Dodaj do ulubionych

somooszukiwanie "odrzuconych w alkowach"

19.06.11, 11:57
hej, czytam sobie to forum z ciagle przewijajacym sie tu problemem "juz ze mna nie sypia", "kupilam nowe ponczoszki, a on nic", "zaprosilem na kolacje i umylem zeby, a zona dalej oziebla i nasunal mi sie pomysl na ten watek:

dlaczego ci "notorycznie odrzucani w malzenskich alkowach" nie biora pod uwage mozliwosci, ze po prostu juz przestali krecic partnera? czy to ze wchodzi sie z kims w zwiazek malzenski zobowiazuje nas do dawania d... albo ch... nawet jesli druga strona nas juz nie pociaga? ja rozumiem, ze trzeba sie starac i ratowac relacje, ale wyobrazcie sobie, ze wlasnie Wam po prostu przechodzi ochota na dana osobe i nie potraficie tego racjonalnie wyjasnic, ani zmienic. zmuszalibyscie sie?

czemu ma sluzyc to samooszukiwanie, wynajdowanie przyczyn typu; "a moze przytyles7las?" albo "za duzo obowiazkow ma to pewno dlatego".

czy naprawde tego typu problemy moga skutkowac kilkumiesiecznym celibatem przy osobie ktora naprawde kreci? wytlumaczcie mi to prosze.
Obserwuj wątek
    • songo3000 Re: somooszukiwanie "odrzuconych w alkowach" 19.06.11, 12:43
      Bo dojście do tego prostego i przeważnie słusznego zresztą wniosku, ba - zaakceptowanie go musi pociągać baardzo niemiłe dla wszystkich zainteresowanych konsekwencje. Konsekwencje, które jakby nie patrzeć koncentrują się w stronę wyjścia z związku.
      Wyjście może być formalne, co przeważnie jest najzdrowszą opcją lub 'wewnętrzne' czyli migracja i odseparowanie się od partnera na wielu płaszczyznach.

      ALE do tego wszystkiego, niezależnie od płci trzeba mieć JAJA. Tyle w temacie Twojego pytania "dlaczego?".
    • glamourous Re: somooszukiwanie "odrzuconych w alkowach" 19.06.11, 12:49
      Bo i dokladnie tak to wyglada. Pewnie, ze nie mamy gwarancji ani monopolu na dozgonne pozadanie w zwiazku. Milosc (rozumiana jako przyzwiazanie i chec bycia z danym partnerem) czyli popularne "maz/zona twierdzi, ze mnie nadal kocha" nie oznacza automatycznie pozadania przez dziesiatki lat.
      Zmeczeniem czy zrutynizowaniem mozna wytlumaczyc jedynie jakis niezbyt drastyczny spadek czestotliwosci, np. kiedy ktos z zapotrzebowania na codzienny seks przeskakuje na poziom 2 razy w tygodniu, powiedzmy. Ale nie da sie tym wytlumaczyc ZUPELNEGO braku zainteresowania partnerem/ka ktore sie ciagnie tygodniami, miesiacami czy nawet o zgrozo latami, bez wziecia pod uwage, ze moze ow partner/ka zupelnie przestal/a wspolmalzonka krecic.
      Albo, ze moze nigdy tak naprawde nie krecil/a, tylko ze poczatki zwiazku rzadza sie swoimi prawami, wladomo - aura nowosci, staranie sie, wersja demo - i jakos ten seksualny wozek sie jeszcze toczy. Sila rozpedu, ktorej potem zaczyna brakowac.

      Tylko, ze oczywscie kazdy "poszkodowany" szuka motywow, dlaczego przestal krecic tego swojego partnera. Tu mozliwosci jest sto : inny obiekt zainteresowania na horyzoncie, drastyczny spadek atrakcyjnosci na zasadzie "niezgodnosc towaru ze jego stanem w momencie zawierania umowy o kupnie/sprzedazy" :), czy tez inne psychologiczne czynniki, jak sydrom Coolidge'a, MiL, opadniecie klapek z oczu, czy po prostu wypalenie uczuc....
      • sea.sea Re: somooszukiwanie "odrzuconych w alkowach" 19.06.11, 16:29
        > Tylko, ze oczywscie kazdy "poszkodowany" szuka motywow, dlaczego przestal krecic tego
        > swojego partnera.
        Logiczne: bo hipotetycznie jak znajdzie motyw, to będzie wiedział co może zmienić.

        Dochodzę do wniosku, że na forum sobie bijemy pianę przez ileś tysięcy postów, a tak naprawdę w gruncie rzeczy powinien tu być zainstalowany jakiś bot odpowiadający w każdym temacie treści "partner(ka) mi nie daje" - "należy się rozwieść" - i zamykający topik :)

        A jak się nie chce rozstawać ani się nie reflektuje na kilkadziesiąt lat bezseksia i bezczułości - no to się właśnie kombinuje.
    • gomory Re: somooszukiwanie "odrzuconych w alkowach" 19.06.11, 13:08
      > dlaczego ci "notorycznie odrzucani w malzenskich alkowach" nie biora pod uwage
      > mozliwosci, ze po prostu juz przestali krecic partnera?

      Wlasnie to bylo jednym z pierwszych moich skojarzen w temacie, wiec nie moge sie zgodzic, ze ten powod jest a priori pomijany.
    • zakletawmarmur Re: somooszukiwanie "odrzuconych w alkowach" 19.06.11, 14:19
      U mnie brak seksu pojawił się w momencie, gdy po ciąży doszłam do swojej starej wagi, zaczęłam się mieścić w te wszystkie fajne ciuchy, wszyscy mnie chwalili i miałam dużo większe branie:-) Dlatego w pierwszej chwili nie obwiniałam się o brak seksu. Skoro pół roku wcześniej mój facet miał wzwód na zawołanie przy grubasce to dlaczego przy lasce mu przeszło? Myśle, że chodziło po prostu o chwilowy spadek jego formy (problemy zdrowotne, stres, zmęczenie), połączony z moim nagłym wzrostem popędu (lato, zainteresowanie płci przeciwnej, więcej energii po diecie). Oczywiście nalegałam, strzelałam fochy, gdy mu się nie chciało, coś pewnie mu wygarnęłam po kłótni. Powiedzmy sobie szczerze, to nie było sexy:-)
      Jednak mam w domu faceta, który lubi wyzwania a zamiast tego go zamęczałam.
      W pewnym momencie spojrzałam na świat jego oczami. Myśle, że jeśli chce się odbudować związek to trzeba zacząć właśnie od tego. No i wyzbyć się poczucia wykorzystania. Fakt, że ktoś nam nie daje nie oznacza, że robi nam na złość. Przecież każdy chciałby być w związku z kimś, na kogo ma ochotę:-)
    • yoric Re: somooszukiwanie "odrzuconych w alkowach" 19.06.11, 15:02
      Czasami to nie kwestia zaakceptowania, ale w ogóle dostrzeżenia takiej możliwości. Np. w poprzednim związku bardzo długo nawet nie przeszło mi to przez myśl. Na początku seks był OK, ja się specjalnie nie zmieniałem fizycznie ani 'psychicznie', więc skąd w ogóle taki pomysł. Poza tym miałem bardzo blade pojęcie o tym, co kręci kobiety, no i oczywiście wychodziłem z częstego tutaj założenia, że w poważnym związku seks jest niejako z definicji.
      Podsumowując, uważałem, że to ona ma problem.
      Do zmiany zdania potrzebowałem trochę doświadczenia życowego, sporo lektury, no i braku zaangażowania w sytuację - tj. rozstania. Gdyby ktoś wtedy powiedziałby mi to, co wiem teraz, raczej nie przyjąłbym tego gładko, tylko uruchomiłbym różne mechanizmy obronne. To trochę tak, jak dyskusje o religii - żadne argumenty nie są w stanie przekonać osoby, która nie jest na to wewnętrznie gotowa.

      Tak więc żeby przyjąć alternatywę, trzeba najpierw być w stanie w ogóle zauważyć jej istnienie, a po drugie - być w stanie ją zaakceptować emocjonalnie.

      Z tym drugim wiąże się też przyjęcie do wiadomości konsekwencji. Zrozumienie 'niekręcenia' oznacza zrozumienie faktu, że do udanego seksu prawdopodobni potrzeba zakończyć obecny związek. Tymczasem ten związek przynajmniej daje nam bezpieczeństwo emocjonalne. Podskórnie czuję, że na nowy związek mam małe szanse, więc kończąc obecny zostaję z niczym. To już może lepiej zostawić ten kierunek myślenia i zachować przynajmniej bezpieczeństwo emocjonalne.
      • nxp Re: somooszukiwanie "odrzuconych w alkowach" 19.06.11, 15:04
        yoric napisał:

        > miałem bardzo blade pojęcie o tym, co kręci kobiety

        Teraz jednak wiesz.
        Więc co je tak naprawdę kręci?
        • yoric Re: somooszukiwanie "odrzuconych w alkowach" 19.06.11, 15:25
          O rany... miałem kiedyś taką fazę neofity, i na Forum też zostało po niej trochę śladów. Te dwa wątki są w archiwum (niedługo pewnie Gazeta je w ogóle wytnie):

          forum.gazeta.pl/forum/w,15128,63847890,64099316,Re_Dlaczego_zona_nie_chce_seksu_z_mezem_.html
          forum.gazeta.pl/forum/w,15128,65134637,65169108,Re_Porada_dla_facetow.html
          • nxp Re: somooszukiwanie "odrzuconych w alkowach" 19.06.11, 16:59
            Warte wzięcia pod uwagę rady tego DeAngelo. Ciekawe nie są, bo jawią się takie oczywiste ale jako synteza przekonują.
            Natomiast Twoja egzegeza posunięta do podkreślenia znaczenia agresji (nie z piąchy oczywiście) i dominacji chyba ryzykowna.
            Ja jestem agresywny i dominujący, przynajmniej tak mnie postrzegają dziewczyny ale daje to odwrotny efekt - odstrasza.
            W szczerych rozmowach te które najwyraźniej nie dość się przestraszyły właśnie o tym mnie informują.
            • n.wataha Re: somooszukiwanie "odrzuconych w alkowach" 20.06.11, 11:46
              nxp napisał:

              > Ja jestem agresywny i dominujący, przynajmniej tak mnie postrzegają dziewczyny
              > ale daje to odwrotny efekt - odstrasza.
              > W szczerych rozmowach te które najwyraźniej nie dość się przestraszyły właśnie
              > o tym mnie informują.

              Bo raczej kobietom marzy się na co dzień miły, kulturalny gentleman przepuszczający w drzwiach, podający rękę, noszący za nimi zakupy, ale agresywny i dominujący w łóżku, z tym, że od czasu do czasu również delikatny (tak 80 do 20).
              Jeśli zaś w zyciu będziesz okazywał agresywność i dominację, to nic dziwnego, że odstraszysz. Jeśli zawsze będziesz dominantem w łóżku to również szybko się znudzisz, inna sprawa, że proporcje 80% czuły i delikatny - 20% dominujący powodują "zacukrowanie" kobiety w łóżku. Choć oczywiście są takie, które mizianie i masaże wolą bardziej niż ostre zabranie się do dzieła. Nie ma reguły. Wszystko zależy na kogo trafisz.
              • n.wataha Re: somooszukiwanie "odrzuconych w alkowach" 20.06.11, 11:51
                Zaś co do tytułu wątku. Trudno by po dajmy na to 20 latach małżeństwa miłość i zauroczenie było tak samo silne jak na początku. Facet żeby skały s..ły przecież po tylu latach w związku nie stał się choć w 90% przewidywalny dla żony. Owszem warto od czasu do czasu wpaść na jakiś pomysł by zaskoczyć drugą połowę czymś miłym, ale trudno po 20 latach związku mówić tutaj o tym, że "sypiam z tym facetem bo on mnie kręci jak cholera". Z czasem zamiast tego "kręcenia" przychodzi poczucie bezpieczeństwa u boku tego faceta. Czy choćby wygodnictwo, "bo on wie czego ja oczekuję, a jakbym szukała gdzie indziej, to mogę trafić z deszczu pod rynnę".
              • nxp Re: somooszukiwanie "odrzuconych w alkowach" 20.06.11, 11:56
                n.wataha napisał:

                > Bo raczej kobietom marzy się na co dzień miły, kulturalny gentleman przepuszcza
                > jący w drzwiach, podający rękę, noszący za nimi zakupy

                Nie obrażaj mnie Pan, to wszytko mam we krwi do tego stopnia że gdy obserwuję zachowanie kolegów niepokoję się że jestem staroświecki.
                Mam na myśli pierwsze wrażenie (sprawiam srogie) i dalej konsekwentnie sposób bycia, postawę w różnych sytuacjach najwyraźniej.
                Najwyraźniej, bo kiedy po raz pierwszy się o tym dowiedziałem byłem zaskoczony.

                A panować nad sobą potrafię, gdybym był wariat to nie byłoby mowy o wielominutowym pieszczeniu pleców na przykład.
                • n.wataha Re: somooszukiwanie "odrzuconych w alkowach" 20.06.11, 12:08
                  nxp napisał:

                  > Nie obrażaj mnie Pan, to wszytko mam we krwi do tego stopnia że gdy obserwuję z
                  > achowanie kolegów niepokoję się że jestem staroświecki.
                  > Mam na myśli pierwsze wrażenie (sprawiam srogie) i dalej konsekwentnie sposób b
                  > ycia, postawę w różnych sytuacjach najwyraźniej.
                  > Najwyraźniej, bo kiedy po raz pierwszy się o tym dowiedziałem byłem zaskoczony.

                  No ale sam piszesz, że "na pierwszy rzut oka" sprawiasz "srogie wrażenie". Widzisz, żeby coś się zaczęło to to pierwsze wrażenie albo musi być pozytywne albo neutralne (co by dalszy ciąg nastąpił). Raczej musiałbyś się wypytać tych dam, co u Ciebie postrzegają jaką tą "srogość" i to zmienić, (wydepilować z siebie").
                  • nxp Re: somooszukiwanie "odrzuconych w alkowach" 20.06.11, 12:28
                    n.wataha napisał:

                    > Raczej musiałbyś się wypytać tych dam,
                    > co u Ciebie postrzegają jaką tą "srogość" i to zmienić, (wydepilować z siebie")

                    Ja zarządzam ludźmi. Musiałbym się chyba dać wykastrować. :)
                    Nie chcę. Niech dziewczyny raczej mile się rozczarowują niźli miałbym zyskać niespotykane zdolności wokalne.
                    • n.wataha Re: somooszukiwanie "odrzuconych w alkowach" 20.06.11, 12:40
                      To zarządzaj sobie w firmie. W kontaktach towarzyskich raczej od "zarządzania" był kiedyś wodzirej, ale się przeżył.

                      No chyba, że mówisz, iż w Twojej firmie (gdzie pracujesz) tak postrzegają Cię kobiety.
                      Tutaj powiem Ci, że ja zdecydowanie wolałem szukać partnerek jak najdalej od miejsca pracy.
                      Jakoś nie pasuje mi łączyć pracy zawodowej z kontaktami towarzyskimi. Bo jak tu opieprzyć babkę, że leni się w pracy, jeśli było się z nią choćby na piwie?

                      Nie łącz nigdy pracy zawodowej z życiem towarzyskim (nawet wspólny biznes z żoną prędzej czy później wyjdzie Ci bokiem).
                      • songo3000 Re: somooszukiwanie "odrzuconych w alkowach" 20.06.11, 19:35
                        Kolego, nie wiem z którego kapelusza takie rady wyciągnąłeś ale... dobre są one po docięcia sobie skrzydeł co najwyżej. Przeciętnie w środowisku zawodowym spędzasz przynajmniej z 1/3 dnia. O ile nie pracujesz wśród samych chłopów to całą kobieca część jest IDEALNĄ grupą do:
                        - codziennej budowy swojego wizerunku faceta-ogiera :)
                        - budowy swojej pewności siebie i polepszania swojego samopoczucia :))
                        - testowania wszelakich technik seks-manipulacji :)))
                        Ryzyka wtop różnorakich minimalizujesz... zdrowym rozsądkiem. Czyli tak jak to zazwyczaj wyglądać powinno.

                        > opieprzyć babkę, że leni się w pracy, jeśli było się z nią choćby na piwie?
                        No tak. Właśnie dlatego znikoma część kadry kierowniczej nadaje się na jakiekolwiek zarządcze stanowisko.

                        > Nie łącz nigdy pracy zawodowej z życiem towarzyskim (nawet wspólny biznes z żon
                        > ą prędzej czy później wyjdzie Ci bokiem).
                        Biznes z żoną ma jeden poważny minus - przebywając ze sobą 24h/d z dobrą komunikacją (podstawa dobrego biznesu) trudno jest zbudować ożywczy dla związku dystans intrygującej odrębności. Wszędzie indziej życie 'firmowe' towarzyskie to właściwie dzisiaj mus a nie wybór.
                        • lilyrush Re: somooszukiwanie "odrzuconych w alkowach" 21.06.11, 16:01
                          Songo- ja zdecydowanie tez jestem przeciwna łączeniu pracy z życiem osobistym. W robocie jestem baba z jajami, co pracuje wśród facetów i często tez nimi rządzi. I jak pogadam z kolegami w pracy to on tez mówią, ze zawodowo to jest bardzo ok, bo autorytet trzeba mieć, ale zyciowo toby sie chyba nie odważyli na taka partnerkę. A dla mnie praca jest do pracowania, coby była kasa na sens życia czyli przyjemności. Wiec wizerunku pracowo-zawodowego zmieniać nie bede.
                          A faceta szukać powinnam poza praca. Co swoja droga i tak jest trudne, bo nagle sie rozmarzona blondynka nie stanę ;-)
                          • sea.sea Re: somooszukiwanie "odrzuconych w alkowach" 21.06.11, 16:04
                            > nagle sie rozmarzona blondynka nie stanę
                            Nickiem sobie rekompensujesz ;)
          • urquhart DeAngelo, seks a determinizm psychoewo 21.06.11, 10:42
            yoric napisał:
            > O rany... miałem kiedyś taką fazę neofity

            Ale to było pewne zdecydowanie którego brakowało tu innym facetom i prawdy które rozsierdzały babki które dowodziły że brak sesku bierze się z tego że On stara się za mało, a nie jak twierdził DeAngelo że za bardzo.
            Niestety rady DeAngelo pasują do dłuższych związków bardzo słabo.
            Generalnie prawa psychoewo które wykładałeś cierpliwie jest w temacie wątku przykre i nieciekawe ale tym bardziej warto je znać.
            Ot zainteresowana seksem z mężem (nie mylić seksem w ogóle!) mężatka (z partnerem długoterminowym) to przecież stan bardzo niestabilny i rzadki, co potwierdzają badania stat.
            Trudno tyle razy międlic ten temat, ale smutna prawda jest taka, że istnieje tu podstawowa sprzeczność psychologiczna, stworzenie zaangażowanego, bezpiecznego, stabilnego związku i satysfakcja i zainteresowanie seksem w tym związku długoterminowo z punktu widzenia psychoewo kobiety się wykluczają.
            Czyż nie?


            • yoric Re: DeAngelo, seks a determinizm psychoewo 21.06.11, 16:29
              Ale dużo rad pozostaje tych samych. Dbaj o ciało. Dbaj o swoją atrakcyjność u innych kobiet. Miej swoje prywatne tereny. Rób czasem 'szalone' rzeczy typu wyjazd na wakacje w niebanalne miejsce. Itd. itp.
              • urquhart Re: DeAngelo, seks a determinizm psychoewo 21.06.11, 19:01
                yoric napisał:
                > Ale dużo rad pozostaje tych samych. Dbaj o ciało. Dbaj o swoją atrakcyjność u i
                > nnych kobiet. Miej swoje prywatne tereny. Rób czasem 'szalone' rzeczy typu wyja
                > zd na wakacje w niebanalne miejsce. Itd. itp.

                Innymi słowy, miej realny plan B i skompletowaną ławkę rezerwowych :)
    • yoko0202 Re: somooszukiwanie "odrzuconych w alkowach" 20.06.11, 13:32
      la_extranjera napisała:

      > czy naprawde tego typu problemy moga skutkowac kilkumiesiecznym celibatem przy
      > osobie ktora naprawde kreci? wytlumaczcie mi to prosze.

      imho nie ma takiej możliwości, przed rozstaniem przeszłam celibat 8-miesięczny, ale nie chodzi o to że mi się nie chciało w ogóle tylko z nim mi się nie chciało i wolałam sama.
    • lemon_curd Czy "chemia", "to coś" nie jest mitem? 23.06.11, 13:49
      To będzie osobisty post. Jestem młodą kobietą, lubię seks. Prawdę mówiąc mam mieszane uczucia względem mitycznej "chemii", "pożądania" i "kręcenia". Czy to możliwe, że nagle ginie zupełnie pożądanie (zakładając, że partner, partnerka nie zrobili czegoś, co to pożądanie zabija, np. okazali się kompletnymi sukinsynami etc). Bo, jakkolwiek wyzwolenie to brzmi, wydaje mi się, że łatwo byłoby mi się przespać z kimś, kogo lubię. Leżąc obok kogoś, dotykając, całując po prostu wyzwalają mi się odpowiednie reakcje ciała/mózgu. I to działa zawsze właściwie. Jestem monogamistką, ale czysto teoretycznie nie byłoby mi trudno przespać się z każdym moim kolegą, którego lubię, czysto teoretyzując. I nie kręcą mnie bardziej "nowości" czy "nowi ludzie", w stałym związku też po prostu przełączam się na "tryb:seks". Zakładając, że partner nie jest nagle jakimś śmierdzącym oblechem pogardzającym mną czy stosującym przemoc, ale jest fajnym gościem, którego kocham naprawdę trudno mi sobie wyobrazić, jak seks może zniknąć. Bo ja po prostu lubię seks.

      Czy nie jest tak, że ta "chemia" i "to coś" zostało wymyślone przez ludzi, którzy seksu samego w sobie nie lubią, nie potrafią, nie rozwijają się w tym kierunku? W związku z tym dla nich jedyne, co w seksie fajne, to początkowa faza emocjonalna i och ach?

      No po prostu jak nic uważam, że chemia, kręcenie etc jest właśnie świetną wymówką w purytańskim społeczeństwie. ;)
      • sea.sea Re: Czy "chemia", "to coś" nie jest mitem? 23.06.11, 14:19
        Coś w tym jest. Chociaż "chemia" jednak naprawdę istnieje - dzięki niej do jednym Ci się łapki potencjalnie wyciągają bardziej, do innych mniej.

        Z drugiej strony ja mam podobnie z trybem: seks i dlatego mi jest trudno wczuć się w wielokrotnie opisywane tu sytuacje pod wezwaniem "ja go/ją kocham, nijak mi się nie naraził/a, chcę go/ją do końca życia, ale niech mnie już nie dotyka". Przecież między "pożądam, aż mi czerwono przed oczami" a "nie dotykaj mnie, bo się zrzygam" jest jeszcze całe spektrum innych możliwości.

        Ale z tego, co tu obserwuję i z tych protestów "no ale jak to, ma się zmuszać?" wnioskować można, że: człowiekowi który deklaruje, że kocha, ale w którym zgasła namiętność, nie robi różnicy czy dotyka go rzekomo ukochany partner, czy też zasikany menel z parku, jest to jednakowo odstręczające - inaczej te protesty nie byłyby tak gwałtowne.
        • lemon_curd Re: Czy "chemia", "to coś" nie jest mitem? 23.06.11, 15:12
          No właśnie, ja to odbieram tak samo jak Ty. Jest przecież szereg innych możliwości oprócz "mraaaaaaaau, zaraz cię zerżnę na blacie kuchennym, bo nie wytrzymam ;)" i "bleeeeeeee, nie dotykaj mnie, zgaś światło i śpij". Jasne, że chemia istnieje, to biologicznie uzasadnione. Ale "chemia miłości" wcale nie tłumaczy tego, dlaczego nagle partner w porządku staje się KOMPLETNIE nieatrakcyjny. Zwykle po prostu są związki chemiczne pojawiające się przy "nowych ludziach", gdzie reakcje są silniejsze i żywsze, ale ludzka seksualność działa tak, że można się spokojnie ślinić na widok kolegi z pracy czy też koleżanki, a jednocześnie spokojnie sypiać ze swoim mężem/żoną.

          I naprawdę trudno mi sobie wyobrazić sytuację w małżeństwie, gdzie wcześniej było okej, a teraz trzeba zaciskać zęby (zakładając, że partner nas nie tłucze, nie zdradza czy nie robi czegoś, co jest dla nas czymś kończącym związek). Moim zdaniem większość małżeństw mających taki problem z seksem ma go od samego początku i wynika to ze stosunku do samego seksu, a niekoniecznie ze stosunku do partnera. I wynika to z obawy przed konsultacją specjalisty i w ogóle brakiem potrzeby, by szukać rozwiązań. Ja wiem, jak moje ciało reaguje. Jeżeli kiedyś przestanie tak reagować to na pewno nie uznam, że "taka moja natura, więcej seksu nie będzie", tylko się udam do lekarza.

          I nie wiem, czy ja mam jakieś wyjątkowe libido czy po prostu powinnam dziękować za edukację seksualną i wychowanie w rodzinie pod tym względem, stosunek do ciała w moim otoczeniu od kiedy byłam dzieckiem i fajnych partnerów. Naprawdę NIE MOGĘ sobie wyobrazić, że mam taki problem. Mogę wyobrazić sobie, że nagle leci mi libido na łeb i szyję z jakiegoś powodu, ale wszak sama to zauważę, no nie? Ale żeby nagle "fuuuuj" do partnera? No, może Brad Pitt to nie będzie, ale czy to od razu implikuje brak seksu?
      • kag73 Re: Czy "chemia", "to coś" nie jest mitem? 23.06.11, 14:35
        Ja jestem moze nieco strasza od Ciebie kobieta, ale rowniez lubie seks :)
        Mysle, ze to raczej malo prwadopodobne, ze nagle mija pozadanie do kogos kogo sie pozadalo i z nim sypialo. Zazwyczaj sa tego jakies powody. Co z pewnoscia sie zdarza,to to, ze po wielu latach moze sie zmniejszyc czestotliwosc zblizen, albo zdarzaja sie mniej seksualne fazy, co nie szkodzi, bo nie liczy sie ilosc tylko jakosc.
        I jak najbardziej mozna sie przespac z kim, kogo niekoniecznie sie kocha, wystarczy darzyc go sympatia(wyprobowlam, dziala). To o czym Ty piszesz jest proste: lezysz obok kogos, wlacza Ci sie instynkt/poped. W koncu jestes mloda, zdrowa kobieta z jakims tam libido.
        I teraz co do chemii i do krecenia. Piszesz, ze bys mogla teoretycznie. Przypuszczam, ze i praktycznie tez bys mogla, co nie znaczy, ze by Ci sie to spodobalo i ze bys chciala powtorki. Mialam kiedys takie zdarzenie(pisalam juz na forum o tym). Facet ubrany wygladal calkiem calkiem, nie jakis gruby czy oblesny, spoko, ale...jak doszlo co do czego przezylam maly szkok. Po prostu nie pasowal mi "w dotyku". Bylam przyzwyczajona do silnych meskich ramion, umiesnionego/twardego meskiego ciala(takie lubie) a tu...budyn czy co, wszysko takie miekkie, nie, nie podobalo mi sie. Co z tego, ze bym mogla nadal sie z nim spotykac i z nim sypiac, skoro nie chcialam, bo mi sie nie podobalo, no zwyczajnie mnie nie krecilo. Moze gdybym byla zakochana, ale nie bylam.
        Jeszcze co do chemii i do "tego czegos". Mysle, ze tak ma wiekszosc ludzi: w przeciagu kilkudziesieciu sekund wiesz na pewno, mozesz powiedziec z cala pewnoscia z kim bys nie mogla/ nie mogl. Z kim bys mogla/mogl to sie moze okazac, ale na pewno wiesz dosc szybko kto nie wchodzi w rachube.
        I jeszcze jeden przyklad z mojego zycia. Poznalam kiedys faceta, ktory nie wiem co mial w sobie, pewnie cos co akurat na mnie dzialalo, feromony, chemia, mieta, nie wiem. Facet nic nie robil, stalismy dosc blisko naprzeciwko siebie, moze ja lekko opierajac sie o niego i po prostu kolana mi sie uginaly. No tak na mnie dzialal, chociaz nic nie robil. I jeszcze innym razem poznalam kogos bedac na wyjezdzie z pracy. Rozmawialismy, jechalismy razem jakims metrem cala grupa ludzi. Ten facet tez nic nie robil a ja tylko myslalam "Boze, do najblizszego hotelu z nim i co przezylam to moje"(czego oczywiscie nie zrobilam). A to, ze w sytuacji jednoznacznej, bliskosci, w odpowiedniej atmosferze, sympatii czy ze nie powiem milosci, mozna z wieloma...taaak, jak najbarsziej sie zgadza. Ale jak juz napislam, w trakcie moze sie okazac, ze jednak nie kreci i ze to nie ten odlot i nie warto.
        • lemon_curd Re: Czy "chemia", "to coś" nie jest mitem? 23.06.11, 15:05
          Jasne, że nie z każdym bym się przespała ;). Chodziło mi jednak o sytuację w stałym związku, bo trudno mi sobie wyobrazić, że naprawdę nagle można zacząć bez wyraźnego powodu (dla mnie np. przemoc oznacza koniec związku) nie czuć żadnego pociągu do partnera. I dlatego uważam, że to mityzowanie "kręcenia" i "pożądania", aby usprawiedliwić tych, co nie sypiają z własnymi partnerami to po prostu bzdura. Przecież nie jest tak, że jest się wyłączonym na seksualne bodźce w ogóle, bo one istnieją "po prostu". Jeżeli małżeństwo jest fajne, normalne i nawet nie ma jakiejś nie wiadomo jakiej namiętności w danym momencie, to jak może zniknąć w ogóle pociąg fizyczny czy ochota na seks?

          Według mnie te sytuacje, które są opisywane na forum klasyfikują się do specjalisty i nie da się ich wytłumaczyć brakiem pociągu do partnera. I są one wynikiem raczej niechęci do seksu samego w sobie bądź jakiejś upośledzonej relacji w małżeństwie (wszystkie zdominowane kobiety, dla których seks to karta przetargowa, bo nie są w stanie powiedzieć facetowi by łaskawie wrzucał brudną bieliznę do kosza na śmieci).
    • potwor_z_piccadilly Re: somooszukiwanie "odrzuconych w alkowach" 23.06.11, 17:09
      la_extranjera napisała:

      > hej, czytam sobie to forum z ciagle przewijajacym sie tu problemem "juz ze mna
      > nie sypia", "kupilam nowe ponczoszki, a on nic", "zaprosilem na kolacje i umyle
      > m zeby, a zona dalej oziebla i nasunal mi sie pomysl na ten watek:
      >
      > dlaczego ci "notorycznie odrzucani w malzenskich alkowach" nie biora pod uwage
      > mozliwosci, ze po prostu juz przestali krecic partnera? czy to ze wchodzi sie z
      > kims w zwiazek malzenski zobowiazuje nas do dawania d... albo ch... nawet jesl
      > i druga strona nas juz nie pociaga? ja rozumiem, ze trzeba sie starac i ratowac
      > relacje, ale wyobrazcie sobie, ze wlasnie Wam po prostu przechodzi ochota na d
      > ana osobe i nie potraficie tego racjonalnie wyjasnic, ani zmienic. zmuszalibysc
      > ie sie?
      >
      > czemu ma sluzyc to samooszukiwanie, wynajdowanie przyczyn typu; "a moze przytyl
      > es7las?" albo "za duzo obowiazkow ma to pewno dlatego".
      >
      > czy naprawde tego typu problemy moga skutkowac kilkumiesiecznym celibatem przy
      > osobie ktora naprawde kreci? wytlumaczcie mi to prosze.

      Postaram się wytłumaczyć z pominięciem detali, bo jako że istota ludzka nie jest maszyną i dwóch jednakowych osobników nie uświadczysz, to detaliczne roztrząsanie tematu jest tu pozbawione sensu.
      Przyczyny podzielę na dwie fazy.

      Faza 1 - kiepski fundament.
      Tu wiadomo.
      Ludzie mają się dobierać tak by budować przyszłość na solidnych podstawach.
      Jak ?
      Gały muszą widzieć co biorą pamiętając o zasadzie "jak są wątpliwości, to nie ma wątpliwości".
      To jednak nie wszystko.
      Warunki zawarte w fazie 1 bez wypełnienia warunków fazy 2 wystarczą jedynie na krótki czas równi pochyłej.

      Faza 2 - niereformowalność.
      Zakładając że z fazą 1 jest ok. należy.
      www.youtube.com/watch?v=fOMbn5IPRGQ
      To znaczy.
      Trzeba mieć świadomość że małżeństwo to nie jest sielanka, luzik i coś dzięki czemu można (przykładowo) rozładować swoje czymkolwiek spowodowane frustracje.
      Przeciwnie. Związek ma być wolny od frustracji. Te zostawiamy bezwzględnie za progiem.
      Trzeba mieć świadomość że my sami w wyniku obserwacji zachowania partnera musimy ustawicznie się reformować, na bieżąco poprawiać to co chrzanimy.
      Musimy mieć umiejętność i wolę zawrócenia z drogi prowadzącej na manowce.
      Osobnicy mówiący nie, bo ja tak lubię, bo się przyzwyczaiłem, bo tak mi pasuje, w początkowej fazie tracą seks by dalej skończyć tak.
      www.youtube.com/watch?v=eU_xEHdZACM







Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka