Dodaj do ulubionych

po latach....

23.04.15, 02:08
Witam się:)
Podczytuję sobie to forum 1-2 razy w roku od dawna, a teraz czuję, że zakotwiczę.
Otóż historia jest taka....
Związek po przejściach (potomstwo, choroby, kryzysy, finanse, no dużo, choć może i standard). Seks był na początku suuuuper (ale banał). Facet alfa zdecydowanie, choć niekoniecznie w sferach, powszechnie uznanych za konieczne, willi brak ;-) Ja - charakter łokropny, grunt, że właściwie bez przerwy jest walka o dominację w związku.
Mnóstwo krzyżówek osobowości/finanse/pozycja społeczna/sposób wychowania/itd/itp.
Związek przechodził kryzysy, ale się trzymał i było _dobrze. Tąpnięcie - jego skok w bok, podobno jednorazowy (ona go zaciągnęła, bo faceci są prości, taaaaa), w momencie mega mega nie fair. TO uruchomiło we mnie tak wiele, że aż ....
To nie tak, że związek się rozpadł przez ten jeden fakt, ale zaczął psuć.
Coraz mniej bliskości - i tu włączyły się co najmniej kolejne dwie zmienne: moje kretyńskie niedowartościowanie, typu nieidealne ciało itp. (choć dwadzieścia lat po maturze wyglądam nadal tak samo, oprócz zmarszczek ;-)) oraz moje dystansowanie się, podejrzewam, że po kilku latach "wybuchu" czułości, bliskości, uczucia, że to "ten" wróciłam do zwykłych sobie introwertycznych, powściągliwych klimatów, niewiele czułych gestów, bez buziek na dzień dobry, bez przytulania. Złośliwi może powiązaliby to z faktem pozyskania potomstwa, bo już nie ma potrzeby :) Choć ja tak nie myślę.
I tu - całkowicie nieplanowany, niezałożony, niepasujący romans.... Który tak po prostu przerodził się w miłość. Tak, to jest właściwe słowo /tak uważam dziś/. Uważam także, że można kochać dwie osoby, mówię na wszelki wypadek.
Romans zakończony.
W małżeństwie nadal słabo. Do istniejących zadr/problemów/układów doszła jeszcze możliwość porównania prawie na bieżąco. No bo chłopaka z liceum to nie ma co porównywać :)
W sferze seksu porównanie na wielki minus. Wiem, że obowiązki, że kredyty, że praca po nocach zawsze (?) przegrają z romantycznym weekendem. Ale konkretne fakty z romansu: techniki, kilka elementów seksu, hydraulika, rozmiar, bardzo duże możliwości wydolnościowe, itd. odsłoniły słabość poprzednich lat.
I się zaczęło: przypomniałam sobie, że w stałym związku czeka na mnie niewielki członek z problemami z hydrauliką (to wyczytałam sprytnie na tym forum), z dużym deklarowanym zainteresowaniem mną, jak już w ogóle do czegoś dochodzi, ale z małymi możliwościami, że ten super seks z początku to był dlatego, że działo się dużo i działo się inaczej, ale technicznie to było słabiutko, prawie zero widocznego "chcenia" mnie, zaczepiania, nie, no teraz zero naprawdę, nawet w sprzyjających obłożonym obowiązkami podatnikom-rodzicom okolicznościach facet woli hobby (przecież go nie zawiedzie i w dodatku to pasja), a w dodatku facet po prostu się spasł. No spasł, sorry, ale nie kupuję tego, że facet w jakimś wieku musi mieć mięsień piwny. Ja naprawdę nie jestem miss polonia, zdecydowanie szara mysza w rozmiarze średnim, ale ludzie nie dostają mdłości na swój widok, on też nie. A patrzeć na niego bez tiszerta po prostu nie mogę :/
Właściwie nie wiem czego od Was chcę://
Nie ma decyzji o rozstaniu i nie będzie w przewidywalnej przyszłości. Chyba chciałabym usłyszeć, że związki, gdzie seks jest słaby, jeśli jest w ogóle (u nas obecnie nie ma, zero, niente), mięty brak - mogą przetrwać... i ludzie mogą w tym zachować jakąś godność przez lata...
Chęci naprawiania brak. To znaczy jest trwanie w słabej, złej jakości, niszczenie się właściwie. Wiem, że są tylko dwa wyjścia - in / out. Jeśli to pierwsze, to chęci jeszcze brak.
A że na tym forum? Bo gryzie mnie życiowa wątpliwość czy można żyć ze słabym seksem, nawet zakładając, że posklejamy związek? Jak byśmy zaczęli pracować, to i seks by się poprawił, ale jeśli on technicznie nie da rady, to co? Związek był naprawdę dobry, do czasu, nie z tych, co się rzuca po pierwszej wichurze.
o rany czy ja czegoś podobnego przed chwilą nie przeczytałam na forum... ile można żyć w związku bez seksu - tam, gdzie wszystkie inne parametry są osiągnięte, a tutaj nawet z tym jest średnio słabo:(
Obserwuj wątek
    • hello-kitty2 Re: po latach.... 23.04.15, 06:34
      Kallinge a dlaczego nie poszlas z kochankiem skoro to byla milosc? Zajety? I co przemawia za trwaniem w tym zwiazku skoro checi brak, seksu brak, stojacego kutasa brak, bliskosci brak? Kochasz go jeszcze?

      Najwazniejsze to wiedziec czego chcesz. Bez tego to w kazda strone daleko. Jak bedziesz to wiedziec mozna pod to zbudowac plan, a potem powolutku i konsekwentnie go realizowac. Jak jest swiadomosc czego chcesz i plan jak to osiagnac to nawet jak sie potkniesz z pare razy to i tak wstaniesz, bo wiesz dokad zmierzasz.
    • marek.zak1 Re: po latach.... 23.04.15, 08:30
      Spasiony samiec alfa z problemami z hydrauliką, a w tle romans ze świetnym seksem. Niech kolega mąż zacznie od diety i sportu, jesli oczywiście jest zmotywowany. Może cos sie obudzi.
    • zyg_zyg_zyg Re: po latach.... 23.04.15, 09:21
      Nie wiem, czy związek może dobrze funkcjonować bez seksu albo z wyjątkowo kiepskim seksem. Ale na pewno nie może dobrze funkcjonować, gdy się drugiej strony nie lubi. Czy Ty choć trochę lubisz swojego męża?
      • marek.zak1 Re: po latach.... 23.04.15, 09:30
        zyg_zyg_zyg napisała:

        > Nie wiem, czy związek może dobrze funkcjonować bez seksu albo z wyjątkowo kiepskim seksem. Ale na pewno nie może dobrze funkcjonować, gdy się drugiej strony nie lubi.

        Tak, to jest bardzo ważne, wręcz konieczne, ale niestety niewystarczające. Obok Glam opisuje ten przypadek, jak to lubi surfera i jest to fantastyczny facet, ale seksu to nie.
        • zyg_zyg_zyg Re: po latach.... 23.04.15, 09:39
          Ale to jest wątek o związku po przejściach i chwilowo bez opcji odejścia, a nie o dwumiesięcznej niezobowiązującej znajomości.
          • kallinge Re: po latach.... 23.04.15, 10:11
            O rany, nie spodziewałam się, że tak szybko zareagujecie, przecież tu podobnych historii na pęczki:///
            Po kolei:
            Chyba go jeszcze kocham. Jestem w stanie sobie wyobrazić "powrót" do dobrego związku jeśli oboje popracujemy i nie byłoby za późno. Facet mnie nie odrzuca - poza tym, że się wściekam na różne rzeczy ;-) A tak na poważnie to smutno mi się robi na myśl, że przed 40 świadomie mam się zgodzić na słabiznę w takiej kurcze ważnej sferze. Podobno dla niego super ważnej, no, ale skoro możliwości nie te... (z jego strony pada też argument, że nie jest już dwudziestolatkiem i dlatego zazdroszczę niektórym forumowiczom, że jakoś tego u siebie nie dostrzegli :) No i z Panem Pobocznym teoria została zaprzeczona więc wiem, że można.
            Zgadzam się, że najważniejsze, to wiedzieć czego chcę. Na dziś chcę tu zostać. Choć całe moje ciało i świeże emocje ciągną gdzie indziej, to zostaję tu. I mam postanowienie, że spróbuję. Ale wiecie, żeby mi się zechciało to postanowienie realizować .... Ślubny też nieślepy, uważa, że nasz związek jest w mega złym stanie czego, bardzo ogólnie, przyczyną jestem ja, tj. mój brak realizacji=pesymizm=trudny charakter, itp. Kiedy ja więc się zmienię to on uważa, że z tego coś jeszcze będzie.
            Jak kolegę męża wypchnąć do aktywności? Any ideas konkretnie? Jestem za!
            Tak, lubię go, ale jestem wściekła, rozżalona, itd. Zdecydowanie zmiany chcę zacząć od siebie, zmiany takie pozaseksualne, i już trochę się dzieje. Ale o seksie z nim to jeszcze nie chce mi się myśleć nawet:(
            A dlaczego nie poszłam z Panem Pobocznym? Ktokolwiek widział, ktokolwiek słyszał o szczęśliwych rozwiązaniach takich galimatiasów, jest proszony o podniesienie ręki. Nie ma spraw zero-jedynkowych.
            • mabelle2000 Re: po latach.... 23.04.15, 10:19
              kallinge napisała:

              > Seks był na początku suuuuper (ale banał).
              i
              > Ale konkretne fak
              > ty z romansu: techniki, kilka elementów seksu, hydraulika, rozmiar, bardzo duże
              > możliwości wydolnościowe, itd. odsłoniły słabość poprzednich lat.

              Pytanie-czy ten seks na poczatku byl naprawde taki super, czy jednak jest/bylo tak slabo jak przedstawiasz ?

              • kallinge Re: po latach.... 23.04.15, 10:30
                Ale z którym Panem? ;-) Ślubnym - powyżej. Z Pobocznym - zawsze można coś dopracować, ale w tej relacji tylko szczegóły. Było super. No, może poza rozmiarem miecza, bo mnie na dłuższą metę bolało ;-)
                Od razu uprzedzam, że gdybym chciała prowadzić ranking, rany co za idiotyczna sytuacja, to oni obaj są akurat na skrajnych punktach skali jeśli chodzi o wielkość i możliwości. Ale wcześniej byłam wiele lat z facetem, który był dokładnie średni i wiem, że technicznie było chyba najlepiej w moim życiu (nie mylić z satysfakcją ogólną czyli brak fantazji, polotu, ograniczenia, itp.).
            • mabelle2000 Re: po latach.... 23.04.15, 10:25
              kallinge napisała:

              > Jak kolegę męża wypchnąć do aktywności?

              Jesli jest otyly to dobrze by bylo gdyby najpierw zredukowal troche wage. Zrob przeglad lodowki i szafek kuchennych, wywal cale smieciowe zarcie. Wszystkim wam to wyjdzie na zdrowie, nie tylko mezowi.
              • kallinge Re: po latach.... 23.04.15, 10:33
                Zrobione. U mnie raczej przechył w drugą stronę ;-)
                Pytanie, jak zrobić, że uznał, że można coś z tym zrobić, a nie, żeby się obraził i uznał, że to kolejny etap rozwoju faceta?
        • potwor_z_piccadilly Re: po latach.... 23.04.15, 10:01
          marek.zak1 napisał:

          > Tak, to jest bardzo ważne, wręcz konieczne, ale niestety niewystarczające. Obok
          > Glam opisuje ten przypadek, jak to lubi surfera i jest to fantastyczny facet,
          > ale seksu to nie.

          Glam opisała przypadek jej relacji z cipą, co jęczy do cipy. Tak, tamten facet to cipa, no bo jak nazwać faceta, który doprasza się ochłapów, zamiast brać to co jest treścią, a jak nie dają, to przeprosić, ukłonić się i wyjść. Jego deklaracje, że mu lizanko wystarcza, to są w/g mnie, zwykłe glindy maćkowe.
          Przypadek w tym wątku jest inny. Raz, że oni od lat są w związku, a dwa, to autorka wątku sama przyznała. że jest zołzą i (umiarkowanie) dowalała mu.
          A on?
          Pewnie wojował, wojował aż oręż mu się stępił, a jak się stępił, to uznał, że ostrzyć go nie jest warto i wypowiadając sobie w myślach, jebać to, se wziął i se klapnął.
          Widocznie on nie ma odskoczni w rodzaju: ogródek, pies, rower + miejsca gdzie można na nim poszaleć i pracy, która tyłka mu do stołka nie przykleja.
          • kallinge Re: po latach.... 23.04.15, 10:21
            Ej tam zołzą od razu ;-))
            Trochę zgoda, że mógł stwierdzić, że ma mnie po dziurki w nosie i przestaje się starać. Ale, ale - dopiero niedawno zaczęłam sobie przypominać, jak było w seksie na początku (właśnie o tym też pisałam). Były ochy i achy bo _ogólnie_ było super. Ale to była super miłość, nie super seks, na litość!
            Tak konkretnie to facet wtedy 33l. bez znanych problemów zdrowotnych miał problemy z erekcją, małego członka, wyznaczał wyraźnie, kiedy mógłby być zainteresowany, specyficzne zainteresowania, dużo gadania o tym, a praktyki mniej. Na pytanie czy mnie to nie zaniepokoiło od razu mówię - i tak (stąd nawet ze dwa razy na tym forum się wypowiedziałam dawno temu) i nie (bo miłość, plany, sama nie wiem).
            Facet ma wybitnie odskoczniową pracę. Hobby też.
            • mabelle2000 Re: po latach.... 23.04.15, 10:29
              kallinge napisała:

              > Były ochy i achy bo _ogólnie_ było
              > super. Ale to była super miłość, nie super seks, na litość!

              Dziekuje za wyjasnienie, bo zdaje sie w poscie poczatkowym co innego napisalas.
            • potwor_z_piccadilly Re: po latach.... 23.04.15, 11:31
              kallinge napisała:

              > Tak konkretnie to facet wtedy 33l. bez znanych problemów zdrowotnych miał probl
              > emy z erekcją, małego członka, wyznaczał wyraźnie, kiedy mógłby być zainteresow
              > any, specyficzne zainteresowania, dużo gadania o tym, a praktyki mniej.

              Powtarzający się na tym forum problem facetów, czyli niedostateczne zaangażowanie mózgu w proces uprawiania seksu.
              Do wielu nie dociera, że seks odbywa się w głowie i, że jeśli tam fiutkowi wydana zostanie komenda BACZNOŚĆ, to on na baczność stanie żeby się paliło waliło. Czyli pozostaje tylko sposób znaleźć, by ten mózg uaktywnić.
              Można w perwersję pójść, nawet można w gębę dać sobie nasikać i kręcić się tym, można. Ale podstawowym i najlepszym sposobem jest uzmysłowić sobie, że ta moja ma równie piękną, a może nawet piękniejszą cipkę (no i resztę) jak jakieś celebrytki z pudelka, czy okładek czasopism, bo one są tylko wypacykowane, a moja, to czysta natura. Pokory trzeba i umiejętności cieszenia się tym co mamy, co osiągnęliśmy.
              A jak na dodatek połączymy perwerchę z akceptacją ciał, mamy odjazdy wyższej jakości.
              Wypraktykowane.
              Błędy z konsekwencjami opłakanymi.
              Jeśli problem z potencją nie jest przypadkiem klinicznym, lecz wynika on z niewłaściwie wyregulowanej psychiki, to zwalanie tego problemu na partnerkę/partnera i jeszcze na różne olaboga ble ble ble, zaprowadzi tylko tego niedopieszczonego partnera do jeszcze większego niedopieszczenia, wkurwu, znienawidzenia seksu i ogólnie tych dwojga do znienawidzenia siebie nawzajem.
              Czyli, koniec pieśni.
              Po tym tylko przenosiny na forum rozwodowe, by łby o alimenty sobie urywać.

              > Na pyta
              > nie czy mnie to nie zaniepokoiło od razu mówię - i tak (stąd nawet ze dwa razy
              > na tym forum się wypowiedziałam dawno temu) i nie (bo miłość, plany, sama nie w
              > iem).

              Krótko.
              Niepokoi Cię?
              Jeśli tak, to są to pierwsze symptomy tego, co napisałem wyżej.

              > Facet ma wybitnie odskoczniową pracę. Hobby też.

              O tych odskoczniach, to nie do Ciebie.
              Markowi prztyczka dałem.
              Myślę, że się nie obrazi. To poeta, ale porządny facet.
              • marek.zak1 Re: po latach.... 23.04.15, 11:40
                potwor_z_piccadilly napisał:

                > O tych odskoczniach, to nie do Ciebie.
                > Markowi prztyczka dałem.
                > Myślę, że się nie obrazi. To poeta, ale porządny facet.

                Dzięki. Ogródek, Sowa, rower - zgadza się.
                Jeszcze wracając, oczywiście biologia jest nieubłagana, niemniej jednak trzeba walczyć. Mój sąsiad - 58 lat przebiegł półmaraton 2 tygodnie temu w godzinę 50, a nie sądzę, zeby wiecej niz jeden na stu laptopowych/facebookowych dwudziestolatków osiagnęło taki czas.
              • kallinge Re: po latach.... 23.04.15, 23:48
                potwor_z_piccadilly napisał:
                > Powtarzający się na tym forum problem facetów, czyli niedostateczne zaangażowan
                > ie mózgu w proces uprawiania seksu.
                > Do wielu nie dociera, że seks odbywa się w głowie i, że jeśli tam fiutkowi wyda
                > na zostanie komenda BACZNOŚĆ, to on na baczność stanie żeby się paliło waliło.
                > Czyli pozostaje tylko sposób znaleźć, by ten mózg uaktywnić.

                Dopiero do mnie dotarło: czy Ty sugerujesz, że to nie była wielka miłość? To by mogło rzucić nowe światło, choć byłabym w szoku.
                Chyba, że ja nie rozumiem, co autor miał na myśli ;-)
    • kallinge możliwości techniczne 23.04.15, 10:40
      Hmm, a może ja się niepotrzebnie pałuję, może faceci od 35/40 w górę po prostu tak mają, że słaba erekcja, seks tylko rano, bo wieczorem i miecz jakby skurczony i kredyty i dzieci bardziej przytłaczają, no a że członek akurat mały, to pech :(
      Wiele lat temu żyłam w przekonaniu, że facet 'powinien' się rzucić jak tylko zobaczy ramiączko stanika. Mea culpa.
      Może tak po prostu jest, że nie będzie już technicznie dobrze z czasem i trzeba to zaakceptować?
      • mabelle2000 Re: możliwości techniczne 23.04.15, 10:57
        kallinge napisała:

        > Hmm, a może ja się niepotrzebnie pałuję, może faceci od 35/40 w górę po prostu
        > tak mają, że słaba erekcja, seks tylko rano, bo wieczorem i miecz jakby skurczo
        > ny i kredyty i dzieci bardziej przytłaczają, no a że członek akurat mały, to pe
        > ch :(

        :-) Nie moge mowic za innych, ale z moich obserwacji wynika, ze kazano nam wierzyc, ze satysfakcjonujacy seks zalezy glownie od sprawnie dzialajacych narzadow. Co niektorzy tak wbili to sobie do glowy, ze brak erekcji/lubrykacji traktuja jak zyciowa kleske, jak dramat ktory wszystko przekresla.

        > Może tak po prostu jest, że nie będzie już technicznie dobrze z czasem i trzeba
        > to zaakceptować?

        A co to zanczy "dobrze technicznie" ? Masz jakis wzorzec, do ktorego dazysz i ktory musisz spelnic ? A jak nie to co ? Skad w ogole to przekonanie, ze seks nie bedzie sie zmienial po latach ? Przeciez wy sie zmieniacie, to i wasz seks sie zmienia. Oczywiscie jak najbardziej moze Ci to nie odpowiadac, bo masz inne oczekiwania, ale nierozsadnie jest zakladac, ze bedzie tak jak dwadziescia lat temu. I wcale nie musi to byc zmiana na gorsze.
        • mojemail3 Re: możliwości techniczne 23.04.15, 11:18
          kallinge napisała:

          > > Hmm, a może ja się niepotrzebnie pałuję, może faceci od 35/40 w górę po p
          > rostu tak mają, że słaba erekcja, seks tylko rano, bo wieczorem (...)"

          Nie zauważyłam, u faceta lat 45 prawie...
          Wyślij go do lekarza, może ma pierwsze problemy z krążenieniem, natomiast Wasze problemy nie wynikają z fizyczności, tak myślę...


          > > Może tak po prostu jest, że nie będzie już technicznie dobrze z czasem i trzeba
          > > to zaakceptować?

          Może Ty masz zawyżone wymagania? Typowy dla kobiet koło 40 tki przedmenopauzalny skok hormonalny, no wiesz, taka podświadoma chęć na ostatnie zapłodnienie ;-)
          Inna sprawa,że kobieca seksualność, libido jest zmienne w czasie i w zależności od okoliczności, mąż pewnie jest taki sam, nie "rozwinął się"...Może ten skok w bok to rozpaczliwa próba sprawdzenie swojej męskości???

          mabelle2000 napisała:

          Skad w ogole to przekonanie, ze seks nie bedzie sie zmienial po latach ? Przeciez wy sie zmieniacie, to i wasz seks sie zmienia. Oczywiscie jak najbardziej moze Ci to nie odpowiadac, bo masz inne o czekiwania, ale nierozsadnie jest zakladac, ze bedzie tak jak dwadziescia lat t
          > emu. I wcale nie musi to byc zmiana na gorsze.

          No wlasnie.Podpisuje sie.
          • kallinge Re: możliwości techniczne 23.04.15, 11:32
            Ło matko, to by musiało być nieźle pokręcone, gdybym robiła aferę tylko dlatego, że podświadomie chcę dzieci ;)))
            Czy ja mam zawyżone wymagania? Facet ma rozbudowane doświadczenie, kilka bardzo długich, poważnych związków, w których seks był hiper ważny. Wiem, że jestem jego najmniej "seksualną" partnerką. To raczej on się przy mnie wygaszał, niż ja go zamęczałam.
            • mojemail3 Re: możliwości techniczne 23.04.15, 12:53
              kallinge napisała:

              > Ło matko, to by musiało być nieźle pokręcone, gdybym robiła aferę tylko dlatego
              > , że podświadomie chcę dzieci ;)))

              A nie, to tak celem wytłumaczenia, ale przecież seksu od prokreacji grubą kreską oddzielić się nie da.
              Co do tej presji zgadzam się, wyłania się, a mąż twój idiotą emocjonalnym musiałby być,żeby tego nie wyczuć ( twojego niezadowolenia)

              > Czy ja mam zawyżone wymagania? Facet ma rozbudowane doświadczenie, kilka bardzo
              > długich, poważnych związków, w których seks był hiper ważny. Wiem, że jestem j
              > ego najmniej "seksualną" partnerką. To raczej on się przy mnie wygaszał, niż ja
              > go zamęczałam.

              No to jest ciekawe, skomplikowane. A teraz jak myślisz, jak on realizuje swoje potrzeby seksualne, bo jakieś chyba ma? Wie,że żona go nie chce, co zamiast tego?
              • kallinge Re: możliwości techniczne 23.04.15, 14:59
                No właśnie twierdzi, że jest z tych, co najpierw emocjami musi zechcieć czyli jeśli jest źle w emocjach to w seksie też źle. Właściwie jest kobietą :)))
                Twierdzi, że mu się potrzeby uśpiły (trochę jak w tym wątku o Maćku chyba z wywiadu parę schodków niżej).
                Zamiast - realizacja zawodowa i ogólne poczucie, że w życiu jest słabo. A trzeciej prawie na pewno nie ma (choć każda żona tak myśli:)
                • mabelle2000 Re: możliwości techniczne 23.04.15, 18:27
                  kallinge napisała:

                  > No właśnie twierdzi, że jest z tych, co najpierw emocjami musi zechcieć czyli j
                  > eśli jest źle w emocjach to w seksie też źle.

                  Dlatego nie zaburzenia erekcji sa problemem, tylko jego stan psychiczny i zmiana zachowan z tym zwiazana. Sam maz Ci to zasygnalizowal.

                  > Właściwie jest kobietą :)))

                  Mysle, ze to mile uczucie patrzec jak mezczyzna odkrywa swoj "kobiecy pierwiastek", wtedy kiedy przestaje sie wstydzic tej czesci siebie gdzie miesci sie czulosc, otwartosc ciala, bliskosc, kiedy przelacza mu sie myslenie z "formy zadaniowej" na autentyczny kontakt.
                  Mysle, ze Twoj maz padl troche ofiara stereotypu, ze jakosc waszego seksu w calosci zalezy od niego- musi byc sprawna maszynka, bo bez tego bedziesz niezadowolona. To mialam na mysli piszac o presji. Zreszta Ty sama to potwierdzasz- on ze swoja marna erekcja jest kiepski w Twoich oczach, to widac, slychac i czuc.

                  > Zamiast - realizacja zawodowa i ogólne poczucie, że w życiu jest słabo.

                  Ja to widze troche inaczej. Jesli ktos jest nastawiony na wykonywanie zadan w zyciu zawodowym, to szalenie trudno jest mu przestawic sie na prawdziwy kontakt emocjonalny w zyciu intymnym, bo wciaz musi sie kontrolowac. Ten rodzaj bliskosci jest bardzo pierwotnym uczuciem - byc jak najblizej drugiej osoby, czuc jej oddech, bicie serca... Zaryzykuje twierdzenie, ze ta pierwotna potrzeba jest dosc latwa do stlumienia, wystarczy przez wiele godzin w pracy zakladac maski, a potem wykazywac sie i rywalizowac na innych polach. Stad juz krok, zeby i seks stal sie kolejnym zadaniem do wykonania. ( Zwlaszcza jesli zona oczekuje postawienia masztu na komende ;-))))
                • mojemail3 Re: możliwości techniczne 23.04.15, 21:04
                  kallinge napisała:

                  > No właśnie twierdzi, że jest z tych, co najpierw emocjami musi zechcieć czyli j
                  > eśli jest źle w emocjach to w seksie też źle. Właściwie jest kobietą :)))

                  A być mężczyzną znaczy móc z każdą,nawet antypatyczną heterą ? Czy uroda ciała wszystko zrekompensuje? Może na jeden raz i żeby paszczy do gadania nie otwierała...
                  Szczerze mówiąc współczuję wielu mężczyznom, lekko z płcią piękną nie mają ;-)


                  > Twierdzi, że mu się potrzeby uśpiły (trochę jak w tym wątku o Maćku chyba z wyw
                  > iadu parę schodków niżej).

                  Może tak być, wycofał się na bezpieczne pozycje...

                  > Zamiast - realizacja zawodowa i ogólne poczucie, że w życiu jest słabo. A trzeciej prawie na pewno nie ma (choć każda żona tak myśli:)

                  No niekoniecznie " ta trzecia".
                  A potrafisz pomysleć o swym wieloletnim partnerze ze współczuciem? Oboje macie za uszami, zakładam,że sobie wybaczyliście, żeby coś zacząć od nowa, warto byłoby zmienić nastawienie.
              • sea.sea Re: możliwości techniczne 23.04.15, 23:42
                > przecież seksu od prokreacji grubą kreską oddzielić się nie da

                Eee, da się :)
          • hello-kitty2 Re: możliwości techniczne 23.04.15, 22:30
            > kallinge napisała:
            > > > Hmm, a może ja się niepotrzebnie pałuję, może faceci od 35/40 w gór
            > ę po p
            > > rostu tak mają, że słaba erekcja, seks tylko rano, bo wieczorem (...)"
            mojemail3 napisała:

            > Może Ty masz zawyżone wymagania? Typowy dla kobiet koło 40 tki przedmenopauzaln
            > y skok hormonalny, no wiesz, taka podświadoma chęć na ostatnie zapłodnienie ;-)

            Przyznam, ze czytam troche na wyrywki ale odkad to oczekiwanie erekcji do stosunku to zawyzone wymagania wynikajace z wieku? ;-)

            Facetowi nie staje, kurcze, masakra, kutas ma stac, a jak nie stoi to nie jest mu glupio i generalnie pytajaco tylko zabiera sie z radocha za hobby jak dziecko? I co dalej? Zabawa w rodzenstwo czy tam walenie polzwiedlego smutnego konrniszona, ktorego nota bene na upartego mozna zwalic ale to jest upodlajace. Ja tam sie zepsutymi zabawkami nie bawie.

            Ciekawa jestem co on na to?
            • mojemail3 Re: możliwości techniczne 23.04.15, 22:42
              hello-kitty2 napisała:

              > Przyznam, ze czytam troche na wyrywki ale odkad to oczekiwanie erekcji do stosu
              > nku to zawyzone wymagania wynikajace z wieku? ;-)

              Czytasz na wyrywki,bo na pytanie " czy faceci 35/40 tak mają" odpowiedziałam zupełnie co innego...

              > Facetowi nie staje, kurcze, masakra, kutas ma stac(...)
              > Ciekawa jestem co on na to?

              No, też jestem ciekawa...My możemy mieć swoje foszki w związkach, a chłop ma się zawsze sprawdzić, oj nie chciałabym być mężczyzną, nie przepadam za testami, choć zdaję je, bo muszę...
            • kallinge Re: możliwości techniczne 23.04.15, 23:44
              hello-kitty2 napisała:
              > Facetowi nie staje, kurcze, masakra, kutas ma stac, a jak nie stoi to nie jest
              > mu glupio i generalnie pytajaco tylko zabiera sie z radocha za hobby jak dzieck
              > o? I co dalej? Zabawa w rodzenstwo czy tam walenie polzwiedlego smutnego konrni
              > szona, ktorego nota bene na upartego mozna zwalic ale to jest upodlajace. Ja ta
              > m sie zepsutymi zabawkami nie bawie.
              >
              > Ciekawa jestem co on na to?

              Jak jest długa przerwa, to erekcja jest, ale krótkotrwała. I on nie może się za bardzo powstrzymywać przed orgazmem, bo musi już, tak to niecodzienna rzecz, ta duża erekcja.
              Przy w miarę regularnym współżyciu było tak: co stanie, to opadnie, opada w trakcie penetracji, w trakcie ssania, ale nigdy do końca. Jak już ja mam orgazm, to potem on prawie zawsze kończył ręką. Czyli podniecenie mu nie przechodziło w hobby :))
              Kurcze usuńcie mnie z forum, ale ja po prostu uwielbiam patrzeć na męskiego członka. I przepiękny okaz miałam na boku. A w domu .....
              • mojemail3 Re: możliwości techniczne 24.04.15, 09:38
                kallinge napisała:

                > Kurcze usuńcie mnie z forum, ale ja po prostu uwielbiam patrzeć na męskiego czł
                > onka. I przepiękny okaz miałam na boku. A w domu .....

                Nie chciałabym przesądzać, ale...jakoś słabo widzę naprawę twego małżeństwa.
                Niby Ci zależy, ale w zasadzie chciałabyś nowy model...
                A widzisz, masz stary oldskulowy model, z dużym przebiegiem, stary typ silnika...Mozesz zadbac, wyremontować, zakonserwować, ale rakiety nie będziesz już miała...
                Nie lubię porównywac ludzi do przedmiotów, ale oldskulowe samochody mają swoje zalety, ja sobie np. zostawiłam jako "pamiątkę rodzinną " 18 letni samochód, na benzynę, ale rusza jak diesel, za to pod górę ciągnie lepiej niż ten nowy...( starszy typ silnika) Regularnie mi kradną korek do benzyny, pewnie myślą, że takie zadbane autko to pewnie "emeryckie" i ma bak na full, a ja zwykle na rezerwie jeżdzę, bo oldskulem głównie na zakupy i dziecko do szkoły wożę.

                Stąd jeśli zawsze to co masz " w domu" będzie gorsze, a na świecie tyle pięknych modeli, to jak sobie wyobrażasz trwanie w tym związku?





                • zawle Re: możliwości techniczne 24.04.15, 11:01
                  Jakie piękne przypowieści dziewczyny tu znajstrowały..o oldskulowym aucie, o starym zegarze. Aż miło posłuchać. Niestety jego siur nie zapala jak diesel, a pod górkę nie ciągnie. I co teraz? Nic tylko szukać w nim oldskulowości;)
                  • mabelle2000 Re: możliwości techniczne 24.04.15, 11:10
                    zawle napisała:

                    > Jakie piękne przypowieści dziewczyny tu znajstrowały..o oldskulowym aucie, o st
                    > arym zegarze. Aż miło posłuchać. Niestety jego siur nie zapala jak diesel, a p
                    > od górkę nie ciągnie. I co teraz?

                    No jak to co ? Zmienic na innego. Po taka przeciez porade tu przyszla zalozycielka watku :-)
                    • mojemail3 Re: możliwości techniczne 24.04.15, 14:51
                      mabelle2000 napisała:

                      > No jak to co ? Zmienic na innego. Po taka przeciez porade tu przyszla zalozyci
                      > elka watku :-)


                      No i to by było zgodne z generalną i najwazniejszą " teorią " forumową...
                  • hello-kitty2 Re: możliwości techniczne 24.04.15, 13:13
                    zawle napisała:

                    > Jakie piękne przypowieści dziewczyny tu znajstrowały..o oldskulowym aucie, o st
                    > arym zegarze. Aż miło posłuchać. Niestety jego siur nie zapala jak diesel, a p
                    > od górkę nie ciągnie. I co teraz? Nic tylko szukać w nim oldskulowości;)

                    Niestety nie pociagnie pod gorke i nich sie tym ktos inny martwi, a najlepiej wlasciciel. Ja glosuje za kumpelstwem. W kolegowaniu sie niesprawny kutas przeciez nie przeszkadza. Mozna byc dla siebie milym, wspierac sie, pomagac, nawet wspolny kredyt splacac, co tam tylko byli malzonkowie potrzebuja dla siebie nawzajem, dla dzieci.
                    Nie wierze tez w to, ze sprawny lozkowo maz nie opusci lozkowo swojej zony, gdy tej pochwa sie rozleci czy cos wiec nie ma zmiluj, od czego jest przyjazn.
                    • mojemail3 Re: możliwości techniczne 24.04.15, 13:16
                      hello-kitty2 napisała:

                      > Nie wierze tez w to, ze sprawny lozkowo maz nie opusci lozkowo swojej zony, gdy
                      > tej pochwa sie rozleci czy cos wiec nie ma zmiluj, od czego jest przyjazn.

                      Jak kocha, to poczeka...Wiem z doswiadczenia,bo bywałam długie tygodnie a nawet miesiące nie-dysponowana...
                      • zawle Re: możliwości techniczne 24.04.15, 13:24
                        Poczeka, jak ma na co czekać. O ile kto cierpliwy a nie kochający jak się tu imputuje;)
                      • hello-kitty2 Re: możliwości techniczne 24.04.15, 13:24
                        mojemail3 napisała:

                        > Jak kocha, to poczeka...Wiem z doswiadczenia,bo bywałam długie tygodnie a nawet
                        > miesiące nie-dysponowana...

                        Kutuzow by nie poczekal, a oglasza sie, ze kocha w co ktorym poscie. Twoj maz musi byc niskolibidowy, co w sumie nie jest zle.
                        • mojemail3 Re: możliwości techniczne 24.04.15, 14:43
                          hello-kitty2 napisała:

                          > Kutuzow by nie poczekal, a oglasza sie, ze kocha w co ktorym poscie. Twoj maz m
                          > usi byc niskolibidowy, co w sumie nie jest zle.

                          A miałam nic nie pisac o swoim ślubnym przecież...
                          To tylko napiszę,że on dla mnie w sam raz, jak na moje potrzeby ;-)
                    • mabelle2000 Re: możliwości techniczne 24.04.15, 13:26
                      hello-kitty2 napisała:

                      > Niestety nie pociagnie pod gorke i nich sie tym ktos inny martwi, a najlepiej w
                      > lasciciel.

                      A to akurat prawda, chocby dlatego, ze seksualnosc partnera/partnerki nie nalezy do nas, wiec wchodzenie w role seksuologa swojego meza/zony mija sie z celem.
            • mabelle2000 Re: możliwości techniczne 24.04.15, 08:52
              hello-kitty2 napisała:

              > Ja ta
              > m sie zepsutymi zabawkami nie bawie.

              I nigdy nie mialas ochoty rozkrecic takiej zabawki, a zanim ja wyrzucisz zobaczyc jak wyglada w srodku, jak dziala ?
              Jak bylam dzieckiem to lubilam sie przygladac jak moj dziadek naprawia stare zegary. Mezczyzni, ktorych lubie, ktorzy mi sie podobaja, najbardziej przypominaja mi mechaniczny zegarek, ktorego werk jest kwintesencja sztuki zegarmistrzowskiej. Moze nie jest on taki dokladny jak kwarcowy, ale za to jesli okaze mu sie troske, to odwdzieczy sie wieloletnia trwaloscia. I co z tego, ze nie jest dokladny, ze spieszy sie lub pozni, a czasem w ogole przestaje dzialac ? I tak jest bardziej prestizowy ;-)
        • kallinge Re: możliwości techniczne 23.04.15, 11:20
          Hm, pewnie, że są większe dramaty, niewłaściwe to słowo, wojna to dramat.
          Ale mi nie odpowiada taka zmiana, że możliwe są 2-3 pozycje, bo inaczej wypadnie, a i tak w trakcie penis wypada np. jeśli jest jakiś mocniejszy ruch, penetracja może być tylko w konkretnym momencie, bo za chwilę opadnie, kończenie własnymi rękami albo w moich ustach (rzadziej) bo lepsza stymulacja, a i tak w trakcie ssania opada po kilka razy. No nie wiem, może o czymś takim będę marzyła za 50 lat, ale na dziś to nie jest dla mnie fajna sprawa. No i penis jest dla mnie bardzo ważny, lubię uwielbiam wszystko inne, ale jednak to dla mnie dodatek.
          Może nasz problem jest taki, że tak było właściwie od początku, tylko ja tego nie zauważałam (już pisałam). W trakcie związku jest coraz słabiej, ale jednak zmiana z jurnego dwudziestolatka w oklapniętego pana dokonała się przed znajomością ze mną.
          • mabelle2000 Re: możliwości techniczne 23.04.15, 11:31
            kallinge napisała:

            > Może nasz problem jest taki, że tak było właściwie od początku, tylko ja tego n
            > ie zauważałam (już pisałam). W trakcie związku jest coraz słabiej, ale jednak z
            > miana z jurnego dwudziestolatka w oklapniętego pana dokonała się przed znajomoś
            > cią ze mną.

            Jesli meza uda sie zmobilizowac do zmiany diety i sportu to powinno byc lepiej z hydraulika.
            Mimo tego, nawet jesli sie poprawi, to i tak nie chcialabym byc na jego miejscu. Wybacz, ze to pisze, ale zycie pod taka presja jest do bani.
            • kallinge Re: możliwości techniczne 23.04.15, 11:37
              Nie ma sprawy, powiedz gdzie widzisz tą presję i dlaczego jest zła, kto ma mi to powiedzieć:// Jeśli oczywiście masz na to czas.
            • marek.zak1 Re: możliwości techniczne 23.04.15, 11:47
              mabelle2000 napisała:

              Mimo tego, nawet jesli sie poprawi, to i tak nie chcialabym byc na jego miejscu. Wybacz, ze to pisze, ale zycie pod taka presja jest do bani.

              Presja jest częścia naszego życias I jej sie nie uniknie.
              • mabelle2000 Re: możliwości techniczne 23.04.15, 18:31
                marek.zak1 napisał:

                > Presja jest częścia naszego życias I jej sie nie uniknie.

                Na zewnatrz tak, ale nie w domu, Marek. W Domu chcemy byc kochani i akceptowani tacy jacy jestesmy.
                • marek.zak1 Re: możliwości techniczne 23.04.15, 18:48
                  mabelle2000 napisała:

                  > marek.zak1 napisał:
                  >
                  > > Presja jest częścia naszego życias I jej sie nie uniknie.
                  >
                  > Na zewnatrz tak, ale nie w domu, Marek. W Domu chcemy byc kochani i akceptowani tacy jacy jestesmy.

                  Akceptacja i presja na wynik to cos iinego. Ja moge być lubiany i akceptowany w firmie, ale jak wyniki sie posypią, to nie ma zmiłuj. Można lubić kogos jako człowieka, ale jak ten sam człowiek jest pisarzem i napisze bzdet, to krytyka nie zostawi suchej nitki. Lubimy kogos jako człowieka, ale oczekiwań to nie zmniejsza.
                  Myslisz, że mąż takiej Twojej Bogini nie jest pod presją pełnego jej zadowalania?
                  • mabelle2000 Re: możliwości techniczne 23.04.15, 18:58
                    marek.zak1 napisał:

                    > Akceptacja i presja na wynik to cos iinego. Ja moge być lubiany i akceptowany w
                    > firmie, ale jak wyniki sie posypią, to nie ma zmiłuj. Można lubić kogos jako
                    > człowieka, ale jak ten sam człowiek jest pisarzem i napisze bzdet, to krytyka
                    > nie zostawi suchej nitki. Lubimy kogos jako człowieka, ale oczekiwań to nie zmn
                    > iejsza.

                    Piszesz o pracy, a myslisz o zyciu prywatnym ? Mowa byla o presji. Az sie boje pytac, czy zona Cie w domu nie cisnie :-D

                    > Myslisz, że mąż takiej Twojej Bogini nie jest pod presją pełnego jej zadowalani
                    > a?

                    Mysle, ze jest szczesliwy, ze moze ja zadowalac, tak jak ona jest szczesliwa ze moze zadowalac jego. Na tym chyba polega milosc.
                    • marek.zak1 Re: możliwości techniczne 23.04.15, 19:39
                      mabelle2000 napisała:

                      > Piszesz o pracy, a myslisz o zyciu prywatnym ? Mowa byla o presji. Az sie boje pytac, czy zona Cie w domu nie cisnie :-D
                      -----------------------------------------------------------------------------------------------
                      Nie, ale to nie znaczy, ze nie oczekiwań. A Ty nie masz w stosunku do swojego partnera?

                      Myslisz, że mąż takiej Twojej Bogini nie jest pod presją pełnego jej zadowalania?
                      >
                      > Mysle, ze jest szczesliwy, ze moze ja zadowalac, tak jak ona jest szczesliwa ze moze zadowalac jego. Na tym chyba polega milosc.

                      Jest drobna różnica miedzy ,,może" i ,,musi".
                      • mabelle2000 Re: możliwości techniczne 23.04.15, 20:27
                        marek.zak1 napisał:

                        > Nie, ale to nie znaczy, ze nie oczekiwań. A Ty nie masz w stosunku do swojego p
                        > artnera?

                        Skoro jestem z frakcji ambitnych i samowystarczalnych, to ujma na honorze byloby dla mnie wyciagac reke po cokolwiek. Mysle tez, ze skoro ciesze sie dobrym zdrowiem, sprawnoscia fizyczna i potrafie na siebie zarobic, to oczekiwania moglabym miec tylko w sferze emocjonalnej. Ale wychowalam sie w szczesliwej rodzinie, wiec chyba nie mam deficytow uczuciowych z dziecinstwa, nie gonie za kims kto wypelni pustke, zalata dziury. Dobrze sie czulam w samotnosci, teraz dobrze sie czuje w zwiazku, moze jestem jak ten karaluch, ktory zawsze potrafi sie przystosowac ?

                        PS Jesli chodzi o seks to dostalam wiecej niz moglabym sobie wymarzyc, nie wiem czego jeszcze moglabym oczekiwac.

                        > Jest drobna różnica miedzy ,,może" i ,,musi".

                        Skad zalozenie, ze maz TB cos musi ? Zwierzal Ci sie ?
                        • marek.zak1 Re: możliwości techniczne 23.04.15, 20:49
                          mabelle2000 napisała:

                          > marek.zak1 napisał:
                          >
                          > > Nie, ale to nie znaczy, ze nie oczekiwań. A Ty nie masz w stosunku do swojego partnera?
                          >
                          > Skoro jestem z frakcji ambitnych i samowystarczalnych, to ujma na honorze byloby dla mnie wyciagac reke po cokolwiek.
                          ------------------------------------------------------------------------------

                          Nie oczekujesz, że sie bedze rozwijał, bedzie bardziej interesujący, bedzie uprawiac sport i sie nie zapusci? Bedzie coraz bardziej ciekawym człowiekiem?




                          > > Jest drobna różnica miedzy ,,może" i ,,musi".
                          >
                          > Skad zalozenie, ze maz TB cos musi ? Zwierzal Ci sie ?

                          Moja wiedzę czerpie z postów TB. One sa niemal wyłącznie o oczekiwaniach w stosunku do facetów w sferze seksu, za który sa odpowiedzialni.
                          • mabelle2000 Re: możliwości techniczne 23.04.15, 21:22
                            marek.zak1 napisał:

                            > Nie oczekujesz, że sie bedze rozwijał, bedzie bardziej interesujący, bedzie upr
                            > awiac sport i sie nie zapusci? Bedzie coraz bardziej ciekawym człowiekiem?

                            Ale on jest ciekawym czlowiekiem :-) W dodatku doroslym i w pelni uksztaltowanym, posiadajacym wolna wole. A ja nie jestem jego mamusia, zeby go strofowac i ustawiac.

                            > Moja wiedzę czerpie z postów TB. One sa niemal wyłącznie o oczekiwaniach w stos
                            > unku do facetów w sferze seksu, za który sa odpowiedzialni.

                            Moze TB spotykala takich samych troglodytow seksualnych jak ja, dlatego tyle czasu poswieca na pisanie o meskiej odpowiedzialnosci w sferze seksu ? ;-) Pewnie nie zauwazyles, ale TB pisze tez o kobietach, ktorym daleko do idealu. Moze gdybys uwazniej ja czytal, to udaloby Ci sie wyciagnac z tego pisania jakas korzysc dla siebie. Na razie, jak zauwazylam, to tylko niepotrzebnie uzalasz sie nad jej rzekomo zniewolonym mezem i snujesz fantazje o jego nieszczesciu. Najlepiej idz do magla z ta troska.
                            • marek.zak1 Re: możliwości techniczne 23.04.15, 21:30
                              mabelle2000 napisała:

                              Na razie, jak zauwazylam, to tylko niepotrzebnie uzalasz sie nad jej rzekomo zniewolonym mezem i snujesz fantazje o jego nieszczesciu. Najlepiej idz do magla z ta troska.

                              O nieszczęściu nie pisalem, tylko o tym, że jest pod dużą presją. Nie znam człowieka, nie wiem, czy jest zniewolony i się nad nim nie użalam. Jego los jest mi obojetny.
      • marek.zak1 Re: możliwości techniczne 23.04.15, 11:12
        kallinge napisała:

        > Hmm, a może ja się niepotrzebnie pałuję, może faceci od 35/40 w górę po prostu tak mają, że słaba erekcja, seks tylko rano, bo wieczorem i miecz jakby skurczony.

        Mam dużo wiecej, a tego nie obserwuję. Z tym, ze od zawsze uprawiałem sporty a waga jak w dniu ślubu (37 lat temu).
        Wskazówka pierwsza prosto ze Szwajcarii, a Szwajcarzy sa jedynym szczupłym narodem w Europie, - zanim zacznie ise posiłek, trzeba zacząć od świeżych warzyw czyli sałatek. Jak się je skonsumuje to I mniej miejsca w zoładku.
        Wskazówka numer dwa to ruch w każdej postaci o każdej porze. Na wiosne wycieczki rowerowe, basen itp, spacer z psem lub bez. Organizm sie buntuje I broni wiec trzeba go oszukiwać.
        Spacery z ekspanderami (chesting - guming wg Kitty) - niekłopotliwe I rozwija tors.
        I każdego dnia cos dla ciała.
        • kallinge Re: możliwości techniczne 23.04.15, 11:22
          Dzięki Marek.Zak. To konkretne wskazówki. Może rozwiązanie jest prostsze, niż mi się wydaje:)
    • kallinge Re: po latach.... 23.04.15, 23:33
      <<A potrafisz pomysleć o swym wieloletnim partnerze ze współczuciem? Oboje macie za uszami, zakładam,że sobie wybaczyliście, żeby coś zacząć od nowa, warto byłoby zmienić nastawienie.>>

      Pewnie! W myśleniu to ja jestem dobra :-) Gorzej z działaniem, dlatego tu przesiaduję i drążę://
      <<Mysle, ze Twoj maz padl troche ofiara stereotypu, ze jakosc waszego seksu w calosci zalezy od niego- musi byc sprawna maszynka, bo bez tego bedziesz niezadowolona. To mialam na mysli piszac o presji. Zreszta Ty sama to potwierdzasz- on ze swoja marna erekcja jest kiepski w Twoich oczach, to widac, slychac i czuc.>>

      Kompletnie się nie zgadzam. Nie jest możliwe, aby moje zachowanie sugerowało, że jakość naszego seksu w całości zależy od niego. Tym bardziej, że ja dotąd uważałam się za dość zadowoloną – tak nawet w pierwszym poście z rozpędu napisałam. Przez ciąże/karmienie/itp. trochę się pożegnałam/pożegnaliśmy z tematem „fajny seks”, myślałam, że tak po prostu bywa (i pewnie bywa), a potem jak już myślałam, że będzie znowu fajnie (bo nadal uważałam się za zadowoloną) to on kogoś bzyknął, co mnie obrzydziło na długo długo długo. A potem sama poznałam kogoś i zobaczyłam, że może być o niebo lepiej. Gdybym kogoś nie poznała, to pewnie jeszcze długo myślałabym, że to norma – słaba erekcja, dużo gadania, mały penis, mało akcji, puszenie się, konieczne gadżety, itd., no i ja mam swoje wady. Nie może być seksu tak po prostu „kochanie weź mnie” – no nie weźmie.
      Celowo piszę w moich postach o technice, a nie o emocjach. Myślicie, że nie doceniam bycia z facetem z kobiecym pierwiastkiem? Błąd. Myślicie, że łatwo jest mi nadal kochać Pana Pobocznego, nie widywać go już i odbudowywać związek, który od dawna jest słaby? Błąd.

      Jestem wymagająca tak w ogóle, w seksie - nie (wiem to np. stąd, że wiem, co ślubny robił z innymi kobietami – niestety!! to wiem). Naprawdę do niedawna brałam za dobrą monetę wyjaśnienia, że każdy facet nabiera brzucha, kredyty przytłaczają, testosteron spada. Wszystko jest prawdą. Ale nie do końca. Właściwie czuję się oszukana!
      Dlatego w moich postach zastanawiam się czy jak już tak wejdziemy na ścieżkę naprawy – to czy na końcu nie czeka mnie fantastyczne przytulanko z erekcją orgazmiczną, jak się uda raz na trzy razy. To ja dziękuję. Przyjaciela już mam.
      Zauważcie, że nasze pożycie mnie dobija nie dlatego, że teraz się kłócimy, jestem emocjonalnie niedostępna, on mnie olewa, itd., ale dlatego, że odkryłam, że __zawsze było _słabe___ Tak jakbym miała platynę zamiast obiecanego diamentu. Żeby było jasne, on też nie jest zadowolony.
      A że presja i oczekiwania? Oczekuję, żeby facet przy mnie bąków nie puszczał, nie jadł cebuli jak jabłka i nie mył się sporadycznie (autentyczny przykład). Mam także inne oczekiwania. Tak samo facet wobec mnie.
      To ja poproszę o konkrety – jeśli erekcja słaba, to co? (oprócz sportu i diety, odhaczone)
      • mabelle2000 Re: po latach.... 24.04.15, 07:57
        kallinge napisała:

        > Kompletnie się nie zgadzam. Nie jest możliwe, aby moje zachowanie sugerowało, ż
        > e jakość naszego seksu w całości zależy od niego.

        A To nie Ty napisalas czasem, ze jest kiepsko, bo mu nie staje ? Rozumiem, ze z Twojej strony jest wszystko ok, wiec kto jest winien ? Niech zgadne- jego opadajacy kutas ? Gdyby stal jak nalezy, to seks bylby udany. Ja tego nie oceniam, zeby bylo jasne, to jednak wynika z Twoich postow.

        > Jestem wymagająca tak w ogóle, w seksie - nie

        Postaram sie Ci uwierzyc.

        > (wiem to np. stąd, że wiem, co śl
        > ubny robił z innymi kobietami – niestety!! to wiem).

        No co Ty i bez tej erekcji tyyyle robil z tymi kobietami ? ;-)
      • kutuzow Adwokat diabła 24.04.15, 09:04
        Pobawię się trochę w adwokata diabła.

        kallinge napisała:
        > ... on kogoś bzyknął, co mnie obrzydziło na długo długo długo.

        vs
        ja kogoś bzyknęłam, ale na niego mój romans powinien działać wręcz mobilizująco.

        > Przez ciąże/karmienie/itp. trochę się pożegnałam/pożegnaliśmy z tematem
        > „fajny seks”, myślałam, że tak po prostu bywa (i pewnie bywa),

        Może to jego bzyknięcie kogoś było dokładnie taką samą reakcją na ten związkowy marazm jak Twój seks na boku?

        > Myślicie, że łatwo jest m
        > i nadal kochać Pana Pobocznego, nie widywać go już i odbudowywać związek, który
        > od dawna jest słaby?

        Znacznie lepiej myśleć o sobie że się walnęło męża w poroże, bo słaby zapuszczony itp. Wtedy rozgrzeszasz siebie i przenosisz całą winę na niego. Ty możesz cierpieć teraz niemalże jak Matka Teresa - kochasz innego, ale z godnością znosisz ciężki swój los u boku męża (w tym miejscu piszący otarł łze).

        Wcześniej gdy jak pisałaś:
        "Przez ciąże/karmienie/itp. trochę się pożegnałam/pożegnaliśmy z tematem
        > „fajny seks”,
        , to pewnie nie pomyślałaś że mąż mógł mieć podobne odczucia co do Ciebie i stąd to bzyknięcie na boku. Może jemu przeszkadza co innego w Tobie. Ty widzisz jego słabą technikę i małego penisa, może on w Tobie widzi coś innego co go zniechęca, na tyle że nie ma ochoty na ten seks -woli sobie sam zrobić dobrze ręką. Dopiero gdy już bardzo jest przypilony przez naturę to wtedy niejako wbrew temu z kim się kocha ma erekcję (lecz szybko kończy).

        > Nie może być seksu tak po prostu „kochanie weź mnie
        > 221; – no nie weźmie.

        Czy to działa w dwie strony? Czy wcześniej Ty byłaś na każde jego żądanie? Czy może było tak że te ciąże, dzieci itp, powodowały że on miał byc wyrozumiały, a teraz nagle powinien znów zrozumieć, że TY masz ochotę częściej i on powinien się dostosować.

        Żebyś zrozumiała -nie twierdze, że Twój mąż to anioł. Nie oceniam gdzie leży wina w Waszym związku itp. Chciałem Ci tylko zwrócić uwagę, na to jak łatwo wybielamy sami siebie w swych głowach i jak szybko dostrzegamy źdźbło w oku innych.

        Co byś zrobiła gdyby np. okazało się że mąż czuje/domyśla się że masz kogoś na boku i jego obecny stan jest odpowiednikiem Twego obrzydzenia: "on kogoś bzyknął, co mnie obrzydziło na długo długo długo". Jak byś sobie z tym poradziła? Czy jesteś w stanie dać mu prawo do takiego samego obrzydzenia seksu z Tobą na długo długo długo?

        > Celowo piszę w moich postach o technice, a nie o emocjach.
        Myślę że to emocje są kluczem do tej sprawy. Gdy było dobrze z małżonkiem (na początku związku) to nie przeszkadzała Ci jego technika, wymiar penisa itp. Nawet dzieci sobie zmajstrowaliście jako szczęśliwa rodzinka. Uczucie przeszło na innego i teraz on jest ten "och i ach".
        Stary mężulo jest w pozycji starej żony której mąż właśnie odkrył inny młodszy model na boku. Żeby się rozpękła, to nie pobije tej nowej w kwestii podniety-bo tamta wygrywa choćby z samego faktu że jest nowa. Sabat już tu o tym fajnie pisał że to samo/identyczne zachowanie którym będziesz zachwycona u kochanka, może Cię irytować u męża (np. traktowanie ludzi z góry -odbierane jako pewność siebie u kochanka i jako obcesowość u męża).
        • marek.zak1 Re: Adwokat diabła 24.04.15, 09:29
          kutuzow napisał:


          > Znacznie lepiej myśleć o sobie że się walnęło męża w poroże, bo słaby zapuszczo
          > ny itp. Wtedy rozgrzeszasz siebie i przenosisz całą winę na niego. >

          > Czy to działa w dwie strony? Czy wcześniej Ty byłaś na każde jego żądanie? Czy może było tak że te ciąże, dzieci itp, powodowały że on miał byc wyrozumiały, a teraz nagle powinien znów zrozumieć, że TY masz ochotę częściej i on powinien się dostosować.
          >
          > Żebyś zrozumiała -nie twierdze, że Twój mąż to anioł. Nie oceniam gdzie leży wina w Waszym związku itp. Chciałem Ci tylko zwrócić uwagę, na to jak łatwo wybielamy sami siebie w swych głowach i jak szybko dostrzegamy źdźbło w oku innych.
          --------------------------------------------------------------------------------------------------------------

          Kutuzow, oczywiście jest tak, jaknapisaleś, ale , ale, facet do cholery nie powinien sie spaść, bo cos takiego go w oczach wiekszośći kobiet DYSKWALIFIKUJE.
          • potwor_z_piccadilly Re: Adwokat diabła 24.04.15, 11:58
            marek.zak1 napisał:

            > kutuzow napisał:
            > > Znacznie lepiej myśleć o sobie że się walnęło męża w poroże, bo słaby zap
            > uszczo
            > > ny itp. Wtedy rozgrzeszasz siebie i przenosisz całą winę na niego. >

            Ale chłopie, ona tylko źle znosi jego awersję względem jej ciała, a walnęła go skutkiem tej awersji i jeszcze z przyczyny tej samej, dla której on puścił się z inną. Czyli z przyczyny faktu, że istotami poligamicznymi jesteśmy i nas nosi.

            > Czy wcześniej Ty byłaś na każde jego żądanie
            > ? Czy może było tak że te ciąże, dzieci itp, powodowały że on miał byc wyrozumi
            > ały, a teraz nagle powinien znów zrozumieć, że TY masz ochotę częściej i on po
            > winien się dostosować.

            Tak, powinien być wyrozumiały i powinien wiele rozumieć, bo tak jemu i jej się opłaca.
            W analogicznych życiowych sytuacjach facet ma trzy wyjścia:
            1 - Dać sobie i jej spokój i się rozstać - poboli, poboli i przestanie, ale zawsze to jest przegraniem sprawy.
            2 - Popaść w desperację, jojczyć, narzekać, na jej ciało się znieczulać, zapuścić się, skutkiem czego unieszczęśliwiać siebie i ją?
            To katastrofa i tym samym cierpienie obojga, bo on niby mocny, odgrywający się, staje się w rzeczywistości ochłapem mężczyzny, a ona rozdarta, zdezorientowana, bez możliwości cofnięcia czasu, pod wycieraczkę skłonna jest się wtrynić z żalu, wkurwu i urażonej dumy z powodu jego awersji do jej ciała.

            > > Żebyś zrozumiała -nie twierdze, że Twój mąż to anioł. Nie oceniam gdzie l
            > eży wina w Waszym związku itp.

            3 - Żeby zrozumiał, że winy nie ma w ogóle. Nie istnieje. Że istnieje tylko życie i że to już od pierwszego klapsa w dupę w/g religii u nas "urzędowej" już obciążone jest grzechem pierworodnym i, że całe nasze dalsze życie, to też grzeszenie.
            Dlatego po trzecie - gdy jemu zależy na związku (a pewnie zależy), powinien uruchomić mózg by kalkulować, co nie mu, a im się opłaca:
            a - Rozstać się, nie,
            b - Lamenty wznosić, to degrengolada jego męskości, a jej łzy i powolne oddalanie się od niego aż do uczucia znienawidzenia i odrazy.
            c - Wyłączyć w mózgu wszystkie traumy, odciąć się od nich i powiedzieć sobie: Ja pierdole, ona to niezła laska. Ciałko, zapach smak i jeszcze zupki mi gotuje. A i nic się u niej nie wymydliło, jak smakowita była, tak nadal jest smakowita, a i mało tego. Ja przeżyłem swoje, ona przeżyła swoje, to furtka na ostrzejsze bara bara stanęła otworem. A jak tak, to tylko w dupę się kopnąć i od zakrystii na nią ruszyć i dopaść.
            Ja bym ruszył, bo mi by się to opłacało, bo nie lubię w umartwianiu się żyć. A już na pewno, to nie lubię istocie z którą na dobre i złe się związałem, życia rujnować.
            No i kijem Wisły zawracać nie mam zamiaru.

            > Chciałem Ci tylko zwrócić uwagę, na to jak łatwo
            > wybielamy sami siebie w swych głowach i jak szybko dostrzegamy źdźbło w oku in
            > nych.

            Źdźbłem w oku powinien się zająć okulista.
            Sami tam nie grzebmy, bo oślepniemy.

            > Kutuzow, oczywiście jest tak, jaknapisaleś, ale , ale, facet do cholery nie pow
            > inien sie spaść, bo cos takiego go w oczach wiekszośći kobiet DYSKWALIFIKUJE.

            Nie do końca tak jest jak kolega Kutuzow napisał.
            Filozofii, zranionych ambicji za dużo, a zdrowego rozsądku za mało.
            No, możliwe, że Kutuzow przyjął, że tamten lubi się umartwiać. Aaa, jak tak, to rzeczywiście, niech się umartwia. Tylko po jaką cholerę w te swoje umartwienia innych włącza. Nie lepiej to do Karmelitów bosych wstąpić? Albo innych Kapucynów?
            Co do spasienia się, czyli: "zrobię mamie na złość i sobie uszy odmrożę", to absolutna racja.
            No i ta laska w pozycji wpół do szóstej, RANY BOSKIE. Młody chłop.
            Może Ty koleżanko Kallinge daj mu te nasze produkcje do poczytania?
            Może coś trafi, kalkulować zacznie.
            Może zdziwiona usłyszysz z jego ust, w sobotę jedziemy do ładnego miejsca. Tam w hotelu pół dnia będziemy rżnąć się z wariacjami.
            Czego Ci życzę.

            • kutuzow Re: Adwokat diabła 24.04.15, 12:16
              potwor_z_piccadilly napisał:
              > Ale chłopie, ona tylko źle znosi jego awersję względem jej ciała, a walnęła go
              > skutkiem tej awersji i jeszcze z przyczyny tej samej, dla której on puścił się
              > z inną. Czyli z przyczyny faktu, że istotami poligamicznymi jesteśmy i nas nosi

              No dobrze, tylko skoro podchodzimy do tego tak samo, to skoro ona mogła mieć długo focha po bzyknięciu laski na boku, to i jemu powinna dać prawo na tego focha, gdy ona go wali na boku. Czyż nie? Bo teraz to trochę Kalim jedzie. Mąż mnie zdradzić, źle. Ja męża zdradzić, dobrze.

              > Tak, powinien być wyrozumiały i powinien wiele rozumieć, bo tak jemu i jej się
              > opłaca.

              Znów, do symetrii wrócę. Skoro on ma być wyrozumiały, to czy taką samą wyrozumiałość zaproponujesz autorce? Na zasadzie. Słuchaj, wcześniej Twój mąż znosił dzielnie Twoj brak ochoty (bo ciąża, bo dzieci), to teraz Ty powinnaś znosić dzielnie jego brak ochoty i nie mieć focha że nie stoi mu na każde zawołanie (tak jak wcześniej sama nie byłaś wilgotna na każde jego zawołanie)?
              Mi tam rybka jaką przyjmiemy postawę, uważam jedynie że ona powinna być identyczna dla obu stron. Jak foch po zdradzie, to mają prawo obie strony. Jak ma być seks na zawołanie, to ma to obowiązywać obie strony (a nie jedną) itp. Bo tak to jest trochę kulawy układ. Ma być na zawołanie, ale tylko wtedy gdy ja chce. Ja zaś mogę odmawiać bo ja mam prawo (stoje ponad zasadami).

              > c - Wyłączyć w mózgu wszystkie traumy, odciąć się od nich i powiedzieć sobie: J
              > a pierdole, ona to niezła laska.

              > Nie do końca tak jest jak kolega Kutuzow napisał.
              > Filozofii, zranionych ambicji za dużo, a zdrowego rozsądku za mało.

              Pamietasz, że "attraction is not a choice"?
              To tak nie działa. W wątku obok Glam ma odpowiednika Bransona i mimo starań nie jest w stanie przekonać się racjonalnie do niego. Ktoś nas albo kręci, albo nie kręci. Nasiadówkami i myślówą tego nie zmienisz.

              > Może Ty koleżanko Kallinge daj mu te nasze produkcje do poczytania?
              > Może coś trafi, kalkulować zacznie.
              > Może zdziwiona usłyszysz z jego ust, w sobotę jedziemy do ładnego miejsca.

              Ja tam myślę że oni OBOJE są ze sobą trochę z rozpędu. Na zasadzie, bo wspólny dom, bo dzieci, bo szkoda teraz sobie życie przemeblowywać itp. Żadne z nich tak na prawdę nie jest zafascynowane tym drugim. Pewnie gdyby mieli po te naście lat mniej to już dawno by szukali kogoś nowego na stałe. Teraz zaś oboje są trochę taką nagroda pocieszenia. Nic dziwnego że się na wzajem nie kręcą i chyba nawet nie chce im się starać (na pewno jemu).
              • marek.zak1 Re: Adwokat diabła 24.04.15, 12:22
                kutuzow napisał:

                > Ja tam myślę że oni OBOJE są ze sobą trochę z rozpędu. Na zasadzie, bo wspólny dom, bo dzieci, bo szkoda teraz sobie życie przemeblowywać itp. Żadne z nich tak na prawdę nie jest zafascynowane tym drugim. Pewnie gdyby mieli po te naście lat mniej to już dawno by szukali kogoś nowego na stałe. Teraz zaś oboje są trochę taką nagroda pocieszenia. Nic dziwnego że się na wzajem nie kręcą i chyba nawet nie chce im się starać (na pewno jemu).

                Dobre podsumowanie a ,,nagroda pocieszenia" to bardzo trafne powiedzenie.
                • urszula.slo Re: Adwokat diabła 24.04.15, 13:26
                  Dlaczego w każdym wątku pojawiają się "P/potworne" definicje człowieka jako poligamisty? Przecież to totalna bzdura. Człowiek jest istotą wolną, to jego jedyne określenie. Owszem, nie może zrobić z siebie ośmiornicy, ale zawsze może - w nieskończoność wręcz - doskonalić się psychologicznie-duchowo, i zrobić z siebie istotę monogamicznie zadowoloną, spełnioną, kochającą i kochaną. Tylko trzeba pamiętać, że nic nie jest dane, lecz tylko zadane. Trzeba sobie na to zapracować.
                  To, że człowiek ucieka ze związku k "panom/paniom Pobocznym", to też efekt jego wolności, ściślej, jej nadużycie. Bo ma za słabą wolę, nie ćwiczył jej, jest tchórzem, no i ucieka, nieczego tym nie rozwiązując na dłuższą metę. Skok w bok to nie potwierdzenie poligamiczności człowieka, lecz jego nieradzenia z sytuacją lub po prostu głupoty.

                  Czy da się naprawić ten konkretny związek? Nie wiem. Chyba tak, ale oboje musicie być "za". Na pierwszy rzut oka macie przerąbane, za dużo błędów popełniliście, podwójna zdrada, złość i sympatię na boku. No i jak ktoś wyżej powiedział - za mało rozsądku. Pamiętaj: Pan Poboczny także pobąkuje, także jada cebulę, czosnek i jeszcze coś innego, tyle że ty z nim nie mieszkasz na co dzień, nie dzielisz łóżka, toalety, pralki, kredytu. Gdybyś się z nim związała, z czasem także pojawiłyby się problemy, "bytowość" nudzi i zabija romantykę. Ale życie to nie romantyka, życie to o wiele więcej.

                  Może zacznij od siebie: nie dumaj o tym, że mąż taki a taki (z brzuchem, pobąkujący itd.), lecz że ty też masz niezły zamęt w głowie ... Chcesz naprawiać związek z człowiekiem, którego zdradziłaś. Masz jakieś wyrzuty sumienia z tego powodu? Czy może sądzisz, że miałaś,hm, "prawo"? Czy w ogóle nic nie czujesz z tego powodu? Jak się odnosisz do siebie zdradzającej? Łatwo ci z tym żyć? Nie myśl o tym, że on cię zdradził - to jego problem, z którym będzie musiał się uporać. A ty masz swój problem, który wcale nie jest mały. Czy poczułaś już własną słabość - charakteru, woli, decyzji? jeżeli tak, to czy pogodziłaś się z tym? I czy zdajesz sobie sprawę z tego, że twój mąż jest taki sam? Słaby wolą, charakterem, decyzjami? Ale mimo tega coś razem zbudowaliście - coś, co teraz psujecie/burzycie .... A może nie trzeba burzyć? Może lepiej naprawIś i potem nawet coś dobudować?
                  Dużo jest pytań i problemów - męża brzuch i apetyt na cebulę to truskawka na tarcie, jeżeli ktoś nie lubi lub ma nawet alergię, to lepiej ją wyrzucić. Ale trzeba najpierw upiec tartę, którą oboje lubicie.
                  • zawle Re: Adwokat diabła 24.04.15, 13:31
                    urszula.slo napisała: Masz jakieś wyrzuty sumienia z tego powo
                    > du? Czy może sądzisz, że miałaś,hm, "prawo"? Czy w ogóle nic nie czujesz z tego
                    > powodu? Jak się odnosisz do siebie zdradzającej? Łatwo ci z tym żyć? Nie myśl
                    > o tym, że on cię zdradził - to jego problem, z którym będzie musiał się uporać.
                    > A ty masz swój problem, który wcale nie jest mały. Czy poczułaś już własną sła
                    > bość - charakteru, woli, decyzji? jeżeli tak, to czy pogodziłaś się z tym? I cz
                    > y zdajesz sobie sprawę z tego, że twój mąż jest taki sam? Słaby wolą, charakter
                    > em, decyzjami? Ale mimo tega coś razem zbudowaliście - coś, co teraz psujecie/b
                    > urzycie .... A może nie trzeba burzyć? Może lepiej naprawIś i potem nawet coś d
                    > obudować?

                    Zajebisty Quiz. A mogłabyś z tego zrobić drzewko? To by trochę aktywizowało;)
                  • hello-kitty2 Re: Adwokat diabła 24.04.15, 15:49
                    Posmialam sie z pobakujacego meza z apetytem na cebule ;) Jak zejdzie z cebuli to i baki sie zreduja. Ta cebula pewnie winowajca. Swoja droga skoro lubi cebule jak jablka to od czego ten brzuch? ;)
              • potwor_z_piccadilly Re: Adwokat diabła 24.04.15, 13:09
                kutuzow napisał:

                > No dobrze, tylko skoro podchodzimy do tego tak samo, to skoro ona mogła mieć dł
                > ugo focha po bzyknięciu laski na boku, to i jemu powinna dać prawo na tego foch
                > a,

                Babskie fochy to nasza codzienność. Wpisane są one w naturę kobiet, bo to ich broń dzięki której osiągają dla siebie korzyści.
                A my?
                My mamy je tylko przyjmować ze stoickim spokojem, robić swoje i nadal je bzykać.
                Kontry foch za foch, to katastrofa dla związku.

                gdy ona go wali na boku. Czyż nie? Bo teraz to trochę Kalim jedzie. Mąż mnie
                > zdradzić, źle. Ja męża zdradzić, dobrze.

                Tego "dobrze" nie wyczytałem.
                A jeśli nawet, to co proponujesz?
                Wojenkę, czy grubą kreskę?
                Trzeciej opcji nie ma bo czasu nikt nie cofnie.
                Jeśli wybierzesz grubą kreskę, to rozważania typu, Kali to, Kali tamto, są bezsensowne, a wręcz szkodliwe, bo rany rozgrzebują, a jeśli to nie są rany, to zeschnięte gówno naruszają.

                > Znów, do symetrii wrócę. Skoro on ma być wyrozumiały, to czy taką samą wyrozumi
                > ałość zaproponujesz autorce?

                Cały czas tkwisz w sporze typu strzyżone, golone.
                Co Cię obchodzi ona. Ona cipkę ma gotową. To jemu zwisa i jeśli mu zależy na związku z nią, to on powinien ten problem rozwiązać. Gdy on problem ten rozwiąże. Utwierdzi ją w swoich uczuciach i odczuciach. Udowodni jej, że pragnie jej ciała i że możliwości ma, a ona nadal fochy mieć będzie, to furtkę na przywalenie jej, ja mu daję otwartą.

                > Pamietasz, że "attraction is not a choice"?

                Nie.

                > To tak nie działa. W wątku obok Glam ma odpowiednika Bransona i mimo starań nie
                > jest w stanie przekonać się racjonalnie do niego. Ktoś nas albo kręci, albo ni
                > e kręci.

                W tamtym przypadku, facet nie dość, że manewry zaczął od strony dupy Maryny, to na dodatek skomleniem swoim przegiął, czym kobitę zniesmaczył.
                Tu jest troszkę inaczej.
                Tu facet jeszcze ma szanse udowodnić, że nie palcem był robiony.

                > Ja tam myślę że oni OBOJE są ze sobą trochę z rozpędu. Na zasadzie, bo wspólny
                > dom, bo dzieci, bo szkoda teraz sobie życie przemeblowywać itp.

                Możliwe.
                Ale czy mają inne wyjście?
                Jeśli nie mają, jeśli tak im się ułożyło, to chyba lepiej dla nich będzie budować ten związek, niż go rozpierdzielać. Czy tak?
                Jego relacji nie znamy, ale ja ich nie chcę znać. Mnie wystarczy opis jego zapuszczenia się i brak woli walki.
                Rozumiem, że facet ma traumy. Ale nie rozumiem braku woli do zwalczania tych traum. Bo co? Bo ona w bok skoczyła, zołzą jest? Zołzę też można w tyłek zapakować.
                To nie są wytłumaczenia.
                Albo nastawiam się na walkę o związek, albo mówię do widzenia.

                • hello-kitty2 Re: Adwokat diabła 24.04.15, 13:22
                  potwor_z_piccadilly napisał:

                  > Bo co? Bo ona w bok skoczyła, zołzą jest? Zołzę też można w tyłek zapakować.

                  Nie bardzo jest czym ;-)
                  • mabelle2000 Re: Adwokat diabła 24.04.15, 13:37
                    hello-kitty2 napisała:

                    > potwor_z_piccadilly napisał:
                    >
                    > > Bo co? Bo ona w bok skoczyła, zołzą jest? Zołzę też można w tyłek zapakow
                    > ać.
                    >
                    > Nie bardzo jest czym ;-)

                    A w czym problem ? Puscic jej pornola z wielkim kutasem w roli glownej (napisala, ze lubi patrzec), a jak sie wkreci, to zapakowac strap-onem. Geje nie maja waginy, lesbijki nie maja fiuta, a jakos nie miaucza, ze seks u nich kiepski ;-)))
                • kutuzow Re: Adwokat diabła 24.04.15, 13:58
                  potwor_z_piccadilly napisał:
                  > Babskie fochy to nasza codzienność. Wpisane są one w naturę kobiet, bo to ich b
                  > roń dzięki której osiągają dla siebie korzyści.

                  Widzisz, kwestia jak sobie z tymi fochami radzić. Można się przejmować, a można traktować jak szantaż emocjonalny i olewać (z terrorystami -także tymi emocjonalnymi się nie negocjuje).
                  Ja np. nie mogę napisać że moją codziennością są babskie fochy.

                  > Tego "dobrze" nie wyczytałem.
                  Autorka nie stosuje analogicznej postawy, gdy on ją zdradził to dłuugo była oziębła. Gdy ona zdradza, to mąż ma być na zawołanie.

                  > Trzeciej opcji nie ma bo czasu nikt nie cofnie.
                  Jest - otwarcie związku. Skoro są ze sobą tylko ze względu na wygodę (bo dzieci, bo wspólny dom), a oboje Cięgnie to co na boku, to czemu by nie pozwolić sobie na wzajem na przygody??

                  > Co Cię obchodzi ona. Ona cipkę ma gotową. To jemu zwisa i jeśli mu zależy na zw
                  > iązku z nią, to on powinien ten problem rozwiązać.

                  Teraz tak. Wcześniej (kilka lat temu) zaś mogło być na odwrót -on mógł mieć sterczącego, a ona nie miec nastroju (bo ciąża, dzieci) itp.

                  > > Pamietasz, że "attraction is not a choice"?
                  >
                  > Nie.

                  To powinieneś. Bo racjonalnym rozumowaniem, to jeszcze nikt się nie podniecił. Co najwyżej można się do czegoś zmusić.

                  > Albo nastawiam się na walkę o związek, albo mówię do widzenia.
                  Widzisz są jeszcze dwa inne wyjścia które pomijasz:
                  3-cie: otwieramy zwiazek i to czego nam brakuje realizujemy z innymi (coś co teraz robią tylko że jawnie bez pretensji i fochów).
                  4-te: godzimy się z szarością i bzykamy się raz na jakiś czas (dla higieny psychicznej). Na co dzień zaś nie krecimy się na tyle żeby mieć normalne życie erotyczne.

                  Pkt 4-ty jest podobny trochę do sytuacji którą tu przez lata opisywał Sabat.
                  Jak widać można nic nie zmieniać przez lata i też da się żyć we dwoje.
                  • potwor_z_piccadilly Re: Adwokat diabła 24.04.15, 14:33
                    kutuzow napisał:

                    > Ja np. nie mogę napisać że moją codziennością są babskie fochy.

                    A w niedzielę i święta?
                    Poważnie.
                    Nie wierzę, że nie doświadczasz kobiecych fochów.

                    > Autorka nie stosuje analogicznej postawy, gdy on ją zdradził to dłuugo była ozi
                    > ębła. Gdy ona zdradza, to mąż ma być na zawołanie.

                    Proponujesz odwet?
                    W takim razie, po jaką cholerę oni ze sobą są.

                    > otwarcie związku. Skoro są ze sobą tylko ze względu na wygodę (bo dzieci
                    > , bo wspólny dom), a oboje Cięgnie to co na boku, to czemu by nie pozwolić sobi
                    > e na wzajem na przygody??

                    Można.
                    Jeśli do tego dorośli?
                    Szczególnie on. Po pierwsze, w otwartym układzie musi się liczyć z całkowitym szlabanem na jej oko. Po drugie, to pod pachami myc się już będzie tylko przed wyjściem na bara bara.

                    > Teraz tak. Wcześniej (kilka lat temu) zaś mogło być na odwrót -on mógł mieć ste
                    > rczącego, a ona nie miec nastroju (bo ciąża, dzieci) itp.

                    Czy powinno obchodzić ich to co kiedyś mogło być, a dziś już jest po zawodach?
                    Ja tamto radzę im wykreślić.
                    Niech zajmą się dzisiejszymi realiami.

                    > racjonalnym rozumowaniem, to jeszcze nikt się nie podniecił.

                    A racjonalny facet ma jakieś szanse?

                    > Widzisz są jeszcze dwa inne wyjścia które pomijasz:
                    > 3-cie: otwieramy zwiazek i to czego nam brakuje realizujemy z innymi (coś co t
                    > eraz robią tylko że jawnie

                    On?
                    Nie ma mowy.
                    Te które on by chciał kupić, nie sprzedadzą mu się, a tych, które chętne by były, on nie kupi.
                    Znasz środowisko?

                    > 4-te: godzimy się z szarością i bzykamy się raz na jakiś czas (dla higieny psy
                    > chicznej). Na co dzień zaś nie krecimy się na tyle żeby mieć normalne życie ero
                    > tyczne.

                    Możliwe.
                    Do emerytury się pomęczą, a po, realia, ich zapatrywania na życie się zmienią i pod rączkę, zbożnie, do kościółka zaczną chodzić.
                    • kutuzow Re: Adwokat diabła 24.04.15, 15:07
                      potwor_z_piccadilly napisał:
                      > Nie wierzę, że nie doświadczasz kobiecych fochów.

                      Wiesz, po pewnym czasie gdy partner nie zważa/dostrzega fochów, to przestają one mieć sens.
                      Fochów nie toleruje, za to bardzo chętnie rozmawiam o ew problemie (jeśli np. uraziłem, źle się zachowałem), to staram się zrozumieć co się stało i przeprosić i wyjaśnić że nie takie były moje intencje żeby zranić.

                      > Proponujesz odwet?
                      > W takim razie, po jaką cholerę oni ze sobą są.

                      Nie odwet -raczej zrozumienie że OBOJE moga odczuwać dokładnie to samo. Może jej przeszkadza jego mały i obwisły penis, a może jemu jej piersi po ciązy czy cipka mniej ciasna po porodzie (kto wie).
                      Co do tego po jaką cholerę ze sobą są -to pisałem moje zdanie. Wg mnie nie za bardzo mają pomysł co zmienić w miare bezboleśnie (wiesz rozwód, dzieci, dwa domy, spadek poziomu materialnego, te sprawy).

                      > A racjonalny facet ma jakieś szanse?

                      Spróbuj racjonalnie wmówić sobie że np. podnieca Cię bardzo p. Niezgoda (partnerka Kamela).
                      bi.gazeta.pl/im/ee/8e/bd/z12422894Q,Katarzyna-Niezgoda-jest-kobieta-niezalezna-i-towarzyska-.jpg
                      Kobieta towarzyska, do niedawna prezes banku (nie wiem jak teraz po aferze), pewnie super inteligentna. Rewelacyjna partia (tak racjonalnie patrząc), gdyby nie te nadmiarowe kilogramy.

                      > Te które on by chciał kupić, nie sprzedadzą mu się, a tych, które chętne by był
                      > y, on nie kupi.
                      > Znasz środowisko?

                      Wiesz co -już nie takie dziwy wydziałem. Znam gościa który ma większy obwód brzucha niż wzrost i znalazł sobie kochankę. Wszyscy (łącznie z żoną) byli w głębokim szoku.

                      > Do emerytury się pomęczą, a po, realia, ich zapatrywania na życie się zmienią i
                      > pod rączkę, zbożnie, do kościółka zaczną chodzić.

                      Ja raczej obstawiam że autorce się to znudzi. Jak ta która ma większe szanse na jakiś nowy związek, pewnie pierwsza powie pass -gdy już frustracja weźmie górę nad rozsądkiem.
                      • potwor_z_piccadilly Re: Adwokat diabła 24.04.15, 17:40
                        kutuzow napisał:

                        > Wiesz, po pewnym czasie gdy partner nie zważa/dostrzega fochów, to przestają on
                        > e mieć sens.
                        > Fochów nie toleruje, za to bardzo chętnie rozmawiam o ew problemie (jeśli np. u
                        > raziłem, źle się zachowałem), to staram się zrozumieć co się stało i przeprosić
                        > i wyjaśnić że nie takie były moje intencje żeby zranić.

                        To podobnie jest u mnie. Są fochy ale w kategorii soft. Uwaga, reakcja i po fochach.

                        > Nie odwet -raczej zrozumienie że OBOJE moga odczuwać dokładnie to samo. Może je
                        > j przeszkadza jego mały i obwisły penis, a może jemu jej piersi po ciązy czy ci
                        > pka mniej ciasna po porodzie (kto wie).

                        Mogą oboje i to uważam za męski błąd w postrzeganiu ciała kobiety i tym samym, za źródło konfliktów.
                        Jej po porodzie opadły cycki i cipka stała się luźniejsza, a jemu w konsekwencji (dajmy na to) tych zmian fiut opadł.
                        No i co?
                        Czy to on rodził?
                        Tu właśnie podkreślałem rolę mózgu by ten prawidłowo ocenił sytuację. By ten mózg tę kobietę po zmianach widział i traktował jako tę samą kobietę o tym samym stopniu atrakcyjności jak przed zmianami. Nie traktujmy ludzi jak przedmioty, które nie czują.

                        > Co do tego po jaką cholerę ze sobą są -to pisałem moje zdanie. Wg mnie nie za b
                        > ardzo mają pomysł co zmienić w miare bezboleśnie (wiesz rozwód, dzieci, dwa dom
                        > y, spadek poziomu materialnego, te sprawy).

                        Tym bardziej facet, choćby dla własnej higieny psychicznej, powinien zwalczyć w sobie niechęć do kobiety z którą musi żyć.
                        Nie chce zwalczać, w rzeczywistych, lub wyimaginowanych ranach woli się taplać, to czysty sadomasochizm.

                        > Spróbuj racjonalnie wmówić sobie że np. podnieca Cię bardzo p. Niezgoda (partne
                        > rka Kamela).

                        A po co wmawiać sobie?
                        Jest odnotowanych huk przypadków autentycznej miłości.
                        Choćby ten przykład

                        > Kobieta towarzyska, do niedawna prezes banku (nie wiem jak teraz po aferze), pe
                        > wnie super inteligentna. Rewelacyjna partia (tak racjonalnie patrząc), gdyby ni
                        > e te nadmiarowe kilogramy.

                        Pewnie dla niego i dla wielu zakochanych w puszystych nadwaga nie ma znaczenia. Przyjeżdżała (pewnie nadal przyjeżdża, my przestaliśmy jeździć) w pewne znane mi miejsce taka para (małżeństwo). On standard, a ona ponad stówa. No i ona to z zamiłowania ekshibicjonistka, czyli krótko po przyjeździe ciuchy aut. pomyślisz rany julek. A ja Ci powiem, nic z tych rzeczy. Gdybyś z nią zatańczył i z aksamitem jej ciała się zapoznał, to gwarantuję Ci, zdanie zmieniasz.

                        > Wiesz co -już nie takie dziwy wydziałem. Znam gościa który ma większy obwód brz
                        > ucha niż wzrost i znalazł sobie kochankę. Wszyscy (łącznie z żoną) byli w głęb
                        > okim szoku.

                        Twoje propozycje ich otwarcia się, zinterpretowałem jako propozycję otwarcia się zorganizowanego dla dwojga, a nie indywidualnych przygód. Indywidualne bardziej ranią. Tamte, uzgodnione mniej, wcale, albo wręcz są dla ludzi tylko pikantnym uzupełnieniem ich relacji.

                        > Ja raczej obstawiam że autorce się to znudzi. Jak ta która ma większe szanse na
                        > jakiś nowy związek, pewnie pierwsza powie pass -gdy już frustracja weźmie górę
                        > nad rozsądkiem.

                        Kto wie, co sobie wykukają.
                        • potwor_z_piccadilly Re: Adwokat diabła 24.04.15, 17:49
                          potwor_z_piccadilly napisał:

                          > > Spróbuj racjonalnie wmówić sobie że np. podnieca Cię bardzo p. Niezgoda (
                          > partne
                          > > rka Kamela).
                          >
                          > A po co wmawiać sobie?
                          > Jest odnotowanych huk przypadków autentycznej miłości.
                          > Choćby ten przykład www.youtube.com/watch?v=ZtnTaUcMLjA
            • hello-kitty2 Re: Adwokat diabła 24.04.15, 12:59
              potwor_z_piccadilly napisał:

              > 2 - Popaść w desperację, jojczyć, narzekać, na jej ciało się znieczulać, zapuśc
              > ić się, skutkiem czego unieszczęśliwiać siebie i ją?
              > To katastrofa i tym samym cierpienie obojga, bo on niby mocny, odgrywający się,
              > staje się w rzeczywistości ochłapem mężczyzny, a ona rozdarta, zdezorientowana
              > , bez możliwości cofnięcia czasu, pod wycieraczkę skłonna jest się wtrynić z ża
              > lu, wkurwu i urażonej dumy z powodu jego awersji do jej ciała.

              Znowu sie zgubilam ;) Czy cos jest nie tak z jej cialam? On ma awesje?
              • mojemail3 Re: Adwokat diabła 24.04.15, 13:14
                hello-kitty2 napisała:

                > Znowu sie zgubilam ;) Czy cos jest nie tak z jej cialam? On ma awesje?

                Ależ nie Kitty, tu każdy pisze o sobie, Potwór też, a on miał awersję czasową do ciała żony...
                Ja też napisze o o sobie, ale nie teraz bo własnie uprawiam pi........ą biurokrację, a łeb mnnie boli przy tym...że hej:(
                • kutuzow Re: Adwokat diabła 24.04.15, 14:09
                  mojemail3 napisała:
                  > Ależ nie Kitty, tu każdy pisze o sobie,

                  ???
                  Nie odnajduję się w tym co pisałem.

                  Może w skrócie. Mi chodzi o takie realistyczne spojrzenie z boku na problem.
                  Na zasadzie: Ok. jestem nieszczęśliwa, bo mąż mnie nie pociąga, jest zapuszczony i słaby w łóżku.
                  Na dodatek pozwoliłam sobie na skok w bok.
                  Może jednak dokładnie to samo czuł wcześniej mój małżonek, skoro odpuścił sobie, też miał romans itp.

                  Może zamiast szukać winy w drugiej stronie warto pogadać, co dokładnie oboje czujemy. Może się okazać że oboje mają dokładnie te same odczucia. Z tym że to trzeba wtedy umieć wziąć na klatę, na zasadzie "oboje mamy swoje za uszami", a nie "jestem pokrzywdzony/na bo to kiepski mąż/żona był/a".

                  Autorce spodobał się "nowy model" i na stary teraz grymasi. OK, ma prawo. Może być jednak tak, że jej mąż ma identycznie. Spróbował obiadu na mieście -coś nowego/emocjonującego i teraz dla niego też żona jest "starym modelem" dla którego nie chce mu się starać.
                  • mojemail3 Re: Adwokat diabła 24.04.15, 14:39
                    kutuzow napisał:

                    > mojemail3 napisała:
                    > > Ależ nie Kitty, tu każdy pisze o sobie,
                    > ???
                    > Nie odnajduję się w tym co pisałem.


                    Jak to nie? cały czas piszesz, jak strasznie mieć rodzinę, dzieci, kredyt...


                    • kutuzow Re: Adwokat diabła 24.04.15, 14:55
                      mojemail3 napisała:
                      > Jak to nie? cały czas piszesz, jak strasznie mieć rodzinę, dzieci, kredyt...

                      To trochę nie tak.
                      Owszem "strasznie mieć ..." wtedy gdy masz związek który się wali. Wtedy jesteś "uwiązana" -coś jak nasz Sabat.

                      Za to gdy jesteś w szczęśliwym związku to ta sama sytuacja: rodzina, dzieci, kredyt nie jest problem, a wręcz cieszą - tutaj mogę wstawić przykład Marka.

                      Także to nie sama rodzina, czy kredyt jest tutaj istotna, ale to czy związek jest szczęśliwy czy nie.
                      • marek.zak1 Re: Adwokat diabła 24.04.15, 15:01
                        kutuzow napisał:

                        > Owszem "strasznie mieć ..." wtedy gdy masz związek który się wali. Wtedy jesteś
                        > "uwiązana" -coś jak nasz Sabat.
                        >
                        > Za to gdy jesteś w szczęśliwym związku to ta sama sytuacja: rodzina, dzieci, kredyt nie jest problem, a wręcz cieszą - tutaj mogę wstawić przykład Marka.

                        Mnie jest łatwiej, bo nie mam kredytu :).
                        • mojemail3 Re: Adwokat diabła 24.04.15, 15:07
                          marek.zak1 napisał:

                          > > "uwiązana" -coś jak nasz Sabat.

                          > Mnie jest łatwiej, bo nie mam kredytu :)

                          Sabat też nie ma kredytu...
                        • potwor_z_piccadilly Re: Adwokat diabła 24.04.15, 17:57
                          marek.zak1 napisał:

                          > Mnie jest łatwiej, bo nie mam kredytu :).

                          No to ja jestem ze szkoły Marka.
                          Różnica między nami polega tylko na tym, że Marek do majątku doszedł intelektem, swoją aparycją i układnością, a ja musiałem się nazapierdzielać.
                          • marek.zak1 Re: Adwokat diabła 24.04.15, 18:05
                            potwor_z_piccadilly napisał:

                            > No to ja jestem ze szkoły Marka.
                            > Różnica między nami polega tylko na tym, że Marek do majątku doszedł intelektem , swoją aparycją i układnością, a ja musiałem się nazapierdzielać.

                            Z aparycją to pojechałeś. Moja fizjognomia to poniżej stanów średnich podczas długiej suszy. Mojego nosa to wręcz nienawidzę.
                            To ja musiałem zasuwać w paru miejscach naraz, a w razie konieczności i braku towarów, także kradłem wegiel z sąsiedniej szkoły w stanie wojennym. Minus dwadzieścia, zero wegla na skladach a małe dziecko i żona w domu. Nie było lekko.
                            • potwor_z_piccadilly Re: Adwokat diabła 24.04.15, 18:19
                              marek.zak1 napisał:

                              > To ja musiałem zasuwać w paru miejscach naraz, a w razie konieczności i braku t
                              > owarów, także kradłem wegiel z sąsiedniej szkoły w stanie wojennym. Minus dwadz
                              > ieścia, zero wegla na skladach a małe dziecko i żona w domu. Nie było lekko.

                              Kraść nie musiałem, ale jeszcze o 23,30 po robocie herbatkę z żonką na ganku piliśmy, a o 3,00 pobuda, bo z kwiatami trza jechać na zieleniak i często po ciepłych i parnych nocach, zaraz po przyjeździe z zieleniaka następne cięcie, układanie, jazda i zajś handel. Ale było za co, bo nie jedna, a dwie miesięczne pensje lądowały w kieszeni.
                      • mojemail3 Re: Adwokat diabła 24.04.15, 15:06
                        kutuzow napisał:

                        > To trochę nie tak.
                        > Owszem "strasznie mieć ..." wtedy gdy masz związek który się wali. Wtedy jesteś
                        > "uwiązana" -coś jak nasz Sabat.
                        > Za to gdy jesteś w szczęśliwym związku to ta sama sytuacja: rodzina, dzieci, kr
                        > edyt nie jest problem, a wręcz cieszą - tutaj mogę wstawić przykład Marka.

                        Też uważam,że to trochę " nie tak"...
                        Na jednym biegunie " nieszczęśliwy Sabat" na drugim "szczęśliwy Marek"
                        a potencjalnie od życia dostali tak samo dużo, może kwestia tego, co się z tym zrobi...
                        Inna sprawa, ja nie widzę tych dwóch małżeństw na przeciwległych biegunach,historia cały czas się toczy, związek to nie jest rzecz niezmienna, różne koleje losu przechodzi, może być w nim dobrze, potem gorzej, po kryzysie znowu lepiej...
                        Na starej zasadzie ( adekwatnej do tego forum ;-) :
                        " jak się popieprzy to się polepszy i jak się polepszy to się popieprzy"
                        ( czytać w sensie zmiany na lepsze czy gorsze, a nie o pieprzeniu ;-)

                        • kutuzow Re: Adwokat diabła 24.04.15, 15:19
                          mojemail3 napisała:
                          > Na jednym biegunie " nieszczęśliwy Sabat" na drugim "szczęśliwy Marek"

                          To nie tak że oni są na przeciwstawnych biegunach. To raczej przykład na szybko, że gdy związek jest fajny, to te same elementy nie są postrzegane jak przeszkoda, tylko jako coś co jeszcze dodatkowo zbliża. Gdy zaś się wali, to te same elementy ciągną w dół dodatkowo. Przyznasz chyba że inaczej np. rozstaje się para singli w wieku lat 25+, a inaczej małżonkowie w wieku lat 40+ (gdzie i dzieci i wspólny majątek do podziału i wzajemne pretensje o zmarnowane lata życia itp).

                          Co do tego że raz na wozie raz pod wozem, to zgodzę się ale z zastrzeżeniem, że to musi być para która NADAL się kocha. Wtedy chce walczyć RAZEM z przeciwnościami losu, nie ma wywalone na to co czuje partner, jego potrzeby itp.

                          Troche banalna piosenka, ale refren bardzo prawdziwy:

                          "Miłość to nie pluszowy miś ani kwiaty.
                          To też nie diabeł rogaty.
                          Ani miłość kiedy jedno płacze
                          a drugie po nim skacze.
                          Miłość to żaden film w żadnym kinie
                          ani róże ani całusy małe, duże.
                          Ale miłość - kiedy jedno spada w dół,
                          drugie ciągnie je ku górze. "

                          Happysad: "Zanim pójdę"
              • potwor_z_piccadilly Re: Adwokat diabła 24.04.15, 13:32
                hello-kitty2 napisała:

                > Znowu sie zgubilam ;)

                Zawsze słodka.

                Czy cos jest nie tak z jej cialam? On ma awesje?

                Kitty, to nie o to u niej na dole chodzi.
                Ta awersja tkwi u niego tu www.dlamozgu.pl/mozg
    • kallinge fakty mości panowie, fakty 24.04.15, 22:11
      Przeczytałam kilka odpowiedzi na mieście i miałam 3 godziny ubawu :)) Jak to jednak nieprecyzyjna komunikacja zabawna jest :))
      Zatem:
      - to nie mój mąż puszcza bąki, jada cebulę jak jabłka, etc., to mąż koleżanki! Mąż mój z pewnością bąki puszcza boby umarł biedak inaczej, ale postanowił mnie wykluczyć z tej imprezy chyba ;-)))
      - nie posiada on awersji do mojego ciała!! No chyba, że taką, że nie potrafi sam się do tego przyznać, jakąś głęboką sprawę. Wiem, że mu się podobam, a jedyne, do czego ewentualnie się mógłby przyczepić to niewystarczający poziom wyfiokowania. Ale to nie moje kochane piersi są kłopotem :))
      - nie wie o moim skoku w bok, jak to nazywacie, no way!!! Gdyby wiedział, to na pewno bym tu nie siedziała, siedziałabym dzień i noc u terapeuty. Albo w domu samotnej matki. Zatem jego niechęć do seksu to żaden odwet.
      - nie wiem, dlaczego on skoczył w bok i nie wiem czy chcę to wiedzieć (twierdzi, że dlatego, że ona go uwiodła, że mężczyźni są słabi, że alkohol - bleeee); jedno jest pewne - zrzucanie całej winy na niego to nie moja bajka; i drugie - że za ten skok odpłaciłam mu z nawiązką niestety więc mu już dziury w brzuchu za tamto nie wiercę
      - nie szukam argumentów (poprzez np. pisanie na forum) aby zostawić faceta, napisałam wyraźnie, że zostaję
      - powtarzam, że słaby seks był od początku, tylko ja tego tak nie widziałam. To po prostu wielka miłość była z obu stron kurcze. I jak gdzieś tam mi przemknęło, że taki miękki on jest, to jakoś tak naturalnie uznałam, że taka jego uroda i już.
      - poprzez mój skok w bok odkryłam, że 1) są faceci w zbliżonym wieku, którzy mają zupełnie inne standardy w łóżku (już nie będę powtarzać, że hydraulika, że orgazmy, itd. - choć tu nie da się całkiem wykluczyć argumentu "świeżości towaru"), 2) że seks ze mną może być dla kogoś niesamowicie pociągający i satysfakcjonujący (bo pozycje, bo chęć, bo coś tam).

      Tymczasem w moim ślubnym związku
      - to ja miałam mniejsze potrzeby (do czasu;-)
      - było wiadomo, że za niezbyt satysfakcjonujący seks odpowiadam JA; wobec niezliczonych doświadczeń mojego wyjątkowego małżonka byłam taką sobie żoneczką
      - a tu się okazało że tak może nie jest.

      Sorry, że mówię do Was jak do ławy przysięgłych i zbiorczo.
      Nie rozwiercajcie mi proszę mózgu pytaniami o emocje, uczucia, zdrady - to są tematy na terapię i jak będę na nią gotowa, to do niej dojdzie. Nie na tym forum ;-)

      Spójrzcie na to tak: kolejne małżeństwo, które zamieniło się w Spółkę z.o.o (genialna nazwa!!): przeciętna pani z trudnym charakterem oraz kosmicznie wyjątkowy ON, także z trudnym charakterem. Pani, która woli jawnie się polenić, niż zrobić coś na pokaz, demonstracyjnie nie rezygnuje z niektórych wad, zgoda, i on, który pieśni o swoich przeszłych jurno-męskich dokonaniach pisze (a czym tak wojował? A nie wiem!). No dobra, trochę przerysowałam. Plus tzw. życie.
      Spółka się zapuściła, obustronnie.
      Rozwiązanie, jak tu ktoś napisał, to pewnie przekreślenie tego, co było i budowanie od nowa. Chyba jest możliwe.

      Jeszcze gdzieś pojawiła się trafna uwaga, że skoro ja nie zawsze byłam dostępna, to dlaczego on miałby być teraz.

      eeech

      już mi się wyczerpało gadanie
      • jesod Mąż mój z pewnością bąki puszcza 24.04.15, 22:28
        kallinge napisała:
        > Mąż mój z pewnością bąki puszcza boby umarł biedak inaczej,

        Wiesz, co... Jestem przekonana, że to, co on puszcza, to są seksualne bąki i właśnie w ten sposób daje Ci znać, że jesteś atrakcyjną, ponętną kobietą i w ten sposób wabi ciebie do siebie, czekając na Twoją zdecydowaną aktywność i pełne zaangażowanie w sprawę.
        I z pewnością, gdyby tego nie robił umarłby biedaczek, nie dając znać przestrzeni ile dla niego znaczysz.
        Zapamiętaj, że każdy bąk u mężczyzny ma znaczenie seksualne i podkreśla jego męskość w wymiarze gazowym atmosfery kuli ziemskiej. Pierd męski ma znaczenie kultowe i ponadczasowe.

        kallinge napisała:
        > eeech
        >
        > już mi się wyczerpało gadanie

        No i całe szczęście, bo nudna jesteś jak flaki z olejem...
        • zyg_zyg_zyg Re: Mąż mój z pewnością bąki puszcza 24.04.15, 22:47
          > I z pewnością, gdyby tego nie robił umarłby biedaczek, nie dając znać przestrze
          > ni ile dla niego znaczysz.
          > Zapamiętaj, że każdy bąk u mężczyzny ma znaczenie seksualne i podkreśla jego m
          > ęskość w wymiarze gazowym atmosfery kuli ziemskiej.

          Współczuję zalotników...
          • hello-kitty2 Re: Mąż mój z pewnością bąki puszcza 24.04.15, 22:59
            zyg_zyg_zyg napisała:

            > > I z pewnością, gdyby tego nie robił umarłby biedaczek, nie dając znać prz
            > estrze
            > > ni ile dla niego znaczysz.
            > > Zapamiętaj, że każdy bąk u mężczyzny ma znaczenie seksualne i podkreśla
            > jego m
            > > ęskość w wymiarze gazowym atmosfery kuli ziemskiej.
            >
            > Współczuję zalotników...

            hehe mieszkam z takim bakomatem, a mialalm w miedzyczasie takiego kultruralnego kochanka, co bron boze nic z tych rzeczy, a za to w nocy jak spal to walil z grubej rury, nie wiedzial na pewno, a ja mialam glupawke ;)
          • jesod Re: Mąż mój z pewnością bąki puszcza 24.04.15, 23:22
            zyg_zyg_zyg napisała:

            > > I z pewnością, gdyby tego nie robił umarłby biedaczek, nie dając znać prz
            > estrze
            > > ni ile dla niego znaczysz.
            > > Zapamiętaj, że każdy bąk u mężczyzny ma znaczenie seksualne i podkreśla
            > jego m
            > > ęskość w wymiarze gazowym atmosfery kuli ziemskiej.
            >
            > Współczuję zalotników...

            Zupełnie niepotrzebnie, ponieważ odpowiadałam w kanonach tego forum.
      • hello-kitty2 Re: fakty mości panowie, fakty 24.04.15, 22:51
        Przeczytalam, ze >puszcza boby> i juz glupawka ;)
        A swoja droga to Twoja postawa jest tak dla mnie zupelnie niezrozumiala w sensie nie umiem sie wczuc, bo dla mnie zdrady, takie z ktorych sie jest zadowolonym prowadza do rozpadu zwiazku, do pragnienia wolnosci. Nie umiem miec dwoch obiektow, w pozadaniu jestem monogamiczna do bolu ale fakt moge sie szybko spalic. Milosc dla mnie bez pozadania nie wystepuje. Nie kupuje tych dwoch mezczyzn u Ciebie. To jakis zdrowy rozsadek? Ale co jest wart seks bez zakochania, co jest warta niezaleznosc bez milosci? Tak gdybam, pewnie o sobie.
        • kallinge Re: fakty mości panowie, fakty 24.04.15, 23:02
          hello-kitty2 napisała:

          > Przeczytalam, ze >puszcza boby> i juz glupawka ;)
          > A swoja droga to Twoja postawa jest tak dla mnie zupelnie niezrozumiala w sensi
          > e nie umiem sie wczuc, bo dla mnie zdrady, takie z ktorych sie jest zadowolonym
          > prowadza do rozpadu zwiazku, do pragnienia wolnosci. Nie umiem miec dwoch obie
          > ktow, w pozadaniu jestem monogamiczna do bolu ale fakt moge sie szybko spalic.
          > Milosc dla mnie bez pozadania nie wystepuje. Nie kupuje tych dwoch mezczyzn u C
          > iebie. To jakis zdrowy rozsadek? Ale co jest wart seks bez zakochania, co jest
          > warta niezaleznosc bez milosci? Tak gdybam, pewnie o sobie.
          >

          Ale dlaczego myślisz, że ja jestem zadowolona ze zdrady?
          No właśnie ja też jestem monogamiczna w tym sensie, do łóżka nie chodzę od roku.
          Teraz myślę, że pora się zabrać za nasze małżeństwo, bo chyba uważam, że warto. I mam nadzieję, że ten drugi stanie się taką kochaną skamieliną. I że się nie pomyliłam z wyborem.
          • hello-kitty2 Re: fakty mości panowie, fakty 24.04.15, 23:28
            kallinge napisała:

            > Ale dlaczego myślisz, że ja jestem zadowolona ze zdrady?

            Tak piszesz o niej jakbys byla z niej zadowolona, a nie jestes?

            > No właśnie ja też jestem monogamiczna w tym sensie, do łóżka nie chodzę od roku
            > .
            > Teraz myślę, że pora się zabrać za nasze małżeństwo, bo chyba uważam, że warto.
            > I mam nadzieję, że ten drugi stanie się taką kochaną skamieliną. I że się nie
            > pomyliłam z wyborem.

            To na te wszystkie problemy naklada sie jeszcze roczna abstynencja? Czyli Ty nawet nie opisujesz biezacej historii, tylko z przed roku?

            A co Cie laczylo z kochankiem? Ile ten romans trwal? I skonczyl sie rok temu?
            • kallinge Re: fakty mości panowie, fakty 24.04.15, 23:45
              hello-kitty2 napisała:

              > Tak piszesz o niej jakbys byla z niej zadowolona, a nie jestes?

              Jestem zadowolona, że spotkałam takiego człowieka, którego pokochałam, tego nie ukrywam. Który wniósł tak dużo (nie tylko rozmiar :))) Ja jako ja jestem przeszczęśliwa. Ale ja jako partnerka ślubnego - nie.
              >
              > To na te wszystkie problemy naklada sie jeszcze roczna abstynencja? Czyli Ty na
              > wet nie opisujesz biezacej historii, tylko z przed roku?
              >
              > A co Cie laczylo z kochankiem? Ile ten romans trwal? I skonczyl sie rok temu?

              Inaczej ;-) Do łóżka z mężem nie chodzę, tak od około roku. Nie, więcej, właśnie sobie uświadomiłam, że to trwa ok. 1,5 roku z przerwami, sztuk może 3 max. Romans skończył się niedawno. Tutaj seks był. Łączyło mnie dużo, rozważania zakończenia małżeństwa również (z obu stron).
              • hello-kitty2 Re: fakty mości panowie, fakty 24.04.15, 23:52
                kallinge napisała:

                > Jestem zadowolona, że spotkałam takiego człowieka, którego pokochałam, tego nie
                > ukrywam. Który wniósł tak dużo (nie tylko rozmiar :))) Ja jako ja jestem przes
                > zczęśliwa. Ale ja jako partnerka ślubnego - nie.

                > Inaczej ;-) Do łóżka z mężem nie chodzę, tak od około roku. Nie, więcej, właśni
                > e sobie uświadomiłam, że to trwa ok. 1,5 roku z przerwami, sztuk może 3 max. Ro
                > mans skończył się niedawno. Tutaj seks był. Łączyło mnie dużo, rozważania zakoń
                > czenia małżeństwa również (z obu stron).

                Kurcze i po takim dlugim romansie z zakochaniem, wiernoscia chcesz teraz wracac do meza? To jest dla mnie niezrozumiale. On (kochanek) podjal decyzje podobna do Twojej? Czy ta Twoja decyzja to nie jest z braku laku?
                • kallinge Re: fakty mości panowie, fakty 24.04.15, 23:55
                  hello-kitty2 napisała:
                  > Kurcze i po takim dlugim romansie z zakochaniem, wiernoscia chcesz teraz wracac
                  > do meza? To jest dla mnie niezrozumiale. On (kochanek) podjal decyzje podobna
                  > do Twojej? Czy ta Twoja decyzja to nie jest z braku laku?
                  On się rozwiódł.
                  • hello-kitty2 Re: fakty mości panowie, fakty 25.04.15, 00:12
                    kallinge napisała:

                    > On się rozwiódł.

                    No to Ty teraz zwiewasz mu? Czy o co chodzi? Co jest nie tak? Czego sie boisz?
                    • kallinge Re: fakty mości panowie, fakty 25.04.15, 00:31
                      > kallinge napisała:
                      >
                      > > On się rozwiódł.
                      >
                      > No to Ty teraz zwiewasz mu? Czy o co chodzi? Co jest nie tak? Czego sie boisz?

                      Życie jest pokręcone. On się rozwiódł, ale nie tylko "dla" mnie. Ja od początku mówiłam, że nie wychodzę z małżeństwa. Choć brałam to pod uwagę bardzo.
                      Czego się boję? Proszę Cię, to nie na to forum ;-)
                      Spółka z.o.o. Możesz to nazwać konformizmem, zresztą temat jest na milion razy pokręcony.
                      • zawle Re: fakty mości panowie, fakty 25.04.15, 00:43
                        mnie zastanawia czego oczekujesz po tym forum? Po co tu piszesz?
                        • hello-kitty2 Re: fakty mości panowie, fakty 25.04.15, 00:46
                          zawle napisała:

                          > mnie zastanawia czego oczekujesz po tym forum? Po co tu piszesz?

                          A mnie zastanawia dlaczego skonczyla romans jak on sie rozwiodl?
                          • kallinge Re: fakty mości panowie, fakty 25.04.15, 01:13
                            hello-kitty2 napisała:
                            >
                            > A mnie zastanawia dlaczego skonczyla romans jak on sie rozwiodl?
                            >
                            Bo tak bywa kurcze
                            • kallinge Re: fakty mości panowie, fakty 25.04.15, 01:27
                              na parę dni Was opuszczę ale I'll be back ;-))
                            • mabelle2000 Re: fakty mości panowie, fakty 25.04.15, 11:11
                              kallinge napisała:

                              > Bo tak bywa kurcze

                              Nie rozwiazesz swojego problemu, dopoki nie przestaniesz sama przed soba sama klamac. Szczerosc jest warunkiem absolutnie koniecznym, zeby w ogole ruszyc z miejsca. Dlaczego sie nie odchodzi do kochanka/kochanki ? Bo pozostanie z mezem/zona daje wieksze korzysci i nie ma sie czego wstydzic, tylko trzeba to powiedziec glosno.
                              Pozostajac z mezem, chcialabys rownoczesnie go "naprawic", nie siebie, tylko jego, wiec uczepilas sie tej nieszczesnej erekcji jak pijany plota. Mialas duzo czasu, zeby wybrac sie z mezem do lekarza, nie jako mamuska, ktora idzie leczyc synka, bo jest niegrzeczny, ale jako zona, ktora dbajac o wasze zdrowie inicjuje serie rutynowych badan pod katem miezdzycy, cukrzycy, poziomu hormonow plciowych. Taki " przeglad generalny " dla was obojga, dla waszego zdrowia bylby w tej sytuacji bardziej pozadany niz snucie wizji o jurnym kochanku. Zaburzenia erekcji czesto wynikaja ze zmian naczyniowych i hormonalnych, a poniewaz naczynia w czlonku sa cienkie i delikatne, to te zmiany widac bardzo szybko, zreszta sa one najczesciej zwiastunem innych chorob.
                              Poza tym nic nie stoi na przeszkodzie, zeby RAZEM pobiegac, poplywac, wybrac sie na wycieczke rowerowa. O wspolnej zmianie diety juz Ci pisalam, wiec nie bede sie powtarzac. No i najwazniejsze -seks lubi wspolny smiech :-)
                              Ja bym jednak zaczela mimo wszystko od absolutnej szczerosci, tym bardziej, ze w paru miejscach Twoja opowiesc zupelnie nie trzyma sie kupy. To nie zarzut z mojej strony, ale zacheta, zebys przestala klamac sama przed soba. Jesli oczywiscie chcesz uratowac swoje malzenstwo ( w co osobiscie watpie i obym sie mylila)
                              • hello-kitty2 Re: fakty mości panowie, fakty 25.04.15, 12:08
                                mabelle2000 napisała:

                                > Ja bym jednak zaczela mimo wszystko od absolutnej szczerosci, tym bardziej, ze
                                > w paru miejscach Twoja opowiesc zupelnie nie trzyma sie kupy. To nie zarzut z m
                                > ojej strony, ale zacheta, zebys przestala klamac sama przed soba. Jesli oczywis
                                > cie chcesz uratowac swoje malzenstwo ( w co osobiscie watpie i obym sie mylila)

                                Zgadzam sie co do szczerosci, bo to co tu autorka zaprezentowala to jakis czubeczek gory lodowej. Natomiast nie bardzo rozumiem po co te zalozenia:
                                - jesli chcesz uratowac malzenstwo,
                                - watpie
                                - obym sie mylila.
                                Przeciez szczerosc jest jej potrzebna przed soba zeby w ogole mogla sobie poskladac swoje zycie, niewazne czy z mezem, czy z kochankiem, czy samej. To brzmi tak, jakby szczerosc i dzialanie mialo tylko sens, gdy wybierze malzenstwo, a jak nie, to ja na zlom, bo nic z niej juz nie bedzie ;)

                                Dlaczego sie nie odchodzi do kochanka/kochanki ? Bo pozostanie z mezem/z
                                > ona daje wieksze korzysci i nie ma sie czego wstydzic, tylko trzeba to powiedzi
                                > ec glosno.

                                Prawdopodobnie ale tego nie wiemy na pewno. Niech sie faktycznie przyzna przed soba. Natomiast przypuszczam, ze jak ktos kwituje 'kurcze tak bywa' tzn wpadl jak sliwka w kompot. Stawiam teze, ze mamy tu kobiete zakochana, ktora sie wystraszyla i ucieka na oslep. Dlatego ja bym ja nie pchala teraz do meza tylko bym ja najpierw zatrzymala, zeby wyszla z tego w czym siedzi teraz w rozkroku, zeby dluzsza chwile pobyla sama ze soba i faktycznie szczerze, dajac sobie duzo czasu, sama ze soba tzn. odizolowujac sie emocjonalnie od obu panow zastanowila sie czego chce dla siebie, tylko i wylacznie dla siebie. Stawiam teze, ze ona nie wie czego chce. Ustalenie tego powinno odbyc sie w oderwaniu od tamtych dwoch, od problemow tamtych dwoch, np od tego nieszczesnego braku erekcji, itp. Najpierw wyleczyc siebie ze strachu, z oszolomienia, z zakochania, z tego co sie z nia niedobrego dzieje.

                                Mialas duzo c
                                > zasu, zeby wybrac sie z mezem do lekarza, nie jako mamuska, ktora idzie leczyc
                                > synka, bo jest niegrzeczny, ale jako zona, ktora dbajac o wasze zdrowie inicjuj
                                > e serie rutynowych badan pod katem miezdzycy, cukrzycy, poziomu hormonow plciow
                                > ych. Taki " przeglad generalny " dla was obojga, dla waszego zdrowia bylby w te
                                > j sytuacji bardziej pozadany niz snucie wizji o jurnym kochanku. Zaburzenia ere
                                > kcji czesto wynikaja ze zmian naczyniowych i hormonalnych, a poniewaz naczynia
                                > w czlonku sa cienkie i delikatne, to te zmiany widac bardzo szybko, zreszta sa
                                > one najczesciej zwiastunem innych chorob.
                                > Poza tym nic nie stoi na przeszkodzie, zeby RAZEM pobiegac, poplywac, wybrac si
                                > e na wycieczke rowerowa. O wspolnej zmianie diety juz Ci pisalam, wiec nie bede
                                > sie powtarzac. No i najwazniejsze -seks lubi wspolny smiech :-)

                                No i to to w ogole jest nie na miejscu. Ona z nim od roku czy od poltora nie spala. To o czyms swiadczy, o tym, ze to zaden bliski czlowiek wiec jaki smiech, sport, lekarz, badania czy cokolwiek? Ona jest w rozsypce, nie jest w stanie tworzyc z nim ani z nikim innym na ten moment wartosciowej relacji. Tak to widze.

                                Posumowujac: generalnie co do szczerosci przed soba zgadzam sie.
                                • mabelle2000 Re: fakty mości panowie, fakty 25.04.15, 12:56
                                  hello-kitty2 napisała:

                                  > Zgadzam sie co do szczerosci, bo to co tu autorka zaprezentowala to jakis czube
                                  > czek gory lodowej. Natomiast nie bardzo rozumiem po co te zalozenia:
                                  > - jesli chcesz uratowac malzenstwo,
                                  > - watpie
                                  > - obym sie mylila.

                                  Pewnie zle to napisalam, przepraszam, moja wina :-) Caly czas odnosze sie do deklarowanej checi odbudowy malzenstwa, ktorej to checi nie widze. Dlatego tak usilnie namawiam Autorke do szczerosci. Gdyby kobieta napisala- wybieram kochanka, bo wiecej korzysci przyniesie mi zwiazek z nim, niz z mezem, to chyba nie trzeba by bylo namawiac jej do szczerosci ? ;-) Co, jak myslisz Kicia ?

                                  > . Dlatego ja bym ja nie pchala teraz do meza tylko bym
                                  > ja najpierw zatrzymala, zeby wyszla z tego w czym siedzi teraz w rozkroku, zeby
                                  > dluzsza chwile pobyla sama ze soba i faktycznie szczerze, dajac sobie duzo cza
                                  > su, sama ze soba tzn. odizolowujac sie emocjonalnie od obu panow zastanowila si
                                  > e czego chce dla siebie, tylko i wylacznie dla siebie.

                                  W teorii owszem ladnie to brzmi, ale w praktyce ? Trzeba by podjac jakies konkretne kroki, meza poinformowac chociaz. A ona na te kroki (maz rowniez ) nie moze sie zdobyc od wielu miesiecy.
                                  Zobacz, ze kobieta znalazla juz przyczyne takiego stanu rzeczy- slaba erekcja, maly czlonek, braki w technice. Zamiast zmierzyc sie z problemem od strony medycznej, tak na poczatek, to wolala przyjac postawe naiwna i pytac na forum " a wam /waszym mezom tez nie staje w tym wieku ?" To pokazuje, ze deklarowana "walka o malzenstwo" jest tylko pozorna.

                                  > Stawiam teze, ze ona nie
                                  > wie czego chce.

                                  Oczywiscie, ze wie czego chce. Chcialaby utrzymac profity jakie daje jej zwiazek z mezem , nie zburzyc bezpieczenstwa dzieci, nie kombinowac z bankiem podzialu kredytu, no i jeszcze, zeby maz sie naprawil w cudowny sposob, a przy tym wszystkim nie trzeba bylo kiwnac palcem. Ja jej nie krytykuje, wielu z nas bylo w podobnej sytuacji (ja tez) i wszyscy wiemy, ze samo sie nic nie zrobi. A juz na pewno nic sie nie zrobi, jak winy bedziemy szukac w drugiej osobie, a nie w sobie.

                                  > No i to to w ogole jest nie na miejscu. Ona z nim od roku czy od poltora nie sp
                                  > ala. To o czyms swiadczy, o tym, ze to zaden bliski czlowiek wiec jaki smiech,
                                  > sport, lekarz, badania czy cokolwiek?

                                  Bingo. To nie jest dla niej bliski czlowiek, dlatego (obym sie mylila) nie zamierza nawet kiwnac palcem w sprawie jego problemow z psychika, otyloscia i brakiem erekcji.
                                  • ninek04 Re: fakty mości panowie, fakty 25.04.15, 13:42
                                    mabelle2000 napisała:

                                    > hello-kitty2 napisała

                                    > > No i to to w ogole jest nie na miejscu. Ona z nim od roku czy od poltora
                                    > nie sp
                                    > > ala. To o czyms swiadczy, o tym, ze to zaden bliski czlowiek wiec jaki sm
                                    > iech,
                                    > > sport, lekarz, badania czy cokolwiek?
                                    >
                                    > Bingo. To nie jest dla niej bliski czlowiek, dlatego (obym sie mylila) nie zami
                                    > erza nawet kiwnac palcem w sprawie jego problemow z psychika, otyloscia i braki
                                    > em erekcji.
                                    Pełna zgoda.Po tak długim czasie życia obok, w bezseksiu , nie ma szans, by mąż był jej bliski.Poza tym autorka nie pisze nic,przynajmniej ja sie nie doczytałam, czy on też chce powrotu do dawnych relacji,i w ogóle ,czy skoro nie spali tak długo ze sobą, jak on sobie z tym radził,bo ponoc wczesniej miał niezłe wyczyny na tym polu,sama tak pisała.A tu nagle co ,z żoną nic tak długo i on nie protestuje?Chyba, ze facet całkiem położył lagę na tej sferze i nie potrzebuje. To tym bardziej nie ma szans na odbudowę związku, gdy ich oczekiwania się rozmijają,a ona po doswiadczeniach z romansu wie, jak może wyglądać satysfakcjonujący seks, a co ma z mężem, a właściwie co miała:zwiędłego fiuta,wysuwajacego sie w trakcie.
                                  • hello-kitty2 Re: fakty mości panowie, fakty 25.04.15, 15:07
                                    mabelle2000 napisała:

                                    > Pewnie zle to napisalam, przepraszam, moja wina :-) Caly czas odnosze sie do de
                                    > klarowanej checi odbudowy malzenstwa, ktorej to checi nie widze. Dlatego tak us
                                    > ilnie namawiam Autorke do szczerosci. Gdyby kobieta napisala- wybieram kochanka
                                    > , bo wiecej korzysci przyniesie mi zwiazek z nim, niz z mezem, to chyba nie trz
                                    > eba by bylo namawiac jej do szczerosci ? ;-) Co, jak myslisz Kicia ?

                                    A to tez przepraszam, nie do konca zlapalam intencje Twojego zapisu. Ja to nie tyle nie widze niecheci do odbudowania malzenstwa co w ogole powodu nie widze (?) ani motywacji, nic. Caly czas sie zastanawiam po co jej to? Jakby chciala sie zwiazac z kochankiem TEZ by trzeba bylo pytac o szczerosc, bo kochanek ma zazwyczaj tylko funkcje zaleczajaca jakis problem, ktory byl i jest nierozwiazany. Sama to przerabialam. Wiec skakanie z galezi na galaz nie pozwala sie z tym problemem zmierzyc na wlasna reke.

                                    > Oczywiscie, ze wie czego chce. Chcialaby utrzymac profity jakie daje jej zwiaze
                                    > k z mezem , nie zburzyc bezpieczenstwa dzieci, nie kombinowac z bankiem podzial
                                    > u kredytu, no i jeszcze, zeby maz sie naprawil w cudowny sposob, a przy tym ws
                                    > zystkim nie trzeba bylo kiwnac palcem. Ja jej nie krytykuje, wielu z nas bylo w
                                    > podobnej sytuacji (ja tez) i wszyscy wiemy, ze samo sie nic nie zrobi. A juz n
                                    > a pewno nic sie nie zrobi, jak winy bedziemy szukac w drugiej osobie, a nie w s
                                    > obie.

                                    No wlasnie, a najciezsze to jest sie do wszystkiego przyznac na glos przed wszystkimi zainteresowanymi, nagle ujawnic, ze sie chce zmiany i wziac za to odpowiedzialnosc jednoosobowo, oddac co nie Twoje i wyjsc w nieznane samemu. Tez sie tego boje ale odliczam dni kiedy wyjde na wolnosc z miejsca, w ktorym sie ukrylam przed swoim wlasnym zyciem.
                                    • ninek04 Re: fakty mości panowie, fakty 25.04.15, 15:18
                                      hello-kitty2


                                      . Tez sie
                                      > tego boje ale odliczam dni kiedy wyjde na wolnosc z miejsca, w ktorym sie ukryl
                                      > am przed swoim wlasnym zyciem.

                                      Kitty mam pytanie, czy dziecko weżmiesz ze sobą,jeśli już się wyrwiesz stąd , skąd chcesz się wyrwać?
                                      • hello-kitty2 Re: fakty mości panowie, fakty 25.04.15, 16:12
                                        ninek04 napisała:

                                        > Kitty mam pytanie, czy dziecko weżmiesz ze sobą,jeśli już się wyrwiesz stąd , s
                                        > kąd chcesz się wyrwać?

                                        Chce sie wyrwac do samodzielnego zycia, zakonczyc zwiazek i zyc na swoim, byc singlem. Dziecka nie zabiore, bo nie utrzymam, przynajmniej na poczatku. Do 12 roku zycia, jeszcze 4 lata niech skonczy podstawowke tam gdzie chodzi, a potem bedziemy radzic gdzie mu bedzie lepiej. Tyle, ze ja statusem materialnym to sie nie moge porownywac z jego ojcem ani teraz ani nigdy zapewne wiec ojciec bedzie o dziecku zawsze ostatecznie decydowal zgodnie z zasada, ktora wyznaje, ze ostateczny glos przypada temu, kto placi. Zreszta przypuszczam, ze mnie zaskarzy o alimenty ale i tak bedzie decydowal, bo jest pierwszym rodzicem w tej rodzinie. Z tym, ze syn juz jest odchowany, samodzielny, sam sie obsluguje (myje, ubiera, naszykuje kanapki), sam chodzi i wraca ze szkoly, sam chodzi bawic sie z kolegami, nawet sprzata, poradzi sobie. Mysle tylko czy by na poczatek nie sciemnic dziecku, ze po prostu wyjechalam do pracy. Jesli ojciec sie zgodzi i bedzie wspolpracowal w tym klamstwie to pojade na tym jakis czas. Co bedzie sie czesciowo z prawda pokrywalo, bo zamierzam wyjsc od tego by pracy poszukac pracy po studiach daleko od domu (tyle, ze tu na drugim krancu kraju to znaczy 2 godz od domu). Wiec staly kontakt mozna trzymac.

                                        Najlepsze, ze zaczelam podpowiadac, ze ta wielka sypialnie, co tylko ja w niej teraz spie to trzeba synowi dac/urzadzic, zeby mial wiekszy swoj pokoj, a jego ojciec sie tak zdziwil, a ja se mysle: tia po co Ci taka wywalona sypialnia, jak seksu od paru lat nie ma, ty spisz na kanapie, a ja sie wyprowadzam? ;) Syn sie bardzo podniecil ale ja ostatecznego argumentu jeszcze nie wywalilam.

                                        A Ty nie myslisz jeszcze, nie, pisalas, ze to jeszcze daleko?
                                        • ninek04 Re: fakty mości panowie, fakty 25.04.15, 16:46
                                          hello-kitty2 napisala
                                          > . Z tym, ze syn juz jest odchowany, samodzielny, sam sie obsluguje (myje, ubier
                                          > a, naszykuje kanapki), sam chodzi i wraca ze szkoly, sam chodzi bawic sie z kol
                                          > egami, nawet sprzata, poradzi sobie. Mysle tylko czy by na poczatek nie sciemni
                                          > udiach daleko od domu (tyle, ze tu na drugim krancu kraju to znaczy 2 godz od d
                                          > omu). Wiec staly kontakt mozna trzymac.
                                          >
                                          > Najlepsze, ze zaczelam podpowiadac, ze ta wielka sypialnie, co tylko ja w niej
                                          > teraz spie to trzeba synowi dac/urzadzic, zeby mial wiekszy swoj pokoj, a jego
                                          > ojciec sie tak zdziwil, a ja se mysle: tia po co Ci taka wywalona sypialnia, ja
                                          > k seksu od paru lat nie ma, ty spisz na kanapie, a ja sie wyprowadzam? ;) Syn s
                                          > ie bardzo podniecil ale ja ostatecznego argumentu jeszcze nie wywalilam.
                                          >
                                          > A Ty nie myslisz jeszcze, nie, pisalas, ze to jeszcze daleko?
                                          Moje dzieci też są już w miarę samodzielne, z tym, że ja nie wyobrażam sobie, żebym mogla je zostawic z nim.Ale ,gdy delikatnie sugeruję rozmawiając z nimi, że być może kiedyś wyprowadzimy się od taty, słyszę niee, my nie chcemy, my chcemy tu mieszkać, to odpuszczam.Mnie jest żle, niekomfortowo, nic do męża nie czuję i nie poczuję już, ale im jest dobrze ,mają swoich kolegów, swoje zajęcia pozaszkolne, ustalony tryb życia , ojca, który zapewnia im wszelkie atrakcje,dlatego jeszcze daję sobie parę lat nim odejdę.Wiesz, nie będe potrafiła ich zostawić i na przykład dojeżdzać do nich co jakiś czas .A z kolei odejście od męża wiąże się z moją wyprowadzką i z szukaniem nowego mieszkania,czy nawet powrotem w rodzinne strony, a tego bym nie chciała.
                                          • hello-kitty2 Re: fakty mości panowie, fakty 25.04.15, 21:10
                                            ninek04 napisała:

                                            > Moje dzieci też są już w miarę samodzielne, z tym, że ja nie wyobrażam sobie, ż
                                            > ebym mogla je zostawic z nim.Ale ,gdy delikatnie sugeruję rozmawiając z nimi, ż
                                            > e być może kiedyś wyprowadzimy się od taty, słyszę niee, my nie chcemy, my chce
                                            > my tu mieszkać, to odpuszczam.Mnie jest żle, niekomfortowo, nic do męża nie czu
                                            > ję i nie poczuję już, ale im jest dobrze ,mają swoich kolegów, swoje zajęcia po
                                            > zaszkolne, ustalony tryb życia , ojca, który zapewnia im wszelkie atrakcje,dlat
                                            > ego jeszcze daję sobie parę lat nim odejdę.Wiesz, nie będe potrafiła ich zostaw
                                            > ić i na przykład dojeżdzać do nich co jakiś czas .A z kolei odejście od męża
                                            > wiąże się z moją wyprowadzką i z szukaniem nowego mieszkania,czy nawet powrotem
                                            > w rodzinne strony, a tego bym nie chciała.

                                            Ja sobie wyobrazam zostawic syna, bo to jest tylko pelne rozwiniecie zycia, jakim zyje juz od lat nocujac np regularnie poza domem. Zauwazylam, ze traktuje go jak doroslego. Sami tez w dwojke z synem zaczelismy jezdzic na wakacje. Nasze zycia z jego ojcem sa juz dosc dawno rozdzielone. Teraz to powinno tylko zyskac kompletna forme. A u Ciebie to moze ta opieka naprzemienna w takim razie pasowalaby? Tylko to jest jednak trudne logistyczne i wymaga idealnej wspolpracy. Wg mnie najlepiej wtedy mieszkac oddzielnie ale blisko siebie, zeby dzieciom nie zmieniac srodowiska. To z kolei nie daje takiej wolnosci. Maz by musial akceptowac Twoje nowe zycie i Ty jego, a takich rzeczy to nigdy nie wiadomo jak sie uloza.
                                            • ninek04 Re: fakty mości panowie, fakty 25.04.15, 22:14
                                              hello-kitty2 napisała:

                                              > ninek04 napisała:

                                              > Ja sobie wyobrazam zostawic syna, bo to jest tylko pelne rozwiniecie zycia, jak
                                              > im zyje juz od lat nocujac np regularnie poza domem. Zauwazylam, ze traktuje go
                                              > jak doroslego. Sami tez w dwojke z synem zaczelismy jezdzic na wakacje. Nasze
                                              > zycia z jego ojcem sa juz dosc dawno rozdzielone. Teraz to powinno tylko zyskac
                                              > kompletna forme. A u Ciebie to moze ta opieka naprzemienna w takim razie pasow
                                              > alaby? Tylko to jest jednak trudne logistyczne i wymaga idealnej wspolpracy. Wg
                                              > mnie najlepiej wtedy mieszkac oddzielnie ale blisko siebie, zeby dzieciom nie
                                              > zmieniac srodowiska. To z kolei nie daje takiej wolnosci. Maz by musial akcepto
                                              > wac Twoje nowe zycie i Ty jego, a takich rzeczy to nigdy nie wiadomo jak sie ul
                                              > oza.

                                              Kwestie organizacyjno-logistyczne są na razie nie do przeskoczenia,więc muszę zaakceptować obecne status quo.Jedyne, co udało mi się przeforsować, to rozmowa i przekonanie go do ewentualnego otwarcia związku, skoro między nami jest już skończone.
                      • hello-kitty2 Re: fakty mości panowie, fakty 25.04.15, 00:45
                        kallinge napisała:

                        > Życie jest pokręcone. On się rozwiódł, ale nie tylko "dla" mnie. Ja od początku
                        > mówiłam, że nie wychodzę z małżeństwa. Choć brałam to pod uwagę bardzo.
                        > Czego się boję? Proszę Cię, to nie na to forum ;-)
                        > Spółka z.o.o. Możesz to nazwać konformizmem, zresztą temat jest na milion razy
                        > pokręcony.

                        To jest dokladnie na TO forum ;) Seks to tylko wymowka zeby sobie pogadac o zyciu, o milosci, o strachu i o bolu. Ale ok daj sobie tyle czasu ile potrzebujesz, poukladaj mysli. Wazne zebys Ty wiedziala, a my to tylko pomagacze tego uporzadkowania, jak sie uda ;)
                        • ninek04 Re: fakty mości panowie, fakty 25.04.15, 06:45
                          Mnie zastanawia, jak sobie poradziłaś z "odkochaniem się" z obiektu romansu, czy jesli to z Twojej strony była miłość, fajne relacje, nawet rozważania o zakonczeniu małżeństwa, to rozstając się z nim nie przeżywałaś tego faktu, nie cierpiałaś, ze to koniec, nie bylas psychicznie "rozwalona" Spotkalas fantastycznego człowieka, seks też hulał, jak należy, a Ty chcesz odciąć wszystko grubą kreską i zaczynać z mężem od nowa, skoro nawet nie chodzucie razem do łóżka od tak długiego czasu.A poza tym czy mąż nie stal sie przez ten romans aseksualny i odpychający dla Ciebie? Chyba raczej z tej mąki chleba już nie będzie, cienko to widzę, zeby dalo sie to poskladac i posklejać.
                          • marek.zak1 Re: fakty mości panowie, fakty 25.04.15, 09:12
                            ninek04 napisała:

                            Chyba raczej z tej mąki chleba już nie będzie, cienko to w idzę, zeby dalo sie to poskladac i posklejać.


                            Slaba stabilizacja vs strach przed niepewnościa plus dzieci, mieszkanie, problemy. Tysiace ludzi idzie do wiezienia, bo ma tutaj wikt i opierunek, a na wolności niepewność i strach przed jutrem.
                          • mabelle2000 Re: fakty mości panowie, fakty 25.04.15, 11:50
                            ninek04 napisała:

                            > Mnie zastanawia, jak sobie poradziłaś z "odkochaniem się" z obiektu romansu, cz
                            > y jesli to z Twojej strony była miłość, fajne relacje, nawet rozważania o zakon
                            > czeniu małżeństwa, to rozstając się z nim nie przeżywałaś tego faktu, nie cierp
                            > iałaś,

                            W takim przypadku, na odkochanie, swietnie dziala wizja samej siebie jako osoby szlachetnej, dobrej, poswiecajacej sie dla dzieci, trwajacej przy mezu "mimo wszystko", rezygnujacej z dobrego seksu z kochankiem, zeby uratowac malzenstwo...itd.
                            Swiadomosc, ze sie sklada samego siebie w ofierze jest bardzo lecznicza i uzdrawiajaca.
                            • marek.zak1 Re: fakty mości panowie, fakty 25.04.15, 12:08
                              mabelle2000 napisała:

                              W takim przypadku, na odkochanie, swietnie dziala wizja samej siebie jako osoby szlachetnej, dobrej, poswiecajacej sie dla dzieci, trwajacej przy mezu "mimo wszystko", rezygnujacej z dobrego seksu z kochankiem, zeby uratowac malzenstwo...itd.
                              > Swiadomosc, ze sie sklada samego siebie w ofierze jest bardzo lecznicza i uzdrawiajaca.

                              A mało kobiet rezygnuje z innego faceta, miłości, seksu dla dobra rodziny, dzieci, bezpieczeństwa?
                              Miliony.
                            • hello-kitty2 Re: fakty mości panowie, fakty 25.04.15, 12:13
                              mabelle2000 napisała:

                              > W takim przypadku, na odkochanie, swietnie dziala wizja samej siebie jako osoby
                              > szlachetnej, dobrej, poswiecajacej sie dla dzieci, trwajacej przy mezu "mimo w
                              > szystko", rezygnujacej z dobrego seksu z kochankiem, zeby uratowac malzenstwo..
                              > .itd.
                              > Swiadomosc, ze sie sklada samego siebie w ofierze jest bardzo lecznicza i uzdra
                              > wiajaca.

                              Mabelle to sarkazm, prawda? Wole dopytac bom bez poczucia humoru ;)
                              • mabelle2000 Re: fakty mości panowie, fakty 25.04.15, 12:18
                                hello-kitty2 napisała:

                                > Mabelle to sarkazm, prawda? Wole dopytac bom bez poczucia humoru ;)

                                To jest brutalna prawda o samym sobie, ktora TRZEBA sobie uswiadomic. Zalozycielka watku jeszcze nie jest na tym etapie i dopoki nie bedzie, to nie ruszy z miejsca :-)
                                • marek.zak1 Re: fakty mości panowie, fakty 25.04.15, 12:49
                                  mabelle2000 napisała:

                                  > hello-kitty2 napisała:
                                  > To jest brutalna prawda o samym sobie, ktora TRZEBA sobie uswiadomic. Zalozycielka watku jeszcze nie jest na tym etapie i dopoki nie bedzie, to nie ruszy z miejsca :-).

                                  Zgadzam sie plus strach przed nieznanym z nieznanym facetem.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka