Dodaj do ulubionych

pytanie do twoja bogini

20.03.14, 10:03
Witam

W zwiazku z poprzednim watkiem w ktorym pytalam ale pytanie gdzie utonelo bo panowie wzieli sie za bary
Czy moglabys zaproponowac mi jakies rozwiazanie w spr masturbacj
Jak przelamac schemat ze nie osiagam orgazmow z partnerem tylko sama po stosunku gdy onjest w lazience albo wogole sama jak go nie ma
Dzieki wogole to b podoba mi sie jak i co piszesz zgadzam sie ze wszystkim na 100% :)))
Ja jestem po 30 i po drugim dziecku najwyzsza pora cos z tym zrobic....

Obserwuj wątek
    • that.bitch.is.sick Re: pytanie do twoja bogini 20.03.14, 10:14
      W razie gdyby nie było bogini, to jest bożek google i ciocia księgarnia - tak pozwolę sobie nieśmiało nadmienić. Nie potrzebujesz spinu do tego by się seksualnie rozwijać sama i z partnerem.
      • enia17 Re: pytanie do twoja bogini 20.03.14, 11:15
        Aha.
      • twojabogini Re: pytanie do twoja bogini 20.03.14, 14:18
        that.bitch.is.sick napisała:

        Hej bitch, jak zawsze stawiasz na samodzielność we wszystkim :)

        A ja myślę, że warto się wymieniać doświadczeniami, zwłaszcza gdy żyjemy w zakłamanej seksualnie kulturze. W takiej sytuacji autentyczne doświadczenia są ważne i mogą być dobra inspiracją.
        Kobiety chcą i lubią rozmawiać ze sobą o seksie, swojej seksualności - gdy tylko przełamią tabu i przestaną sądzić, że za wszelką cenę muszą utrzymywać, że mają udane życie seksualne z mężem i 10 multiorgazmów przy każdym stosunku. Zazwyczaj, gdy jedna złamie milczenie i okazuje się, że orgazmy ma, gdy mąż pójdzie do łazienki (to naprawdę częste) - reszta oddycha z ulgą, bo one mają podobnie, a dotąd sądziły, ze to z nimi coś nie tak.

        Co do wujcia gogla - wyrzuca czasem takie bzdury, ale wydawałoby się wiarygodne - jak na przykład pomysły na udaną relację seksualną Profesora Starowicza - kompletnie androcentryczną - że kobieta, która zaczyna odkrywać siebie może zgłupieć. I dojść do wniosku jak ja kiedyś, że jest jakimś mutantem, bo wszystko co piszą seksuolodzy i radzą - na nią kompletnie nie działa (ja tak miałam, gdy miałam jakieś 16 lat - tylko, że z moją dziwkarską naturą postanowiłam sprawdzić w praktyce i sprawdzałam, większość kobiet nie ma tego komfortu, że czuje się komfortowo zdobywając doświadczenia z kolejnymi partnerami) Dlatego myślę, że twoja rekacja jest zbyt ostra.

        Za to może podzieliłabyś się jakimś swoim doświadczeniem lub refleksją. Potrafisz jechać ostro i bezkompromisowo :)
        • urquhart Re: pytanie do twoja bogini 20.03.14, 14:38
          Jak już zarzucasz Starowiczowi androcentryzm to może zastanowi cię wcześniej własny brak epatii wobec fallusododatnich i konsekwencje wpuszczania ich w maliny zyczeniowych teorii które sama zarzucasz Starowiczowi jeżeli sama masz ambicje aspirowania do bycia seks couch'em?
          • that.bitch.is.sick Re: pytanie do twoja bogini 20.03.14, 15:42
            urquhart napisał:

            > Jak już zarzucasz Starowiczowi androcentryzm to może zastanowi cię wcześniej wł
            > asny brak epatii wobec fallusododatnich i konsekwencje wpuszczania ich w maliny
            > zyczeniowych teorii które sama zarzucasz Starowiczowi jeżeli sama masz ambicje
            > aspirowania do bycia seks couch'em?

            :)))))No właśnie, a co będzie jak się w łóżku spotka wyedukowany przez Starowicza mizogin, przekonany że kobietom pogłąskanie po główce przydaje się bardziej niż orgazm - z wyposażoną we wschodnie doktryny feministką wyedukowaną przez boginię??? Toż to będzie normalnie taka wojna jak koty w nocy pod moim oknem. Oby tylko kobiety nie były jak te milczące owieczki. Wszystko lepsze od biernego czekania aż on się spuści i pójdzie do łazienki. W mordę, co za okropność.
            • twojabogini Re: pytanie do twoja bogini 20.03.14, 17:24
              Oby
              > tylko kobiety nie były jak te milczące owieczki. Wszystko lepsze od biernego c
              > zekania aż on się spuści i pójdzie do łazienki. W mordę, co za okropność.

              To nie tak wygląda. Taki seks z orgazmem, do którego dochodzi gdy mężczyzn jest w łazience nie jest nieprzyjemny. Podnieca, jest frajda, nie ma spełnienia - więc kobieta robi to sama. Trochę edukacji i tolerancji ze strony partnera i kobieta zrobiłaby to samo przy partnerze (o tym w zalinkowanym artykule). Ale znaczna ilość panów w takiej sytuacji nie reaguje modelowo jak pan z artykułu, tylko się oburza, że ich umiejętności nie wystarczają i że jak kobieta podczas seksu robi sobie dobrze, to tak jakby jemu policzek wymierzała.

              Inna sprawa, że kobieta z wysokim libido, albo po prostu mająca ochotę na więcej doświadczeń po jakimś czasie takiego życia seksualnego dostają pierdolca. Najczęściej jednak kobiety szukają innych rozwiązań dopiero po trzydziestce, gdy zalicza już wszystkie kamienie milowe, które miały je rzekomo doprowadzić do umiejętności odczuwania przyjemności i satysfakcji podczas seksu partnerskiego - tj. stały związek, długi staż seksualny z jednym partnerem, urodzenia dziecka i magiczna trzydziestka. Wtedy dopiero orientują się że specjaliści rożnej maści wpuścili je w maliny.
          • twojabogini Re: pytanie do twoja bogini 20.03.14, 17:17
            urquhart napisał:

            > Jak już zarzucasz Starowiczowi androcentryzm to może zastanowi cię wcześniej wł
            > asny brak epatii wobec fallusododatnich i konsekwencje wpuszczania ich w maliny
            > zyczeniowych teorii które sama zarzucasz Starowiczowi jeżeli sama masz ambicje
            > aspirowania do bycia seks couch'em?

            Ależ Starowicz jest androcentryczny, co zresztą było przedmiotem wielu dyskusji także na tym forum. Jego złota recepta - kobieta okazuje mężczyxnie podziw i nieco się umniejsza, żeby nie peszyć męskiego męża swoją agresją seksualną (potrzebami seksualnymi) - jest androcentryczna. Bo może wg tej recepty seks w małżeństwie wróci, ale nie pojawi się satysfakcjonujący kobietę seks, przy czym ona jeszcze dla dobra związku musi grac rolę mnijeszej słabszej i głupszej - w zamian dostając podziw za jej efemryczną i sztucznie wypracowana "kobiecość"

            Co do mojego braku empatii wobec posiadaczy penisów - już pisałam wiele razy - piszę z kobiecego punktu widzenia, tak jak ty piszesz z męskiego.
            Przy czym męski punkt widzenia zaprezentowany w ostatnim długaśnym już wątku mnie bawi - wynika z niego że jak żona nie kocha to nie sypia z mężem co siła rzeczy zakłada, że kiedy żona kocha, to sypia z mężem ;) Doprawdy sami romantycy można by rzec, zdaniem których kobiecą motywacją do seksu (w przeciwieństwie do samców) jest więc miłość. Zaśpiewajmy z beatelsami Love, love, love...To w sumie wyjaśnia, dlaczego wyznawcy tego poglądu mają kłopot ze znalezieniem chętnych do seksu partnerek - biedactwa szukają miłości :)
            Niektórzy się reformują, odkrywają, że baby są takie same i do seksu motywuje je dobry seks. Jest więc nadzieja.

            Co do aspiracji na seks-coacha - nie mam takich. Nawet w tym wątku, piszę, że porad udzielić nie mogę, mogę jedynie napisać, co wiem z doświadczenia własnego i innych kobiet. Siła rzeczy mając taką, a nie inną bazę wyjściową wypowiadać się mogę jedynie z kobiecego punktu widzenia.

            Jeśli sądzisz, że jeśli jakiś mężczyzna zacznie robić swojej żonie dobrze i od tego mu się związek posypie i wyląduje w malinach - to twój problem. Z mojego punktu widzenia (i punktu widzenia wielu kobiet) to dobry sposób na zwiększenie częstotliwości seksu i podniesienie jego jakości.
            Rozumiem, że można być mężczyzną i nie chcieć zawracać sobie głowy tym, czy babie jest dobrze. Jest masa chętnych kobiet, które z rożnych przyczyn będą gloryfikować umiejętności samca i dostawać orgazmów od samego zdjęcia przez pana spodni. Są też prostytutki, które mają orgazm z każdym klientem, jeśli tylko on wyrazi taką chęć....Tylko wtedy trzeba dać swojej ślubnej spokój, skoro ona nie jest zachwycona i uczciwie się dogadać co do otwarcia związku, albo rozwieść. Wtedy każde może zrealizować się po swojemu.

            Żeby nie było - są mężczyźni, którzy przyjmują ten sam sposób widzenia, co ja i ucza innych mężczyzn jak zrobic babie dobrze - bo sądza, że to podstawa tego czy kobieta drugi raz cię wpuści do łóżka i czy żona nadal bedzie miała ochotę. Z tej puli przejrzyj np. stronke oświeconykochanek. Swoją drogą facet o porno sadzi także podobnie do mnie - to zabija seks w realu.

            Więc nie sa to jedynie moje teorie, ani nawet nie są to teorie feministyczne. Jest jak jest - niedawno sądzono, że kobiety w ogóle nie mają orgazmów i według tego przekonania układało się życie wielu małżeństw. Teraz wiemy że kobiety mogą mieć orgazamy - więc kobiety te orgazmy udają, bo wiedza o tym jak je wywołać nadal nie jest powszechna, ani wśród kobiet, ani wśród mężczyzn. Co w długoterminowym związku jest kiepską strategią i prowadzi do BSM.
            • urquhart Ignorancja TB 21.03.14, 09:47
              twojabogini napisała:
              > Ależ Starowicz jest androcentryczny, co zresztą było przedmiotem wielu dyskusji
              > także na tym forum. Jego złota recepta - kobieta okazuje mężczyxnie podziw i n
              > ieco się umniejsza, żeby nie peszyć męskiego męża swoją agresją seksualną

              To twoja manipulacja częścią przekazu Starowicza. Podziw w jednych dziedzinach za podziw, atencję i adorację mężczyzny do kobiety w innych dziedzinach najczęściej piękna i wrażliwości. Więc obustronna ale w innych dziedzinach. Zwraca też uwagę że równie długoteminowo radzą sobie związki w których rywalizująca kobieta sukcesu wiąże się z artystami aktorami modelami, i ta zależnośc jest odwócona ona ceni go za wrażliwość a on ją za sukcesy i pozycję zawodową (Kamel i Niezgoda?).
              Natomiast to też uroszczenie i rozwiniecie tej teorii jest ciekawsze u Helen Fisher która wykorzystała w nej neuropsychologię dzieląc ludzi na typy i zależnosci relacji i to jest jeden jej typ jedynie (testosteron dominacja, estrogen wrażliwość, dopamina ciekawość, serotonina harmonia, polecam TEDx jak nie znasz)

              > Co do mojego braku empatii wobec posiadaczy penisów - już pisałam wiele razy -
              > piszę z kobiecego punktu widzenia, tak jak ty piszesz z męskiego.

              No i piszesz fajnie, myślę że możesz pomóc wielu nierozbudzonym kobietom o ile nie bedziesz im sprzedawać oczekiwań że jest tak bo nie trafiły na idealnego kochanka a obudzisz ich poczucie sprawczości.

              > Jeśli sądzisz, że jeśli jakiś mężczyzna zacznie robić swojej żonie dobrze i od
              > tego mu się związek posypie i wyląduje w malinach - to twój problem. Z mojego p
              > unktu widzenia (i punktu widzenia wielu kobiet) to dobry sposób na zwiększenie
              > częstotliwości seksu i podniesienie jego jakości.

              Pisanie że orgazm kobiet jest bardzo ważny i wieziotwórczy taka oczywistość że dyskutowanie o niej nie ma sensu co tranie zauważyłą Bitch, nikt na tym forum nie ma z tym problemów i dobrze na pewno mówić o technikach które mogą pomóc.
              Natomiast uogólnianie że to determinujący klucz wszystkich problemów związkowych na bazie własnych przeżyć to dla mnie ignorancja która jest nie tyle głupia co szkodliwa dla innych, znacznie bardziej niż androcentyzmy Starowicza.
              Pomijasz i wykazujesz się ignorancją dla całej gamy kompleksowych zależności które dostarcza współczesna nauka, brak ci ciekawości bo obawiasz sie że bedzie to niespójne z mechanizmem przyczynowo skutkowym który sobie wewnętrznie zbudowałaś.
              Pomijasz problem utraty atrakcyjności który jest nawet kluczowy choćby u feminizującej Hellen Fisher nieprzypadkowo bo nie pasuje ci ideologicznie pachnąc psychoewolucyjnym mizoginizmem, bo przerzuca poniekąd chcąc niechcąc odpowiedzialność na mechanizmy zakodowane w podświadomości kobiet, strategie, bo natura nie jest ani równa ani sprawiedliwa tylko walczy o najlepsze geny.
              Twoje wytłumaczeni automatcznie przerzuca cała odpowiedzialność na mężczyzn .
              Ale Żle definiując problem nigdy sie go nie rozwiąże.
              • that.bitch.is.sick Re: Ignorancja TB 21.03.14, 15:27
                urquhart napisał:

                >
                > Pisanie że orgazm kobiet jest bardzo ważny i wieziotwórczy taka oczywistość
                > że dyskutowanie o niej nie ma sensu co tranie zauważyłą Bitch, nikt na tym foru
                > m nie ma z tym problemów i dobrze na pewno mówić o technikach które mogą pomóc.
                > Natomiast uogólnianie że to determinujący klucz wszystkich problemów związkowyc
                > h na bazie własnych przeżyć to dla mnie ignorancja która jest nie tyle głupia c
                > o szkodliwa dla innych, znacznie bardziej niż androcentyzmy Starowicza.
                > Pomijasz i wykazujesz się ignorancją dla całej gamy kompleksowych zależności kt
                > óre dostarcza współczesna nauka, brak ci ciekawości bo obawiasz sie że bedzie t
                > o niespójne z mechanizmem przyczynowo skutkowym który sobie wewnętrznie zbudowa
                > łaś.
                > Pomijasz problem utraty atrakcyjności który jest nawet kluczowy choćby u femini
                > zującej Hellen Fisher nieprzypadkowo bo nie pasuje ci ideologicznie pachnąc psy
                > choewolucyjnym mizoginizmem, bo przerzuca poniekąd chcąc niechcąc odpowiedzialn
                > ość na mechanizmy zakodowane w podświadomości kobiet, strategie, bo natura nie
                > jest ani równa ani sprawiedliwa tylko walczy o najlepsze geny.
                > Twoje wytłumaczeni automatcznie przerzuca cała odpowiedzialność na mężczyzn .
                > Ale Żle definiując problem nigdy sie go nie rozwiąże.

                Jeśli chodzi o moje zdanie, to oczywiście stoję na stanowisku że kobieta powinna przeżywać regularne orgazmy, jeśli tego nie ma to pojawia się problem małżeńskiej prostytucji, "niewiedzy co do tego czego się chce" w którym bogini tak dzielnie chce podpowiedzieć, wzajemnych oskarżeń o nadużycia, imputowanie sobie wzajemne różnych krzywd. Oczywiście, samo przeżywanie orgazmu nie rozwiązuje wszelkich problemów seksualnych w związku które by warto sklasyfikować i podzielić na grupy, gdzie kwestia aktualnych czy przeszłych różnic płciowych jest jedną z grup problemów seksualnych. Niestety nie mogę sie zgodzić ani z tobą ani z boginią w kwestii czynienia czy różnic płciowych, czy konfliktów między płciami o których wyrokujecie na podstawie stereotypów że jest głównym i jedynym problemem z seksem w długich związkach, przez to że niestety w tak skrzywiony dialektycznie problem postrzegacie, powstaje ogromny chaos i co do jednego jesteście paradoksalnie zgodni. Obraz kobiety który się waszych wypowiedzi wyłania to obraz osoby w życiu seksualnym niesamodzielnej, nie stanowiącej o sobie i szczególnej troski. Na taki obraz kobiety zgodzić się nie mogę, czy że ty urquhart dopuszczasz istnienie jakiejś formy męskiego mózgu i jeszcze poprzez tą teorię paradoksalnie wracasz do rzeczywistości, widząc że istnieją kobiety i z wysokim libido i zdecydowanie aktywne w realizacji swoich potrzeb - choć niestety obrażasz tu kobiety nazywając je męskimi, tak bogini to już zajmuje się tylko kobietami szczególnej troski i tak je postrzega, mimo iż do aktywność nakłania.
                Co do różnic płciowych, stoję na stanowisku, że nie są one stałe nawet gdy wynikają z komponentów biologicznych, a nie tylko kulturowo-socjalizacyjnych, o tym juz mówiłam, że na żadne męskie mózgi nie wyrażam zgody sama idea jest obraźliwa - nazywanie kobiety wydolnej seksualnie aktywnej męską. To absurd. Owszem psychologia ewolucyjna, gdy bada różnice płciowe mi nie przeszkadza, zwłaszcza cenne są obserwacje dotyczące doboru naturalnego, wolałabym żeby jednak zmienność przystosowań nie była ukrywana i pomijana, z powodu naleciałości ideologicznych by na siłę polaryzować płcie w sposób stały.

                odnośnie problemów w życiu seksualnym , dobrze wiemy że i kobiety i mężczyźni cierpią często na te same problemy w życiu seksualnym i te same bolączki społeczne, związane samoakceptacją oraz seksem od strony czysto technicznej. tu główna podpowiedź "libido głupcze!" byłaby na miejscu, bez jednak znowuż wprzęgania we wszystko podziałów na płeć.
                Nie sprowadzajmy wszystkiego do różnic między płciami i tego typu kłótni bo to jedynie jeden z wielu aspektów.
                • urquhart Re: Ignorancja TB 21.03.14, 15:54
                  Zaprezentowałaś pewną wizję jako moich poglądów które prezentowałem jako kontrargumenty.
                  Nie podpisuje sie pod takim uproszczeniem.
                  Przedstawianie aktywności i rywalizacji menadżerek, kobiet sukcesu jako pochopną działania testosteronu, męskiego hormonu jest obraźliwe ale dla feministek i lubie je tym rozsierdzać wyciągając tą niekonsekwencję.
                  • twojabogini Re: Ignorancja urquharta 24.03.14, 14:17
                    urquhart napisał:

                    > Przedstawianie aktywności i rywalizacji menadżerek, kobiet sukcesu jako pochopn
                    > ą działania testosteronu, męskiego hormonu jest obraźliwe ale dla feministek i
                    > lubie je tym rozsierdzać wyciągając tą niekonsekwencję.

                    Szkoda tylko, że nigdy nie raczyłeś się odnieść do mojego przypadku. Testosteronu mam jak na lekarstwo, profil estrogenowy, palce w normie kobiecej, matka estrogenowa, żadnych hormonów w ciąży. Libido zmienne, ale poziom z którego spada i rośnie jest znacznie powyżej średnie, dobra ze ścisłych. Budowa ciała drobna, ze skłonnością od odkładania tłuszczyku w kobiecych miejscach - biodra, pupa, uda, biust, muszę się bardzo pilnować, żeby nie stać się zbyt kobieca.
                    Mnie nie wkurzysz - jestem według twoich założeń 'męska' bo lubię liczyć i się pieprzyc, ale testosteron tego nie sprawił. Tak wiem, zaraz zaczniesz pisać, że nie istnieję. Albo jestem facetem, który od lat pisze że jest drobną kobietą, ma niekiedy kłopoty z lekką nadwagą, nadmierny biust, lubi liczyć itp - żeby dziś właśnie mieć dla ciebie koronny argument ;0

                    Co do Starowicza przeczytałam uważnie jego autobiografię: pisze, że jego preferencją są kobiety które "nie próbują dominować". Z setek przypadków oczywiście wybrał swój ulubiony, gdy w starszym małżeństwie pan się zakochał, pobzykał kochankę, a wyrozumiała żona go przyjęła z powrotem - tym razem opatrzył to komentarzem, że "szkoda, że nie wszyscy panowie mogą mieć tak wyrozumiałe żony".
                    Oczywiście nie pomyślał, że zonie mogło brakować na leki bez emerytury męża, albo nie dawała rady wnosić zakupów i zgodziła się mimo upokorzenia, bólu, zawodu na powrót. Na pewno dobre serce miała.
                    Rzecz w tym, że on swoje preferencje przekłada na to jak powinno być. A odstępstwo widzi w jednym przypadku - kobieta jest dominująca, gdy jest związana z artystą (powiedz to kobietom artystów pokroju Salvadora Dali lub innych egocentryków - skichali by się ze śmiechu, oboje zresztą).

                    Mam w dupie, że Pan Starowicz czuje się speszony w obecności kobiet wykazujących inicjatywę seksualną. Poznałam mnóstwo mężczyzn, którzy uwielbiali być uwodzeni, znam mnóstwo zmęczonych swoją rolą samca w małżeństwach i wręcz marzących o tym, żeby kiedyś dla odmiany to żona została "samicą dominującą" (to zdaniem Starowicza, bo zdaniem wielu innych nosicieli penisów w roli dominującej i inicjującej kobieta nadal byłaby kobietą).
                    Wiesz co - po tym jak przeczytałam tą jego biografię, a czyta się kiepsko, jest wyjątkowo słabo napisana nawet jak na Starowicza (tłumaczy się z leczenia gejów, pedofili, słabości do woja i wyznaje, że chciałby być spopielony w mundurze) to dochodzę do wniosku, że on wcale nie jest androcentryczny - bo wielu mężczyzn wcale nie peszą aktywne kobiety, on jest zwykłym narcyzem.

                    Swoją drogą - jego stanowisko co do pedofili jest dla mnie zaskakujące i sądzę, że wielu jego kolegów po fachu też tak po cichu uważa. Podobnie jak zaskoczyło mnie co napisał na temat kobiet, które pedofilię mężów zgłaszają organom, mając na nią stosowne zaświadczenia od biegłych, którzy badali dzieci i na tej podstawie wnoszą o rozwód. Otóż panie te nie chcą chronić dzieci - w jego oczach one chcą zemsty, bo od takiego biednego pedofila odsuną się wszyscy, rodzina, koledzy. Dlatego też pan seksuolog nikogo nie powiadamia, nawet gdy wie, że krzywdzone jest dziecko - żeby biedny pedofil nie miał problemów, może przecież nawet stracić pracę (i złośliwie dodam - zapewne przestać płacić za terapię).

                    Pan Starowicz najwyraźniej zapomniał, że w Polsce obowiązuje prawo - prawo, które w takim wypadku nie tylko nie przewiduje tajemnicy lekarskiej, ale nakazuje lekarzom przypadki wykorzystywania zgłaszać. A pedofila, skoro uważa to za ważne i skuteczne może leczyć równie dobrze w więzieniu. Skoro ma takie dobre serce, to nawet jako wolontariusz. Ale on jest ponad prawem.


                • twojabogini Re: Ignorancja TB 24.03.14, 13:38
                  that.bitch.is.sick napisała:

                  Hej bitch :) To, że piszę o często o kobietach i dla kobiet, które mają problem ze swoją seksualnością - a tych spotykam naprawdę dużo, nie oznacza, że sądzę, że wszystkie kobiety takie są. Staram się pomóc i zachęcić do samorozwoju te, które takie problemy mają, oraz uświadomić im, że nie są jakimiś niechlubnymi wyjątkami.
                  Wiele kobiet nic nie robi ze swoim problemem, bo sądzą, że są wyjątkami, że żadna inna kobieta nie ma takich kłopotów jak one. Myślę, że źle je oceniasz, jako pokorne owieczki: wiele kobiet nieznających swojej seksualności zajmuje wysoką pozycję zawodową, osiąga sukcesy z powodzeniem rywalizuje z mężczyznami. Niektóre i owszem są matkami i żonami - co nie wyklucza, że są rozsądnymi kobietami, które po prostu nie maja pojęcia co z nimi jest nie tak i jak mogłyby sobie pomóc. Oba te typy kobiet mają seks z mężczyznami i dla obu jest on tak samo niestaysfakcjonujący - jest prawdą, że mężatki decydują się na seks dla związku i męża, co nie znaczy, że to dla nich nie jest pozytywne doświadczenie - po prostu doświadczenie nie niosące seksualnego zaspokojenia.
                  W znacznie gorszej sytuacji są kobiety, które zmieniają kochanków - one wciąż sądzą, że znajdą tego, który je wyzwoli. Szukają seksualnego zaspokojenia poza sobą i nie dostają go. Jest im bardzo ciężko. Mężatki zazwyczaj uznają, że to nie od kochanka zależy, że coś nie tak poszło z ich ciałami, seksualnością.

                  Co do tego, że w kobiecość jest wpisana seksualność, że progesteron nie oznacza tylko dawania dupy, ale własną przyjemność seksualną, że kobiety dobre z matematyki i/lub lubiące seks nie są kobietami męskimi, ale właśnie kobietami w pełni swej kobiecości - wiem o tym i spotykam także i takie kobiety.

                  Bardzo dużo czasu zajęło mi stwierdzenie, że alternatywa kulturowa: albo głupia i kobieca, albo dobra z matmy ergo męska to pułapka, podobnie jak pułapką jest, twierdzenie, że kobieta rozbudzona seksualnie wykazuje "męskie" potrzeby. Sama nie wiedziałam czy w takim razie jestem mężczyzną, czy kobietą? Dobrze, że głupią nastolatka jest się tylko parę lat.

                  urquhart już nie raz próbował mi udowodnić, że jestem samicą testosteronową (choć ani nie mam tych palców co to podobno o tym świadczą, profil hormonalny typowo estrogenowy, zresztą po mamie, która w ciąży nie brała żadnych leków, testosteronu mam malutko, w dolnej normie). Nie poradzę nic na to, że mimo to biłam z matmy i reszty ścisłych na głowę wszystkich jak leci, kolegów też i że odczuwałam silny popęd seksualny.
                  Urqu udowadania mi też od jakiegoś roku, że jako samica męska rozbudzam w normalnych kobietach oczekiwania i aspiracje, których nie będą one w stanie zaspokoić, i im sprostać, więc bardzo je tym krzywdzę.

                  Co do różnic płciowych - ja ich nie dostrzegam. Wiele razy pisałam, że moim największym odkryciem było, że kobieca seksualność jest taka sama jak męska, że wystarczy podniecenie i właściwa stymulacja genitaliów, żeby kobieta - na tej samej zasadzie co mężczyzna - osiągnęła orgazm. Że wielu panów ma z kolei problemy typowo kobiece - np. zbyt "słabe" orgazmy nie dające seksualnej satysfakcji np. (najczęściej efekt słabiutkich mięśni - to samo co u kobiet).

                  Nie zmienię jednak faktu, że wiele kobiet wychowano "na dziewczynki", że nie mają one pojęcia co ze swoją seksualnością zrobić, że często się w swoich stałych związkach prostytuują (nie za kasę, czasem za to, żeby w małżeństwie była harmonia, mąż zadowolony, - i że bardzo tych mężów kochają, a cierpią, bo myślą, że nie zostały do seksu stworzone - albo czekają zgodnie z obowiązującym kanonem - na urodzenie dziecka, labo trzydziestkę - co ma im dać nagłą satysfakcję, której dotąd nie miały).
        • potwor_z_piccadilly Re: pytanie do twoja bogini 20.03.14, 21:45
          twojabogini napisała:

          > Co do wujcia gogla - wyrzuca czasem takie bzdury, ale wydawałoby się wiarygodne

          Masz rację
          www.bez-cenzury24.pl/1706/google_.html
      • yoric Re: pytanie do twoja bogini 20.03.14, 17:17
        Eee, ja tam jestem zdania "whatever gets you through the day" - wiadomo, co generalnie sądzę o linii ideologicznej TB, ale jeśli jej wiedza i doświadczenie mogą przynieść komuś pożytek, to zawsze jest to wartość pozytywna :).
        • twojabogini Re: pytanie do twoja bogini 20.03.14, 17:30
          linii ideologicznej TB

          Co wy wszyscy z tą ideologią? Co jest ideologicznego w stwierdzeniu, że kobieta, żeby mieć więcej frajdy w łóżku musi poćwiczyć mięśnie i zmienić nawyki masturbacyjne?Albo ze jak kobieta unika seksu, to najprawdopodobniej jej ten seks nie odpowiada? (Lepiej natworzyć opowiastek psychoewo, przy czym nie przeszkadzajmy sobie że są sprzeczne, jedne bowiem zakładają, że libido kobiet jest niższe bo nie mają testosteronu, i że ewolucyjnie nie było im to potzrebne, bo się na potomstwie muszą skupiać, a inne, ze kobiety ewolucyjnie są przystosowane do orgii i jeden samiec nie jest w stanie zaspokoić kobiety - i wszystko to wynika z ewolucji z której wynika, że tak szukał najlepszych genów- jakoś panowie z forum, którzy absolutnie ufają tym nie udowodnionym tezom nigdy nie rozstrzygnęli tej sprzeczności :))))) Albo, że 70% kobiet nie doświadcza orgazmu przy stosunku, a sporo z nich w ogóle przy stosunku nie doświadcza rozkoszy, przyjemności?

          Albo w obserwacji, że za szczerość co do poziomu satysfakcji seksualnej w małżeństwie kobietom się często obrywa, a panowie zazwyczaj nie są na taką szczerość przygotowani?

        • rekreativa Re: pytanie do twoja bogini 20.03.14, 17:36
          Dobry jesteś, najpierw dajesz rady, żeby nie czytać TB, a teraz łaskawie przyznajesz, że na jej doświadczeniach ktoś może jednak skorzystać, czyli żeby czytać...
    • mabelle2000 Re: pytanie do twoja bogini 20.03.14, 13:39
      enia17 napisała:

      > Ja jestem po 30 i po drugim dziecku najwyzsza pora cos z tym zrobic....

      A Twoj maz tez jest gotowy na zmiany ? Pytam, bo biorac sprawy w swoje rece, bez aprobaty meza, mozesz skonczyc z pozwem rozwodowym w reku. Warto byloby sie upewnic najpierw. Bo rownie dobrze moze sie okazac, ze on jest swietnym kochankiem ( panowie tu na forum na pewno to potwierdza), a tylko Tobie sie w d... poprzewracalo.
      • twojabogini Re: pytanie do twoja bogini 20.03.14, 14:24
        mabelle2000 napisała:

        > A Twoj maz tez jest gotowy na zmiany ? Pytam, bo biorac sprawy w swoje rece, be
        > z aprobaty meza, mozesz skonczyc z pozwem rozwodowym w reku.

        Masz rację, że wielu panów na informację żony jak naprawdę wygląda jej życie seksualne reaguje świętym oburzeniem - i naprawdę czasem z powodu szczerości kobiety dochodzi do rozwodu.

        Ale jak rozumiem twoja wypowiedź jest ironiczna.
        Sądzę, że czasem po prostu lepiej rozwinąć swoją seksualność samodzielnie i wprowadzić ją do relacji partnerskiej stopniowo. Znam kobiety bezkompromisowe, które jednak postawiły na brutalną szczerość i były gotowe zaryzykować rozwód (i zazwyczaj go dostały). I takie, które same się rozwiodły, uznając, że jeśli w sprawie seksualności muszą być w małżeństwie same - to nie chcą takiego małżeństwa. Niektóre znalazły bardziej zaangażowanych partnerów - ale nie wszystkie.
        Kilka z nich uznało, że mogą zaufać partnerowi - i trzy (tylko trzy) się nie zawiodły. Niektóre przebyły drogę same - i niektórym udało się wprowadzić swoją seksualność do płaszczyzny seksu w małżeństwie, inne poszukały kochanków lub się rozwiodły, bo mąż uparcie się trzymał starych schematów.
    • twojabogini Re: pytanie do twoja bogini 20.03.14, 14:07
      Hej, mogę napisać ci o doświadczeniach innych kobiet - może wybierzesz sobie z tego coś dla siebie? Przede wszystkim nie jesteś sama - taki schemat życia seksualnego jest dość popularny wśród kobiet pozostających w związkach.

      Niektóre kobiety twierdzą, że jest to kwestia ich uwarunkowań masturbacyjnych i to naprawdę się zdarza. Uwarunkowania na szczęście da się zmienić :) Z własnych doświadczeń oraz doświadczeń innych kobiet wiem, że najważniejsze nie są wcale uwarunkowania związane z dotykiem, określonymi ruchami - ale uwarunkowania psychiczne. Jeśli zaczęłaś się masturbować (jak większość kobiet i mężczyzn) jeszcze w domu rodzinnym z dużą pewnością przyzwyczaiłaś się szybko osiągać orgazm, tak, żeby nie zostać przyłapana. U wielu osób przy tej okazji do masturbacji przyplątuje się także poczucie winy, czasem spychane, ale jednak obecne. Inne z kolei zaczynają stosować masturbację jako sposób na rozładowanie stresów, a nie napięcia seksualnego (co obniża libido oraz satysfakcję z samej masturbacji).
      Zmiana nastawienia psychicznego - od masturbacji i poczucia winy - do kochania się ze sobą (z poświęceniem sobie uwagi i czasu, skoncentrowaniu się na sobie, zbadaniu swoich reakcji, obejrzeniu swoich genitaliów, polubieniu swoich piersi, brzucha, bioder oraz z przeprowadzeniem siebie przez wszystkie fazy seksualne - od wywołania podniecenia, po jego nasilenie, danie sobie przyjemności i orgazm, który przychodzi, a nie który jest wywoływany) wpływa na zmianę nawyków nabytych przez lata pośpiesznej masturbacji (najpierw żeby nie złapali rodzice, potem chłopak, a potem mąż). Warto też przestać masturbować się "na stres" i poszukać innego sposobu rozładowania (choć ja na przykład czasem pocieszam się w ten sposób, ale faktycznie obserwuję, że obniża to moje libido i nie jest to to samo, co gdy pieszczę się po prostu dla przyjemności).
      Gdy zaczniesz się ze sobą kochać, poznasz lepiej swoje ciało, jego reakcje - rozwiniesz swoją zdolność do odczuwania przyjemności, co poprawi także odczucia podczas seksu z partnerem. Zapewne natrafisz na wiele własnych oporów, niektóre kobiety czuły się głupio, inne bardzo samotne, inne zawstydzone, gdy zaczynały taką przygodę. Trudno im było np. wprowadzić ulepszenia - znaleźć bodźce, które by je podniecały, przetestować coś na co mają ochotę (żel intymny, wibrator, rożne techniki masażu piersi). To trochę tak, jakbyś wprowadzała bardzo nieśmiałą osobę z rożnymi zahamowaniami w świat przyjemności.

      Inny problem kobiet które mają trudność w osiąganiu satysfakcji seksualnej w relacji partnerskiej to coś co określam roboczo jako tolerancję dla przyjemności. Wiele kobiet na pierwszą w życiu przyjemność z seksualną z inną osobą reagowało wycofaniem, udawaniem, że nic nie odczuwają, zganieniem chłopaka, poczuciem zawstydzenia - a na pewno przerwaniem tego co dawało przyjemność. Takie reakcje się utrwalają i tym samym kobiety zaczynają dążyć do tego, aby między nimi a partnerem nie działo się nic, co naprawdę wywołuje ich reakcję seksualną. Przywołaj swoje pierwsze odczucia (najczęściej są bardzo subtelne, czyjeś spojrzenie, słowa, gest, niewinna pieszczota), przypomnij sobie reakcję, pomyśl jak mogłabyś ją zmienić, jak nabyć zdolność poddania się temu uczuciu, oswojenia go.

      Innym problemem są słabe mięśnie Kegla oraz nieodczuwanie swojej pochwy (kobiety z pokolenia 30+ słyszały, że mężczyźni mają penisy, a one nie mają penisów - mamy kilka pokoleń kobiet, które muszą nauczyć się odczuwać własne pochwy, myśleć o nich, a nawet się z nimi zaprzyjaźnić, tak jak mężczyźni przyjaźnią się ze swoimi penisami i mają do nich osobisty stosunek, poznać własne reakcje genitalne). Standardowe ćwiczenia Kegla (zaciskanie jak przy sikaniu) możesz sobie darować, trochę wzmacniają ale ich celem jest głownie zapobieżenie opuszczaniu się dna macicy - a to trochę za mało dla frajdy ze stosunku. Są inne skuteczniejsze, trochę pisałam o nich na forum. Fajnie kupić sobie kulki gejszy do ćwiczeń - są efektywniejsze. No i "odzyskaj" pochwę - obejrzyj ją, myśl o niej, staraj się poczuć jak reaguje. Wiele kobiet, gdy się tym zajęło ze zdumieniem stwierdziło, że np. noszą za ciasne spodnie, które je uwierają, albo, że podpaski które noszą wywołują nieprzyjemne odczucia - i zastanawiały się, jak mogły wcześniej tego NIE CZUĆ.

      Ostatni kłopot - to to co traktujemy jako seks. Wiele kobiet skarży się, że seks jest tym co sprawia przyjemność mężczyźnie, a dla ich przyjemności nie ma przestrzeni. (i tak BYWA: seks małżeński jest dla mężczyzny, a przyjemność kobiety jest często jej potajemną sprawą). Warto samej dla siebie rozszerzyć tą definicję i za seks uznać to co MI sprawia przyjemność seksualną. I stopniowo wprowadzać siebie i partnera w swoją seksualność.

      Kwestia praktyczna - czy informować partnera. Na wiele znanych mi przypadków szczerości ze strony kobiet tylko trzech panów wykazało się empatią i po prostu razem ze swoimi kobietami wyruszyło w przygodę odkrywania seksualności partnerki. Pozostali reagowali urazą, zarzutami, wycofywali się z seksu, byli złośliwi, twierdzili, że inne kobiety są "normalne", zachowywali się tak jakby seksualność partnerki i jej odczucia były ICH problemem. Niektórzy wpadali na takie fajne pomysły jak sprawdzenie się z inna kobietą, żeby odzyskać swoją opinię o sobie jako o dobrym kochanku (kobiety, które miały w zwyczaju oszukiwać partnerów, nawet tych jednonocnych, wiedzą, że z takiej dość przypadkowej nocy, nawet fatalny kochanek może wyjść z przekonaniem, że jest ogierem, mistrzem seksu i półbogiem - wielu kobietom sprawia autentyczną przyjemność dowartościowanie mężczyzny w ten sposób).
      Więc raczej nie warto - ale decyzja ile i czy cokolwiek powiesz partnerowi musi być twoja. Zdaniem większości kobiet, które miały taki dylemat, jednak lepiej samodzielnie odkryć swoją seksualność i stopniowo wprowadzić ją do życia seksualnego w parze. Niektóre doszły do tych wniosków, już po tym, gdy zdobyły się na szczerość.
      Niektóre kobiety próbowały stosować półprawdę, prosząc partnera o pomoc w rozwinięciu seksualności, w wypróbowaniu tego co mogłoby im pomóc odczuwać jeszcze więcej przyjemności (choć zazwyczaj nie odczuwały jej wcale, ach to męskie ego). Ale to też niespecjalnie działa, typowa reakcja: coś ci nie odpowiada? (w stylu zaczepno-obronnym), kto cię tego nauczył? skąd takie pomysły? (sugestia zdrady), co ci odbiło? okej spróbujemy anala/trójkąta/zabaw z wibratorem, zawsze miałem ochotę, ale głupio było mówić (męskie rozumienie odmiany w seksie i rozwoju :). Ewentualnie panowie obiecują, ale się nie wywiązują. To rodzi ogromną frustrację i poczucie osamotnienia.

      Wiem, że fajnie byłoby wyruszyć w podróż do własnej seksualności z partnerem, ale wychodzi na to, że jednak większość mężczyzn nie jest na to gotowa, więc może lepiej wyruszyć samej? Tego nie wiem.
      Na pewno wiem, że kobieta jest w stanie taką podróż odbyć sama i wiele kobiet w ten sposób poszerza swoją zdolność do odczuwania przyjemności, odczuwa większą satysfakcję - i znajduje ją także w relacji z mężem, mimo, że nie informowały go o swoim życiu seksualnym i nie uznały szczerości za ważną w tym konkretnym przypadku.

      Z wartościowych stron dla kobiet o kobiecej seksualności mogę polecić seksualnosc-kobiet.pl/ znajdziesz wiele inspiracji, relacji kobiet, pomysłów na poznanie siebie.

      Warto zapisać się na bezpłatny newsletter Karo - możesz zrobić to pod tym linkiem:
    • twojabogini Re: pytanie do twoja bogini 20.03.14, 14:32
      I jeszcze jedno - sądzę, że punktem wyjścia do przygody ze swoją seksualnością, jest zaakceptowanie własnej seksualności taką jaką jest teraz. To nie mój pomysł - poruszająco na ten temat napisała Voca Ilnicka - założycielka portalu o kobiecej seksualności. Że nasza seksualność to także nasze lęki, niedostatki i że możemy ją lubić i akceptować właśnie taką niedoskonałą, bo jest nasza, bo daje nam radość, szczęście, przyjemność.
      Z takim nastawieniem na pewno łatwiej się rozwijać, niż z poczuciem, że "muszę walczyć przeciwko sobie i swojej naturze". Żadna z nas nie jest cybermaszyną seksualną. Mamy prawo wstydzić się za małych piersi, za grubych ud, nie lubić niektórych rzeczy, mieć ochotę na rzeczy nietypowe, mieć swoje zahamowania i czuć się z nimi dobrze, albo chcieć je zmienić, mamy prawo osiągać orgazm tak jak potrafimy i cieszyć się nim - nawet jeśli to oznacza ukradkowe popieszczenie się po tym jak mąż wyjdzie do pracy, a zanim wstaną dzieciaki (to kolejna powszechna wersja seksu mężatek :). I mamy prawo chcieć więcej, poznawać się, sprawdzać, badać - to nasza seksualność, nasze życie. Nie ma żadnego powodu, dla którego nie miałybyśmy próbować, za to jest masa powodów dla których warto :)
      • potwor_z_piccadilly Re: pytanie do twoja bogini 20.03.14, 22:33
        twojabogini napisała:

        > sądzę, że punktem wyjścia do przygody ze swoją seksualnością,
        > jest zaakceptowanie własnej seksualności taką jaką jest teraz.

        Twierdzisz, że nawet stojąc w gównie należy nauczyć się z tego cieszyć, zamiast się wk......ć ?

        > Z takim nastawieniem na pewno łatwiej się rozwijać, niż z poczuciem, że "muszę
        > walczyć przeciwko sobie i swojej naturze

        A kto dziś wie co jest jego naturą, a co nie ?
        Dziś rano jadąc do pracy, usłyszałem w radiu, że jeden z naszych seriali telewizyjnych (jeszcze trwa) w czasie swojej najlepszej oglądalności przyciągał przed telewizory szesnaście milionów ludzi.
        Rozumiesz ?
        Wiele wskazuje na to, że mamy min. 16000000 rodaków z przetrzepanymi mózgami.
        Nie wiem jak Ty, ale ja odwazę się stwierdzić, że ta gromada straciła już jakiekolwiek pojęcie o swojej naturze i w ogóle o naturze.

        • twojabogini Re: pytanie do twoja bogini 24.03.14, 13:51
          potwor_z_piccadilly napisał:

          > Twierdzisz, że nawet stojąc w gównie należy nauczyć się z tego cieszyć, zamiast
          > się wk......ć ?

          Twierdzę, że kobieta, która doświadcza swojej seksualności w sposób inny niż przyjęty - tj. z partnerem podczas stosunku - w ogóle nie stoi w gównie.

          Twierdzę, że tak samo dobre jest kiedy sobie przyjemności dostarcza sama. Wiem, że na przykładzie kobiety, która szybko się pieści, gdy mąż poszedł do łazienki trudno to wyjaśnić - bo każdy może sobie wyobrazić, że ona może się stresować, martwic czy jej nie przyłapie itp. Skoro jednak odczuwa pragnienie zaspokojenia po stosunku - oznacza to, że była podniecona, seks był dla niej seksualny, a teraz się zaspokaja. Mógłby to zrobić mąż - ale ona zrobi to lepiej (on może nie chcieć, nie umieć, najczęściej po prostu mężczyzna w takich związkach daje kobiecie znać, że jego ego jest urażone, że nie raczyła dojść, albo chce jeszcze, nimfomanka jedna). I co z tego?

          Gdy kobieta uzna swoją seksualność za dobrą, swoją przyjemność za dobrą - gdy zaakceptuje, że w taki sposób ją przezywa - będzie jej łatwiej ją rozwijać. Jak z dzieckiem - jeśli je kochamy to łatwo jest je nam prowadzić, gdy mamy do niego zły stosunek i staramy się wtłoczyć je w z góry przewidziane ramy - będzie się buntować i robić nam na złość.

          Nie rozumiem dlaczego kobieta która np. wstydzi się swojej fałdki na brzuszku, silne orgazmy ma tylko gdy leżąc na brzuchu zaciśnie uda a podnieca ją głownie zapach pomarańczy jest gorsza i mniej seksualną kobietą niż ta, która osiąga orgazm ujeżdżając męża i uważa swoje ciało za atrakcyjne?
          Ja rozumiem, że ta druga z punktu widzenia mężczyzny będzie lepsza kochanką (niekoniecznie, ale taki jest stereotyp, załóżmy na moment, ze zgodny z prawdą). Dlaczego mamy oceniać kobiecą seksualność przez pryzmat męskiej przyjemności???
          Jeśli kobieta potrafi czerpać radość ze swojego ciała, osiągać rozkosz, to jest to droga wyjścia do nauki seksu partnerskiego.

          Co do przetrzepanych mózgów - widzę na swojej wsi skutki społecznej inżynierii uprawianej za pomocą seriali (tą metodą sprzedaje się wiele społecznych idei, akceptację dla gejów, konieczność wykonywania badań na HIV przez ludzi aktywnych seksualnie i wysyłanie pięciolatków do szkoły). Tak naszym rodakom trzepie się mózgi - nie tylko naszym, tak jest na całym świecie. Nie mam telewizora to i mam spokój.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka