Dodaj do ulubionych

Ciąża, konkubent ;), emocjonalna pustynia i seks

31.05.10, 01:51
Na początku witam wszystkich licząc na to, że ktoś sypnie jakąś złotą radą
choć zdaję sobie sprawę, że temat poniższych wynurzeń nie do końca pasuje do
charakteru podforum. I z całą pewnością nie należy do gatunku rozwiązywalnych
na forum. Ale zaryzykuję.

Z Obecnym jesteśmy razem od ponad dwóch lat. Różnica wieku powyżej dyszki, on
stary kawaler jak to się uroczo określa, ja po kilku poważniejszych związkach.
Mieszkamy razem od ponad roku, generalnie myślę, że układa się dobrze, bo
problemy na linii "bałaganiarstwo vs. skłonność do pedantyzmu" czy też "co
tydzień kościółek vs. skłonność do kontestacji KK" nie są na tyle istotne by
nie dało się ich przezwyciężyć.
Kwestia jest chyba natury nieco poważniejszej.

To raczej typ mocno hmm oziębły. Nie przejawiający głębszych uczuć,
przynajmniej w stosunku do mnie. Nie przypominam sobie by kiedykolwiek mnie
przytulił, pocałował, zwrócił do mnie po imieniu (sic!). Zawsze to forma
bezosobowa, rzucona w przestrzeń. O typowych, używanych w związkach zwrotach
nacechowanych jakimiś tam emocjami nawet nie wspominam.. Komplementu z jego
ust nie przypominam sobie żadnego. Jak nietrudno się domyślić, analogicznie
wygląda sprawa seksu. Minuta pod kołderką i po sprawie. Nie powiem, zaczyna
mnie to męczyć. Zawsze miałam dość
rozbuchany temperament, jestem osobą totalnie bezpruderyjną (ileż to razy od
niego słyszałam "zakryj ten dekolt"), która w poprzednich związkach miała już
możliwość "wyżycia się" i nie potrzebuję teraz bóg wie jakiego szaleństwa..
Ale jakieś minimum przydałoby się zachować.
Temat poruszać próbowałam, może nieco zbyt delikatnie, uważając by go nie
urazić..ale jak widać bez skutku.
Dodam, że z uwagi na moją chorobową przypadłość bzykanie wchodzi w grę tylko
przez ok 10 dni w miesiącu, nie wymagam zatem cudów..

Wszystkie poprzednie związki kończyłam ja, gdyż mam dość silny charakter
(troszkę w tym eufemizmu, przyznaję) i eks nie potrafili utrzymać mnie w
ryzach. Zaczynały się lamenty, jacy to oni biedni, stłamszeni i zeszmaceni..
Teraz, wreszcie trafiłam na faceta, który potrafi mnie trzymać krótko, nie
daje sobie wejść na głowę i pewnie po części dzięki temu rzeczywiście go kocham.
Ale w takich relacjach naprawdę się męczę. Mam wrażenie, że traktujemy się jak
koledzy, mogę na niego liczyć, pomaga mi, uwielbiam jego poczucie humoru.. no
ale brakuje tu czegoś dość istotnego.
I w normalnej sytuacji mogłabym ten związek jeszcze sobie nieco ciągnąć,
sprawdzić czy może coś uda mi się wywalczyć. Ewentualnie mogłabym go zostawić
i poszukać kolejnego delikwenta, bo faceci zawsze uważali mnie za atrakcyjną
więc następca zalazłby się bez problemu. Ale nie chcę, bo jak pisałam, lubię
go bardzo ;)

Jednak sytuacja normalna nie jest. Ze względów chorobowych, muszę natychmiast
zajść w ciążę. Obecny wie o tym doskonale, co ważne - na słowo "dziecko" nie
uciekł z krzykiem, a wydawał się nawet zupełnie ukontentowany z takiego obrotu
sprawy. Podobno dzieci lubi, a w jego wieku to już ostatni dzwonek. Zonk
polega na tym, że badania wyszły nam kiepsko. Na tyle kiepsko, że konieczne
będzie in vitro. Zgodził się bez większego namysłu.

I tu rozdzwoniły mi się nieco dzwonki alarmowe. Praktycznie z dnia na dzień
muszę podjąć tak ważną decyzję, zdając się dosłownie na półsłowka wydukane
przez Obecnego. Obecny nie grzeszy elokwencją ( inteligentny ale cholera
bardzo małomówny) i próba wyduszenia z niego jakiejkolwiek deklaracji nie ma
racji bytu. Ja absolutnie nie mam potrzeby zaciągnięcia go do ołtarza! Nic z
tych rzeczy.. ale chciałabym usłyszeć cokolwiek co da mi pewność, że decydując
się z nim na dziecko, nie pcham się w kanał. Bo póki co, jedynym co z siebie
wyartykułował było stwierdzenie, że "dobrana z nas para". I w drugim miesiącu
znajomości, po kilku głębszych palnął, że mnie kocha, czego jednak na poważnie
nie wzięłam.
Doskonale zdaję sobie sprawę, że tysiąc razy ważniejsze są czyny nie słowa - i
pod tym względem jest absolutnie ideałem, nie mogłabym sobie wymarzyć faceta,
na którym można bardziej polegać.
Ale czy nie powinnam go nieco przycisnąć? By w werbalny sposób raczył się ciut
określić? I nalegać na lekką choć zmianę stosunku do mojej osoby?
Nie chcę tu nagle rozmamłanych ciepłych kluch, bo takimi gardzę ale do
cholery, jakieś minimum uczucia raz na tydzień mogłoby się pojawić.

Przesadzam? Bo już sama nie wiem.


Obserwuj wątek
    • mantis_after_dinner Pozwole sobie 31.05.10, 11:08
      zabrac glos, jako osoba, ktora przez IVF przeszla (jak i przez kilka
      innych procedur medycznych majacych teortycznie prowadzic do
      rodzicielstwa).

      Jak dla mnie to chyba musisz zastanowic sie czy to rzeczywiscie jest
      facet, ktory mialby wychowywac Twoje dziecko i z ktorym chcialabys
      spedzic jakas dluzsza czesc zycia. Juz na tym etapie Waszego zwiazku
      miedzy linijkami pobrzmiewa zwatpienie (ta minuta pod kolderka, zero
      czulosci etc.). Chcesz tak zyc po porodzie? Jasne - nie musisz ...
      Mozecie sie tez rozstac jak dziecko bedzie mialo rok czy dwa. Tylko
      w taki badz razie mozna te decyzje podjac juz teraz.
      Wbrew pozorom ta decyzja nie oznacza automatycznie rezygnacji z
      planow rodzicielskich - pewnie o tym wiesz ...

      Piszesz ze facet Ci pasuje, bo trzyma Cie krotko. A ja z opisu
      odnosze zupelnie inne wrazenie: gosc nie ma wlasnego zdania i pasi
      mu na razie wszystko, co mu zaproponujesz ("na słowo "dziecko" nie
      uciekł z krzykiem, a wydawał się nawet zupełnie ukontentowany z
      takiego obrotu sprawy."). Jak dla mnie - przypomina raczej miekkiego
      misia, ktory akceptuje sposob w jaki kierujesz ich wspolnym zyciem.

      Co do samego IVF:
      nie umialabym chyba podejsc do tej procedury z tego pokroju gosciem.
      Dlaczego? Bo nie mialabym poczucia, ze walczymy o wspolna sprawe i
      on chce tego rownie bardzo jak ja. Jak na razie Twoj wybranek po
      prostu zgodzil sie z Twoja decyzja i tyle. IVF nie jest procesem
      trudnym z medycznego punktu widzenia, jest za to trudny z powodow
      emocjonalnych. Trzeba chyba byc cyborgiem, aby Cie to emocjonalnie
      nie ruszalo. Wsparcie partnera (a przede wszystkim jego
      zainteresowanie calym procesem) jest niezbedne.
      Dodatkowo wez pod uwage, ze IVF niekoniecznie udaje sie za pierwszym
      razem - czasami na przyklad za trzecim co w praktyce oznacza za
      minimum pol roku (jak sie pospieszycie i zorganizujecie).
      Nie wspominasz, po ktorej stronie lezy przyczyna podchodzenia do IVF
      stad ciezko mi sie odniesc do stwierdzenia, ze to juz ostatni
      dzwonek i nie wiadomo, czy jest to jedyna opcja dla Ciebie czy tez
      dla partnera (jesli ze wzgledu na partnera, to nieco zmienia to
      optyke wydarzen).

      Jesli jednak jestes w wieku ok. 38, to rzeczywiscie trzeba sie na
      cos zdecydowac. Pytanie jednak - czy rzeczywiscie z tym partnerem?
      • anula36 Re: Pozwole sobie 31.05.10, 11:58
        Pragniesz w tej sytuacji pewnosci i to zrozumiale,ale niestety ani werbalne zapewnienia, ani nawet przysiegi cywilne czy koscielne nie gwarantuja ci w praktyce niczego.
        Sposob w jaki o nim piszesz przypomina mi faktycznie opis kolegi/wspollokatora, byc moze oboje macie taki zimny styl bycia- ty go traktujesz bardziej osobowo? Mowisz mu ze go kochasz?
        Miedzy "podobno lubic dzieci" a "udzwignac wychowanie wlasnych" jest takie male "prawie" ktore robi jednak roznice.
        Zawsze mozesz zdroworozsadkowo zalozyc ze ok 50 letni ( tak wnioskuje) stary kawaler ktorego poglady powiewaja tam gdzie wiatr rzeczywistosci powieje ( skoro taki kosciolkowy czemu zyje w konkubinacie?)nie bedzie juz szukal nastepnej partnerki, tylko z wygody ostanie z toba i dziecieciem,a jaka bedzie jakosc tego ostania to juz insza sprawa.
        Moja zlota rada- wyjedz w cholere na tydzien dwa od neigo i tej calej sytuacji i sprobuj na nia spojrzec lekko z dystansu.
        • one.rozetta Re: Pozwole sobie 31.05.10, 17:08

          > Pragniesz w tej sytuacji pewnosci i to zrozumiale,ale niestety ani werbalne
          zapewnienia, ani nawet przysiegi cywilne czy koscielne nie gwarantuja ci w
          praktyce niczego.

          Wiem o tym doskonale, dlatego sama napisałam, że w sferze "czynów"
          (och jak górnolotnie!) nie mogę mu nic zarzucić. Ideał. Ale brakuje jednak
          jakiegoś "określenia się"..


          > byc moze oboje macie taki zimny styl bycia- ty go traktujesz > bardziej osobowo?
          > Mowisz mu ze go kochasz?

          Zdecydowanie mam też zimny styl bycia, żadne nadmierne gruchanie i cimcirimci
          nie wchodzi w grę.. ale są jakieś granice! Raz na jakiś czas jednak odczuwam
          taką potrzebę!
          2 lub 3 razy zdarzyło mi się mu to wyznać. Z tego co teraz sobie przypominam,
          odwzajemnił analogicznym stwierdzeniem ;]


          >( skoro taki kosciolkowy czemu zyje w konkubinacie?)

          Poruszałam ten temat kilkukrotnie - bez rezultatu oczywiście ;) Nie drążyłam
          jednak zbyt mocno, nie chcąc być posądzoną o to, że jakieś naciski na niego
          wywieram i do ołtarza chcę na siłę zaciągnąć.


          > tylko z wygody ostanie z toba i dziecieciem,a jaka bedzie jakosc tego o
          stania to juz insza sprawa.

          I tego właśnie nieco się obawiam!


          Rada dobra, ale w chwili obecnej i sesja i potworny nawał pracy nie pozwolą mi
          się wyrwać z miasta. A na lipiec mamy zaplanowane długie, wspólne wakacje..
      • one.rozetta Re: Pozwole sobie 31.05.10, 16:57
        > Jak dla mnie to chyba musisz zastanowic sie czy to rzeczywiscie jest
        > facet, ktory mialby wychowywac Twoje dziecko i z ktorym chcialabys
        > spedzic jakas dluzsza czesc zycia.

        Zastanowiłam się nad tym dość solidnie i rzeczywiście tak jest. Wiem przy tym,
        że ojcem byłby doskonałym (takie wewnętrzne przeświadczenie, żadna pewność
        oczywiście - jednak wszystko na to wskazuje).

        >gosc nie ma wlasnego zdania i pasi
        > mu na razie wszystko, co mu zaproponujesz. Jak dla mnie - >przypomina raczej
        miekkiego
        > misia, ktory akceptuje sposob w jaki kierujesz ich wspolnym zyciem.

        Być może tak niefortunnie to przedstawiłam, bo rzeczywistość jest całkowicie
        odmienna. To uparty osioł, dokładnie jak ja. Jako przykład, że nie jest jak
        piszesz - w odniesieniu do konkretnej sytuacji "poczynania dziecięcia" mogę
        powiedzieć, że z jego inicjatywy jakieś półtora roku temu zrezygnowaliśmy z
        jakichkolwiek form antykoncepcji. Skoro przez ten czas, nic się nie zrodziło ;),
        a wyniki są jakie są, doszedł jak sądzę do wniosku, że to jedyna droga na poczęcie.

        >Trzeba chyba byc cyborgiem, aby Cie to emocjonalnie
        > nie ruszalo.

        Jeśli mam być szczera, absolutnie nie jestem osobą uczuciową i nie rusza mnie to
        zupełnie. Zabieg jak zabieg. Uda się lub nie, ale spróbować trzeba.

        Gwoli wyjaśnienia - wiekowo to 25 i 40 lat.

        • mantis_after_dinner Re: Pozwole sobie 31.05.10, 17:24

          Jeśli mam być szczera, absolutnie nie jestem osobą uczuciową i nie
          rusza mnie to zupełnie. Zabieg jak zabieg. Uda się lub nie, ale
          spróbować trzeba.

          - tez nie jestem, a jednak ... W pewnym momencie dociera do
          czlowieka, ze skoro IVF jest jedyna szansa na rodzicielstwo, to
          Twoje 'uda sie' jest spelnieniem tego marzenia, a 'nie uda sie' jego
          przekresleniem prawdopodobnie definitywnym.

          Gwoli wyjaśnienia - wiekowo to 25 i 40 lat.
          - no to przynajmniej jesli chodzi o wiek nie jest to zaden ostatni
          dzwonek dla niego, a juz z cala pewnoscia nie dla Ciebie. No chyba
          ze istnieja jakies inne przyczyny, dla ktorych wskazany jest
          pospiech.

          - co do rezty problemow - skoro jestes przekonana, ze jednak to TEN
          no to wlasciwie pozostaja dwie rzeczy:
          a) porozmawiac z nim i wyrazic swoje oczekiwania dot. nieco wyzszego
          poziomu ekspresji uczuc i zaangazowania (no chyba ze takowych nie
          oczekujesz)
          b) zyczyc powodzenia w przechodzeniu przez caly proces :)
          • one.rozetta Re: Pozwole sobie 31.05.10, 18:08
            U mnie to już praktycznie 26 i ze względów zdrowotnych (czy raczej chorobowych)
            musi być NATYCHMIAST.

            Co do rozmowy nt. "nieco wyzszego poziomu ekspresji uczuc i zaangazowania" .. ;)
            Rozmowę przeprowadzić będzie ciężko ale jest to wykonalne.. Pytanie tylko, czy
            uda się coś wyegzekwować. Bo gadać ja sobie mogę ale czy taka zmiana zachowania
            jest wykonalna. Tutaj mam pewnie wątpliwości.

            Tak czy tak - dzięki ;)
            • anula36 Re: Pozwole sobie 31.05.10, 20:03
              o rany- z tego co napisalas bylam przekonana ze tym masz ok 40-tki, a on 50+.
              Gdybym byla na twoim miejscu zachodzilabym bez iwekszego myslenia, jak sie obecnego nie uda zreformowac zawsze ejst czas na wymiane na lepszy model.Ale pamietaj o jednym - NIE MA IDEALOW:)Docen to co daje ci obecny partner - wieku na haslo dziecko, albo trudna ciaza, albo problemy z zajsciem w ciaze ne daloby ci zadnego wsparcia tylko wialo az by sie kurzylo.Przypomnij sobie twoich eks- czemu nie moglas z nimi wytrzymac.
              Trzymam kciuki,zeby Ci sie poukladalo jak najlepiej.
    • kutuzow Męskim okiem 01.06.10, 14:10
      Mam dziwne wrażenie że wpisujesz się idealnie w tekst który podał
      ostatnio Krzysztof-lis:

      "...spora część kobiet będąc w związku rozumuje:
      * ja czegoś chcę --> my czegoś chcemy,
      * on czegoś chce --> on czegoś chce."

      Dla Ciebie jest "ostatni dzwonek" więc rozciągasz to od razu na
      swego partnera. Uwierz mi, ale 40-tka dla faceta to nie jest nawet
      ostrzegawczy dzwonek. To, że Ty ze względów zdrowotnych nie możesz
      czekać nie oznacza że Twój facet także ma ciśnienie na pieluchy.

      Jeśli dobrze zrozumiałem Ty jesteś tą osoba kontestującą KK, ale z
      drugiej strony fajnie byłoby jednak wziąć ślub (gdyby partner się
      nagle "okreslił").

      Jak dla mnie przemawia przez Ciebie jedynie wygoda. Sama piszesz:

      "...mogę na niego liczyć, pomaga mi, uwielbiam jego poczucie
      humoru.. no ale brakuje tu czegoś dość istotnego"

      "następca zalazłby się bez problemu. Ale nie chcę, bo jak pisałam,
      lubię go bardzo ;)"

      Paterząc z boku ciężko tu mówić o jakimś uczuciu na "smierć i życie"
      od po prostu kolejna kobieta która ma ciśnienie na dziecko i szuka
      kandydata na tatusia w procesie selekcji (na zasadzie najlepszy
      kandydat z dostępnych w danej chwili).

      Odpowiedz sobie na pytanie na czym Ci zależy, czy chęć bycia matką
      jest mocniejsza od chęci bycia szczęśliwą/kochającą i jednocześnie
      chęci posiadania udanego życia erotycznego?

      Jeśli tak, to zdecyduj się na ciąże, tylko nie wracaj tu za kilka
      lat z narzekaniem że Twój partner/mąż jest oschły, kiepski w łóżku a
      Ty musisz sobie szukać kochanka. Jeśli jesteś uczciwa przed samą
      sobą wybieraj madrze bez hipokryzji.

      Oczywiście głęboko wierzę że ze strony Pań pojawią się zaraz rady w
      stylu "bierz kasę i w nogi" czyli zajdz w ciąże a potem to juz nie
      Twoje zmartwienie- tylko ojca dziecka, ale dla mnie to już patologia
      (na pewno nie ma to nic wspólnego z uczciwością).

      Żeby nie być gołosłownym przykład takiej rady (by triss_merigold6):
      "...Rezygnacja z macierzyństwa Ci się nie opłaca w perspektywie
      dalszego życia.
      Chyba, że uważasz, że Twoje życie kończy się na tym jednym jedynym
      panu. Jeśli nie chcesz się go pozbywać teraz i szukać kandydata na
      ojca dziecku to zajdź w ciążę z mężem. Odcierpisz te paręnaście
      miesięcy bez seksu, a potem rozwód i luzik. "

      forum.gazeta.pl/forum/w,15128,111839320,111842696,Re_oswiadczyl_ze_zauroczenie_minelo_Mloda_meza.html

      • zakletawmarmur Re: Męskim okiem 01.06.10, 15:55
        No już nie mogę. Litości panowie!!!

        Jej facet ma 40 dychy na karku. Nie rób z niego idioty, który nie
        wie czego chce i daje się wrobić w dziecko. Ona nie kombinuje, jak
        zmusić faceta:-) Nie jest oszukiwany, wrabiany. Podjął decyzje i to
        nie jest tematem rozważań.

        > Dla Ciebie jest "ostatni dzwonek" więc rozciągasz to od razu na
        > swego partnera. Uwierz mi, ale 40-tka dla faceta to nie jest nawet
        > ostrzegawczy dzwonek.

        Nie dla każdego. Dla tych mniej majętnych to może być ostatni
        dzwonek:-)

        > Odpowiedz sobie na pytanie na czym Ci zależy, czy chęć bycia matką
        > jest mocniejsza od chęci bycia szczęśliwą/kochającą i jednocześnie
        > chęci posiadania udanego życia erotycznego?

        Może się też okazać, że po rezygnacji z macierzyństwa zostanie bez
        faceta i bez dziecka:-) Bo mało który pan będzie w stanie w pewnym
        wieku poświęcić swoją chęć posiadania potomka dla uczucia do starej
        żony...

        > Paterząc z boku ciężko tu mówić o jakimś uczuciu na "smierć i
        życie"
        > od po prostu kolejna kobieta która ma ciśnienie na dziecko i szuka
        > kandydata na tatusia w procesie selekcji (na zasadzie najlepszy
        > kandydat z dostępnych w danej chwili).

        A WY mężczyźni jesteście lepsi:-) Tylko inne macie potrzeby w wieku
        30 i 50 lat:-)
        • kutuzow Re: Męskim okiem 01.06.10, 17:21
          Zaklęta ---> Piszesz że facet "podjął decyzje i to nie jest tematem
          rozważań". Kiedy dokładnie to jest tematem rozważań. Przeczytaj
          uważnie ten akapit autorki:

          "I tu rozdzwoniły mi się nieco dzwonki alarmowe. Praktycznie z dnia
          na dzień muszę podjąć tak ważną decyzję, zdając się dosłownie na
          półsłowka wydukane przez Obecnego. Obecny nie grzeszy elokwencją (
          inteligentny ale cholera bardzo małomówny) i próba wyduszenia z
          niego jakiejkolwiek deklaracji nie ma racji bytu. Ja absolutnie nie
          mam potrzeby zaciągnięcia go do ołtarza! Nic z tych rzeczy.. ale
          chciałabym usłyszeć cokolwiek co da mi pewność, że decydując
          się z nim na dziecko, nie pcham się w kanał. Bo póki co, jedynym co
          z siebie wyartykułował było stwierdzenie, że "dobrana z nas para"."

          Co do ostatniego dzwonka dla 40-latka. Wytłumacz mi proszę czym się
          różni mniej majętny 40 letni tata od mniej majętnego 50-latka? Wg
          mnie ostatni dzwonek nie ma nic wspólnego z finansami -raczej z
          kwestiami zdrowotnymi. Jeśli się jest "mniej majętnym" acz
          odpowiedzialnym to może po prostu się nie decyduje na ojcostwo?

          Piszesz także:
          "Może się też okazać, że po rezygnacji z macierzyństwa zostanie bez
          > faceta i bez dziecka:-) Bo mało który pan będzie w stanie w pewnym
          > wieku poświęcić swoją chęć posiadania potomka dla uczucia do starej
          > żony..."

          Z tego co wiem zawsze może zostać samotną matką, jeśli to dziecko
          jest kluczowe, a nie partner czemu nie zdecydować się na takie
          rozwiązanie? Jest ono uczciwe dla obu stron.
          Z tym że w Polsce jakoś tak głupio kobietom jest zrezygnować z tego
          wsparcia finansowego (vide porada triss_merigold6 którą tak łatwo
          pominęłaś w swej odpowiedzi).

          Łatwiej jest potem zatem marudzić po kilku latach jak to bez sensu
          się z nim związała i że teraz jest taka nieszczęśliwa (skoro już
          teraz jest kiepsko z seksem w ich związku to oboje wiemy dobrze że
          później będzie jeszcze gorzej -czyż nie?).

          • zakletawmarmur Re: Męskim okiem 01.06.10, 17:47
            Co do ostatniego dzwonka dla 40-latka. Wytłumacz mi proszę czym się
            > różni mniej majętny 40 letni tata od mniej majętnego 50-latka? Wg
            > mnie ostatni dzwonek nie ma nic wspólnego z finansami -raczej z
            > kwestiami zdrowotnymi. Jeśli się jest "mniej majętnym" acz
            > odpowiedzialnym to może po prostu się nie decyduje na ojcostwo?

            Biedakowi może być ciężko poderwać odpowiednio młodą dupę, która
            może zajść w ciąże:-) Widzę po znajomych moich rodziców. Ci majętni,
            którzy mieli okazję wymienili stare żony na młodsze i zdążyli im
            dzieci spłodzić. Biedak musi się liczyć z tym, że starej żony na
            nową nie wymieni w odpowiednim czasie:-)

            > Z tego co wiem zawsze może zostać samotną matką, jeśli to dziecko
            > jest kluczowe, a nie partner czemu nie zdecydować się na takie
            > rozwiązanie? Jest ono uczciwe dla obu stron.

            Oczywiście! Jestem przeciwniczką namawiania kogoś do płodzenia
            potomstwa! Tak samo jak jestem przeciwniczką namawiania kogoś do
            rezygnacji z rodzicielstwa.

            > Z tym że w Polsce jakoś tak głupio kobietom jest zrezygnować z
            tego
            > wsparcia finansowego (vide porada triss_merigold6 którą tak łatwo
            > pominęłaś w swej odpowiedzi).

            To Tobie się wydaje, że wszyscy mężczyźni zostali zmuszeni do
            płodzenia dzieci:-) Uwierz mi, że tak nie jest. Decydują się na
            dziecko (nie ważne czy za namową partnerki czy bez) a kiedy
            przychodzi do płacenia alimentów, opieki nad dzieckiem nagle się
            okazuje, że zostali wrobieni:-) "Bo ja nie wiedziałem, że dzieckiem
            to się trzeba zajmować i je utrzymywać".

            Też jestem zdania, ze nie ma sensu marnować swojej energii życiowej
            na faceta, który z łaską zapłaci 300 zł alimentów i weźmie dziecko
            raz w miesiącu do maca. Już lepiej zainwestować w dobre geny
            jakiegoś wysokiego młodzika. Wtedy obciachem byłoby latanie po
            sądach. Tylko kobietom chodzi o coś innego. O dziecko z facetem,
            którego kochają. No i większość wychodzi na tym jak Zabłocki na
            mydle. Nie dość, że wybierają osobników wśród przeciętniaków to
            jeszcze i z wsparciem materialnym jest krucho.

            > Z tym że w Polsce jakoś tak głupio kobietom jest zrezygnować z
            tego
            > wsparcia finansowego (vide porada triss_merigold6 którą tak łatwo
            > pominęłaś w swej odpowiedzi).

            Pominęłam bo chyba tamtego wątku nie czytałeś uważnie. To mąż chciał
            mieć dziecko i naciskał na żonę. Czy to oznacza, że to tylko on
            powinien wziąć na siebie ciężar utrzymania dziecka?
            Nigdy nie mamy pewności, że związek przetrwa. Oboje powinni mieć
            tego świadomość. Wg Twojej teorii, jeśli to kobieta odchodzi od męża
            tzn., że nie powinna oczekiwać alimentów?
            • kutuzow Re: Męskim okiem 02.06.10, 13:47
              Zaklęta ---> nie chce sie czepiać, ale jak rozłoży się Twój argument
              na czynniki to przestaje się to trzymać tzw "kupy". Przykład:

              Piszesz:
              " Biedakowi może być ciężko poderwać odpowiednio młodą dupę, która
              może zajść w ciąże:-) Widzę po znajomych moich rodziców. Ci
              majętni, którzy mieli okazję wymienili stare żony na młodsze i
              zdążyli im dzieci spłodzić. Biedak musi się liczyć z tym, że starej
              żony na nową nie wymieni w odpowiednim czasie:-) "

              Po pierwsze autorka opisuje sytuację kawalera. W przypadku kawalerów
              sytuacja jest prosta, albo jest to facet który ma kasę i głowę na
              karku (vide typ gwiazdora w stylu Wojewódzkiego,) lub tacy co
              groszem nie śmierdzą i nie stać ich na wychowywanie dzieci.

              Po drugie Ty poruszasz kwestie facetów ok 50-tki ew wymieniających
              żony na nowe. Jakoś nie wierzę że facet który ma 50 lat nawet jesli
              jest biedny, nie ma dzieci w poprzednim małżeństwie (jeśli nie było
              problemów natury medycznej).

              Po trzecie "nowe" żony zazwyczaj same chętnie zachodzą w ciąże, jest
              to taka swoista polisa ubezpieczeniowa na wypadek gdyby facet chciał
              po raz kolejny zastosować ten sam numer z wymianą na młodszą.

              "Oczywiście! Jestem przeciwniczką namawiania kogoś do płodzenia
              > potomstwa! Tak samo jak jestem przeciwniczką namawiania kogoś do
              > rezygnacji z rodzicielstwa."

              - widzę że tutaj jesteśmy zgodni.


              Co do ostatniej kwestii:
              "> Pominęłam bo chyba tamtego wątku nie czytałeś uważnie. To mąż
              chciał
              > mieć dziecko i naciskał na żonę. Czy to oznacza, że to tylko on
              > powinien wziąć na siebie ciężar utrzymania dziecka?"

              Pamiętam o tym że to był pomysł męża, z tym że jeśli ktoś ma głupi
              pomysł (w tym przypadku mąż ewidentnie chciał "uwiązać" dzieckiem
              żone do siebie, żeby mu nie "podskakiwała"), to nie znaczy to, że my
              sami możemy wymyślać równie głupie pomysły w tym samym stylu.

              Jeśli ktoś Ci przystawia spluwę do głowy i każe obrabować bank i
              przynieśc mu 1 mln PLN, to dokonując tego rabunku nie prosisz o 2
              mln (jeden przy okazji dla siebie) na zasadzie - bo skoro już mam
              okazję to czemu nie skorzystać.
              • zakletawmarmur Re: Męskim okiem 02.06.10, 14:39
                > Po pierwsze autorka opisuje sytuację kawalera. W przypadku
                kawalerów
                > sytuacja jest prosta, albo jest to facet który ma kasę i głowę na
                > karku (vide typ gwiazdora w stylu Wojewódzkiego,) lub tacy co
                > groszem nie śmierdzą i nie stać ich na wychowywanie dzieci.

                Powiedzmy sobie szczerze... Panowie z wiekiem też nie zyskują na
                atrakcyjności. Jeśli pięćdziesięciolatek ma kasę ale bogaczem nie
                jest może mieć problemy ze znalezieniem 30-latki na matkę swoich
                dzieci. No chyba, że płodność jest jedynym kryterium ale sam
                przyznaj, że fajnie byłoby, gdyby matka nie miała IQ na granicy
                normy intelektualnej i 100 kilo nadwagi.

                > Po trzecie "nowe" żony zazwyczaj same chętnie zachodzą w ciąże,
                jest
                > to taka swoista polisa ubezpieczeniowa na wypadek gdyby facet
                chciał
                > po raz kolejny zastosować ten sam numer z wymianą na młodszą.

                Szczególnie jeśli facet ma jakieś plusy np. dobrze zarabia na dom,
                dzieci i jej waciki.

                > Po drugie Ty poruszasz kwestie facetów ok 50-tki ew wymieniających
                > żony na nowe. Jakoś nie wierzę że facet który ma 50 lat nawet
                jesli
                > jest biedny, nie ma dzieci w poprzednim małżeństwie (jeśli nie
                było
                > problemów natury medycznej).

                Przykłady z otoczenia.
                1. On stawiał na dobrą zabawę, podkreślał na każdym kroku, że
                dzieci to obowiązki a dla nich ich relacja jest najważniejsza.
                Zostawił żonę po 50 r.ż. dla mojej rówieśniczki (bardzo mało
                interesującej dziewczyny zresztą). Powiesz, że z powodów medycznych
                bo żona faktycznie ta już w ciążę zajść nie mogła. 10-20 lat
                wcześniej mogła ale on nie chciał.
                2. Zrezygnowali z posiadania dzieci, gdy się okazało, że kolejne
                będą tak jak pierwsze i drugie upośledzone. Oboje osobno mieli
                możliwość mieć zdrowe dziecko, ale zrezygnowali bo ich związek był
                ważniejszy. Super małżeństwo- ludzie ich podziwiali. Niedawno się
                okazało, że porzucił żonę dla 30-latki.

                Oboje kasiaści, jeden lekarz-polityk, drugi biznesmen. Nowe żony
                standardowo biedne ale w wieku rozrodczym.

                Ci biedniejsi znajomi tylko się rozglądają, bo z poderwaniem mają
                problemy:-) Biedniejsi- tacy co to nie mogą zagwarantować młodej
                żonie utrzymania na odpowiednim poziomie.

                > Pamiętam o tym że to był pomysł męża, z tym że jeśli ktoś ma głupi
                > pomysł (w tym przypadku mąż ewidentnie chciał "uwiązać" dzieckiem
                > żone do siebie, żeby mu nie "podskakiwała"), to nie znaczy to, że
                my
                > sami możemy wymyślać równie głupie pomysły w tym samym stylu.

                A dlaczego uważasz to za głupi pomysł. Jeśli oboje chcą mieć dziecko
                to dlaczego mieliby się nie zdecydować? Dla szczerości dziewczyna
                powinna powiedzieć, że jeśli ich życie seksualne się nie poprawi to
                go rzuci nawet z dzieckiem...
                • zakletawmarmur Re: Męskim okiem 03.06.10, 01:50
                  Zostawił żonę po 50 r.ż. dla mojej rówieśniczki (bardzo mało
                  > interesującej dziewczyny zresztą).

                  Tak dla ścisłości.

                  "Mało interesującej" = "nie chodziło panom o wyjątkowe cechy
                  intelektualno-duchowe" a nie w sensie "mało atrakcyjna fizycznie".
                  Tak zwróciłam na to uwagę, bo Urqu często się wymądrza (czym działa
                  mi na nerwy), jacy to panowie nie są uczuciowi i jakie to dla nich
                  przy wyborze partnerki "na stałe" nie są ważne sprawy duchowe a
                  kobiety przy wyborze partnerów życiowych- szukają "dobrych
                  kandydatów na męża".

                  Ciężko mi się ostatnio formułuje myśli:-)
        • songo3000 Re: Męskim okiem 01.06.10, 21:43
          A i tak 'rada' koleżanki Triss jest po prostu śmierdząca i obrzydliwa :)
          • triss_merigold6 Jest pragmatyczna 01.06.10, 22:39
            Jest pragmatyczna.
            Kobieta ma mniej czasu na podjęcie decyzji o ciąży więc powinna rozsądnie
            inwestować swój czas. Zwłaszcza po 30-tce nie może sobie pozwolić na wiele
            kilkuletnich układów bez zobowiązań i planów na przyszłość, jeśli podkreślam
            JEŚLI chce mieć dzieci.
            Przypadków, kiedy pani cierpliwie czekała aż pan dojrzeje, namyśli się, osiągnie
            wymarzony status finansowy, zaliczy narty w Alpach etc. i nie doczekała się,
            znam aż nadto. Bliżej mi do 40-tki niż 30-tki, zapewne stąd.
            IMO kobiecie nie opłaca się rezygnacja z macierzyństwa tylko dlatego, że pan,
            który z nią żyje od dawna oraz twierdzi, że kocha, nie potrafi się sprecyzować.
            Jeśli od początku twierdzi, że absolutnie dzieci mieć nie chce i nie planuje,
            należy rozważyć zostawienie go i poszukanie innego kandydata do stałego związku
            (albo liczyć na odmianę). To jest fair.
            Moja rada nie jest uniwersalna, bo piszę z pozycji kobiety, która pierwsze
            planowane dziecko urodziła po 30-tce i jest całkowicie niezależna finansowo i
            mieszkaniowo więc mam komfortową sytuację.
            • songo3000 Re: Jest egoistyczna 01.06.10, 22:50
              Nazywajmy rzeczy po imieniu proszę. Podobno dzieci to nie rzecz, którą można 'mieć'. Inna sprawa, że jeśli babeczka trzęsie się w delirium na widok 'bobasa' bo ONA bardzo CHCE się rozmnożyć to... absolutnie nic jeszcze nie oznacza. Chcieć to sobie może, zostanie z założenia samotną mamuśką to pierwszorzędne potraktowanie dziecka jako PRZEDMIOT do realizacji swoich skrajnie egoistycznych pragnień. To ile ma lat na karku nie ma żadnego znaczenia, logika postępowania zawsze będzie ta sama.
              • kag73 Re: Jest egoistyczna 01.06.10, 23:03
                Ale o czym Ty wlasciwie mowisz? Zazwyczaj to mezczyzni sa duzo wiekszymi
                egoistami niz kobiety.
                "Miec dzieci" to oczywiscie skrot myslowy/uproszczenie,kazdy wie o co chodzi.
                I owszem wiek ma tutaj sporo do rzeczy.
                I jeszcze jedno, niektore chca byc "samotna mamuska".
                A niektore z perspektywy czasu stwierdzaja, ze nic by sie nie stalo gdyby nia
                zostaly. Bo dziecko to jedno a facet to drugie, jezeli by przyszlo na scislosc.
                Nigdy tego nie zrozumiesz, bo nie jestes kobieta a poza tym nie "masz" dziecka.
                • triss_merigold6 Re: Jest egoistyczna 01.06.10, 23:13
                  Facetów można mieć wielu, kochać, mieszkać z nimi, żyć niezobowiązująco. Żaden
                  nie zrekompensuje kobiecie, która chce mieć dzieci, braku potomstwa. Nie ma
                  takiej miłości.
                  • songo3000 Re: Jest egoistyczna 02.06.10, 00:00
                    Heh, czyli jednak cały czas mowa o zaspokajaniu tylko i wyłącznie potrzeb kobiety. Cała reszta to jednak tylko środki do celu. Dobrze, że choć otwarcie o tym piszesz Triss.
                • songo3000 Problem społeczny :/ 01.06.10, 23:57
                  > Ale o czym Ty wlasciwie mowisz?
                  Mówię o zaspokajaniu własnych potrzeb za pomocą... no właśnie, wychodzi, że człowieka traktowanego przedmiotowo.

                  > Zazwyczaj to mezczyzni sa duzo wiekszymi
                  > egoistami niz kobiety.
                  Ale rozmawiamy o KOBIETACH świadomie decydujących się na 'samotną matkę' A WIEC i z definicji brak/znikomy udział ojca w wychowaniu. Co skutkuje spaczonym potomstwem na wielu płaszczyznach: zniewieściałymi chłopczykami i bojącymi się mężczyzn dziewczęciami. Nie wspominając już o ich skrajnym egoizmie jako 'oczka w głowie' mamuśki.

                  > "Miec dzieci" to oczywiscie skrot myslowy/uproszczenie,kazdy wie o co chodzi.
                  A jakoś nikt się nie pali aby te dzieci NIE traktować jak własność. Dziwne...

                  > I owszem wiek ma tutaj sporo do rzeczy.
                  A ja myślałem, że moralność/etyka nie powinna ulegać z wiekiem erozji.

                  > I jeszcze jedno, niektore chca byc "samotna mamuska".
                  Proszę bardzo ale nazwijmy je po imieniu - skrajne egoistki.

                  > A niektore z perspektywy czasu stwierdzaja, ze nic by sie nie stalo gdyby nia
                  > zostaly. Bo dziecko to jedno a facet to drugie, jezeli by przyszlo na scislosc.
                  Nie facet, tylko ojciec. Taka mała różnica.

                  > Nigdy tego nie zrozumiesz, bo nie jestes kobieta a poza tym nie "masz" dziecka.
                  Oto argument :) Wszystko mogę zrozumieć, bo mam 'rzutki umysł' ;PPP Nigdy tego nie poczuję emocjonalnie to fakt.

                  Czemu właściwie te żale wylewam? Bo mierzi naprawdę mnie 'promowanie' tak skrajnie głupiego i szkodliwego kierunku. Mam naprawdę duży kontakt z młodymi ludźmi. W większości przypadków potrafię wskazać palcem w ciemności którzy z nich zostali 'wychowani' przez samotną matkę widzącą w nich Alfę i Omegę, spełnienie wszystkich marzeń.
                  - cały świat MUSI kręcić się wokół nich, tak przecież zawsze było,
                  - zerowa odporność na krytykę, problemy większe niż podtarcie tyłka (a i to nie zawsze),
                  - zerowa zaradność 'życiowa',
                  - bardzo słabe zdolności interpersonalne.
                  Sam byłem świadkiem, gdzie taka matulka przydreptała na uczelnię do prodziekana błagać o n-ty warunek dorosłego 'synalka'. Ubaw był niezły.

                  Tylko na tym forum przewinęło się gro pań, twierdzących że mężusiowie są nieodpępowieni i generalnie do niczego się nie nadają. Sorry, z powietrza się to nie wzięło. Zresztą to nie są odosobnione przypadki, to całe świeże, odmóżdżone pokolenie u nas i na 'zachodzie', baaardzo się na nim przejedziemy.

                  I powtarzam, mierzi mnie twierdzenie jakoby to samotna matka, która przez parcie na rozród zmajstrowała sobie w okolicach 35+ 'dzidzi' jest cool. Nie, jest bardzo, bardzo daleko od cool.

                  Nie wspominam już, że znakomita większość z nich ciągnie kasę na swój 'skarb' również z mojego portfela.
                  • zakletawmarmur Re: Problem społeczny :/ 02.06.10, 08:23

                    Mój ojciec podobne poglądy miał o jedynakach. I faktycznie coś w tym
                    jest, kiedy ma się tylko jedno dziecko o człowiek boi się o nie za
                    wszystkie. Samotne macierzyństwo wcale nie jest z tym tożsame. Nie
                    musi oznaczać skupianiu się TYLKO na dziecku. Przeważnie jest
                    inaczej bo kobieta musi ciężko pracować a i pospotykać by się z kimś
                    chciała.
                    • songo3000 Swoje potrzeby kontra 'robię to dla dzidzi' 02.06.10, 13:21
                      zakletawmarmur napisała:

                      > Mój ojciec podobne poglądy miał o jedynakach. I faktycznie coś w tym
                      > jest, kiedy ma się tylko jedno dziecko o człowiek boi się o nie za
                      > wszystkie. Samotne macierzyństwo wcale nie jest z tym tożsame. Nie
                      > musi oznaczać skupianiu się TYLKO na dziecku. Przeważnie jest
                      > inaczej bo kobieta musi ciężko pracować a i pospotykać by się z
                      Mam trochę inne obserwacje. Stopień skupienia pozostaje ('Tylko ty NAPRAWDĘ mnie kochasz i ZAWSZE MUSISZ mnie kochać). Dochodzi tylko dodatkowo ZGORZKNIENIE prozą życia codziennego.

                      > Rodzicielstwo jest egoistyczne z natury. Dlaczego samotna mama jest
                      skrajną egoistką?
                      Bo tak z matematyki wynika :)
                      Potrzeba rozmnożenia jest potrzebą WŁASNĄ, skierowaną na SIEBIE. Klecąc dzieciaki JĄ właśnie zaspokajamy a potomstwo jest tu tylko ŚRODKIEM a nie CELEM. Zgodnie z naturą zresztą. Cała reszta 'kochania, i wychowywania dzieci' to DODATEK, na którym one oczywiście zyskują.

                      Jeżeli rodziców jest dwoje, potencjalny zysk dzieci jest większy. Jeżeli tylko jedno to proporcjonalnie mniejszy, czysta matematyka.
                      Matulka, która decyduje się na potomstwo z definicji samotnie zmniejsza ten potencja 'dodatku' dla dziecka. I to jest JEJ decyzja. I tu objawia się jej większy egoizm, bo JEJ potrzeba jest WAŻNIEJSZA.

                      > dziecka. Ja wolałabym urodzić się jako dziecko samotnej matki niż
                      > mieć pojebanego ojca lub nie urodzić wcale. Czym się różni chęć
                      Raz, jeśli nie urodziłabyś się wcale to nie miałabyś zdania na ten temat :DDD
                      A ja wolałbym mieszkać z dziadkiem niż mieć matkę sadystkę, która dajmy na to przypalałaby mnie przed wieczorną modlitwą żelazkiem. Możemy się tak oczywiście licytować ale zdaje się, że NIE O TYM MOWA.

                      Oczywiście Panie zaraz stwierdzą, że chęć posiadania potomstwa wypływa z czystej miłości do dzieci czy jakoś tak bardziej wirtualnie :) Z tym, że to BEZCZELNE KŁAMSTWO, powtarzane od wieków. Każdy, kto się chce rozmnożyć realizuje tym samym SWOJE i tylko SWOJE potrzeby. Aha, płeć nie tu nic do rzeczy.
                      • zakletawmarmur Re: Swoje potrzeby kontra 'robię to dla dzidzi' 02.06.10, 13:50
                        > Mam trochę inne obserwacje. Stopień skupienia pozostaje ('Tylko ty
                        NAPRAWDĘ mni
                        > e kochasz i ZAWSZE MUSISZ mnie kochać). Dochodzi tylko dodatkowo
                        ZGORZKNIENIE p
                        > rozą życia codziennego.

                        Kobieta ktora świadomie decyduje się na samotne macierzyństwo, nie
                        robi tego, gdy proza życia jest dla niej zbyt przytłaczająca. Może
                        raczej piszesz o samotnych matkach, które zostały porzucone przez
                        swoich partnerów i nie mają szans na drugi związek?

                        > Jeżeli rodziców jest dwoje, potencjalny zysk dzieci jest większy.
                        Jeżeli tylko
                        > jedno to proporcjonalnie mniejszy, czysta matematyka.
                        > Matulka, która decyduje się na potomstwo z definicji samotnie
                        zmniejsza ten pot
                        > encja 'dodatku' dla dziecka. I to jest JEJ decyzja. I tu objawia
                        się jej większ
                        > y egoizm, bo JEJ potrzeba jest WAŻNIEJSZA.

                        Frazesy chyba nie do końca przemyślane.
                        Natura tak to wymyśliła, że potrzeba obojga rodziców. Ojca ma się
                        więc zawsze. Jego wkład może być innego rodzaju. Np. zdrowe,
                        ruchliwe plemniki z dobrymi genami. Matka robi resztę, bo może.

                        > A ja wolałbym mieszkać z dziadkiem niż mieć matkę sadystkę, która
                        dajmy na to p
                        > rzypalałaby mnie przed wieczorną modlitwą żelazkiem. Możemy się
                        tak oczywiście
                        > licytować ale zdaje się, że NIE O TYM MOWA.

                        Tak czy inaczej wolałbyś się jednak urodzić, prawda?
                        Każdy, kto się chce rozmnożyć realizuje tym sa
                        > mym SWOJE i tylko SWOJE potrzeby. Aha, płeć nie tu nic do rzeczy.

                        A żebyś wiedział, że to całkiem naturalna ptrzeba. Tylko u kobiet
                        faktyczni dochodzi do tego potrzeba "zaopiekowania się kimś". Tak
                        samo jak potrzeby seksualne czy wszystkie inne są potrzebami
                        EGOISTYCZNYMI. Ty chcąc "nie mieć dzieci" też realizujesz swoją
                        egoistyczną potrzebę nie posiadania potomstwa:-) Tylko Twoje
                        potrzeby wydają Ci się mniej egoistyczne, bo są Twoje własne:-)
                        • songo3000 Re: Swoje potrzeby kontra 'robię to dla dzidzi' 02.06.10, 15:48
                          zakletawmarmur napisała:

                          > Kobieta ktora świadomie decyduje się na samotne macierzyństwo, nie
                          > robi tego, gdy proza życia jest dla niej zbyt przytłaczająca. Może
                          Zawsze może zrobić się paskudnie później. Przyszłość w ciągłym ruchu jest.

                          > > y egoizm, bo JEJ potrzeba jest WAŻNIEJSZA.
                          > Frazesy chyba nie do końca przemyślane.
                          Miałem na przemyślenia prawie 30 lat a wnioski są konkretne i solidnie umocowane, jeśli nie to podważ je. Inaczej faktycznie, ktoś tu frazesy puszcza :)))

                          > Natura tak to wymyśliła, że potrzeba obojga rodziców. Ojca ma się
                          > więc zawsze. Jego wkład może być innego rodzaju. Np. zdrowe,
                          > ruchliwe plemniki z dobrymi genami. Matka robi resztę, bo może.
                          Matkę też się zawsze ma. Nikt jej nie każe się dzieckiem opiekować. No, chyba że ma taką potrzebę ale to już jej broszka.

                          > Tak czy inaczej wolałbyś się jednak urodzić, prawda?
                          Pytanie jest albo naiwne (bo zakładasz że masz jakąś wolę jako dziecko niepoczęte jeszcze :) albo... bardzo głębokie, czego z kolei absolutnie nie w takim wątku.

                          > A żebyś wiedział, że to całkiem naturalna ptrzeba. Tylko u kobiet
                          Nie odbieram jej naturalności. W ogóle nie rozważam kwestii jej pochodzenia bo to nie ma nic do sprawy.

                          > faktyczni dochodzi do tego potrzeba "zaopiekowania się kimś". Tak
                          > samo jak potrzeby seksualne czy wszystkie inne są potrzebami
                          > EGOISTYCZNYMI. Ty chcąc "nie mieć dzieci" też realizujesz swoją
                          > egoistyczną potrzebę nie posiadania potomstwa:-) Tylko Twoje
                          > potrzeby wydają Ci się mniej egoistyczne, bo są Twoje własne:-)
                          Nie 'wydają się' Zaklęta tyla SĄ mniej egoistyczne. Bo ja nie wykorzystuję osób trzecich jako ŚRODKÓW do zaspokojenia tej mojej potrzeby. Prawda to czy nie?
                          • zakletawmarmur Re: Swoje potrzeby kontra 'robię to dla dzidzi' 02.06.10, 16:06
                            > Nie 'wydają się' Zaklęta tyla SĄ mniej egoistyczne. Bo ja nie
                            wykorzystuję osób
                            > trzecich jako ŚRODKÓW do zaspokojenia tej mojej potrzeby. Prawda
                            to czy nie?

                            Ależ nie dajesz im szansy pojawienia się na świecie. Też z
                            egoistycznych pobudek:-) Wychodzi na to samo...

                            > Miałem na przemyślenia prawie 30 lat a wnioski są konkretne i
                            solidnie umocowan
                            > e, jeśli nie to podważ je. Inaczej faktycznie, ktoś tu frazesy
                            puszcza :)))

                            A ja widzę wnioski osoby mocno uprzedzonej:-)
                            • songo3000 Re: Swoje potrzeby kontra 'robię to dla dzidzi' 02.06.10, 16:28
                              > Ależ nie dajesz im szansy pojawienia się na świecie. Też z
                              > egoistycznych pobudek:-) Wychodzi na to samo...
                              Zgodzę się z Tobą bez gadania jeśli jesteś przekonana o koncepcji reinkarnacyjnej wędrówki dusz w ciągłym procesie samodoskonalenia.
                              Inaczej to zwykła demagogia, implikująca za sobą bardzo, naprawdę BARDZO ciekawe wnioski :DDDDD

                              > A ja widzę wnioski osoby mocno uprzedzonej:-)
                              A niby do czego uprzedzonej?
                              • zakletawmarmur Re: Swoje potrzeby kontra 'robię to dla dzidzi' 02.06.10, 16:50
                                Widzisz Songo śmieszy mnie demonizowanie egoizmu kobiety, która
                                świadomie postanawia zostać samotną matką skoro tak naprawdę
                                wszystkie decyzje, które podejmujemy są egoistyczne. Wszystkie!
                                Nawet rzucając żebrakowi bułkę robimy to dla siebie. Skoro wszystko
                                jest egoistyczne to po co skupiać się na egoizmie macierzyństwa?
                                No chyba, ze nie ma się innych argumentów.

                                Swoją drogą to seks też jest egoistyczną potrzebą. Czy to oznacza,
                                że powinniśmy z niego rezygnować? Ba, jeśli pomyśli się też o
                                przyjemności, uczuciach tej drugiej strony, to może się okazać, że
                                wyjdzie z tego coś i dla niej wartościowego. Tak samo może być z
                                macierzyństwem. Można zaspakajać swoją egoistyczną potrzebę
                                przekazania genów, opieki nad dzieckiem i zrobić to w taki sposób,
                                że i dziecko na tym skorzysta:-)
                                • songo3000 Re: Swoje potrzeby kontra 'robię to dla dzidzi' 02.06.10, 17:21
                                  > Nawet rzucając żebrakowi bułkę robimy to dla siebie. Skoro wszystko
                                  Jasne. Ale żebrak może z niej skorzystać lub nie. Dziecko niekoniecznie.

                                  > Swoją drogą to seks też jest egoistyczną potrzebą. Czy to oznacza,
                                  Aha, czyli poziom egoizmu wszędzie jest równy? a może jednak tu szczyt a tam dolina jednak.

                                  > przekazania genów, opieki nad dzieckiem i zrobić to w taki sposób,
                                  > że i dziecko na tym skorzysta:-)
                                  Ba, często nawet dokładnie tak wychodzi :) A czasami jednak nie. Coraz częściej jednak to drugie.
                                  • zakletawmarmur Re: Swoje potrzeby kontra 'robię to dla dzidzi' 02.06.10, 17:37
                                    Coraz częściej
                                    > jednak to drugie.

                                    To jest Twoja opinia:-) Zresztą dopiero od niedawna kobiety
                                    podejmują świadomie decyzje o samotnym macierzyństwie więc nie wiem
                                    skąd Ty masz takie dane? Wyciągasz wnioski na podstawie kobiet,
                                    które zostały porzucone przez mężów i nie miały wyboru, tylko
                                    MUSIAŁY dzieci samotnie wychowywać?
                                    • songo3000 Re: Swoje potrzeby kontra 'robię to dla dzidzi' 02.06.10, 17:41
                                      A co za różnica dlaczego? O skutkach 'samotnictwa' tu mówimy.
                                      • zakletawmarmur Re: Swoje potrzeby kontra 'robię to dla dzidzi' 02.06.10, 18:26


                                        Inne odczucia miałabym, gdy porzucił mnie mój ukochany, ale
                                        niedoskonały mąż (i przerzucił na mnie ciężar opieki nad dzieckiem)
                                        a kiedy sama poszukałabym sobie tego "ekstra materiału genetycznego".

                                        W drugim przypadku nie czułabym się wykorzystana. Łatwiej byłoby mi
                                        być dobrą matką:-) Nie jestem jakoś wyjątkowo mściwa ale potrafię
                                        zrozumieć tą subtelną ale istotną różnicę:-)
                                        • songo3000 Re: Swoje potrzeby kontra 'robię to dla dzidzi' 02.06.10, 19:04
                                          Wiesz co? już się pogubiłem :)))
                                          • kag73 Re: Swoje potrzeby kontra 'robię to dla dzidzi' 02.06.10, 19:15
                                            Ano, bo o czym tutaj dyskutowac. Dziewczyna jest w bardzo trudnej sytuacji i
                                            wcale jej nie zazdroszcze, potrafie sie wczuc w jej polozenie. To nie jakas tam
                                            potrzeba typu chce samochodu albo domu, tutaj chodzi o potrzebe
                                            naturalna/instynk/biologie: jest kobieta i chce miec dziecko. Okazuje sie, ze
                                            teraz jest ostatni dzwonek, bo potem nici z ciazy, taka diagnoza potrafi powalic
                                            z nog.
                                            Albo stwierdzi, ze trudno, nie ma kandydata, rezygnuje i taki los, moze jednak
                                            pozniej sie uda a moze zostanie bezdzietna, albo decyduje sie na dziecko z
                                            obecnym facetem, ktory na wielu plaszczyznach jest calkiem do rzeczy. Jednak
                                            wyrokuje, ze jak sie zdecyduje na dziecko z nim, to juz pozniej z nim zostanie,
                                            bo ze wzgledu na dziecko nie bedzie potrafila sie rozstac.
                                            Hmm, coz jej doradzac. Nie wiem. Sama ona musi zadecydowac, co jest jej
                                            najwazniejszym priorytetem.
                                            Niemniej jednak rozmowe o emocjach i pozyciu musialaby z nim przeprowadzic, bo
                                            chlop pewnie nawet nie wie, ze cos jest nie tak. Stary kawaler, stare
                                            przyzwyczajenia, brak doswiadczenia. Na dwoje babka wrozyla.
                    • krzysztof-lis Re: Problem społeczny :/ 02.06.10, 20:36
                      > Rodzicielstwo jest egoistyczne z natury.

                      Chyba Twoje. Bo ja nigdy nie zrobiłem w życiu nic bardziej altruistycznego, niż
                      spłodzenie dziecka.
                      • zakletawmarmur Re: Problem społeczny :/ 02.06.10, 23:02
                        Altruistycznie to by było gdybyś zaadoptował dziecko i to też w
                        ograniczonym zakresie:-)
                        • kag73 Re: Problem społeczny :/ 02.06.10, 23:42
                          Altruistycznie to by bylo gdyby zaadoptowal dziecko uposledzone albo chore.
                          • zakletawmarmur Re: Problem społeczny :/ 02.06.10, 23:49
                            No ale wtedy też realizowałby własną potrzebę zaopiekowania się
                            kimś:-)
                            • kag73 Re: Problem społeczny :/ 02.06.10, 23:55
                              Ano jakby na to nie spojrzec wszycy egoistycznie cale zycie realizujemy wlasne
                              potrzeby.
                              Z drugieje strony, moze chcialby pomoc, chociaz i to mozna nazwac potrzeba
                              udzielenia komus pomocy :)
                              Tylko tu raczej nie egoizmu a to wielkiego serca potrzeba, przyznaje ze
                              smutkiem, ze takiego nie posiadam, albo jestem zbyt egoistyczna.
                              • zakletawmarmur Re: Problem społeczny :/ 03.06.10, 00:14
                                > Tylko tu raczej nie egoizmu a to wielkiego serca potrzeba,
                                przyznaje ze
                                > smutkiem, ze takiego nie posiadam, albo jestem zbyt egoistyczna

                                Ja też jestem zbyt egoistyczna. Wolontariat, gdzie z takimi dziećmi
                                spędza się kilka godzin tygodniowo- tak i owszem. Całe dnie,
                                tygodnie, miesiące- miałabym problem nawet z własnym dzieckiem.
                  • kag73 Re: Problem społeczny :/ 02.06.10, 12:21
                    Przede wszystkiom i na poczatek, drogi songo, zapytaj tych wychowanych przez
                    samotne matki czy ciesza sie, ze zyja, ze sa na tym swiecie. Gwizdze na to co
                    sobie songo baja o przedmiotowym traktowaniu, zycie jest fajne.
                    Ja znam przypadek corki agresora, twardy ale sprawiedliwy walil po rowno i matke
                    i dzieciaki. Oj, jaki wspanialy tato i wspaniale dziecienstwo i jaka szkoda.
                    Uwierz mi, spaczenia zdarzaja sie wszedzie, niektorzy maja obojga rodzicow a
                    nieporadni sa.

                    Po drugie, mezyzni zdaja sie miec powazne braki, tego powinno sie moze uczyc w
                    szkole sredniej:
                    Jezeli mezczyzna decyduje sie na seks z kobieta, moze z tego wyjsc dziecko,
                    nawet mimo stosowania antykoncepcji. W takiej sytuacji powinien/musi wziac
                    odpowiedzialnosc za swoje czyny, tak samo jak czyni to kobieta. Jezeli tego nie
                    wie i jest ciec to niech sie w ogole za seks nie zabiera.
                    Z facetem byc nie musze co nie zmienia faktu, ze on jezeli zechce moze byc
                    ojcem, tzn. miec kontakt z dzieckiem i na nie placic, zeby zapewnic mu lepsza
                    przyszlosc. Prawda jest taka, ze wielu tego zwyczajnie NIE CHCE. Poza tym nie
                    powiedziane, ze taka "samotna" matka nie znajdzie innego partnera a wtedy on
                    przejmie role ojca, bo nie ten co splodzil(zwlaszcza jezeli nie jest
                    zaiteresowany) tylko ten co wychowuje jest ojcem.

                    • songo3000 Re: Problem społeczny :/ 02.06.10, 12:54
                      Tak, tak, jakby nie patrzeć, zawsze winny facet :)
                      Zdaje się, że rozmawiamy tu kobietach, które świadomie i z założenia tego ojca w życiu dziecka nie chcą więc żale trochę nietrafione.

                      Co do reszty. Możesz sobie myśleć skrajnie życzeniowo jakie to 'samotne matulki' są dzielne a ich potomstwo 'niczym się nie różni'. Proponuję rozejrzeć się naokoło i zdjąć 'polityczno-poprawny' :) filtr z oczu. Przypatrz się CO i JAK się dzieje w takich rodzinach.
                      Jak na razie to Ty bajeczki opowiadasz, ja opieram się na zaobserwowanych faktach, rozmowach czy też przykładzie z rodziny, gdzie tatusiek prysnął w siną dal po rozwodzie, hehe.
                      Pokolenia, które właśnie dorastają ze społecznego punktu widzenia są po porostu PASKUDNE. Dzieci samotnych matulek, NIE, nie wszystkich. Piszę o tych, których jedynym celem i ambicją w życiu było 'to jedno, jedyne, najwspanialsze, Boże dlaczego nikt go nie docenia?...' niekompatybilne z żadnym otoczeniem. Więc wybacz, że powtórzę - promowanie takiego podejścia to zwykła patologia.
                      • kag73 Re: Problem społeczny :/ 02.06.10, 13:07
                        Przeciez ja wcale nie mowie , ze to promuje.
                        Jak najbardziej jestem za idylla rodzinna, harmonia, mamusia, tatus, dziecko,
                        sama w takiej zyje i zawsze takiej chcialam. Ale zycie, moj drogi, to nie
                        koncert zyczen, niestety!
                        • songo3000 Re: Problem społeczny :/ 02.06.10, 13:24
                          Promuje to koleżanka Triss dla ścisłości :) Faktycznie, życie układa się różnie i trza się do niego adaptować. Tu jednak nie jest mowa o losowym 'układaniu się' tylko o świadomym 'układzie' :D
                      • zakletawmarmur Re: Problem społeczny :/ 02.06.10, 13:36

                        A może Songo to Ty masz na oczach filtr, który pozwala się wszędzie
                        doszukiwać patologicznych mamusiek co to żyją dla dziecka? Samotne
                        matki rzadko tak żyją, to już prędzej kobiety w związkach z
                        facetami "bez jaj".
                        Trzeba to życie tak zorganizować, żeby dla wszystkich było jak
                        najlepiej:-)
                        Przy założeniu, że:
                        - mężczyźni nie chcą mieć dzieci (albo chcą w wieku 50 lat z 20-
                        latkami). Tu na forum każdy jeden to podkreśla i doszukuje się
                        wszędzie "wrabiania w dziecko".
                        - my, bez dziecka będziemy bardzo nieszczęśliwe
                        - dla dziecka i tak lepiej jest, że się urodziło
                        - nawet jeśli znajdzie się chętny i tak mamy aż 50% szans na rozwód
                        i samotne macierzyństwo.

                        Co można zrobić?
                        1. Poniżać się i żebrać od faceta plemnika a później modlić się,
                        żeby biedak nie poczuł się wykorzystany, odrzucony blablabla i nie
                        porzucił nas przy pierwszej okazji. Z łaski zapłacił jakieś gówniane
                        300 zł alimentów i latami przeżywał, jak to nie został podle
                        wychujany.
                        2. Zrezygnować z macierzyństwa i za dwadzieścia lat patrzeć na tych
                        wszystkich mężczyzn, którzy kiedyś nas kochali, jak szczęśliwie
                        spełniają się ojcowsko z 20 lat młodszymi panienkami. I myśleć jak
                        to nam pieprzyli głupoty o uczuciach i przewadze układów bez dzieci
                        nad rodzinami.
                        3. Świadomie zdecydować się na samotne macierzyństwo. Poszukać
                        sobie "dobrego materiału genetycznego". To i tak więcej niż wielu
                        ojców może zapewnić. "Męskim wzorem" wcale nie musi być ojciec, może
                        być brat, dziadek, nowy przyjaciel. IMO z tych możliwości jest to
                        opcja najmniej poniżająca i najmniej krzywdząca. Kobieta ma dziecko,
                        facet nie został wrobiony, dziecko żyje i przynajmniej po tatusiu ma
                        w miarę dobre geny:-)

                        Fakt, że kobieta decyduje się na samotne macierzyństwo nie jest
                        wyrokiem, że dziecko będzie dupowate. Z Twojego postu kipi od
                        uprzedzeń:-)
                        • kutuzow Re: Problem społeczny :/ 02.06.10, 13:57
                          zakleta ---> zaskocze Cię pewnie, ale tym razem popieram Cię w
                          pełni. Także jestem zdania, że wariant 3 jest zdecydowanie lepszy.
                          Przypadki które opisuje Songo wcale nie muszą być wynikiem samotnych
                          matek które świadomie się zdecydowały na macierzyństwo w pojedynkę,
                          równie dobrze mogą to być dzieci ze związków które z czasem się
                          rozpadły. W Polsce w przeważającej większości to matki po rozwodzie
                          zajmują się opieką nad dziecmi. Gorycz rozpadu związku, poczucie
                          zranienia przez partnera może działać dużo gorzej na podejście
                          takiej "porzuconej" matki niż tej która od początku jest sama.

                          Oglądałem kiedyś bardzo dobry program na BBC, mieli taki
                          projekt "Dzieci XX wieku" zaczeli obserwować ok 20tki dzieciaków od
                          chwili ich pocześcia w 1999 roku (poród na początku 2000) i przez 18
                          lat mają być pod opieką naukowców (lekarze psycholodzy itp)
                          analizować wpływ środowiska, pełnej lub nie pełnej rodziny, genów
                          (był tam także bliźniaki w tej grupie). Już po kilku latach widać
                          jak bardzo kruche są to zazwyczaj zwiazki i jak zmienia się
                          perspektywa po narodzinach dzieci. Co ważne naukowcy brytyjscy
                          określili, że ponad 65% matek utrudnia kontakt dziecka z ojcem.
                          Dziecko staje się niejako zakładnikiem matki. Myślę że takie
                          podejście jest znacznie gorsze dla dziecka, niż w pełni świadome
                          samotne macierzyństwo.
                          • zakletawmarmur Re: Problem społeczny :/ 02.06.10, 17:44
                            > określili, że ponad 65% matek utrudnia kontakt dziecka z ojcem.

                            To i tak niewiele w porównaniu z tym, że 90% mężczyzn nie płaci
                            alimentów. Często bardzo niskich zresztą:-)
                        • rumpa Re: Problem społeczny :/ 02.06.10, 14:18
                          A może Songo to Ty masz na oczach filtr, który pozwala się wszędzie
                          > doszukiwać patologicznych mamusiek co to żyją dla dziecka?

                          no własnie, jak dziecko, to na pewno biedny facet wrobiony, mamuski
                          po ciąży zapuszczone itd

                          specjalnie obserwowałam ostatnio ludzi pod tym katem - i
                          zapuszczonych mamusiek było znacznie mniej niż zapuszczonych
                          tatusków, a oni wszak żadnych burz fizjologicznych nie przechodzili.

                          temat z ciażą - tylko czekam jak wyskoczy Songo :))) jako heheh
                          najbardziej doświadczony tutaj.

                          Kurde facet CO CI SIĘ STAŁO? KTO CI KRZYWDĘ ZROBIŁ?
                          • gardenersdog Re: Problem społeczny :/ 02.06.10, 14:22
                            Songo to falanga wojującej bezdzietności afirmatywnej;)
                            • songo3000 Re: Problem społeczny :/ 02.06.10, 16:45
                              Ba, mogę nawet załatwić 50% zniżki na składki członkowskie przez pierwsze trzy miesiące ;)))
                          • songo3000 Re: Problem społeczny :/ 02.06.10, 16:18
                            > no własnie, jak dziecko, to na pewno biedny facet wrobiony
                            Racz zauważyć, że z mojej strony ani słowa o tym nie było. W zasadzie to chyba w ŻADNYM wątku na tym forum :)

                            > heheh
                            > najbardziej doświadczony tutaj
                            Na to wygląda. Każdego semestru przewija się 'przeze mnie' około dwustu młodych ludzi, przeważnie mężczyzn (bo do facetów zazwyczaj im brakuje). Obserwacje i rozmowy chcąc-niechcąc prowadzę o lat, wnioskowaniem z kolei zajmuję się zawodowo. Ktoś ma tu większe albo choć RÓWNE doświadczenie? No słucham, słucham.

                            > Kurde facet CO CI SIĘ STAŁO? KTO CI KRZYWDĘ ZROBIŁ?
                            Mamusia mnie molestowała ;P Powiedziałem w końcu dosyć głośno i konkretnie jak sprawy stoją, KTO, KIM realizuje swoje potrzeby posiadania (piękne określenie w tym kontekście) dziecka. Rozumiem, że to złamanie kolejnego TABU - lepiej wytłumaczyć sobie, że ten Songo to porypany jest niż rzeczowo pomyśleć i zdjąć z piedestału 'szlachetne' motywy.
                            • rumpa Re: Problem społeczny :/ 02.06.10, 23:35
                              jakie kto kim?
                              ilu panów akceptuje prezerwatywę?
                              a ciąża jest najbardziej naturalnym stanem wynikającym z uprawiania
                              seksu!
                              pan nie zyczy sobie byc tatusiem - pan kupuje plastikową lalę albo
                              chodzi do burdelu a nie zawraca głowę kobiecie.
                              ewentualnie wersja arabska - dupczy kumpla, a skoro w ciagu semsetru
                              masz tam ich 200, to se na pewno jakiegoś w swoim typie dobierze
                              :)))
                              dla mnie koniec tematu.
                              mam tyle szacunku dla męskiej potrzeby rżnięcia ile ty dla kobiecej
                              - macierzyństwa.
                              My nie możemy czekać! Gwiazdy holyłudu rodzą zdrowe dzieci po 40tce
                              ale to są dzieci po diagnostyce preimplantacyjnej, o czym zreszta
                              swiadczy procent bliźniaków.
                              Jak pani z middle class uwierzy w durne bajki z kolorowych
                              magazynów, to konczy sie tragedią. I coś ci powiem - moja siostra
                              właśnie zbliża się do 35 - uczciwa była itd i żałuje jak cholera -
                              bo została wystawiona rufą do wiatru a teraz normalnie się boi, bo
                              wie ile ma lat. Ma kupę kasy, własne mieszkanie, samochód, wakacje
                              na całym swiecie i jest przegrana, do bolu przegrana.
                              Ja nie jestem kobietą która realizuje sie w macierzyństwie,
                              wychowywanie dzieci to dla mnie koszmar, ale...
                              żaden facet nie doskoczy nawet do poziomu zaangażowania i troski
                              jaką odczuwam w stosunku do małych. I nie wywoła nawet sladu takiego
                              uniesienia, jak to które mnie ogarnia jak patrzę na ich buźki.
                              Żaden brak seksu nie wywoływał takiego rozpaczliwego bólu i
                              wrażenia pustki jak chęć zajścia w ciążę.
                              Moja przyjaciolka umiera z rozpaczy bo nie może mieć dzieci, równiez
                              adopcja odpada. Tego się nie da opisać, to trzeba przezyć.

                              Druga sprawa - nie wpa∂ło ci do głowy że to normalne odreagowanie?
                              bo jest ciężko i tyle. Nikt nie obiecywał że bedzie łatwo.I trzeba
                              odreagowac.

                              A kim Ty jesteś, Songo? jak znalazłes się na swiecie? i co zrobisz
                              gdy któregos dnia Twoja zona posmutnieje a po jakims czasie okaże
                              sie że zapomniała tabletki albo odkleił się plasterek i nie
                              zauważyła :) ?
                              • zakletawmarmur Re: Problem społeczny :/ 03.06.10, 00:10
                                > ilu panów akceptuje prezerwatywę?

                                Rok temu temat samotnego macierzyństwa został poruszony na imprezie
                                wśród moich znajomych. Koledzy byli oburzeni tym, że można wrabiać w
                                dziecko (nawet gdy kobieta nie chce alimentów) biednego mężczyznę.
                                Koleżanka stwierdziła, że w ciągu ostatnich dwóch lat miała całkiem
                                sporo kochanków i każdemu z nich musiała przypominać o
                                prezerwatywie. W sumie to wystarczyłoby, żeby tego nie robiła...
                                Panowie uważali, że "to za mało". Tak więc co powinna zrobić
                                kobieta? Wystosować specjalne pismo? No i dlaczego miałaby się tak
                                starać? Przecież dorosły mężczyzna powinien mieć tego świadomość
                                skąd się biorą dzieci...
                                • rumpa Re: Problem społeczny :/ 03.06.10, 00:41
                                  jak dla mnie czesć panów przyzwyczaiła sie że są królami życia, ich
                                  słowo (to dziwka) jest prawem a ich kaprysy i przyjemności -
                                  potrzebami.
                                  Ja tam przygladam się panom i zauważyłam że jest grupa mężczyzn,
                                  która nie ma problemu z prezerwatywami tudzież całej masy wyrwanych
                                  pijanych "dup" na koncie. Ich cechą wspólna jest to że nie uważają
                                  że dziecko to sprawa kobiety, poczuwaja sie do odpowiedzialności i
                                  mają jakies życie wewnetrzne, niekoniecznie tasiemca czy glizdy. Nie
                                  trzeba ich ganiać z komornikiem po alimenty itd. Co ciekawe,
                                  automatycznie eliminują ze swojego towarzystwa takich "królów
                                  życia", jak grupa mojego męża pewnego dzentelmena co do którego
                                  zaszły podejrzenia że zdradza żone i nie dba o dziecko w stopniu
                                  który oni ustalili za minimalny. Nie mówia o kobietach dupy czy
                                  swinie. Ostatnio mój mąż przyszedł zbulwersowany faktem że jego
                                  kolega z pracy wyraził sie o dziewczynie z która był w kinie per
                                  "dupa". Dłuższy czas się zastanawiał po cholere umawiać się z
                                  kobietą którą się tak okresla. Na moją odpowiedx - dla seksu, tylko
                                  się spojrzał. Współczuję gorąco tym wszystkim naiwnym które poslubią
                                  tych "znajomych". Juz naprawde lepiej być samotna matką niż
                                  wychowywac dziecko w towarzystwie takiego "mężczyzny".
                                  • zakletawmarmur Re: Problem społeczny :/ 03.06.10, 01:29
                                    Jestem przeciwniczką forsowania swojej opcji na siłe. Jeśli pan chce
                                    bzykać bez zobowiązań to bardzo dobrze. Jeśli mamy na to ochotę to
                                    korzystamy (co w tym złego?). Jeśli oczekujemy "czegoś więcej" to
                                    pana sobie odpuszczamy i nie czekamy aż zmieni zdanie.

                                    Niestety panowie też nie potrafią szczerze się określić. Kiedy
                                    rozmawiam z moim partnerem o różnych, planach (nie koniecznie
                                    życiowych) nigdy nie mówię tylko "może tak", bo mam świadomość, że
                                    rodzi to nadzieje.

                                    Bo "może tak" oznacza też "może nie".

                                    Zawsze o tym mojemu facetowi przypominam, nawet w błahych sparach.
                                    Nie lubie robić nadziei ciesząc się, że udało mi się osiągnąć swój
                                    cel. Wiem, że jeśli kiedyś okaże się, że jego plany się nie ziszczą
                                    to może być bardzo rozczarowany. No i przede wszystkim dzięki temu
                                    nie czuje presji, żeby zmuszać się do czegoś czego nie chcę, tylko
                                    po to, żeby ktoś nie czuł się zawiedziony.

                                    Gdyby pan odmawiający żonie dziecka zapytał ją na poważnie, czy
                                    jeśli za pięć lat okaże się, że się rozstaną (z jego powodu) to czy
                                    nie będzie zawiedziona, że tyle lat na niego "zmarnowała"- to wiele
                                    kobiet wiedziałoby co robić:-)
                              • zakletawmarmur Re: Problem społeczny :/ 03.06.10, 00:46
                                Swoją drogą to zauważam ostatnio, że część ludzi ma problem
                                z "odpuszczaniem sobie". U kobiet objawia się to wieloletnimi
                                walkami, żeby mąż zechciał je zapłodnić... Podziwiam:-)

                                Jeśli okazuje się, że czegoś mieć nie mogę to szukam innego
                                rozwiązania a obecne, nieskuteczne sobie zwyczajnie odpuszczam.
                                W przypadku ciąży logiczne wydaje mi się po pierwszej usłyszanej
                                odmowie poszukać sobie innego pana- kolegi geja (lubiącego dzieci),
                                dojrzałego bezdzietnego kawalera (tak po 50-siątce), mężczyzny,
                                który już wie, że chce mieć dzieci- jeśli liczy się na wsparcie
                                materialno-czasowe lub młodego przystojniaka- jeśli wsparcie nas nie
                                interesuje. Po co zamęczać siebie i faceta?
                                • rumpa Re: Problem społeczny :/ 03.06.10, 01:04
                                  bo zgodnie z socjobiologia czy czyms takim ten pan jest właścielem
                                  jedynie optymalnego zestawu genów i z każdym innym na swiat przyjdzie
                                  uposledzony umysłowo paralityk :)))
                                • urquhart Re: Problem społeczny :/ 03.06.10, 08:46
                                  zakletawmarmur napisała:
                                  > Jeśli okazuje się, że czegoś mieć nie mogę to szukam innego
                                  > rozwiązania a obecne, nieskuteczne sobie zwyczajnie odpuszczam.
                                  > (...) Po co zamęczać siebie i faceta?

                                  To pytanie z gatunku, jak się nie ma seksu w zwiazku to po co zamęczać partnerkę, trzeba poszukać sobie innej pani.
                                  Te same dylematy :)
                                  _____________________________________
                                  A łyżka na to: niemożliwe!
                                  • zakletawmarmur Re: Problem społeczny :/ 03.06.10, 10:49
                                    > To pytanie z gatunku, jak się nie ma seksu w zwiazku to po co
                                    zamęczać partnerk
                                    > ę, trzeba poszukać sobie innej pani.
                                    > Te same dylematy :)

                                    Ależ ja się z tym zgadzam. Tylko pewnie inaczej to rozumiemy.
                                    Zawsze podkreślam, że jeśli nie można się z jakością życia
                                    seksualnego w związku pogodzić to trzeba odejść i dać obojgu szanse
                                    na uczciwy związek:-)

                                    To samo dotyczy posiadania potomstwa- zamiast wrzucać tabletki do
                                    kibelka, dziurawić prezerwaty- trzeba odejść i szukać dalej.
                              • urquhart nie wywoła nawet śladu takiego uniesienia 03.06.10, 08:41
                                rumpa napisała:
                                > Ja nie jestem kobietą która realizuje sie w macierzyństwie,
                                > wychowywanie dzieci to dla mnie koszmar, ale...
                                > żaden facet nie doskoczy nawet do poziomu zaangażowania i troski
                                > jaką odczuwam w stosunku do małych. I nie wywoła nawet sladu takiego
                                > uniesienia, jak to które mnie ogarnia jak patrzę na ich buźki.
                                > Żaden brak seksu nie wywoływał takiego rozpaczliwego bólu i
                                > wrażenia pustki jak chęć zajścia w ciążę.

                                Ot faktycznie cała prawda.
                                Menczyźni kochają bardziej kobiety , a kobiety bardziej dzieci.
                                Jedni i drudzy spełniają swoje zakodowane (egoistyczne) potrzeby, z tym że kobiety pod sztandarem poświecalnictwa, a mężczyźni pod etykietką egoistycznych zachcianek.
                                forum.gazeta.pl/forum/w,15128,109947518,109947518,Mezczyzni_kochaja_bardziej.html

                                _____________________________________
                                A łyżka na to: niemożliwe!
                                • zakletawmarmur Re: nie wywoła nawet śladu takiego uniesienia 03.06.10, 10:57

                                  > Menczyźni kochają bardziej kobiety , a kobiety bardziej dzieci.

                                  Tak jasne, mężczyźni są uodpornieni na rozmnażanie, tylko uczucia do
                                  partnerek im w głowie:-) Piszesz to z perspektywy 40-latka, który
                                  ojcowsko czuje się spełniony. Bezdzietny 50-latek, który nie może
                                  mieć już dzieci z żoną szybko zmienia zdanie:-)
                                • rumpa Re: nie wywoła nawet śladu takiego uniesienia 03.06.10, 15:41
                                  miłość kobiety do dziecka - nieprzespane noce, walka o każdy grosz,
                                  wieloletnia terapia gdy zachodzi taka potrzeba, czasem znoszenie
                                  przez całe zycie komplikacji poporodowych, codzienna orka z małym
                                  uparciuchem, i wielkie szczęście gdy wielki już chłop , cały
                                  umorusany ziemią z ogromnego dołu który właśnie wykopał, włazi na
                                  kolana i mizia się jak mały kotek
                                  miłość mężczyzny do kobiety - opatrzyłaś się sorry, to juz całe trzy
                                  lata, chyba utyłaś, co , cycka ci obetną?, zapie...dalaj w ciązy do
                                  roboty bo ja rozumiesz, muszę po prostu musze sobie kupic kino
                                  domowe albo chałupę zbudowac, bo inaczej sie nie spełnie w życiu,
                                  dlaczego tak nudno, jak nudno to ja se musze poszukać rozrywek...


                                  tak, wiem że są meżczyźni ktorzy kochają, ale cała reszta...to
                                  właśnie to że chwilowo rżnąć chcą te konkretna panią z fajerwerkami,
                                  bez żadnych niedogodności, rzecz jasna, nazywają miłoscią.

                                  nie warto dla nich z czegokolwiek rezygnować i tyle

                                  a ci co potrafią kochać, z dziećmi problemu nie mają i tyle...
                              • triss_merigold6 Yes yes yes 03.06.10, 13:06
                                Rumpa, pozwól, że się pod Tobą podpiszę, nie mam weny na tworzenie dłuższych
                                wypowiedzi.
                                Też znam kobiety, które były wobec wieloletniego partnera/męża fair i przegrały.
                                Również nie realizuję się jedynie w macierzyństwie ale po odchowaniu pierwszego
                                dziecka odczuwam silną biologiczną potrzebę zajścia w ciążę , nie da się jej
                                wytłumić ani zastąpić inną aktywnością.
                                • zakletawmarmur Re: Yes yes yes 03.06.10, 19:38
                                  Wiesz co, ja myślę, że bycie fair zawsze się opłaca. Nawet jeśli
                                  ktoś nas później potraktuje źle. Ta świadomość, że było się ok, jest
                                  cenna sama w sobie.
                                  Tu chodzi raczej o inny problem, żeby będąc w porządku wobec kogoś
                                  nie poświęcić zbyt wiele. Ludzie traktują związki jako taką polisę
                                  ubezpieczeniową i poświęcają różne rzeczy (rodzicielstwo, pieniądze,
                                  energie życiową) nie dlatego, że chcą komuś sprawić przyjemność,
                                  tylko z nadzieją, że to im się zwróci. Życie pokazuje, że jest zła
                                  taktyka. Przy każdym większym poświęceniu trzeba się zastanowić, czy
                                  w wypadku rozstania, nie będziemy czuć się wykorzystani.
                        • songo3000 Re: Problem społeczny :/ 02.06.10, 16:03
                          > A może Songo to Ty masz na oczach filtr, który pozwala się wszędzie
                          Każdy ma swój filtr w oczach. Ja swój zbudowałem na podstawie tego co wcześniej zobaczyłem. Nie na podstawie pobożnych życzeń i wzniosłych haseł.

                          > - dla dziecka i tak lepiej jest, że się urodziło
                          Absolutnie nie, nie można tak powiedzieć. Ani lepiej ani gorzej bo go NIE MA.

                          > - my, bez dziecka będziemy bardzo nieszczęśliwe
                          To się uszczęśliwiajcie ale nazywajcie sprawę po imieniu a nie bo 'dla dziecka' i w ogóle :)

                          > - mężczyźni nie chcą mieć dzieci
                          Jakoś większość w związkach dzieciatych jednak deklaruje że chciała... dziwne.

                          > matki rzadko tak żyją
                          To ciekawe skąd wysyp (wysyp, nie margines!) dzieci typu 'wiecznie nadąsana księżniczka' i Piotruś Pan, który zawsze miał 'wszystko'

                          > 2. Zrezygnować z macierzyństwa i za dwadzieścia lat patrzeć na tych
                          > wszystkich mężczyzn, którzy kiedyś nas kochali, jak szczęśliwie
                          > spełniają się ojcowsko z 20 lat młodszymi panienkami. I myśleć jak
                          Hehe, sama sobie odpowiedziałaś - klecić dzieci z tym tabunem chętnych, kasiastych 50 latków jak same macie po 20 lat. Coś nie tak?

                          > Fakt, że kobieta decyduje się na samotne macierzyństwo nie jest
                          > wyrokiem, że dziecko będzie dupowate. Z Twojego postu kipi od
                          > uprzedzeń:-)
                          Chociażby przez to, że podczas wychowania nie będzie miało przeciwnych a co najmniej różnych wzorców będzie spaczone. Mniej czy więcej ale będzie. Tego nie przeskoczysz zarzucając mi uprzedzenia :)
                          • zakletawmarmur Re: Problem społeczny :/ 02.06.10, 16:17
                            > To się uszczęśliwiajcie ale nazywajcie sprawę po imieniu a nie
                            bo 'dla dziecka'
                            > i w ogóle :)

                            Dla dobra swojego i dziecka:-) Nie powiesz mi, że lepiej jest się
                            nie urodzić wcale niż urodzić jako dziecko samotnej matki...

                            > Hehe, sama sobie odpowiedziałaś - klecić dzieci z tym tabunem
                            chętnych, kasiast
                            > ych 50 latków jak same macie po 20 lat. Coś nie tak?

                            To nie jest opcja dla każdej kobiety, na pewno nie dla mnie. Już
                            wolę zrobić sobie dziecko w wieku 35-lat z 20-latkiem i je później
                            utrzymywać:-) Na to samo w sumie wychodzi, czyż nie? Z
                            pięćdziesięciolatkiem i tak prędzej czy później bym się rozwiodła.
                            • gardenersdog Re: Problem społeczny :/ 02.06.10, 16:29
                              >> Nie powiesz mi, że lepiej jest się
                              nie urodzić wcale niż urodzić jako dziecko samotnej matki...

                              Klasyczny sofizmat;) Popracuj nad argumentacją.
                            • songo3000 Re: Problem społeczny :/ 02.06.10, 16:43
                              > nie urodzić wcale niż urodzić jako dziecko samotnej matki...
                              Zadajesz bardzo ważne, egzystencjalne pytanie.
                              Co lepiej, nie urodzić się wcale czy:
                              - urodzić się i być szcześliwym,
                              - urodzić się i być maltretowanym,
                              - urodzić się i umrzeć na raka w wieku 16 lat,
                              - urodzić się i znaleźć się na śmietniku,
                              - ...
                              Tylko ta pierwsza opcja jest oczywista, reszta niekoniecznie. No tak, tylko nikt jej nie gwarantuje :(

                              > To nie jest opcja dla każdej kobiety, na pewno nie dla mnie. Już
                              A to już Twoja sprawa, bo i 'wizja' możliwości Twoja :-)
                              • zakletawmarmur Re: Problem społeczny :/ 02.06.10, 17:33
                                Fatycznie pisze to z pozycji osoby, która sporo w życiu
                                doświadczyła. Jednak nie o to chodzi...

                                Samotne macierzyństwo ma pewne minusy. Nie wydają mi się one na tyle
                                duże, żeby te kobiety miały się nie decydować. Ma też pewne plusy-
                                można zapewnić dziecku lepszy materiał genetyczny niż jeśli
                                zdecydujemy się na dziecko z mężem:-)

                                Nie ma idealnych rodziców. Każdy powinien spróbować dać dziecku tyle
                                ile może. Samotna matka może być bardzo dobrą matką i zapewnić
                                dziecku więcej niż podstawę życiową. W sumie może zapewnić dziecku
                                więcej niż nie jedno małżeństwo.

                                A może zrobimy jakieś normy dla kandydatów na rodziców? Odrzucamy
                                wszystkie pary, które mogą się rozwieść (DDR, duża różnica wieku
                                partnerów, okresy bezrobocia męża itp), nie mają kasy na dwujęzyczną
                                nianie i duży dom z ogrodem, ludzi nieładnych, z odstającymi uszami,
                                bez ekstra wiedzy z zakresu wychowania i rozwoju dziecka itd.
                                Okazałoby się, że tak naprawdę to 2% ludzi powinno mieć dzieci.
                                • songo3000 Re: Problem społeczny :/ 02.06.10, 17:39
                                  > dziecku więcej niż podstawę życiową. W sumie może zapewnić dziecku
                                  Jakby się nie starała, nigdy nie zapewni dziecku bodźców i wzorców od obojga rodziców. Można oczywiście umiejszać znaczenie obecności (obecnego oczywiście :) ojca tylko... skąd potem taki wysyp mamisynków i innych popaprańcow emocjonalnych?
                                • songo3000 Re: Problem społeczny :/ 02.06.10, 17:40
                                  > Okazałoby się, że tak naprawdę to 2% ludzi powinno mieć dzieci.
                                  A nie powinno???
                                  • zakletawmarmur Re: Problem społeczny :/ 02.06.10, 17:55
                                    A kto ma o tym decydować. Jeśli ktoś czuje się na siłach, ma to
                                    wszystko dobrze przemyślane, jest gotowy na różne ewentualności to
                                    niech ma to dziecko nawet jeśli nie jest idealny.

                                    Ludzie mają różne schizy. Moi znajomi uważają, że jeśli ludzie nie
                                    są bardzo bogaci to dzieci mieć nie powinni. Bo w szkole będą się
                                    śmiać, że dziecko nie ma zarąbistej komórki, laptopa i mieszka w
                                    pokoju z bratem. Druga znajoma uważa, ze nie powinno się mieć dzieci
                                    po czterdziestce, bo to obciach mieć rodzico-dziadków. Trzecia że
                                    dziecko nie powinno się oddawać do żłobka/zostawiać z opiekunką
                                    i "karierowicze" dzieci mieć nie powinni. Czwarta, że nie powinno
                                    się mieć dzieci jeśli ma się jakieś choroby nawet typu AZS:-) Im
                                    dłużej żyję, tym bardziej mam wrażenie, że dla ludzi szacunek dla
                                    wolność osobistej innych ludzi jest nieosiągalny.
                                    • songo3000 Re: Problem społeczny :/ 02.06.10, 18:04
                                      > dłużej żyję, tym bardziej mam wrażenie, że dla ludzi szacunek dla
                                      > wolność osobistej innych ludzi jest nieosiągalny.
                                      Pomiędzy IMO ten, ta >nie powinna< tego/tamtego a >nie będzie mogła< jest jednak KOLOSALNA różnica.
                  • rumpa Re: Problem społeczny :/ 03.06.10, 01:27
                    oto dowod na to ze faceci sa bezuzyteczni dla losu dziecka-skoro
                    natura dala mozliwosc rozmnazania sie 72 letniemu gosciowi ktory w
                    najlepszym wypadku osieroci je za 10 lat,to znaczy ze nie jest im
                    potrzebny do prawidlowego funkcjonowania. Kobieta ma naturalnie
                    zaprogramowane min.20 lat zycia po ostatnim jajeczkowaniu (nie mowie
                    o chorobach,raku itd.tylko samej naturze) zeby malucha odchowac:P
                    jednak cos w tym jest...

                    no i chyba jest :)))
              • triss_merigold6 Re: Jest egoistyczna 01.06.10, 23:11
                Masz dzieci? Zdaje się, że nie. Różne są motywacje do podejmowania decyzji o
                dziecku, najczęściej zwyczajnie jest to biologiczna potrzeba rozrodu - zdrowa,
                naturalna, zgodna z teoriami socjobiologicznymi w dodatku. Jako, że jestem
                (formalnie rzecz biorąc) samotną matką (nie z założenia, bo dziecko planowane i
                ślubne) to na luzie mogę powiedzieć, że nie jest to najgorsza rzecz jaka się
                może w życiu przytrafić. Wręcz przeciwnie.
                De gustibus. Dla Ciebie egoizm, dla mnie pragmatyzm. Obecnemu partnerowi 2 lata
                wyjaśniałam, że chcę mieć drugie dziecko, potrzebuję i w ogóle to znakomity
                pomysł. On nie chciał ale przyjmował do wiadomości, potem myślał, aż w końcu
                podzielił moje zdanie i się staramy (używając języka z CiP). Zero zmuszania,
                facet jest dorosły, wie co robi i na co się decyduje, biorąc pod uwagę, że
                mojego jedynaka ogląda od 3 lat.
                • songo3000 Re: Jest egoistyczna 02.06.10, 00:06
                  triss_merigold6 napisała:

                  > ślubne) to na luzie mogę powiedzieć, że nie jest to najgorsza rzecz jaka się
                  > może w życiu przytrafić. Wręcz przeciwnie.
                  Dla Ciebie z pewnością :) Zresztą mówię tu o 'trochę' innych sytuacjach, nie?

                  > facet jest dorosły, wie co robi i na co się decyduje, biorąc pod uwagę, że
                  > mojego jedynaka ogląda od 3 lat.
                  No to pogratulować i trzymać kciuki :) a... co to ma do rzeczy?
                • songo3000 Re: Jest egoistyczna 02.06.10, 00:23
                  Zaraz, jaka 'samotna matka' skoro "obecnemu partnerowi"... lipa jakaś ;)
                  • triss_merigold6 Re: Jest egoistyczna 02.06.10, 09:03
                    Na papierze samotna.
                    • songo3000 Re: Jest egoistyczna 02.06.10, 15:16
                      Tak to się nie liczy ;)
          • zakletawmarmur Re: Męskim okiem 02.06.10, 10:06

            Wszyscy zwrócili uwagę na wypowiedź Triss a nikt nie zwrócił uwagi
            na kontekst. W tamtym wątku pan namawia żonę na dziecko obiecując
            jej cudowną poprawdę życia seksualnego. Dlaczego żaden z panów nie
            skrytykował tej postawy? Gdyby sytuacja była odwrotna TWA
            pojeździłoby po żonie z góry na dół. Panów traktuje się dużo
            łagodniej...
      • bigbadpig Re: Męskim okiem 01.06.10, 17:11
        Męska perspektywa, a długa paplanina bez myśli przewodniej to dwie
        różne rzeczy. Powinieneś zatytułować "Moim okiem".
        • mujer_bonita Re: Męskim okiem 02.06.10, 00:26
          bigbadpig napisał:
          > Męska perspektywa, a długa paplanina bez myśli przewodniej to dwie
          > różne rzeczy. Powinieneś zatytułować "Moim okiem".

          Hehe - też właśnie chciałam zwrócić uwagę na uzurpowanie sobie prawa do wypowiedzi w imieniu całego męskiego rodu ;)
    • gacusia1 To bylby szczyt glupoty 02.06.10, 01:45
      gdybys zrobila sobie dziecko z takim bucem. Naprawde nie ma nikogo
      bardziej "kompetentnego" w poblizu? A jesli juz chcesz in vitro to
      sobie zrob z jakims X-inskim dawca nasienia,ktory nie bedzie sobie
      uzurpowal praw do dziecka jakby co do czego przyszlo.
      • anula36 Re: To bylby szczyt glupoty 02.06.10, 09:18
        a dlaczego zaraz buc i na czym polegalaby wieksza kompetencja??
    • meganka_55 Re: Ciąża, konkubent ;), emocjonalna pustynia i s 24.11.14, 14:38
      Witaj, co u ciebie, jaką podjęłaś decyzję?
      Myślę, że mogłabym sprecyzować to, o czym piszesz.
    • moje_najnowsze_konto Re: Ciąża, konkubent ;), emocjonalna pustynia i s 24.11.14, 23:08
      Uwierz, on Cię autentycznie kocha. Kobiecie nie jest z tym łatwo, lecz tacy osobnicy występują w przyrodzie i zwykle są skrajnie monogamiczni.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka