn przeczytac ,
          przemyślec i więcej do nich nie wracac należy właśnie dzieła "wysokiego
          kanonu". Powód jest prosty - przed nami przeczytało już te ksiązki tysiące
          osób, wiekszośc z nich o bardzo silnej wierze we własne możliwości krytyczno-
          analityczne (czasami nawet słusznej wierze). I wszystkie te osoby swoje teorie
          mniej lub bardziej publicznie ogłaszają. I tak, sięgnąwszy po ksiązkę z
          powiedzmy, stuletnią przeszłością, dostajemy gratis, w najlepszej wiosennej
          promocji, cały stos krytyk, recenzji, opracowań, omowień, szkiców krytyczno-
          literackich, laurek, peanów, nekrologów i kwitów z pralni, co totalnie
          rozprasza intymną atmosferę spotkania miedzy Ja-czytelnik i On - autor.
          Przestajemy podchodzić do tekstu jako dzieła osobnego, spersonifikowanej formy
          wypowiedzi, tylko traktujemy je jako element pewnego trendu, wynik okreslonej
          sytuacji społeczno-polityczno-gospodarczej oraz tragicznego dzieciństwa autora.
          A grówno, jak powiedziałby król nieistniejącego kraju - nie po to czyta się
          literaturę, by czegoś się dowiedzieć, by się uczyć czy wychowywać. Od tego jest
          filozofia, religia, socjologia i cały szereg nauk nader produktywnych w
          dziedzinie informowania nas o świecie, objasniania jego sensów. Literatura
          wobec tych nauk najczęściej bywa wtórna, stanowi po prostu beletryzację
          filozofii - a chyba lepiej sięgnąc do źródła niż asymilowac przeżuty już po
          wielokroć przez innych tekst, pomieniony od tego w lekkostrawną i najczęsciej
          niesmaczną papierową papkę idei i wyrwanych z kontekstu cytatów. Zwróć uwagę,
          że większośc nurtów w sztuce bierze swoją nazwę od konceptu filozoficznego,
          który stoi u podstaw tego czy innego tekstu, obrazu itp. Egzystencjalizm,
          postmodernizm, pozytywizm, surrealizm, libertynizm - to wszystko zaczyna się od
          filozofii, nie od opowieści.
          Stąd też, jak najczęsciej nalezy sięgac po powieści jednorazowego użytku,
          obliczone na sukces komercyjny, pisane jedynie ku uciesze i zarobkowi, bo tylko
          one bywają wolne od tego typu rozwiązań jak wymienione powyżej. To w masowej
          sieczce literatura przechowuje to co w niej najważniejsze - zdolnośc wzbudzania
          uczuć wszelakich, grania na odbiorcy, pobudzania jego własnych reakcji. Jeśli
          się zachwycisz Mastertonem czy Grocholą, jesli polubisz bohaterów Akunina czy
          Ludluma to tylko dla tego, że jest to twoj wybór nie odgórny nakaz legionów
          krytyków, którzy gremialnie orzekli, że oto mamy ahcydzieło. I to właśnie
          masówka, poddana takiej chłodnej analizie, jak ta która zaproponowałem na
          poczatku psotu:) daje najwięcej. To tu własnie pomiędzy tymi wszystkimi
          schematami, kliszmi jezykowymi i kiczową scenografią kryją się ogromne pokłady
          nieświadomej oceny swiata i ludzi, dośc często dużo bardziej bezkompromisowe
          niż w dziełach ogólnie uznanych.
          Amen:)
          P.S. Jeszcze tylko dwie godziny i łiiiiiiiiiikend:P
          • Gość: daria13 Re: utrata spontaniczności w czytaniu :( IP: *.crowley.pl 22.04.05, 15:05
            Ratunku!!!Ale mi namieszałeś w głowie.
            Ale ja bym chciała się czuć uwznioślona (tfu, jakie koszmarne słowo;),
            cokolwiek to znaczy, przy lekturze, a jak tu się uwnioślić przy takim Cohelo,
            albo, uchowaj Boże, Wiśniewskim, brrr.
            Ja i tak robię olbrzymie postępy i przyznaję się publicznie i to w takim
            gronie, do lektury takiego np. Barkera. I to już nawet tak bardzo mnie nie
            hańbi, jak kiedyś sądziłam.
            Ja nigdy nie traktowałam beletrystyki jako źródła wiedzy, do tej pory nie
            trawię powieści historycznej, ale chciałabym jednakowoż doznać przy lekturze
            podniet intelektualnych, a jak je znależć u Grocholi, to już nawet Gretkowska
            jest nieco lepsza w tej mierze (starsza Gretkowska, na ten przykład, taki
            Namiętnik - do przyjęcia ostatecznie).
            Nie, nie dla mnie to jednak strata czasu i mam uczucie po takiej lekturze, jak
            po obejrzeniu jakiegoś np. obyczaju amerykańskiego, że w tym czasie mogłabym
            zrobić tyle innych pożytecznych rzeczy i tyle jeszcze przede mna książek , co
            do których mam już plany;).
            A Ty lubisz Faulknera?
            Pozdrawiam i dziękuję za wyczerpującą odpowiedź. Muszę ją sobie jeszcze
            wnikliwie przemyśleć, bo zburzyła bardzo mój i tak już nadwyrężony spokój;-)
            • braineater Re: utrata spontaniczności w czytaniu :( 22.04.05, 15:39
              Gość portalu: daria13 napisał(a):

              > Ratunku!!!Ale mi namieszałeś w głowie.
              > Ale ja bym chciała się czuć uwznioślona (tfu, jakie koszmarne słowo;),
              > cokolwiek to znaczy, przy lekturze, a jak tu się uwnioślić przy takim Cohelo,
              > albo, uchowaj Boże, Wiśniewskim, brrr.

              Brrr - uwznioślenie. Taka cokolwiek niejasna kategoria i dla każdego znaczy co
              innego - Salvadore Dali uwznioślał się robiąc kupę z dalią zatknietą za uchem i
              dla niego był to moment religijnego wręcz doznania - 15 stron w pamietniku
              poswięcone tylko temu zagadnieniu chyba o tym dobrze świadczy. Tak więc chyba
              uwznioslenie wynika z odbiorcy, nie z dzieła. No bo co nas w końcu uwzniośla?
              Najpewniej te rzeczy z którymi się zgadzamy, w których wyczuwamy jakieś piękno
              vel szczerość (niekoniecznie prawdę)Uwznioslić mnie może np głośna deklamacja
              Cantos Pounda albo perfekcyjne obciecie paznokci u nóg. Popatrz zresztą na
              buddystów, którzy doznają iluminacji i uwznioslenia obserwując przepływający
              patyk (albo to Kubus Puchatek sie tak uwznioślał?) Także jest to chyba
              kategoria nieadekwatna do oceny dzieła literackiego. I w sumie możesz kiedyś
              sie poczuc zaskoczona, gdy kiedys podczas lektury Wiśniewskiego w wannie dotrze
              do Ciebie jakas jedna fraza, jakiś śliczny obrazek i Cię po prostu znienacka,
              tfu, uwzniośli.

              > Ja i tak robię olbrzymie postępy i przyznaję się publicznie i to w takim
              > gronie, do lektury takiego np. Barkera. I to już nawet tak bardzo mnie nie
              > hańbi, jak kiedyś sądziłam.

              Dlaczego ma hańbić?! Toż to sa jakieś XIX wieczne zmurszałe koncepcje sztuki,
              na kilometr zajeżdżające zmurszałym bibliotecznym truchłem. Ę, Ą literatura dla
              plebsu, duszko moja, smieć jakowyś niegodny sfer naszych. No, idiotyzm. Jeśli
              coś mi sie podoba przestaje mnie interesować czy zrobione to jest z pobudek
              komercyjnych, pod wpływem impulsu, czy żeby zaimponowac kolegom pisarzom
              (jedyny wyjątek - dzieła pisane z pozycji ideologicznych - to jest jedyna forma
              kiczu jakiej nie trawię). A jesli coś sobie lezy w księgarni, kusi okładeczką z
              biustoma i laseroma, to czemu się nie poddać tej pokusie? Przecież autor będzie
              miał radochę, a i ja spędzę przyjemnie jakiś czas.

              > Ja nigdy nie traktowałam beletrystyki jako źródła wiedzy, do tej pory nie
              > trawię powieści historycznej, ale chciałabym jednakowoż doznać przy lekturze
              > podniet intelektualnych, a jak je znależć u Grocholi, to już nawet Gretkowska
              > jest nieco lepsza w tej mierze (starsza Gretkowska, na ten przykład, taki
              > Namiętnik - do przyjęcia ostatecznie).
              > Nie, nie dla mnie to jednak strata czasu i mam uczucie po takiej lekturze,
              jak
              >
              > po obejrzeniu jakiegoś np. obyczaju amerykańskiego, że w tym czasie mogłabym
              > zrobić tyle innych pożytecznych rzeczy i tyle jeszcze przede mna książek , co
              > do których mam już plany;).

              I tak nie przeczytamy wszystkiego, więc nie ma co decydowac się na selekcję,
              odkładac, planowac - w tym roku czytam same arcydzieła, w następnym klasyków
              indyjskiej pornografii a w kolejnym dzieła żebrane Żeromskiego. Bez sensu -
              metoda chaotycznego doboru, wrzucania w mózg co popadnie jest o wiele
              ciekawsza - przynajmniej nie grozi człowiekowi stagnacja. A co do podniet
              intelektualnych z Grocholą czy też szerzej całym tryndem nowej literatury
              kobiecej (najczęsciej wcale nie nowej i nie do końca tylko kobiecej), to
              podniet intelektualnych tam mnostw. Wystarczy zadawać sobie odpowiednie do
              tekstu pytania - czemu te panny zachowują się tak a nie inaczej, czemu pisane
              jest to takim a nie innym językiem, jaki obraz świata z takich dzieł się
              wyłania, co autorka próbuje propagowac a przed czym przestrzega. I odpowiedzi
              na to nie musza się wcale znajdowac explicite w tekście. Musisz do takiej
              ksiązki podejść jak patolog do zwłok, rozkroić ją do samych flaków i każdy
              skrzep, każdą plamke na watrobie poddac skrupulatnej analizie i na podstawie
              tych oględzin zdecydowac, czy podnieca Cię to intelektualnie czy nie.

              > A Ty lubisz Faulknera?

              Dziękuję, nie lubie.

              Pozdrowienia:)
              P.S. 20 minut i łikkkkkkkkkend:P
              • beatanu Re: utrata spontaniczności w czytaniu :( 22.04.05, 16:06
                Podoba mi się bardzo "metoda chaotycznego doboru, wrzucania w mózg co
                popadnie" :)
                Miłego weekendu i 0 stagnacji życzę!
                • staua Bardzo lubie Faulknera 24.04.05, 02:44
                  Daria, a przeciez jest on jednym z mistrzow (kto wie, czy nie najwiekszy wzor) Marqueza - wielokrotnie
                  Marquez podkreslal to w autobiografii wlasnie, no i jest bardzo do Faulknera porownywany (styl jest
                  inny, ale tematyka zblizona, prawda?).
                  Nie slyszalam tu w Ameryce opinii zgodnych z tym, ze Faulkner to jak nasz Prus. Nie sadze - uwazany
                  jest za pisarza bardzo trudnego, tutaj raczej nastolatki czytaja w szkole Salingera. Ze starszych
                  Steinbecka...
    • chiara76 Re: utrata spontaniczności w czytaniu :( 22.04.05, 15:41
      czy jeśli się przyznam, że ja tak nie mam ,to posypią się na mnie gromy?
      Widać , za mało jeszcze przeczytałam, żeby dotrzeć już do takiego stanu.
      Wszystko przede mną. Pozdrawiam:)
      • Gość: laka Re: utrata spontaniczności w czytaniu :( IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.04.05, 15:57
        jeśli tak masz(jak napisałaś)-esteś normalna
    • dr.krisk No nie chce sie, i juz! 22.04.05, 16:36
      Tak bywa. Juz o tym pisalem, ale tez czasem wole popatrzec na patyki plynace
      rzeka, niz biegac po ksiegarniach i wypatrywac nowosci. Albo zastanawiac sie
      czy moge wypic jeszcze jedna szklaneczke, czy juz lepiej isc spac... A przeciez
      jeszcze wczesnie.
      Sadze, ze nie nalezy przywiazywac wagi do czytania ksiazek, do tego czy chce
      nam sie je czytac, ile czytamy, ile ksiazek mamy w domu. itp., itd. To nie
      rekordy Guinnessa tutaj bijemy, tutaj chodzi o zycie!
      Tym optymistycznym akcentem koncze i powracam do pracy.
      KrisK
      • noida Re: No nie chce sie, i juz! 22.04.05, 18:59
        Dokładnie tak! Zgadzam się w 100% z dr.Kriskiem oraz z Braineaterem (chociaż
        oni zdaje się niezbyt często zgadzają się ze sobą ;-) Czytanie to nie konkurs i
        nie ma nagrody za największą ilość przeczytanych "dzieł". Literatura to życie i
        każda książka jest warta tego, żeby ją przeczytać, tak samo jak każdy film wart
        jest obejrzenia, bo może się okazać, że niespodziewanie natkniemy się na coś
        wyjątkowego w zupełnie miernej (z punktu widzenia "krytyki") książczynie. Kto
        powiedział, że melodramat musi być z definicji mniej ciekawy niż traktat
        filozoficzny? Wszystkie mówią coś o świecie, w którym żyjemy, choć każde w inny
        sposób. Jeśli jest się ciekawym życia, ludzi, świata, to tak samo ważny może
        się okazać płynący potokiem patyk (który zaraz stanie się przysłowiowy), film z
        Brucem Lee i poezja Emily Dickinson. Ważne jest poczucie, że coś się nam podoba
        albo nie, że coś do nas trafia albo nie, że coś kochamy, choć inni może nie
        rozumieją, dlaczego. W snobowaniu się na znawcę literatury też jest takie
        poczucie, ale chyba jednak trochę smutne ;-)
        I dlatego jeśli znajduję się w takiej sytuacji jak Daria, że co prawda lubię
        Faulknera, ale mnie nie zachwyca to go rzucam w kąt bez żalu i zabieram się za
        jędrny, mroczny szedzki kryminał z taką samą przyjemnością i, obawiam się, z
        takim samym pożytkiem...
        • braineater Protestuję!:) 22.04.05, 19:02
          Jak to sie nie zgadzamy?! Dottore to przeciez my personal Jekyll:)
          Pozdrowienia:)
          P.S. a łiiiiiiiiiiiiiikend trwa juz trzecią godzinę:P
          • Gość: noida Re: Protestuję!:) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.04.05, 22:46
            A to przepraszam! :-)
        • Gość: daria13 Re: No nie chce sie, i juz! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.04.05, 19:46
          Ale ten nieszczęsny Faulkner mnie intryguje, więc nie mogę go rzucić. On
          jednocześnie mnie przyciąga i odrzuca. Stałam teraz w korku pół godziny, uciekł
          mi mój podmiejski autobus linii 705;), więc czekałam na niego pół godziny no i
          potem kolejne pół godziny na moją wieś. Rachunek jest prosty; półtorej godziny
          z Faulknerem! Prawie skończyłam! I chyba jest to pierwsza książka, jaką
          czytałam, która budziła we mnie tak mieszane ucuzcia. Ponieważ to właśnie nie
          jest stagnacja, to ja suma sumarum oceniam to wszystko pozytywnie. Są u niego
          niektóre zdania, które robią na mnie wręcz piorunujące wrażenie (naprawdę;),
          ale niektóre są aż do bólu banalne. Może to po prostu taki nierówny pisarz
          był;))), a ja usiłuję się dopatrzeć jakiejś intygi.
          A tak na dobrą sprawę, to ja Wam do końca nie wierzę, że we wszytkim można
          znaleźć coś warościowego, są rzeczy naprawde do samego gruntu złe, znaczy nie
          podłe tylko kiczowate do takiego bólu, że żaden śmiertelnik tego nie jest w
          stanie znieść. Acz z drugiej strony, nawet u takiego, dajmy na to Bukowskiego,
          którego dzielnie przeczytałam, choć mam wrodzoną niechęć do inwektyw, pare
          rzeczy mi się spodobało, było tam takie zdanie o mewach, które niezwykle mnie
          zachwyciło, ale nie pomnę go niestety dokładnie, a książki już nie mam.
          W sumie to z tym czytaniem cholernie, jak się okazuje, skąplikowana sprawa:)
          Pozdrawiam i ładnie proszę o opinię na temat Faulknera naszego drogiego kolegę
          dottore, bo mi on (znaczy Faulkner) nie daje spokoju; zachwyca, czy nie
          zachwyca;). I przysięgam, że nie chodzi o to, że czuję się w obowiązku, zeby
          zachwycał; ja po prostu nie mogę się sama zdecydować. I nie w tym rzecz,
          bynajmniej, żeby ktoś popchnął mnie w konkretną stronę, bo to chyba niemożliwe,
          z tym problemem muszę zmierzyć się sama; pytam z czystej ciekawości.
          Uniżona sługa D.
    • meteorah Re: utrata spontaniczności w czytaniu :( 22.04.05, 20:32
      Obecnie też czytam Faulknera:), "Absalomie, absalomie...". Musze przyznać, że
      również utraciłam spontaniczność w czytania...ale jedynie przez kilka
      pierwszych stron. Musiałam się niejako "przestawić" na styl tego pisarza- te
      długie, rozbudowane zdania z bogato rozbudowanymi metaforami nieco kolidowały z
      tym, co czytałam ostatnio( studiuję dziennikarstwo i wykładowcy są gorącymi
      zwolennikami krótkich, treściwych zdań- Kapuściński jako ideał).
      Jednakże w tej chwili książka mnie wciągnęła, słownictwo przyjemnie bogate i
      wyrafinowane; żal tylko że nie mam czasu, by móc szybko ją skończyć.
      Swoją drogą trochę się dziwię, jak można Faulknera czytac w autobusie? Ja muszę
      mieć względny spokój, by czytac tego rodzaju literaturę. Podziwiam darię13 za
      podzielność uwagi.

      "Z warg moich(...) purpurowe róże"
      • Gość: daria13 Re: utrata spontaniczności w czytaniu :( IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.04.05, 21:46
        meteorah napisała:

        Ja muszę
        >
        > mieć względny spokój, by czytac tego rodzaju literaturę. Podziwiam darię13 za
        > podzielność uwagi.

        To kwestia wprawy i życiowej konieczności, mam po prostu stanowczo za mało
        czasu na czytanie i wykorzystuję każdą wolną chwilę. Dla mnie wiosna i dłuższy
        dzień ma przede wszystkim tę zaletę, że oprócz czytania w autobusie, mogę
        wykorzystywać jeszcze czas na przystankach, a jeżdżę do pracy z przesiadką;).
        Faulkner to betka w czytaniu w środkach masowej komunikacji, najtrudniej było z
        Proustem, wierz mi;-).
        Pozdrawiam:)
        Ps.
        Jeśli dottore tu jeszcze zajrzy, to gorąco polecam forum TWA na prywatnych
        książkach. Dziś to naprawdę jest śmiesznie:)
        • Gość: Mary Re: utrata spontaniczności w czytaniu :( IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.04.05, 23:46
          Ja też czytam w sutobusie i na pzystnkach. Można się przyzwyczaić,nawet takie
          tudne książki jak Obcego da się przeczytać,tylko trzeba umiec sie wyłaczyć.
          Pdoba mi się ten Camus. To jest coś innego niż reszta lektur ktore wcześniej
          czytałam. A wam sie podoba?
    • wqrzona Wiesz, Daria... 24.04.05, 13:39
      Lubie czytac Twoje wypowiedzi :) A wiesz dlaczego? Bo mnie rozsmiesza, jak sie
      na sile snobujesz; czy mnie sie wydaje, czy Ty masz jakies kompleksy na tle
      intelektualnym? Studiuje Twoje posty i caly czas mam nieodparte wrazenie, ze Ty
      nie czytasz dla przyjemnosci, a wylacznie po to, zeby byc zaklasyfikowana do
      tych "z gornej polki"; do nadEtych-jazzy-intelektualYstow; ze koniecznie chcesz
      byc po tej samej stronie co Braineater (po tym jak Ci odpowiedzial chyba
      zostane jego fanka) czy dr.krisk. I to ciagle podkreslanie, ze nalezysz do
      tych "wyrobionych literacko" z jednoczesnym odcinaniem sie od innych, mniej
      oczytanych! Jejku! Co za bufon z Ciebie! Do tego jaki smieszny!
      Piszesz, ze nie czerpiesz wiedzy o swiecie z beletrystyki; a ja sadze, ze
      wiedza o zyciu zawarta jest wszedzie, nie tylko w specjalistycznych
      podrecznikach :) W zwiazku z tym m. in. do Ciebie kieruje moj glowny post:)
      Pozdrawiam:)
      • Gość: itek Re: Wiesz, Daria... IP: *.pomorzany.v.pl 24.04.05, 14:01
        A ja z kolei nie rozumiem Ciebie. Czy naprawde nie masz innych zainteresowan niz
        czytanie cudzych opinii, aby sobie zrobic dobrze. A jesli juz je czytasz, to czy
        musisz na forum ksiazki dawac wyraz swojemu brakowi wychowania? Jesli juz
        piszesz o kompleksach to wg mnie wlasnie Ty je masz. Zastanow sie moze troche
        nad soba, a przestan sie zastanawiac nad problemami innych. Zacznij od
        siebie.Powodzenia :)
        • wqrzona Re: Wiesz, Daria... 24.04.05, 14:42
          A ja myslalam, ze forum jest po to, zeby je czytac i wymieniac sie myslami,
          opiniami itp., czyzbym sie mylila? Poza tym chyba kazdy kto wypowiada sie
          publicznie, zdaje sobie sprawe, ze automatycznie stawia sie pod pregierzem ocen
          i ewentualnej krytyki ze strony innych?
          Zarzucasz mi brak wychowania - dlaczego? Bo napisalam szczerze co mysle?
          • Gość: itek Re: Wiesz, Daria... IP: *.pomorzany.v.pl 24.04.05, 14:57
            > Zarzucasz mi brak wychowania - dlaczego? Bo napisalam szczerze co mysle?
            Bo pewne opinie pownno sie zachowac dla siebie. Twoj post to nic innego tylko
            atak personalny na darie13.
      • Gość: daria13 Re: Wiesz, Daria... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.04.05, 15:10
        Bardzo mi pochlebia, że ktoś tak wnikliwie czyta moje posty;)To prawda, że daje
        mi satysfakcję udział w dyskusji z ludżmi, w moim pojęciu, inteligentnymi i że
        zdaję sobie sprawę, że wielu z nich nie dorastam do pięt. Ale ja nie nazywam
        tego kompleksami, czy snobowaniem się, tylko pokorą wobec osób lepszych ode
        mnie. Nie zaliczam się ani do osób wybitnie oczytanych, ale też nie jestem
        całkowitym laikiem. Jestem osobą, która lubi dzielić swoje fascynacje z innymi,
        bo przeżywanie sztuki, w ogólnym sensie tego słowa, wyłącznie w samotności jest
        dobre czasami, kiedy ma się na to akurat nastrój, ale tak naprawdę każdy z nas
        musi czasami zapytać innej osoby: A co Ty o tym myślisz? Dlaczego chodzimy do
        kina niemal zawsze w towarzystwie, podobnie na koncerty?
        Czytam książki od zawsze, czytam dla przyjemności ale też dla ubogacenia się
        (znowu jakieś takie okropne słowo). Tak jak lubimy ubierać się dobrze, stylowo
        lub firmowo, tak ja lubię żeby książka, którą czytam podobała mi się zarówno w
        warstwie treściowej jak i formalnej. Dlatego zdarza mi się czytać krytycznie,
        co wcale nie musi mi zawsze odbierać przyjemności czytania. Dla mnie najlepiej
        jest, jeśli lektura mnie bawi, ale jednocześnie pobudza intelektualnie i pomaga
        mi się rozwijać. Moim mistrzem jest w tym Boris Vian.
        Nie wydaje mi się, żebym kiedykolwiek na tym forum "odcinała się od innych
        mniej oczytanych". Ale może o czymś zapomniałam, albo ktoś odebrał moje słowa
        na własny użytek.Gdyby Wqurzona chciała sobie zadać trud odnalezienia takich
        fragmentów moich wypowiedzi, byłabym wdzięczna. Jeśli tak jest, to się poprawię.
        Ostatnia uwaga do Wqurzonej. Zwróć czasami uwagę na emotikonki, najczęściej
        przeze mnie używaną jest połączenie średnika z prawym nawiasem;).

        Itku - dziękuję:)

        A wracając do Faulknera. Z tym Prusem, to myślę, że koleżanka trochę pojechała,
        ale też nie wydaje mi się jego proza zbyt trudna. Najardziej podoba mi się
        sugestywność jego opisów i to właśnie przejął od niego Marquez, choć w moim
        odczuciu, w tym przypadku uczeń przerósł mistrza. Trochę z przekory sięgnęła w
        pierwszej kolejności nie po najbardziej znane jego książki Koniokrady czy
        Absalome i może Dzikie palmy to nie jest jego najlepsza powieść, ale ona
        naprawdę jednocześnie mnie przyciąga i odrzuca. Sugestywność i nastrojowość to
        jej główne atuty, ale drażni mnie pewien patos wyrażanych tam prawd życiowych i
        styl odrobinę manieryczny i przez to ocierający się o banał. To wszystko są
        moje odczucia i z góry przepraszam wszystkich wielbicieli Faulknera. Najlepszym
        dowodem na to, że mi się jednak podoba jego proza jest fakt, że nie zamierzam
        poprzestać na tej jednej jego książce:).
        Pozdrawiam wszystkich:)
        • Gość: itek Re: Wiesz, Daria... IP: *.pomorzany.v.pl 24.04.05, 15:39
          Co do Faulknera to nie mozna zawezac odbioru jego prozy do tzw.sugestywnych
          opisow. Jest on w moim odczuciu pisarzem, ktory oferuje duzo wiecej.
          Btw. co sadzisz o przeslaniu Dzikich palm?? (mam nadzieje, ze czytalas Dzikie
          palmy w wersji zawierajacej opowiadanie Stary).
          • Gość: daria13 Re: Wiesz, Daria... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.04.05, 16:43
            Dzikich palm jeszcze nie skonczyłam, ale zostało mi tylko jakieś 20 stron. Mam
            wersję ze Starym, więc odpowiem Ci na pytanie, jak skończę całość. Obiecuję:)
            Pozdrawiam serdecznie i jeszcze raz dziękuję:)
      • staua Re: Wiesz, Daria... 24.04.05, 17:00
        A mnie sie ten watek spodobal, bo problem, moim zdaniem, istnieje rzeczywiscie, nie jest to wymysl
        Darii. Myslalam przez noc nad odpowiedzia, a tymczasem pojawil sie post Wqrzonej i odpowiedzi na
        niego...
        Sama czytam bardzoej jak Chiara, ale musze sie przyznac, ze kiedy bylam w liceum, to uwazalam, ze
        czytanie krytyczne, analityczne, a nie przezywanie ksiazek, jest objawem zaawansowania literackiego. I
        staralam sie z calych sil tak czytac wszystko. Udalo mi sie te umiejetnosc (na sile, wlasnie ze snobizmu)
        wyrobic, ale kiedy to nastapilo (do tej pory musze w tym celu "przestawiac" tryb :-)) doszlam do
        wniosku, ze jednak nie jest to chyba to, co tygrysy lubia najbardziej (moze lepiej juz patyczki na wode
        rzucac). I czytam spontanicznie, wciagajac sie w kazda ksiazke tak, ze nie slysze, co sie do mnie mowi.
        Choc wiem, ze jestem w stanie wlaczyc drugi tryb. I moze nawet caly czas jest on "obok", w
        podswiadomosci, juz teraz go nie wyrzuce calkiem (szkoda), lecz staram sie na ogol te podswiadomosc
        ignorowac, i udaje mi sie to.
        Naturalny krytycyzm pojawia sie u mnie wtedy, gdy czytana ksiazke mam zamiar odrzucic ze wstretem,
        np. przy Brownie.
    • Gość: Abra Re: utrata spontaniczności w czytaniu :( IP: *.bsk.vectranet.pl / 195.85.229.* 24.04.05, 17:47
      Ja też dołączam się to odosobnionego podejścia Chiary, bo przeważnie czytam
      zupełnie spontanicznie, wczuwając się w nastrój. A właściwie jeszcze inaczej:
      potrafię dosyć skutecznie stosować takie "przełączniki" odbioru. Gdy zabieram
      się za ksiązkę ulubionego autora - "włączam" delektowanie się. gdy czytam coś
      dla przyjemności włączam rozrywkę. Gdy czytam coś aby się nauczyć włączam...a
      właściwie niestety często się wyłączam :)))) Gdy zaczynam autora zupełnie
      nieznanego nastawiam sobie luźny obiektywizm i czekam co dalej, ale ocena
      zachodzi bardziej w podświadomości. I w zasadzie bardzo rzadko, gdy sama
      podchodzę z duża podejżliwością do trzymanej w ręku lektury (czy to z powodu
      obiegowej opinii czy innego) to miewam właśnie takie momenty krytykanctwa. Ale
      w takiej dawce to wręcz przydatne.
      • daria13 Re: utrata spontaniczności w czytaniu :( 24.04.05, 18:16
        Chyba jednak nie do końca się zrozumieliśmy. Piszesz o odosobnionym podejściu
        do czytania "spontanicznego" a jednocześnie przyznajesz, że włączasz różne
        tryby. Ja ostatnio dużo piszę na tym forum i może akurat w innym wątku pisałam
        o czytaniu dla rozrywki, przy którym kompletnie nie zwracam uwagi na styl (no
        prawie kompletnie;) i właśnie właczam tryb "rozrywka". Już nie mam pewności
        gdzie o tym pisałam. W sumie prawie wszyscy przyznajemy się jednak do momemntów
        krytykanctwa. I o to właśnie chodziło. A najlepiej, żeby było to tak jak Ty to
        napisałaś Abro, krytykanctwo w dawce przydatnej:)
        Pozdrawiam umiarkowanych krytykanów:)
    • dina_wiosenna Re: utrata spontaniczności w czytaniu :( 25.04.05, 21:27
      Myślę, że „Dzikie Palmy” nie są książką ponadczasową, dlatego w pewnej
      warstwie trochę drażnią. Z tego, co pamiętam, lektura z gatunku tych
      dołujących. Zauważyłam ostatnio (coraz mniej czasu na czytanie powieści! w
      zasadzie zero czasu...),że są książki niezwykle wartościowe w warstwie
      literackiej, w które człowiek chętnie się powoli wgryza i delektuje każdym
      słowem - które mimo wszystko i mimo dystansu , z jakim się do nich
      podchodzi, gdzieś, na którymś poziomie zawierają taką dawkę pesymizmu i
      smutku, takiej niewiary we wszystko, takie poczucie bezsensu , że aż strach! -
      na przykład „Pianistka” zeszłorocznej noblistki, albo – „Auto da fe”
      Canettiego, że czasami myślę – po co mi to: krytykiem literackim nie jestem,
      lepiej sobie poczytać o historii systemów politycznych w Ameryce Południowej
      albo o zaburzeniach psychicznych albo iść na rower... A może jednak warto? A
      co do Canettiego, co prawda tylko otarłam się o tę postać, ale z tego co
      pamiętam, był on dosyć wyalienowany ze społeczeństwa i nawet prowadził dosyć
      dziwny tryb życia (zaraz ktoś doda - jak każdy geniusz), ale mam wrażenie ,
      że to właśnie przebija się wyraźnie z jego filozofii.
      • daria13 Re: utrata spontaniczności w czytaniu :( 25.04.05, 21:57
        Canettiego nie znam, ale Pianistkę i owszem i co do Tojego pytania,czy warto
        czytać dołujące książki to muszę odpowiedzieć twierdząco, warto, bo to pozwala
        nam się rozwijać. Jakimi bylibyśmy mało rozgarniętymi osobnikami, gdybyśmy całe
        życie czytali wyłącznie wesołe i optymistyczne powieści, choć z pewnością
        bylibyśmy szczęśliwsi. A może nie?
        Chciałabym pokusić się o podsumowanie obu wątków dotyczących potrzeby czytania,
        burzliwych nieco wątków trzeba przyznać. Taki obraz mi się mianowicie rysuje:
        Osoby, które od dzieciństwa lubią czytać przechodzą, w większości przypadków,
        cztery podstawowe fazy czytactwa. Pierwsza w liceum; zachłanne czytanie
        klasyków, najlepiej najtrudniejszych i najoryginalniejszych. Faza strasznie
        krytykancka;) Po tym okresie następuje przesyt, spowolnienie procesów
        intelektualnie rozwojowych i odkrywamy przyjemnośc czytania dla rozrywki;
        odkrywamy fantasy, SF, romanse, kryminały i horrory. Faza - bezkrytyczna, jakże
        urocza i miła:))). Lecz w pewnym momencie, kiedy wszystkie elfy i czarodziejki,
        lub androidy, lub detektywi znudzą nam się do cna, przypominamy sobie, że ja
        jeszcze przecież Czarodziejskiej góry nie przeczytałam, albo odkrywamy takie
        Forum Książki i stwierdzamy, że o tylu świetnych książkach nie miałam pojęcia,
        a tu czasu jakoś zamiast przybywać, cholera, ubywa i zaczynamy selekcjonować
        lektury i znów włącza się ten zmysł krytykanctwa i analizowania.Ja jestem
        właśnie, jak już wszyscy zauważyli, właśnie na tym etapie i w sumie, mimo
        wszystko sobie go chwalę:). Ostatni, czwarty etap to dr Krisk:)
        Jeśli kogoś uraziłam tym podsumowaniem to z góry przepraszam. Z pewnością wiele
        osób nie zgodzi się z moimi tezami, lub u wielu osób te etapy nigdy nie
        występowały i nie wystąpią, ale pisałam to wszystko na podstawie własnych
        doznań i niektórych Waszych opinii, bo dzięki forum dowiedzialam się, że duża
        część osób ma podobnie jak ja.Bardzo wszystkich przepraszam za wymondrzanie
        się;-)
        Pozdrawiam wszystkich uczestników tego panelu naukowego:-)
        Niepoprawna D:o)
        • Gość: Karolcia Re: utrata spontaniczności w czytaniu :( IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.04.05, 00:48
          dario13 - wg mnie swietnie scharakteryzowalas "etapy czytelnictwa", nic dodac
          nic ujac,zgadzam sie z Toba w 100% :)))
          Pozdrawiam cieplutko,
          Karolcia
          • Gość: daria13 Re: utrata spontaniczności w czytaniu :( IP: *.crowley.pl 27.04.05, 10:25
            Dziękuję:). Nareszcie jakieś miłe słowa:)))
            Pozdrawiam równie ciepło:o)
            D.
    • kinkygirl Re: utrata spontaniczności w czytaniu :( 25.04.05, 23:29
      ciesz się, że tłumaczem nie jesteś. przy czytaniu książek daje to o wiele
      bardziej uciążliwe zboczenie zawodowe ;)
    • Gość: jaija Re: utrata spontaniczności w czytaniu :( IP: *.elblag.dialog.net.pl 26.04.05, 00:30
      Cholera, ja też nie mam tej świeżości w czytaniu, w odbiorze książek. Janion
      powiedziała kiedyś, że już nie może wszystkiego odbierać na świeżo, że bez
      przerwy coś widzi w kotekście czegoś i że miała ostatnio 3 minuty bodajże
      takiej beztroski, kiedy nic jej się na mózg nie pchało :) Tak więc uważam, że
      jest w tym trochę racji - im więcej czytamy, tym mniej nas bezkrytycznie pewne
      rzeczy zachwycają. Ale jest parę korzyści z tego: mamy z czym porównywać daną
      książkę, film, muzykę (bo nie tylko z książkami to zjawisko się wiąże), jest to
      dla nas pouczające, potrafimy dostrzec słabości danej pozycji i nie jaramy się,
      jak małolaty:D:D:D:D
      Ale dla czystej przyjemności czytania lubię sobie coś z grozy poczytać. Może
      nie Mastertona czy innych mu podobnych, ale już np. Kinga tak, opowiadania
      grozy klasyków, książki Chmielewskiej. Tu ma się świeżą radość:D:D:D i poczucie
      bezkarności. Tylko romansidła mi nie wchodzą oraz sensacja, ale każdy ma coś
      swojego. I chyba sobie odkurzę klasykę dziecięcą - Muminki, Mary Poppins,
      Pięcioro dzieci i Coś, itp. Mniam.
    • tootik Re: utrata spontaniczności w czytaniu :( 26.04.05, 14:34
      Nie potrafię czytać książek z rodzaju tych, które "należy" przeczytać. Jeśli
      nawet będzie to okrzyknięte dzieło, uznane w kręgach literackich, a we mnie nie
      znajdzie żadnego echa, odkładam bez żalu i bez wyrzutów sumienia. Może kiedyś
      jeszcze wrócę, może nie wrócę. Bez żenady wyznaję, że nie przeczytałam "W
      poszukiwaniu straconego czasu", gdyż miałam poczucie traconego czasu. Faulknera
      za to lubię, i bardzo, zwłaszcza "Sartoris". Jeśli chodzi o przedstawiony
      dylemt: dac się ponieść czy analizować... daję się ponosić chętnie, przy czym
      analiza przebiega gdzieś w głębszych rejonach świadomości. Przecież rzecz
      mierna mnie nie porwie. Ale zdarza mi się przystanąć nad jakąs frazą, bo myślę
      sobie: "To jest bezbłędne, doskonale napisane". Jeszcze o książce Elfriede
      Jelinek: ta książka jest na wszystkich planach, począwszy od słownictwa,
      słowotwórstwa przez frazeologię i składnię dojmująco smutna; wszystkie elementy
      języka grają po to, by ten efekt osiągnąć. I naprawdę, efekt jest. Efekt brudu,
      świństwa, zamknięcia, groteskowej śmieszności i kosmicznej samotności. Brak
      bohaterów pozytywnych, brak wyjścia, nic sympatycznego, nie ma na czym się
      oprzeć, a czytelnik tak by chciał, ale nie ma - nie ma.
      • Gość: mirabella Re: utrata spontaniczności w czytaniu :( IP: *.dip.t-dialin.net 26.04.05, 23:01
        Czytalam Wasze posty i mysle ojejku co za snobizm!!
        Te Wasze wywodzenie to dla mnie popisywanie sie i poprostu bzdety...sorry
        • Gość: jaija Re: utrata spontaniczności w czytaniu :( IP: *.elblag.dialog.net.pl 27.04.05, 00:31
          Zatem gratuluję świeżości umysłu. Poczytaj parę lat więcej, to zobaczysz, jak
          to jest ;)
        • Gość: ktos Re: utrata spontaniczności w czytaniu :( IP: *.petrus.com.pl 27.04.05, 10:34
          Dlaczego snobizm? Jesli jest to forum ksiazek, to chyba nie ma w tym nic
          dziwnego, ze ktos napisze swoje wrazenia dotyczace danej pozycji? To chyba
          glowny tema tego forum, i choc ja tu raczej rzadko goszcze, raczej po rade, to
          od czasu do czasu bardzo sobie lubie poczytac jak kto odebral cos, co wlasnie
          przeczytalam. To sie nazywa wymiana mysli.
    • Gość: joanka Jak nie zachwyca, kiedy zachwyca;) IP: 213.199.206.* 27.04.05, 11:25
      Gombrowicz, "Ferdydurke" oczywiście:


      " NAUCZYCIEL: Proszę zapisać sobie temat wypracowania domowego: „Dlaczego w
      poezjach wielkiego poety, Juliusza Słowackiego, mieszka nieśmiertelne piękno,
      które zachwyt wzbudza?”

      W tym miejscu wykładu jeden z uczniów zakręcił się nerwowo i zajęczał:
      – Ale kiedy ja się wcale nie zachwycam! Wcale się nie zachwycam! Nie zajmuje
      mnie! Nie mogę wyczytać więcej jak dwie strofy, a i to mnie nie zajmuje. Boże,
      ratuj, jak to mnie zachwyca, kiedy mnie nie zachwyca? – Wytrzeszczył oczy i
      usiadł, grążąc się w jakieś bezdenne przepaście. Naiwnym tym wyznaniem aż
      zakrztusił się nauczyciel.
      – Ciszej, na Boga! – syknął. – Gałkiewiczowi stawiam pałkę. Gałkiewicz zgubić
      mnie chce! Gałkiewicz chyba nie zdaje sobie sprawy, co powiedział?
      GAŁKIEWICZ
      Ale ja nie mogę zrozumieć! Nie mogę zrozumieć, jak zachwyca, jeśli nie zachwyca.
      NAUCZYCIEL
      Jak to nie zachwyca Gałkiewicza, jeśli tysiąc razy tłumaczyłem Gałkiewiczowi,
      że go zachwyca.
      GAŁKIEWICZ
      A mnie nie zachwyca.
      NAUCZYCIEL
      To prywatna sprawa Gałkiewicza. Jak widać Gałkiewicz nie jest inteligentny.
      Innych zachwyca.
      GAŁKIEWICZ
      Ale, słowo honoru, nikogo nie zachwyca. Jak może zachwycać, jeśli nikt nie
      czyta oprócz nas, którzy jesteśmy w wieku szkolnym, i to tylko dlatego, że nas
      zmuszają siłą...
      NAUCZYCIEL
      Ciszej, na Boga! To dlatego, że niewielu jest ludzi naprawdę kulturalnych i na
      wysokości...
      GAŁKIEWICZ
      Kiedy kulturalni także nie. Nikt. Nikt. W ogóle nikt."
      • stella25b czytelniczy snobizm? cos w tym jest! 27.04.05, 11:53
        Przeczytalam wszystkie wypowiedzi i musze powiedziec ze, w pewnym stopniu
        zgodzam sie z wqurzona. Osobiste wycieczki pod adresem...wqurzonej mnie nie
        intersuja ale ja takze odnosze wrazenie, ze w pewnym momencie czyta sie dla
        akceptacji znajomych i wejscia do kregu snobow. Badz co badz Daria skierowala
        ten post do ludzi o pewnym wyrobieniu literackim, zdanie reszty swiata jej nie
        interesuje.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka