la_extranjera
19.06.11, 11:57
hej, czytam sobie to forum z ciagle przewijajacym sie tu problemem "juz ze mna nie sypia", "kupilam nowe ponczoszki, a on nic", "zaprosilem na kolacje i umylem zeby, a zona dalej oziebla i nasunal mi sie pomysl na ten watek:
dlaczego ci "notorycznie odrzucani w malzenskich alkowach" nie biora pod uwage mozliwosci, ze po prostu juz przestali krecic partnera? czy to ze wchodzi sie z kims w zwiazek malzenski zobowiazuje nas do dawania d... albo ch... nawet jesli druga strona nas juz nie pociaga? ja rozumiem, ze trzeba sie starac i ratowac relacje, ale wyobrazcie sobie, ze wlasnie Wam po prostu przechodzi ochota na dana osobe i nie potraficie tego racjonalnie wyjasnic, ani zmienic. zmuszalibyscie sie?
czemu ma sluzyc to samooszukiwanie, wynajdowanie przyczyn typu; "a moze przytyles7las?" albo "za duzo obowiazkow ma to pewno dlatego".
czy naprawde tego typu problemy moga skutkowac kilkumiesiecznym celibatem przy osobie ktora naprawde kreci? wytlumaczcie mi to prosze.