Dodaj do ulubionych

Monogamia : za i przeciw. Dyskusji ciag dalszy

15.12.09, 20:16
Zeby nie zasmiecac watku obok naszym teoretyzowaniem o monogamii, poligamii
oraz przyleglosciach, rozwine moje mysli tutaj :

A wiec odpowiadam po kolei na posty do mnie skierowane. Najpierw do Kag73.
Dane o "Zachodzie" mam z pierwszej reki : mieszkam tam juz od ladnych paru
lat, w kraju gdzie ludzie sa dosc hedonistycznie nastawieni do zycia,
aczkolwiek tez BARDZO prorodzinnie. Mam tu mnostwo znajomych, przyjaciol,
rodzine itp - a wiec spore pole do obserwacji. I co widze : ludzie zakochuja
sie, lacza sie w pary, robia sobie szybko jedno, drugie, czesto trzecie
dziecko, z pozoru trwa sielanka, po czym nastepuje krach i nagle dowiadujemy
sie, ze para sie rozstaje. W jednym zwiazku do emerytury zyja zazwyczaj ludzie
starsi, wlasnie na owej emeryturze juz bedacy. Raczej tez nie dochowujac za
bardzo wiernosci... Z mlodszych pokolen wsrod moich znajomych moze tylko 1
procent wychowuje wspolnie dzieci razem dluzej niz 10 lat. Ostatnio wlasnie
rozstaly sie dwie pary naszych znajomych : jedna z dzieckiem niespelna
rocznym, druga z dzieckiem trzyletnim. W obu przypadkach z powodu zakochania
sie jednej ze stron. No i jak tu wierzyc w monogamie???
Piszesz, ze na Zachodzie jest mniejsza presja na dziewictwo do slubu. Ja
powiedzialabym ze presja jest zupelnie zerowa, tutaj ludzie po ukonczeniu 18
roku zycia zwyczajowo wyprowadzaja sie od rodzicow i wynajmuja mieszkanie z
ukochanym/ukochana. Kto by tam wiec dbal o dziewictwo. A partnerow przed
slubem ma sie nie kilku lecz kilkunastu. Zreszta sluby tez juz malo kto
zawiera... Kobiety dobrze radza sobie socjalnie - tak ze rozstanie nie stanowi
dla nich problemu mieszkaniowego czy finnasowego. Z kolei mezczyzni nie maja
awersji do kobiet rozwiedzionych czy juz dzieciatych, tak jak to ma miejsce w
Polsce. Tutaj faceci bez problemu zakochuja sie i wiaza z kobietami nawet i z
trojgiem dzieci na karku. I nikogo to nie dziwi. To wrecz norma.

Do Noxnegra : czy monogamia seryjna tak bardzo uposledza emocjonalnie dzieci
to wcale nie jestem pewna. Moj najlepszy tutejszy przyjaciel, dzis juz facet
40letni, jest wlasnie dzieckiem wychowywanym w monogamii seryjnej jego matki.
Mial mieszkajacego daleko ojca-obiezyswiata, a wychowywala go matka oraz kilku
nastepujacych po sobie wujkow. Jak dzis mowi, kazdy z nich nauczyl go czegos
fajnego. Wszystkich ich do dzis uwielbia i ma z nimi swietny kontakt.
Twierdzi, ze jako dziecko wcale nie cierpial, dzis jest zrownowazony
psychicznie, poukladany i nie widac po nim zadnej traumy. Tak, ze sama juz nie
wiem... Choc ja, wychowana w tradycyjnej, spojnej rodzinie, chyba wolalabym
jednak utrzymywac pozory dla dzieci niz skakac z kwiatka na kwiatek co pare lat...

Do Urquharta : niby goraca zona ma logicznie biorac mniejsze szanse na to,
zeby facet poszedl stolowac sie na boku, ale... Ostatnio bylam swiadkiem
czegos, co niemal zupelnie odebralo mi wiare w monogamie. Zawalil sie
mianowicie ostatni bastion ponoc szczesliwej monogamii jaki mialam okazje
obserwowac w moim otoczeniu. Bylam oto na hucznej firmowej imprezie ze spora
iloscia tzw. "swiezej krwi", tzn. kazdy z pracownikow przyprowadzil ze soba
kogo chcial. Ja przyszlam z moja wyjatkowo seksowna przyjaciolka. Prezes mojej
firmy, facet lat 50, ktory do tej pory cieszyl sie opinia wyjatkowo
niewruszonego monogamisty (sama mialam okazje posluchac i poobserwowac jak to
kocha i nadal pozada swoja stara, lecz goraca zone, wygladalo to bardzo
autentycznie) dostal doslownie KOTA. Obtancowywal moja przyjaciolke, kleil sie
do niej, pozeral wzrokiem, obmacywal, a na koniec malo mi jej nie zgwalcil.
Namolnie wciskal jej swoj numer telefonu i chcial sie umawiac na bzykanie.
Kiedy pojechala, obskakiwal inne "pozafirmowe" kobiety z jakims strasznym,
zwierzecym pozadaniem na twarzy...

Jesli tak ma wygladac szczesliwa meska dlugofalowa monogamia to ja dziekuje...
Juz chyba w ogole przestalam miec jakiekolwiek zludzenia, bo drugim zelaznym
monogamista w moim otoczeniu jest moj wlasny maz. I co z tego ze mnie w realu
nie zdradza, skoro i tak wiadomo jak u niego to w praktyce wyglada : necik,
pikselowe laseczki i do dziela.

Mowie Wam, monogamia to mit i pic na wode. Jest jak komunizm : idea w czystej
postaci nawet ladna, lecz niestety calkowicie utopijna i zupelnie nie
sprawdzajaca sie w rzeczywistosci.
Obserwuj wątek
    • avide Re: Monogamia : za i przeciw. Dyskusji ciag dalsz 15.12.09, 20:27
      Trudne pytanie.
      Na pewno nie ma jednoznacznej odpowiedzi.
      Myślę że wszystko zależy jak osobiście postrzegamy seks oraz jak czujemy nasza wartość na rynku seksualnym.

      Poza tym polecam do poczytania:
      wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,97659,7356294,Witajcie_w_piekle.html
      • pogoda25 Re: Monogamia : za i przeciw. Dyskusji ciag dalsz 15.12.09, 21:01
        Hm, mogę być monogamistką,jak się zakocham do szaleństwa- co mi się zdarzyło 2
        razy z życiu.Jak tego nie ma,to wcześniej czy później jest ten"drugi".
        • avide Re: Monogamia : za i przeciw. Dyskusji ciag dalsz 15.12.09, 21:49
          Problem w tym Pogodo, że owe "zakochanie do szaleństwa" to niechybnie stan
          przejściowy. Udowodnione naukowo. Max 2 lata. ;-) Z takim podejściem życie w
          trójkącie to tylko kwestia czasu. ;-)

          Myślę, że sedno tematu leży w podejściu obu stron do instytucji bycia z drugim
          człowiekiem.

          Obecnie tendencja jest taka że: "liczę się ja i moje potrzeby".
          Praca nad sobą jest passe. Po co się męczyć skoro łatwo można zmienić model bo
          .... wszyscy tak robią.
          I tak do 45-50-tki. Wtedy szukamy partnera/ki na "resztę życia".
          Tak to widzę ;-).
          • kag73 Re: Monogamia : za i przeciw. Dyskusji ciag dalsz 15.12.09, 22:35
            A ja gdzies czytalam, ze zakochanie trwa 3 lata, tez naukowo
            udowodnione:))
            Monogamia...
            Temat trudny i nie mozna na niego odpowiedziec jednoznacznie. Wiele
            zalezy od ludzi w zwiazku. Jak sie dobrali, jak uklada sie ich
            pozycie, jakie maja preferecnje i potrzeby. Jezeli maja zupelnie
            odmienne libido albo nawet jeden z partnerow jest oziebly, rzecz
            wyglada zupelnie inaczej niz w zwiazkach gdzie seks jest udany,
            ludzie potrafia z soba rozmawiac, zaspokajac swoje potrzeby, ciagle
            na nowo sie starac, zeby seks byl satysfakcjonujacy, urozmaicony,
            sprawial przyjemnosc obu stronom. Wtedy duzo latwiej nie zdradzac
            niz kiedy jest sie sfrustrowanym, bo partner ciagle nie chce.
            Widze tez roznice miedzy gotowoscia do skokow w bok, wrecz szukaniem
            okazji a tzw. jednorazowym podknieciem.
            Jezeli ludzie sie naprawde dobrali pod wieloma wzgledami, rowniez
            lozkowym, kochaja sie, zalezy im na sobie, nie beda szukac romansow
            na boku, bo im to niepotrzebne a po drugie wiedza co moga stracic,
            za duzo do stracenia. Mowie o sobie, moj facet jest fantastyczny,
            nie zamienilabym go na zadnego innego, odpowiada mi pod kazdym
            wzgledem(z czego on sobie raczej chyba nie zdaje sprawy). Tymczasem
            on mysli, ze ja jestem jego losem wygranym na loterii, szostka w
            totka.
            Niemniej jednak zycie jest pelne niespodzianek, wszystko moze sie
            zdarzyc. Jestesmy z mezem zgodni co do tego, ze gdyby ktoremus z nas
            zdarzyla sie jednorazowa "przygoda", to ten drugi nie chce o tym
            wiedziec, bo i po co. Zdarzylo sie, bo moze okolicznosci, ktos
            szczegolnie pociagajacy, nie wiem co jeszcze. Sprawa czysto
            seksualna, zaden romans, wszyscy jestesmy tylko ludzmi, nie chce o
            tym wiedziec, on tez. Jednak, zeby mi poroze zakladal i miesiacami
            jakas afere ciagnal, nie, na to sie nie zgadzam. Do tego moze
            jeszcze nie mial czasu dla rodziny i wydawal nasze rodzinne
            pieniadze na nia, to juz nielojalnosc, tak jak w filmie "Love
            Actually"(polecam, dobry film) zona dostaje ramke na zdjecie czy
            plyte a bizuteria jest dla kochanki.
            Ale to u mnie, w moim zwiazku gdzie wszystko pasuje, lacznie z
            seksem. Ale kazdy zwiazek jest inny, kazdy czlowiek jest inny i
            rozne bywaja sytuacje.
          • bi_chetny Re: Monogamia : za i przeciw. Dyskusji ciag dalsz 16.12.09, 14:13
            chyba że trafi się naprawdę dobrze - ale to rzadkie chyba :)
    • herbatka.jasminowa glam napisała: 15.12.09, 21:49
      "...moj wlasny maz. I co z tego ze mnie w realu
      nie zdradza, skoro i tak wiadomo jak u niego to w praktyce wyglada : necik,
      pikselowe laseczki i do dziela."

      czyli nic się na lepsze nie zmieniło? :-((
      • glamourous Re: glam napisała: 15.12.09, 22:18
        Alez zmienilo sie - o tyle, ze "dla mnie" sie bardzo ogranicza i juz tego nie
        robi tak czesto jak kiedys. Ale wiem, jak bardzo ta paraseksualna autoaktywnosc
        jest nadal mila jego sercu. Wystarczy, ze wyjde gdzies na 1 wieczor, a juz
        widze, jak bardzo za tym tesknil ;-)
        I taka to niezlomna meska monogamia. Bo idealy. Bo zasady. Bo "ja mam
        charakter". Ale cialo az rwie sie do innych lasek, chocby dwuwymiarowych,
        pikselowych. Chociaz pewnie lepsza taka wiernosc, niz jej brak.
        • noxnegra Re: glam napisała: 16.12.09, 09:23
          > I taka to niezlomna meska monogamia. Bo idealy. Bo zasady. Bo "ja mam
          > charakter". Ale cialo az rwie sie do innych lasek, chocby dwuwymiarowych,
          > pikselowych.
          > I taka to niezlomna meska monogamia. Bo idealy. Bo zasady. Bo "ja mam
          > charakter". Ale cialo az rwie sie do innych lasek, chocby dwuwymiarowych,
          > pikselowych.


          Glamourous, widzę, że utożsamiasz monogamię z koncentracją całej seksualnej
          energii na jednej osobie. To piękne, ale zdajesz sobie sprawę, że równie możliwe
          do wypełnienia jak wspomniany przez ciebie komunizm? Oba zjawiska nie
          uwzględniają naturalnych skłonności, tej zamiatanej pod dywan, zwierzęcej strony
          ludzkiej natury. Komunizm zapomina o ssaczym terytorializmie (posiadanie ziemi),
          o potrzebie posiadania zasobów do przeżycia (własność prywatna), o sile małych
          grup żyjących razem ludzi znających swoje twarze (rodzina, znajomi). Monogamia z
          kolei chce trzymać w ryzach potrzebę przekazania (seks) i doprowadzenia do
          samodzielności genów (długotrwały związek). Kobieta ma do pomocy w wychowywaniu
          dzieci mężczyznę, ale MUSI go zatrzymywać przy sobie seksem - po to ma ukrytą
          owulację, żeby robić z niego prokreacyjnego idiotę i kusić przez większość dni w
          roku. Zakładając, że partnerka nie unika seksu, czasem to wystarcza i samiec nie
          szuka przygód, czasem jednak nieprzekazane geny go uwierają w spodniach i już.
          To jego walka z samym sobą. Jeśli ją wygrywa w imię uczciwości i umowy (zupełnie
          już pozabiologicznej) - chwała mu za to jako człowiekowi. Nie ma co się obrażać
          na niego, że "ciało aż rwie się". Czasem kobiecie ciało rwie się do ciąży i też
          facetowi ciężko ją zrozumieć. A jej się śnią brzuchy, pachną jej noworodki i
          macica podskakuje na widok wózka. Nie ma co obrażać się na biologię.
          • possessive Re: glam napisała: 16.12.09, 10:22
            noxnegra napisała:

            Czasem kobiecie ciało rwie się do ciąży i też
            > facetowi ciężko ją zrozumieć. A jej się śnią brzuchy, pachną jej
            noworodki i
            > macica podskakuje na widok wózka. Nie ma co obrażać się na
            biologię.

            Czy i ja kiedyś doczekam takiego momentu aby macica rwała mi się do
            ciąży? Bo jakoś jestem w wieku rozrodczym i noworodek nigdy mnie nie
            fascynował. Być może dlatego mojemu facetowi tak łatwo mnie
            zrozumieć.
            • noxnegra Re: glam napisała: 16.12.09, 11:16
              possessive napisała:
              > Czy i ja kiedyś doczekam takiego momentu aby macica rwała mi się do
              > ciąży? Bo jakoś jestem w wieku rozrodczym i noworodek nigdy mnie nie
              > fascynował.

              Spodziewasz się, że odpowiem: "Ojej, twój przypadek obala całą biologiczną
              wiedzę o człowieku"? Czuję w tonie twojej wypowiedzi nutę pretensji, że śmiem
              wrzucać kobiety do wora z napisem: "potencjalne matki". Nie wkładam tobie
              dziecka w brzuch co nie znaczy, że miliony kobiet nie fiksują na widok kołyski.
              Chcesz kopać się z koniem?
              • possessive Re: glam napisała: 16.12.09, 12:06
                noxnegra napisała:

                Nie wkładam tobie
                > dziecka w brzuch co nie znaczy, że miliony kobiet nie fiksują na
                widok kołyski.
                > Chcesz kopać się z koniem?

                Nic nie obalam. Kobiety.. Bo jako dzieci woziły w małych wózeczkach
                w przedszkolu lalki, a w domu koty? Toż to dziecięcych wspomnień
                czar. Bobas i to goły - pierwsza zabawka jaką kupiła mi mama, a
                potem z uporem maniaka zakładałam mu śpioszki i czapeczki.:)
                Pielęgnacja bobasa, która dziewczynka tego nie zna:). Choć potem
                robiłam lalkom operacje:(, chyba w tym wieku nie działa instynkt,
                tylko naśladowanie i identyfikacja z dorosłymi tej samej płci, potem
                też działa: naśladownictwo i identyfikacja z grupą: mamy i żony.
                Niektóre kobiety się buntują, jakoś biologia im w tym nie
                przeszkadza.
                Nie kłócę się z tobą, potraktujmy to żartobliwie.
                • glamourous Re: glam napisała: 16.12.09, 15:44
                  possessive napisała:


                  > Pielęgnacja bobasa, która dziewczynka tego nie zna:).


                  Przeciez nie jest to regula, ze wszystkie dziewczynki niancza plastikowe bobasy
                  :-) Ja jako dziecko nie chcialam miec lalki typu bobas, wolalam lazic po
                  drzewach, bawic sie w podchody, jezdzic na rowerze i grac w pilke. I raczej na
                  babochlopa nie wyroslam. W "dom" sie rzadko bawilam, a jesli juz to gralam w nim
                  role dorastajacej, biegajacej na randki corki (prosze, jakie znamienne ;-) Nudna
                  role "mamy" i pani domu zostawialam z ulga innym dziewczynkom. A jesli juz
                  bawilam sie lalkami to raczej takimi w typie Barbie, czyli czesanie,
                  przebieranie, kolekcjonowanie ubranek i kult kobiety jako takiej, a nie "matki".
                  No i fakt, nigdy potem w doroslym zyciu nie czulam jakiegos wielkiego pociagu do
                  bycia pania domu w tradycyjnym stylu - zawsze wolalam miec dochodzaca pania do
                  sprzatania niz samej biegac ze scierka.

                  Co nie znaczy jednak, ze nigdy jako dorosla kobieta nie odczulam co to jest zew
                  hormonow i parcie na macierzynstwo. Tak, ze nie wiem, czy instynkt macierzynski
                  ksztaltuje sie wraz z przewijaniem kauczukowych bobasow i zabawami w "kobiece
                  wzorce" w dziecinstwie...
                  • possessive Re: glam napisała: 17.12.09, 09:48
                    Mamy być może jakąś biologiczną potrzebę bycia matką ale ta potrzeba
                    nie decyduje o tym czy zostajemy faktycznie matkami. Do tego
                    potrzeba akceptacji tej roli, chęci i decyzji. Jesteśmy do tego
                    społecznie zachęcane, ponieważ jest to bardzo pożądane abyśmy były
                    matkami. Niestety w krajach wysoko rozwiniętych liczba urodzeń na
                    jedną kobietę jest niska około 1,1-1,8 (mogłabym dać link do mapy
                    dzietności jak ktoś chce) co świadczy o tym że "nasze"kobiety mało
                    chcą być matkami i nie jest to kwestia potrzeby, biologii i tak
                    dalej. W całej Europie kobiety są zachęcane przez różne gratyfikacje
                    finansowe, aby zostawały matkami, a one nie bardzo chcą - w tym sęk.
                    To świadczy o tym, że chęć posiadania dziecka zależy od czynników
                    społecznych a nie od innych kwestii.
                    Jeśli chodzi o instynkt macierzyński i zew hormonów to można różnie
                    interpretować te odczucia. Generalnie to pojęcie: instynkt
                    macierzyński i zmiany hormonalne związane z macierzyństwem pojawiają
                    się w okresie ciąży i po urodzeniu dziecka występują u matek jakieś
                    instynktowne reakcje podyktowane działaniem hormonów. Kobiety nie
                    mają żadnych zmian hormonalnych związanych z instynktem
                    macierzyńskim zanim zajdą w ciążę. Mają owulacje, cykle
                    reprodukcyjne, być może zwiększone libido w pewnym okresie życia co
                    można interpretować jako zachęte biologiczną do zapłodnienia,
                    natomiast pojęcie instyntku macierzyńskiego jest bardzo subiektywnym
                    odczuciem związanym z psychiką i z posiadaniem dziecka.
                    Przechodzimy oczywiście różne mody intelektualne ostatnio mówi się,
                    iż instynkt macierzyński zaspokaja już jedno dziecko, dawniej mówiło
                    się że ów "instynkt" odczuwa kobieta w czasie całego życia i że
                    ciągle chce mieć dziecko. To generalnie czcze spekulacje możliwe do
                    zweryfikowania jedynie w trakcie obserwacji. Czekam kiedy wreszcie
                    przestanie mi się(jako kobiecie) imputować, że ciągle chcę mieć
                    dziecko chociaż nie chcę i jedno już mam. Nie zmienia to faktu, iż
                    są kobiety które twierdzą że nie odczuwają instynktu
                    macierzyńskiego. Podaję linkt do jakiegoś tam artykułu aby wesprzeć
                    się autorytetem:
                    www.edziecko.pl/ciaza_i_porod/1,80260,2699325.html?as=1&ias=2&startsz=x
                    To są po prostu fakty, choć oczywiście kobietom przypisuje się
                    zależność od hormonów od baardzo dawna. Większość jednak tych teorii
                    jest oparta na jakiś tam przesłankach, nie uwzględnia jednak siły
                    indywidualnego wyboru i rozdmuchuje fakty.
                    Sorry za offtopic. Dlatego taka jestem zawzięta na te kwestie bo
                    właśnie byłam w sytuacji odwrotnej. Nie odczuwałam instyntku
                    macierzyńskiego nigdy, natomiast mój małżonek miał silną potrzebę i
                    parcie na bycie ojcem. Mam do tych spraw stosunek ambiwalentny, nie
                    miałam potrzeby być matką ale nią zostałam ponieważ nie mam nic
                    przeciwko temu. Nie chciałabym robić z tego ideologii ani histerii.
                    Lubię dzieci, szanuję ich świat natomiast nie fascynują mnie bobasy.
                    Znałam kobiety które histeryzowały na widok wózka, ale były to typy
                    raczej ogólnie egzaltowane i histeryczne. Wolałabym nie przypisywać
                    wszystkim kobietom identycznych motywacji bo to naprawdę nie jest
                    tak proste.
                    • jeanne_d_arc Re: glam napisała: 21.12.09, 18:38
                      Całkowicie się z Tobą zgadzam. Uważam, że tzw. instynkt macierzyński, który
                      rzekomo odczuwa większość kobiet jeszcze zanim zajdzie w ciążę, jest mitem,
                      pochodzącym z czasów kiedy leczono kobiety na "histerię" wywoływaną
                      przemieszczeniem macicy... ;) Podchodząc do problemu biologicznie, nie ma żadnej
                      ewolucyjnej przyczyny dla której kobieta w wieku rozrodczym miałaby marzyć o
                      dziecku i egzaltować się bobasami. Tą funkcję, tj. funkcję skłaniania nas do
                      rozrodu pełnił przez wiele tysięcy lat popęd płciowy, i pełnił z dużym sukcesem.
                      Niestety (lub "stety"), w czasach pigułek antykoncepcyjnych drogi popędu
                      płciowego i macierzyństwa, kiedyś nierozłącznie powiązane, bezpowrotnie się
                      rozeszły. Nie twierdzę, że nie ma kobiet które marzą o posiadaniu dziecka, ale
                      uważam, że jest to pragnienie determinowane raczej społecznie niż biologicznie.
                      Kwestia preferencji i charakteru, a także wizji samej siebie i planów życiowych
                      - ja na przykład raczej marzę o fajnym samochodzie, a przy tym nie wmawiam
                      wszystkim kobietom naokoło, że też powinny taki chcieć, i że jeśli sobie takiego
                      nie kupią, to ich życie będzie niepełne i niewartościowe.
                      • glamourous Re: glam napisała: 23.12.09, 00:50
                        jeanne_d_arc napisała:

                        > Uważam, że tzw. instynkt macierzyński, który
                        > rzekomo odczuwa większość kobiet jeszcze zanim zajdzie w ciążę, jest mitem,
                        > pochodzącym z czasów kiedy leczono kobiety na "histerię" wywoływaną
                        > przemieszczeniem macicy... ;)


                        Mitem??? To u innych ssakow opiekujacych sie potomstwem instynkt rozrodczy i
                        macierzynski to tez MIT?? No, lol ;-)

                        > Podchodząc do problemu biologicznie, nie ma żadnej
                        > ewolucyjnej przyczyny dla której kobieta w wieku rozrodczym
                        > miałaby marzyć o dziecku i egzaltować się bobasami.


                        Jak to nie ma zadnej biologicznej przyczyny??? A masz jakies naukowe dowody na
                        poparcie tej swojej tezy? Czy to raczej tylko Twoja prywatna teza, bo TY akurat
                        nie czujesz tego instynktu?


                        > Tą funkcję, tj. funkcję skłaniania nas do
                        > rozrodu pełnił przez wiele tysięcy lat popęd płciowy, i pełnił z
                        > dużym sukcesem


                        Hehe. Tylko i wylacznie poped plciowy - mowisz ;-) A ktory naukowiec to
                        udowodnil? Skad wiesz, czy natura nie wyposazyla nas - dla wiekszej skutecznosci
                        rozrodu - w OBA sposoby? Poped plciowy PLUS instynktowny ped do rozrodu, ktory
                        pojawia sie w najbardziej optymalnym do tego momencie zycia u samic? To by bylo
                        bardziej logiczne z punktu widzenia Matki Natury, bo kiedy pierwszy "sklaniacz
                        do rozrodu" czyli poped plciowy zawiedzie (niskolibidowosc na przyklad) to ten
                        drugi moze zrobi swoje...;-)


                        > Nie twierdzę, że nie ma kobiet które marzą o posiadaniu dziecka,ale
                        > uważam, że jest to pragnienie determinowane raczej społecznie niż > biologicznie.


                        Kolejna teza oparta na bardzo wiarygodnym "wiem, ze tak jest, bo JA tak mam".
                        To, ze akurat Ty nie odczulas nigdy tego charakterystycznego ssania w dole
                        brzucha (ba, wrecz bolu) na mysl o zaplodnieniu, ciazy i dziecku to nie znaczy,
                        ze inne kobiety tego nigdy nie odczuly. Jakos na mysl o kupnie sportowego audi
                        nigdy nie czulam tego ssania, na mysl o sprawieniu sobie pieska czy kotka
                        rowniez nie. To w takim razie ta fizycznie i bardzo wyraznie odczuwana potrzeba
                        - coz to moze byc innego jak nie BIOLOGICZNY POPED do rozrodu?? Na punkcie
                        ZADNEJ ze "spolecznie wymaganych" rzeczy czy jakichkolwiek zdobyczy cywilizacji
                        nigdy nie czulam tego fizycznego wrecz cisnienia. I to cisnienie namacalnie
                        czuje ogromny procent kobiet. A Ty to do marzen o samochodzie porownujesz, lol.
    • anais_nin666 Re: Monogamia : za i przeciw. Dyskusji ciag dalsz 15.12.09, 21:56
      Mam wrażenie, że o monogamii pięknie sie mówi, udaje ją nawet, ale nie praktykuje;)
      Najbardziej święto-jebliwe znajome przy pogawędce przy winie, gdy rozwiązują się języki, okazują się paniami bardziej jebliwymi niż świętymi. Ale co nagadają się o wierności to ich...
      Pewnie są nadal pary, które się nie zdradzają (pytanie do kiedy?). Czasem mam wrażenie, że niektóre mogę o wierność podejrzewać;-) Jednak zbyt wiele moich mitów padło bym nadal po pozorach osądzała.
      Bywają złudne.
      Choć idea (wierności) piękna. Zwłaszcza ta, by to mi ktoś był wierny:D
      • avide Re: Monogamia : za i przeciw. Dyskusji ciag dalsz 15.12.09, 22:04
        Bo z monogamią w naszym kraju jest dokładnie tak samo jak z polskimi katolikami.
        Jedno i drugie "wierzący ale nie praktykujący"

        ;-))))))
        • anais_nin666 Re: Monogamia : za i przeciw. Dyskusji ciag dalsz 15.12.09, 22:07
          avide napisał: Bo z monogamią w naszym kraju jest dokładnie tak samo jak z polskimi katolikami. Jedno i drugie "wierzący ale nie praktykujący"

          Dobre.
          Choć mimo wszystko sądzę, że niewiernych więcej niż niepraktykujących:)
          • avide Re: Monogamia : za i przeciw. Dyskusji ciag dalsz 15.12.09, 22:10
            A ja właśnie uważam, że są oni dokładnie wprost proporcjonalni sobie ;-).
            Acha i żeby było jasne. Tyczy się to po równo obu płci ;-).
    • kachna79 Re: Monogamia : za i przeciw. Dyskusji ciag dalsz 15.12.09, 22:13
      Zdaje się, że wejdę w środek wątku i będę trochę jak dziecko we mgle, ale mimo
      wszystko spróbuję wyrazić swój pogląd.
      Monogamia sama w sobie ma dla mnie średnią wartość, no bo co jest wyjątkowego w
      'nieruchaniu' na boku - nie ma sensu robić z tego religii. Wartością jest
      trwały, szczęśliwy związek aż po grób (wiem, staroświecka jestem, ale tak już
      mam...), a że dla mnie szczęśliwy związek = wierny i wyłączny związek, to
      właśnie założenie, że żyję w układzie monogamicznym jest środkiem do osiągnięcia
      wyżej wymienionego celu.
      Natomiast w sensie społecznym, szczególnie z punktu widzenia dziecka, jest to
      układ najlepszy. I nie przekonuje mnie przykład poukładanego znajomego Glam - on
      jest poukładany nie dzięki temu, że żył w zmieniających się konstelacjach matka
      - kolejny wujek, ale raczej pomimo tego. A moje dzieci zasługują na najlepsze
      warunki:)Zakładam oczywiście, że ojciec moich dzieci to porządny i dojrzały
      człowiek, ale ten warunek został spełniony na starcie i tu nie ma pola do dyskusji.
      • aandzia43 Re: Monogamia : za i przeciw. Dyskusji ciag dalsz 16.12.09, 09:49
        > Monogamia sama w sobie ma dla mnie średnią wartość, no bo co jest
        wyjątkowego w
        > 'nieruchaniu' na boku - nie ma sensu robić z tego religii.
        Wartością jest
        > trwały, szczęśliwy związek aż po grób (wiem, staroświecka jestem,
        ale tak już
        > mam...), a że dla mnie szczęśliwy związek = wierny i wyłączny
        związek, to
        > właśnie założenie, że żyję w układzie monogamicznym jest środkiem
        do osiągnięci
        > a

        Podpisuje się. Trwały, szczęśliwy związek i monogamia jako jeden z
        wielu środków. Mój ideał, czy moze raczej wytyczna, wokół której
        krążę. A że orbita to elipsa, więc czasem jestem bliżej, a czasem
        dalej od źródła przyciągania. Ale siły grawitacyjne są wystarczająco
        silne, bysmy nie odpłynęli na dobre w kosmos;-)
        • urquhart Re: Monogamia : za i przeciw. Dyskusji ciag dalsz 16.12.09, 09:52
          aandzia43 napisała:
          > krążę. A że orbita to elipsa, więc czasem jestem bliżej, a czasem
          > dalej od źródła przyciągania. Ale siły grawitacyjne są wystarczająco
          > silne, bysmy nie odpłynęli na dobre w kosmos;-)

          Jak są za silne w przyciąganiu do siebie też kończy się kosmiczną katastrofą...
          • aandzia43 Re: Monogamia : za i przeciw. Dyskusji ciag dalsz 16.12.09, 10:14
            > Jak są za silne w przyciąganiu do siebie też kończy się kosmiczną
            katastrofą...

            Hehe, wiedziałam, że to napiszesz;-)
            Już z racji struktury mojej psychiki orbita w tym układzie gwiazdy
            podwójnej jest mocno wydłużona. Odpychanie-przyciąganie. Zderzenie z
            absolutnym zlaniem się w jedno ciało niebieskie raczej mi nie grozi;-
            )
    • urquhart Re: Monogamia : za i przeciw. Dyskusji ciag dalsz 16.12.09, 02:16
      glamourous napisała:
      > Do Urquharta : niby goraca zona ma logicznie biorac mniejsze
      szanse na to,
      > zeby facet poszedl stolowac sie na boku, ale... Ostatnio bylam
      swiadkiem
      > czegos, co niemal zupelnie odebralo mi wiare w monogamie

      To że widziałem jak ministrant co wyprawiają ksieża nie odebrało mi
      wiary w Boga.
      Ty coś utoższmiasz monogamię z wiernością, a czy to to samo? Co to
      zdrada? Zdrada zawiedzione zaufanie, lojalnośc, uczciwość. Może być
      zdrada stanu, zdrada przekonań. To że nie jesteśmy monogamicznym
      gatunkiem wie chyba każdy student mający w programie biologię (na
      religii akurat uczy sie czegoś innego). Człowiek potrafi z drugiej
      strony zmusić się do wielu rzeczy do których nie jest biologicznie
      stworzony, latania, nurkowania w głebinach jezeli tylko ma
      motywację, także do wierności. Ale naturalne to nie jest.

      > Juz chyba w ogole przestalam miec jakiekolwiek zludzenia, bo
      drugim zelaznym
      > monogamista w moim otoczeniu jest moj wlasny maz. I co z tego ze
      mnie w realu
      > nie zdradza, skoro i tak wiadomo jak u niego to w praktyce
      wyglada : necik,
      > pikselowe laseczki i do dziela.

      Wiara w monogamie, podobnie jak wiara w świetego Mikołaja jest dobra
      i pomocna do pewnego etapu dorastania. Przewodnia i nieprzemijająca
      jest wiara w człowieka i jego dobrą wolę jedynie.
      Zamiast się obrażać na rzeczywistość i szukać Świętego Grala lepiej
      przypomnij sobie z książki Perel rozdział - Cień „kogoś innego"
      Jeszcze raz o wierności -.
      • labadine Beaucoup bruit pour rien 16.12.09, 09:33
        Swiat sie kreci a ludzie wokol d..y
        • urquhart Re: Beaucoup bruit pour rien 16.12.09, 09:50
          labadine napisał:

          > Swiat sie kreci a ludzie wokol d..y

          Płodzenia i rozmnażania.
          I nie cały, bo pęd wokół d...y pojawia się miedzy 12 a kończy około 60 roku
          życia, czyż nie? :)
          Zanim hormony zaczną albo już przestaną działać trudno go logicznie zrozumieć...
          • possessive Re: Beaucoup bruit pour rien 16.12.09, 09:58
            urquhart napisał:

            >
            > Płodzenia i rozmnażania.
            > I nie cały, bo pęd wokół d...y pojawia się miedzy 12 a kończy
            około 60 roku
            > życia, czyż nie? :)
            > Zanim hormony zaczną albo już przestaną działać trudno go
            logicznie zrozumieć..
            > .

            Zupełnie nie odczuwam imputowanych przez was instynktów i impulsów.
            Moje życie ma wartość dzięki moim decyzjom i wyborom. Nie odczuwam
            żadnych sił targających mną w przeciwne strony. Co za bzdury.
            Miło sobie poględzić chłopaczki.
            • urquhart Re: Beaucoup bruit pour rien 16.12.09, 10:45
              possessive napisała:

              > Zupełnie nie odczuwam imputowanych przez was instynktów i impulsów.
              > Moje życie ma wartość dzięki moim decyzjom i wyborom. Nie odczuwam
              > żadnych sił targających mną w przeciwne strony. Co za bzdury.
              > Miło sobie poględzić chłopaczki.

              No to trudno, współczuję. :)
              • possessive Re: Beaucoup bruit pour rien 16.12.09, 11:05
                To ja tobie współczuję. Nie wiem czego można dostać z takim chłopem,
                który wszędzie doszukuje się pseudonaturalnych podświadomych
                instynktów. Chyba za dużo myślisz to niezdrowo. Jak powiem, że mam
                ochotę na seks - to będziesz imputował, że to pęd do rozmnażania i
                że śnią mi się po nocach noworodki. Co za różnica czego chcę, według
                ciebie i tak moja płeć mnie określa(gówno prawda). Jak zdradzę to
                dywersyfikacja genów. Dla ciebie i tak myślę macicą i w czasie
                owulacji chcę zdradzić, a jak zdradzę to tylko z brutalnym
                twardzielem. Wszystko co piszesz jest czarno-białe i z góry do
                przewidzenia. Chyba sugerujesz się tymi anonsami prostytutek które
                piszą, że są zaniedbywanymi mężatkami i mąż jest zbyt delikatny, a
                one pragną silnej ręki. To właśnie lep na tak stereotypowo myślących
                facetów. Dziękuję.
                • bi_chetny Re: Beaucoup bruit pour rien 16.12.09, 14:21
                  twój brak chęci do posiadania dzieci jest zupełnie normalny - albo podpowiada to
                  biologia [np. potencjalna genetyczna choroba], albo partner nie ten, albo
                  warunki nie takie. Może być też tak, że "bachorów" nie lubisz - wtedy też
                  dobrze, że mamą nie chcesz zostać.
                  Zastanawia mnie tylko, czemu tak zaciekle tego bronisz ? Znam parę podobnych
                  przypadków, kobiet, których pogląd odwrócił się o 180 stopni w wyniku pewnych
                  wydarzeń...
            • noxnegra Re: Beaucoup bruit pour rien 16.12.09, 14:20
              possessive napisała:
              > Zupełnie nie odczuwam imputowanych przez was instynktów i impulsów.
              > Moje życie ma wartość dzięki moim decyzjom i wyborom. Nie odczuwam
              > żadnych sił targających mną w przeciwne strony. Co za bzdury.

              Proponuję zapoznać się na początek z badaniami dzieci głuchoniewidomych od
              urodzenia, które w zabawie zasłaniają oczy udając, że ich nie ma (zrytualizowana
              ucieczka). Pewnie mamusia stereotyp wyćwiczyła w dzieciństwie, a tatuś opuścił i
              stąd dziwne zachowania.
              Jeśli te decyzje i wybory podejmujesz, Possessive, to podejmij jedną o otwarciu
              oczu na współczesny stan wiedzy biologicznej o człowieku.
              • possessive Re: Beaucoup bruit pour rien 16.12.09, 18:08
                Ok., ja tego nie neguję można nie odczuwać pewnych potrzeb co nie
                oznacza iż one nie istnieją. Aczkolwiek to świadczy o pewnej kwestii
                która nazywa się różnorodność, indywidualność w zachowaniach
                ludzkich. Nawet jeśli biologicznie jesteśmy identycznie
                zdeterminowani (rozród itd.) to nie oznacza, że wszyscy dążymy do
                tego samego. A już tym bardziej na podstawie tego typu wiedzy nie
                można wyciągać ogólnych wniosków na temat zachowań ludzi.
                Powtarzanie obiegowych powiedzonek tego nie zmieni. A czemu mi to
                przeszkadza? Ponieważ sprzyja łatwym i prostym i nie do końca
                prawdziwym ocenom poszczególnych sytuacji.
                Nie jestem niczemu wroga, być może tak to zabrzmiało ale nic nie
                poradzę, że mnie to troszeczkę czasem drażni.
      • glamourous Re: Monogamia : za i przeciw. Dyskusji ciag dalsz 16.12.09, 17:50
        urquhart napisał:

        > Ty coś utoższmiasz monogamię z wiernością, a czy to to samo? Co to
        > zdrada? Zdrada zawiedzione zaufanie, lojalnośc, uczciwość.

        Moze faktycznie troche zbyt zamiennie zaczelam operowac tymi dwoma pojeciami :
        monogamia i wiernosc. Rozrozniam je doskonale, jednak w ferworze dyskusji troche
        sie zapedzilam, i piszac "monogamia" jakos tak skupilam sie na znaczeniu
        "dobrowolne zachowywanie wiernosci bedac w zwiazku i brak gotowosci do dupczenie
        na boku". I nie mialam tu na mysli biologicznego znaczenia tego slowa - toc ja
        wiem, ze nie jestesmy przewidziani przez nature do naturalnej wiernosci po grob
        a la papuzki nierozlaczki.

        Uscislajac : zupelnie przestalam wierzyc w to, ze jakikolwiek wspolczesny
        mezczyzna jest w stanie przezyc dzis zycie w prawdziwej, nieklamanej wiernosci
        zonie. Nawet kiedys, kiedy ludzi w ryzach trzymal kult honoru, bogobojnosc i
        strach wiecznym potepieniem bylo z tym dosc cienko. A co dopiero teraz, w tych
        coraz bardziej laicyzujacych sie czasach, gdzie panoszy sie hedonizm i
        konsupcjonizm, a w dodatku "wszedzie dookola czyha pokusa gola" jak to spiewal
        boski Kuba Sienkiewicz. Mit umarl. Bo nawet, jezeli ktos jest realnie wierny, to
        na mur beton okazuje sie, ze za ta wiernoscia kryja sie niezle kwiatki, a
        wszystko tak naprawde wisi na baaaardzo kruchym wlosku...
        Nie wierze
        • kag73 Re: Monogamia : za i przeciw. Dyskusji ciag dalsz 16.12.09, 17:55
          A ja wierze, ze zdarzaja sie tacy mezczyzni. Ale niewierni owszem
          tez bywaja i to nie tylko mezczyzni, kobiety rowniez.
          Sprawa jest zbyt zlozona, zeby ja generalizowac.
          • labadine Re: Monogamia : za i przeciw. Dyskusji ciag dalsz 16.12.09, 19:22
            A ja ide pomoc piec placki
        • herbatka.jasminowa glam napisała: 16.12.09, 19:54
          "Mit umarl. Bo nawet, jezeli ktos jest realnie wierny, to
          na mur beton okazuje sie, ze za ta wiernoscia kryja sie niezle kwiatki, a
          wszystko tak naprawde wisi na baaaardzo kruchym wlosku...
          Nie wierze"

          muszę przyznać, że lubię czytać twoje wątki,
          ale chyba zacznę się bać ....:-)))
          • labadine Re: glam napisała: 16.12.09, 20:08
            Glam ma zmysl obserwacji i zarazem talent uzycia wlasciwych slow
    • possessive Re: Monogamia : za i przeciw. Dyskusji ciag dalsz 16.12.09, 10:10
      glamourous napisała:

      > Mowie Wam, monogamia to mit i pic na wode. Jest jak komunizm :
      idea w czystej
      > postaci nawet ladna, lecz niestety calkowicie utopijna i zupelnie
      nie
      > sprawdzajaca sie w rzeczywistosci.
      >

      Nie wiem, może gorycz przez ciebie przemawia Glam, mów jednak za
      siebie i swoich znajomych:). Znam ludzi obu płci dla których
      przypadkowy seks z wieloma partnerami nie jest żadnym luksusem,
      podobnie jak skoki w bok w związku. W mojej rodzinie są i były
      udane, monogamiczne stadła. To kwestia wyborów indywidualnych. Ja
      nie wartościuję monogamii, poligamii. Jednak zaprzeczanie istnieniu
      czegoś co istnieje, nie zmienia faktu.
    • tantrycznyseks Re: Monogamia : za i przeciw. Dyskusji ciag dalsz 16.12.09, 20:37
      A ja bardzo się cieszę że w innych krajach tradycyjna katolicka
      monogamia się kończy bo to nadzieja że i w Polsce się coś
      zmieni.Uważam że tradycyjna monogamia w obecnych czasach powoduje
      wiecej złego niż dobrego.Czas skończyć z tą hipokryzją i otwarcie
      zastanawiać się nad alternatywą dla niej.Monogamia seryjna to jedno
      z najlepszych rozwiązań jak do tej pory mi znanych. Jeśli zmienimy
      naszą mentalność odrzucając wbijaną nam od pokoleń "świętość "
      małżeństwa to zrozumiemy że przy dobrej woli partnerów można się
      rozstać (kiedy obojgu jest już źle) zostając przyjaciółmi i być
      szcześliwym w innym związku. Wiem że napewno bedą komentarze typu -
      "ciekawe na jak długo" "i co później znowu zmiana". A dlaczego nie
      pytam się? W społeczństwie gdzie zapewnienie bytu i bezpieczeństwa
      kobiecie nie jest juz ważne a dobro dzieci można zapewnić jak
      opisuje to "glamourus" to co jest najważniejsze w związku. Otóż
      szczęście i pełny rozwój partnerów a długotrwały związek aż do
      śmierci najcześciej tego nie zapewnia. Życie i kosmos począwszy od
      najmniejszego atomu aż po galaktyki to ciągły ruch i zmiany, a
      monogamia to stagnacja , często zniewolenie psychiczne i śmierć
      erotyzmu i seksu.
      • glamourous Re: Monogamia : za i przeciw. Dyskusji ciag dalsz 16.12.09, 21:27
        Ciekawy i cenny glos w tej dyskusji.
        Sama zaczynam powoli dojrzewac do podobnych wnioskow. Rowniez widze i czuje, ze
        ewolucja obyczajow bardzo plynnie zmierza wlasnie w kierunku monogamii seryjnej
        jako opcji bardziej naturalnej i sprzyjajacej ludzkiemu szczesciu i rozwojowi na
        kazdym etapie zycia - a nie tylko w okresie beztroskiej mlodosci. Katolicki
        swiatopoglad promujacy trwanie w nieudanych zwiazkach na zasadzie niesienia
        rzekomo uszlachetniajacego "krzyza" jest faktycznie w odwrocie, a nasze
        pokolenie juz rozumie, ze szczescie i harmonia to nie tylko domena mlodych,
        beztroskich ludzi - i ze istnieje dla nich jakas milsza alternatywa niz tylko
        uzeranie sie z krnabrnym, obojetnym malzonkiem (o ile tak sie sprawy potoczyly)
        do starosci. I kto wie - tak sobie mimo wszystko idealistycznie mysle - moze
        wlasnie dzieki temu niektorzy z nas beda bardziej dbac o swoje zwiazki - kiedy
        nie bedzie juz takie oczywiste, ze partner poslubiony = zaklepany do emerytury
        bez wzgledu na okolicznosci?
        • kawitator Re: Monogamia : za i przeciw. Dyskusji ciag dalsz 16.12.09, 22:15
          Obiecałem tu pewnej cenionej przeze mnie forumce, że nie będę już pisał tyko po to aby dowalić kolejnym wystawiającym się na strzał kobitkom

          Słowa dotrzymuje wiec napisze kilka ogólników
          Rozbawiło mnie to jak po raz kolejny wyważa się dawno otwarte drzwi i to zarówno w sensie poznawczym jak i obyczajowym Nic nowego pod słońcem drogie dyskutantki To o czym piszecie po pierwsze można wyszukać w literaturze o pożółkłych kartach a w sferze obyczajowej funkcjonuje bez problemów od lat co najmniej stu. Ale jak to p[przyjemnie walczyć z kołtuństwem opresyjnym kościołem i dulszczyzną Szczególnie jak to takie proste i bezpieczne ;-)))
          Jest jedno pytanie . Dlaczego nie jest takie to powszechne skoro jak piszecie same zalety i żadnych wad
          Chyba cuś nie gra Jeżeli fakty nie zgadzaj się z teoria to i z ta teoria jest nie do końca dobrze
          Może wasze dywagacje nie maja wiele wspólnego z tak zwaną szara rzeczywistością społeczną

          O błędach logicznych w przedstawianych rozumowaniach i ich założeniach i argumentacji nie będę pisał bo obiecałem
          Piszcie dalej tak mało ostatnio rozrywkowych rzeczy można przeczytać

          Pa
          • labadine Re: Monogamia : za i przeciw. Dyskusji ciag dalsz 17.12.09, 09:49
            A wiec tajemniczy przybyszu oswiec mnie i podziel sie Twoja teoria-bardzo prosze.
          • glamourous ;-) 17.12.09, 22:33
            Ooo, dopiero teraz zauwazylam, ze dopisal sie Kawi.
            Jak zwykle w swietnej, meskoszowinistyczno-protekcjonalnej formie.

            Widze, Kawi, ze nadal masz ten swoj syndrom siwobrodego medrca, ktory patrzy z
            wyzyn swojego wiekowego olimpu na smieszna, forumowa krzatanine maluczkich.
            Swietnie sie bawi glupota "kobitek" i co jakis czas przypierdzieli ktorejs
            piorunem niczym Zeus gromowladny za jej durne, niedojrzale przemyslenia. Hehe.
            Dobra. Podpiete do mnie = padlo na mnie, przyjmuje krytyke. Z nadzieja, ze kiedy
            juz osiagne Twoj stateczny wiek, to tez bede taka madra jak Ty. Poki co dlugie
            jeszcze przede mna lata pitolenia farmazonow na forum i poza nim. Chociaz nie,
            sorry, wroc : pewnie nigdy nie osiagne wymaganego stopnia zyciowej wszechwiedzy,
            bo przeciez jestem KOBITKA, nie?

            I ad meritum : toc my, kobitki (szumnie i na wyrost zwane tu przez Ciebie
            dyskutantkami) nie probujemy tutaj przeciez ustalac dokladnej daty pojawienia
            sie w spolecznosciach monogamii seryjnej :-/ Wiemy chyba w naszej ignorancji, ze
            w jakiejs tam formie i w jakims tam zakresie istniala ona od zawsze. Piszemy
            tylko, ze dopiero od niedawna zaczyna sie ona tak NAPRAWDE w naszym kregu
            kulturowym rozpowszechniac, a wraz z upadaniem instytucji malzenstwa kobieta
            powoli zdobywa sobie luksus nie bycia przypisana jednemu facetowi - na jego
            laske i nielaske - na cale zycie. A to, ze monogamia seryjna istniala juz 100
            lat temu mozesz powiedziec polowie starszych kobiet ktore znam i znalam,
            nieszczegolnie szczesliwych w swoich malzenstwach, ale trwajacych na posterunku,
            bo przeciez kto by sie tam 70 lat temu rozwodzil i z trojka dzieci bral sobie w
            przasnych realiach nowego chlopa?... Najwieksza szanse na seryjna monogamie
            mialy wtedy majetne wdowy. No i oczywiscie skandalistki pokroju Wallis Simpson.
            Ale chocby niewiem jak tu sypac przykladami, to chyba nie da rady mowic o takiej
            powszechnosci tego zjawiska jaka ma miejsce dzis.
            • pieprzyca Re: ;-) 18.12.09, 13:33
              Ty, masz jednak jaja dziewczyno :-).
              • kawitator Re: ;-) 18.12.09, 22:04
                Autor: pieprzyca 18.12.09, 13:33
                Dodaj do ulubionych
                Odpowiedz cytując Odpowiedz
                Ty, masz jednak jaja dziewczyno :-).
                W sensie biologicznym nie ma jaj a raczej cycki i to podobno bardzo spore i skutecznie walczące z grawitacją

                ;-P
                tako rzecze Zaratustra lub jak wolisz „tak wieść gminna niesie”

                W sensie przenośnym jak najbardziej ma. Ale to żadna nowość

                Jak zwykle w swietnej, meskoszowinistyczno-protekcjonalnej formie.

                Dziękuje za komplement Taki już jestem dyg męski szowinista

                Widze, Kawi, ze nadal masz ten swoj syndrom siwobrodego medrca, ktory patrzy z
                wyzyn swojego wiekowego olimpu na smieszna, forumowa krzatanine maluczkich.

                Wiesz Chyba coś w tym jest Muszę sobie przemyśleć a że robię to dokładnie choć wolno to potrwa.

                Z nadzieja, ze kiedy juz osiagne Twoj stateczny wiek, to tez bede taka madra jak Ty. Chociaz nie,
                sorry, wroc : pewnie nigdy nie osiagne wymaganego stopnia zyciowej wszechwiedzy,
                bo przeciez jestem KOBITKA, nie?
                Z przykrością potwierdzam Nie osiągniesz mojej mądrości
                Osiągniesz swoją. Ona będzie inna jak inne jest nasze życie i nasza psychika Natomiast która jest ta prawdziwa i która lepsza to problem jak z udowodnieniem wyższości świat Bożego narodzenia nad Świętami Wielkiej Nocy.

                I ad meritum : toc my, kobitki (szumnie i na wyrost zwane tu przez Ciebie
                dyskutantkami) nie probujemy tutaj przeciez ustalac dokladnej daty pojawienia
                sie w spolecznosciach monogamii seryjnej :-/ Wiemy chyba w naszej ignorancji, ze
                w jakiejs tam formie i w jakims tam zakresie istniala ona od zawsze.

                Ludziska w swojej różnorodności dopracowali się wielu sposobów na życie stadne niezleżenie czy w parach czy większych grupach Większość tych sposobów była użytkowana równolegle .
                Poruszana przez was monogamia seryjna w sensie możliwości zmiany przez partnera także istniała od lat natomiast kto koga i dlaczego zmieniał to już inna sprawa Zwykle to chłop posiadający odpowiedzią władze i środki zmieniał sobie kobitki ( casus Henia 8 ) Wam chodzi o to, że teraz Heteroseksualne samce obarczone rodzinami tak rozwinęły gospodarki w sumie niewielkiej ilości krajów ze możliwość taka stała się dostępną dla większego procentu ludzi między innymi dla was.

                tylko, ze dopiero od niedawna zaczyna sie ona tak NAPRAWDE w naszym kregu
                kulturowym rozpowszechniac, a wraz z upadaniem instytucji malzenstwa kobieta
                powoli zdobywa sobie luksus nie bycia przypisana jednemu facetowi - na jego
                laske i nielaske - na cale zycie.
                Małżeństwo wcale nie jest w upadku ;-) To znaczy upada od wielu setek lat tak samo jak młodzież od czasów faraonów z pokolenia na pokolenia jest coraz gorzej wychowana i coraz bardziej bezczelna To bycie na łasce i niełasce faceta to chyba jakiś kompleks obawa i niepokój zza ramienia wygląda Nieprawdaż? Myślałem ze to już macie za sobą.
                Jak ci już napisały koleżanki poniżej poglądy na życie zmieniają się wraz ze zmianą sytuacji życiowej
                Dlatego wasze zapalczywe dumne i napuszone wypowiedzi jako odkrywców i zdobywczyń bawiły mnie bowiem widziałem już niejedną metamorfozę ;-) związana z macierzyństwem, wiekiem czy traumą Tak naprawdę większość ludzi czy to kobitek czy facetów dąży do stałych związków (małżeństw) z wielu powodów uświadomionych lub ukrytych a w obecnych czasach seks naprawdę nie jest tego powodem bowiem jako waluta zdewaluował się zupełnie. To istnieje nie tylko w naszej judeochrześcijańskiej kulturze ale praktycznie wszędzie

                Tak nawiasem monogamia w sensie biologicznym jest korzystna dla facetów jako grupy społecznej To oni ja chyba wprowadzili Odpowiada chyba tez potrzebom kobitek przynajmniej do czasu urodzenia pierwszego dziecka ..

                Doceń ze ani razu nie próbowałem analizować stosunków miedzy Glam a jej Poetą ;-P
                • glamourous Re: ;-) 18.12.09, 22:34
                  kawitator napisał:

                  > Dziękuje za komplement Taki już jestem dyg męski szowinista

                  BMSzS, chyba tak to jakis szlo? (sorry za brak odpowiedniej czcionki ;-)Pamietam
                  z dawnych czasow, kiedy czesciej pisywales na forum.

                  > Doceń ze ani razu nie próbowałem analizować stosunków miedzy Glam a jej Poetą ;-P

                  Owszem, doceniam. I nawet wole taka formułę, zeby walnac z grubej rury w stylu
                  BMSzS, miast jak inni rozkminiac, dociekac na czym stoi czyjes zycie i wystawiac
                  jakies "jedyne sluszne opinie rzeczoznawcy" na podstawie czyichs zgrubnych
                  forumowych opisow. W dodatku wyjetych z ogolnego zyciowego kontekstu. Tymczasem
                  forumowe utyskiwania to czesto tylko maly fragment zycia i wcale nie decydujacy
                  o jego ksztalcie. Wniosek - koniec ze zwierzeniami, a moj nostalgiczny bowaryzm
                  (jak mnie najdzie) zostawie dla siebie i dla osob zaufanych.
        • noxnegra Glamourous 17.12.09, 12:18
          Potrzeba bezpieczeństwa jest podstawowa. Jednostka najedzona, ogrzana i w
          bezpiecznym schronieniu zaczyna rozglądać się za zaspokajaniem potrzeb gatunku.
          Dlatego zupełnie naturalne jest rozluźnienie więzów rodzinnych w krajach
          wysokorozwiniętych. Jednostce żyje się dobrze, kobieta nie potrzebuje oparcia,
          może dobrze zarabiać i zapewnić sobie wygodne życie. Cieszy mnie to, bo to znak,
          że dobrze się żyje:) Na naszych ziemiach konfliktu zbrojnego nie było już dawno,
          aż dziwne na tle wieków poprzednich. Wystarczy mały cywilizacyjny kryzys - brak
          żywności, brak dachu nad głową, konflikt zbrojny - stajesz się z nowoczesnej,
          samowystarczalnej kobiety - wystraszoną samicą, słabą fizycznie, często
          obarczoną ciążą, czy niemowlęciem. Ludzie-ssaki wiedzą, że dobrze jest tylko
          czasem i szukają bezpieczeństwa w silnych więzach rodzinnych. Twoja teoria
          sprawdza się tylko w cieplarnianych warunkach.
          • kag73 Re: Glamourous 17.12.09, 12:25
            Ja chce tylko dorzucic, ze ludzie myslacy juz teraz dokladnie
            wiedza, ze nic nie jest im dane na zawsze i gwarantowane, bo
            malzenstwo. Tylko trzba umiec ruszac glowa, to wszystko.
            Owszem, uwazam, ze nie nalezy sie dusic w toksycznym/nieudanym
            zwiazku, mozna sie rozsatc i zaczac cos nowego. Niemniej jednak to
            nie zawsze seks albo jego brak sa powodem rozstan albo wlasnie
            tej "nieudanosci" zwiazku. Na zwiazek slada sie bowiem wiele
            czynnikow i wbrew pozorom nie zawsze seks jest najwazniejszy.
            • noxnegra Re: Glamourous 17.12.09, 12:32
              kag73 napisała:
              Na zwiazek slada sie bowiem wiele
              > czynnikow i wbrew pozorom nie zawsze seks jest najwazniejszy.

              Jednak nie dziwię się komuś, komu seks szwankuje, że przysłania to cały jego
              obraz świata. To bardzo ważna sprawa. Jak nas boli żołądek ciężko cieszyć się ze
              zdrowych nóg:)
              • kag73 Re: Glamourous 17.12.09, 12:50
                Jasne, o to chodzi, ale nie u wszystkich tak jest i nie zawsze tak
                musi byc. I nie zawsze najlepszym wyjsciem jest w takim przypadku
                rozstanie.
                • niezapominajka333 Re: Glamourous 18.12.09, 06:35
                  Taka mała uwaga.
                  Możliwość monogamii seryjnej wcale nie zabezpiecza przed zdradą.
                  Sama jesteś tego najlepszym przykładem Glam.
                  Wolisz zdradzać swojego męża, niz się z nim rozstać, choć jak sama
                  twierdzisz, rozwody nie są czymś potępianym w kraju, w którym
                  mieszkasz.
                  Masz możliwość samodzielnego utrzymania się, jesteś młoda, na tyle
                  atrakcyjna, że bez problemu znalazłabyś nowego partnera, nie masz
                  dzieci, a mimo to nie chcesz zrezygnować ze związku, w którym
                  brakuje ci satysfakcjonującego seksu.
                  Wygoda? Strach? Asekuranctwo? Kalkulacja? Niewygasłe do końca
                  uczucie?
                  Przecież szukasz nowego partnera. Czemu nie robisz tego jako kobieta
                  wolna?
                  Skoro tobie tak trudno się zdecydować na odejście, to co mówić o
                  kobietach, które nie posiadają choćby połowy twoich zalet, za to
                  mają gromadkę dzieci i wspólne kredyty na dwadzieścia lat.
                  Może i męczą się ludzie w swoich związkach, ale wygodniej jest im w
                  nich trwać, niż podejmować radykalne kroki w postaci całkowitego
                  rozstania.
                  Poza tym nie zapominajmy, że własciwie to my mamy teraz nierealne
                  oczekiwania wobec małżeństwa.

                  Nie chcę, żebyś odbierała to jako atak, tylko jako przykład do
                  przemyślenia.

                  Pozdrawiam.

                  • glamourous Re: Glamourous 18.12.09, 09:25
                    niezapominajka333 napisała:


                    > Wygoda? Strach? Asekuranctwo? Kalkulacja? Niewygasłe do końca
                    > uczucie?
                    > Przecież szukasz nowego partnera. Czemu nie robisz tego jako kobieta
                    > wolna?
                    > Skoro tobie tak trudno się zdecydować na odejście, to co mówić o
                    > kobietach, które nie posiadają choćby połowy twoich zalet, za to
                    > mają gromadkę dzieci i wspólne kredyty na dwadzieścia lat.


                    Niezapominajko, odpowiedz jest bardzo prosta. Widocznie zalety tego zwiazku poki
                    co z ogromna nawiazka przewyzszaja wady. Gdyby bylo odwrotnie, odeszlabym juz
                    dawno i dzieci czy kredyty raczej nie udupilyby mnie w nieszczesliwym ukladzie,
                    w ktorym bym sie jednoznacznie meczyla. I o TYM wlasnie pisze. O zwiazkach,
                    ktore sa na tyle bez szans, ze ludzie sie zwyczajnie w nich mecza i taca czas.
                    Ja sie w moim nie mecze, wrecz przeciwnie. Jestem z mezem szczesliwa, na 50
                    plusow tego zwiazku (dolaczajac do tego uczucie) jest tylko JEDEN minus - i to
                    TEZ, powiedzmy, sprawa dosc umowna, bo przeciez seksu mi nie brakuje. Wiec
                    DLACZEGO mialabym odchodzic??? Zdaje sobie przeciez sprawe, ze seks jest tylko
                    jakims tam procentem calej plaszczyzny wspolnego zycia. Wiec poki maz nie
                    reglamentuje mi wspolzycia i mam je czesto (tyle ze moze niekoniecznie
                    codziennie i nie w takiej jakosci jak bym sobie moze zyczyla) nie uwazam za
                    stosowne szukac jakichs gruszek na wierzbie. Zdaje sobie bowiem sprawe z mojego
                    nieuleczalnego perfekcjonizmu, oraz z tego, ze kazdy inny facet w zasadzie tylko
                    w poczatkowej fazie zwiazku bylby mi w stanie dac taki seks, jakiego bym
                    oczekiwala. I dlatego niekoniecznie szukam nowego partnera. To co mam na chwile
                    obecna tez jest calkiem OK, a bowaryzm musi miec jakies granice. I prosze,
                    zostawmy juz temat mojej "zdrady", nie bardzo mam ochote o tym pisac.


                    > Nie chcę, żebyś odbierała to jako atak, tylko jako przykład do
                    > przemyślenia.


                    Alez ja nic innego nie robie tylko "przemysliwuje" to wszystko na wszystkie
                    sposoby. Ten temat przerobilam juz 200 razy, a konkluzja jest zawsze tak sama. W
                    zyciu nie mozna miec wszystkiego, a kierowanie sie wybujalym idealizmem i
                    nadmiernym dazeniem do perfekcji jest czesto zgubne. Natomiast czesto
                    podkreslalam tutaj na forum, ze gdyby maz serwowal mi seks rzadziej niz wynosi
                    moje witalne minimum (2 razy w tygodniu) wtedy faktycznie zastanowilabym sie nad
                    odejsciem, bo w takim ukladzie zaczelabym sie juz MECZYC. Poki co mam sie
                    calkiem dobrze. Voila.
                    • noxnegra Re: Glamourous 18.12.09, 10:29
                      glamourous napisała:
                      Widocznie zalety tego zwiazku pok
                      > i
                      > co z ogromna nawiazka przewyzszaja wady. Gdyby bylo odwrotnie, odeszlabym juz
                      > dawno i dzieci czy kredyty raczej nie udupilyby mnie w nieszczesliwym ukladzie,
                      > w ktorym bym sie jednoznacznie meczyla.


                      Z dziećmi w wynajętej kawalerce pracując na ich utrzymanie jednocześnie
                      opiekując się nimi sama w zdrowiu i chorobie umęczyłabyś się z pewnością mniej...

                      Wybacz, Glamourous, moją złośliwość, ale zdajesz sobie chyba sprawę, że
                      przewidzieć swoje postępowanie w ww. sytuacji naprawdę jest ciężko. To pięknie
                      brzmi - odejść ze złotej klatki w imię ideału. Filozofować dobrze jest z pełną
                      michą pod nosem i bez odpowiedzialności za cudze życie na plecach.
                    • zakletawmarmur Re: Glamourous 18.12.09, 15:26

                      Wiec poki maz nie
                      > reglamentuje mi wspolzycia i mam je czesto (tyle ze moze
                      niekoniecznie
                      > codziennie i nie w takiej jakosci jak bym sobie moze zyczyla) nie
                      uwazam za
                      > stosowne szukac jakichs gruszek na wierzbie.

                      Glam ale pisałaś też, że mąż jest najgorszym kochankiem jakiego
                      miałaś a seks jest dla Ciebie jedną z ważniejszych potrzeb... Chyba
                      trudno byłoby znaleźć kolejnego faceta, który jak Twój mąż, będzie
                      erotycznym zerem. Z samego rozkładu Gausa wynika, że to mało
                      prawdopodobne:-) Widziałabym sens, gdyby Ci o bezpieczeństwo
                      materialne chodziło, ale skoro nie w tym rzecz, to po co się męczyć?
                      Do czego Ci ten chłop jest właściwie potrzebny?
                      • glamourous Re: Glamourous 18.12.09, 19:23
                        zakletawmarmur napisała:

                        > Glam ale pisałaś też, że mąż jest najgorszym kochankiem jakiego
                        > miałaś a seks jest dla Ciebie jedną z ważniejszych potrzeb...

                        Jedna z wazniejszych, ale jednak NIE najwazniejsza. Fakt, mam spory temperament,
                        ale swojej codziennej egzystencji nie podporzadkowuje wylacznie sprawom
                        lozkowym. Zycie nie tylko wokol doopy sie kreci. Jest mnostwo rzeczy, ktore nas
                        lacza, z uczuciem wlacznie.

                        > Chyba
                        > trudno byłoby znaleźć kolejnego faceta, który jak Twój mąż, będzie
                        > erotycznym zerem. Z samego rozkładu Gausa wynika, że to mało
                        > prawdopodobne:-

                        Wieloletnia lektura tego forum, obserwacja zycia i doswiadczenia z innymi
                        facetami pokazaly mi ze moj facet w lozku jest prawdopodobnie zupelnie
                        standardowy. Ot, sredni. To ja mam po prostu ponadstandardowe wymagania. Seks 3
                        razy w tygodniu po 7 latach zwiazku to calkiem sluszny score - i takowy mi moj
                        maz zapewnia. A to, ze nie robi mi minetki w kinie, ani nie inicjuje seksu w
                        windzie naprawde nie kwalifikuje go do zyciowego odstrzalu i szukania nowego mena.

                        Zeby juz zakonczyc te dyskusje napisze tylko, ze moj maz ma pare innych,
                        rzadszych i byc moze cenniejszych zalet, niz bycie absolutnym mistrzem w lozku.
                        Owszem, pewnie moglabym znalezc i lepszego kochanka (gorszego pewnie tez - w
                        koncu forum roi sie od opowiesci kobiet o facetach bzykajacych je raz na
                        miesiac, czego bym nie zniosla) ale nie chce mi sie ze swieca szukac Graala,
                        ktory laczylby swietny lozkowy performance + te wszystkie pozalozkowe zalety,
                        ktore ma moj maz. Idealow nie ma, a poza tym zycie pokazalo mi juz wiele razy,
                        ze zwiazki ewoluuja, naturalnie traca swoja dynamike, wiec super seks z
                        poczatkow zwiazku z nowym facetem wcale nie musialby trwac wiecznie. I co z
                        tego, ze z tym nowym kochankiem bosko by mi bylo na poczatku, skoro po paru
                        latach meska biologia dalaby znac o sobie i znowu trafilabym na to forum...

                        > Widziałabym sens, gdyby Ci o bezpieczeństwo
                        > materialne chodziło, ale skoro nie w tym rzecz, to po co się męczyć?
                        > Do czego Ci ten chłop jest właściwie potrzebny?

                        Ile razy mam pisac, ze sie w tym zwiazku NIE MECZE, bo zycie to nie tylko
                        lozko??? A juz pytanie "do czego potrzebny" mi ten (w koncu uczciwie bzykajacy
                        mnie 3 razy w tygodniu chlop) to juz przegiecie. Nie sadzisz chyba, ze zrobie tu
                        na forum publiczny rachunek zyskow i strat z dokladnym opisem mojego zycia i
                        udzialu jakie ma w nim moj maz????? ;-)
                        • kag73 Re: Glamourous 18.12.09, 19:45
                          Glam, to co piszesz jest najlepszym przykladem na to, ze monogamia
                          seryjna jednak nie zawsze jest najlepszym i jedynym wyjsciem, bo nie
                          tylko o seks w zwiazku chodzi. Jezeli wszystko poza tym gra i sie
                          zgadza, dlaczego chciec sie rozstawac i szukac nowego?
                          Poza tym mowiac o dobrym seksie nie zawsze musi chodzic o ilosc albo
                          moim zdaniem zdecydowanie o jakosc, zwlaszcza kiedy ma sie za soba
                          poczatki i zaczyna sie prawdziwe wyzwanie. Lepiej czasem raz na dwa
                          tygodnie ale odlotowo, niz 3x w tygodniu, ale tak sobie. To moje
                          zdanie.
                          I nie watpie, ze z kazdym partnerem byloby podobnie, po 3 moze 4
                          latach sporo sie zmienia, nie ma rzucania sie na siebie, zaczyna sie
                          czesto "dojrzala" milosc a i zycie seksualne i jego podniecanie
                          staje sie wyzwaniem.
                          Owszem komus sie moze zaczac nudzic i szuka wrazen poza zwiazkiem,
                          dreszczyk emocji, fascynacja nowym...kochanek wcale nie musi "robic
                          minetki w kinie", zeby seks z nim byl podniecajacy.
                        • prezes_pan Re: Glamourous 18.12.09, 19:59
                          glamourous napisała:

                          /.../

                          To się nazywa "małżeństwo z rozsądku".
                          • glamourous Re: Glamourous 18.12.09, 20:26
                            prezes_pan napisał:

                            Gdybys, drogi prezesie, uwazniej przeczytal moj powyzszy post, wyluskalbys
                            miedzy innymi to :

                            glamourous napisała :

                            > Zycie nie tylko wokol doopy sie kreci. Jest mnostwo rzeczy, ktore > nas lacza,
                            z uczuciem wlacznie.
                        • zakletawmarmur Re: Glamourous 18.12.09, 20:32

                          Jesteś z mężem z powodu wygody i lęku, że lepszy się nie trafi...
                          Czyli właściwie z tych samych powodów co te dzieciate mężatki,
                          którym tak bardzo się dziwisz. One też by się rozwiodły, gdyby
                          minusów trwania w małżeństwie było więcej niż plusów.
                          • kawitator Re: Glamourous 18.12.09, 21:18
                            Popatrz popatrz
                            Miałaś już nie robić na forum wiwisekcji swojego życia osobistego A tu co widzę
                            Podbierają Cie kobitki a ty łykasz i wdajesz się w taka trochę bezsensowną dyskusje w sumie broniąc się przed zaczepkami
                            Daj sobie spokój


                            • glamourous Re: Glamourous 18.12.09, 22:12
                              kawitator napisał:

                              > Podbierają Cie kobitki a ty łykasz i wdajesz się w taka trochę bezsensowną dysk
                              > usje w sumie broniąc się przed zaczepkami
                              > Daj sobie spokój


                              Racja. Juz sie wiecej nie dam sprowokowac.
                            • zakletawmarmur Re: Glamourous 18.12.09, 23:30

                              Przyznam się, że faktycznie ciekawska byłam:-)

                              Bo o ile z łatwością przychodzi mi zrozumieć dlaczego te kobiety po
                              30, z trójką dzieci na karku i niską pensją mają problem, żeby się
                              rozwieść z mężem, który daje im tylko raz na tydzień, to nigdy nie
                              rozumiałam tych full-packed osobników:-) Takie kobiety przecież same
                              sobie świetnie radę dają. Wtedy można mieć trzech kochanków, którzy
                              tylko będą czekać na telefon:-) Dlatego ciekawa byłam co Glam przy
                              swoim ślubnym trzyma. Faktycznie nie powinnam była wypytywać,
                              przyznaje, że sama tego nie lubie:-) Nieładnie Zaklęta, nieładnie...

                              Wszyscy wchodzimy w związki dla wygody. Wszyscy też je kończymy, gdy
                              rachunek schodzi po niżej naszej opcji minimum.
                              Nie dziele powodów bycia z kimś w związku na lepsze (np. dobry seks)
                              i gorsze (np. pieniądze).
                              • yoric Re: Glamourous 19.12.09, 03:31
                                Bez przesady, Glam, lubisz na sobie światła jupiterów - po co te teatralne
                                odwroty ze sceny :).

                                Trochę mnie nie było i mogło mi coś umknąć, ale zatrzymałem się na etapie kiedy
                                trochę 'mreczałaś' (tak podobno mówią na Kaszubach), ale generalnie Ci pasowało.
                                Nie wiem, czy problem nie polega głównie na tym, że raz piszesz jedno, a raz
                                drugie. Jesteś trochę taką księżniczką, która jak ma wszystko, co chce, to sobie
                                znajdzie ziarnko grochu, żeby ją uwierało i żeby mogła marudzić. A ludzie to
                                marudzenie biorą na poważnie i robią wątki na 300 wpisów :).

                                Pozdro
                                • glamourous Re: Glamourous 20.12.09, 12:00
                                  Jupitery lubie, no pewnie :-) Ale nie kolejne rozkminianie mojej malzenskiej
                                  sytuacji, tlumaczenie n-ty raz tego samego do znudzenia. Ludzie nie rozumieja,
                                  ze gdybym byla faktycznie nieszczesliwa w tym zwiazku, to odeszlabym juz sto
                                  razy. A skoro nadal w tym trwam, to znaczy, ze w ogolnym rozrachunku moze wcale
                                  nie jest tak zle. Pisalam juz sto razy i nie chce mi sie juz o tym babrac po raz
                                  sto pierwszy.

                                  Co do reszty, zawsze byles dobrym analitykiem. Nie wiem, czy to tak wyglada, ze
                                  raz pisze jedno, raz drugie. Na pewno sporo zalezy od dnia, od humoru - ale tez
                                  mysle, ze tak to bywa kiedy nieuleczalny idealizm (ze facet POWINIEN mnie
                                  pragnac dzien i noc oraz bzykac 3 razy dziennie;-) kloci sie ze swiadomoscia, ze
                                  przeciez do cholery nie moze byc do konca i w stu procentach idealnie i
                                  dokladnie tak jak bym chciala.

                                  Tak czy owak milo Cie znow widziec na forum. Pozdrawiam.
    • pieprzyca Re: Monogamia : za i przeciw. Dyskusji ciag dalsz 18.12.09, 13:56
      No i jak tu wierzyc w monogamie???

      Piszesz o monogamii trochę jakbyś chciała się sama przekonać, że winogrona są
      kwaśne. Pamiętam dobrze Twoje wpisy, w których deklarowałaś się być monogamistką
      z przekonania, bo chyba nie z konieczności. Teraz tak się złożyło, że sama
      przechodząc kryzys zauważasz w swoim otoczeniu takie pary, które potwierdzają
      teorię ostatecznego upadku monogamii. Nie chcę kwestionować tych spostrzeżeń,
      ale może trzeba by nadać im odpowiednią wartość - ja widziałabym w zwiększonym
      odsetku rozwodzących się związków raczej objaw kryzysu, niż emancypacyjnego
      przełomu. Coś na kształt ogólnej tendencji rozbuchanego konsumpcjonizmu -
      zamortyzowałam auto, kupuję nowy model, na wiosnę kupuję nową garderobę,
      wyrzucam stary sprzęt narciarski i kupuję nowy-lepszy - zauważalne jest coraz
      powszechniejsze przenoszenie tej relacji na relacje międzyludzkie. Sama
      cyklicznie odczuwam tę pokusę odrzucenia tych nieznośnych okowów monogamii i
      rzucenia się w wir nowego, ekscytującego, rozpoczęcia od nowa...szczególnie jak
      coś w związku zgrzyta...

      A wracając do samej monogamii, to może popatrzyć na to tak, że jest ona ideałem,
      do którego wiele osób stara się dążyć POMIMO zaliczania po drodze różnych pokus
      i trudności, jak zauroczenia czy romanse? Może coś w niej jednak jest dobrego i
      prawdziwego, coś wartościowego?
    • claudel6 Re: Monogamia : za i przeciw. Dyskusji ciag dalsz 19.12.09, 00:46
      nie zgadzam się. uważam, że to jest snucie teorii dla podbudowania własnego
      indywidualnego przypadku (że niby wszystkie związki się zużywają).
      otóż nie. nie wszystkie, niektóre tak, niektóre nie.
      nawet dla ludzi, którzy lubią sex, z wiekiem przestaje on być tak ważny. albo
      przestaje być w ogóle ważny. za to jest masa rzeczy - która łączą tak, że tylko
      kataklizm mógłby parę rozłączyć.
      mam taką parę pod nosem - to są akurat moi rodzice. oni mają swój wspólny świat
      tak bogaty, że nikt obcy nie jest się w stanie wcisnąć. i zawsze tak było, odkąd
      pamiętam (a więc również wtedy, gdy byli młodzi i mogliby teoretycznie szukać
      przygód).

      glam: miałaś akurat pecha obserwować rozpad iluś tam par, które się sobą
      znudziły seksualnie. bo na tym rozumiem opierasz swoją teorię - że jesteśmy
      skazani na seryjną monogamie.
      a ja mam zupełnie inne obserwacje: znam pary, które łączy tak wiele poza seksem,
      że nawet jeśli w łóżku są trochę (czy kompletnie) znudzeni, to nie chcą innego
      związku. trochę na zasadzie - taka jest naturalna kolej rzeczy, że po 5 latach
      nie będzie już takich motylków, ale jest wtedy coś innego. dla wielu równie lub
      bardziej cennego.
      oraz pary, które się rozpadły bynajmniej nie ze znudzenia seksualnego tylko z
      pozaseksualnych powodów - rozejścia się planów życiowych, wartości, rozpadu
      zrozumienia i poczucia bliskości - pomimo że seks - do końca - działał.
    • kompresor666 Re: Monogamia : za i przeciw. Dyskusji ciag dalsz 19.12.09, 01:51
      Bezwzględna wierność to w większości przypadków męczarnia i _frustracja_,
      wynikająca głównie z presji społecznej. Na ogół bardziej męczy się ten z
      partnerów, który czuje się pewniej "na rynku" (lub jest bardziej niewyżyty).
      Zwłaszcza w obecnych czasach, jak już ktoś zauważył wszędzie dookoła czyha
      pokusa goła :)

      Zastanawiam się tylko, czy nie można się jakoś dogadać. Przykładowo ja lobbuję w
      moim związku, o zgodę (czytaj: przymykanie oka), na niezobowiązujące flirty z
      innymi kobietami (grupa docelowa: niezaspokojone mężatki ;-). Dla mnie seks w
      gruncie rzeczy wcale nie jest najważniejszy w związku. Ba, jest drugorzędny. Ale
      co złego jest w tym jak podbuduję sobie EGO flirtując z inną babką. To wzmacnia
      poczucie wartości, wytwarza endorfiny, zabija nudę i przede wszystkim zabija
      frustrację. Jestem przekonany że to umocni mój obecny związek w tym sensie, że:
      1. nie będę traktował stałej partnerki jak kuli u nogi (frustracja).
      2. docenię ten związek. Przez myśl mi nie przejdzie wiązać się na stałe
      z inną, skoro z tą mam tak nieograniczający układ, a w pozostałych aspektach
      się dogadujemy b. dobrze
      3. Człowiek niesfrustrowany jest lepszym partnerem niż sfrustrowany

      Powyższe myślę może zadziałać w związkach, w których głównym spoiwem nie jest
      seks, a wartości takie jak przyjaźń, miłość, podobne zainteresowania itp.

      Zmierzam do tego, że moim zdaniem w zdradach i romansach nawet nie o ten seks
      chodzi, tylko właśnie o tę grę, flirt i chwilową odskocznie (zabicie nudy). I
      myślę, że to się da połączyć z normalnym związkiem - pod warunkiem że partner o
      tym wie, oraz osoba z którą romansujemy zna i akceptuje układ. No i oczywiście
      oboje partnerów ma takie same prawa.

      Ja naprawdę wierzę, że coś takiego może funkcjonować i wtedy niepotrzebne są
      rozwody i nerwy i frustracje. Ale może jestem zbyt naiwny i prostolinijny :)
      • claudel6 Re: Monogamia : za i przeciw. Dyskusji ciag dalsz 19.12.09, 02:51
        ale wy tu wszyscy cały czas rozprawiacie tak, jakby dla wszystkich ludzi
        elementy atrakcyjne w seksie były takie same - jakby wszystkich kręciła przede
        wszystkim nowość czy odmiana.
        a co z przypadkami, dla których w seksie atrakcyjne jest co innego? np. 100%
        dopasowanie? intymność? ekskluzywna więź, która się przekłada na jakość zbliżeń?
        co z parami, którym sex się nie "wyciera" z czasem, tylko wzbogaca?

        są przypadki gdzie ta bezwzględna wierność to nie jest żadna frustracja ani
        wyrzeczenia, to jest po prostu wynik okoliczności. nie pojawia się potrzeba
        zmiany, jeśli w domu dostaje się towar - wg swoich miar - najwyższej jakości.
        • kag73 Re: Monogamia : za i przeciw. Dyskusji ciag dalsz 19.12.09, 14:59
          claudel6 napisała:

          > ale wy tu wszyscy cały czas rozprawiacie tak, jakby dla wszystkich
          ludzi
          > elementy atrakcyjne w seksie były takie same - jakby wszystkich
          kręciła przede
          > wszystkim nowość czy odmiana.
          > a co z przypadkami, dla których w seksie atrakcyjne jest co
          innego? np. 100%
          > dopasowanie? intymność? ekskluzywna więź, która się przekłada na
          jakość zbliżeń
          > ?
          > co z parami, którym sex się nie "wyciera" z czasem, tylko wzbogaca?
          >
          > są przypadki gdzie ta bezwzględna wierność to nie jest żadna
          frustracja ani
          > wyrzeczenia, to jest po prostu wynik okoliczności. nie pojawia się
          potrzeba
          > zmiany, jeśli w domu dostaje się towar - wg swoich miar -
          najwyższej jakości".

          Calkowicie sie z Toba zgadzam. Bardzo dobrze to ujelas, w poprzednim
          wpisie i teraz. Swiat nie jest czarno-bialy a ludzie sa bardzo rozni.
          Dodam tylko, ze jestem jak najbardziej za "pozbieraniem" doswiadczen
          seksualnych w mlodosci, zamin zwiazemy sie z kims na stale, bo moze
          sie zdarzyc, ze potem ktos reszte zycia bedzie myslal, ze cos
          przegapil. Nie musi tak byc, ale nie jest to wykluczone. Zreszta nie
          kazdemu jest dane i nie kazdy chce wiazac sie bardzo mlodo z
          pierwszym partnerem, choc moze sie zdarzyc, ze zakocha sie po uszy i
          wszystko pasuje.
          Zwiazek/malzenstwo to twor zywy, ciagle sie rozwija. Mysle, ze z
          wiekiem na wiele rzeczy patrzy sie inaczej, seks czesto nie jest
          najwazniejszym spoiwem laczacym pare i moze nawet przestaje sie go
          przeceniac. Nawet mysl o tym, ze partner moglby przespac sie z kims
          innym i gdyby to zrobil nie jest koncem swiata, bo jako para ludzie
          maja do siebie zaufanie, laczy ich bardzo wiele a taka przygoda to
          po prostu TYLKO seks.
        • possessive Re: Monogamia : za i przeciw. Dyskusji ciag dalsz 19.12.09, 15:20
          Ja też się zgadzam z Claudel6. Cóż za mądry wpis. Istnieją pary
          niedobrane w taki lub inny sposób dla których monogamia jest bzdurą
          lub ludzie którzy w żaden sposób w monogamii się nie odnajdują.
          Istnieją dobrane pary dla których seks wspólny z czasem staje się
          bardziej wartościowy i bardziej atrakcyjny niż kontakty z nowymi
          osobami np. ze względu na znajomość wzajemnych potrzeb, intymność
          itd.
          Nie można generalizować, monogamia jest możliwa i istnieje to
          kwestia w dużej mierze indywidualna i związana z umiejętnym
          dobraniem partnera pod każdym względem. Zdarzają się "trafienia".
          Źle jednak by było gdyby monogamia była jakimś społecznym przymusem
          i gdyby była jakaś silna presja na taką formę życia seksualnego. To
          tyle.
    • yoric Re: Monogamia : za i przeciw. Dyskusji ciag dalsz 19.12.09, 03:56
      Gdyby to było takie proste: większością głosów ustalamy, że monogamia jest
      'passe' i wyrzucamy ten niewygodny gorset na śmietnik historii ku uciesze tłumu
      i szczęściu przyszłych pokoleń. Można, owszem, zmienić prawo i nawet
      obyczajowość, ale bez pomocy inżynierii genetycznej rodem ze Sci-fi nie
      wyrzucimy z naszych głów ponad miliona lat (prawie-)monogamicznej historii...

      Pół biedy, gdybyśmy byli 100% mono, ale nie - jesteśmy trochę tak, trochę tak; i
      na tym konflikcie, jak to się ładnie mówi, 'ufundowana' jest cała ludzka natura.
      Każda z płci ma strategię 'mono' jako domyślną, ale całe życie spędza na
      wypatrywaniu, kiedy by tu włączyć strategię alternatywną. Ja wiem, że mój model
      szczęścia w życiu to bycie przykładnym mężem jednej i tej samej żony, ale coraz
      bardziej dociera do mnie, jak niesamowicie męcząca będzie dla mnie monogamia.
      Nie mam dobrego pomysłu jak sobie z tym będę radził - ale może nie czas martwić
      się na zapas.

      Tak na marginesie, kupuję hasło-motto Noxnegra: "[f]ilozofować dobrze jest z
      pełną michą pod nosem i bez odpowiedzialności za cudze życie na plecach."
    • ekazan Re: Monogamia : za i przeciw. Dyskusji ciag dalsz 19.12.09, 15:59
      Temat jest zlozony i nie bede w kwestii monogamii wypowiadal ostatecznego
      stanowiska przed ukonczeniem 60 roku zycia :-)
      Ostatnio mialem okazje po bardzo dlugiej przerwie obejrzec „Na dobre i na zle”.
      Jak za studenckich czasow sobie zrobilismy ze znajomymi niedzielny obiad,
      dyskusje i ogladanie seriali na doczepke :-) No i jak zobaczylem pania Foremniak
      to stwierdzilem, ze wyglada obecnie jak cien kobiety, ktora byla 5 lat temu.
      Zmarnowana kobieta, po ktorej widac juz zadatki starczego zasuszenia. Szkoda sie
      robilo. Sam nie jestem na biezaco z zyciem celebrytow wiec mi znajomi musieli
      stan faktyczny przedstawic. Najwyrazniej poligamiczny szal cial na dluza mete
      moze byc dosc zgubny.
    • zakletawmarmur Re: Monogamia : za i przeciw. Dyskusji ciag dalsz 20.12.09, 04:14

      Nie mam nic do monogamii, ale wizja spędzenia całego życia z jednym
      facetem, po prostu mnie przeraża. Chyba ta seryjna monogamia
      bardziej leży w mojej naturze.

      Z drugiej strony, mój dziadek miał podobnie. Babcie jednak bardzo
      kochał, mieli z 20-letni rozrzut w dzieciach, co jest dowodem, że
      robili to dłużej niż przez pierwsze 5.
      Po jej śmierci nie wyrzucił żadnej rzeczy, należącej do niej. Szafy
      pełne były jej sukienek, koszul, butów, szuflady- biżuterii,
      dewocjonalii, czarno-białych zdjęć, pożółkłych przepisów,
      powycinanych z gazet i kalendarzy. To był jedyny pokój w całym domu,
      do którego mnie-swojej ukochanej wnuczce wchodzić nie pozwolił.
      Miałam niesamowitą frajdę, gdy udało mi się go przechytrzyć:-)
      Godzinami buszowałam po tych szufladach a wszystkie przedmioty
      wydawały mi się magiczne.
      W ogrodzie posadził róże, o które dbał znacznie bardziej niż o
      wszystkie inne rośliny. Raz do roku zanosiliśmy je na grób babci.
      Nigdy nie powiedział mi o niej słowa, ale przez skórę czuć było, że
      myśli...
      • kag73 Re: Monogamia : za i przeciw. Dyskusji ciag dalsz 20.12.09, 12:34
        Zakleta, bo to trzeba trafic na swojego/na swoja a wtedy...wszystko jest
        wyobrazalne i mozliwe. Hmm... i 40 lat minelo tak jak jeden dzien...
        A na zapas nie ma sie co zastanawiac, jezli ludzie sa szczesliwi to szafa
        gra a co przyniesie czas, sie okaze.
        • fundrive Re: Monogamia : za i przeciw. Dyskusji ciag dalsz 21.12.09, 13:06
          > Zakleta, bo to trzeba trafic na swojego/na swoja a wtedy...wszystko jest
          > wyobrazalne i mozliwe.
          Brzmi pięknie, ale niestety wiele par (może nawet większość) nie jest dwiema połówkami pomarańczy, które dobrały się idealnie spośród wszystkich możliwych ludzi i konfiguracji.
          Są pary zupełnie niedobrane, są pary dobrane w stopniu bliskim ideałowi i są pary przeciętnie dobrane.
          Rzecz w tym, by te ostatnie pary nie utożsamiały monogamii, która może być ewentualnie (choć niekoniecznie) jednym z przejawów udanego dopasowania partnerów ze sposobem na uzyskanie tego dopasowania.
          A tak się w gruncie rzeczy bardzo często dzieje.
          • glamourous Re: Monogamia : za i przeciw. Dyskusji ciag dalsz 21.12.09, 15:58
            Taaa, ulubiona metafora idealistow czyli slynne "dwie polowki pomaranczy" :-/ Ta
            teoria nie przewiduje jednak naturalnej ewolucji rzeczy i tego, ze nic w naszym
            universe nie jest stale. Ludzie sie zmieniaja. Zmieniaja sie warunki i
            okolicznosci wokol nich. Pod wplywem tych warunkow zmieniaja sie ludzkie
            relacje. Uczucia rowniez podlegaja w zwiazku z tym ewolucji. Para poznaje sie,
            pasuja do siebie jak ulal, mozna powiedziec, ze odnalezli sie w korcu maku.
            Jednak zycie robi swoje (przychodza na swiat dzieci itp) i 10 latach okazuje
            sie, ze kazde z nich w mniejszym lub wiekszym stopniu ewoluowalo na swoj sposob.
            Po kolejnych 10 latach jest jeszcze inaczej. Zycie i zwiazak dwojga ludzi to nie
            obrazek, ktory zawieszamy na scianie i on tak sobie bedzie trwal w niezmienionej
            postaci. Jezeli nawet ludzie sobie wyjatkowo podpasowali na poczatku i wszystko
            wskazuje na to, ze sa "dwiema polowkami pomaranczy" ;-) to nie ma gwarancji, ze
            po 20 latach malzenstwa i wielu zyciowych zmianach tudziez turbulencjach nadal
            tak bedzie do emerytury.

            Bywa, owszem, ze ludzie dotrwaja ze soba szczesliwie do owej emerytury i nadal
            sa udanym malzenstwem, jednak zazwyczaj dzieje sie dlatego ze ich osobista
            ewolucja odbyla sie w miare paralelnie. Albo wyjatkowo skutecznie wypracowali
            trudna sztuke kompromisow. Niemniej teoryjka o "polowkach pomaranczy" zawsze
            wydawala mi sie troche naiwna, taka troche "ziemia obiecana" dla idealistow.
            • kag73 Re: Monogamia : za i przeciw. Dyskusji ciag dalsz 21.12.09, 16:42
              Bywa, owszem, ze ludzie dotrwaja ze soba szczesliwie do owej emerytury i
              nadal
              sa udanym malzenstwem, jednak zazwyczaj dzieje sie dlatego ze ich osobista
              ewolucja odbyla sie w miare paralelnie. Albo wyjatkowo skutecznie
              wypracowali
              trudna sztuke kompromisow. Niemniej teoryjka o "polowkach pomaranczy"
              zawsze
              wydawala mi sie troche naiwna, taka troche "ziemia obiecana" dla
              idealistow.

              Ooo, wlasnie Glam, to jest to. Moze na tym wlasnie polega ta teoria
              o "polowkach pomaranczy"(o ktorej jakos osobiscie nigdy nie slyszalam:)))
              Wlasnie dlatego dobrali sie jak w korcu maku, bo sie bardzo kochaja,
              mysla, ze sa szczesciarzami, bo udalo im sie zlapac takiego meza/taka
              zone, patrza w tym samym kierunku, maja wspolne plany i marzenia, podobne
              priorytety, potrafia isc na kompromis. To juz jest sztuka i dobry wybor.
              A cala reszta...zycie. Moze byc tak albo w druga strone. Tego nie wie
              nikt, bo nie ma recepty na "wieczne" szczescie we dwoje i to zawsze jest
              loteria.
              Nic nie mozna przewidziec i zaplanowac z gory.
            • noxnegra Re: Monogamia : za i przeciw. Dyskusji ciag dalsz 21.12.09, 18:15
              glamourous napisała:
              > Bywa, owszem, ze ludzie dotrwaja ze soba szczesliwie do owej emerytury i nadal
              > sa udanym malzenstwem, jednak zazwyczaj dzieje sie dlatego ze ich osobista
              > ewolucja odbyla sie w miare paralelnie.

              Wydaje mi się, że ewolucja w dobrym związku nie przebiega równolegle, bo dwie
              osoby wpływają na siebie wzajemnie. Zmiany nie są, jak piszesz, paralelne, bo to
              zakłada, że nie ma stycznych. Obserwowałaś kiedyś małżeństwa z
              kilkudziesięcioletnim stażem? Takim pięćdziesięcioletnim? To jest już symbioza.
              Ludzie zżywają się ze sobą i wrastają w siebie. Na tym etapie raczej nie ma
              miedzy nimi ognia, jest jednak więź nierozerwalna wyrażana często (chyba
              częściej niż powszechnie się uważa) przez seks (sic!).
              Teraz coś niepopularnego: takiemu zżyciu się sprzyja świadomość nierozerwalności
              związku. Jeśli nie da się walczyć z sobą, trzeba się dogadać, jeśli się
              dogadujemy, jest nam lepiej. Niektórzy nierozerwalność mają w pakiecie razem z
              prawidłowo pojmowaną religią katolicką, inni mają zakodowane, że bycie z tą
              drugą osobą jest absolutnym priorytetem. Kiedyś ktoś mądry mi powiedział, że
              jeśli siedzisz w pokoju, w którym są drzwi - prędzej czy później otworzysz je i
              przejdziesz na drugą stronę. Jeśli w związku dopuszczasz możliwość rozstania -
              dojdzie do niego. Nie ma więc żadnych połówek pomarańczy, po prostu nie widać
              drzwi:)
              • zakletawmarmur Re: Monogamia : za i przeciw. Dyskusji ciag dalsz 21.12.09, 19:54

                Jeśli nie da się walczyć z sobą, trzeba się dogadać, jeśli się
                > dogadujemy, jest nam lepiej. Niektórzy nierozerwalność mają w
                pakiecie razem z
                > prawidłowo pojmowaną religią katolicką, inni mają zakodowane, że
                bycie z tą
                > drugą osobą jest absolutnym priorytetem. Kiedyś ktoś mądry mi
                powiedział, że
                > jeśli siedzisz w pokoju, w którym są drzwi - prędzej czy później
                otworzysz je i
                > przejdziesz na drugą stronę. Jeśli w związku dopuszczasz możliwość
                rozstania -
                > dojdzie do niego. Nie ma więc żadnych połówek pomarańczy, po
                prostu nie widać
                > drzwi:)

                Poruszyłeś bardzo ważną sprawę. Miałam nawet na ten temat wątek
                założyć. Też dochodzę do wniosku, że to jest ta decydująca kwestia
                czy małżeństwo się rozpadnie lub czy zdecydujemy się na zdradę...
                Jeśli zakładamy taką możliwość to nawet podświadomie zaczniemy w tym
                kierunku zmierzać. Jeśli z różnych powodów nie dopuszczamy
                możliwości np. zdrady, to automatycznie nakierowujemy swoje
                działania, to w jaki sposób wpływamy na partnera, żeby tego nigdy
                nie robić.

                W moim przypadku nie ma drzwi do zdrady, niestety są te zakładające
                możliwość rozstania. Bardzo trudno jest mi się ich pozbyć...
                • kag73 Re: Monogamia : za i przeciw. Dyskusji ciag dalsz 21.12.09, 20:42
                  A ja uwazam, ze dobrze, ze sa takie drzwi.
                  Nie jestem osoba, ktora uznaje nierozerwalnosc malzenstwa za wszelka
                  cene. Jestesmy razem, bo tego chcemy i jest nam ze soba dobrze a nie
                  dlatego, ze uwazamy, ze "co Bog zlaczyl czlowiek niech nie
                  rozdziela" i na zawsze. Mimo, ze jestesmy w zwiazku jestesmy wolnymi
                  ludzmi. Jezeli ktores uzna, ze juz nie ma ochoty i nie chce tego
                  dluzej ciagnac, ma swoje powazne powody, nie chce probowac ratowac,
                  trudno...trzeba to zaakceptowac. Zyje w mysl zasady, ze nic nie jest
                  nam dane na zawsze, malzenstwo/maz/zona tez nie. Bo moim zdaniem do
                  milosci i do wiernosci nie mozna nikogo zmusic, to wolny wybor.
              • glamourous Re: Monogamia : za i przeciw. Dyskusji ciag dalsz 21.12.09, 22:10
                noxnegra napisała:

                > ktoś mądry mi powiedział, że
                > jeśli siedzisz w pokoju, w którym są drzwi - prędzej czy później otworzysz je i
                > przejdziesz na drugą stronę. Jeśli w związku dopuszczasz możliwość rozstania -
                > dojdzie do niego.:)

                Fajne zobrazowanie z tymi drzwiami. Rzeczywiscie, tak to wyglada. Aczkolwiek -
                banalna rzecz - jednak w dobrym i wartosciowym zwiazku, gdzie ludzie naprawde
                sie ze soba "dobrze bawia" nie ma sie ochoty wychodzic przez te drzwi, chocby i
                one nawet byly. Bo i po co? Z ciekawosci? Chocby nawet i zajrzec co jest na
                zewnatrz, to i tak nie ma sie ochoty DEFINITYWNIE wychodzic, bo za dobrze jest w
                ciepelku. Co innego kiedy zwiazek jest duszny i nieodwracalnie udany - wtedy dla
                tych, ktorzy maja opcje drzwi przeciez lepiej, ze ja maja. Ci zas, dla ktorych
                wyjscia nie ma (przekonania religijne itp) maja przekichane. Mam taka kolezanke,
                jak na to pokolenie wyjatkowo wierzaca i praktykujaca. Niestety, matrymonialnie
                wyjatkowo zle trafila, a tu drzwi nie ma, niestety. Tylko dzieci jej z roku na
                rok przybywa, bo przeciez slubowala posluszenstwo mezowi a NPR zawodzi (albo
                moze maz nie przestrzega zasady szacunku dla odmowy zony w dni plodne, nie wiem)
                Tak czy owak, pat. Gdyby dopuszczala istnienie owych drzwi, pewnie byloby na
                swiecie o jedna znekana zone mniej... Nie kazdy przeciez nawet wierzacy czlowiek
                (tu pije do jej meza) ma na tyle inteligencji emocjonalnej, ze potrafi w imie
                swietosci malzenstwa i rodziny pracowac nad soba i nad zwiazkiem az do
                pozytywnego skutku.
                • glamourous errata 21.12.09, 22:12
                  glamourous napisała:

                  > Co innego kiedy zwiazek jest duszny i nieodwracalnie udany

                  Mialo byc "nieodwracalnie nieudany", ofkors :-)
                • riki_i Re: Monogamia : za i przeciw. Dyskusji ciag dalsz 22.12.09, 00:42
                  [quote] glamourous napisała:

                  > Fajne zobrazowanie z tymi drzwiami. Rzeczywiscie, tak to wyglada. Aczkolwiek -
                  banalna rzecz - jednak w dobrym i wartosciowym zwiazku, gdzie ludzie naprawde
                  sie ze soba "dobrze bawia" nie ma sie ochoty wychodzic przez te drzwi, chocby i
                  one nawet byly. Bo i po co? Z ciekawosci? [/quote]

                  Nie bardzo chyba rozumiesz o co chodzi. Jeżeli DOPUSZCZASZ samą możliwość
                  wyjścia ze związku, prędzej czy później z niego wyjdziesz. Nie dlatego, że
                  "wyjrzysz przez drzwi z ciekawości", tylko dlatego, że nie rozpatrując swojego
                  związku bezalternatywnie siłą rzeczy stajesz się otwarta na pokusy. W dużej
                  mierze nieświadomie. W rezultacie sama nie wiesz kiedy nagle znajdujesz się po
                  drugiej stronie owych drzwi.

                  [quote] Chocby nawet i zajrzec co jest na
                  > zewnatrz, to i tak nie ma sie ochoty DEFINITYWNIE wychodzic, bo za dobrze jest
                  w ciepelku. [/quote]

                  Tak jak nie da się być częściowo w ciąży, tak samo nie ma flirtów bez
                  konsekwencji. Jak łazisz po cienkim lodzie, to choćbyś co chwilę waliła w niego
                  obcasem i sprawdzała, czy nie trzeszczy, w końcu się pod Tobą załamie.

                  Niezobowiązujące flirty, w założeniu oparte na samym kuszeniu, grze wstępnej
                  (bez penetracji) i bechtaniu swojego ego, są jak zabawa w rosyjską ruletkę. Parę
                  razy może się udać, ale potem jest wielkie bum. Trafia cię pożar zmysłów i nic
                  już nie jest tak jak przedtem.
                  • zakletawmarmur Re: Monogamia : za i przeciw. Dyskusji ciag dalsz 22.12.09, 01:26
                    > Niezobowiązujące flirty, w założeniu oparte na samym kuszeniu,
                    grze wstępnej
                    > (bez penetracji) i bechtaniu swojego ego, są jak zabawa w rosyjską
                    ruletkę. Par
                    > ę
                    > razy może się udać, ale potem jest wielkie bum. Trafia cię pożar
                    zmysłów i nic
                    > już nie jest tak jak przedtem.

                    I tu się mylisz... Lubie flirtować. Jestem nastawiona psychiczne na
                    wierność. Jeśli pojawia się facet, przy którym "pożar zmysłów" jest
                    możliwy, to automatycznie trzymam go od siebie z daleka:-)
                    • riki_i Re: Monogamia : za i przeciw. Dyskusji ciag dalsz 22.12.09, 01:40
                      Zaklętawmarmur, ja nie rozumiem. Obiekty potencjalnie najbardziej smakowite
                      sobie odpuszczasz, a wdajesz się w niby-flirt z tymi "nie rokującymi"?!
                      Fundujesz sobie jakąś namiastkę flirtu, ersatz prawdziwych namiętności, pustą
                      skorupę komplementów od obojętnych ci facetów... Nie uważam że się mylę, bo to
                      co Ty uprawiasz nie jest pełnowartościowym flirtem. To tak jak wyrób
                      czekoladopodobny za komuny.
                      • zakletawmarmur Re: Monogamia : za i przeciw. Dyskusji ciag dalsz 22.12.09, 02:00

                        Może i to wyrób czekoladopodobny- tylko, że ja nie mam zamiaru go
                        jeść:-) To nie jest tak, że Ci faceci są kompletnie niepociągający.
                        Są na tyle pociągający, żeby była ta aura erotyzmu, napięcia, ale
                        nie na tyle, żebym mogła przełamać barierę zdrady. Flirt zaspakaja
                        inne moje potrzeby i nie chodzi o komplementy. Może bardziej o to,
                        żeby nie wypaść z wprawy, różnorodność? Z tymi naprawdę robiącymi na
                        mnie wrażenie też mogę poflirtować, ale tylko wtedy, gdy czuje się
                        bezpiecznie i wiem, że nie ma możliwości skonsumowania.
                        Przyznaję, że mam różne okresy w życiu, teraz gdzieś od pół roku
                        kompletnie nie mam na to ochoty. Nawet nie chce mi się na facetów
                        patrzeć:-)
                  • glamourous Re: Monogamia : za i przeciw. Dyskusji ciag dalsz 22.12.09, 12:56
                    riki_i napisał:

                    > Nie bardzo chyba rozumiesz o co chodzi. Jeżeli DOPUSZCZASZ samą możliwość
                    > wyjścia ze związku, prędzej czy później z niego wyjdziesz. Nie dlatego, że
                    > "wyjrzysz przez drzwi z ciekawości", tylko dlatego, że nie rozpatrując swojego
                    > związku bezalternatywnie siłą rzeczy stajesz się otwarta na pokusy.


                    Rozumiem doskonale o co chodzi. I nie zagadzam sie z tym, co napisales powyzej.
                    Czyli co? Twoim zdaniem jezeli ktos nie zaklada nierozerwalnosci zwiazku to na
                    mur beton zakocha sie w kims innym???? Nie zgadzam sie. Zeby sie w kims zakochac
                    na tyle zeby rozbic stary zwiazek (bo o definitywnym wyjsciu mowimy) trzeba miec
                    w sobie na to GOTOWOSC. Trzeba tego wyczekiwac i byc - przynajmniej podswiadomie
                    - tego spragnionym. Jezeli ktos jest w dobrym i wartosciowym zwiazku, w ktorym
                    wszystkie potrzeby sa zaspokojone, to raczej nie ma w sobie gotowosci na nowa
                    milosc. Zdrada moze sie przytrafic, ale nie full pack w postaci milosci i
                    zaangazowania sie w nowy zwiazek. Wiem sama po sobie - akurat mam podobnie jak
                    Zakleta. Flirt owszem, jak najbardziej - ale dopoki jestem w dobrym zwiazku, to
                    nawet kiedy sa jakies niedociagniecia to jestem zablokowana na to, zeby w stu
                    procentach poplynac. Jakas erotyczna gierka, nawet dosc daleko posunieta -
                    owszem, ale zeby rozkladac nogi przed nowym facetem, to juz niekoniecznie. Mam
                    widocznie jakas fobie przed nowoscia.

                    Poza tym, mozna miec zasady. Nie tylko przekonanie o nierozerwalnosci zwiazku
                    daje gwarancje "niepoplyniecia". Zreszta ludziom wierzacym w nierozerwalnosc
                    (czyli brak drzwi) czasami tez przeciez zdarza sie nagla milosc do kogos innego.
                    Dlaczego? Bo widocznie w stalym, tym nierozerwalnym zwiazku nie sa do konca
                    szczesliwi. Ba, nawet zwiazanym slubami z celibatem ksiezom czasem przydarza sie
                    piorun sycylijski. A przeciez drzwi teoretycznie byc nie powinno... Naciagana
                    wiec troche ta teoria, ze jezeli nie zakladam drzwi to nic mi sie nigdy nie
                    przydarzy - i na odwrot : ze jesli drzwi sa, to na pewno sie rozwiode...
                    • riki_i Re: Monogamia : za i przeciw. Dyskusji ciag dalsz 22.12.09, 22:04
                      Świadomość istnienia drzwi powoduje -choćby podświadomą- gotowość do
                      zaangażowania się emocjonalnego w coś nowego. Jeśli szczerze tkwisz w postawie
                      "nikogo nie szukam", to zazwyczaj i nikogo nie znajdziesz. Ale jeśli idziesz do
                      lasu z koszykiem, mówiąc sobie pod nosem "na pewno nie znajdę grzybów, a jeśli
                      już będą , to pewnie psie, blaszkowe, robaczywe, ewentualnie takie których nie
                      lubię", no to jednak może się zdarzyć że zobaczysz dorodnego borowika, który tak
                      Cię zachwyci, że go zetniesz i weźmiesz ze sobą. Gdybyś została w domu,
                      grzyb-trofeum by się nie pojawił... Prościej już tego nie potrafię wytłumaczyć,
                      ale zapewne pozostaniemy przy swoich zdaniach.

                      glamourous napisała:

                      • glamourous Ech.... 22.12.09, 23:15
                        riki_i napisał:


                        > Świadomość istnienia drzwi powoduje -choćby podświadomą- gotowość > do
                        zaangażowania się emocjonalnego w coś nowego. Jeśli szczerze
                        > tkwisz w postawie
                        > "nikogo nie szukam", to zazwyczaj i nikogo nie znajdziesz

                        Alez przeciez mozna szczerze tkwic w postawie "nikogo nie szukam" nie dlatego ze
                        wyznajemy zasade "az do smierci", tylko dlatego ze JEST MI W TYM ZWIAZKU
                        NAPRAWDE DOBRZE i zwyczajnie NIE CHCE MI SIE SZUKAC. Nie chce mi sie, jest mi
                        dobrze, wiec nie szukam. Porownanie z koszykiem i grzybami jest malo trafione,
                        bo z zamiana dlugofalowego partnera na innego jest troche wiecej zachodu niz ze
                        zerwaniem w lesie jakiegos grzyba ;-/ Ja to porownam nastepujaco. Wybudowales
                        sobie piekna wille z basenem i wszelkimi mozliwymi wygodami. Codziennie sie nimi
                        rozkoszujesz i wiesz, ze wlozyles wiele pracy oraz serducha w wybudowanie tego
                        domu. Naprawde chcialoby Ci sie wyprowadzac, gdy tylko na horyzoncie pojawilby
                        sie inny fajny dom? Chcialoby Ci sie wertowac ogloszenia i robic caly ten raban
                        z przeprowadzka do innego, ktory wcale nie musialby byc lepszy? A moze mialby
                        wilgoc w piwnicy i odpadajace kafelki w basenie? Chcialoby Ci sie zaczynac nowa
                        budowe od podstaw? Mi by sie nie chcialo - pod warunkiem jednak, ze bylabym
                        naprawde zadowolona z mojego stanu posiadania.

                        Niewykluczone ze istnieja ludzie - nalogowi, wieczni poszukiwacze coraz to
                        lepszych i nowszych domow. Ale nie znaczy to ze KAZDY zadowolony posiadacz
                        pieknego domu by sie na to pisal tylko dlatego, ze MA taka mozliwosc.
                        ROZUMIESZ TERAZ ANALOGIE? Dobry zwiazek to nie zerwany w lesie grzyb - to raczej
                        latami budowana dobra inwestycja. A rozsadni ludzie z takiego czegos nie
                        rezygnuja ot tak sobie, dla kaprysu, bo wiatr im powial z innej strony. Chocby
                        dlatego, ze lepsze jest czesto wrogiem dobrego.

                        I skoro to, co ja pisze nie wydaje Ci sie wiarygodne, przeczytaj sobie post
                        Aandzi43, ktora napisala w podobnym tonie jak ja, tyle ze z perspektywy 20 lat
                        swojej zwiazkowej monogamii (pomimo ze swiadomosc istnienia drzwi - jak pisze -
                        zawsze miala!).
                        • riki_i Re: Ech.... 23.12.09, 00:24
                          glamourous napisała:

                          > Alez przeciez mozna szczerze tkwic w postawie "nikogo nie szukam" > nie
                          dlatego ze wyznajemy zasade "az do smierci", tylko dlatego ze > JEST MI W TYM
                          ZWIAZKU NAPRAWDE DOBRZE i zwyczajnie NIE CHCE MI SIE > SZUKAC. Nie chce mi sie,
                          jest mi dobrze, wiec nie szukam.

                          No owszem, 100% racji. Nie widzę sprzeczności z tym co napisałem.

                          > Porownanie z koszykiem i grzybami jest malo trafione,
                          > bo z zamiana dlugofalowego partnera na innego jest troche wiecej
                          > zachodu niz ze zerwaniem w lesie jakiegos grzyba ;-/

                          Porównanie dotyczyło PÓJŚCIA NA GRZYBY versus POZOSTANIA W DOMU, a nie "zerwania
                          w lesie jakiegoś grzyba". Jeśli masz jakiś treatment, zamysł, dotyczący
                          wykonania jakiejś czynności, to mniej lub bardziej konsekwentnie dążysz do tego.

                          A sama zamiana długofalowego partnera na innego to może być błysk. Doskonale
                          znasz przypadki, gdzie nie było żadnego wielkiego zachodu, tylko z dnia na dzień
                          "żegnaj Gienia świat się zmienia" lub -w wydaniu żeńskim "zadzieram kiecę i
                          lecę" :P

                          > Ja to porownam nastepujaco. Wybudowales sobie piekna wille z
                          > basenem i wszelkimi mozliwymi wygodami. Codziennie sie nimi
                          > rozkoszujesz i wiesz, ze wlozyles wiele pracy oraz serducha w
                          > wybudowanie tego domu. Naprawde chcialoby Ci sie wyprowadzac, gdy > tylko na
                          horyzoncie pojawilby sie inny fajny dom? Chcialoby Ci sie > wertowac ogloszenia
                          i robic caly ten raban z przeprowadzka do >innego, ktory wcale nie musialby byc
                          lepszy? A moze mialby wilgoc w >piwnicy i odpadajace kafelki w basenie?
                          Chcialoby Ci sie zaczynac
                          > nowa budowe od podstaw? Mi by sie nie chcialo - pod warunkiem
                          > jednak, ze bylabym naprawde zadowolona z mojego stanu posiadania.

                          No znowu się zgodzę. Z dalszą częścią Twej wypowiedzi, której już nie cytuję,
                          też. To jest oczywista oczywistość. TYLKO ŻE NIE NA TEMAT.

                          Fakty są takie, że w Twoim basenie jest sporo wody, ale nie takiej jakbyś
                          chciała, a do tego urządzenie do wytwarzania sztucznych fal zepsuło się po pół
                          roku użytkowania. I trwale nie działa. Chodzisz więc do rezydencji sąsiadów,
                          gdzie są różne baseny z bajerami i bez, moczysz w nich stopy, mówiąc sobie, że
                          tyle musi wystarczyć i się w nich nie wykąpiesz. Bo ten Twój nieznacznie felerny
                          basen to tylko drobna rysa w tzw. całokształcie, ogólnie posiadłość jest super,
                          a kąpiel u sąsiadów mogłaby Cię natchnąć do sprzedaży rezydencji, czego byś na
                          zdrowy rozum nie chciała.

                          I teraz wracam z obszaru metafor na język konkretu. Od paru lat piszesz o
                          niedoskonałościach męża, ostatnio były też wzmianki o flircie (flirtach?), a
                          teraz -w tym konkretnym wątku- był wywód o świadomości istnienia drzwi
                          wyjściowych ze związku i o monogamii seryjnej. To się ma nijak do tego
                          ostatniego posta, gdzie z kolei piszesz o tym, że drzwi to nieważna sprawa, gdy
                          w związku jest super. No dobrze, gra gitara, ale w Twoim związku super akurat
                          nie jest, napisałaś o tym od 2005 roku 1455 postów, a również w tym wątku
                          wcześniej pisałaś zgoła w innym tonie, a ja tylko nieśmiało podtrzymałem tezę
                          wyrażoną przez kogoś innego, że jak się te drzwi dostrzega, to się w końcu przez
                          nie wyjdzie. Tylko tyle i aż tyle. Może jestem za mało inteligentny, ale twe
                          ostatnie dywagacje postrzegam jako odwracanie kota ogonem.
                  • aandzia43 Re: Monogamia : za i przeciw. Dyskusji ciag dalsz 22.12.09, 14:20
                    Jeżeli DOPUSZCZASZ samą możliwość
                    > wyjścia ze związku, prędzej czy później z niego wyjdziesz. Nie
                    dlatego, że
                    > "wyjrzysz przez drzwi z ciekawości", tylko dlatego, że nie
                    rozpatrując swojego
                    > związku bezalternatywnie siłą rzeczy stajesz się otwarta na pokusy.
                    W dużej
                    > mierze nieświadomie. W rezultacie sama nie wiesz kiedy nagle
                    znajdujesz się po
                    > drugiej stronie owych drzwi.

                    Nie zgadzam się. Dopuszczam i zawsze dopuszczałam (kiedyś nawet
                    bardziej) możliwość wyjścia ze związku i jakoś jestem w nim ponad 20
                    lat. A pokusy, nawet silne, nie każdemu od razu robią wodę z mózgu i
                    automatycznie, bez wyjątku, prowadzą do piekła. Pokusa pokusą, a
                    samokontrola swoją drogą:-)
                    • kag73 Re: Monogamia : za i przeciw. Dyskusji ciag dalsz 22.12.09, 15:13
                      Dokladnie sie z Toba zgadzam, Andzia.
                • arronia Re: Monogamia : za i przeciw. Dyskusji ciag dalsz 22.12.09, 02:07
                  >> w dobrym i wartosciowym zwiazku, gdzie ludzie naprawde
                  > sie ze soba "dobrze bawia" nie ma sie ochoty wychodzic przez te drzwi, chocby i
                  > one nawet byly.

                  Tylko że nawet w dobrym i wartościowym związku ludzie nie zawsze "dobrze się
                  bawią". Wtedy ich mindset "drzwi" vs "brak drzwi" nabiera znaczenia. Ile uda się
                  wytrwać w skupieniu i pracy nad związkiem (czyli zwykle nad sobą) i nie zerkać
                  za drzwi.
                  • glamourous Re: Monogamia : za i przeciw. Dyskusji ciag dalsz 22.12.09, 12:42
                    arronia napisała:

                    > Tylko że nawet w dobrym i wartościowym związku ludzie nie zawsze "dobrze się
                    > bawią". Wtedy ich mindset "drzwi" vs "brak drzwi" nabiera znaczenia. Ile uda się
                    > wytrwać w skupieniu i pracy nad związkiem (czyli zwykle nad sobą) i nie zerkać
                    > za drzwi.


                    Tylko ze ja wlasnie piszac "dobrze sie bawia" pisalam w przenosni, ze jest im ze
                    soba dobrze na wszystkich plaszczyznach - a nie w sensie konkretnego nienudzenia
                    sie ze soba. W naprawde dobrym zwiazku ludzie nie nudza sie ze soba. Czyli
                    piszac powyzsze mialam na mysli, ze jest im naprawde ze soba i w tym zwiazku OK.
                    Na tyle, ze wychodzenie za drzwi nie jest spelnianiem niezaspokojonych potrzeb,
                    a jedynie ciekawoscia, bowaryzmem, zwykla ludzka tesknota za mala odmiana. Bo
                    jesli ludzie naprawde zle sie ze soba "bawia"(w tym ogolnym znaczeniu) to nie
                    zawsze przeciez praca nad soba czy nad zwiazkiem moze przyniesc wymierne
                    rezultaty. To nie jest wcale takie automatyczne, ze praca u podstaw na pewno
                    poprawi zwiazek na tyle, ze partnerzy beda sobie zyc w szczesciu do starosci.
                    Nie wszystkie braki oraz niedopasowania da sie przepracowac z pozytywnym
                    skutkiem. Czasami jest to praca syzyfowa. Wtedy chyba jednak lepiej, kiedy sa
                    jakies drzwi...
                    • arronia Re: Monogamia : za i przeciw. Dyskusji ciag dalsz 22.12.09, 13:21
                      Toteż ja też zostawiłam cudzysłów. Nawet w ogólnie udanym związku nie zawsze
                      człowiekowi jest ok, nie zawsze ma zaspokojone wszystkie swoje potrzeby.

                      Realnie to zawsze człowiek jest wolny. Ale o ten obraz związku chodzi.
            • fundrive Re: Monogamia : za i przeciw. Dyskusji ciag dalsz 22.12.09, 09:59
              Tylko, że ja nie jestem wyznawcą "teorii dwóch połówek pomarańczy".
              Ja się do niej odwołuję jako do czegoś co istnieje w przekonaniu wielu osób więc nie można udawać, że nie istnieje (teoria).

              Ja jestem zwolennikiem postawy, która opiera się na:
              - czynnym poszukiwaniu partnera życiowego zamiast pozostawiania tej kwestii przypadkowi
              - nieustannej pracy nad związkiem, elastyczności, wyrozumiałości, otwartości itd z uwzględnieniem REALNYCH ludzkich słabości i tendencji do ewolucji postaw w trakcie jego trwania. Podkreślam: chodzi o uwzględnianie REALNYCH problemów a nie tylko takich, których istnienie najłatwiej jednej czy drugiej stronie zaakceptować
            • possessive Re: Monogamia : za i przeciw. Dyskusji ciag dalsz 22.12.09, 12:40


              Ok. powiedzmy sobie szczerze, połówki pomarańczy to jakaś bzdura dla
              dzieci. Ale to, że człowiek zmienia się biedny bez swej wiedzy i
              woli, to też bzdura dla naiwnych. Oczywiście każdy może się pomylić,
              wybrać sobie niewłaściwego partnera ale ja optuję, że taka żona
              alkoholika dobrze wie, że wychodzi za alkoholika tylko nagina fakty.
              Dobór partnerów jest ważny i niech mi ktoś powie, że ci ludzie myślą
              głową gdy się dobierają w pary z dziećmi to parsknę śmiechem.
              Najpierw się dobiorą na podstawie wielkości cycków, statusu
              materialnego albo jak jakaś panienka pisała na forum, że dobiera
              mężczyzn na podstawie butów. No i jak na coś takiego nie uśmiać się
              do łez. Potem płaczą, że im źle w związkach.
              Nic nie dzieje się bez przyczyny. Każdy kto deklaruje monogamię
              moim zdaniem wie doskonale co robi. Po co potem roztrząsać czy
              monogamia jest ogólnie możliwa czy też nie. To, że jest możliwa to
              ogólnie wiadomo podobnie jak celibat też możliwy, czy przyjemna to
              kwestia indywidualna. Czy monogamia ma sens?
              To ja się zapytam: jak nie monogamia to co? Może niech panowie
              odpowiedzą: to jak sobie szanowni panowie i panie wyobrażacie
              klimaty do wychowania dzieciarni, do jako takiej równowagi
              emocjonalnej, do zaufania, poczucia bezpieczeństwa. Przecież jeśli
              komuś odpowiada codzienna rundka po barach w poszukiwaniu partnera
              na dzisiejszą noc, to nie musi się wcale wiązać. Nikt tego dzisiaj
              nie wymaga. A jeśli musicie się wiązać i odpierd..lać jakąś
              hipokryzję(mam na myśli: zdradzam ale udaję wiernego - piesek
              ogrodnika vide fajnyszantz) to widać sami wierzycie w mit słuszności
              monogamii ponieważ tworzycie fikcyjnie monogamiczne stadła.
              Monogamia oprócz wyłączności seksualnej może niesie jednak dla was
              dodatkowe wartości, nieprawdaż? Emocjonalne ciepełko, stary na
              ramieniu którego można się wypłakać, wspólne gniazdko..Lecz
              oczywiście niektórzy chcą mieć ciasteczko i zjeść ciasteczko czyli
              mieć zalety monogamicznego związku i jednocześnie nie ponosić
              kosztów. Bo wiadomo w związku otwartym trzeba pogodzić się z
              wydatkowaniem "ciepłej" energii na zewnątrz z obu stron. Trzeba też
              się pogodzić z ewentualną konkurencją. No i partner niekoniecznie
              się zgodzi. Ale nawet gdyby się zgodził być może zrobilibyście
              dokładnie tak samo w drugim związku, ponieważ wygoda skoków w bok
              bez wiedzy partnera jest niezaprzeczalna.:)
          • efi-efi Re: Monogamia : za i przeciw. Dyskusji ciag dalsz 21.12.09, 16:13
            glamourous napisałą:
            >>Sama zaczynam powoli dojrzewac do podobnych wnioskow. Rowniez widze i czuje, ze
            ewolucja obyczajow bardzo plynnie zmierza wlasnie w kierunku monogamii seryjnej
            jako opcji bardziej naturalnej i sprzyjajacej ludzkiemu szczesciu i rozwojowi na
            kazdym etapie zycia <<

            - Gdyby monogamia seryjna była czymś normalnym i codziennym - ja osobiście nie
            wyszłabym nigdy za mąż. Dla mnie bardzo dołująca byłaby świadomość, że facet, w
            którym się zakochałam jest mi dany tylko na jakiś tam okres czasu, a nie raz na
            zawsze.
            Oczywiście nikt mi nie da gwarancji, że związek mi się uda, ale co innego kiedy
            wiem, że mój wybranek podobnie jak ja zrobi wszystko żebyśmy byli ze sobą i
            wyraża gotowość zawalczenia o nas , a co innego mieć świadomość, że facet będzie
            ze mną jak będzie dobrze, a jak coś się zacznie psuć to nie kiwnie palcem tylko
            wymieni mnie na inny model.

            Poza tym nie opłaca się inwestować w taką osobę. Czegokolwiek. Czasu, uczucia i
            pieniędzy też nie. Nawet nie chciałoby mi się drzew w ogrodzie hodować bo po co
            skoro przyjdzie mi się wyprowadzić i zostawić wszystko . A co tu mówić dopiero o
            dzieciach.

            Rozwód nigdy nie jest sukcesem tylko porażką.

            >>jako opcji bardziej naturalnej i sprzyjajacej ludzkiemu szczesciu i rozwojowi na
            kazdym etapie zycia <<

            - Ja osobiście najlepiej rozwijam się wtedy kiedy mam jednego faceta, kiedy
            czuję się kochana przez niego i sama kocham, jednym słowem kiedy jestem w
            szczęśliwym związku. Od lat . Skupiam się wtedy na innych rzeczach, a nie na
            uzuciach.
            Seryjna monogamia to burza w życiu co parę lat. Nie każdy związek zakończysz w
            zgodzie i spokoju. Zawsze wiąże się to z niezłym stresem. A potem zaczynasz od
            nowa więc też poświęcasz ileś energii żeby coś tam zbudować.

            Poza tym jakoś nie chciałoby mi się próbować czegokolwiek z facetem, który miał
            np. cztery żony przede mną. Myślę w takich sytuacjach, że z kolesiem jest coś
            nie tak.
            Zresztą ileż razy można zaczynać coś od nowa. Toż to jest zwyczajnie nudne. I
            chyba w pewnym momencie ma się odczucie, że wszystko już było.



    • andrea4 Re: Monogamia : za i przeciw. Dyskusji ciag dalsz 21.12.09, 14:43
      Czy monogamia istnieje? Fizycznie zapewne tak, pod warunkiem że się bardzo
      bardzo bardzo kocha. Psychicznie - nie istnieje. Nawet jeżeli fizycznie
      dochowuje się wierności kochanej osobie, to np. po 20 -tu latach małżeństwa lub
      związku napewno setki razy pożądało się innej osoby - i uważam, że jest to
      normalne, ludzkie. Długoletnia, fizyczna wierność, to sprawa odpowiedzialności w
      miłości, silnej woli, oddania, przyjaźni.
      • noxnegra Re: Monogamia : za i przeciw. Dyskusji ciag dalsz 21.12.09, 18:24
        andrea4 napisała:
        > Czy monogamia istnieje? Fizycznie zapewne tak, pod warunkiem że się bardzo
        bardzo bardzo kocha. Psychicznie - nie istnieje. Nawet jeżeli fizycznie
        dochowuje się wierności kochanej osobie, to np. po 20 -tu latach małżeństwa lub
        > związku napewno setki razy pożądało się innej osoby - i uważam, że jest to
        normalne, ludzkie. Długoletnia, fizyczna wierność, to sprawa odpowiedzialności w
        miłości, silnej woli, oddania, przyjaźni.

        Zawsze śmieszyło mnie jak egzaltowane panny deklarowały, że nie przeżyłyby
        "zdrady psychicznej", czyli tego, że ich misio zakochałby się w innej. Ciekawe,
        że ciężko im znieść coś, na co trudno mieć wpływ, a zdradę polegającą na
        świadomej decyzji pójścia za głosem ze spodni - wybaczyłyby! Abstrahuję od
        przyczyn jednego i drugiego, dla mnie facetem z jajami jest ten, który
        zauroczony "Jolą z marketingu" potrafi "na delegacji, po ciężkich negocjacjach"
        powiedzieć klejącej się Joli: "dobranoc, do jutra!" w imię danego wcześniej
        słowa. To mi imponuje.
        • superprawda Monogamia jest wbrew Naturze ludzkiej 21.12.09, 23:44
          Monogamia jest wbrew Naturze ludzkiej. Mit o monogami pochodzi z
          19wiecznych romansidel i nie ma nic wspolnego z 21 wiekiem, ludzie
          pobudka :-=)))
          • zdzichu.ok Re: Monogamia jest wbrew Naturze ludzkiej 22.12.09, 00:35
            > Monogamia jest wbrew Naturze ludzkiej. Mit o monogami pochodzi z
            > 19wiecznych romansidel i nie ma nic wspolnego z 21 wiekiem, ludzie
            > pobudka :-=)))

            O, fajnie że nas oświeciłeś:)
            Moim zdaniem to wygląda tak: jeśli ktoś myśli "ja, mnie sie chce,
            dla mnie jest dobrze, ja potrzebuje", czyli patrzy tylko na siebie,
            swoją wygode i przyjemności to naturalne że blisko mu do zdrady. A
            jeśli ktoś wie że długoletni związek w monogamii to bardzo ciężka
            sprawa, ale mimo wszystko się w niego angażuje i potem za wszelką
            cenę stara sie patrzeć na ta drugą stronę i co jej sie zrobi jakimś
            głupim wyskokiem, to może łatwiej odgonić pokusę. Wiadomo że to
            niełatwe, ale nikt nie obiecywał że życie takim będzie. A co do
            przysięgi małżeńskiej i tego że jakaś żona jej dochowuje mimo że
            męża ma złego. TO ŹLE? Jak jest psychiczny to niech żona to udowodni
            i może jej kościół uniewaznić ślub, a jak nie to po co przysięgała.
            Fajny przykład z tym facetem co odmawia klejącej sie lasce, ja też
            mam swoje sposoby: pije wtedy na umór i padam do wyrka (swojego) jak
            kłoda, ewentualnie chce mi sie rzygać i przy każdym szybszym ruchu
            od razu zażygałbym partnerke, ewentualnie wyobrażam sobie że ma
            brzydką cipkę i napewno jak ją zobaczę to stwierdze że mi sie
            niechce, polecam:)pozdro
            • riki_i Re: Monogamia jest wbrew Naturze ludzkiej 22.12.09, 01:47
              zdzichu.ok napisał:

              > Fajny przykład z tym facetem co odmawia klejącej sie lasce, ja też
              > mam swoje sposoby: pije wtedy na umór i padam do wyrka (swojego)
              > jak kłoda,

              Picie na początku wzmaga libido, zanim trafisz do swojego wyrka zwykle wybzykasz
              pannę w toalecie.

              > ewentualnie chce mi sie rzygać i przy każdym szybszym ruchu
              > od razu zażygałbym partnerke,

              Chyba zaRZygałbyś...

              > ewentualnie wyobrażam sobie że ma brzydką cipkę i napewno jak ją zobaczę to
              stwierdze że mi sie niechce, polecam:)

              Że co? A nie kręci cię sprawdzić pchając łapę?

              99% facetów ulega pokusie klejącej się "Joli z marketingu", o ile tylko owa Jola
              ich kręci. Wbrew pozorom, o to najtrudniej. Claudie Schiffer wcale nie ładują
              się żonatym facetom na dzień dobry do łóżka. A brzydule-desperatki to insza
              inszość.

              • yoric Re: Monogamia jest wbrew Naturze ludzkiej 22.12.09, 02:37
                > 99% facetów ulega pokusie klejącej się "Joli z marketingu", o ile tylko owa
                Jola ich kręci.

                niestety :(. Odkąd jestem baczniejszym obserwatorem widzę to wyraźniej, niż
                kiedyś. Podobnie jak w drugą stronę - to, jak kobieta potrafi totalnie
                bezrozumnie lecieć jak ćma do ognia do faceta, w którego się 'wkręci'.
                • zakletawmarmur Re: Monogamia jest wbrew Naturze ludzkiej 22.12.09, 03:11
                  > niestety :(. Odkąd jestem baczniejszym obserwatorem widzę to
                  wyraźniej, niż
                  > kiedyś.

                  Im dłużej się temu wszystkiemu przyglądam, tym bardziej widzę, jakie
                  to wszystko jest cholernie żałosne. Na tyle żałosne, że gdyby ludzie
                  mieli w sobie resztki godności to nigdy nie zdecydowaliby się na
                  kontakty z płcią przeciwną:-)
                  • yoric Re: Monogamia jest wbrew Naturze ludzkiej 22.12.09, 16:52
                    Niestety, wszyscy jesteśmy potomkami tych, którzy nie mieli godności i się na te
                    kontakty zdecydowali :)
                • noxnegra Re: Monogamia jest wbrew Naturze ludzkiej 22.12.09, 18:20
                  yoric napisał:

                  [> > 99% facetów ulega pokusie klejącej się "Joli z marketingu", o ile tylko o
                  > wa
                  > Jola ich kręci.]

                  > niestety :(.

                  Dlatego właśnie osobnik oporny swoim żądzom w takiej sytuacji mi imponuje.
                  Ciekawe, że czasem zaspokojony facet, który, jak to mówią potem przy wódce
                  znajomi "miał wszystko", mimo wszystko Joli nie odmówi. To ludzka właściwość
                  polegająca na tym, że optymalne warunki szybko przestają być zauważalne. Dążenie
                  do zmiany, do badania gruntu poza swoim grajdołkiem (a nuż jest tam wygodniej?)
                  tutaj robi wiele złego. Poza sferą związkową jest przecież motorem postępu! Ba!
                  Powieje patosem jak powiem, że nawet motorem cywilizacji! Podobnie jak mutacje
                  czasami prowadzą do powstania osobników lepiej przystosowanych - czasem jednak
                  kończy się niekontrolowanymi podziałami i powstaje nowotwór. Taka sobie "dark
                  side of the moon".
                • superprawda Re: Monogamia jest wbrew Naturze ludzkiej 22.12.09, 20:24
                  Dlaczego niestety???
                  Przeciez sex jest dla ludzi. Sex to przyjemnosc! Po co wiec zakladac na
                  siebie jakies jarzma???
              • glamourous Re: Monogamia jest wbrew Naturze ludzkiej 22.12.09, 13:56
                riki_i napisał:


                > 99% facetów ulega pokusie klejącej się "Joli z marketingu", o ile tylko owa
                Jola ich kręci. Wbrew pozorom, o to najtrudniej. Claudie > Schiffer wcale nie
                ładują się żonatym facetom na dzień dobry do
                > łóżka. A brzydule-desperatki to insza
                > inszość.

                Eee tam, albo Claudie Shiffer, albo zaraz brzydule-desperatki. A odcieni
                szarosci to nie ma?? Moze niekoniecznie (jakos tak nieciekawie i pejoratywnie
                brzmiaca) "Jola z marketingu", ale na przyklad dwudziestodwuletnia stazystka
                Kingusia z dlugimi rzesami i okraglym, jedrnym tyleczkiem ;-)? Znudzonego
                monogamia faceta jest bardzo latwo omotac praktycznie kazdej kobiecie odrobine
                atrakcyjniejszej od "brzyduli-desperatki". A takich "odrobine atrakcyjniejszych"
                jest wlasnie z 95% w populacji, wiec w sumie nietrudno na taka trafic.
                Zwlaszcza, gdy facet spragniony swiezego mieska. Wtedy taka panienka z
                marketingu moze byc nawet obiektywnie mniej atrakcyjna od zony, a i tak facet
                bedzie mial na jej widok grzeszne mysli i soczysta erekcje. A jeszcze jak da mu
                znac, ze bylaby ewentualnie chetna, to juz w ogole. Nie ma sily, to biologia i
                magiczna sila nowosci.
                • noxnegra Re: Monogamia jest wbrew Naturze ludzkiej 22.12.09, 18:24
                  glamourous napisała:
                  ale na przyklad dwudziestodwuletnia stazystka
                  > Kingusia z dlugimi rzesami i okraglym, jedrnym tyleczkiem ;-)?

                  Tak właśnie widzę "swoją" Jolę z marketingu:) Z całym szacunkiem dla każdej
                  Jolanty - to imię jest dla mnie idealne dla określenia takiego młodego mięsa
                  rzuconego na ladę rynku ewolucyjnego.
                  • glamourous Re: Monogamia jest wbrew Naturze ludzkiej 22.12.09, 19:05
                    Niemniej malo ktora dzisiejsza swiezutka dwudziestolatka ma Jola na imie :-) Ale
                    to tylko takie nieszkodliwe czepianie sie z mojej strony - w gruncie rzeczy
                    zrozumialam przekaz ;-)
                    I oczywiscie nic nie mam przeciw imieniu Jolanta, chociaz nie powiem - zwlaszcza
                    w tej formie sila skojarzen jest spora ;-)
                    • noxnegra Re: Monogamia jest wbrew Naturze ludzkiej 22.12.09, 19:31
                      :)
                      Dzisiaj jest Milena, Violetta czy Paulina?
                      Żadna z nich nie ma jeszcze tego ciężaru gatunkowego Joli, dopiero pracują na
                      swoją markę:D
                • kompresor666 Re: Monogamia jest wbrew Naturze ludzkiej 22.12.09, 19:18
                  glamourous napisała:

                  > Zwlaszcza, gdy facet spragniony swiezego mieska. Wtedy taka panienka z
                  > marketingu moze byc nawet obiektywnie mniej atrakcyjna od zony, a i tak
                  > facet bedzie mial na jej widok grzeszne mysli i soczysta erekcje. A
                  > jeszcze jak da mu znac, ze bylaby ewentualnie chetna, to juz w ogole. Nie
                  > ma sily, to biologia i magiczna sila nowosci.

                  nic dodać, nic ująć - tak właśnie jest :) Przynajmniej tak to wygląda, gdy chlop
                  niskoerotyczny, a wysokolibidowy.
        • yoric Re: Monogamia : za i przeciw. Dyskusji ciag dalsz 22.12.09, 02:32
          > Zawsze śmieszyło mnie jak egzaltowane panny deklarowały, że nie przeżyłyby
          "zdrady psychicznej", czyli tego, że ich misio zakochałby się w innej... a
          zdradę polegającą na świadomej decyzji pójścia za głosem ze spodni -
          wybaczyłyby! Abstrahuję od przyczyn jednego i drugiego...


          taki wzorzec reakcji na zdradę ma sens z perspektywy ewolucyjnej. Jeśli tylko
          bzyka inne, samica nie ponosi kosztów (poza zwiększonym ryzykiem chorób wen.).
          Jeśli się zakocha, samica może stracić jego zasoby. Samiec ma na odwrót - póki
          jego samica rodzi jego dzieci, teoretycznie niech sobie kocha, kogo chce. W
          praktyce oczywiście uczucie i seks się łączą, ale różnice w postrzeganiu zdrady
          między płciami mimo to powinny być zauważalne.

          Pozdrawiam
          • efi-efi Re: Monogamia : za i przeciw. Dyskusji ciag dalsz 22.12.09, 09:39
            Wcale nie łatwiej byłoby mi znieść myśl, że mój mąż wylizał cipkę jakiejś "Joli"
            niż, że się w niej podkochuje.
          • noxnegra Re: Monogamia : za i przeciw. Dyskusji ciag dalsz 22.12.09, 18:13
            yoric napisał:
            > taki wzorzec reakcji na zdradę ma sens z perspektywy ewolucyjnej.

            Tak, jak najbardziej, wtedy gdy misio zakochał się i szykuje się dezercja.

            Chodzi mi trochę o co innego - nie o poczucie zagrożenia związane z groźba
            utraty żywiciela i opiekuna, ale o skłonność do wybaczania w przypadku kiedy
            misio popłynął, wrócił i jest skruszony. Kobiety często skłonne są wybaczyć
            seks, ale afekt do Joli tnie im serce. Może to taka ewolucyjna rysa na szkle? :)
        • fundrive Re: Monogamia : za i przeciw. Dyskusji ciag dalsz 22.12.09, 10:14
          > dla mnie facetem z jajami jest ten, który
          > zauroczony "Jolą z marketingu" potrafi "na delegacji, po ciężkich
          > negocjacjach"
          > powiedzieć klejącej się Joli: "dobranoc, do jutra!" w imię danego
          > wcześniej słowa. To mi imponuje.
          Ha ha ha.
          To brzmi co najmniej tak śmiesznie jak teksty typu: "Prawdziwy mężczyzna musi iść do wojska"
          Oczywiście możesz sobie definiować prawdziwego meżczyznę jak zechcesz i możesz określać do woli na swoje potrzeby czym Ci imponuje ale nie zdziw się jak mężczyzna, który wcześniej Ci z zapałem potakiwał po 10-15-20 latach okazuje się mieć w d... czy ci swoją postawą względem zdrady zaimponuje czy nie.
          • superprawda Re: Monogamia : za i przeciw. Dyskusji ciag dalsz 22.12.09, 20:26
            > dla mnie facetem z jajami jest ten, który
            > zauroczony "Jolą z marketingu" potrafi "na delegacji, po ciężkich
            > negocjacjach"
            > powiedzieć klejącej się Joli: "dobranoc, do jutra!"

            Nie no wlasnie to jest facet BEZ jaj :-)))
            • glamourous Re: Monogamia : za i przeciw. Dyskusji ciag dalsz 23.12.09, 00:27

              superprawda napisał:

              > Nie no wlasnie to jest facet BEZ jaj :-)))


              W sensie doslownym moze i tak ;-P ale w sensie przenosnym (tym symbolicznym i
              bardziej utozsamianym z meskoscia) jego jaja bylyby godne podziwu.
              • fundrive Re: Monogamia : za i przeciw. Dyskusji ciag dalsz 23.12.09, 10:50
                > > Nie no wlasnie to jest facet BEZ jaj :-)))
                >
                >
                > W sensie doslownym moze i tak ;-P ale w sensie przenosnym (tym symbolicznym i
                > bardziej utozsamianym z meskoscia) jego jaja bylyby godne podziwu.

                Droga glamorous.
                Możesz sobie faceta "z jajami" czy "bez jaj" definiowac jak zechcesz. Twoja sprawa.
                Ale będzie to tylko projekcja Twoich życzeń co do mężczyzn.
                Wyobraz sobie, że ja napiszę, ze prawdziwa kobieta to taka, która biega facetowi po piwo, podaje obiad kiedy on ogląda TV i wsuwa prezerwatywy do kieszeni kiedy on wychodzi "spotkać się z kumplami"
                I co?
                Uśmiejesz się pewnie.
                I słusznie.
                Podobnie śmieszne są Twoje definicje "faceta z jajami"
                To co opisujesz, to nie jest "facet z jajami".
                To jest facet, jakim chciałbyś żeby większośc facetów była dla Twojego i innych kobiet szczęścia, komfortu psychicznego itd.
                Niestety większosc facetów w świetle tej definicji "nie ma jaj"
                I trudno. Jeśli kobieta nie zamierza być singielką czy zakonnicą to powinna to uwzględnić w swoich rachubach życiowych.

                • glamourous Re: Monogamia : za i przeciw. Dyskusji ciag dalsz 23.12.09, 11:24
                  fundrive napisał:

                  > Niestety większosc facetów w świetle tej definicji "nie ma jaj"
                  > I trudno. Jeśli kobieta nie zamierza być singielką czy zakonnicą to powinna to
                  > uwzględnić w swoich rachubach życiowych.


                  Alez po co ta cala tyrada ? ;-) Wiem przeciez, ze faceci sa w wiekszosci
                  poligamiczni i nawet Ci najwierniejsi az sie trzesa zeby choc sobie pomarzyc o
                  innej kobiecie i pomacac ja chociaz wzrokiem - dlatego zapoczatkowalam ten
                  watek. Nie musisz mnie uswiadamiac. Nie jestem zakonnica - wrecz przeciwnie, a
                  cynizm powoli zzera mnie do szpiku kosci. Niemniej nie mozna kategorycznie
                  zaprzeczyc ze tacy faceci (ktorzy mowia delegacyjnej Joli grzecznie dobranoc i
                  ida spac choc zadza ich pewnie zzera) pewnie gdzies istnieja - zaprzeczanie temu
                  byloby z Twojej strony nie fair. Sa rozne cuda na niebie i na ziemii (ja np. z
                  duzym prawdopodobienstwem moge sadzic ze tak zareagowalby moj maz-idealista,
                  choc ofkors pewnosci stuprocentowej miec nie moge). Bardzo was prosze, ludzie,
                  nie generalizujcie. To, ze TY jestes zwolennikiem hedonizmu i wykorzystywania
                  kazdej nadarzajacej okazji z wszelkiej masci Jolami w co-staring i jestes z tego
                  powodu dumny, bo jako facet "masz jaja" to Twoja sprawa. Moim zdaniem
                  przelecenie kolezanki w delegacji tylko dlatego ze jest chetna, podczas gdy w
                  domu czeka na Ciebie steskniona zona, nie jest raczej powodem zeby sobie samemu
                  pomniki stawiac. Odmowa przelecenia atrakcyjnej panny w imie wiernosci
                  malzenskiej jest za to swojego rodzaju heroizmem i proba charakteru - a wlasnie
                  tzw. charakter jest u facetow ceniony. Nie zas postawa dyszacego zadza do
                  pierwszej lepszej chetnej suczki kundelka na trawniku.

                  A ze w zyciu to zazwyczaj wyglada to prozaicznie i 90% facetow skorzystalaby z
                  okazji to ja doskonale wiem, uswiadamiac mnie nie trzeba.
                  • fundrive Re: Monogamia : za i przeciw. Dyskusji ciag dalsz 23.12.09, 17:24
                    > Nie jestem zakonnica - wrecz przeciwnie, a
                    > cynizm powoli zzera mnie do szpiku kosci
                    A może to nie cynizm ale realizm.
                    Zależy na czym polega i czym się objawia.

                    > Niemniej nie mozna kategorycznie zaprzeczyc ze tacy faceci (ktorzy > mowia delegacyjnej Joli grzecznie dobranoc i ida spac choc zadza
                    > ich pewnie zzera) pewnie gdzies istnieja - zaprzeczanie temu
                    > byloby z Twojej strony nie fair.
                    Ależ oczywiście, ze istnieją. Ja nawet sadze, ze może ich być w określonej sytuacji większość. Większość facetów na jakimś etapie swojego rozwoju emocjonalnego i na jakims etapie rozwoju związku powie owej Joli - NIE.
                    A za 5-10-15 lat będa mieli to w d...

                    > To, ze TY jestes zwolennikiem hedonizmu i wykorzystywania kazdej
                    > nadarzajacej okazji z wszelkiej masci Jolami w co-staring i jestes > z tego powodu dumny, bo jako facet "masz jaja" to Twoja sprawa
                    Ja tego w ogóle nie rozpatruję w kategoriach dumy, ale sposobie postrzegania rzeczywistości i kwestiach relacji między kobietą a mężczyzną.
                    Nie stawiam sobie pomników. Ani sobie ani innemu facetowi.
                    Wiernośc fizyczna to tylko jeden z wielu aspektów związku. Zazwyczaj trudniejeszy dla mężczyzny niż dla kobiety (choć znam osobiście przypadki odwrotne)
                    Jeśli kobieta chce stawiać sprawę na ostrzu noża to jej sprawa. Tylko sugerowałbym, żeby potem choć część pretensji miała do siebie w razie niepowodzenia.

                    > Odmowa przelecenia atrakcyjnej panny w imie wiernosci
                    > malzenskiej jest za to swojego rodzaju heroizmem i proba
                    > charakteru - a wlasnie tzw. charakter jest u facetow ceniony.
                    Trochę trudno oceniać ten heroizm bo on w tym przypadku nie jest ogólnoludzki, tylko płciowy a zasadniczo w kwestii płci nie ma punktu widzenia ludzkiego tylko albo kobiecy albo męski (obojniaków i transseksualistów pomijam). Ty byś chciała żeby mężczyzni byli tacy a nie inni i odruchowo nazywasz to heroizmem.
                    A mężczyzni?
                    Hmm. Zaryzykuję stwierdzenie, że nie dorabiają sobie takiej ideologii do swoich oczekiwań wobec kobiet.
                    Choć oczywiście zależy to od konkretnego mężczyzny. Za wszystkich nie będe ręczył :-)

                    > Nie zas postawa dyszacego zadza do
                    > pierwszej lepszej chetnej suczki kundelka na trawniku.
                    No widzisz, znowu w toporny sposób próbujesz facetom "wjeżdżać na ambichę" :-)
                    Ech, Język mnie świerzbi ale to nie temat na forum tylko na realną dyskusję :-)
                    • superprawda Re: Monogamia : za i przeciw. Dyskusji ciag dalsz 23.12.09, 20:33
                      Laski generalnie sa smieszne, na tym forum. Wszystkie posty takie same
                      wlasciwie :-))
                  • zdzichu-nr1 Re: Monogamia : za i przeciw. Dyskusji ciag dalsz 25.12.09, 01:22
                    glamourous napisała:

                    > Niemniej nie mozna kategorycznie zaprzeczyc ze tacy faceci (ktorzy
                    > mowia delegacyjnej Joli grzecznie dobranoc i ida spac choc zadza
                    > ich pewnie zzera) pewnie gdzies istnieja

                    Hmmm. Mój wujek umierał w męczarniach na raka, wierna żona (ciotka) zmywała z
                    niego fekalia. Jedyne co miał jej do powiedzenia, to jednozdaniowe przeprosiny.
                    3 dni przed śmiercią zażyczył sobie komórki i wydzwaniał po całym świecie do
                    różnych Pań, a w parogodzinnej agonii wciąż mielił w ustach różne damskie imiona
                    (bynajmniej nie ciotki).

                    Mój komentarz. Nawet w chwili śmierci dla faceta zawsze najważniejsze będzie co,
                    gdzie i jak zakutasił. Smutne, ale prawdziwe.
                    • niezapominajka333 Re: Monogamia : za i przeciw. Dyskusji ciag dalsz 25.12.09, 17:57
                      Zdzichu, obawiam się, że twój wujek to wyjątek...
        • aandzia43 Re: Monogamia : za i przeciw. Dyskusji ciag dalsz 22.12.09, 14:38
          > Zawsze śmieszyło mnie jak egzaltowane panny deklarowały, że nie
          przeżyłyby
          > "zdrady psychicznej", czyli tego, że ich misio zakochałby się w
          innej. Ciekawe,
          > że ciężko im znieść coś, na co trudno mieć wpływ, a zdradę
          polegającą na
          > świadomej decyzji pójścia za głosem ze spodni - wybaczyłyby!
          Abstrahuję od
          > przyczyn jednego i drugiego, dla mnie facetem z jajami jest ten,
          który
          > zauroczony "Jolą z marketingu" potrafi "na delegacji, po ciężkich
          negocjacjach"
          > powiedzieć klejącej się Joli: "dobranoc, do jutra!" w imię danego
          wcześniej
          > słowa. To mi imponuje.

          Też mi imponuje taki opanowany facet i też nie czuję kwestii
          wyższości zdrady "psychicznje" nad zdradą fizyczną. Co prawda poniżej
          Yoric wyjaśnił nam sensownie tendencje pań do strachu przez tą zdradą
          na gruncie psychologii ewolucyjnej, ale najwyraźniej ja nie podlegam
          tym prawidłom. Może dlatego, że mam faceta dość sierioznego: jakby
          bzykał obcą babkę, to jest 95% szans, że byłby w niej jednocześnie
          straszliwie zakochany. Więc zdrada fizyczna w przypadku naszego
          związku jest równie niebezpieczna, jak ta druga.
          A może mam w sobie coś z faceta i zazdrosna jestem o cielesność
          mojego chłopa tak samo, jak o jego uczucia.
    • yoric Re: Monogamia : za i przeciw. Dyskusji ciag dalsz 24.12.09, 01:43
      Do mnie trafia ta metafora drzwi. Do mnie to przemawia, że jak się rozważa
      opcje, to prędzej czy później się skorzysta.
      Faktem jest, że moich w obu związkach drzwi w pokoju rysowały się całkiem
      wyraźnie i w końcu nie można było od nich wzroku oderwać.
      A u Ciebie Glam to nie jest tak, że widzisz drzwi ale nie chcesz przejść, tylko
      raczej co jakiś czas zrywasz się i tarmosisz za klamkę, a nawet otwierasz i
      wsadzasz stopę sondując grunt.

      Ciekawi mnie tylko jak by wyglądało takie przejście do tej fazy 'bez drzwi' od
      pierwszego etapu związku, gdzie nie wiadomo, czy 'to jest to' - no chyba, że
      jest wielkie zakochanie i 'wiadomo'. Czy to w ogóle możliwe, że jeśli na
      początku 'drzwi' widać wyraźne (co jest chyba naturalne), to później te drzwi
      zaczynają znikać?
      • aandzia43 Re: Monogamia : za i przeciw. Dyskusji ciag dalsz 24.12.09, 12:49
        Czy to w ogóle możliwe, że jeśli na
        > początku 'drzwi' widać wyraźne (co jest chyba naturalne), to później te drzwi
        > zaczynają znikać?

        Czasem zaciera się ich zarys. Ale świadomość, że są, istnieje. Ja do dobrego
        samopoczucia i poczucia bezpieczeństwa potrzebuję przynajmniej kątem oka widzieć
        ich cień. Jak kot, który najchętniej zasadza się w miejscu, z którego obczaja
        cały dom, wszystkich domowników i wszystkie drogi ewentualnej ucieczki. A potem
        spędza w chałupie cały swój żywot, ze stoickim spokojem znosi nieracjonalne, a
        upierdliwe czasem, zachowania tych dziwacznych ludzi i wszystko to z własnej
        nieprzymuszonej woli i w poczuciu względnego zadowolenia. Taki atawizm mam, ot co;-)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka