t.akaja
23.12.13, 11:37
Otóż moi kochani...na wstępie chciałam podziękować wszystkim z mojego wątku za wasze komentarze, dobre słowa, wsparcie, wyrozumiałość, a także otworzenie oczu na pewne sprawy. Uświadomiliście mi, że zamykanie się w sobie niczego nie naprawi, wręcz przeciwnie, bo jest w stanie zniszczyć naszą psychikę. W związku ważna jest komunikacja.
Ogólnie chciałam się podzielić ty co się wydarzyło.
Próbowałam porozmawiać z mężem, co wyszło dość nieudolnie, ale to co chciałam powiedzieć, powiedziałam. No, może nie do końca wszystko, ale to co jest dla mnie najważniejsze. Musicie wiedzieć iż owa znajoma to koleżanka z pracy. Mial skwaszoną minę podczas rozmowy, taki foszek połączony z zimnym draniem. Wspomniałam także o moim zachowaniu, duszeniu wszystkiego w sobie, że teraz widzę to, że przecież nie domyśli sie. Na koniec poruszyliśmy sprawę kobiety z którą mnie zdradzil. Powiedzialam że nie umiem się pozbierać, ze mam problemy z tym by czasem go przytulić i siebie do niego, a nawet coś więcej, i że kompletnie nie wiem jak sobie z tym poradzić. Widziałam, ze to go zabolało. Po chwili milczenia, nie pamiętam co mi dokładnie powiedział, ale to było w stylu "nie umiem ci nic na toi poradzić", odpowiedziałam tylko "zauważyłam" i wyszłam z pokoju. Doszłam do wniosku, ze ta rozmowa byla totalną porażką, że jestem zostawiona z tym całym bagnem, z którego muszę sama się wydostać, bądź utonąć. Było parę minut po 22:00. Ubralam się i wyszłam na spacer, musiałam ochlonąć, poukladać sobie w głowie. Przyszłam prawie o zerowej. Poszłam spać.
Na drugi dzień po pracy, wskoczylam do kuchni, święta idą...ku mojemu zdziwieniu przyszedł, zapytał czy może mi pomóc. Byłam zła, rozczarowana, bo wyciągnęłam rękę, miałam ochotę powiedzieć mu, ze już nie potrzebuję jego pomocy...Bo musicie wiedzieć, ze podczas tamtej rozmowy mówiłam także o świętach o wigilii motocyklistów, w którą zaangażowal się maxymalnie, a tu gdzie ma rodzinę nic z siebie nie daje. Czeka na gotowe.
No więc powierzyłam mu zadanie sałatkowe, mial poobierać warzywa, gdyż na drugi dzień miałam zacząć ją robić. Kochani wczoraj, gdy przyszłam z pracy poleciałam szybko po mak, a gdy wróciłam sałatka była prawie pokrojona! Mało tego moje dziecie, które kocha mnie okrutnie i zawsze martwi się gdy jestem smutna wygadało się, ze kupil mi prezent pod choinkę (pierwszy raz). Powinna to być niespodzianka, ale jest tak niezwykle podekscytowany. Powiedzial, że w tym roku nie będzie mi smutno, ze w końcu dostanę prezent. Wczoraj wymskło mu się coś o tacie i chyba on też coś mi kupil, to będzie pierwszy prezent (o ile będzie) ktory dostanę po 20 latach związku. Zdaje się że muszę się zaopatrzyć w niezlą ilość chusteczek. Coś się zmieniło.
Co do tej dziewczyny...powiedziałam, zę nie wierzę już w damsko-męskie przyjaźnie i nie chcę tego po raz kolejny przeżywać. Powiedzial że to kumpela z pracy, z którą czasem spotkają się na przerwie na papierosa. Po tym co mi zrobił z panią R. nawet nie myśli by zdradzić mnie ponownie, ze bardzo mu to ciąży.
To na tyle...