abra111
20.08.14, 23:28
Jak w temacie - 12 lat temu napisałam na tym forum, że mój mąż nie ma zbyt dużej ochoty na seks. Rady były: odejdź, lepiej nie będzie. Zostałam. Byłam młoda, piękna, zakochana. Niby staraliśmy się o dziecko, ale niepokalane poczęcie zdażyło się tylko raz w historii świata... Nam starania zajęły 9 lat, głównie dlatego, że seks był raz na długi czas... Ostatecznie 3 lata temu pojawił się upragniony synek. Od momentu zajścia w ciążę - prawie 4 lata temu, nie było zbliżenia. Mąż ciągle albo jest zmęjczony, albo zabiegany, albo zajmuje się synkiem albo qrwa kosmici wylądowali i... Nic. Rozmawiałam setki razy, pytałam, co jest, proponowałam lekarza, pomoc, że zrobię ręką, noga, qrwa -nie wiem - uszami, że będzie jak chce i... Nic. Nie chce i kropka. Po 12 latach małżeństwa, płakania w poduszkę, żebrania (bez skutku!) o seks - mam trochę dość... Juz nie jestem ani tak młoda, ani piękna ani niestety zakochana, ale do cholery nie jestem też martwa i swoje potrzeby mam! I tu dylemat. Z jednej strony łączy nas dużo - dom, dziecko, finanse (od razu mówię - zarabiam więcej od męża, nie jestem na jego garnuszku)...wspólne życie po prostu. Poza tym, ze ma awersję do seksu jest naprawdę ok - zaradny, obrotny, inteligentny facet odnoszący sukcesy tak zawodowe jak i towarzyskie. Od razu mówię: małe szanse, żeby miał kochankę - każda chwile spędza w domu z synkiem. Brakuje mi już pomysłów, co zrobić. Chciałabym zostać, ale coraz więcej mnie to kosztuje. No wyglądała się... Nie jest łatwo powiedzieć bliskim i przyznać: mój mąż mnie nie pragnie, od 4 lat nie wspolzyjemy...