Dodaj do ulubionych

Wiem, że już coś wiem.

23.12.13, 11:37
Otóż moi kochani...na wstępie chciałam podziękować wszystkim z mojego wątku za wasze komentarze, dobre słowa, wsparcie, wyrozumiałość, a także otworzenie oczu na pewne sprawy. Uświadomiliście mi, że zamykanie się w sobie niczego nie naprawi, wręcz przeciwnie, bo jest w stanie zniszczyć naszą psychikę. W związku ważna jest komunikacja.
Ogólnie chciałam się podzielić ty co się wydarzyło.
Próbowałam porozmawiać z mężem, co wyszło dość nieudolnie, ale to co chciałam powiedzieć, powiedziałam. No, może nie do końca wszystko, ale to co jest dla mnie najważniejsze. Musicie wiedzieć iż owa znajoma to koleżanka z pracy. Mial skwaszoną minę podczas rozmowy, taki foszek połączony z zimnym draniem. Wspomniałam także o moim zachowaniu, duszeniu wszystkiego w sobie, że teraz widzę to, że przecież nie domyśli sie. Na koniec poruszyliśmy sprawę kobiety z którą mnie zdradzil. Powiedzialam że nie umiem się pozbierać, ze mam problemy z tym by czasem go przytulić i siebie do niego, a nawet coś więcej, i że kompletnie nie wiem jak sobie z tym poradzić. Widziałam, ze to go zabolało. Po chwili milczenia, nie pamiętam co mi dokładnie powiedział, ale to było w stylu "nie umiem ci nic na toi poradzić", odpowiedziałam tylko "zauważyłam" i wyszłam z pokoju. Doszłam do wniosku, ze ta rozmowa byla totalną porażką, że jestem zostawiona z tym całym bagnem, z którego muszę sama się wydostać, bądź utonąć. Było parę minut po 22:00. Ubralam się i wyszłam na spacer, musiałam ochlonąć, poukladać sobie w głowie. Przyszłam prawie o zerowej. Poszłam spać.
Na drugi dzień po pracy, wskoczylam do kuchni, święta idą...ku mojemu zdziwieniu przyszedł, zapytał czy może mi pomóc. Byłam zła, rozczarowana, bo wyciągnęłam rękę, miałam ochotę powiedzieć mu, ze już nie potrzebuję jego pomocy...Bo musicie wiedzieć, ze podczas tamtej rozmowy mówiłam także o świętach o wigilii motocyklistów, w którą zaangażowal się maxymalnie, a tu gdzie ma rodzinę nic z siebie nie daje. Czeka na gotowe.
No więc powierzyłam mu zadanie sałatkowe, mial poobierać warzywa, gdyż na drugi dzień miałam zacząć ją robić. Kochani wczoraj, gdy przyszłam z pracy poleciałam szybko po mak, a gdy wróciłam sałatka była prawie pokrojona! Mało tego moje dziecie, które kocha mnie okrutnie i zawsze martwi się gdy jestem smutna wygadało się, ze kupil mi prezent pod choinkę (pierwszy raz). Powinna to być niespodzianka, ale jest tak niezwykle podekscytowany. Powiedzial, że w tym roku nie będzie mi smutno, ze w końcu dostanę prezent. Wczoraj wymskło mu się coś o tacie i chyba on też coś mi kupil, to będzie pierwszy prezent (o ile będzie) ktory dostanę po 20 latach związku. Zdaje się że muszę się zaopatrzyć w niezlą ilość chusteczek. Coś się zmieniło.
Co do tej dziewczyny...powiedziałam, zę nie wierzę już w damsko-męskie przyjaźnie i nie chcę tego po raz kolejny przeżywać. Powiedzial że to kumpela z pracy, z którą czasem spotkają się na przerwie na papierosa. Po tym co mi zrobił z panią R. nawet nie myśli by zdradzić mnie ponownie, ze bardzo mu to ciąży.
To na tyle...
Obserwuj wątek
    • zawle Re: Wiem, że już coś wiem. 23.12.13, 13:20
      Naprawę pokroił sałatkę?!!! I kupił prezent?!!! Warto było;)
      • yoric Re: Wiem, że już coś wiem. 23.12.13, 16:49
        Prawie pokroił.
        Dobrze zrozumiałem, jeden prezent na 20 lat związku? Słabo to wygląda.
        Brawa za próbę komunikacji, ale generalnie ta płaszczyzna (komunikacja) wygląda przerażająco.
        • t.akaja Re: Wiem, że już coś wiem. 23.12.13, 20:50
          Oczywiście skończył tą salatkę :P
          Wiem, nie jest to zbyt miłe. Oczywiście nawiązałam do prezentów świątecznych. To nie tak, że nigdy nic nie dostałam, bo dostałam, choć rzadko.
          Zaraz będziemy robić rybę po grecku :)
          Pracujemy nad komunikacją i chyba bardziej ja muszę nad nią popracować, mega nerwus ze mnie ;0)
          • yoric Re: Wiem, że już coś wiem. 23.12.13, 22:23
            Z zewnątrz po tych opisach wygląda to tak, jak byś Ty w ogóle nic nie komunikowała.
            • t.akaja Re: Wiem, że już coś wiem. 23.12.13, 22:54
              Zbyt dużo w sobie dusiłam licząc, że może w końcu się domyśli...
    • loppe Re: Wiem, że już coś wiem. 23.12.13, 17:07
      "Powiedzial, że w tym roku nie będzie mi smutno, ze w końcu dostanę prezent. Wczoraj wymskło mu się coś o tacie i chyba on też coś mi kupil, to będzie pierwszy prezent (o ile będzie) ktory dostanę po 20 latach związku."

      Powiedz jeszcze że on przez te 20 lat dostawał od Ciebie prezenty i uznamy Cię za Żonę 20-lecia ha ha!! Prima Aprilis w grudniu.

      Nawet w najgłupszych i najbardziej abusive związkach dostaje się prezenty, związek fiction czytamy tutaj - sklerotyk Yoric to kupuje jak leci.
    • kotoshi Re: Wiem, że już coś wiem. 23.12.13, 17:16
      Dajesz się urobić. Przecież on wie, że musi teraz uśpić Twoją czujność, a Ty łykasz wszystko jak dziecko. Jej, jaki on biedny, tak mu jego własna zdrada ciąży... Dajesz się na to nabrać?!

      Przez 20 lat żadnego prezentu?! No, chyba że ustaliliście 20 lat temu, że sobie nie kupujecie. Ale to, co piszesz, tak nie brzmi.
      Ufff...
      • t.akaja Re: Wiem, że już coś wiem. 26.12.13, 19:34
        20 lat pod choinkę, a nie że żadnego.
        Nie wiem za kogo mnie masz, ale nie należe do kobiet, które dają się urobić. Że niby facet ładnie się do mnie uśmiechnie, miło pogada i już ma wrota otwarte? Facet czyt. mój mąż. Otóż nie, jeśli ja postanowiłam popracować nad związkiem to ma działać w dwie strony.
        Nie bronię go, ale powiedz, skąd wiesz, ze mu nie ciąży ta zdrada?
    • zyg_zyg_zyg Re: Wiem, że już coś wiem. 23.12.13, 23:02
      ku mojemu zdziwieni
      > u przyszedł, zapytał czy może mi pomóc. Byłam zła, rozczarowana, bo wyciągnęłam
      > rękę, miałam ochotę powiedzieć mu, ze już nie potrzebuję jego pomocy...

      Super, że się powstrzymałaś i nie odwinęłaś :-) Ja miałam okazję obserwować sytuacje, w których gest dobrej woli jednej ze stron powodował u drugiej przełamanie tamy i wylew goryczy zbieranej latami. Abstrahując od zasadności tej goryczy, wydaje mi się, że to zniechęca do przejawiania dobrej woli w ogóle...

      A powiedz, doceniłaś werbalnie swojego męża? Nie chcę robić za domorosłego eksperta od komunikacji ;-) zwłaszcza, że sama mam nieliche z nią problemy. Pewnie sama wiesz, że oprócz tego, co boli, ciąży i uwiera, trzeba mówić też o tym, co cieszy. Jeśli cieszy. Ale nawet jeśli nie cieszy, to może zadowala, albo miło zaskakuje, albo daje nadzieję na naprawę Waszych relacji. Itp. itd. Twój mąż zapewne potrzebuje poczuć się przez Ciebie doceniony. I nawet jeśli prawie_pokrojenie_sałatki i jeden_prezent_od_lat_dwudziestu to nie jest powód do ogłaszania zwycięstwa i stwierdzenia, że już wszystko naprawione ;-) to do słów "Doceniam, jestem wdzięczna, chcę jeszcze" - może już tak. Jutro Wigilia - przemów ludzkim głosem do męża :-)
      • zawle Re: Wiem, że już coś wiem. 23.12.13, 23:14
        zyg_zyg_zyg napisała: > A powiedz, doceniłaś werbalnie swojego męża?

        Pewnie by doceniła, gdyby miała pozałatwiane inne sprawy. Niestety ciąży na niej nadal niezałatwiona/niewyleczona rana zdrady. W takiej sytuacji trudno o ciepło w środku. Ja osobiście nie wierzę w możliwość dobrego funkcjonowania związku po zdradzie. Ale to wynika z mojego charakteru. Pewnych rzeczy nie potrafię wybaczyć. Moja świadomość powoduje że nie męczę ani siebie ani partnera snami o wielkich comebackach
        • kag73 Re: Wiem, że już coś wiem. 23.12.13, 23:27
          Mala uwaga co do kolezanki y pracy. Ze na papierosa z nia wychodyz w przerwie, rozumiem ale, ze po kilkanascie smsow do niej pisze...to juz nie rozumiem. Moze umawia sie na te papierosy?
          • t.akaja Re: Wiem, że już coś wiem. 24.12.13, 07:11
            Wygląda to dziwnie. Pytanie kiedy się z nią spotyka? Kończy pracę o 15 i wraca do domu... To mi do całości nie pasowało, stąd moja niepewność, że coś faktycznie się działo. Porozmawialiśmy i o tym.
            • kotoshi Re: Wiem, że już coś wiem. 24.12.13, 08:43
              Facet wysyła mnóstwo smsów, kasuje je potem, wycisza telefon, do tego całymi miesiącami zachowuje się nie fair... A Ty wszystko wyjaśniasz w tym wątku.
              Ja się z tego wyłączam, sorry.
              • zawle Re: Wiem, że już coś wiem. 24.12.13, 09:32
                kotoshi napisała:

                > Facet wysyła mnóstwo smsów, kasuje je potem, wycisza telefon, do tego całymi mi
                > esiącami zachowuje się nie fair... A Ty wszystko wyjaśniasz w tym wątku.
                > Ja się z tego wyłączam, sorry.

                Jeszcze nie jest gotowa na prawdę. Nie ten czas. Chce z nim być i szuka wyjaśnień. To jest ciekawe, każdy człowiek coś podobnego przeżył? Takie samooszukiwanie się?
                • kama265 Re: Wiem, że już coś wiem. 26.12.13, 17:06
                  tak, to jest jeden z etapów po zdradzie, która wyszła na jaw / lub jest w trakcie. Niektórzy się na tym etapie zatrzymują.
              • t.akaja Re: Wiem, że już coś wiem. 26.12.13, 19:35
                Hmmm ja też kasuję, czy to oznacza że został rogaczem?
            • hello-kitty2 Re: Wiem, że już coś wiem. 24.12.13, 12:19
              t.akaja napisał(a):

              > Wygląda to dziwnie. Pytanie kiedy się z nią spotyka? Kończy pracę o 15 i wraca
              > do domu...

              W pracy. W pracy przeciez spokojnie mozna uprawiac seks, bez ''spotykania sie''. Albo narazie takie nakrecanie sie. Lepiej nie wycofywac seksu, jak na moje oko.
      • t.akaja Re: Wiem, że już coś wiem. 24.12.13, 07:15
        Przeczytałam ten artykuł od Ciebie i dużo nad tym myślałam. Tak, otwarcie zaczęłam nagradzać i widzę jak go to cieszy. Dziś noc spędzona wspólnie w jednym łożu :)
    • kama265 Re: Wiem, że już coś wiem. 26.12.13, 17:10
      otóż, źle zatytuowałaś wątek, powinno być "wiem, że nic nie chcę wiedzieć" - zamykasz oczy i sobie roisz, że jak się bardziej postarasz (vide - docenianie zdradzacza ;)), to napewno będzie lepiej, jak nie teraz to w przyszłym tygodniu, jak nie w przyszłym tygodniu, to napewno za miesiąc. Znam to. Nadzieja umiera ostatnia i każdy w swoim tempie dojrzewa do prawdy
      • t.akaja Re: Wiem, że już coś wiem. 26.12.13, 19:24
        Moja droga :) Etap, o ktorym piszesz mam lata za sobą. Nie robię sobie nadziei, zwyczajnie chcę wiedzieć czy on jest ze mną, czy obok mnie. Jeśli obok - droga wolna.
        Nad związkiem należy pracować. Można dostać kręćka od niektórych komentarzy...dlaczego?
        W jednym komentarzu przeczytam o tym, ze należy jasno mówić o problemie, a nie czekać by facet sam sie domyślał. W innym komentarzu jak Twoim, ze sobie coś roję, bo postanowiłam zmienić coś w sobie, a nie zostać stroną bierną. Jeszcze w innym, ze zapewne bzykają się w pracy, choć pisząca osoba nie ma pojęcia jakie panują tam warunki. Otóż praca mojego męża jest bardzo specyficzna i nie ma opcji by miał taką sposobność.
        Życie po zdradzie nie jest proste, co nie znaczy, że nie niemożliwe. Wszystko zależy od ludzi jakimi są, jak bardzo im na sobie zalezy.
        Natomiast jeśli mój mąż w chwili obecnej nie jest szczery, to wierzę, ze tak czy siak się o tym dowiem, i na tym zakończy się nasz związek.
        • hello-kitty2 Re: Wiem, że już coś wiem. 26.12.13, 20:58
          t.akaja napisał(a):

          > Moja droga :) Etap, o ktorym piszesz mam lata za sobą. Nie robię sobie nadziei,
          > zwyczajnie chcę wiedzieć czy on jest ze mną, czy obok mnie. Jeśli obok - drog
          > a wolna.
          > Nad związkiem należy pracować. Można dostać kręćka od niektórych komentarzy...d
          > laczego?
          > W jednym komentarzu przeczytam o tym, ze należy jasno mówić o problemie, a nie
          > czekać by facet sam sie domyślał. W innym komentarzu jak Twoim, ze sobie coś ro
          > ję, bo postanowiłam zmienić coś w sobie, a nie zostać stroną bierną. Jeszcze w
          > innym, ze zapewne bzykają się w pracy, choć pisząca osoba nie ma pojęcia jakie
          > panują tam warunki. Otóż praca mojego męża jest bardzo specyficzna i nie ma opc
          > ji by miał taką sposobność.
          > Życie po zdradzie nie jest proste, co nie znaczy, że nie niemożliwe. Wszystko z
          > ależy od ludzi jakimi są, jak bardzo im na sobie zalezy.
          > Natomiast jeśli mój mąż w chwili obecnej nie jest szczery, to wierzę, ze tak cz
          > y siak się o tym dowiem, i na tym zakończy się nasz związek.

          Juz skroil salatke, juz dal prezent, juz Cie przelecial i juz jestes z powrotem bohaterka i wiesz najlepiej nie? :-) Jak wiesz najlepiej to po co pytasz? Pozostan bohaterka do konca, ze zdradami czy nie. I wcale sie zaden zwiazek nie zakonczy, bo przeciez mieszkanie jest jego i chcesz tam mieszkac, a potem bedzie mieszkal syn, tak powiedzialas. Kto silniejszy lub komu mniej zalezy, ten dyktuje warunki. U Ciebie dyktuje maz. A Ty jestes od niego emocjonalnie zalezna. Juz widac jak Ci moc skoczyla, bo pan sie bujnal w Twoim kierunku. Jedyne co musisz zrobic, to sie dostosowac, bo i tak sobie sama nie poradzisz, nie uniesiesz swojego bytu sama i jeszcze dziecka. Mysl jak sie najlepiej ustawic w ukladzie w ktorym jestes. Wg mnie w Twoim przypadku lepiej oplaca Ci sie dawac mu dupska. Sama tez lepiej na tym wyjdzisz. Zobacz jak juz sie wzocnilas :-)
          • t.akaja Re: Wiem, że już coś wiem. 26.12.13, 21:17
            Chyba nie umiesz czytać ze zrozumieniem. Mieszkanie jego? Bzyknął mnie? Robisz za materac?
            Po co pytam? By porozmawiać z ludzmi na poziomie. By móc coś zmienić w sobie, wymienić się poglądami, a nie usłyszeć diagnozę kogoś kto nie zna naszej sytuacji od podszewki. Nie pytałam czy mnie zdradził,a raczej oznajmiłam swoje obawy, ze moze to się stać. Ci ludzie, z którymi dyskutowałam to mądrzy ludzie i pomogli mi dostrzec pewne rzeczy.
            Bohaterką? heh...no comments
            • potwor_z_piccadilly Re: Wiem, że już coś wiem. 26.12.13, 21:35
              t.akaja napisał(a):

              > Chyba nie umiesz czytać ze zrozumieniem.

              Oj chyba umie, umie.

              > Po co pytam? By porozmawiać z ludzmi na poziomie.

              Kitty to bystra dziewczyna i na poziomie. Potrafiła w tri miga trafnie prześwietlić Ciebie, Twojego czterosuwowego mena, realia w jakich się znajdujesz i odpowiedziała/poradziła Ci nie bawiąc się w "pierdzielenie kotka za pomocą młotka".
              Pozdrawiam.




              • t.akaja Re: Wiem, że już coś wiem. 26.12.13, 21:48
                Nie, nie umie, i dobrze to napisałeś "chyba" bo:
                -mieszkanie nie jest jego
                -bo mnie nie bzyknął (dla niektórych powrót do małżeńskiego łoża zawsze musi oznaczać seks?)
                -bo nie jestem zależna od niego
                -bo to, ze mi na nim zależy nie oznacza uzależnienia - jak to ktoś trafnie ujął długie związki mają mocne korzenie
                Poradziła znaczy co? Owszem seksu wykluczyć nie mogę, ona u swojego też wykluczyć nie moze, nikt nie może. Gdyby można było to by zdrad nie było. Życie pisze różne scenariusze.
                • hello-kitty2 Re: Wiem, że już coś wiem. 26.12.13, 22:15
                  t.akaja napisał(a):

                  > Nie, nie umie, i dobrze to napisałeś "chyba" bo:
                  > -mieszkanie nie jest jego

                  Sorry korekta byc moze Wasze ale nie wylacznie Twoje i wyglada na to, ze jestes tam 'uziemniona' i ze nie stac Cie by placic samodzielnie:
                  > Dodam, ze nie myślę się wyprowadzać...tu gdzie mieszkam, zamieszka kiedyś mój s
                  > yn. Tu jest jego dom i mój. Nie będziemy placić za to, że mój facet nie potrafi
                  > utrzymać doopy na wodzy...

                  > -bo mnie nie bzyknął (dla niektórych powrót do małżeńskiego łoża zawsze musi oz
                  > naczać seks?)

                  Aha :)

                  > -bo nie jestem zależna od niego
                  > -bo to, ze mi na nim zależy nie oznacza uzależnienia - jak to ktoś trafnie ujął
                  > długie związki mają mocne korzenie

                  Ja o uzaleznieniu nie pisalam, tylko o zaleznosci. Zobacz, stalas sie nagle 'inna' osoba od krotkiego czasu. Skad ta diametralna zmiana?

                  > Poradziła znaczy co? Owszem seksu wykluczyć nie mogę, ona u swojego też wyklucz
                  > yć nie moze, nikt nie może. Gdyby można było to by zdrad nie było. Życie pisze
                  > różne scenariusze.

                  Nie ma sensu porownywac do innych ludzi, przeciez Ty nas nie znasz. Poradzilam zebys sie dostosowala, ulozyla i wrocila do seksu z mezem, bo i tak nie masz planu B wiec po co szarzowac?
                  • t.akaja Re: Wiem, że już coś wiem. 26.12.13, 22:41
                    Inna? Raczej sobą. Gdy masz problem zawsze chodzisz uśmiechnięta? Ludzie miewają gorsze dni...Człowiek to nie robot.
                    A może po prostu dopiero teraz mnie poznajesz.
                    Już wyjaśniam, gdzieś tam gdybyś się doszperała przeczytałabyś, że jestem osobą pracującą. Pisząc o mieszkaniu pisałam, ze owszem jest nasze, ale nie rozumiem dlaczego ja z dzieckiem mam rezygnować z domu jeśli on ma ochotę na skoki w bok? Sorry bardzo, ale nie pojmuję dlaczego to kobieta, a właściwie osoba zdradzona ma rezygnować z miejsca w którym spędza swoje życie, ma spory wkład na rzecz palanta, który nie wie co z fiutem zrobić.
                    Być może was nie znam, wy nie znacie mnie,ale ja również znam życie. Zdrada to zdrada, tak samo boli każdego człowieka i tak samo nie jest w fer wobec drugiego.
                    • bgz0702 Re: Wiem, że już coś wiem. 26.12.13, 22:58
                      t.akaja napisał(a):

                      > Inna? Raczej sobą. Gdy masz problem zawsze chodzisz uśmiechnięta? Ludzie miewaj
                      > ą gorsze dni...Człowiek to nie robot.
                      > A może po prostu dopiero teraz mnie poznajesz.
                      > Już wyjaśniam, gdzieś tam gdybyś się doszperała przeczytałabyś, że jestem osobą
                      > pracującą. Pisząc o mieszkaniu pisałam, ze owszem jest nasze, ale nie rozumiem
                      > dlaczego ja z dzieckiem mam rezygnować z domu jeśli on ma ochotę na skoki w bo
                      > k? Sorry bardzo, ale nie pojmuję dlaczego to kobieta, a właściwie osoba zdradzo
                      > na ma rezygnować z miejsca w którym spędza swoje życie, ma spory wkład na rzecz
                      > palanta, który nie wie co z fiutem zrobić.
                      > Być może was nie znam, wy nie znacie mnie,ale ja również znam życie. Zdrada to
                      > zdrada, tak samo boli każdego człowieka i tak samo nie jest w fer wobec drugieg
                      > o.

                      Pozwoliłaś sobie humor zepsuć. I po co? Teraz z takin nastawieniem i pełna pretensji wrócisz do męża. Olej to. Mają swoje nastawieniem, patrzą przez pryzmat klimatu który narysowałaś będąc w złej formie. Jeśli czujesz że jest lepiej to nikt w twoim życiu nie jest ważniejszy od ciebie i twojej rodziny. Ciesz się, próbuj i rób co chcesz, sama uznajesz co jest dla ciebie aktualnie ważne
                      • t.akaja Re: Wiem, że już coś wiem. 26.12.13, 23:07
                        Dziękuję za miłe słowa.
                        dziś miałam szalony dzień w pracy w związku z czym jestem bardzo zmęczona, a co za tym idzie nikt mi humoru nie popsuje.
                        Kładę sie, bo rano pobudka.
                        Dobrej nocy :*
                        • bgz0702 Re: Wiem, że już coś wiem. 26.12.13, 23:08
                          t.akaja napisał(a):

                          > Dziękuję za miłe słowa.
                          > dziś miałam szalony dzień w pracy w związku z czym jestem bardzo zmęczona, a co
                          > za tym idzie nikt mi humoru nie popsuje.
                          > Kładę sie, bo rano pobudka.
                          > Dobrej nocy :*

                          dobrej:)
                    • hello-kitty2 Re: Wiem, że już coś wiem. 27.12.13, 13:08
                      t.akaja napisał(a):

                      > Inna? Raczej sobą. Gdy masz problem zawsze chodzisz uśmiechnięta? Ludzie miewaj
                      > ą gorsze dni...Człowiek to nie robot.

                      No ale ja akurat pisalam o 'niespodziewanym' wahnieciu na plus w samopoczuciu. Bodajze 17 grudnia nie moglas na niego patrzec, a teraz hopla wahniecie salatkowo-choinkowe:) Chodzi o to jak on wplywa na Twoje samopoczucie. Co wskazuje, ze Twoj stan emocjonalny jest od niego zalezny. I dobrze, ja tego nie neguje. Ale to wskazuje mi, ze dla Twojego wlasnego dobra dobrze gdybys rozdzialy miedzy Wami zazegnala, w przeciwnym wypadku bedziesz nieszczesliwa, bo:

                      Pisząc o mieszkaniu pisałam, ze owszem jest nasze, ale nie rozumiem
                      > dlaczego ja z dzieckiem mam rezygnować z domu jeśli on ma ochotę na skoki w bo
                      > k? Sorry bardzo, ale nie pojmuję dlaczego to kobieta, a właściwie osoba zdradzo
                      > na ma rezygnować z miejsca w którym spędza swoje życie, ma spory wkład na rzecz
                      > palanta, który nie wie co z fiutem zrobić.

                      nie masz ruchu. Nie masz karty przetargowej. Dziecko tez nie jest karta w Twoim przypadku, bo gdybys odeszla to z tego co pisalas on sie dzieckiem i tak nie interesuje. Wiec prawdopodobnie to by byl koniec rowniez ojcowstwa.

                      Poza tym widac, ze bez tego zwiazku jestes nieszczesliwa. Wiec nie ma o czym mowic. Jak sie bedziesz blokowac na niego to sobie znajdzie inna, a jak bedziesz 'mila' to jest szansa, ze go przy sobie i przy dziecku zatrzymasz. A nad swoimi emocjami/uczuciami naucz sie panowac, kontrolowac je. I nie pozwol by Ci ukladaly zycie. Stwardniej.

                      Tak to widze. Zrobisz jak chcesz.
                      • kutuzow Re: Wiem, że już coś wiem. 27.12.13, 15:13
                        hello-kitty2 napisała:

                        > Jak sie bedziesz blokowac na niego to sobie znajdzie inna, a jak bedziesz
                        > 'mila' to jest szansa, ze go przy sobie i przy dziecku zatrzymasz. A nad swoimi
                        > emocjami/uczuciami naucz sie panowac, kontrolowac je. I nie pozwol by Ci uklad
                        > aly zycie. Stwardniej.

                        Kitty,
                        Nie uważasz, że to już "przegrana" sprawa? Naprawdę uważasz, że osoba której "robi się niedobrze' na myśl o seksie z własnym mężem i która ma bardzo negatywny stosunek do niego ("palant co nie wie co zrobic z fiutem", kiepski ojciec" itp), nagle będzie autentycznie seksowna dla tego faceta? Myslisz że on nie wyczuje fałszu w takim "miłym" zachowaniu które wynika z kalkulacji, a nie z autentycznych uczuć?

                        Jak dla mnie to autorka okopała się już w bezpiecznej dla niej pozycji ofiary i stara się grać na poczuciu winy faceta. Owszem pewnie mogłaby tak grać, gdyby facetowi zależało na kontaktach z synem (bardziej niż zależy teraz). W końcu jest to "joker" w kartach kobiet które ew. straszą rozwodem. Tutaj zaś poza samym złym samopoczuciem (nikt nie lubi czuć się kłamliwym sk****nem), autorka niewiele potrafi ugrać.
                        • hello-kitty2 Re: Wiem, że już coś wiem. 27.12.13, 15:29
                          kutuzow napisał:

                          > Kitty,
                          > Nie uważasz, że to już "przegrana" sprawa? Naprawdę uważasz, że osoba której "r
                          > obi się niedobrze' na myśl o seksie z własnym mężem i która ma bardzo negatywny
                          > stosunek do niego ("palant co nie wie co zrobic z fiutem", kiepski ojciec" itp
                          > ), nagle będzie autentycznie seksowna dla tego faceta? Myslisz że on nie wyczuj
                          > e fałszu w takim "miłym" zachowaniu które wynika z kalkulacji, a nie z autentyc
                          > znych uczuć?

                          Wydaje mi sie, ze te epitety pod adresem meza sa jedynie wyrazem zmiennych stanow emocjonalnych autorki, nie wiem na ile oddaja prawdziwe uczucia. Rodzaj bluznierstwa. Tak jak ja rzuce pare razy bluzgiem to osiagam taki sam stopien rozluznienia emocjonalnego. A nie kazdy umie czy sobie pozwala na rzucanie nieokreslonymi kurwami, niektorzy lepiej rozladowuja sie na konkretnym obiekcie. Reasumujac wg mnie to tylko zabieg rozladowania, a nie rzeczywisty punkt widzenia. Moge sie mylic.

                          Nie wiem czy przegrana, raczej nieco patowa, dlatego obawiam sie, ze jak pojawi sie ktos zdecydowany - trzeci to zdecyduje za wszystkich, bo facet tak jaby sie rozgladal, nie?
                        • zyg_zyg_zyg Re: Wiem, że już coś wiem. 27.12.13, 16:21
                          Kutuzow,
                          wskoczyłeś na swojego ulubionego konika "Ona chce go skroić z kasy" i pędzisz, lecisz - nawt nie zauważyłeś, że to nie konik tylko owca... ;-)

                          Myslisz że on nie wyczuj
                          > e fałszu w takim "miłym" zachowaniu które wynika z kalkulacji, a nie z autentyc
                          > znych uczuć?

                          O jakim "miłym" zachowaniu mówisz? Dziewczyna od dawna była dla swojego męża oschła, niedotykalska, zamknięta przed nim. Zraniona przez niego, chowała w sobie głęboką urazę i milcząc oczekiwała, że on ją rozbroi. On jej nie rozbrajał, więc uraza się pogłębiała. Znam takie osoby, które myślą "Pomóż mi, przytul mnie", ale właśnie przez urazę ubierają to w słowa "Spierdalaj, chuju". To moim zdaniem właśnie tak wygląda(ło) i tu się zgadzam z Kitty.

                          > Jak dla mnie to autorka okopała się już w bezpiecznej dla niej pozycji ofiary i
                          > stara się grać na poczuciu winy faceta

                          A mnie się wydaje, że Taka.ja właśnie odkrywa, że mówienie wprost jest efektywniejsze od grania na poczuciu winy i oczekiwania na domyślenie się, o co jej chodzi. A ofiarą jest jak najbardziej - choć wcale nie twierdzę, że nie jest nią również jej mąż - zresztą ona przyznaje, że swoim zamknięciem i okopaniem nie dała szans sobie i jemu nawet na próbę wyjścia z impasu. Jak najbardziej może czuć do niego obrzydzenie za zamoczenie w innej, a z drugiej strony jak najbardziej może mieć nadzieję, że to obrzydzenie będzie w niej wygasać i nie odbijać się czkawką co jakiś czas. I dla mnie jak najbardziej ma prawo nadzieję, że mąż jej nie zdradza właśnie po raz kolejny (to już właściwie nie do Ciebie uwaga, tylko dla dziewczyn po przejściach z tego wątku :-))
                          • kutuzow Re: Wiem, że już coś wiem. 27.12.13, 16:31
                            zyg_zyg_zyg napisała:

                            > wskoczyłeś na swojego ulubionego konika "Ona chce go skroić z kasy" i pędzisz,
                            > lecisz - nawt nie zauważyłeś, że to nie konik tylko owca... ;-)
                            >

                            Nigdzie nie pisze że "ona chce go skroić z kasy". Zwróciłem tylko uwagę, że na tym forum Kaizer dostawał zupełnie inne rady w stylu "rozwiedź się, kasą się nie przejmuj". Autorka od roku się kisi w mało ciekawej sytuacji, ale nikt jakoś jej nie radzi, "zostaw go, mieszkaniem się nie przejmuj".

                            > O jakim "miłym" zachowaniu mówisz?
                            Kitty radziła, że autorka powinna odstawić żale i dumę na bok i skoro nie jest wstanie odejść od męża, to niech zadba o niego bo inaczej to mąż (w końcu) sam odejdzie od niej (do innej).


                            > Znam takie osoby, które myślą "Pomóż mi, przytul mnie"
                            > , ale właśnie przez urazę ubierają to w słowa "Spierdalaj, chuju".

                            ...ale czytałaś jej własne słowa?
                            "...Nie mogę go dotykać...i tu i tam. Nie czuję się bezpiecznie. W głowie wciąż widzę jego na niej...brzydzę się po niej. Otoczyłam się murem, pochowałam wszystkie uczucia by nikt już ich nie zdeptał. Stałam się mało dostępna, jeszcze mniej sympatyczna, całkiem sporo zgorzkniała. "
                            forum.gazeta.pl/forum/w,15128,148584168,148584168,Wiem_ze_nic_nie_wiem_.html
                            Rozumiem, że to Twoje "Przytul mnie", to ma tutaj postać, "potrzymaj mi włosy jak będę wymiotowała na Twój widok"?

                            • zyg_zyg_zyg Re: Wiem, że już coś wiem. 27.12.13, 16:44
                              > ...ale czytałaś jej własne słowa?

                              Czytałam. Przeczytałam też te późniejsze:
                              "Wspomniałam także o moim zachowaniu, duszeniu wszystkiego w sobie, że teraz widzę to, że przecież nie domyśli sie."
                              "Powiedzialam że nie umiem się pozbierać, ze mam problemy z tym by czasem go przytulić i siebie do niego, a nawet coś więcej, i że kompletnie nie wiem jak sobie z tym poradzić."
                              "Pracujemy nad komunikacją i chyba bardziej ja muszę nad nią popracować, mega nerwus ze mnie"
                              "Tak, otwarcie zaczęłam nagradzać i widzę jak go to cieszy. Dziś noc spędzona wspólnie w jednym łożu"
                              "postanowiłam zmienić coś w sobie, a nie zostać stroną bierną."
                              "Przez owe rozmowy pojęłam, ze bez otwartych rozmów nic się nie naprawi."

                              Ja tam wolę trzymać kciuki :-)


                              • kutuzow Re: Wiem, że już coś wiem. 27.12.13, 17:02
                                zyg_zyg_zyg napisała:

                                " Dziś noc spędzona wspólnie w jednym łożu"
                                ...wiesz, że wg autorki to wcale nie oznacza seksu? (wyjaśniała to właśnie w odpowiedzi do Kitty).

                                Cała reszta jak dla mnie to racjonalizacja i ucieczka przed przyznaniem się że związek już zdechł i trzeba go pochować.
                                Zobacz że jest duzo o komunikacji i zero o konkretach:

                                "Przez owe rozmowy pojęłam, ze bez otwartych rozmów nic się nie naprawi."

                                To że sobie pogadają, problem nie zniknie.

                                • zyg_zyg_zyg Re: Wiem, że już coś wiem. 27.12.13, 18:36
                                  > " Dziś noc spędzona wspólnie w jednym łożu"
                                  > ...wiesz, że wg autorki to wcale nie oznacza seksu?

                                  Wiem - zresztą po wszystkich słowach, które padły, dziwniejsze by dla mnie było, gdyby oznaczało. To, że spędziła noc u boku męża, do którego przez ostatnie miesiące nie mogła się przytulić i dotknąć bez odrzutu, i że pisze o tym z uśmiechem, jest optymistyczne. Nie mam wcale pewności, że czarne scenariusze z tego wątku, się nie sprawdzą, ale trzymam kciuki i tak.

                                  > To że sobie pogadają, problem nie zniknie.
                                  Oni mają ogromny problem z komunikacją, a jego rozwiązanie polega z grubsza na (po)gadaniu ;-)
                                • t.akaja Re: Wiem, że już coś wiem. 27.12.13, 20:10
                                  Problem nigdy nie zniknie. Zawsze gdzieś tam będzie ten żal, ale ludzie potrafią i nad tym zapanować.
                                  W łóżku można się przytulać, rozmawiać...wszystko w swoim czasie.
                                  • kutuzow przytulanie w łóżku vs seks w łóżku 28.12.13, 14:32
                                    t.akaja napisał(a):

                                    > Problem nigdy nie zniknie. Zawsze gdzieś tam będzie ten żal, ale ludzie potrafi
                                    > ą i nad tym zapanować.
                                    > W łóżku można się przytulać, rozmawiać...wszystko w swoim czasie.

                                    Widzisz, to może być powód dla którego historia z kochanką powraca co jakiś czas. Jeśli Twój facet ma do wyboru z jednej strony przytulanie i rozmowę w łóżku małżeńskim, a z drugiej chętną koleżankę z pracy z którą może uprawiać namiętny seks w łóżku, to nie dziwne że go ciągnie w stronę koleżanki. Raz już tego spróbował i wie jak to smakuje.
                                    To że dla Ciebie (kobiety), przytulanie i rozmowa jest ważne, nie oznacza że dla faceta one są wystarczające. Szczególnie gdy przez prawie rok jaki pisałaś z seksem nie było zbyt fajnie u Was:

                                    "Gdy dochodzi do zbliżenia chce mi się wymiotować z nerwów. Nie mogę go dotykać...i tu i tam"
                                    • zawle Re: przytulanie w łóżku vs seks w łóżku 28.12.13, 15:48
                                      kutuzow napisał: > "Gdy dochodzi do zbliżenia chce mi się wymiotować z nerwów. Nie mogę go dotykać
                                      > ...i tu i tam"

                                      Cytujesz i cytujesz...medytujesz czy masturbujesz się ?:)
                                      • kutuzow Re: przytulanie w łóżku vs seks w łóżku 28.12.13, 16:08
                                        zawle napisała:
                                        > Cytujesz i cytujesz...medytujesz czy masturbujesz się ?:)

                                        Zawle, lepiej przyczepić się do "posłańca" że ma złe wieści, czy może zastanowić co było PRZYCZYNĄ zachowania męża, skoro te zachowania powracają?
                                        • marek.zak1 Re: przytulanie w łóżku vs seks w łóżku 28.12.13, 16:16
                                          Kutuzow, widziałem na filmach i w książkach, że jak kobieta jest z facetem, który ją zdradził, to tak ma. Czuje obrzydzenie.
                                          • zawle Re: przytulanie w łóżku vs seks w łóżku 28.12.13, 16:25
                                            marek.zak1 napisał:

                                            > Kutuzow, widziałem na filmach i w książkach, że jak kobieta jest z facetem, któ
                                            > ry ją zdradził, to tak ma. Czuje obrzydzenie.

                                            Na serio? A gdyby twoja żona cię zdradziła? Podkręciłoby, czy na odwrót? Bez złośliwości pytam.
                                            • marek.zak1 Re: przytulanie w łóżku vs seks w łóżku 28.12.13, 16:32
                                              To by oznaczało koniec, sorry Batory.
                                              A tytułów nie pamiętam, ale kojarzę, ale pamietam, że takie były.
                                              • zawle Re: przytulanie w łóżku vs seks w łóżku 28.12.13, 16:33
                                                marek.zak1 napisał:

                                                > To by oznaczało koniec, sorry Batory.

                                                Mi nie chodzi o rozwiązania, tylko o emocje.....nie brzydziłaby Cię?
                                                • zawle Re: mnie.....oczywiście 28.12.13, 16:33
                                                  • bgz0702 Re: mnie.....oczywiście 28.12.13, 16:57
                                                    ciebie oczywiście żeby odrzuciło czy co? lubisz być tajemnicza dla innych...?:) babeczkowa strategia, nikt nie wie o co chodzi- mówi mój mąż czasami:))
                                                  • zawle Re: mnie.....oczywiście 28.12.13, 18:26
                                                    bgz0702 napisała:

                                                    > ciebie oczywiście żeby odrzuciło czy co? lubisz być tajemnicza dla innych...?:)
                                                    > babeczkowa strategia, nikt nie wie o co chodzi- mówi mój mąż czasami:))

                                                    To do mnie? Mnie, nie mi..poprawiłam swoją stylistykę:) Czy mnie by odrzuciło? Gdyby chłop mnie zdradził? Nie, pewnie przez pierwsze dwa razy to nie...nawet by mnie podkręciło. Ale gdy już bym go przeleciała, to mogłabym poczuć się bezpieczniej i wtedy przyszłyby do mnie furie:) Czy lubię być tajemnicza dla innych? Ty z Białegostoku jesteś, czy jak? ;)U mnie się mówi...czeski film jak nikt nie wie o co chodzi. Bo ja teraz nie wiem;)
                                                  • bgz0702 Re: mnie.....oczywiście 28.12.13, 18:32
                                                    zawle napisała:

                                                    > bgz0702 napisała:
                                                    >
                                                    > > ciebie oczywiście żeby odrzuciło czy co? lubisz być tajemnicza dla innych
                                                    > ...?:)
                                                    > > babeczkowa strategia, nikt nie wie o co chodzi- mówi mój mąż czasami:))
                                                    >
                                                    > To do mnie? Mnie, nie mi..poprawiłam swoją stylistykę:) Czy mnie by odrzuciło?
                                                    > Gdyby chłop mnie zdradził? Nie, pewnie przez pierwsze dwa razy to nie...nawet b
                                                    > y mnie podkręciło. Ale gdy już bym go przeleciała, to mogłabym poczuć się bezpi
                                                    > eczniej i wtedy przyszłyby do mnie furie:) Czy lubię być tajemnicza dla innych?
                                                    > Ty z Białegostoku jesteś, czy jak? ;)U mnie się mówi...czeski film jak nikt ni
                                                    > e wie o co chodzi. Bo ja teraz nie wiem;)

                                                    u mnie też;)) sie mówi czeski film- to moi bliscy sąsiedzi, ale mój mąż mówi jak chce, kiedy i gdzie- dlatego on to tez czeski film czasami
                                                  • bgz0702 Re: mnie.....oczywiście 28.12.13, 18:53
                                                    zawle napisała:

                                                    > > To do mnie? Mnie, nie mi..poprawiłam swoją stylistykę:) Czy mnie by odrzu
                                                    > ciło?
                                                    > > Gdyby chłop mnie zdradził? Nie, pewnie przez pierwsze dwa razy to nie...n
                                                    > awet by mnie podkręciło. Ale gdy już bym go przeleciała, to mogłabym poczuć się
                                                    > bezpieczniej i wtedy przyszłyby do mnie furie:) Czy lubię być tajemnicza dla i
                                                    > nnych?
                                                    > > Ty z Białegostoku jesteś, czy jak? ;)U mnie się mówi...czeski film jak n
                                                    > ikt nie wie o co chodzi. Bo ja teraz nie wiem;)

                                                    a co mówią ci z Białegostoku w takich sytuacjach?;)) bo ja nie wiem, słyszałam tylko że pełno ich w Brukseli, tych z Siemiatycz, ponoć zdominowali miejscową ludność
                                                  • zawle Re: mnie.....oczywiście 28.12.13, 19:01
                                                    bgz0702 napisała: > a co mówią ci z Białegostoku w takich sytuacjach?;))

                                                    Piszesz: lubisz być tajemnicza dla innych...?:)

                                                    I nie wiem o co Ci chodzi? Bo albo lubię uchodzić za tajemniczą, albo co? Taką stylistykę słyszałam w tamtych rejonach. Ukradłem dla Asi cukier ( ukradłem jej cukier);)
                                                  • bgz0702 Re: mnie.....oczywiście 28.12.13, 19:05
                                                    zawle napisała:

                                                    > bgz0702 napisała: > a co mówią ci z Białegostoku w takich sytuacjach?;))
                                                    >
                                                    > Piszesz: lubisz być tajemnicza dla innych...?:)
                                                    >
                                                    > I nie wiem o co Ci chodzi? Bo albo lubię uchodzić za tajemniczą, albo co? Taką
                                                    > stylistykę słyszałam w tamtych rejonach. Ukradłem dla Asi cukier ( ukradłem jej
                                                    > cukier);)

                                                    ;))) ach widzisz! to może zauważyłaś bystrym okiem naleciałości wschodnie jakieś jeszcze
                                                  • bgz0702 Re: mnie.....oczywiście 28.12.13, 19:10
                                                    bgz0702 napisała:

                                                    > zawle napisała:
                                                    >
                                                    > > bgz0702 napisała: > a co mówią ci z Białegostoku w takich sytuacjach?
                                                    > ;))
                                                    > >
                                                    > > Piszesz: lubisz być tajemnicza dla innych...?:)
                                                    > >
                                                    > > I nie wiem o co Ci chodzi? Bo albo lubię uchodzić za tajemniczą, albo co?
                                                    > Taką
                                                    > > stylistykę słyszałam w tamtych rejonach. Ukradłem dla Asi cukier ( ukradł
                                                    > em jej
                                                    > > cukier);)
                                                    >
                                                    > ;))) ach widzisz! to może zauważyłaś bystrym okiem naleciałości wschodnie jakie
                                                    > ś jeszcze

                                                    właśnie pisałam potworowi jak babcia klęła na dziadka po ukraińsku, wychowywałam się w jej klimacie ale dziś niestety prawie nic nie rozumiem kiedy ktoś się po ukraińsku do mnie zwraca, trochę rozumiem a resztę się domyslam. Siostra moja działa w jakimś związku obu narodów więc mam okazję poznawać ziomali babci ale specjalnie z nimi sobie nie pogadam w języku przodków
                                                  • zawle Re: mnie.....oczywiście 28.12.13, 19:13
                                                    To jak już sobie wyjaśniłyśmy zawiłości stylistyczne, to poproszę o wytłumaczenie sensu:)
                                                  • bgz0702 Re: mnie.....oczywiście 28.12.13, 19:15
                                                    zawle napisała:

                                                    > To jak już sobie wyjaśniłyśmy zawiłości stylistyczne, to poproszę o wytłumaczen
                                                    > ie sensu:)

                                                    ;))) wiesz co, na chwilę muszę odejść, ale wrócę
                                                  • marek.zak1 Re: mnie.....oczywiście 28.12.13, 19:53
                                                    Co tu filozofować, brak seksu i zdrada to po związku.
                                                    Własnie wrociłem z filmu ,,Porachunki" z de Niro i Pfeifer. Fantastyczne :).
                                                  • bgz0702 Re: mnie.....oczywiście 28.12.13, 19:57
                                                    marek.zak1 napisał:

                                                    > Co tu filozofować, brak seksu i zdrada to po związku.
                                                    > Własnie wrociłem z filmu ,,Porachunki" z de Niro i Pfeifer. Fantastyczne :).

                                                    ach lubię tego chłopaka, chociaż kiedyś lubiłam bardziej. Bardzo mi się podobał w Gorączce, obaj mi się podobali z Allem P
                                                  • bgz0702 Re: mnie.....oczywiście 28.12.13, 19:52
                                                    napisałaś w temacie:Re: mnie.....oczywiście, w treści ani słowa, a Markowi zadałaś pytanie czy by go obrzydzała zona która zdradza. Moje;)) nieśmiało zadane pytanie dotyczyło twojego:mnie.....oczywiście;)) pytałam czy ciebie oczywiście taka "żona" by obrzydzała czy nie?;))
                                                  • yoric Re: mnie.....oczywiście 29.12.13, 00:02
                                                    Nie chcę się wcinać :), ale:

                                                    "Mi nie chodzi o..." jest OK. A jak zmienimy na "Nie chodzi * o..." to 'mnie' brzmi nawet gorzej.

                                                    Z białostockim 'dla' to prawda. Ale w "chcesz być tajemnicza dla innych" ta konstrukcja się nie wymienia na celownik ("chcesz być tajemnicza innym"?), więc też jest ok wg ogólnopolskiego standardu.
                                                  • zawle Re: mnie.....oczywiście 29.12.13, 00:14
                                                    yoric napisał:

                                                    > Nie chcę się wcinać :), ale:
                                                    >
                                                    > "Mi nie chodzi o..." jest OK. A jak zmienimy na "Nie chodzi * o..." to 'mnie' b
                                                    > rzmi nawet gorzej.
                                                    >
                                                    > Z białostockim 'dla' to prawda. Ale w "chcesz być tajemnicza dla innych" ta kon
                                                    > strukcja się nie wymienia na celownik ("chcesz być tajemnicza innym"?), więc te
                                                    > ż jest ok wg ogólnopolskiego standardu.

                                                    Co do "mi" i "mnie" stosuje się zasadę zamiany formy na drugą osobie. Tobie nie chodzi o to. A nie: Ci nie chodzi o to. Co do reszty, to nie wiem o czym piszesz.
                                                  • yoric Re: mnie.....oczywiście 29.12.13, 01:03
                                                    A racja, jest "zasada" o formie zaimka na początku zdania. To chyba kwestia mojego podejścia do języka, które nie jest restrykcyjne - dla mnie :) "mi się podoba" brzmi zupełnie OK, podobnie jak parę innych form (jeszcze) nieuznawanych przez słownik (np. "za niedługo").
                                                  • zawle Re: mnie.....oczywiście 29.12.13, 09:01
                                                    yoric napisał:

                                                    > A racja, jest "zasada" o formie zaimka na początku zdania. To chyba kwestia moj
                                                    > ego podejścia do języka, które nie jest restrykcyjne - dla mnie :) "mi się podo
                                                    > ba" brzmi zupełnie OK, podobnie jak parę innych form (jeszcze) nieuznawanych pr
                                                    > zez słownik (np. "za niedługo").

                                                    Ja też nie jestem zbyt restrykcyjna. W mowie codziennej uwielbiam robić potworki, ale dokładam do tego odpowiednią modulację, gestykulację i jest dobrze. W pisaniu staram się być tradycjonalistką....ale i tu czasami coś mi się "wymskło";)
                                                  • yoric Re: mnie.....oczywiście 29.12.13, 10:55
                                                    OK, rozumiem, to sensowne podejście i chyba nawet mam tak samo. Z jednej strony nie jestem purystą językowym, ale z drugiej artykuły w gazecie.pl to dla mnie za dużo (błędy ortograficzne albo przecinek typu "Jacek, poszedł do sklepu").
                                                • marek.zak1 Re: przytulanie w łóżku vs seks w łóżku 28.12.13, 16:38
                                                  Może tak. Ja sie babce nie dziwię, tylko stwierdzam fakt.
                                              • hello-kitty2 Re: przytulanie w łóżku vs seks w łóżku 28.12.13, 17:02
                                                marek.zak1 napisał:

                                                > To by oznaczało koniec, sorry Batory.

                                                No cos Ty Marek takie szybkie rozwiazanie jak wyscie ze zwiazku to przeciez przypisujesz zwiazkom wolnym :-) Mala szpileczka zlosliwosci ode mnie.
                                                • kutuzow Re: przytulanie w łóżku vs seks w łóżku 28.12.13, 17:08
                                                  hello-kitty2 napisała:

                                                  > No cos Ty Marek takie szybkie rozwiazanie jak wyscie ze zwiazku to przeciez prz
                                                  > ypisujesz zwiazkom wolnym :-) Mala szpileczka zlosliwosci ode mnie.

                                                  To nie szpileczka, tylko trafne spostrzeżenie. Wiele osób ma tak że dla nich to małżeństwo jest bardzo stabilne. Tylko że w domyśle mają "dopóki jest zgodne Z MOIMI zasadami".
                                                  U Marka z tego co pisał na forum jest ono stabilne dopóki:
                                                  a) jest seks (pisał nie ma seksu nie ma związku)
                                                  b) nie było zdrady (przynajmniej ze strony żony, o swojej nie wspominał chyba tutaj pod nazwiskiem).


                                                  Ludzie jednak jakoś tak bezpieczniej się czują jak do swojej szufladki pt "małżeństwo" wrzucą poczucie bezpieczeństwa bez refleksji, że tak na prawdę gdy przychodzi "okres próby" (choroba, długotrwałe bezrobocie, brak seksu, zdrada itp), to często słowa przysięgi idą w kąt.
                                                  • yoric Re: przytulanie w łóżku vs seks w łóżku 29.12.13, 00:19
                                                    Ale ta umowa/przysięga jest tak skonstruowana, przynajmniej tradycyjnie, że tam te cztery okoliczności są zapisane.
                                                    Kłopoty lub choroba nie są podstawą do odstąpienia, a zdrada lub brak seksu - tak.
                                                    Nie mam nic przeciwko innemu zdefiniowaniu umowy, ale pozwólmy ludziom wybrać swoją wersję. Wyłączność seksualna jest standardem, ludzie mają prawo tego wymagać.
                                                  • hello-kitty2 Re: przytulanie w łóżku vs seks w łóżku 29.12.13, 01:52
                                                    yoric napisał:

                                                    > Ale ta umowa/przysięga jest tak skonstruowana, przynajmniej tradycyjnie, że tam
                                                    > te cztery okoliczności są zapisane.
                                                    > Kłopoty lub choroba nie są podstawą do odstąpienia, a zdrada lub brak seksu - t
                                                    > ak.
                                                    > Nie mam nic przeciwko innemu zdefiniowaniu umowy, ale pozwólmy ludziom wybrać s
                                                    > woją wersję. Wyłączność seksualna jest standardem, ludzie mają prawo tego wymag
                                                    > ać.

                                                    Pozwolmy? Nie rosmieszaj mnie. No przeciez wybieraja sami jaka umowe wybieraja, nas sie nie pytali, jak wybierali, nie? Wymagac tez wymagaja, nas sie nie pytaja czy wymagac moga, nie? Problem maja z egzekucja swoich wymogow i wtedy sie pytaja nas, co zrobic? Wiec zgodnie z tym co napisales powinnismy ich odsylac, zeby sobie kurwa z powrotem wlasna umowe przeczytali i sobie ja kurwa wegzekwowali, bo same wymogi to sobie moga wsadzic w dupe. I tyle.

                                                    A jak choroba powoduje brak seksu albo na odwrot, to co? Podciagamy pod brak seksu czy pod chorobe?
                                                    A jak klopoty powoduja brak seksu albo na odwrot, to co? Podciagamy pod brak seksu czy pod klopoty?
                                                    A jak brak seksu powoduje zdrade albo na odwrot, to co? Podciagamy pod zdrade czy brak seksu?
                                                    itd.

                                                  • yoric Re: przytulanie w łóżku vs seks w łóżku 29.12.13, 10:59
                                                    Niespełnienie umowy jest podstawą do jej zerwania. W zależności od umowy, niekiedy z dodatkowymi konsekwencjami (rozwód z winy). Nie jestem specjalnie w temacie, ale zdrada to chyba podstawa do rozwodu z winy.

                                                    Jak jeden czynnik powoduje drugi, liczy się ten pierwszy. Np. choroba --> BSwM - liczy się choroba. Ciężka sprawa, ale w końcu to się świadomie przysięga (można sobie zrobić inne ustalenia, albo nie brać ślubu). BSwM --> zdrada - liczy się BSwM. Nie uprawnia do zdrady, ale można się rozstać.
                                                  • hello-kitty2 Re: przytulanie w łóżku vs seks w łóżku 29.12.13, 11:31
                                                    yoric napisał:

                                                    > Niespełnienie umowy jest podstawą do jej zerwania. W zależności od umowy, nieki
                                                    > edy z dodatkowymi konsekwencjami (rozwód z winy). Nie jestem specjalnie w temac
                                                    > ie, ale zdrada to chyba podstawa do rozwodu z winy.
                                                    >
                                                    > Jak jeden czynnik powoduje drugi, liczy się ten pierwszy. Np. choroba --> B
                                                    > SwM - liczy się choroba. Ciężka sprawa, ale w końcu to się świadomie przysięga
                                                    > (można sobie zrobić inne ustalenia, albo nie brać ślubu). BSwM --> zdrada -
                                                    > liczy się BSwM. Nie uprawnia do zdrady, ale można się rozstać.

                                                    Przyznaje wczoraj mnie wkurzyles. Dzisiaj sie zdystansowalam. W temacie wychodzi tak czy siak, ze jedynym batem jest rozstanie, a przeciez malzenswo ma byc z zalozenia trwale (jak np twierdzi Marek) wiec jak ktos sie nie chce rozstac to nie ma bata w rece (tak jak autorka watku czy Sabat). Chyba, zeby rozejrzec sie za rozwiazaniami nielegalnymi.
                                                  • zawle Re: przytulanie w łóżku vs seks w łóżku 29.12.13, 11:43
                                                    hello-kitty2 napisała: W temacie wychodz
                                                    > i tak czy siak, ze jedynym batem jest rozstanie, a przeciez malzenswo ma byc z
                                                    > zalozenia trwale (jak np twierdzi Marek) wiec jak ktos sie nie chce rozstac to
                                                    > nie ma bata w rece (tak jak autorka watku czy Sabat). Chyba, zeby rozejrzec sie
                                                    > za rozwiazaniami nielegalnymi.

                                                    teraz wszystko poplątaliście. W przysiędze kościelnej Ja przysięgam. Tobie, przed Bogiem. Bóg mi świadkiem. Bóg mnie rozlicza. Nie opuszczę aż do śmierci. Co Bóg złączył, człowiek nie rozłączy. Myślę że dla katolików to jest oczywiste i większe niż świecka.
                                                    W świeckiej obiecujesz. Przed urzędnikiem. Nie ma słowa o nierozwiązalności. Nie ma przysięgi, jest przyrzeczenie dobrej woli. I tu jest ten bacik, ale większość brała kościelny. Kościelny da się tylko unieważnić i brak seksu nie jest zawarty w możliwych powodach. Zdrada też nie.
                                                  • hello-kitty2 Re: przytulanie w łóżku vs seks w łóżku 29.12.13, 12:48
                                                    zawle napisała:

                                                    > teraz wszystko poplątaliście. W przysiędze kościelnej Ja przysięgam. Tobie, prz
                                                    > ed Bogiem. Bóg mi świadkiem. Bóg mnie rozlicza. Nie opuszczę aż do śmierci. Co
                                                    > Bóg złączył, człowiek nie rozłączy. Myślę że dla katolików to jest oczywiste i
                                                    > większe niż świecka.
                                                    > W świeckiej obiecujesz. Przed urzędnikiem. Nie ma słowa o nierozwiązalności. Ni
                                                    > e ma przysięgi, jest przyrzeczenie dobrej woli. I tu jest ten bacik, ale większ
                                                    > ość brała kościelny. Kościelny da się tylko unieważnić i brak seksu nie jest za
                                                    > warty w możliwych powodach. Zdrada też nie.

                                                    Wg mnie poki nie ma realnego zagrozenia rozstania i w zwiazku z tym pogorszenia warunkow zycia (to wazne!) to nie ma bata.
                                                    A z ciekawosci dopytam: a co moze byc przyczyna uniwaznienia slubu koscielnego? Bo przeciez nie BSwM :-) chyba, ze brak skonsumowania zwiazku ale takie rzeczy to sie chyba nie zdarzaja. Zdrada?
                                                    Inna sprawa, ze moj eks maz (po naszym slubie cywilnym i rozwodzie) swego czasu opowiadal mi, ze zeby wziazc po nas slub koscielny ze swoja nowa zona to tez przechodzil jakies perturbacje al a rozwodowe przed jakimis tam przedstawielami kosciola. Musial udowadniac, ze byla wystarczajaca podstawa do rozwodu (ktory sie juz dawno odbyl) tego naszego slubu cywilnego. Musial kombinowac, bo przeciez zdrady nie bylo. Kupil sobie to razem z sakramentem bierzmowania :-)

                                                    Jesli pytasz o Boga, to ja wierze, ze jest swiadkiem kazdej umowy i kazdego przyrzeczenia, niezaleznie w jakich murach sie ono odbywa, dlatego kazdy slub jest wiazacy, tak, jak kazda modlitwa jest wazna chociaz odbywa sie np w domu. Natomiast to co przysiagasz czy przyrzekasz to wybierasz sama (ewentualnie wybierasz z proponowanego wzorca), a nie Bog. Bog rozlicza cie z tego co sobie wybralas sama, na zasadzie wolej woli. No jak inaczej? Ja to tak rozumiem.

                                                  • zawle Re: przytulanie w łóżku vs seks w łóżku 29.12.13, 13:00
                                                    No i się mylę...brak seksu to jest powód. www.infor.pl/prawo/rozwody/rozwod-koscielny/95080,Jakie-moga-byc-przyczyny-stwierdzenia-niewaznosci-malzenstwa-w-Kosciele.html
                                                  • zawle Re: przytulanie w łóżku vs seks w łóżku 29.12.13, 13:02
                                                    hello-kitty2 napisała: > Jesli pytasz o Boga, to ja wierze, ze jest swiadkiem kazdej umowy i kazdego prz
                                                    > yrzeczenia, niezaleznie w jakich murach sie ono odbywa, dlatego kazdy slub jest
                                                    > wiazacy, tak, jak kazda modlitwa jest wazna chociaz odbywa sie np w domu. Nato
                                                    > miast to co przysiagasz czy przyrzekasz to wybierasz sama (ewentualnie wybieras
                                                    > z z proponowanego wzorca), a nie Bog. Bog rozlicza cie z tego co sobie wybralas
                                                    > sama, na zasadzie wolej woli. No jak inaczej? Ja to tak rozumiem.

                                                    hehe...a w chwilach uniesienia ważne?:) A po pijaku? A w kościele to nie pod przymusem?
                                                  • marek.zak1 Co znaczy ,,wszystko"? 29.12.13, 13:30
                                                    To tak tylko wtrącę, że czy jest Bóg to nie wiadomu, a przed urzędnikiem Stanu Cywilnego ślubujesz, ze zrobisz wszystko, aby małżeństwo było szczęśliwe i udane. Potem podpisujesz przy swiadkach.
                                                    Jeszcze raz podkreślam słowo ,,wszystko". Warto byłoby zdefiniować, co facet rozumie przez to słowo, ale zakladam się, że wiekszość facetów rozumie ,,wszystko" jako w pierwszej kolejności jako sex nawet wtedy,gdy kobiecie nie za bardzo się chce.
                                                    Jest to zreszta wykazane naukowo w książce ,,Wojny plemników".
                                                    W kosciele tylko to, że nie opuscisz do smierci i bedziesz w zdrowiu i chorobie.
                                                  • hello-kitty2 Re: Co znaczy ,,wszystko"? 29.12.13, 14:08
                                                    marek.zak1 napisał:

                                                    > To tak tylko wtrącę, że czy jest Bóg to nie wiadomu,

                                                    Katolicy mnie zadziwiaja. Biora slub przed Bogiem, w ktorego nie wierza. Jakbym byla ksiedzem to bym takie towarzystwo wypierdolila z kosciola na zbity pysk :-)

                                                    a przed urzędnikiem Stanu
                                                    > Cywilnego ślubujesz, ze zrobisz wszystko, aby małżeństwo było szczęśliwe i udan
                                                    > e. Potem podpisujesz przy swiadkach.
                                                    > Jeszcze raz podkreślam słowo ,,wszystko". Warto byłoby zdefiniować, co facet ro
                                                    > zumie przez to słowo,

                                                    Wlacza mi sie feministyczny alarm :-) Warto by bylo zdefiniowac, co F A C E T rozumie przez to slowo???? A co kobieta rozumie, to tak jakby z Twojego zapisu wszystko jedno? :-)

                                                    ale zakladam się, że wiekszość facetów rozumie ,,wszystk
                                                    > o" jako w pierwszej kolejności jako sex nawet wtedy,gdy kobiecie nie za bardzo
                                                    > się chce.
                                                    > Jest to zreszta wykazane naukowo w książce ,,Wojny plemników".

                                                    To moze zaznaczyc markerem najwazniejsze akapity i podpisywac ta ksiazke? :) To by chyba mialo wiecej sensu niz slub koscielny miedzy niewierzacymi.

                                                  • marek.zak1 Re: Co znaczy ,,wszystko"? 29.12.13, 14:21
                                                    Ależ oczywiscie, facet tez powinien wyjasnić, co dla niego znaczy ,,wszystko".
                                                    W tejże książce autor wyjaśnia, że gotowość kobiety do kopulacji miało dawac atawistycznąa pewność, ze plemniki sa tam, gdzie trzeba i że potomstwo jest jego.
                                                  • hello-kitty2 Re: Co znaczy ,,wszystko"? 29.12.13, 14:53
                                                    marek.zak1 napisał:

                                                    > Ależ oczywiscie, facet tez powinien wyjasnić, co dla niego znaczy ,,wszystko".
                                                    > W tejże książce autor wyjaśnia, że gotowość kobiety do kopulacji miało dawac at
                                                    > awistycznąa pewność, ze plemniki sa tam, gdzie trzeba i że potomstwo jest jego.

                                                    A wyjasniles zonie przed slubem? Czy 'rozumialo sie samo przez sie'? :)
                                                  • marek.zak1 Re: Co znaczy ,,wszystko"? 29.12.13, 15:43
                                                    Na ten temat rzeczywiscie rozmów nie było, ale z uwagi na obustronne wysokie libido temat sam się rozwiązał. Zreszta znasz moją teorię, ze jak jeszcze kobieta kocha do szaleństwa to i problemu z tym nie ma :).
                                                  • zawle Re: Co znaczy ,,wszystko"? 29.12.13, 16:31
                                                    hello-kitty2 napisała: > Katolicy mnie zadziwiaja. Biora slub przed Bogiem, w ktorego nie wierza. Jakbym
                                                    > byla ksiedzem to bym takie towarzystwo wypierdolila z kosciola na zbity pysk :
                                                    > -)

                                                    Dopóki nie robisz zamieszania i płacisz Cołaskę, to wszystko jest oki. Resztą zajmie się Bóg:)

                                                    > Wlacza mi sie feministyczny alarm :-) Warto by bylo zdefiniowac, co F A C E T r
                                                    > ozumie przez to slowo???? A co kobieta rozumie, to tak jakby z Twojego zapisu w
                                                    > szystko jedno? :-)

                                                    Niepotrzebnie. Feministek do tego nie mieszaj.Maruś jest skupiony na sobie, myśli o sobie a o innych przez siebie. To dobre dla zdrowia psychicznego:)
                                                  • marek.zak1 Re: Co znaczy ,,wszystko"? 29.12.13, 16:40
                                                    Maruś jest jedynakiem, a wiadomo, taki to egocentryk i egoista w jednym :). Tak nawet mówi moja żona :).
                                                  • hello-kitty2 Re: Co znaczy ,,wszystko"? 29.12.13, 17:35
                                                    zawle napisała:

                                                    > Niepotrzebnie. Feministek do tego nie mieszaj.Maruś jest skupiony na sobie, myś
                                                    > li o sobie a o innych przez siebie. To dobre dla zdrowia psychicznego:)

                                                    Trafne! O innych przez siebie = przez swoj pryzmat typu: zona jest moja czescia.

                                                    Tak sobie ostatnio rozmyslalam spedzajac 'quality time' ze soba po masturbacji, ze przeciez ja tez mam seks z moja czescia = z moja reka. Czyli seks z czescia mnie to jest masturbacja :-)
                                                  • marek.zak1 Re: Co znaczy ,,wszystko"? 29.12.13, 17:49
                                                    Żona, jest częścią mnie w rozumieniu psychicznym, metafizycznym, duchowym. Fizycznie jest jednakże innym człowiekiem, ma inny PESEL, nazwisko, więc seks z nią nie mogę uznac za masturbację, w przeciwieństwie do seksu z częścią fizyczną, jaką jest np. ręka.
                                                    Cieszę się, ze moje określenie, że żona jest częścia mnie, znalazło uznanie. Niemniej jednak branie dosłowne może prowadzić do fałszywych wniosków :).
                                                  • bgz0702 Re: Co znaczy ,,wszystko"? 29.12.13, 19:13
                                                    marek.zak1 napisał:

                                                    > Żona, jest częścią mnie w rozumieniu psychicznym, metafizycznym, duchowym. Fizy
                                                    > cznie jest jednakże innym człowiekiem, ma inny PESEL, nazwisko, więc seks z ni
                                                    > ą nie mogę uznac za masturbację, w przeciwieństwie do seksu z częścią fizyczną,
                                                    > jaką jest np. ręka.

                                                    kiedyś przeczytałam: "Mężczyzna nigdy nie kocha się z rzeczywistą kobietą, on zawsze kocha się z fantazją na temat kobiety, w tym znaczeniu seks jest tylko rodzajem masturbacji"
                                                    Slavoj Žižek
                                                  • hello-kitty2 Re: przytulanie w łóżku vs seks w łóżku 29.12.13, 13:49
                                                    zawle napisała:

                                                    > hehe...a w chwilach uniesienia ważne?:) A po pijaku? A w kościele to nie pod pr
                                                    > zymusem?

                                                    Wolna wola i decydujesz czy sie unosisz, czy pijesz, czy wchodzisz w ogole do kosciola czy podlegasz naciskom. Im wiecej wolnosci tym trudniej. Tak wychodzi jakbysmy nie byli stworzeni do wolnosci. Juz Freud bodajze analizowal zagadnienie wolnosci osobistej. Wychodzilo mu jak mnie, ze nam bezpieczniej jest jak sie jednak zniewalamy. To by tlumaczylo tez po czesci sukces slubow, bo potrzebujemy miec jednak jakiegos bata nad soba, nie? :-)
                                                  • marek.zak1 Re: przytulanie w łóżku vs seks w łóżku 29.12.13, 14:08
                                                    Oczywiscie. Kombinacja kija i marchewki juz dawno udowodniła swoja skuteczność :)
                                                  • zawle Re: przytulanie w łóżku vs seks w łóżku 29.12.13, 16:27
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > zawle napisała:
                                                    >
                                                    > > hehe...a w chwilach uniesienia ważne?:) A po pijaku? A w kościele to nie
                                                    > pod pr
                                                    > > zymusem?
                                                    >
                                                    > Wolna wola i decydujesz czy sie unosisz, czy pijesz, czy wchodzisz w ogole do k
                                                    > osciola czy podlegasz naciskom. Im wiecej wolnosci tym trudniej. Tak wychodzi j
                                                    > akbysmy nie byli stworzeni do wolnosci. Juz Freud bodajze analizowal zagadnieni
                                                    > e wolnosci osobistej. Wychodzilo mu jak mnie, ze nam bezpieczniej jest jak sie
                                                    > jednak zniewalamy. To by tlumaczylo tez po czesci sukces slubow, bo potrzebujem
                                                    > y miec jednak jakiegos bata nad soba, nie? :-)

                                                    A mi wychodzi że do wolności to jak najbardziej. Tylko tej drugiej części dwupaka nam nie potrzeba: odpowiedzialności:) Tobie raczej chodzi o te wyznaczenie granic, które niby ułatwia?zwalnia od odpowiedzialności. A tak swoją drogą....po pijaku i w uniesieniu to każdemu obiecam aż do śmierci i miłość i wszystko. Paluszki w krzyżyk i domówienie przed sobą- do śmierci czego?:)
                                                  • hello-kitty2 Re: przytulanie w łóżku vs seks w łóżku 29.12.13, 17:46
                                                    zawle napisała:

                                                    A tak swoją drogą....po
                                                    > pijaku i w uniesieniu to każdemu obiecam aż do śmierci i miłość i wszystko. Pa
                                                    > luszki w krzyżyk i domówienie przed sobą- do śmierci czego?:)

                                                    Aproppo picia, ze tam prosze Cie bardzo zejde z tematu: czy spotkalas sie kiedys z zarzutem, ze jak pijesz przed seksem to sie chcesz znieczulic, wylaczyc emocje? No wiesz cos w ten desen jak piszesz, ze na trzezwo np. to bys np pana kijem nie ruszyla? Ze niby to mu ujmuje, bo cos tam sobie tym alko przykrywasz, jakies jego minusy. Ja sie spotkalam, co mnie pobudzilo do myslenia i wydumalam, ze jednak cos jest z tym alko na rzeczy ale tez w ta dobra stone, ze jakby lepszy orgazm, czy mocniejszy, czy wiecej, czy z gorki, jakby nie patrzec wychodzi mi jak pisuje Kag, ze generalnie oplaca sie pic i kto nie upija pani swojej ten idiota :-) Ciekawe co na to PUA?
                                                  • marek.zak1 Re: przytulanie w łóżku vs seks w łóżku 29.12.13, 17:57
                                                    Kto nie upija swojej pani,
                                                    Ten ma zwykle seks do bani.
                                                    Jeśli w ogóle dojdzie do niego,
                                                    Bo może nie wyjść nic z tego.
                                                  • hello-kitty2 Re: przytulanie w łóżku vs seks w łóżku 29.12.13, 18:06
                                                    marek.zak1 napisał:

                                                    > Kto nie upija swojej pani,
                                                    > Ten ma zwykle seks do bani.
                                                    > Jeśli w ogóle dojdzie do niego,
                                                    > Bo może nie wyjść nic z tego.

                                                    A Ty upijasz Marek? Jakie sa twoje obserwacje? Pokrywaja sie z moimi? :) Jak na rowerze grzejesz do Biedronki z koszami to sie chyba pokrywaja conieco co?

                                                    BTW Zawle: ''colaska" tez fajne slowo :-)
                                                  • marek.zak1 Re: przytulanie w łóżku vs seks w łóżku 29.12.13, 18:46
                                                    Troche alko przed OK, ale nie za dużo. Poza tym pisałem, ze seks raczej nie wieczorem, a alko wlasnie na wieczór, jak juz wszystko, co miało sie wydarzyć, sie wydarzyło.
                                                  • bgz0702 Re: przytulanie w łóżku vs seks w łóżku 29.12.13, 19:17
                                                    marek.zak1 napisał:

                                                    > Troche alko przed OK, ale nie za dużo. Poza tym pisałem, ze seks raczej nie wie
                                                    > czorem, a alko wlasnie na wieczór, jak juz wszystko, co miało sie wydarzyć, sie
                                                    > wydarzyło.

                                                    To się wam może udawać tylko dlatego ze twoja żona nie pracuje i ma rano sporo czasu jednak, a poza tym pewnie nie chodzisz do pracy na 6 -7 jak większość mężczyzn, bo inaczej kiepsko to widzę chyba że macie nadprzyrodzone zdolności organizacyjne albo krótko śpicie
                                                  • marek.zak1 Re: przytulanie w łóżku vs seks w łóżku 29.12.13, 19:43
                                                    Często pracuję w domu i mam nienormowany czas. Nienormowanie polega na tym że ptacuje dużo, ale gdzie chcę i kiedy chcę.
                                                  • zawle Re: przytulanie w łóżku vs seks w łóżku 29.12.13, 19:48
                                                    A Twoja żona lubi poranny seks, czy też podobnie jak Ty, lubi poranny seks?;)
                                                  • marek.zak1 Re: przytulanie w łóżku vs seks w łóżku 29.12.13, 19:57
                                                    Każda pora jest dobra oprócz późnego wieczoru.
                                                  • hello-kitty2 Re: przytulanie w łóżku vs seks w łóżku 29.12.13, 20:22
                                                    marek.zak1 napisał:

                                                    > Każda pora jest dobra oprócz późnego wieczoru.

                                                    No to bysmy sie nie zgrali. Ja tam sie onanizuje po nocach. A Zawle? Wieczorami to chyba pije, to kiedy? :) Zostaja tylko szybkie numerki chyba, no i niedziele i swieta, bo w sobote sprzatanie i zakupy, czy cos pomylilam?
                                                  • bgz0702 Re: przytulanie w łóżku vs seks w łóżku 29.12.13, 20:34
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > marek.zak1 napisał:
                                                    >
                                                    > > Każda pora jest dobra oprócz późnego wieczoru.
                                                    >
                                                    > No to bysmy sie nie zgrali. Ja tam sie onanizuje po nocach. A Zawle? Wieczorami
                                                    > to chyba pije, to kiedy? :) Zostaja tylko szybkie numerki chyba, no i niedziel
                                                    > e i swieta, bo w sobote sprzatanie i zakupy, czy cos pomylilam?

                                                    za to ja bardzo chętnie rano ale czas mnie ogranicza, fajnie mieć potem super dzień;) można tylko pomarzyć Marku i niech ci się nadal super jeździ po wszystkim do tej Biedronki czy gdzieś tam
                                                  • zawle Re: przytulanie w łóżku vs seks w łóżku 29.12.13, 20:34
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > marek.zak1 napisał:
                                                    >
                                                    > > Każda pora jest dobra oprócz późnego wieczoru.
                                                    >
                                                    > No to bysmy sie nie zgrali. Ja tam sie onanizuje po nocach. A Zawle? Wieczorami
                                                    > to chyba pije, to kiedy? :) Zostaja tylko szybkie numerki chyba, no i niedziel
                                                    > e i swieta, bo w sobote sprzatanie i zakupy, czy cos pomylilam?

                                                    Ty wiesz że ja pracuję na dyżurach o dziwnych porach i w czasie nienormowanym w drugiej robocie. Wieczorami to jestem w robocie czasami. Piję rzadko. Ostatnio mi nie wchodzi. Poza tym przeczytałam że mężatki dużo piją, a ja przecież nie jestem, nie? W weekendy i święta pracuję. Rano nie lubię seksu. Boli mnie wszystko i mam kaca. Sprzątam jak jest brudno- dwa razy w tygodniu jak mam wolniejszy dzień. Gotuję jak mam kaprys, zakupy to moja jedyna rozrywka w tym posranym zadupiu. Boszzzz....ale nuda.....
                                                  • bgz0702 Re: przytulanie w łóżku vs seks w łóżku 29.12.13, 20:37
                                                    zawle napisała:

                                                    > Ty wiesz że ja pracuję na dyżurach o dziwnych porach i w czasie nienormowanym w
                                                    > drugiej robocie. Wieczorami to jestem w robocie czasami. Piję rzadko. Ostatnio
                                                    > mi nie wchodzi. Poza tym przeczytałam że mężatki dużo piją, a ja przecież nie
                                                    > jestem, nie? W weekendy i święta pracuję. Rano nie lubię seksu. Boli mnie wszys
                                                    > tko i mam kaca. Sprzątam jak jest brudno- dwa razy w tygodniu jak mam wolniejsz
                                                    > y dzień. Gotuję jak mam kaprys, zakupy to moja jedyna rozrywka w tym posranym z
                                                    > adupiu. Boszzzz....ale nuda.....

                                                    ;))) nie wiem czy to złość, żal czy co tam, ale mnie bawisz
                                                  • zawle Re: przytulanie w łóżku vs seks w łóżku 29.12.13, 20:53
                                                    bgz0702 napisała: > ;))) nie wiem czy to złość, żal czy co tam, ale mnie bawisz

                                                    Wszyscy mi to mówią..że normalnie boki przy mnie zrywać...ja pierdolę;(
                                                  • bgz0702 Re: przytulanie w łóżku vs seks w łóżku 29.12.13, 20:57
                                                    zawle napisała:

                                                    > bgz0702 napisała: > ;))) nie wiem czy to złość, żal czy co tam, ale mnie ba
                                                    > wisz
                                                    >
                                                    > Wszyscy mi to mówią..że normalnie boki przy mnie zrywać...ja pierdolę;(

                                                    ;))) przepraszam
                                                  • marek.zak1 Re: przytulanie w łóżku vs seks w łóżku 29.12.13, 21:07
                                                    Chyba się rzeczywiscie nie zgramy. Pozdrowienia od Sowy :).
                                                    zakbajka.blog.onet.pl/2013/12/15/slucham-i-patrze/
                                                  • hello-kitty2 Re: przytulanie w łóżku vs seks w łóżku 29.12.13, 20:18
                                                    marek.zak1 napisał:

                                                    > Często pracuję w domu i mam nienormowany czas. Nienormowanie polega na tym że
                                                    > ptacuje dużo, ale gdzie chcę i kiedy chcę.

                                                    "ptacuje" ptakiem w przerwach od pracy :) Ja w przerwach od nauki pisze glupoty na forum i pije wino na cieplo, jak teraz, cale swieta zreszta.
                                                  • zawle Re: przytulanie w łóżku vs seks w łóżku 29.12.13, 18:03
                                                    hello-kitty2 napisała:
                                                    > Aproppo picia, ze tam prosze Cie bardzo zejde z tematu: czy spotkalas sie kiedy
                                                    > s z zarzutem, ze jak pijesz przed seksem to sie chcesz znieczulic, wylaczyc emo
                                                    > cje? No wiesz cos w ten desen jak piszesz, ze na trzezwo np. to bys np pana kij
                                                    > em nie ruszyla? Ze niby to mu ujmuje, bo cos tam sobie tym alko przykrywasz, ja
                                                    > kies jego minusy. Ja sie spotkalam, co mnie pobudzilo do myslenia i wydumalam,
                                                    > ze jednak cos jest z tym alko na rzeczy ale tez w ta dobra stone, ze jakby leps
                                                    > zy orgazm, czy mocniejszy, czy wiecej, czy z gorki, jakby nie patrzec wychodzi
                                                    > mi jak pisuje Kag, ze generalnie oplaca sie pic i kto nie upija pani swojej ten
                                                    > idiota :-) Ciekawe co na to PUA?

                                                    Hm...na trzeźwo to ja jestem piczka-zasadniczka. Więc do wielu seksów by nie doszło nigdy. Co do zarzutów....nigdy alko nie było takim powodem. Seks po alkoholu mnie nie kręci. Wtedy mam skłonność do grania, a nie pieprzenia. Alko znieczula. Wolę na trzeźwo.
                                                  • hello-kitty2 Re: przytulanie w łóżku vs seks w łóżku 29.12.13, 18:16
                                                    zawle napisała:

                                                    > Hm...na trzeźwo to ja jestem piczka-zasadniczka. Więc do wielu seksów by nie do
                                                    > szło nigdy. Co do zarzutów....nigdy alko nie było takim powodem. Seks po alkoho
                                                    > lu mnie nie kręci. Wtedy mam skłonność do grania, a nie pieprzenia. Alko zniecz
                                                    > ula. Wolę na trzeźwo.

                                                    Naprawde? Nie spodziewalam sie :) Ale teraz mi sie piewsza czesc wypowiedzi rozjezdza z druga, bo jak po alko nie lubisz to kochasz sie bez ale jako piczka-zasadniczka?
                                                  • zawle Re: przytulanie w łóżku vs seks w łóżku 29.12.13, 18:21
                                                    hello-kitty2 napisała:
                                                    > Naprawde? Nie spodziewalam sie :) Ale teraz mi sie piewsza czesc wypowiedzi roz
                                                    > jezdza z druga, bo jak po alko nie lubisz to kochasz sie bez ale jako piczka-za
                                                    > sadniczka?

                                                    Dlatego lubię seks po zakochaniu:)
                                                  • hello-kitty2 Re: przytulanie w łóżku vs seks w łóżku 29.12.13, 18:57
                                                    zawle napisała:

                                                    > Dlatego lubię seks po zakochaniu:)

                                                    Ales wymagajaca :)
                                                  • zawle Re: przytulanie w łóżku vs seks w łóżku 29.12.13, 19:04
                                                    hello-kitty2 napisała:
                                                    > Ales wymagajaca :)

                                                    Z wiekiem mi się pogłębia:)
                                                  • bgz0702 Re: przytulanie w łóżku vs seks w łóżku 29.12.13, 19:20
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > zawle napisała:
                                                    >
                                                    > A tak swoją drogą....po
                                                    > > pijaku i w uniesieniu to każdemu obiecam aż do śmierci i miłość i wszyst
                                                    > ko. Pa
                                                    > > luszki w krzyżyk i domówienie przed sobą- do śmierci czego?:)
                                                    >
                                                    > Aproppo picia, ze tam prosze Cie bardzo zejde z tematu: czy spotkalas sie kiedy
                                                    > s z zarzutem, ze jak pijesz przed seksem to sie chcesz znieczulic, wylaczyc emo
                                                    > cje? No wiesz cos w ten desen jak piszesz, ze na trzezwo np. to bys np pana kij
                                                    > em nie ruszyla? Ze niby to mu ujmuje, bo cos tam sobie tym alko przykrywasz, ja
                                                    > kies jego minusy. Ja sie spotkalam, co mnie pobudzilo do myslenia i wydumalam,
                                                    > ze jednak cos jest z tym alko na rzeczy ale tez w ta dobra stone, ze jakby leps
                                                    > zy orgazm, czy mocniejszy, czy wiecej, czy z gorki, jakby nie patrzec wychodzi
                                                    > mi jak pisuje Kag, ze generalnie oplaca sie pic i kto nie upija pani swojej ten
                                                    > idiota :-) Ciekawe co na to PUA?

                                                    ja tam raczej nie piję zbyt często, ale powiem ci że osobiście też nie znoszę też być bzykana przez gościa po alko, to słabi mnie trochę
                                                  • hello-kitty2 Re: przytulanie w łóżku vs seks w łóżku 29.12.13, 19:24
                                                    bgz0702 napisała:

                                                    > ja tam raczej nie piję zbyt często, ale powiem ci że osobiście też nie znoszę t
                                                    > eż być bzykana przez gościa po alko, to słabi mnie trochę

                                                    Co to znaczy? Ze jest slaby?
                                                  • bgz0702 Re: przytulanie w łóżku vs seks w łóżku 29.12.13, 20:29
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > bgz0702 napisała:
                                                    >
                                                    > > ja tam raczej nie piję zbyt często, ale powiem ci że osobiście też nie zn
                                                    > oszę t
                                                    > > eż być bzykana przez gościa po alko, to słabi mnie trochę
                                                    >
                                                    > Co to znaczy? Ze jest slaby?

                                                    no różnie, zależy od ilości alko;) ale nie znoszę np opowiadania mi do ucha "pierdół" przez podpitego faceta, chociaż lubię je i bardzo mnie kręcą kiedy jest trzeźwy. W ogóle nie lubię dopieprzania się do mnie przez podpitych mężczyzn, nie wiem czemu ale słabi mnie to i wcale nie schlebia
                                                  • hello-kitty2 Re: przytulanie w łóżku vs seks w łóżku 29.12.13, 20:37
                                                    bgz0702 napisała:

                                                    > no różnie, zależy od ilości alko;) ale nie znoszę np opowiadania mi do ucha "pi
                                                    > erdół" przez podpitego faceta, chociaż lubię je i bardzo mnie kręcą kiedy jest
                                                    > trzeźwy. W ogóle nie lubię dopieprzania się do mnie przez podpitych mężczyzn, n
                                                    > ie wiem czemu ale słabi mnie to i wcale nie schlebia

                                                    Aha, moze chodzi o to, ze jak taki bohater to czemu na trzezwo sie boi? A mi sie wydaje, ze ludzie po alko sa bardziej soba niz bez, wychodzi co w nich siedzi. Ja chyba jestem nawet przyjemniejsza :)
                                                  • bgz0702 Re: przytulanie w łóżku vs seks w łóżku 29.12.13, 20:43
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > bgz0702 napisała:
                                                    >
                                                    > > no różnie, zależy od ilości alko;) ale nie znoszę np opowiadania mi do uc
                                                    > ha "pi
                                                    > > erdół" przez podpitego faceta, chociaż lubię je i bardzo mnie kręcą kiedy
                                                    > jest
                                                    > > trzeźwy. W ogóle nie lubię dopieprzania się do mnie przez podpitych mężcz
                                                    > yzn, n
                                                    > > ie wiem czemu ale słabi mnie to i wcale nie schlebia
                                                    >
                                                    > Aha, moze chodzi o to, ze jak taki bohater to czemu na trzezwo sie boi? A mi si
                                                    > e wydaje, ze ludzie po alko sa bardziej soba niz bez, wychodzi co w nich siedzi
                                                    > . Ja chyba jestem nawet przyjemniejsza :)

                                                    ;))) czy tzn że zajefajna z ciebie panna tylko się boisz to ujawniać żebyśmy biedne kompleksów nie miały? Muszę to wypróbować na sobie, ciekawe czy u mnie tez to tak działa;))
                                                  • urquhart Re: przytulanie w łóżku vs seks w łóżku 29.12.13, 21:27
                                                    bgz0702 napisała:
                                                    > ;))) czy tzn że zajefajna z ciebie panna tylko się boisz to ujawniać żebyśmy bi
                                                    > edne kompleksów nie miały? Muszę to wypróbować na sobie, ciekawe czy u mnie tez
                                                    > to tak działa;))

                                                    A co nie próbowałaś jeszcze? Ty na trzeźwo , a oni pijani tylko?
                                                    Z tym że jak mądrość ludowa mówi : "baba pijana dupa sprzedana"
                                                  • bgz0702 Re: przytulanie w łóżku vs seks w łóżku 30.12.13, 11:59
                                                    urquhart napisał:

                                                    > bgz0702 napisała:
                                                    > > ;))) czy tzn że zajefajna z ciebie panna tylko się boisz to ujawniać żeby
                                                    > śmy bi
                                                    > > edne kompleksów nie miały? Muszę to wypróbować na sobie, ciekawe czy u mn
                                                    > ie tez
                                                    > > to tak działa;))
                                                    >
                                                    > A co nie próbowałaś jeszcze? Ty na trzeźwo , a oni pijani tylko?
                                                    > Z tym że jak mądrość ludowa mówi : "baba pijana dupa sprzedana"

                                                    Nie, no próbować to próbowałam;)) ale wiesz jak mam przesrane dzień później a nawet już kilka godz po i to nie wypijając dużej dawki alko? męczę się z bólem glowy i kacem chociaż wypijam naprawę niedużo;)) a może to właśnie dlatego ze właśnie za mało?
                                                    P.S. Jest jeszcze taka mądrość która mówi: pij, pij a nie będziesz mógł
                                                  • kutuzow Tekst przysięgi małżeńskiej 29.12.13, 02:11
                                                    yoric napisał:

                                                    > Ale ta umowa/przysięga jest tak skonstruowana, przynajmniej tradycyjnie, że tam
                                                    > te cztery okoliczności są zapisane.

                                                    Yoric --wszystko zależy czy wybierasz ślub cywilny czy kościelny. Różnica jest ogromna.
                                                    To co pisałem dotyczyło małżeństwa Marka. Obstawiam, że on miał ślub kościelny.

                                                    Tekst przysięgi małżeńskiej - ślub kościelny:
                                                    Ja, .... (imię Pana Młodego) biorę Ciebie (imię Panny Młodej)za żonę i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz to, że Cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci.

                                                    Tekst przysięgi małżeńskiej - ślub cywilny:
                                                    Świadom praw i obowiązków wynikających z założenia rodziny uroczyście oświadczam, iż wstępuję w Związek Małżeński z ...... i przyrzekam, że uczynię wszystko, aby nasze małżeństwo było zgodne, szczęśliwe i trwałe.

                                                    Jak widzisz w jednej wersji przysięgasz i nic Cię z tej przysięgi nie zwalnia!!! W drugiej wersji przyrzekasz. To trochę jak scena z "Piratów z Karaibów", tam Jack Sparrow o Kodeksie Piratów mówił że to raczej wytyczne niż twarde reguły. Więcej wynika z faktu zawiązania wspólnoty majątkowej niż z samego tego przyrzeczenia.
                                                  • zawle Re: Tekst przysięgi małżeńskiej 29.12.13, 09:11
                                                    kutuzow napisał:

                                                    > yoric napisał:
                                                    >
                                                    > > Ale ta umowa/przysięga jest tak skonstruowana, przynajmniej tradycyjnie,
                                                    > że tam
                                                    > > te cztery okoliczności są zapisane.
                                                    >
                                                    > Yoric --wszystko zależy czy wybierasz ślub cywilny czy kościelny. Różnica jest
                                                    > ogromna.
                                                    > To co pisałem dotyczyło małżeństwa Marka. Obstawiam, że on miał ślub kościelny.
                                                    >
                                                    > Tekst przysięgi małżeńskiej - ślub kościelny:
                                                    > Ja, .... (imię Pana Młodego) biorę Ciebie (imię Panny Młodej)za żonę i ślubuję
                                                    > Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz to, że Cię nie opuszczę aż do śm
                                                    > ierci. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci.

                                                    Święte słowa. I się nie wykluczają. Bo ja ślubuję, ale nie wymagam. Nic na temat wymagań nie ma. Nawet słowa.
                                                  • marek.zak1 Re: Tekst przysięgi małżeńskiej 29.12.13, 09:19
                                                    Potwierdzam. Miałem oddzielne śluby cywilne i kościelne. Skoro więc kobieta przysięga, ze ,,uczyni wszystko, aby uczynić małżeństwo szczęśliwe i udane..." rozumiem, że uprawianie seksu zawiera się we ,,wszystkim" :)?
                                                    W ślubie konkordatuwym, który obecnie jest preferowany, kobieta juz nie przysiega, że uczyni wszystko.
                                                    To tylko pytanie z logiki, bo u mnie tego problemu nie ma.
                                                  • zawle Re: Tekst przysięgi małżeńskiej 29.12.13, 09:29
                                                    marek.zak1 napisał:

                                                    > Potwierdzam. Miałem oddzielne śluby cywilne i kościelne. Skoro więc kobieta prz
                                                    > ysięga, ze ,,uczyni wszystko, aby uczynić małżeństwo szczęśliwe i udane..." ro
                                                    > zumiem, że uprawianie seksu zawiera się we ,,wszystkim" :)?
                                                    > W ślubie konkordatuwym, który obecnie jest preferowany, kobieta juz nie przysie
                                                    > ga, że uczyni wszystko.
                                                    > To tylko pytanie z logiki, bo u mnie tego problemu nie ma.


                                                    To jest tekst przysięgi. TY przysięgasz przed Bogiem. ŻONA przed Bogiem. Bóg was rozlicza, nie TY ją, czy ona Ciebie.
                                                  • marek.zak1 Re: Tekst przysięgi małżeńskiej 29.12.13, 09:35
                                                    A ja odnoszę się do przysięgi cywilnej przed urzędnikiem. ,,Uczynię WSZYSTKO...". To ,,wszystko" powinno zostać sprecyzowane, jak jest u Arabów.
                                                  • t.akaja Re: przytulanie w łóżku vs seks w łóżku 30.12.13, 10:29
                                                    > Ludzie jednak jakoś tak bezpieczniej się czują jak do swojej szufladki pt "małż
                                                    > eństwo" wrzucą poczucie bezpieczeństwa bez refleksji, że tak na prawdę gdy przy
                                                    > chodzi "okres próby" (choroba, długotrwałe bezrobocie, brak seksu, zdrada itp),
                                                    > to często słowa przysięgi idą w kąt.

                                                    Nic dodać, nic ująć.
                                                    Dla mnie kiedyś zdrada była czymś karygodnym, niedopuszczalnym w małżeństwie i zawsze miŁ kończyć się rozstaniem.
                                                    Gdy jest się po drugiej stronie, punkt widzenia zmienia się diametralnie.
                                              • potwor_z_piccadilly Re: przytulanie w łóżku vs seks w łóżku 28.12.13, 17:14
                                                marek.zak1 napisał:

                                                > To by oznaczało koniec, sorry Batory.

                                                Dziwne.
                                                Połówkę siebie wysłałbyś w kibinimater ?

                                                > A tytułów nie pamiętam, ale kojarzę, ale pamietam, że takie były.

                                                Też takie obrazki widziałem. Rzeczywiście, Przy sześćdziesiątym wytrysku już się krzywiły.
                                                Tytułów- podobnie jak Ty, też nie pamiętam.
                                                • bgz0702 Re: przytulanie w łóżku vs seks w łóżku 28.12.13, 18:30
                                                  potwor_z_piccadilly napisał:

                                                  > Dziwne.
                                                  > Połówkę siebie wysłałbyś w kibinimater ?

                                                  idi w kibini mater- to mi przypomniało gniew mojej babci jak ją dziadek wkurzył;))
                                          • bgz0702 Re: przytulanie w łóżku vs seks w łóżku 28.12.13, 16:26
                                            marek.zak1 napisał:

                                            > Kutuzow, widziałem na filmach i w książkach, że jak kobieta jest z facetem, któ
                                            > ry ją zdradził, to tak ma. Czuje obrzydzenie.

                                            podaj tytuły, bo na słowo honoru nikt ci nie uwierzy;))
                                            • zawle Re: przytulanie w łóżku vs seks w łóżku 28.12.13, 16:30
                                              bgz0702 napisała:

                                              > marek.zak1 napisał:
                                              >
                                              > > Kutuzow, widziałem na filmach i w książkach, że jak kobieta jest z facete
                                              > m, któ
                                              > > ry ją zdradził, to tak ma. Czuje obrzydzenie.
                                              >
                                              > podaj tytuły, bo na słowo honoru nikt ci nie uwierzy;))

                                              Hehe..lubię to!!:)))
                                    • t.akaja Re: przytulanie w łóżku vs seks w łóżku 30.12.13, 10:07
                                      Chyba niejasno się wyraziłam. Łóżko jest nudne...są inne fajniejsze miejsca do kochania się. Nie lubię rutyny.
                            • zawle Re: Wiem, że już coś wiem. 27.12.13, 17:05
                              kutuzow napisał: > Nigdzie nie pisze że "ona chce go skroić z kasy". Zwróciłem tylko uwagę, że na
                              > tym forum Kaizer dostawał zupełnie inne rady w stylu "rozwiedź się, kasą się ni
                              > e przejmuj". Autorka od roku się kisi w mało ciekawej sytuacji, ale nikt jakoś
                              > jej nie radzi, "zostaw go, mieszkaniem się nie przejmuj".

                              Sytuacja kaizera jest inna. On chce odejść, tylko brak kasy go wstrzymuje. To kiepski powód na zostanie. Autorka nie chce odejść. Ale wiem że ta rozmowa do niczego nie doprowadzi.....
                              • kutuzow Re: Wiem, że już coś wiem. 27.12.13, 17:15
                                zawle napisała:

                                > Sytuacja kaizera jest inna. On chce odejść, tylko brak kasy go wstrzymuje. To k
                                > iepski powód na zostanie. Autorka nie chce odejść. Ale wiem że ta rozmowa do ni
                                > czego nie doprowadzi.....


                                Autorka, chciałaby odejść, tylko nie widzi powodu dla którego ma rezygnować z mieszkania (ich współwłasności). Jak się domyslam nie ma kasy żeby wykupić połowę męża i zostać.
                                Czyli jak dla mnie taka sama patowa sytuacja.
                                • zyg_zyg_zyg Re: Wiem, że już coś wiem. 27.12.13, 18:47
                                  > Autorka, chciałaby odejść, tylko nie widzi powodu dla którego ma rezygnować z m
                                  > ieszkania (ich współwłasności). Jak się domyslam nie ma kasy żeby wykupić połow
                                  > ę męża i zostać.

                                  Widzisz, też byś miał problem z komunikacją w takim związku. Bo autorka nie chciałaby odejść - źle odczytujesz słowa, które pisze.
                                • t.akaja Re: Wiem, że już coś wiem. 27.12.13, 20:32
                                  Spokojnie kasę mam. Nie chcę odejść, bo to jest dla mnie zwyczajnie za proste.
                                  Pamiętaj jednak, ze nic na siłę. Jeśli on nie chce ze mną być nie zatrzymam go. Nie można kogoś zmusić do miłosci. Nawet taka zdrada nie powoduje wypalenia całkowicie uczuć ktore się żywiło do danej osoby. Owszem pojawia się cała paleta innych i dużo w niej negatywnych, ale to wymaga pracy.
                                  • kutuzow Re: Wiem, że już coś wiem. 28.12.13, 14:34
                                    t.akaja napisał(a):
                                    > Nie chcę odejść, bo to jest dla mnie zwyczajnie za proste.

                                    Sorry, ale ja nie kupuję takiego wyjaśnienia. Nie chcesz napisać szczerze czemu się nie rozstaniecie, spoko. Nie musisz. Nie czaruj tylko takimi pustymi sloganami.
                                    • t.akaja Re: Wiem, że już coś wiem. 30.12.13, 10:25
                                      " Nie chcesz napisać szczerze czemu
                                      > się nie rozstaniecie, spoko. "

                                      Nie pojmuję dlaczego wmawiasz sobie i mi, ze nie jest to szczera wypowiedz?
                                      Tak właśnie czuję.
                                      Co jest prostsze
                                      -spakować się i odejść?
                                      -zostać, zrozumieć, porozmawiać?
                                      Związek to nie zegarek, że nakręcisz i chodzi. Wymaga ciągłej pracy.
                                  • kama265 Re: Wiem, że już coś wiem. 28.12.13, 16:14
                                    'Nie chcę odejść, bo to jest dla mnie zwyczajnie za proste.' - proszę Cię, zo to jest w ogóle za powód. Powiedz - nie chcę odejść bo nie będę mu wszystkiego uławiać, nie chcę odejść, bo to jest mój dorobek życia, nie chcę odejść, bo boję się być sama
                                    • bgz0702 Re: Wiem, że już coś wiem. 28.12.13, 16:25
                                      kama265 napisała:

                                      > 'Nie chcę odejść, bo to jest dla mnie zwyczajnie za proste.' - proszę Cię, zo t
                                      > o jest w ogóle za powód. Powiedz - nie chcę odejść bo nie będę mu wszystkiego u
                                      > ławiać, nie chcę odejść, bo to jest mój dorobek życia, nie chcę odejść, bo boję
                                      > się być sama

                                      Ten powód jest enigmatyczny;)) ma was swą naturą nurtować, widać spełnił już swoje zadanie bo jesteś druga po Kutuzowie która uległa jego urokowi;) Ale padł po twojej interpretacji... Kutuzow doczytaj co koleżanka rozszyfrowała, tajemnica zdechła
                                      • kutuzow Re: Wiem, że już coś wiem. 28.12.13, 17:11
                                        bgz0702 napisała:
                                        > Ten powód jest enigmatyczny;)) ma was swą naturą nurtować

                                        Ten powód jest totalnie od czapy. Wrzucony jako "zapchaj dziura" prawdziwego powodu.
                                        Nie chodzi o to żeby "nurtować" forumowiczów, raczej o to że autorka się oszukuje i sama przed sobą nie ma odwagi napisać czemu chce nadal być w tym związku.
                                    • loppe Re: Wiem, że już coś wiem. 28.12.13, 17:13
                                      'Nie chcę odejść, bo to jest dla mnie zwyczajnie za proste.'

                                      No pewnie. Wątek, a już nawet dwa, by się urwał. Brawo Autor.
                                      • loppe Re: Wiem, że już coś wiem. 28.12.13, 18:40
                                        loppe napisał:

                                        > 'Nie chcę odejść, bo to jest dla mnie zwyczajnie za proste.'
                                        >
                                        > No pewnie. Wątek, a już nawet dwa, by się urwał. Brawo Autor.

                                        A szkoda by było, bo jak się czyta - dziewczyny w świetnej formie!
                                        • bgz0702 Re: Wiem, że już coś wiem. 28.12.13, 19:53
                                          loppe napisał:

                                          > loppe napisał:
                                          >
                                          > > 'Nie chcę odejść, bo to jest dla mnie zwyczajnie za proste.'
                                          > >
                                          > > No pewnie. Wątek, a już nawet dwa, by się urwał. Brawo Autor.
                                          >
                                          > A szkoda by było, bo jak się czyta - dziewczyny w świetnej formie!

                                          widzisz w jakiej my formie jesteśmy;)) pogadać można ale żadna nie wie o czym ta rozmowa;))
                                          • loppe Re: Wiem, że już coś wiem. 28.12.13, 19:57
                                            Bardzo ładnie piszecie - Kitty, Ty i Zawle:)
                                          • zawle Re: Wiem, że już coś wiem. 28.12.13, 21:08
                                            bgz0702 napisała: >
                                            > widzisz w jakiej my formie jesteśmy;)) pogadać można ale żadna nie wie o czym t
                                            > a rozmowa;))

                                            Nie wie, ale dopyta;) jakbyśmy popiły to nawet pytać by nie trzeba było coś czuję:))) Ja oczywiście nie mogę...w robocie kibluję
                                            • bgz0702 Re: Wiem, że już coś wiem. 28.12.13, 21:44
                                              zawle napisała:

                                              > bgz0702 napisała: >
                                              > > widzisz w jakiej my formie jesteśmy;)) pogadać można ale żadna nie wie o
                                              > czym t
                                              > > a rozmowa;))
                                              >
                                              > Nie wie, ale dopyta;) jakbyśmy popiły to nawet pytać by nie trzeba było coś czu
                                              > ję:))) Ja oczywiście nie mogę...w robocie kibluję

                                              a ja jestem niepijąca frajerka, ale bez alkoholu też się nieźle rozkręcam, także "poradzę się" z tobą dogadać na trzeźwo jakby co;))) ale mam w domu świetny- ponoć- likier miętowy i jakąś babską wódę z Tunezji którą trzeba by wypić, a jak będziesz chciała to wyskoczę do Czech po jakieś ichnie trunki co by ci się "czeski film spodobał";)) I co ty robisz w pracy o tej porze i w ten dzień...? Szkoda, chciałabym ci życzyć co byś się pobyczyła ale może się byczysz i nie jest źle, dobrej nocy
                                              • zawle Re: Wiem, że już coś wiem. 28.12.13, 22:27
                                                o tej porze, dzisiaj cieciuję. Dotąd, w pracy, oglądałam Django. Teraz, w domu, dokończę Django:) Teraz mi niestety za to nie zapłacą:)))
                            • t.akaja Re: Wiem, że już coś wiem. 27.12.13, 20:07
                              ok, ale nie oznacza to, ze go wyzywam :) Fiutem nazwałam ogół ludzi (nie tylko facetów) którzy zdradzają i liczą na to, ze ofiara spakuje się i wyprowadzi.
                              • hello-kitty2 Re: Wiem, że już coś wiem. 27.12.13, 20:42
                                t.akaja napisał(a):

                                > ok, ale nie oznacza to, ze go wyzywam :) Fiutem nazwałam ogół ludzi (nie tylko
                                > facetów) którzy zdradzają i liczą na to, ze ofiara spakuje się i wyprowadzi.

                                Czyli mnie. Zawle gonie Cie, hehe juz awansowalam do rangi Fiuta :)

                                Ja tam nigdy nie liczylam, ze ktos sie wyprowadzi, bo nigdy nie czynilam wspolnych inwestycji. Jak nie masz nic wspolnego to nie musisz na nic liczyc, bo wiesz co jest czyje. Wiadomo kto sie musi wyprowadzic.

                                Wg mnie Kutuzow podal najlepsze rozwiazania:
                                kutuzow napisał:

                                > Moim zdaniem, jeśli następuje zdrada, to mam do wyboru:
                                > - rozstaje się gdy wiem że nie jestem w stanie tego zaakceptować
                                > - staram się wybaczyc i zapomnieć o tym i NIGDY nie wracam do tego w rozmowach
                                > (bo inaczej ciągle ten temat "zatruwa" życie codzienne)

                                NIGDY nie wracac do tematu przeszlej zdrady to tez oznacza WYBACZYC. Jesli wracasz to znaczy, ze nie wybaczylas. Dopoki nie wybaczysz nie bedzie dobrze. Wg mnie jest jeszcze trzecie rozwiazanie: sublokatorzy. Ale czy wtedy mozna wymagac wiernosci? W imie czego?

                                Reasumujac: dobrze by bylo ustalic co Was wlasciwie laczy (wazne byscie byli w tym zgodni), a potem ustalac zasady.

                                • t.akaja Re: Wiem, że już coś wiem. 27.12.13, 20:59
                                  Haha zdradzasz? no cóż... :P Nie przyklaskuję ludziom którzy lubują się w tych atrakcjach, nie tylko dlatego, ze sama zostalam zdradzona, zwyczajnie mam tak od urodzenia. Stawiam na szacunek dla drugiej osoby, bo jeśli nie kocham odchodę i puszczam się do woli. Choć ze mnie dziwna istota, mnie ten stan nie kręci, ale seks lubie...bardzo :P
                                  Dla mnie wartościowy jest tylko wtedy, gdy jest z dlugoletnim partnerem. Wie co lubie, tak jak muzyk kocha swoją gitarę.
                                  Jeśli chodzi o ludzi zdradzających to mi nic do tego, ich doopa ich życie. Dla mnie to zwyczajne utrudnianie sobie życia.

                                  Ja rozumiem calą tą procedurę: nie gadać, wybaczyć, rozejść sie...
                                  hmmm chciałabym mieć magiczną różdżkę (bez skojarzeń) machnąć i mieć to za sobą. Takowej nie posiadam, ale posiadam czas i usta. Czas pomoże, złagodzi, usta porozmawiają.
                • potwor_z_piccadilly Re: Wiem, że już coś wiem. 26.12.13, 22:22
                  t.akaja napisał(a):

                  > Poradziła znaczy co?

                  Poradziła byś przestała szaleć. Facet nieco pokory zademonstrował, a to już dobrze rokujący na przyszłość postęp. Złap się tego i trwaj, bo to Ci się najbardziej opłaca.
                  Napiszesz że zdradził, a ja zapytam, wymydliło się ?
                  Zdrada zdradzie nierówna bo nie czyny się liczą, a intencje i motywy.
                  Chce być z Tobą ? Kocha Cię ?
                  To daj sobie na wstrzymanie i bzykajcie się póki możecie, bo na starość to tylko wnuki przyjdzie Wam bawić.
                  • t.akaja Re: Wiem, że już coś wiem. 26.12.13, 22:48
                    Powiem Ci, ze coś się wymydliło...moje uczucia. Psychika mi się skrzywiła. Jest fajnie, super, a na któryś dzień, bądź miesiąc wszystko wraca, to bywa bardzo męczące. No więc, zwyczajnie zamykałam się w sobie, odsuwałam go od siebie. Przez owe rozmowy pojęłam, ze bez otwartych rozmów nic się nie naprawi.
          • kutuzow "droga wolna" -niech zostawi mi mieszkanie i spada 27.12.13, 12:58
            hello-kitty2 napisała:
            > wcale sie zaden zwiazek nie zakonczy, bo przeciez mieszkanie jest jego i chcesz tam mieszkac, > a potem bedzie mieszkal syn, tak powiedzialas. Kto silniejszy lub komu mniej zalezy, ten dyktuj
            > e warunki. U Ciebie dyktuje maz.

            Zgadzam się z tym co napisała Kitty. Uwzględniając "sprostowania" autorki wyłania się obraz nawet bardziej patologiczny.

            Mamy bowiem "łoże małżeńskie" które dla autorki wcale nie oznacza seksu. Wypada zapytać co w takim razie oznacza? Może to jest pierwotną przyczyną problemu. który teraz jak widać powraca.

            Jest też partner, który z jednej strony wywołuje wymioty (na myśl o zbliżeniu):
            "...Gdy dochodzi do zbliżenia chce mi się wymiotować z nerwów. Nie mogę go dotykać...i tu i tam."
            forum.gazeta.pl/forum/w,15128,148584168,148584168,Wiem_ze_nic_nie_wiem_.html
            z drugiej strony jest oceniany jako słaby ojciec:

            "Ojciec osoba dorosła, która szczególnie powinna być autorytetem przestała nim być. Ojcem jest nie najlepszym."

            prezentami nie rozpieszcza, bliskości emocjonalnej już nie ma:
            "ciężko patrzeć na tego obcego faceta."
            , więc pytanie co autorkę trzyma w tym związku. Jak nie wiadomo o co chodzi to chodzi o....

            Kitty trafnie to zdiagnozowała. Pewnie gdyby mąż "honorowo" się zachował i odszedł z walizkami do jakiejś nowej kobiety, nadal płacąc alimenty na dziecko i zostawiając "swoją" połowę ich wspólnego domu, to pewnie takie rozwiązanie byloby OK. Głupio jednak przyznać się tak publicznie przed ludźmi (i przed samą sobą), że jest się osobą której zależy jednak na kasie (gdy wcześniej się pisała że kasa nie jest ważna). Dlatego trzeba dokonywać karkołomnych kombinacji żeby to podejście nie waliło tak bardzo po oczach.

            "Dodam, ze nie myślę się wyprowadzać...tu gdzie mieszkam, zamieszka kiedyś mój syn. Tu jest jego dom i mój. Nie będziemy placić za to, że mój facet nie potrafi utrzymać doopy na wodzy..."

            forum.gazeta.pl/forum/w,15128,148584168,148584168,Wiem_ze_nic_nie_wiem_.html
            • zawle Re: "droga wolna" -niech zostawi mi mieszkanie i 27.12.13, 13:08
              Widzisz kutuzow...problem z kobietami polega na tym, że rezygnują ze wszystkiego....z miłości, uczciwości, wsparcia, oddania, z siebie. Najtrudniej ( zwłaszcza tym dzieciatym) zrezygnować z miejsca do spania i żarcia ( patrz: kasa). Ale jak to matka, chce zapewnić zaspokojenie najniższych potrzeb. A przecież mogła zachować się honorowo: ne sprawdzać sms, nie śledzić i wyprowadzić się z dzieciakami, żeby nie być posądzana o materializm i nie robić kłopotu udostępniając mężowi miejsce na nową rodzinę, nie?
              • hello-kitty2 Re: "droga wolna" -niech zostawi mi mieszkanie i 27.12.13, 13:29
                zawle napisała:

                A przecież mogła
                > zachować się honorowo: ne sprawdzać sms, nie śledzić i wyprowadzić się z dzieci
                > akami, żeby nie być posądzana o materializm i nie robić kłopotu udostępniając m
                > ężowi miejsce na nową rodzinę, nie?

                Ja nie sadze, zeby on byl zainteresowany zakladaniem nowej rodziny raczej seksem, ktorego w domu nie ma, bo babka sie brzydzi. Jaki sens ma sciganie nowych kochanek, skoro on wie ze w domu pustynia. Jesli medzy nimi sie nic nie zmieni to jedynie czego on sie bedzie musial nauczyc to sie lepiej maskowac. Choc i tak wyglada, ze i na tym mu przestaje zalezec na kryciu sie. Powiem przewrotnie, jesli nic sie nie zmieni wszystko bedzie zalezalo od tego, czego bedzie chciala NOWA kobieta, ktora on spotka. Chyba, ze go stac na podwojne zycie. Zalezy tez ile ma lat.
                • zawle Re: "droga wolna" -niech zostawi mi mieszkanie i 27.12.13, 13:39
                  hello-kitty2 napisała:> Ja nie sadze, zeby on byl zainteresowany zakladaniem nowej rodziny raczej sekse
                  > m, ktorego w domu nie ma, bo babka sie brzydzi. Jaki sens ma sciganie nowych ko
                  > chanek, skoro on wie ze w domu pustynia. Jesli medzy nimi sie nic nie zmieni to
                  > jedynie czego on sie bedzie musial nauczyc to sie lepiej maskowac. Choc i tak
                  > wyglada, ze i na tym mu przestaje zalezec na kryciu sie. Powiem przewrotnie, je
                  > sli nic sie nie zmieni wszystko bedzie zalezalo od tego, czego bedzie chciala N
                  > OWA kobieta, ktora on spotka. Chyba, ze go stac na podwojne zycie. Zalezy tez i
                  > le ma lat.

                  A może ona się go brzydzi Po zdradzie? Z tym zakładaniem nowej rodziny to grubo przesadziłam, wiem;) On może należeć do sporej grupy mężczyzn którzy zdradzają bo lubią, nie dlatego że nie mają w domu? Kryć się? Raz wybaczyła, wybaczy i drugi....zracjonalizuje i hajda do przodu. hehe......kiedyś rozmawiałam ze zdradzaną kobietą. Kolejny partner robił jej dokładnie to samo. A ją interesowało czy doszło do penetracji. Bo jak nie doszło do pełnej, to nie była żadna zdrada. Bo to że ją oczerniał, że wyznawał miłość innej kobiecie, że dzielił z nią intymność to nie była zdrada. Oczekiwała udowodnienia odbycia stosunku płciowego. Tu jest podobnie......ja też kasuję sms, w pracy mnie nie mógł zdradzić. I tyle. Czyli jest czysty.
                  • hello-kitty2 Re: "droga wolna" -niech zostawi mi mieszkanie i 27.12.13, 15:08
                    zawle napisała:

                    > A może ona się go brzydzi Po zdradzie? Z tym zakładaniem nowej rodziny to grubo
                    > przesadziłam, wiem;) On może należeć do sporej grupy mężczyzn którzy zdradzają
                    > bo lubią, nie dlatego że nie mają w domu?

                    Moze tak byc. Moze MiL? Ciekawe jak wyglada ten seks w domu? W ogole widze ze potrzeba prowadzenia podwojnego zycia wsrod dzieciatych mezczyzn jest ogromna, sama mam takowa :-) Fajnie sobie poszalec na boku, a potem wrocic do domowego ciepelka. Ja wiem czy jest sie czym bulwersowac? Chyba trzeba to do jakiegos stopnia tolerowac, nawet akceptowac, w ramach oplacalnosci. No bo przeciez trwanie w kilkudzisiecioletnim zwiazku pelnym namietnosci i milosci tylko miedzy dwojgiem to bajka. Lepiej przyjac, ze tak sie nie dzieje i stosowac inne rozwiazania, zeby zwiazek przetrwal, jesli jest dla kogos priorytetem. A dla wiekszosci jednak jest.

                    Dla mnie akurat zdrada nie jest problemem i facet, ktory mnie zdradzil mnie nie brzydzi, raczej odwrotnie ale dla mnie seks jest brudny. Ma byc :)
                  • t.akaja Re: "droga wolna" -niech zostawi mi mieszkanie i 27.12.13, 21:02
                    W moim przypadku podobnie? :) aha
              • kutuzow a co radziłaś Kaiserowi? 27.12.13, 14:56
                zawle napisała:

                > Widzisz kutuzow...problem z kobietami polega na tym, że rezygnują ze wszystkieg
                > o....z miłości, uczciwości, wsparcia, oddania, z siebie. Najtrudniej ( zwłaszcz
                > a tym dzieciatym) zrezygnować z miejsca do spania i żarcia ( patrz: kasa).

                Zawle,
                Po pierwsze skoro autorka zrezygnowała ze wszystkiego tak jak mówisz, to co jeszcze chce ratowac w tym związku? Po co te zabiegi wobec gościa który ją mierzi?

                Po drugie, przypomnij sobie co żeńska część forum radziła Kaizerowi w podobnej sytuacji rozpadu związku. Kwestie zdrady tutaj pomijam, chodzi raczej o "start" w nowe życie.
                W przypadku Kaizera problem z kasą to "jego wymówki" tutaj zaś jest to jak najbardziej zrozumiały problem. Widzisz podwójne standardy?
                • hello-kitty2 Re: a co radziłaś Kaiserowi? 27.12.13, 15:17
                  kutuzow napisał:

                  > Po drugie, przypomnij sobie co żeńska część forum radziła Kaizerowi w podobnej
                  > sytuacji rozpadu związku. Kwestie zdrady tutaj pomijam, chodzi raczej o "start"
                  > w nowe życie.
                  > W przypadku Kaizera problem z kasą to "jego wymówki" tutaj zaś jest to jak najb
                  > ardziej zrozumiały problem. Widzisz podwójne standardy?

                  Zrodlem tego jest dziecko, ktore jest przypisane matce. Nawet po rozwodzie wszystko ma byc rozwiazane pod dziecko. 'Ten' bez dziecka ma miec gorzej. A tu przeciez mialby lepiej maz autorki. No to jak? :)
                  • kutuzow Re: a co radziłaś Kaiserowi? 27.12.13, 15:39
                    hello-kitty2 napisała:
                    > Zrodlem tego jest dziecko, ktore jest przypisane matce. Nawet po rozwodzie wszy
                    > stko ma byc rozwiazane pod dziecko. 'Ten' bez dziecka ma miec gorzej. A tu prze
                    > ciez mialby lepiej maz autorki. No to jak? :)

                    Chodzi mi o to że całe forum tłumaczyło Kaiserowi, że kasa to nie problem. Gdy jednak przed wizją rozwodu staje kobieta, to optyka jakby mocno się zmienia. Gdy to Kaiser miał się rozwodzić większość zaklinała rzeczywistość zaprzeczając, że po rozwodzie poziom życia jeszcze bardziej spada.
                    Co do przypisania dziecka matce, to przecież nie jest to jedyna możliwość. Jest opieka naprzemienna, dzieckiem może się zajmować ojciec itp. Sama najlepiej wiesz że jest pole manewru, o ile chce się tylko wyjść poza model "Matki Polki".
                • zawle Re: a co radziłaś Kaiserowi? 27.12.13, 17:14
                  kutuzow napisał:
                  > Zawle,
                  > Po pierwsze skoro autorka zrezygnowała ze wszystkiego tak jak mówisz, to co jes
                  > zcze chce ratowac w tym związku? Po co te zabiegi wobec gościa który ją mierzi?
                  >
                  > Po drugie, przypomnij sobie co żeńska część forum radziła Kaizerowi w podobnej
                  > sytuacji rozpadu związku. Kwestie zdrady tutaj pomijam, chodzi raczej o "start"
                  > w nowe życie.
                  > W przypadku Kaizera problem z kasą to "jego wymówki" tutaj zaś jest to jak najb
                  > ardziej zrozumiały problem. Widzisz podwójne standardy?

                  ja nie wiem kutuzow co ona chce ratować. Ja się mogę domyślać że wizję swojego życia, wizję swojej rodziny i marzenia o swojej przyszłości. I zaręczam Ci że znam mnóstwo kobiet tolerujących zdradę ( stanowisko Kitty jak zawsze ujmuje mnie za serce z powodu mania prawdy za wartość większą od tego co ludzie powiedzą), przyzwalających na zdradę dla obrony "rodziny".
                  Ja żyję w Polskiej czasoprzestrzeni. Wiem że gdzieś na świecie dzieci zostają zawsze przy ojcu, że gdzieś na świecie rodzice wychowują je naprzemiennie. Ta wiedza mnie wzbogaca, ale nic poza tym. Większość panów daleka jest od tego żeby wychowywać własne dzieci. Kaizerowi jakoś też tego nie radziłeś. I nie wiemy czy by się do tego palił;) Nie widzę podwójnych standardów.
                  • kutuzow Re: a co radziłaś Kaiserowi? 27.12.13, 17:31
                    zawle napisała:
                    > ja nie wiem kutuzow co ona chce ratować. Ja się mogę domyślać że wizję swojego
                    > życia, wizję swojej rodziny i marzenia o swojej przyszłości.

                    Wiesz można żyć "wizją", problem tylko zaczyna się wtedy gdy ta "wizja" nijak ma się do życia codziennego. A to jakiś SMS to psuje, a to późniejszy powrót męża, a to telefon laski co to twierdzi że jest kochanką męża. Rozumiałbym to jeszcze gdyby autorka miała w nosie te zdrady i udawała że wszystko jest OK (jak wiele polskich rodzin). On sobie realizuje potrzeby na boku, ona ma dzieci i święty spokój. Nie popieram tego, ale jestem w stanie zrozumieć czemu niektórzy tak robią (własnie ta wspomniana przez Ciebie "wizja" szczęśliwej rodziny w oczach innych). Tutaj jest zaś tylko żółć, zniechęcenie i rosnący mur.

                    > Kaizerowi jakoś też tego nie radziłeś. I nie wiemy cz
                    > y by się do tego palił;) Nie widzę podwójnych standardów.

                    Zauważ, że jako jeden z nielicznych rozumiałem, że kasa może być dla niego barierą. Na to zwracam uwagę, że w przypadku facetów jest: "stary nie przejmuj się rozwiedź się - na pewno będzie dobrze i dasz radę finansowo", w przypadku kobiet zaś już nie padają takie deklaracje tak łatwo.
                    • zawle Re: a co radziłaś Kaiserowi? 27.12.13, 17:38
                      kutuzow napisał: > Zauważ, że jako jeden z nielicznych rozumiałem, że kasa może być dla niego bari
                      > erą. Na to zwracam uwagę, że w przypadku facetów jest: "stary nie przejmuj się
                      > rozwiedź się - na pewno będzie dobrze i dasz radę finansowo", w przypadku kobie
                      > t zaś już nie padają takie deklaracje tak łatwo.

                      BO ZOSTAJĄ Z DZIEĆMI.
                  • hello-kitty2 Re: a co radziłaś Kaiserowi? 27.12.13, 18:08
                    zawle napisała:

                    > ja nie wiem kutuzow co ona chce ratować. Ja się mogę domyślać że wizję swojego
                    > życia, wizję swojej rodziny i marzenia o swojej przyszłości.

                    Tez tak odbieram postawe autorki: jakby miala jakas wizje tego zwiazku, rodziny, moze nawet taka ujmujaca, romantyczna, filmowa, ladna. I teraz konfrontacja z rzeczywistoscia to jest ten bol. Dlatego mimo, ze wypomnialam chate to chodzilo mi raczej, ze autorka nie wyobraza sobie inaczej i to nie koniecznie tylko pieniadze ja blokuja. Bo np dla odroznienia ja sobie wyobrazam sobie swoje zycie bez faceta, oj wyobrazam i tylko pieniadze mnie blokuja. Zatem raczej ja jestem materialiska, a autorka po czesci idealistka. Jakos tak mi wychodzi.
                    • zawle Re: a co radziłaś Kaiserowi? 27.12.13, 18:14
                      hello-kitty2 napisała: Bo np dla odroznienia ja sobie wyobrazam sobie swoje zycie
                      > bez faceta, oj wyobrazam i tylko pieniadze mnie blokuja. Zatem raczej ja jestem
                      > materialiska, a autorka po czesci idealistka. Jakos tak mi wychodzi.

                      Bo Ty jesteś następne wyklucie;)
                    • t.akaja Re: a co radziłaś Kaiserowi? 27.12.13, 21:19
                      Lekko mi się nogi uginają, ręce jakoś tak zwisają.
                      Ale ja to rozumiem, bo w sumie to co piszę to skrawki mojego zycia i różnie można to poskładać.
                      Nie jest tak, że zawsze jest źle. Prowadzimy normalny dom. Czasem mam wrażenie, ze nawet nie mam tak źle gdy patrzę na inne związki. Jestem przytulana, jestem całowana, ba jestem nawet czasem kąpana, wciąż chodzimy za i pod rączkę gdy gdzieś wychodzimy.
                      Teraz uczę się ja, bo tak naprawdę to przede mną wielkie wyzwanie, to ja muszę sobie poradzić ze swoimi żalami, wściekłością, smutkami...a on nawet gdyby chciał mi w tym ulżyć musialby posiadać zdolności nadprzyrodzone. Uczę się z nim rozmawiać, nie odtrącać. Rady osób, które pisały o otwartym komunikowaniu sprawdzają się. Nie czuję sie pełna goryczy, co czuję mówię i jest mi lżej. Nie opiera się to tylko na moim mówieniu, ale na wspólnej rozmowie.
                • t.akaja Re: a co radziłaś Kaiserowi? 27.12.13, 21:05
                  Ja pierdziele, co wy macie z tą kasą? :>
            • hello-kitty2 Re: "droga wolna" -niech zostawi mi mieszkanie i 27.12.13, 13:21
              kutuzow napisał:

              > Kitty trafnie to zdiagnozowała. Pewnie gdyby mąż "honorowo" się zachował i odsz
              > edł z walizkami do jakiejś nowej kobiety, nadal płacąc alimenty na dziecko i zo
              > stawiając "swoją" połowę ich wspólnego domu, to pewnie takie rozwiązanie byloby
              > OK. Głupio jednak przyznać się tak publicznie przed ludźmi (i przed samą sobą)
              > , że jest się osobą której zależy jednak na kasie (gdy wcześniej się pisała że
              > kasa nie jest ważna). Dlatego trzeba dokonywać karkołomnych kombinacji żeby to
              > podejście nie waliło tak bardzo po oczach.

              Czekaj Kutuzow to duze uproszczenie. Ja tam postrzegam przede wszystkim zaleznosc emocjonalo - matczyna. Uwazam, ze autorka nie poradzi sobie bez mezczyzny, bez zwiazku nawet gdyby jej wszystko zostawil. To nie chodzi tylko o pieniadze. Tutaj tez ojcowstwo wisi na wlosku.
              • kutuzow Re: "droga wolna" -niech zostawi mi mieszkanie i 27.12.13, 15:35
                hello-kitty2 napisała:
                > Czekaj Kutuzow to duze uproszczenie. Ja tam postrzegam przede wszystkim zalezno
                > sc emocjonalo - matczyna. Uwazam, ze autorka nie poradzi sobie bez mezczyzny, b
                > ez zwiazku nawet gdyby jej wszystko zostawil. To nie chodzi tylko o pieniadze.
                > Tutaj tez ojcowstwo wisi na wlosku.

                Kitty,
                Myślę że się mylisz. Jak dla mnie bardziej widzę w tym postawienie się w roli skrzywdzonej ofiary. To bardzo wygodna pozycja, bo z góry nasze działania są "moralnie lepsze". Co by gościu nie robił to zawsze autorka może czuć się "tą dobrą" w tym układzie, a on od razu jest "ten zły".
                Pisałem Ci tutaj w poście wyżej o tym:
                forum.gazeta.pl/forum/w,15128,148672210,148706796,Re_Wiem_ze_juz_cos_wiem_.html
                Zobacz że nawet wciąganie dziecka w rozgrywkę miedzy autorką a jej mężem jest tutaj także jako konsekwencja stanowiska "jestem biedna i skrzywdzona".

                "Mój syn byl świadkiem, gdy ta kobieta do mnie zadzwoniła, wszystko słyszał. Odsunął się od ojca. Widział jak bardzo mnie zranil."

                Moim zdaniem, jeśli następuje zdrada, to mam do wyboru:
                - rozstaje się gdy wiem że nie jestem w stanie tego zaakceptować
                - staram się wybaczyc i zapomnieć o tym i NIGDY nie wracam do tego w rozmowach (bo inaczej ciągle ten temat "zatruwa" życie codzienne)

                Autorka zaś niby wybaczyła, ale:
                "Otoczyłam się murem, pochowałam wszystkie uczucia by nikt już ich nie zdeptał. Stałam się mało dostępna, jeszcze mniej sympatyczna, całkiem sporo zgorzkniała. Nie jestem sobą."

                i to wszystko prawie rok od zdrady.
                Sorry, ale jeśli to takie trudne, to może lepiej dla wszystkich (i dziecka) byłoby się rozstać, a nie "kisić" w tej super "rodzinnej" atmosferze. Ta opcja jak sama zauważyłaś nie wchodzi jednak w grę, więc mamy takie typowe "polskie piekiełko rodzinne".
                • bgz0702 Re: "droga wolna" -niech zostawi mi mieszkanie i 28.12.13, 13:33
                  kutuzow ty masz trochę za ciężkie buty na nogach chyba;) po jaki hooj laskę dobijasz kiedy ona próbuje się z tego wydostać jakoś, może nie na skróty bo swoje chce jeszcze wywalczyć ale jakąś inną drogą dość już przejebaną przecież. Masz dobry czas żeby się intelektualnie "porozwijać" czy co?
                  Zdejmij buty, pozwól swoim paluszkom się poruszać swobodnie może ci się trochę wyluzuje Klimat po świętach;))
                  • kutuzow Re: "droga wolna" -niech zostawi mi mieszkanie i 28.12.13, 14:39
                    bgz0702 napisała:

                    > kutuzow ty masz trochę za ciężkie buty na nogach chyba;) po jaki hooj laskę dob
                    > ijasz kiedy ona próbuje się z tego wydostać jakoś, może nie na skróty bo swoje
                    > chce jeszcze wywalczyć ale jakąś inną drogą dość już przejebaną przecież. Masz
                    > dobry czas żeby się intelektualnie "porozwijać" czy co?
                    > Zdejmij buty, pozwól swoim paluszkom się poruszać swobodnie może ci się trochę
                    > wyluzuje Klimat po świętach;))

                    To forum ma tą przewagę nad innymi, że tutaj ludzie piszą wprost co myslą i dość dobrze analizują. Nie ma tego wzajemnego klepania po plecach w stylu "zobaczysz będzie dobrze".
                    Uważasz, że jeśli napiszę coś w stylu, "mąż autorki to cham i prostak, jak mógł tak zrobić. Masz rację, powinnaś go teraz trzymać na krótkiej smyczy", to pomoże to w ROZWIĄZANIU jej problemu? Czy moze tylko poprawi na krótko nastrój (bo wszyscy się z nią tak pięknie będą solidaryzowali), a za chwilę sytuacja się powtórzy?
                    Sorry, ale nie widzę sensu w "zaklinaniu rzeczywistości". Autorka może wziąć te porady które tu dostaje do siebie i coś zmienić, albo je olać i żyć dalej po swojemu.
                    • bgz0702 Re: "droga wolna" -niech zostawi mi mieszkanie i 28.12.13, 15:18
                      kutuzow napisał:

                      > To forum ma tą przewagę nad innymi, że tutaj ludzie piszą wprost co myslą i doś
                      > ć dobrze analizują. Nie ma tego wzajemnego klepania po plecach w stylu "zobaczy
                      > sz będzie dobrze".
                      > Uważasz, że jeśli napiszę coś w stylu, "mąż autorki to cham i prostak, jak mógł
                      > tak zrobić. Masz rację, powinnaś go teraz trzymać na krótkiej smyczy", to pomo
                      > że to w ROZWIĄZANIU jej problemu? Czy moze tylko poprawi na krótko nastrój (bo
                      > wszyscy się z nią tak pięknie będą solidaryzowali), a za chwilę sytuacja się po
                      > wtórzy?
                      > Sorry, ale nie widzę sensu w "zaklinaniu rzeczywistości". Autorka może wziąć te
                      > porady które tu dostaje do siebie i coś zmienić, albo je olać i żyć dalej po s
                      > wojemu.

                      Porady to skomplikowane zjawisko;) Nie dodawaj życzeniowości moim tekstom: "cham i prostak"? jak bym mogła? A co do przewagi Forum nad Forum to po co?
              • t.akaja Re: "droga wolna" -niech zostawi mi mieszkanie i 27.12.13, 21:21
                Akurat jeśli chodzi o dziecko, swietnie sobie radzę. I tu postawię sprawę jasno. Nie zależy mi na jałowym związku. Życie bez faceta to nie dramat, szczególnie takiego który kocha sam siebie i swoje potrzeby. po zdradzie Nastal kosmiczny chaos.
            • t.akaja Re: "droga wolna" -niech zostawi mi mieszkanie i 27.12.13, 20:48
              kutuzow napisał:
              >
              > Zgadzam się z tym co napisała Kitty. Uwzględniając "sprostowania" autorki wyłan
              > ia się obraz nawet bardziej patologiczny.
              >

              Wróć i doczytaj, mieszkanie nie jest jego.



              > Mamy bowiem "łoże małżeńskie" które dla autorki wcale nie oznacza seksu. Wypada
              > zapytać co w takim razie oznacza? Może to jest pierwotną przyczyną problemu. k
              > tóry teraz jak widać powraca.

              Łoże małżeńskie...taaaa i seks po bożemu. Moze ja wolę stół w kuchni, moze pralkę? :D
              Przepraszam, mam dziś kolejny inny humor - głupawki.
              >
              > Jest też partner, który z jednej strony wywołuje wymioty (na myśl o zbliżeniu):
              > "...Gdy dochodzi do zbliżenia chce mi się wymiotować z nerwów. Nie mogę go doty
              > kać...i tu i tam."


              Nieee, nie wymiotowałam :) Ale zwyczajnie mam momenty żalu, takie krótkie filmiki w glowie gdzie widzę ich razem...i wtedy robi mi się niedobrze. I chyba każdy kogo dotyczy zdrada w takich momentach swojego życia zwyczajnie by się odsunął.


              > z drugiej strony jest oceniany jako słaby ojciec:
              >
              > "Ojciec osoba dorosła, która szczególnie powinna być autorytetem przestała nim
              > być. Ojcem jest nie najlepszym."

              Ojcem w rzeczy samej najlepszym nie jest. I cholernie wzruszam się gdy coś robią razem...choćby taka męska rozmowa..

              > prezentami nie rozpieszcza, bliskości emocjonalnej już nie ma:
              > "ciężko patrzeć na tego obcego faceta."
              > , więc pytanie co autorkę trzyma w tym związku. Jak nie wiadomo o co chodzi to
              > chodzi o....
              >

              Nie rozpieszcza, ale jak już coś to to cudownie smakuje...jest wyjątkowe i o wiele więcej warte w moich oczach. Jestem osobą, ktora niezwykle wiele z siebie daje innym nie oczekując niczego w zamian i to jest moje szczeście, dla mnie największy prezent.


              > Kitty trafnie to zdiagnozowała. Pewnie gdyby mąż "honorowo" się zachował i odsz
              > edł z walizkami do jakiejś nowej kobiety, nadal płacąc alimenty na dziecko i zo
              > stawiając "swoją" połowę ich wspólnego domu, to pewnie takie rozwiązanie byloby
              > OK. Głupio jednak przyznać się tak publicznie przed ludźmi (i przed samą sobą)
              > , że jest się osobą której zależy jednak na kasie (gdy wcześniej się pisała że
              > kasa nie jest ważna). Dlatego trzeba dokonywać karkołomnych kombinacji żeby to
              > podejście nie waliło tak bardzo po oczach.


              O matko! Przemyśl to jeszcze raz :)
              >
              > "Dodam, ze nie myślę się wyprowadzać...tu gdzie mieszkam, zamieszka kiedyś mój
              > syn. Tu jest jego dom i mój. Nie będziemy placić za to, że mój facet nie potraf
              > i utrzymać doopy na wodzy..."

              Sorki, ale mam bardzo mocno wyksztalcony instynkt macierzyński. Mieszkania do grobu nie zabiorę, mój mąż zresztą też. Jestem dorosłą osobą i on też, a jak już się powołało na świat młodego człowieka to należy go wspierać w każdy możliwy sposób i coś po sobie zostawić.
              • hello-kitty2 Re: "droga wolna" -niech zostawi mi mieszkanie i 27.12.13, 21:55
                t.akaja napisał(a):

                > Sorki, ale mam bardzo mocno wyksztalcony instynkt macierzyński. Mieszkania do
                > grobu nie zabiorę, mój mąż zresztą też. Jestem dorosłą osobą i on też, a jak ju
                > ż się powołało na świat młodego człowieka to należy go wspierać w każdy możliwy
                > sposób i coś po sobie zostawić.

                Forumowy specjalista od "bardzo mocno wyksztalconego instynktu macierzyńskiego" jeszcze nie wpadl ale jak wpadnie to zrozumiesz, ze nie ma sie czym szczycic :-)

                Poza tym kto by chcial mieszkac w mieszkaniu po starych? A biorac pod uwage, ze ludzie dzisiaj spokojnie dozywaja osiemdzisiatki oznacza to, ze ze cwiercwiecze trzeba by bylo mieszkac ze staruchami i to takie najlepsze cwiercwiecze mlodych i najgorsze starych. Kto przy zdrowych zmyslach by na to poszedl?

                Czyli co? Robisz to dla dziecka? Zeby zabezpieczyc majatek? To chcesz powiedziec?
                • t.akaja Re: "droga wolna" -niech zostawi mi mieszkanie i 27.12.13, 22:13
                  Między innymi dla dziecka. Tu nie chodzi dokładnie o "ten" lokal. Jak wyciągnę nogi może go sprzedać, wyjechać....cokolwiek.
                  Mówisz do osiemdziesiątki...złego diabli nie biorą, ale ja juz wspominałam, albo ktoś tam, że ja jestem ta dobra, więc osiemdziesiątki nie dożyję :P syn pocieszy się szybciej :D

                  Ogolnie jest tak, że bardzo mnie smieszą wpisy i w życiu codziennym stwierdzenia typu "jest dla kasy" Przecież każdemu z nas rączki z tyłka nie wyrastają?
                  Chociaż hmm dorzucę tu na forum, ze mój mąż postanowił doczepić się do mojego konta bankowego i tam oto przelewa swoją wypłatę. Nie ma: moje -twoje, jest nasze. No i się zacznie :D
                  A może sama sprobuję. No więc jestem wygodna bo tyle kasiory teraz mam, z pewnością wydaję ją za plecami męża, a biedak haruje jak wół. No i w ogóle on jest jakiś taki glupi, bo jak to z babą można mieć wspolne konto?
                  • marek.zak1 Re: "droga wolna" -niech zostawi mi mieszkanie i 27.12.13, 22:18
                    Toz to ja jestem głupi, bo tez mam wspólne konto. Moze trzeba było na jakies oddzielne częśc wypłaty transferować. Kitty, powiedz coś.
                    • t.akaja Re: "droga wolna" -niech zostawi mi mieszkanie i 27.12.13, 22:37
                      :F
                      No przecież napisałam, ze każdy facet co ma konto z kobitą to głupiec :P ;)
                    • hello-kitty2 Re: "droga wolna" -niech zostawi mi mieszkanie i 27.12.13, 22:43
                      marek.zak1 napisał:

                      > Toz to ja jestem głupi, bo tez mam wspólne konto. Moze trzeba było na jakies od
                      > dzielne częśc wypłaty transferować. Kitty, powiedz coś.

                      Ale po co? Marek Ty jestes kims innym niz ja. Rozwiazania dobrze dostosowywac jest do osoby, a nie osobe do rozwiazan. Inna sprawa czy ja mam na koncie tyle powodzen w zyciu, zeby moje rozwiazania kopiowac? :-) Podaje swoj przyklad czesto dla porownania ale te porownania nie maja wypadac zawsze na moja korzysc, maja tylko pokazac plusy i minusy.
                    • hello-kitty2 Re: "droga wolna" -niech zostawi mi mieszkanie i 27.12.13, 22:56
                      marek.zak1 napisał:

                      > Toz to ja jestem głupi, bo tez mam wspólne konto. Moze trzeba było na jakies od
                      > dzielne częśc wypłaty transferować. Kitty, powiedz coś.

                      Zapomnialam dodac dla porzadku: ja tez mam wspolne konto z patrnerem ale prowadze szczegolowa rachunkowosc wlasnych wplywow i wyplywow z tego konta. Jesli przekrocze wyplywami saldo zerowe miedzy wlasnymi przychodami a wydatkami, a mam z czego wydawac, bo jest tam kasa parnera to oznacza to zadluzenie moje wobec niego, ktore w nastepnych okresach splacam. Jak widzisz mozna miec wspolne konto, a nie miec wspolnch srodkow finansowych. Co innego dostep, a co innego wlasnosc. Co innego cash flow, a co innego rachunek zyskow i strat. Moim zyskiem z posiadania wspolnego rachunku bankowego jest mozliwosc ciaglego bezplatnego zadluzania sie. Ten system byl moim pomyslem. Ma on jeszcze inne zalety. Poza tym uwielbiam rachunkowosc :)
                      • t.akaja Re: "droga wolna" -niech zostawi mi mieszkanie i 27.12.13, 23:15
                        Mój znowu nie ma zielonego pojęcia ile znajduje się na owym koncie. Ufa mi bezgranicznie. No i zajmuję się wszelkimi opłatami itd itp. Ostatnio był w szoku, ze nasz syn ma założone konto i fajną sumkę. Myślę o jego przyszłości.
                        Chyba nie umiałabym tak żyć mając wspólne konto a jednak osobne. Dla mnie ważna jest jednosć.
                        Bliska mi osoba miała przekichane. Zarabiala bardzo dobrze, jej mąż też, ale to co bylo jego to było jego, to co było jej też było jego. Materialista to za mało powiedziane. Właśnie dostał wyrok za znęcanie się nad rodziną. Ona uciekała z dzieciakami z dorobku swojego życia, bo golodupiec z niego był gdy ją poznał... dziś ona nie ma nic, on żyje w domku jak lord.
                        • marek.zak1 Re: "droga wolna" -niech zostawi mi mieszkanie i 28.12.13, 09:01
                          T.Akaja napisała:
                          ,,Chyba nie umiałabym tak żyć mając wspólne konto a jednak osobne. Dla mnie ważna jest jednosć".

                          Widzisz, znasz widocznie moje powiedzenie, ze żona jest częścią mnie. Ona też robi wszystkie opłaty.
                          A do Kitty, dlaczego moja żona ma nie wydawać? Mnie zakupy nie bawią, więc jak widzi coś fajnego, dlaczego ma sobie nie kupić?
                          • hello-kitty2 Re: "droga wolna" -niech zostawi mi mieszkanie i 28.12.13, 10:04
                            marek.zak1 napisał:

                            > Widzisz, znasz widocznie moje powiedzenie, ze żona jest częścią mnie. Ona też r
                            > obi wszystkie opłaty.
                            > A do Kitty, dlaczego moja żona ma nie wydawać? Mnie zakupy nie bawią, więc jak
                            > widzi coś fajnego, dlaczego ma sobie nie kupić?

                            Ale dlaczego mi sie o to pytasz? NIe bardzo rozumiem mojego zwiazku z zakupami Twojej zony? O co wlasciwie pytasz? Dlaczego ja nie zyje jak Twoja zona? Bo ja nie jestem zona. Dla mnie wazna jest rozdzielnosc, a nie jednosc, mozliwosc latwego wyjscia z ukladu, unikanie wpadki w sytuacje patowa, unikanie 'liczenia' na cos, unikanie zobowiazan. Nie mam tez potrzeby wiazania sie z jednym czlowiekiem na cale zycie. Kto ma inne potrzeby to je realizuje. W czym problem? Roznica tkwi w slowie ZONA. Malzenstwo zostalo stworzone do dzielenia sie. Wiec nie widze nic dziwnego w fakcie, ze Twoja zona sobie kupuje, jak widzi cos fajnego. Jesli chodzi Ci, ze masz za duzo pieniedzy to mi mozesz dac, bez zobowiazan, nie ma sprawy :-)
                            • marek.zak1 Re: "droga wolna" -niech zostawi mi mieszkanie i 28.12.13, 10:23
                              Właśnie, słowo ŻONA robi różnicę. Zaznaczyłaś ważną sprawę możliwości łatwego wyjścia z ukladu, co powoduje rzeczywiście szybkie wychodzenie przy powstawaniu problemów.
                              Piszesz, ze mieszkasz z partnerem, a rozliczasz się co do grosza, jak w sklepie. Tu słowo ,,partner" jakoś mi nie pasuje, sorry.
                              Nie mam nadmiaru kasy, ale tez nie narzekam na brak, może dlatego, że wiem, na co mnie stać.
                              • hello-kitty2 Re: "droga wolna" -niech zostawi mi mieszkanie i 28.12.13, 11:16
                                marek.zak1 napisał:

                                > Zaznaczyłaś ważną sprawę możliwości łatwego w
                                > yjścia z ukladu, co powoduje rzeczywiście szybkie wychodzenie przy powstawaniu
                                > problemów.

                                A skad mozesz wiedziec czy powoduje? Ciekawe jak szybko Ty bys wyszedl z ukladu gdybys sie znalazl w sytuacji autorki postu? Jaki sens jest upierac sie przy chwaleniu jednego slusznego wg Ciebie systemu jesli sie nie zostalo doswiadczonym przez zycie, chocby przez zdrade lub inne traumatyczne przezycia, jak inni uzytkownicy tego forum. To jest tak niewiarygodne jak gloszenie przez bogatego, ze pieniadze nie sa wazne, chocby to bylo prawda :-)

                                > Piszesz, ze mieszkasz z partnerem, a rozliczasz się co do grosza, jak w sklepi
                                > e. Tu słowo ,,partner" jakoś mi nie pasuje, sorry.
                                > Nie mam nadmiaru kasy, ale tez nie narzekam na brak, może dlatego, że wiem, na
                                > co mnie stać.

                                Rozliczam sie co do grosza? Widac, ze rachunkowosci nawet nie liznales, bo rachunkowosc sluzy przede wszystkim temu, zeby wiedziec na co cie stac, nie wspominajac juz nawet o tym, ze kluczem jest, co zaliczasz do kosztow. A partnerstwo polega na tym, ze samemu z partnerem ustalasz zasady partnerstwa, a nie, ze ktos je ustala za ciebie.

                                Malzenstwo to zobowiazanie, rowniez do tego, ze gdy maz zbanktrutuje to zona go utrzyma, malo tego pokryje zadluzenie meza. Ja nie jestem w stanie utrzymac samodzielnie nawet mojego syna, a co dopiero utrzymac innego doroslego czlowieka. Dlatego zona byc nie moge, bo mnie nie stac.

                                Nie zrozum mnie zle: nie jestem przeciwnikiem malzenstwa.
                                • marek.zak1 Zawle i Kitty 28.12.13, 11:35
                                  Kitty, wierze Ci, bo znasz lepiej twoja sytuacje i uwarunkowania. .
                                  A kolezankę Zawle zapewniam, że libido aż tak bardzo nie zależy od wieku, a tu na forum są tego setki przykładów, jak trzydziestolatki unikaja seksu.
                                  Miłej niedzieli.
                                  • zawle Re: Zawle i Kitty 28.12.13, 11:36
                                    marek.zak1 napisał:
                                    > A kolezankę Zawle zapewniam, że libido aż tak bardzo nie zależy od wieku, a tu
                                    > na forum są tego setki przykładów, jak trzydziestolatki unikaja seksu.

                                    No tak...moja wina. Powinnam napisać od 30 lat z tym samym facetem:)
                                    • marek.zak1 Re: Zawle i Kitty 28.12.13, 12:16
                                      Widzisz, jestem wyjątkowy. Przynajmniej dla mojej żony :).
                                      • zawle Re: Zawle i Kitty 28.12.13, 12:20
                                        marek.zak1 napisał:

                                        > Widzisz, jestem wyjątkowy. Przynajmniej dla mojej żony :).

                                        Dla mnie też Mareczku;)
                                        • marek.zak1 Re: Zawle i Kitty 28.12.13, 12:41
                                          Miło mi. Teraz na rower.
                                          W Warszawie bajeczna pogoda.
                                • t.akaja Re: "droga wolna" -niech zostawi mi mieszkanie i 30.12.13, 10:40
                                  "Ciekawe jak szybko Ty bys wyszedl z ukladu gdybys sie znalazl w sytuacji autorki postu?"

                                  Kitty, z malżeństwa też można się szybko wydostać, o ile w związku ludzie są na odpowiednim poziomie. Wszystko można zakończyć jedną sprawą.Tak też było by u mnie.

                                  Na szarpanie szkoda nam życia.
                          • urquhart zona częścią mnie 28.12.13, 10:23
                            marek.zak1 napisał:
                            > Widzisz, znasz widocznie moje powiedzenie, ze żona jest częścią mnie. Ona też r
                            > obi wszystkie opłaty.

                            Psycholodzy ostrzegają że taka jedność i brak budowania odrębności, tajemnicy w związku nieuchronnie prowadzi do zaniku wzajemnego pożądania, a pożądania ze strony kobiety w szczególności.
                            Jak sobie z tym radzisz?
                            • marek.zak1 Re: zona częścią mnie 28.12.13, 10:30
                              Zaniepokojony opinią psychologów spytalem przed chwilą mojej żony, czy mnie pożąda. Odpowiedziała: ,,Pewnie, że tak". Ja mojej żonie wierzę i uważam sprawę za rozwiązaną:).
                              • zawle Re: zona częścią mnie 28.12.13, 11:24
                                marek.zak1 napisał:

                                > Zaniepokojony opinią psychologów spytalem przed chwilą mojej żony, czy mnie poż
                                > ąda. Odpowiedziała: ,,Pewnie, że tak". Ja mojej żonie wierzę i uważam sprawę za
                                > rozwiązaną:).

                                Bosz....prostytutki płaczą po Twoich słowach, 50 letnia żona nadal pożąda.......magia świąt;)
                            • t.akaja Re: zona częścią mnie 30.12.13, 10:44
                              "Psycholodzy ostrzegają że taka jedność i brak budowania odrębności, tajemnicy w
                              > związku nieuchronnie prowadzi do zaniku wzajemnego pożądania, a pożądania ze s
                              > trony kobiety w szczególności.
                              > Jak sobie z tym radzisz?"


                              Dementuję te plotki.
                              • marek.zak1 Re: zona częścią mnie 30.12.13, 10:48
                                Ja również.
                              • hello-kitty2 Re: zona częścią mnie 30.12.13, 11:03
                                t.akaja napisał(a):

                                > "Psycholodzy ostrzegają że taka jedność i brak budowania odrębności, tajemnicy
                                > w
                                > > związku nieuchronnie prowadzi do zaniku wzajemnego pożądania, a pożądania
                                > ze s
                                > > trony kobiety w szczególności.
                                > > Jak sobie z tym radzisz?"
                                >
                                >
                                > Dementuję te plotki.

                                No Ty to chyba nie masz podstaw do dementowania :-) Ty przeciez masz na codzien do czynienia z tajemnica. Aha chyba, ze chcesz powiedziec, ze u Ciebie pozadania jak nie bylo tak nie ma, z tajemnica czy bez :)
                                • t.akaja Re: zona częścią mnie 30.12.13, 11:17
                                  Zdrada nastąpiła niecały rok temu, a nie całe moje życie przy nim. Poza tym mówię z punktu widzenia kobiety ze stażem, która będąc jedynie przy jednym partnerze, wciąż na niego reaguje jak 20 lat temu.
                                  • hello-kitty2 Re: Dlaczego to zrobila? 30.12.13, 12:04
                                    t.akaja napisał(a):

                                    > Zdrada nastąpiła niecały rok temu, a nie całe moje życie przy nim. Poza tym mów
                                    > ię z punktu widzenia kobiety ze stażem, która będąc jedynie przy jednym partner
                                    > ze, wciąż na niego reaguje jak 20 lat temu.

                                    A wiesz co mnie interesuje? Motywacja tej kobiety, tej eks kochanki, bo jak rozumiem ona do Ciebie zadzwonila. Dlaczego to zrobila? Co nia kierowalo? Po co ujawniala te informacje? Co chciala osiagnac? Mscila sie na nim?
                                    • urquhart klasyka ku pamięci 30.12.13, 12:20
                                      hello-kitty2 napisała:
                                      > artner
                                      > > ze, wciąż na niego reaguje jak 20 lat temu.
                                      >
                                      > A wiesz co mnie interesuje? Motywacja tej kobiety, tej eks kochanki, bo jak roz
                                      > umiem ona do Ciebie zadzwonila. Dlaczego to zrobila? Co nia kierowalo? Po co uj
                                      > awniala te informacje? Co chciala osiagnac? Mscila sie na nim?

                                      To klasyka seksualnych kłusowniczek. W ten sposób pokazują że to one są górą i mają władzę. Sięgaja po co chcą i co się wydaje innym że do nich nalezy. Dowartościowanie się.

                                      Z drugiej strony też klasyka. t.akaja nie jest go pewna, wymyka się jej, wiec go pożąda i silnie na niego reaguje. Ku pamięci innym panom.
                                      • t.akaja Re: klasyka ku pamięci 30.12.13, 12:39
                                        urquhart napisał:

                                        > To klasyka seksualnych kłusowniczek. W ten sposób pokazują że to one są górą i
                                        > mają władzę. Sięgaja po co chcą i co się wydaje innym że do nich nalezy. Dowa
                                        > rtościowanie się.

                                        Dowartościowanie to dobre słowo. Jak to powiedziała "zrobiło mi się miło, że pomimo mojego wieku wciąż byłam dla niego atrakcyjna"

                                        Nie jestem złośliwa, ale to pudło. Bardzo brzydka, zaniedbana kobieta, która uganiala się za facetami nawet rozmawiając ze mną (opowiadała). Jej znajoma powiedziała do mnie " on musial być bardzo pijany".
                                        >
                                        > Z drugiej strony też klasyka. t.akaja nie jest go pewna, wymyka się jej, wiec
                                        > go pożąda i silnie na niego reaguje. Ku pamięci innym panom.


                                        Nie, to nie tak. Lubię z nim seks, bo jest dobry w tym,a dobry dlatego, ze wie co lubię, bo na tyle mnie poznał. Nie jestem kotkiem, który goni mysz.
                                      • hello-kitty2 Re: klasyka ku pamięci 30.12.13, 12:39
                                        urquhart napisał:

                                        > To klasyka seksualnych kłusowniczek. W ten sposób pokazują że to one są górą i
                                        > mają władzę. Sięgaja po co chcą i co się wydaje innym że do nich nalezy. Dowa
                                        > rtościowanie się.

                                        No nie wiem. Byc moze. Ale sie nie spotkalam. Jesli mialabym dzwonic to tylko zeby zniszczyc, zaorac czyli z tytulu zlych emocji, a przeciez dowartosciowywanie z zalozenia jest dobre, nie? Czy sie myle? Mozna sie dowartosciowywac czyms zlym? Nie rozumiem. Przeciez jak ktos ma wladze to wie ze ja ma i to wystarczy przez soba za sukces to czy trzeba to obwieszczac swiatu? Przeziez Ty i tak wiesz, a jakie to ma znaczenie czy wie swiat? Dla mnie wazne jest ze ja wiem. Jak ja wiem to nie ma nic wazniejszego, bo JA wiem.

                                        > Z drugiej strony też klasyka. t.akaja nie jest go pewna, wymyka się jej, wiec
                                        > go pożąda i silnie na niego reaguje. Ku pamięci innym panom.

                                        No nie bardzo, bo pisala, ze ja brzydzi i nie moze go dotykac i ze tylko z nim sypia ale do seksu nie dochodzi. Inna sprawa, ze nie jest wiarygodnym zrodlem informacji, zaprzecza sama sobie. Teraz pisze, ze jej maz nie jest wygodnym mezczyna, a w poprzednim watku, ze ona tylko chodzi obiadki na czas robi, a on tylko patrzy zeby zjesc i po co to wszystko :-) Caly swiat widziany wg najnowszego stanu emocjonalnego. Brak umiejetnosci uchwycenia rzeczywistosci, jaka jest obiektywnie. Dobra to jest trudne.
                                        • t.akaja Re: klasyka ku pamięci 30.12.13, 13:07
                                        • t.akaja Re: klasyka ku pamięci 30.12.13, 13:12
                                          > No nie bardzo, bo pisala, ze ja brzydzi i nie moze go dotykac i ze tylko z nim
                                          > sypia ale do seksu nie dochodzi.

                                          Jak już szczerze rozmawiamy to postaram się to rozłożyć na czynniki pierwsze. Otóż do seksu po dochodzilo. Wydawało mi się ze się z tymi emocjami uporałam, ale one jak bumerang wracały. Potem 3 miesiące ciszy.
                                          Co mnie boli i brzydzi? Otóż lubię miłość fancuzką... i tu zaczynają się schody... być może czas pomoże, być może już nigdy z mojej strony do niej nie dojdzie.

                                          Inna sprawa, ze nie jest wiarygodnym zrodlem i
                                          > nformacji, zaprzecza sama sobie. Teraz pisze, ze jej maz nie jest wygodnym mezc
                                          > zyna, a w poprzednim watku, ze ona tylko chodzi obiadki na czas robi, a on tylk
                                          > o patrzy zeby zjesc i po co to wszystko :-) Caly swiat widziany wg najnowszego
                                          > stanu emocjonalnego. Brak umiejetnosci uchwycenia rzeczywistosci, jaka jest obi
                                          > ektywnie. Dobra to jest trudne.

                                          Jak każdy facet lubi dobrze zjeść. To jest jego problem i fakt faktem wygoda...reszta jest nieistotna. Natomiast jak pojawia się kobieta to nawet obiadki, a raczej ich brak mu nie przeszkadzają.
                                        • urquhart Re: klasyka ku pamięci 30.12.13, 13:35
                                          hello-kitty2 napisała:
                                          > No nie bardzo, bo pisala, ze ja brzydzi i nie moze go dotykac i ze tylko z nim
                                          > sypia ale do seksu nie dochodzi. Inna sprawa, ze nie jest wiarygodnym zrodlem i
                                          > nformacji, zaprzecza sama sobie. Teraz pisze, ze jej maz nie jest wygodnym mezc
                                          > zyna, a w poprzednim watku, ze ona tylko chodzi obiadki na czas robi, a on tylk
                                          > o patrzy zeby zjesc i po co to wszystko :-) Caly swiat widziany wg najnowszego
                                          > stanu emocjonalnego. Brak umiejetnosci uchwycenia rzeczywistosci, jaka jest obi
                                          > ektywnie. Dobra to jest trudne.

                                          U facetów to przecież częste. Podniecanie się tym co jednocześnie odrzuca i brzydzi. Klasyka zespołu Madonny i Ladacznicy. Z ladacznicami seks jest dobry ale obrzydliwy, z żonami na odwrót :)
                                          Obiektywnie? Przecież wszystkie próby spojrzenia na siebie to racjonalizacje. Umysł dopasowuje i tłumaczy najbardziej racjonalne powody do nieracjonalnych wyborów podświadomości, których prawdziwe próbuje tłumaczyć psychowewo.
                                          • bgz0702 Re: klasyka ku pamięci 30.12.13, 14:01
                                            urquhart napisał:

                                            > Obiektywnie? Przecież wszystkie próby spojrzenia na siebie to racjonalizacje. U
                                            > mysł dopasowuje i tłumaczy najbardziej racjonalne powody do nieracjonalnych wyb
                                            > orów podświadomości, których prawdziwe próbuje tłumaczyć psychowewo.

                                            i pozamiatane, nie ma co się analizować za bardzo, intuicyjnie to trzeba machnąć a dziewczyna sprawia wrażenie inteligentnej emocjonalnie, podświadomość kieruje nią jak trzeba myślę. Nawet jak się sparzy znowu, to przecież ona chce/musi to zrobić dla siebie. A co do racjonalizacji to niekoniecznie musi ona tu być, moze ona zwyczajnie próbuje powiedzieć nam co czuje i podświadomie odbiera, coś co było oczywiste a wcześniej niezrozumiałe albo krytykowane w gniewie. Człowiek nie jest taki zeby się nie rozwijał;) A że wszystko się może zdarzyć jeszcze to inna historia, za wszystkich odpowiadać nie można
                                    • t.akaja Re: Dlaczego to zrobila? 30.12.13, 12:33
                                      Podejrzewam, że mściła. Raz to to, że szukała sponsora, dwa liczyła na coś więcej, trzy dostała kosza. Stało się to dwa razy. Raz po imprezie, drugi zaraz po powrocie z polski. Umówiła się z kumplem że go zwabi. Kumpel go zabral, mial odwieźć. Potem okazało się, ze mój mąż już wypity nie ma transportu do domu. Dwa pokoje, dwa łóżka... Kumpel spal w jednym z dziewczyną, a mój mąż z ową R... Rano zrobił mega awanturę, żaliła się.
        • kama265 Re: Wiem, że już coś wiem. 27.12.13, 16:04
          właśnie to, co napisałaś, bardzo jaskrawie pokazuje to, o czym napisałam. Słuchaj, nie chcesz, nie masz siły zobaczyć, jak jest naprawdę - rozumiem to. Po prostu mówię to z pozycji osoby, która to wszystko przeszła, i uwierz mi, że nie masz jeszcze nic za sobą, jesteś w samym środku bagna, z syfem po szyję i nerwowo się rozglądasz, żeby ktoś Ci powiedział, że nie ma tego syfu, że będzie dobrze. Nie wiem, to zależy pewnie od tego, jaka jesteś, pobawię się we wróżkę i podpowiem Ci co będzie dalej. Dalej będziesz się bała nawet spojrzeć w stronę jego komórki, żeby tam nie znaleźć czegokolwiek, co zburzy Twoją wizję świata. Żal patrzeć, że to Ty ponosisz cenę jego zdrady. To Ty się starasz i to Ty zachodzisz w głowę, co zrobić. Spójrz na to w ten sposób, spróbuj urealnić waszą relację. resztą, rób co chesz właściwie. Wiem, że można żyć po zdradzie, ale to życie nie będzie już nigdy takie same jak przed. I żeby się udało, oboje musicie tego chcieć. jeszcze jedno - zastanów się, na co skazujesz swojego syna.
        • kama265 Re: Wiem, że już coś wiem. 27.12.13, 16:16
          <Moja droga :)> - aha, prośbę mam, nie znoszę, jak ktoś traktuje mnie portekcjonalnie, więc powstrzymaj się proszę.

          > Natomiast jeśli mój mąż w chwili obecnej nie jest szczery, to wierzę, ze tak cz
          > y siak się o tym dowiem, i na tym zakończy się nasz związek.
          stawiam dolary przeciw orzechom, że raczej po raz kolejny wytłumaczysz sobie i "zawalczysz".
          • bianka02 Re: Wiem, że już coś wiem. 27.12.13, 17:15
            Nie sposob odmowic racji kamie265 jest tak jak pisze wiem to bo sama przez to przeszlam.
            • t.akaja Re: Wiem, że już coś wiem. 27.12.13, 21:38
              I w tym tkwi problem...każdy próbuje porównać swoje przeżycia z moimi. Ja wiem, ze to boli i czasem te sytuacje to jak wierne kopie. Wiem o czym piszecie bo i ja mam znajomych z podobnymi doświadczeniami.
              Wychodzę z takiego założenia, ze jeśli znalazłam się tu na tym ziemskim padole to w jakimś celu. Każdy ma jakąś misję do spełnienia (chyba brzmię jak nawiedzona :P). No ale wciąż się uczymy, czasem stajemy się silniejsi, bogatsi w wiedzę, sprytniejsi... Nawet w takich przypadkach można znaleźć dobre strony całej tej patowej sytuacji.
              • kama265 Re: Wiem, że już coś wiem. 28.12.13, 16:23
                Mówisz, że problemem jest porównywanie swoich przeżyć z Twoimi. zejdź na ziemię, Twoje przeżycia i przemyślenia, Twoja sytuacja - to jest naprawdę nic wyjątkowego, innego od innych. To jest aż do bólu banalne, wszystkie takie sytuacje są prawie identycznie, nie zachowujemy się jakoś diametralnie inaczej. Wiem, że Cię to rozczaruje, ale naprawdę nie jesteś wyjąkowa.
                > Wychodzę z takiego założenia, ze jeśli znalazłam się tu na tym ziemskim padole
                > to w jakimś celu. Każdy ma jakąś misję do spełnienia (chyba brzmię jak nawiedzo
                > na :P). No ale wciąż się uczymy, czasem stajemy się silniejsi, bogatsi w wiedzę
                > , sprytniejsi... Nawet w takich przypadkach można znaleźć dobre strony całej t
                > ej patowej sytuacji.
                no tak, każdy musi nieść swój krzyż, co nie? brzmi znajomo? masz misję do spełnienia - jaką? i podaj mi jakieś dobre strony tej sytuacji, bo ja ich jakoś nie widzę. Na razie to uczysz się jak siebie oszukiwać i jak odwracać oczy i udawać, że nie czujesz smrodu. Spoko, ale czy o bycie bogatszą w taką wiedzę Ci chodzi.
                I ja naprawdę nie namawiam Cię, żebyś od niego odeszła. Namawiam Cię tylko, żebyś zdobyła się na odrobinę odwagi i zobaczyła rzeczy, jakimi są naprawdę. Konfrontuj słowa z rzeczywistością, z czynami. I wtedy podejmiesz świadomą decyzję co dalej.
                • zawle Re: Wiem, że już coś wiem. 28.12.13, 16:31
                  kama265 napisała:

                  > Mówisz, że problemem jest porównywanie swoich przeżyć z Twoimi. zejdź na ziemię
                  > , Twoje przeżycia i przemyślenia, Twoja sytuacja - to jest naprawdę nic wyjątko
                  > wego, innego od innych. To jest aż do bólu banalne, wszystkie takie sytuacje są
                  > prawie identycznie, nie zachowujemy się jakoś diametralnie inaczej.

                  To fakt.Wystarczy wejść na forum żony i kochanki, czy jakoś tak:)
                • t.akaja Re: Wiem, że już coś wiem. 30.12.13, 10:59
                  Piszesz tak, jakbym kurczowo trzymala się swojego faceta, a tak nie jest. Nikt nie jest niczyją własnością. Poza tym nigdy nie założyłam sobie klapek na oczy, nie trzymam jego zdjęcia oprawionego w ramkę i nie wzdycham nocami, co nie znaczy że jest mi obojętny. Po prostu nie mam obsesji. Sorry bardzo, ale wciąż uważam, ze zdrada nie jest jak "kopiuj wklej", choćby dlatego że każdy człowiek jest inny, i każdy odbiera pewne sytuacje inaczej. Nie ma to nic wspólnego z oszukiwaniem siebie, życiu w innym świecie, a tym bardziej z wyjątkowością.
                  Nie jestem pustą lalką, która po zdradzie męża wystarczy jego uśmiech bym stwierdziła, że w związku wszystko gra. Nawet w związkach bez zdrad zawsze coś szwankuje.
          • t.akaja Re: Wiem, że już coś wiem. 27.12.13, 21:32
            Jeśli czegoś nie ma, to i nie ma o co walczyć.
            Nie boję się panicznie, ze odejdzie, bo to by było bardziej uczciwe niż oklamywanie mnie.
            Nie popadam w paranoję, nie nakręcam się z telefonem. Przestał pisać, powiedzialam co miałam powiedzieć, moze przemyślał, może nadal okłamuje. Jednakze nie odpowiadam za jego sumienie. Ja strasznie nie lubię komukolwiek mówić jak ma żyć, nie lubię kontrolować. Każde dzialanie musi być przemyślane, bo konsekwencji każdy zdrowy człowiek może się domyśleć.
            • kama265 Re: Wiem, że już coś wiem. 28.12.13, 16:44
              on nie odejdzie, po co ma to zrobić. w takich sytuacjach całym świństwem jest to, że niestety na Tobie spoczywa decyzja, czy chcesz tak żyć. I zaczarowywanie rzeczywistości nic nie pomoże. Owszem, nakręcasz się telefonem. Owszem, prowadzisz w swojej głowie sama ze sobą dyskusje - mówisz sobie "nieee no on to skończył, przecież obiecał, bałby się nas stracić, nie jest takim skończonym xujem, przecież mnie pocałował, chciał przytulić - to ja nie chciałam! było mu przykro przecież, no niemożliwe, żeby nadal to ciągnął nie jest taki głupi podły itd"
              kiedyś przeczytałam takie zdanie "chociaż są rzeczy, które nas bolą, to rozstanie z nimi boli nas jeszcze bardziej" - coś w tym jest, prawda? niegdy nie pomyślałaś, że ok, jest jak jest, ale lepiej żeby było tak niż wcale?
              w każdym razie wierzę, że trzeba wiedzieć, kiedy kończy się jakiś etap w życiu. Jeśli uparcie staramy się trwać w nim dłużej, niż jest to konieczne, tracimy radość i sens tego, co jest przed nami.
              Mówię to wszystko z mojego doświadczenia, zaangażowałam się w dyskusję z Tobą ze śmieszną nadzieją, że może trochę chociaż nauczysz się na moich błędach.
              Polecam Ci ksiązkę "Wyszłam za mąż za komunistę" Philipa Rotha - wszyscy psychoterapeuci sklejający na powró rozpadające się małżeństwa powinni ją przeczytać.
              Chodzi o to, żeby skofrontować się z prawdą i wtedy, na trzeźwo i w pełni świadomie wybierać. Nie uciekać. Lincoln powiedział - wiedza jest lepsza niż domysły, a przebudzenie lepsze niż śmierć.
              życzę Ci odwagi i powodzenia. Tylko znając prawdę, możesz naprawdę coś zmienić, naprawić, o coś zawalczyć
              • bgz0702 Re: Wiem, że już coś wiem. 28.12.13, 16:53
                kama265 napisała:

                > on nie odejdzie, po co ma to zrobić. w takich sytuacjach całym świństwem jest t
                > o, że niestety na Tobie spoczywa decyzja, czy chcesz tak żyć. I zaczarowywanie
                > rzeczywistości nic nie pomoże. Owszem, nakręcasz się telefonem. Owszem, prowadz
                > isz w swojej głowie sama ze sobą dyskusje - mówisz sobie "nieee no on to skończ
                > ył, przecież obiecał, bałby się nas stracić, nie jest takim skończonym xujem, p
                > rzecież mnie pocałował, chciał przytulić - to ja nie chciałam! było mu przykro
                > przecież, no niemożliwe, żeby nadal to ciągnął nie jest taki głupi podły itd"
                > kiedyś przeczytałam takie zdanie "chociaż są rzeczy, które nas bolą, to rozstan
                > ie z nimi boli nas jeszcze bardziej" - coś w tym jest, prawda? niegdy nie pomyślałaś, że ok, jest jak jest, ale lepiej żeby było tak niż wcale?
                > w każdym razie wierzę, że trzeba wiedzieć, kiedy kończy się jakiś etap w życiu.
                > Jeśli uparcie staramy się trwać w nim dłużej, niż jest to konieczne, tracimy radość i sens tego, co jest przed nami. Mówię to wszystko z mojego doświadczenia, zaangażowałam się w dyskusję z Tobą ze śmieszną nadzieją, że może trochę chociaż nauczysz się na moich błędach.
                > Polecam Ci ksiązkę "Wyszłam za mąż za komunistę" Philipa Rotha - wszyscy psycho
                > terapeuci sklejający na powró rozpadające się małżeństwa powinni ją przeczytać.
                > Chodzi o to, żeby skofrontować się z prawdą i wtedy, na trzeźwo i w pełni świad
                > omie wybierać. Nie uciekać. Lincoln powiedział - wiedza jest lepsza niż domysły
                > , a przebudzenie lepsze niż śmierć. > życzę Ci odwagi i powodzenia. Tylko znając prawdę, możesz naprawdę coś zmienić, naprawić, o coś zawalczyć

                to jest fajne Kama, fajne jest to jak podałaś
              • t.akaja Re: Wiem, że już coś wiem. 30.12.13, 11:13
                "on nie odejdzie, po co ma to zrobić. w takich sytuacjach całym świństwem jest to, że niestety na Tobie spoczywa decyzja, czy chcesz tak żyć. I zaczarowywanie rzeczywistości nic nie pomoże. Owszem, nakręcasz się telefonem. Owszem, prowadzisz w swojej głowie sama ze sobą dyskusje - mówisz sobie "nieee no on to skończył, przecież obiecał, bałby się nas stracić, nie jest takim skończonym xujem, przecież mnie pocałował, chciał przytulić - to ja nie chciałam! było mu przykro przecież, no niemożliwe, żeby nadal to ciągnął nie jest taki głupi podły itd""

                Wydaje mi się, ze by odszedl. To nie ten typ faceta, który lubi wygodę ponad wszystko w postaci: przynieś podaj, pozamiataj"
                Jeśli pozna kogoś w swoim życiu kogo pokocha, odejdzie.
                Uwierz mi, nie nakręcam się telefonem. Nie analizuję tego. Sprawę uważam za zamkniętą. Powiedziałam mu co mam powiedzieć i tyle. Nie będę mówila mu jak ma żyć. Ma podjąć świadomą decyzję. Choć mam wgląd do jego połączeń, nie sprawdzam. Za miesiąc przejrzę kolejną fakturę (jak zawsze) w celu wyszukania kolejnych źle naliczonych opłat tmobile. Jeśli ktoś uważa to za pretekst, nie ma sprawy, niech tak myśli, ale przy okazji, niech zapłaci 3 tys. zł które mi naliczono za free. Wtedy nic nie będę sprawdzala :P
                Powiedz mi dlaczego mam myśleć w ten sposób? "nieee no on to skończył, przecież obiecał, bałby się nas stracić, nie jest takim skończonym xujem, przecież mnie pocałował, chciał przytulić - to ja nie chciałam! było mu przykro przecież, no niemożliwe, żeby nadal to ciągnął nie jest taki głupi podły itd"" Dlaczego mam trzymać go na siłę przy sobie? Dlaczego mam się w ten sposób nakręcać? Bo widzisz, wlaśnie te doświadczenia zdobyte w moim życiu spowodowały, ze poszłam dalej i nie zachowuję się w ten sposób.
    • bgz0702 Do t.akaja 30.12.13, 11:36
      cześć, lubię cię bo mam podobnie do ciebie naiwnie frajersko entuzjastyczne usposobienie, lecz w niczym mi to nie przeszkadza, podobnie jak ty stoję na posterunki mimo że inni stwierdzają już brak pulsu, to ja mam jeszcze nadzieje ze jak pochowam denata odpowiednio to może ożyje;)- to dotyczy wielu dziedzin mojego życia.
      Fajnie że widzisz światełko w tunelu, dla ciebie może ono nie zgaśnie ale niestety nie wszyscy je widzą, nie szkodzi, inni też muszą żyć sami ze sobą a jak ma się jakieś światełko to przynajmniej szaro-buro nie jest i trochę radochy się potrafi pojawić. To jest zawsze twoja sprawa jakiego dokonasz wyboru ale licz się z tym że entuzjazm pojawia się i znika i nieraz pojawi się strach, a on jest okropny. Nie wszystko można wytrzymać ale ileś tam z pewnością się da, dla próby chociażby;)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka