Dodaj do ulubionych

Jestem zdradzany...

26.06.05, 04:11
Wczoraj sie dowiedzialem ze moja zona mnie zdradza. Znajome malzenstwo przez
przypadek zobaczylo ja z jakims facetem trzymajacych sie za rece. Niektorzy
moga powiedziec, i co w tym takiego specjalnego? Jednak zauwarzylem ze od paru
miesiecy nasze stosunki w lozku schodza do minumum.
Jestesmy 3 lata po slubie i nie mamy jeszcze dzieci. Ja pracuje po 10 godzin
dziennie a zona studiuje (jeszcze rok).
Kocham zone tak samo jak 6 lat temu kiedy ja poznalem. Nie wyobrazam sobie
dlaczego to robi. Normalnie kochalismy sie 1 lub 2 dziennie. Zrobilismy chyba
wszystko co jest mozliwe do zrobienia w lozku. Wiec nie wydaje mi sie ze mnie
zdradza bo w domu nie dostaje. Nie mamy zadnych klopotow finansowych. Bardzo
dobrze nam sie powodzi i dlatego zona moze chodzic do szkoly na pelny etat, a
ja nas utrzymuje. Spelniam zony wszystkie zachcianki, co sie jej tylko przysni
wie ze to dostanie.
Znajomi nie chcieli mi zrobic przykrosci ale tez nie chcieli zebym byl
oszukiwany. Zastanawiali sie nad tym czy mi powiedziec przez tydzien.
Jestem w strasznym dolku. Nigdy w zyciu tak podle sie nie czulem. Wogole to
nie mam ochoty na zycie. Zostalem zraniony i nie wiem co z tym zrobic. Mam
takie uczucie jak by mi ktos szpilki wbijal w piers. Zostalem oszukany przez
osobe ktora cenie ponad wszystko. To bardzo boli...
Czy zona juz mnie nie widzi jako atrakcyjnego mezczyzne? (Brzydki nie jestem).
Moja zona to nie tylko moja kochanka ale rownierz najlepszy przyjaciel. Wiele
nocy spedzilismy rozmawiajac o wszystkim i o niczym. Wydawalo mi sie ze nasze
malzenstwo jest jak dwa zagubione serca ktore sie odnalazly, i byly sobie
przeznaczone.
Nie wiem co mam z tym zrobic. Nie chce sie zony o nic wypytywac. Uwazam ze
jezeli mnie jeszcze kocha to powinna mi sama wszystko powiedziec. Jestem na
krawedzi zalamania nerwowego.

P.
Obserwuj wątek
    • witkacy1975 Ja cię proszę, nie dramatyzuj..... 26.06.05, 06:33
      rozmawiałem na temat zdrady z moją żoną... stwierdziła, że zdrada dotyczy 95%
      małżeństw, pozostałe 5% to błąd statystyczny... nie mam więcej pytań...
      • anula36 Re: Ja cię proszę, nie dramatyzuj..... 26.06.05, 09:19
        hahaha teraz juz bede wiedziec jak sie przyznac;)
        • witkacy1975 Re: Ja cię proszę, nie dramatyzuj..... 26.06.05, 14:08
          Pomysł dobry jak każdy inny :)))
    • anula36 Re: Jestem zdradzany... 26.06.05, 09:22
      MUSISZ porozmawiac z zona - to co dla ciebie moze byc zlaczeniem dusz dla niej
      moze byc zwiazkiem w ktorym zapracowany facet nie ma juz znia takiego kontaktu
      jakby jej sie marzyl.
      Jesli faktycznie zdradza cie tak krotko po slubie, to znaczy ze czegos jej
      brakuje.Moze tych rozmow przez cale noce, a moze mneij techniki w lozku a
      wiecej czulosci.
      Moze czas jednak pomyslec o dziecku ( jesli wszystko wyjasni sie pozytywnie)-
      byle waszym wspolnym.
    • pustynny Re: Jestem zdradzany... 26.06.05, 11:55
      przeżywałem coś takiego kilka la temu....
      musisz z nią porozmawiać - masz prawo żądać wyjaśnień i deklaracji... to ona
      powinna być na skraju załamania.. a nie ty....
      • anula36 do pustynnego:) 26.06.05, 12:19
        witam tym serdeczniej ze po takiej przerwie:)
        Niestty tak to juz jest ze im bardziej zdradzny na krawedzi zalamania to
        zdradzjacy na granicy ekstazy...
        • pustynny Re: do pustynnego:) 26.06.05, 15:29
          ..witaj .. czytam regularnie... tylko się nie wypowiadam :D...
    • email11 Re: Jestem zdradzany... 26.06.05, 12:51
      No to ja Ci opowiem coś ciekawszego.
      Półtora roku wstecz poznałem dziewczynę (w nowej pracy), która od chwili
      poznania zawsze mnie trochę interesowała. Pech chciał, że w moim 12 letnim
      związku w tym czasie nastąpiły dość zasadnicze zawirowania. Napiszę tylko, że
      moja aktualna wręcz powiedziała mi w oczy, że te dwanaście lat to lata
      upokorzeń, lata które ogólnie ujmując straciła. A mamy dwójkę fajnych chłopców.
      Przez rok w naszej znajomości z dziewczyną nic się nie działo, może jakieś
      delikatne podchody ale nic poważnego. Raczej myślałem o swoim związku.
      Ale tak się złożyło, że oboje z dziewczyną poszliśmy na kawę, była już zaręczona
      z jakimś gościem którego nie znam.
      I to co się po tem zdarzyło, to był szok dla nas. Właściwie wystarczyło jedno
      spotkanie sam na sam, aby wszystko zawirowało wokół nas.
      Nigdy tak jeszcze nie kochałem, wielbiłem, pragnąłem itd.
      Dość powiedzieć, że oboje zabrneliśmy bardzo daleko i poniekąd w ślepą uliczkę.
      Ona niedawno wyszła za tamtego faceta zamąż, a mnie małżonka powiedziała że
      niedawno zoorientowała się że jest w 3 miesiącu ciąży.
      To tak w dużym skrócie. Ale wir zrobił się niesamowity.

      Email
    • tina1 Re: Jestem zdradzany... 26.06.05, 12:51
      Rozmawiać i to szybko!
      Nie rozmawiając dajesz jakby przyzwolenie na ciąg dalszy.A może jeszcze do
      najgorszego nie doszło!? Może rozmowa i jej refleksja przywróci stan pierwotny?
      Oby!
      Trochę to za wcześnie ...może dobrze,że nie macie jeszcze dzieci.
      I jeszcze jedno ...facet błagający o miłość moim zdaniem jest spalony!To ona
      winna wytłumaczyć dlaczego tak się stało. Ale to moje zdanie.
      Pustynny ma rację.
      • pustynny Re: Jestem zdradzany... 28.06.05, 17:52
        ..dziękuję ;)
    • email11 Re: Jestem zdradzany... 26.06.05, 13:01
      Sorry, dokończę.
      Spróbuj porozmawiać, problem przeważnie tkwi gdzięś pośrodku,
      Ty czegoś niezauważyłeś, zapomniałeś, Ona za bardzo się przejęła
      lub coś podobnego i zaczyna się droga po pochylni.

      Jeżeli się nie dogadaćie to zróbcie wszystko, aby zawsze
      pamiętać to co najlepsze było między wami.
      To pierońsko boli, ale tak już jest że aby coś nowego
      zacząć coś trzeba skończyć - a na to nie ma znieczulenia.

      Email
      • woman-in-love Re: Jestem zdradzany... 26.06.05, 14:33
        Znajomi powinni sie ugryżć w język zanim zaserwowali Ci tego news'a. Żona
        trzymała sie z kims za rękę??? No i co z tego?!?!?! Od razu takie wnioski?
        Zapytaj ja po prostu, co to za historia - i po bólu.
        • bpawli Re: Jestem zdradzany... 26.06.05, 14:47
          Popieram Woman-in-love.Ja wiem że dowiedzieć się o tym że ukochana kobieta szła z kimś trzymając się za ręce to dość przykra wiadomość.Jednak to nie jest jeszcze koniec świata.Porozmawiaj z nią po prostu.Powiedz że ją widziano z kimś i o tym wiesz i co ona ma do powiedzenia na ten temat.czy to jest od rzau zdrada nie wiadomo.Chociaż z drugiej strony rzecz biorąc to każdy z nas ma inne pojęcie zdrady.Dla jednego zdrada będzie trzymanie się za ręce a dla drugiego nie.Jest to bardzo subiektywne odczucie.Niemniej jednak powinieneś z nią porozmawiać poważnie i jeśli to jest prawda że Cię zdradza to po prostu się rozstać.No bo w imię czego ciągnąć dalej ten związek?Na początku będzie na pewno bolało.tego niestety nie da się przeskoczyć.
          • woman-in-love Re: Jestem zdradzany... 26.06.05, 14:49
            ....tymbardziej, ze nie ma dzieci.
            • pustynny Re: Jestem zdradzany... 26.06.05, 15:30
              zastanawiam się nad tym argumentem.. ....dzieci...?

              jeśli ktoś z kimś jest to nie dla dzieci.. zawsze jak słyszę porady na temat
              mojego życia - pierwsze pytanie:(celują w tym kobiety) "czy macie dzieci?"
              jakby to coś zmieniało....
              • witkacy1975 Argument "dzieci" wiele zmienia.... 26.06.05, 15:36
                Gdy nie ma dzieci problem w związku można rozwiązać przez rozstanie się i tylko
                my cierpimy. Gdy są dzieci one też cierpią i to bardziej niż my... Dlatego
                pytanie o dzieci ma duże znaczenie, wg mnie oczywiście.
                • pustynny Re: Argument "dzieci" wiele zmienia.... 26.06.05, 15:38
                  czy dzieci nie cierpią bardziej będąc swiadkami "nienawisci" rodzicow?
                  • tina1 Re: Argument "dzieci" wiele zmienia.... 26.06.05, 15:50
                    Cierpią , i to niekoniecznie tam dzie była zdrada...wystarczy zwykły brak
                    porozumienia.
                    Ale na szczęście tu ich jeszcze nie ma.
                  • witkacy1975 Czy dzieci nie cierpią?.... 26.06.05, 15:54
                    owszem, ale wiele sytuacji jest takich, że ludzie są w stanie wytrzymać ze sobą
                    we względnym ładzie i spokoju. Myślę, że na pewnym poziomie można zacisnąć
                    zęby, tym bardziej, jeśli problem jest np. tylko z seksem....
                    • pustynny Re: Czy dzieci nie cierpią?.... 26.06.05, 15:58
                      ...tylko..? czy aż!?
                      • witkacy1975 Brak seksu w małżeństwie dobrze kamuflowany 26.06.05, 16:00
                        to może być "tylko"... i dla dobra dzieci należy zrobić wszystko, żeby było ok.
                        Tak uważam. A, że brak seksu w małżeństwie to spory problem, to akurat dobrze
                        wiem :((( ale my nie mamy dzieci, więc się rozstajemy i po krzyku.... a że
                        boli...? no cóż.... ale nie boli dzieci...
                      • tina1 Re: Czy dzieci nie cierpią?.... 26.06.05, 16:03
                        Do pewnego momentu ...aż! Później już ...tylko! :))
                        • tomek_abc Re: Czy dzieci nie cierpią?.... 26.06.05, 18:40
                          co tu radzic....cieżka sprawa...
                          tak sie zastanowiłem, co ja bym zrobił...
                          pewnie porozmawiałbym.....a potem być może wyprowadziłbym sie na jakiś czas z
                          domu, ale na pewno wróciłbym, jesli żona wyraziłaby skruchę...
                          i starałbym sie wiecej nie "poruszać tematu"...bo smutne, gdy czyta sie
                          historię,...o ludziach , którzy potrafią do śmierci wypominąć męzowi/żonie
                          zdradę...
    • anais_nin666 Re: Jestem zdradzany... 26.06.05, 18:44
      Zdrada zawsze jest wynikiem jakiegoś głodu. Twej żonie musiało czegoś brakowac w
      związku. Czego? To tylko ona wie, a Ty byc może się domyślasz. Nic nie dzieje
      się bez przyczyny. Gdyby żonie było naprawdę dobrze z Tobą nie miałby ochoty
      (potrzeby)na romansowanie z kims innym. Gdy nas (kobiety) fascynuje jakis facet,
      to nie szukamy sobie kolejnych, tkwimy przy tym jedynym. A fascynacja
      człowiekiem nie zawsze bywa czyms chwilowym. Mozna byc zachwyconą(ym) patnerem
      przez całe wspólne zycie, to tylko zalezy od nas i pracy jaka wkladamy w
      zwiazek. Niestety to nieczeste zjawisko. Ciagle za czyms gonimy (pieniadze,
      praca itd), niestety po drodze cos gubimy - np.bliskosc. Co Ty zgubiles
      spedzajac x czasu w pracy? Dowiedz sie tego od zony. Nie ma sensu czekac az ona
      wyjdzie do Ciebie z rozmową, czekajac mozesz jedynie popaść w jeszcze większe
      rozżalenie ... Nie zamartwiaj sie dopóki nie wiesz czy masz naprawde powod! Jak
      juz wczesniej pare osob przytomnie zauwazylo, trzymanie sie za rekę jeszcze nic
      nie znaczy. Za reke trzymac sie tez moga przyjaciele, to oznaka m.in. czulosci.
      Ta forma kontaktu nie zawsze musi oznaczać super bliską zażyłość.
      • movisz Re: Jestem zdradzany... 26.06.05, 22:55
        Zdrada zawsze jest wynikiem jakiegoś głodu. Twej żonie musiało czegoś brakowac
        > w
        > związku

        Nie zgadzam sie z tym. Nie musialo wcale brakowac. Moglo to byc wynikiem nudy,
        mimo iz byla zajeta studiami, urozmaiceniem sobie monotonii dnia codziennego.
        Na pewno to, ze meza nie ma w domu ponad 10 godzin nie pomaga ale w koncu
        pracuje dla nich obojga i to trzeba docenic a w tym momencie jako osoba majaca
        troche wiecej wolnego czasu to powinno byc w jej gestji urozmaicic im obojgu
        zycie malzenskie a nie tylko samej sobie.
        Co do trzymania sie za reke przyjaciol: kobieta i mezczyzna to please nie
        badzmy dziecmi. No chyba, ze wlasnie w tym momencie pomagal jej przejsc przez
        kaluze.
        Faktem jest, ze sprawe trzeba wyjasnic jak najszybciej bo nie ma nic gorszego
        jak zycie w niepewnosci co dalej.
        Zycze ci duzo sil i pozytywnego rozwiazania zagadki bo calkowicie na to
        zaslugujesz.
        • anais_nin666 Re: Jestem zdradzany... 26.06.05, 23:09
          Nuda, moze pojawic sie gdy ktos jest zbyt dlugo sam, a co za tym idzie komus
          czegos brakowalo, np. zonie czasu, ktory by maz jej poswiecal. Zatem jest to
          glod drugiej osoby. Ale to tylko nasza hipoteza, bo co zaszlo nie wiadomo tak
          naprawde.
          Trzymam sie za rece z moim przyjacielem, jest to objaw li tylko sympatii, nie ma
          w tym ani odrobiny erotyki, zatem nie demonizujmy tego gestu... To TYLKO
          trzymanie sie za rece, ktore nie zawsze musi cos oznaczac. Moze i owszem, ale
          nie musi.
          Zgadzam sie, ze trzeba sprawe wyjasnic. Czekanie ze zona nagle wpadnie na pomysl
          mowienia o rozmansie, ktorego byc moze wcale nie ma, jest bezsensowny.
          Zastanawiam sie czy powiedzialabym swojej przyjaciolce, ze widzialam jej faceta
          z jakas inna kobieta... Nie wiem też czy chcialabym od kogos cos takiego
          uslyszec a propos swego meza... Jesli dowiedziec sie - to lepiej bezposrednio od
          "winnego", inaczej domysłom może nie być końca. Bo spacer dwojga ludzi
          trzmajacych sie za rece moze oznaczac wszystko i nic zarazem.
          • tomek_abc Re: Jestem zdradzany... 26.06.05, 23:35
            Moze jestem staroświecki, ale dla mnie spacer z Nie-żoną po parku
            trzymając sie za ręcę...coś jednak oznacza...
            w końcu nie mamy po 5 lat, żeby spacer parami nic nie oznaczał
            • movisz Re: Jestem zdradzany... 26.06.05, 23:46
              tomek_abc napisał:

              > Moze jestem staroświecki, ale dla mnie spacer z Nie-żoną po parku
              > trzymając sie za ręcę...coś jednak oznacza...
              > w końcu nie mamy po 5 lat, żeby spacer parami nic nie oznaczał

              Wlasnie!
            • tomek_abc Re: Jestem zdradzany... 26.06.05, 23:53
              dodam jeszcze jedno....
              istnieje jedna szansa na milion , że ten spacer to były akurat pierwsze
              podchody;)
              • movisz Re: Jestem zdradzany... 27.06.05, 00:04
                > dodam jeszcze jedno....
                > istnieje jedna szansa na milion , że ten spacer to były akurat pierwsze
                > podchody;)

                ...i ostatnie. Miejmy nadzieje, bo wszyscy zyczymu mu jak najlepiej, ale tym
                bardziej sprawe trzeba wyjasnic jak najszybciej.
                • pversion Re: Jestem zdradzany... 27.06.05, 05:30
                  Zrobilem tak jak wiekszosc z Was mi poradzila. Mielismy dluga rozmowe. Tak jak
                  przypuszczalem, wszystkiemu zaprzeczala. Poprosilem aby powiedziala mi prawde.
                  Nie wazne jak bardzo by mnie to bolalo, ale chcialem wiedziec co ja robie zle ze
                  musiala sobie znalesc kochanka. Powiedziala ze nie ma powodow aby mnie zdradzac,
                  ze jest jej ze mna dobrze, i ze tej osobie ktora ja widziala (nie powiedzialem
                  jej kto mi powiedzial) cos sie przewidzialo. Wystarczylo by, gdyby tylko
                  przyznala sie ze ma romans. Kocham ja tak bardzo ze jestem w stanie jej
                  wybaczyc. Ale nie, ona przystawala do swojej histori.
                  To doprowadzilo do naszej pierwszej wiekszej klutni. Nasze klutnie zawsze
                  konczyly sie przeprosinami jednej lub drugiej osoby i po paru minutach wszystko
                  wracalo do normy. Zona wziela torebke, kluczyki do samochodu i wyszla z domu. To
                  wszystko dzialo sie przed poludniem. Teraz jest 23:20 i jej jeszcze nie ma w
                  domu. Po poludniu pojechalem do tesciow oczekujac ze zastane tam zone. Niestety
                  jej nie bylo. Wpadla wczesniej do nich na chwilke i pojechala.
                  Dzwonilem do kazdej z jej kolezanek ale wszystkie mowily ze jej u nich nie ma i
                  wogole sie z nia dzisiaj nie widzialy.
                  Zaczynam sie naprawde martwic o nia. Tysiace mysli na minute przechodza przez
                  moja glowe.
                  Nie wiem co robic. Nigdy jeszcze w takiej sytuacji nie bylem.
                  Rozmowa z zona nie przyniosla oczekiwanych rezultatow, jedynie pogorszyla sytuacje.

                  P.
                  • pversion Re: Jestem zdradzany... 27.06.05, 06:14
                    Chcialem jeszcze dopisac ze zona wlasnie wrocila do domu (00:20) i zamknela sie
                    w naszej sypialni. Slowem sie do mnie nie odezwala.

                    P.
                    • tina1 Re: Jestem zdradzany... 27.06.05, 06:25
                      Sytuacja raczej się nie pogorszyła...sytuacja chyba jest zła.
                      • woman-in-love Re: Jestem zdradzany... 27.06.05, 06:35
                        Teraz to juz raczej pewne, ze kogos ma. Szkoda, że nie powiedziałeś jej, kto ją
                        wypatrzył. A swoją drogą, nie podoba mi sie postępowanie tych znajomych. Nie
                        powinni nic Ci mówić. To nie ich sprawa, a jeśli chcieli zaiterweniować, to
                        należało wziąć na rozmowe Twoja zonę i dac do zrozuienia, że sprawa jest
                        widoczna gołym okiem. Moze to jakaś banalna jednorazówka, a teraz - już powazny
                        dramat.
                        • selfmademan Re: Jestem zdradzany... 27.06.05, 08:01
                          A mi się podobaja znajomi.
                          90% to zobaczy, kąśliwie skomentuje najpierw między sobą, a potem pośród
                          reszty "przyjaciół" i znajomych, aż sprawa gdzieś tam w półsłówkach i
                          półplotkach dojdzie do samych zainteresowanych ( lub wyłącznie do żony z formie
                          dobrej rady w rodzaju <powinnaś lepiej się z tym ukrywać> - chyba nie taką
                          interwencję masz na myśli...?).
                          Owszem - wymaga to odwagi - ale przynajmniej gość ma jednych ( może tylko
                          tyle..) bliskich, którzy nie mydlą oczu i nie udająże nic nie widzieli.
                          A że boli - cóż musi, lepiej teraz niż za rok czy dwa.
                          • petar2 Re: Jestem zdradzany... 27.06.05, 08:31
                            Co wymaga odwagi? Podkablowanie?
                            To skąd taka infamia na donosicieli w PRL'u??

                            Rady typu "porozmiawiaj z nią" były mało precyzyjne. Wiem, że trochę po fakcie
                            ale wystarczyło zapytać z kim chodziła "za rączkę" i poprzestać na krótkich
                            wyjaśnieniach. No i wzmóc uwagę.

                            Pversion, spróbuj postawić się w jej sytuacji, została przyparta do muru. Nie
                            była przygotowana na taką sytuację więc nic nie zdążyła wymyśleć i po prostu
                            zaprzeczyła a potem konsekwentnie się tego trzymała.
                            Może to poważny romans a może początkowa randka albo spotkanie ze starym
                            znajomym. W każdym przypadku sprawa naganna ale przez tą poważną rozmowę
                            sytuacja się trochę zablokowała.
                            Dziewczyna ma coś na sumieniu, pozwól jej poukładać to sobie.

                            No i nawet jeśli uważasz, że chciałbyś znać całą prawdę i tak będzie lepiej to
                            druga strona wcale tak nie myśli.
                            • krzysiek_dwadziesciapare Re: Jestem zdradzany... 27.06.05, 09:59
                              gdyby który kolwiek z moich znajomych zobaczył moją kobietę z kimś innym i nie
                              powiedział mi o tym - byłby to koniec znajomości - bo uznałbym to za
                              "współpracę ze zdrajcą".

                              zaś co do sytuacji... ja bym już zaczął się oswajać z tym, że jesteście dla
                              siebie w czasie przeszłym. Nawet jak postanowicie wszystko Połatać żyć ze sobą
                              dalej - pozostaną zadry i bagaż niedomówień.
                              Zachowanie kobiety [ wyszła z domu i zero znaku życia - pewnie w tym czasie była
                              u nowego gacha ] jest dla mnie jasne i oczywiste.
                            • loppe Re: Jestem zdradzany... 27.06.05, 10:35
                              crime stoppers
                    • alien81 Re: Jestem zdradzany... 27.06.05, 10:12
                      pversion napisał:

                      > Chcialem jeszcze dopisac ze zona wlasnie wrocila do domu (00:20) i zamknela sie
                      > w naszej sypialni. Slowem sie do mnie nie odezwala.
                      >
                      > P.

                      Dziwisz się, jak zrobiłeś z niej zbrodniarkę na podstawie tego, że ktoś tam coś
                      niby widział? Jutro się może okazać, że znajomi powiedzą "sorry, to był ktoś
                      podobny jednak". Żona po prostu widzi jak małe zaufanie masz do niej. Byle co
                      potrafi zburzyć Twoją wiarę w nią. Też bym się wkur... A nawiasem mówiąc:
                      najbardziej zdrady obawiają się Ci (i wierzą we wszydtko, co doniosą
                      "życzliwi"), którzy sami mają wiele na sumieniu (może sam miałeś myśli o
                      zdradzie, a teraz przerzucasz winę na żonę??)
                  • alien81 Re: Jestem zdradzany... 27.06.05, 10:09
                    Od razu uznałeś, że jest winna! Co z Ciebie za kochający mąż?! Jak nie ma się do
                    czego przyznać, to co ma Ci powiedzieć. Skłamać, że "tak, zdradzałam" dla
                    świętego spokoju i dla Twojej satysfakcji?
                  • suonco Re: Jestem zdradzany... 30.06.05, 11:39
                    Dzwoniłeś do JEJ koleżanek, które są JEJ lojalne. Być może była u jednej z nich
                    ale poprosiła aby Tobie o tym nie mówić.

                    Nic innego nie potrafię doradzić, wszystko zostało już napisane.

                    Trzymaj się
                    nie ma tego złego..
    • alien81 Re: Jestem zdradzany... 27.06.05, 10:06
      Z moimi kumplami chodzę czasami pod rękę. Twoja żona jest na studiach, a wśród
      studentów panuje duża swoboda jeśli chodzi o trzymanie się znajomych za rękę czy
      pod rękę. Od taki miły gest. Jeżeli znajomi nie widzieli całowania się i
      wyglądającego intymnie tulenia to nie panikuj. Nawiasem mówią to bardzo ufasz
      żonie, że byle obserwacja znajomych (nie każdy znajomy jest Ci życzliwy) potrafi
      zburzyć Twój spokój. Czemu z nią nie pogadasz?? I co żona ma Ci sama powiedzieć,
      jak o niczym nie wie??? Nieco rozsądku i zaufania!
      • anula36 Re: Jestem zdradzany... 27.06.05, 10:16
        Jak czytam takie watki zastanawiam sie czy to forum nei przynosi wiecej szkody
        niz pozytku.
      • tomek_abc Re: Jestem zdradzany... 27.06.05, 10:57
        Alien
        Myslę, ze takie mówienie budzi niepotrzebne nadzieje.
        Mleko sie wylało i nie ma co udawać, że jest inaczej....
        trzeba sie tylko zastanowić jak posprzątać...

        Moim skromnym zdaniem, to sprawy przybrały zły obrót...bo to ON szukała jej,
        prosił itp....
        zamiast za przeproszeniem pieprznąc jakimś talerzem o ścianę i ulotnić sie na 1-
        2 dni.

    • loppe Re: Jestem zdradzany... 27.06.05, 10:29
      Być może Twoja Żona jest głodna życia, poznaliście się jakoś mocno wcześnie jak
      na jej wiek, zapewne kocha ciebie ale potrafi też docenić towarzystwo innego
      sympatycznego chłopca, trzymanie się za rączkę ją odmładza mentalnie... A
      ciebie oczywiście boli. Co robić? Hm, może spytać czy cię kocha, a jeśli kocha,
      to czy mogłaby juz może przystopować, bo cię rani, a tego na pewno by nie
      chciała - do tej pory nie wiedziała że wiesz, więc niejako nie raniła swojego
      ukochanego
      • selfmademan Re: Jestem zdradzany... 27.06.05, 10:49
        FAKTY są następujące :
        - spacerek "za rączkę" ( wątpię by się takie rzeczy mogły przewidzieć, zresztą
        nie słychac by ona zaprzeczała - zaprzecza natomiast zdradzie, byc może
        chodzenie za raczkę było, czegoś więcej nie )
        - rozmowa >> zaprzeczenie >> wyjazd - tylko do kogo ??? Koleżanki,
        przyjaciółki, mama czyli wszystkie możliwe kandydatury na wypłakanie się i
        wyżalenie na "męża, który nic nie rozumie" - wygląda na to, że nie tam.
        Więc gdzie ?
        Pytanie do następnej rozmowy - bo bez tego na pewno nie rozwiążesz sprawy.
        Być może faktycznie jakiś flirt miał miejsce, być może nawet cos powazniejszego
        z tego wyszło - spokojna ( łatwo radzić, trudniej o spokój wiem...) rozmowa i
        to niejedna pozwoli rozeznać się w zagmatwanej sytuacji.
        Może mimo dość logicznych przesłanek wyciągasz zbyt daleko idący wniosek...
        Kto wie ?
        • krzysiek_dwadziesciapare Re: Jestem zdradzany... 27.06.05, 10:58
          nie zapominajmy też o tym, że, jak autor napisał, od pewnego czasu w alkowie
          tylko mole fruwają
          dziwny zbieg okoliczności?
          • alien81 Re: Jestem zdradzany... 27.06.05, 11:33
            krzysiek_dwadziesciapare napisał:

            > nie zapominajmy też o tym, że, jak autor napisał, od pewnego czasu w alkowie
            > tylko mole fruwają
            > dziwny zbieg okoliczności?
            >

            nie wiadomo, z jakich powodów. teraz była sesja, więc może ona była
            zestresowana. a skąd wiesz, że mąż nie ma obsesji na punkcie zdrady i co chwila
            ją o coś oskarża lub słucha we wszystkim "życzliwych" - może stąd brak chęci do
            seksu?
        • alien81 Re: Jestem zdradzany... 27.06.05, 11:31
          selfmademan napisał:

          > FAKTY są następujące :
          > - spacerek "za rączkę" ( wątpię by się takie rzeczy mogły przewidzieć, zresztą
          > nie słychac by ona zaprzeczała - zaprzecza natomiast zdradzie, byc może
          > chodzenie za raczkę było, czegoś więcej nie )

          i skąd wniosek, że to fakt??? ktoś widział, jak się trzymała za rękę. równie
          dobrze mogli się na chwilę złapać, bo opowiadała mu coś szczególnie
          emocjonującego, albo przedłużyło im się pożegnanie. poza tym: kto był tego
          świadkiem? skąd wiesz, że ci "znajomi" są życzliwi im, jej, jemu, ich
          małżeństwu? może mają o coś żal, może to znajoma niby widziała i prosiła męża
          aby potwierdził, że też był przy tym. bardzo łatwo i na podstawie nikłym dowodów
          ferujecie wyroki.
          • krzysiek_dwadziesciapare Re: Jestem zdradzany... 27.06.05, 13:02
            alien, ja po prostu postawiłem się na miejscu autora, i piszę to ze SWOJEJ
            perspektywy.
            Gdybym od paru miesięcy miał posuchę w alkowie [ choć przedtem było dużo i
            rozmaicie ], potem usłyszał informację od znajomych, potem miał jazdę, po której
            kobieta znika nie wiadomo gdzie [ skoro nie ma jej ani u przyjaciółek ani u
            rdziców to GDZIE jest? ]
            Wiesz, daleki jestem od obsesji zazdrości, ale z połączenia tych faktów nie
            wychodzi NIC napawającego optymizmem...
    • loppe Re: Jestem zdradzany... 27.06.05, 14:32
      Mam wrażenie że dacie radę! Twoja postawa jest bardzo wartościowa, więc ona
      zaraz wróci do ciebie... i do siebie. No a jesli by nie wróciła (w co raczej
      nie wierzę) to nie miałbyś czego żałowac - poza straconymi pieniędzmi
      oczywiście ale to się nie liczy - tylko cieszyłbyś się od razu nowymi
      perspektywami wtedy, bo strata nijaka (pomijając oczywiście rany dla miłości
      własnej ego i samozwątpienie).
    • anais_nin666 Re: Jestem zdradzany... 27.06.05, 15:08
      Tak sobie myślę, że nie chciałabym być w skórze autora wątku jeśli okaże się,
      że jego oskarżenia były bezpodstawne, a on sam bardziej zawierzył "coś"
      widzącym znajomym, niż własnej żonie... Jeśli owa kobieta nie ma nic sobie do
      zarzucenia, jest wierna - jak twierdzi, to sądzę, ze poczula sie fatalnie gdy
      mąż wyskoczyl z taka awantura... Tez pewnie bym wyszla z domu trzaskajac
      drzwiami... Ktoś sugerował, że żona zaskoczona atakiem mogła wpaść w zlośc, bo
      nie zdążyła się przygotowac. Sadze, ze mogla tez wpasc w rozpacz i stracic
      jezyk w gebie gdy wylano na nia tyle pretensji.
      Jakkolwiek jest naprawde dojdziesz do tego tylko podczas spokojnej, rzeczowej
      rozmowy. Kłótnia często oczyszcza, ale niczego nie wyjaśnia, zwlaszcza jak
      padnie zbyt duzo ciezkich slow, a tak czesto bywa. Trudno cofnac co sie
      powiedzialo.
      Ciekawe, ze wiekszosc komentujacych watek uwierzylo opcji znajomych,a nie
      slowom zony...
      • sagittka Re: Jestem zdradzany... 27.06.05, 17:06
        anais_nin666 napisała:
        > Ciekawe, ze wiekszosc komentujacych watek uwierzylo opcji znajomych,a nie
        > slowom zony...

        Większość zdradzających nie przyznaje się, przynajmniej przy pierwszym
        podejściu. Potrafią wymyslać absurdalne alibi i póki partner nie ma dowodów iść
        w zaparte.
        • anais_nin666 Re: Jestem zdradzany... 27.06.05, 23:06
          Sagitka, wiem, ze tak bywa. Ale co my mamy w przypadku autora wątku? uwagę, że
          znajomi zobaczyli (chyba) jego zone, trzymajaca sie za dlonie z obcym facetem,
          rozmowę małżonków, w ktorej ona temu zaprzeczyla obruszajac sie bardzo i
          domysly. To troche malo. Naturalnie istnieje szansa, ze kobieta klamie, by nie
          wydala sie jej przygoda, ale czemu od razu zakladac najgorszy wariant? Facet sie
          tylko negatywnie nakreca od naszych uwag. Pocieszac na sile tez nie ma sensu,
          ale w tym przypadku na dwoje babka wrozyla. Kazdy wariant rownie jest prawdopodobny.
        • alien81 Re: Jestem zdradzany... 28.06.05, 09:06
          ja tam wierzę jej, czemu z góry zakładać, że jest winna. jacyś tam znajomi (nie
          napisał: przyjaciele) coś tam zobaczyli (czy trzymanie się za rękę trwało 5
          sekund czy to było spacerowanie z trzymaniem się za rękę - przecież to nie jest
          wiadome!). współczuję partnerom i partnerkom osób, które byle komu wierzą w Bóg
          wie co i to bez pogadania ze swoim ukochanym/ukochaną. jasne, że nie można też
          dać się robić w konia, wierzyć w bajtki totalne, ale ta sytuacja to nie jest
          zaprzeczanie faktom, które są uwiecznione np. na filmie wideo. a na miejscu żony
          bardzo bym się wkurzyła!
          • petar2 Re: Jestem zdradzany... 28.06.05, 09:19
            Nie przesadzajcie. Dziewczyna szła z kimś za rączkę, została zobaczona i
            staciłą głowę jak mąż ją o to zapytał. No bo zakładamy, że Pversion napisał
            rzetelnie, inaczej dywagacje bez sensu.
            Ale tu chodzi o coś innego. Czy działanie znajomych byo etyczne i jak ma
            postępować Pversion.
            • alien81 Re: Jestem zdradzany... 28.06.05, 09:33
              Skąd wierz, że rzeczywiście została zobaczona? Zansz tych ludzi, rozmawiałeś z
              nimi? Czy szła z kimś za rączkę, czy np. przez chwilę kogoś trzymała (albo była
              trzymana) za rączkę - to jest pewna różnica. Zaprzeczyła i skoro jest taki dla
              niej dobry, tak ją kocha powinien uwierzyć, spokojnie porozmawiać, wyjaśnić.
              Działanie znajomych (nie przyjaciół) - skoro nie mogli żyć z tą wiedzą to ok,
              ale coś tam zobaczyli, sami wahali się tydzień i myślę, że nie z dobrego serca,
              ale dlatego, że sami nie byli pewni co widzieli. A widzieli tylko tyle, że ona
              (o ile to była ona) trzymała się z kimś za rękę. I co z tego? I nic. Przytulała
              się, całkowała? Nie.
              • petar2 Re: Jestem zdradzany... 28.06.05, 09:42
                Znajomi zastanawiali się tydzień nie dlatego, że nie byli pewni co widzieli,
                ale czy powiedzieć czy nie.
                Trzymanie faceta za rękę przez mężatkę poza jakimiś szczególnymi sytuacjami
                jest podejrzane.
                Nie ma sensu dywagować czy rzeczywiście trzymała i czy było to niewinne bo nic
                nie świadczy o tym poza jej zaprzeczeniem. Nie tutaj sedno wątku.
                • alien81 Re: Jestem zdradzany... 28.06.05, 10:37
                  setnem jest brak zaufania do partnerki. gadanie "jacy to my jesteśmy szczęśliwi"
                  a tak naprawdę zero znajomości partnera i zaufania.
                  • petar2 Re: Jestem zdradzany... 28.06.05, 12:00
                    Zaufaniem ją obdarzył. Jak z postów wynika to raczej miała dużo swobody.
                    W pewnym momencie nadwyrężyła to zaufanie i starał się to wyjaśnić (fakt, że
                    niezbyt przemyślanie) otrzymując w zamian reakcję podtwierdzającą podejrzenia.
                    No i pojawił się pat.
                    • anais_nin666 Re: Jestem zdradzany... 28.06.05, 12:27
                      Uważasz, że jej reakcja potwierdziła podejrzenia? Ja nie. Tez bym się wściekła
                      i wyszła z domu (żeby ochłonąć), gdyby mąz wyskoczył z takimi bredniami (przy
                      zalozeniu, ze jestem niewinnna). Facet na nią naskoczył, nie słuchał jje
                      wyjaśnień, od razu przyjął teorię o jeJ winie. Nie uwierzył słowom żony. To jak
                      policzek dla niej. Gdy parnter komletnie nie ufa w nasze słowa to to boli.
                      PrawdA?
                    • malinka83 Re: Jestem zdradzany... 28.06.05, 12:28
                      Podpisuję sie pod tym, co napisał petar2. Dziewczyna miała za dużo czasu i za
                      bardzo jej się nudziło, to sobie znalazła "kolegę" do trzymania za rączkę. A z
                      domu uciekła, bo nie wiedziała, jaką bzdurę wymyślić, jak się wytłumaczyć.
                      • anais_nin666 Re: Jestem zdradzany... 28.06.05, 12:33
                        Wpatruję się w ten wątek i dochodze do wniosku, że więcej tu zabawy w
                        gdybanie "zdradziła czy nie" (ja oczywiście tez dolozylam swoje 5 groszy), niż
                        porad co robić, jak się zachować, w jaki sposób porozmawiać z żona, by sytuacja
                        sprzed paru dni (klotnia) się nie powtórzyła.
                        • alien81 Re: Jestem zdradzany... 28.06.05, 13:10
                          anais_nin666 napisała:

                          > Wpatruję się w ten wątek i dochodze do wniosku, że więcej tu zabawy w
                          > gdybanie "zdradziła czy nie" (ja oczywiście tez dolozylam swoje 5 groszy), niż
                          >
                          > porad co robić, jak się zachować, w jaki sposób porozmawiać z żona, by sytuacja
                          >
                          > sprzed paru dni (klotnia) się nie powtórzyła.

                          nie zgadzam się. jak nie ma o czym rozmawiać, to po co się zastanawiać nad
                          taktyką? zrobi jej pogadankę pt. "ok, może mnie nie zdradziłaś, ale jeśli tak to
                          tu mam 10 pomysłów jak temu zaradzić"? kobieta sobie wyszła na spacer, a nagle
                          jest zdradzającą suką, która zasługuje na karę i potępienie. dobrze, że mój
                          chłopak jest normalny i wie, że mam kumpli z którymi czasami chodzę pod ramię.
                          kiedyś to było normalne - podtrzymanie ramieniem damy w czasie spaceru. nie ma
                          się co dziwić, że więzi w społeczeństwie zanikają jak już nawet nie można nikogo
                          dotknąć bo zaraz jest to odczytywane jako gest o podtekście seksualnym. przykre..
                          • anais_nin666 Re: Jestem zdradzany... 28.06.05, 13:36
                            Tu alien nie chodzi o pogadanki, a umiejętność rozmowy z kimś wobec kogoś ma
                            się podejrzenia. Wazne, by czlowiek sobie nie wbil czegos do glowy, np. tego,
                            ze zona go zdradza, bo jesli sobie to mocno zakoduje to zaden argument do niego
                            nie trafi, bo bedzie zaslepieony zloscia. A my poki co bawimy sie w
                            wyszukiwanie winy partnerki pomagajac autorowi wątku popadac w jeszcze wiekszy
                            dolek i zacietrzewienie w swych racjach. A tak naprawde nadal nie wiadomo co
                            sie wydarzylo i czy sie wydarzylo.
                            Jesli czytasz wypowiedzi uwaznie powinnas zauwazyc, ze pisalam, iz nie widze
                            niczego zlego w trzymaniu sie za reke z kims innym niz wspolparter. Nie
                            zakladam z gory, ze kazdy kto kogos innego niz partnet trzyma za dlon jest od
                            razu zdradziecką swinią;)
                          • petar2 Re: Jestem zdradzany... 28.06.05, 13:39
                            > kiedyś to było normalne - podtrzymanie ramieniem damy w czasie spaceru. nie ma
                            >się co dziwić,że więzi w społeczeństwie zanikają jak już nawet nie można nikogo
                            >dotknąć bo zaraz jest to odczytywane jako gest o podtekście seksualnym. przykre

                            Ale to właśnie kobiety "silne i zdecydowane w poglądach" doprowadziły do
                            sytuacji, że złapanie koleżanki z pracy za łokieć (faktyczny przypadek w
                            Stanach) spowodowało sprawę o molestowanie i skazanie.
                    • alien81 Re: Jestem zdradzany... 28.06.05, 13:06
                      petar2 napisał:

                      > Zaufaniem ją obdarzył. Jak z postów wynika to raczej miała dużo swobody.

                      nie wierzę w to, co czytam! co my jesteśmy w Iranie?? "raczej miała dużo
                      swobody"??? jejciu, jak super: pan i władca pozwolił tej słabej kobietce AŻ
                      studiować i nawet wychodzić z domu nie tylko na uczelnię. kurde, i teraz biedak
                      żałuje bo zaufał wszetecznicy. kurde petar2 - myślę, że Talibowie zobaczyliby w
                      Tobie ziomka!
                      • petar2 Re: Jestem zdradzany... 28.06.05, 13:46
                        Trochę nużące prostowanie Twoich wniosków.
                        On wcale nie żałuje że jej zaufał. Po prostu dowiedział się że chodziła z kimś
                        za rękę i chce to wyjaśnić.
                        Bo zasady obyczajowe ukształtowane przez pokolenia nie pozwalają na taką
                        poufałość żony z obcym mężczyzną jeśli nie jest on jej krewnym albo nie wynika
                        to ze specyfiki sytuacji. I zwyczaje studenckie nie mają tu nic do rzeczy.

                        A jeśli nawet to się zdarzy to wystarczy odpowiedzieć kto to był i po sprawie a
                        nie zaprzeczać.

                        A Ty próbujesz dowieść, że to ona ma rację bo nie było takiego zdarzenia a poza
                        tym to normalne że szła z kimś za rękę :-)))

                        • anais_nin666 Re: Jestem zdradzany... 28.06.05, 15:15
                          petar2 napisał:

                          > On wcale nie żałuje że jej zaufał. Po prostu dowiedział się że chodziła z
                          kimś
                          > za rękę i chce to wyjaśnić.
                          Tak, chcial to wyjasnic, ale zamiast wysluchac co zona ma do powiedzenia wylal
                          na nia czarę goryczy. Z takiej rozmowy nigdy nic dobrego nie wynika.
                          > Bo zasady obyczajowe ukształtowane przez pokolenia nie pozwalają na taką
                          > poufałość żony z obcym mężczyzną jeśli nie jest on jej krewnym albo nie
                          wynika
                          > to ze specyfiki sytuacji. I zwyczaje studenckie nie mają tu nic do rzeczy.
                          Tak? Myslę, że obyczaje pozwalaja na taka poufalosc, zwlaszcza gdy mazlonkowie
                          wierza sobie i zdaja sobie sprawe, ze taka poufalosc to jedynie forma sympatii,
                          za ktora nie musi isc nic wiecej. Toż to tylko dłonie! Nie mówię, że tak
                          chodzę z kazdym znjaomym, ale i mi sie zdarza, mimo ze jestem mezatka trzymac
                          faceta za reke nie majac na myli uwodzenia go. Jest mi z nim dobrze jako
                          kumplem i podkreslam to chwytajac go za reke. Moze jest to mozliwe tylko wsrod
                          ludzi ktorzy wierza w przyjazn meso-damska?
                          >
                          > A jeśli nawet to się zdarzy to wystarczy odpowiedzieć kto to był i po sprawie
                          a
                          >
                          > nie zaprzeczać.
                          No wlasnie, tylko cos takiego musi sie najpierw zdarzyc. Trudno przyznawac sie
                          do czegos czego nie zrobila.
                          >
                          > A Ty próbujesz dowieść, że to ona ma rację bo nie było takiego zdarzenia
                          Kto ma racje poki co nikt nie wie, oprocz zony autora wątku;)
                          >
                          • petar2 Re: Jestem zdradzany... 28.06.05, 15:37
                            Sugeruję czytać ze zrozumieniem.

                            >Tak, chcial to wyjasnic, ale zamiast wysluchac co zona ma do powiedzenia wylal
                            > na nia czarę goryczy. Z takiej rozmowy nigdy nic dobrego nie wynika.

                            Pisałem, że zrobił to źle.

                            > Myslę, że obyczaje pozwalaja na taka poufalosc, zwlaszcza gdy mazlonkowie
                            >wierza sobie i zdaja sobie sprawe, ze taka poufalosc to jedynie forma sympatii,
                            > za ktora nie musi isc nic wiecej. Toż to tylko dłonie!

                            Przecież spędzenie nocy w jednym pokoju w hotelu z kobietą też nie oznacza nic
                            złego. Tak samo jak powrót nad ranem z imprezy z jej zapachem, śladami szminki
                            oraz opakowaniem po prezerwatywie w kieszeni.

                            >No wlasnie, tylko cos takiego musi sie najpierw zdarzyc. Trudno przyznawac sie
                            > do czegos czego nie zrobila.

                            Chodzi o potwierdzenie trzymania za rączkę a nie zdrady :-)

                            > Kto ma racje poki co nikt nie wie, oprocz zony autora wątku;)

                            A tu z kolei chodzi mi o nielogiczność Alien, napisałem:
                            "A Ty próbujesz dowieść, że to ona ma rację bo nie było takiego zdarzenia a
                            poza tym to normalne że szła z kimś za rękę"

                            To tak jak napisać: "nie ukradłem tego długopisu a poza tym był zepsuty i
                            wyrzuciłem go zaraz"




                            • drobiazg Re: Jestem zdradzany... 28.06.05, 15:51
                              Chyba sie troszkę zatraciliście w tej polemice, a autor wątku już sie nawet nic
                              nie odzywa ...może u nich już wszystko dobrze
                            • alien81 Re: Jestem zdradzany... 28.06.05, 16:06
                              petar2 napisał:

                              > Sugeruję czytać ze zrozumieniem. (...)

                              Petar2 nie dramatyzuj i nie wyciągaj wniosków z kosmosu. Pachnienie obcymi
                              perfumami, ślady szminki i gumki to co innego niż potrzymanie kogoś za rękę. I
                              chyba nawet Ty to wiesz...
                            • anais_nin666 Re: Jestem zdradzany... 28.06.05, 16:50
                              Petar, ja również proponuje się wczytywać w czyjeś słowa, a nie domyslać się
                              co ktoś chciał powiedzieć.
                              Chodzi o potwierdzenie trzymania za rączkę a nie zdrady :-)
                              Jeśli przeczytałeś list autora wątku, to zauważyłeś, że on ją oskarżył o
                              zdradę. Poza tym ani do jednego ani do drugiego sie nie przyznala.

                              Przecież spędzenie nocy w jednym pokoju w hotelu z kobietą też nie oznacza nic
                              > złego. Tak samo jak powrót nad ranem z imprezy z jej zapachem, śladami
                              szminki
                              > oraz opakowaniem po prezerwatywie w kieszeni
                              To co napisałeś nazywa się demagogią. W ten sposob trudno prowadzic jakąkolwiek
                              dyskusje.
                              Czy Ty z góry zakładasz, że każdy zdradzi, byle tylko mu dać odrobinę swobody?
                              Ze lepiej ograniczyc partnera, obwarowac wspolne zycie normami typu: jestes w
                              zwiazku nie wolno Ci spotykac sie z kims odmiennej plci, bo to niemoralne;).
                              Sądzisz, ze gdy sie kobietę spusci ze smyczy natychmiast utonie w innych
                              męskich ramionach?
                              • petar2 Re: Jestem zdradzany... 29.06.05, 08:40
                                Wygląda na to, że sytuacja autora wątku jakoś się wyjaśniła. Choć tak naprawdę
                                czas pokaże.
                                Wszystkiego najlepszego w każdym razie.

                                Odpowiem na Twoje pytanie Anais bo to dość symptomatyczne:
                                >Czy Ty z góry zakładasz, że każdy zdradzi, byle tylko mu dać odrobinę swobody?
                                > Ze lepiej ograniczyc partnera, obwarowac wspolne zycie normami typu: jestes w
                                > zwiazku nie wolno Ci spotykac sie z kims odmiennej plci, bo to niemoralne;).
                                > Sądzisz, ze gdy sie kobietę spusci ze smyczy natychmiast utonie w innych
                                > męskich ramionach?

                                Wcale tak nie zakładam. Natomiast pewne normy obyczajowe istnieją żeby nie
                                doprowadzać do sytuacji kiedy może zaiskrzyć i dojść do czegoś a przynajmniej
                                pobudzone zostaną pragnienia.
                                Sytuacje klasyczne to wspólny pokój w hotelu, kolacja we dwoje i trzymanie się
                                za ręce w miejscu publicznym. Oczywiście normy się zmieniają i zależą od
                                środowiska, trzymanie za ręce może być dyskusyjne.
                                Analogia do przepisów drogowych jest trafna, jazda z nadmierną prędkością nie
                                oznacza, że będzie wypadek a mimo to jest niedozwolona.
                          • alien81 Re: Jestem zdradzany... 28.06.05, 16:04
                            anais_nin666 napisała:

                            > Tak? Myslę, że obyczaje pozwalaja na taka poufalosc, zwlaszcza gdy mazlonkowie
                            > wierza sobie i zdaja sobie sprawe, ze taka poufalosc to jedynie forma sympatii,
                            >
                            > za ktora nie musi isc nic wiecej. Toż to tylko dłonie! Nie mówię, że tak
                            > chodzę z kazdym znjaomym, ale i mi sie zdarza, mimo ze jestem mezatka trzymac
                            > faceta za reke nie majac na myli uwodzenia go. Jest mi z nim dobrze jako
                            > kumplem i podkreslam to chwytajac go za reke. Moze jest to mozliwe tylko wsrod
                            > ludzi ktorzy wierza w przyjazn meso-damska?

                            AMEN! Niektórym nawet spojrzenie kojarzy się z seksem i pachnie zdradą, dla
                            innych masaż jest ok. wszystko zależy od tego na ile się zna kogoś, jego
                            znajomych i zasady. jak żona się dobrze prowadzi i pilnuje to nie trzeba
                            strażników posyłać za nią!
                        • alien81 Re: Jestem zdradzany... 28.06.05, 16:01
                          widać żałuje "dania" jej swobody, skoro tak łatwo mu uwierzyć w byle donos. a
                          moich wniosków nie musisz wcale prostować petar2. zatrudnił Cię ktoś do tego?
                          widać to lubisz. to tylko forum:)
            • ewolwenta Re: Jestem zdradzany... 28.06.05, 10:14
              WiL zaproponowała dla tego problemu oddzielny wątek.
    • ciemny6 Re: Jestem zdradzany... 28.06.05, 17:23
      cześć,nie wierzę wto ze ona ci o tym powie jeśli rzeczywiście cię
      zdradza.Piszesz,ze powodzi wam się dobrze,ze stać was na wiele i ze się bardzo
      dobraliście pod względem choćby seksu.No więc jeślima kogoś to nie zrezygnuje i
      z ciebie,moze cię kocha a tamten ją fascynuje?To pewno i minie albo was
      rozdzieli ale jak już raz to zroobiła zrobi nieraz!wiem ,bo sama to
      przerabiałam .To podłe co piszę ale to słabość która rujnuje ludzkie związki i
      która pokazuje nam jacy jesteśmy mali.Trymaj się jakoś i powiedz jej o tym co
      wiesz.Któreś z Was musi zagrać w otwarte karty ,to może tylko wyjaśnić tą
      sytuację.
    • delikatna1 Re: Jestem zdradzany... 28.06.05, 17:24
      hm..powiem tak|:jestem otwarta osoba ale do glowy by mi nie przyszlo by z nawet
      najlepszym kumplem spacerowc za raczke, secundo: jesli jest niewinna to czemu
      zwiala zx domu? powinno to po niej splynac jak po kaczce.tertio: pogratulowac
      znajomych, zamiast porozmawiac z nia leca z jezorem do meza...i pewnie
      rozgaduja to polowie miasta...fuj!
      • ewolwenta Re: Jestem zdradzany... 28.06.05, 18:56
        Mnie też by nie przyszło do głowy spacerować za rączkę z jakimś facetem do
        momentu kiedy tego nie zrobiłam z zupełnie nieseksualnych pobudek. Po prostu ze
        strachu, jakiś taki odruch. Dlatego mnie zatrzęsło jak przeczytałam ten wątek.
        Opisałam swoją przygodę w wątku „uprzejmie donoszę”
        Zastanawiam się co bym zrobiła gdyby po tygodniu mój facet przyparł mnie do
        muru. Myślę, żebym racjonalnie wytłumaczyła sprawę a on by zrozumiał. Jeżeli
        jednak emocje wzięłyby górę i zacząłby mnie oskarżać to by mnie szlak trafił, a
        aniołem nie jestem i mogłabym zaszyć się gdzieś na 24 godziny.
        • ewolwenta co by było dalej 28.06.05, 19:26
          Jeszcze sobie tak myślę, że gdybym trzasnęła drzwiami to dalej dokładnie wiem
          co by się działo. Na pewno duma każdego z nas byłaby długo urażona. Któreś w
          końcu okazałby się mądrzejsze i zrobiło pierwszy krok (i dlaczego ja?). Jednak
          im dłużej trwałaby ta niepewność tym trudniej potem byłoby doprowadzić nasze
          wspólne życie do normalności.
          Sprawdziłam ten mechanizm nie raz, co prawda w innych sytuacjach. Oczywiście
          racjonalnie oceniając własne zachowanie w takich momentach mogę tylko
          powiedzieć, że jest kompletnie idiotyczne. Ale człowiek rzadko działa
          racjonalnie pod wpływem silnych emocji.
          • livia79 Re: co by było dalej 28.06.05, 21:03
            Cos Ci powiem, a ty interpretuj. Moj narzeczony ma kolezke, ktory do zywego
            mnie nie cierpi. Nie cierpi tak straszliwie, ze az sie boje, iz pewnego dnia
            zobaczy babeczke podobna do mnie, w ramionach jakiegos mężczyzny, i w te pedy,
            zachlystujac sie sensacja poleci do mojego P. Jestesmy ze soba 7 lat, niebawem
            bierzemy slub, ja jestem wierniejsza od Penelopy, ale szalonego znajomego po
            prostu sie boje. Zostaw na razie w spokoju żone i zainteresuj sie znajomymi.
            Moze to sfrustrowani, rozgoryczeni ludzie, ktorzy zazdroszcza wam szczescia i
            spokoju?? moze lowcy taniej sensacji?? Ja wierze w szczesliwe malzenstwa,
            wierze tez w słowa "Od przyjaciol Boze strzez, z wrogami sobie poradze".
            Pozdrawiam.
            • ewolwenta Re: co by było dalej 28.06.05, 21:10
              to rozymiem było do peversion'a - autora wątku?
              • livia79 Re: co by było dalej 28.06.05, 21:11
                Tak, do niego.
        • alien81 Re: Jestem zdradzany... 29.06.05, 08:47
          no właśnie. czemu prawie wszyscy tu (oprócz m. in. ewolwentnej) odbierają
          trzymanie za rękę jako gest o podłożu seksualnym. to już jak się kogoś ma to nie
          można nikogo dotknąć? być miłym? a jakby szła z kumpelą za rękę (co się zdarza
          wśród serdecznych przyjaciółek, które właśnie rozmawiają o czymś ważnym,
          bolesnym - taki odruch wsparcia) to byłaby zaraz podejrzewana o zdradę z
          kobietą? ludzie! nieco rozsądku. skoro jest miłość, szczęście po obu stronach to
          nie ma miejsca na zdradę. a co do zwiania - skąd wiecie jaką on ma metodę
          rozmawiania? może od razu przechodzi do krzyku, złośliwości, wulgaryzmów? też
          bym zwiała jakby mnie napadnięto słownie.
          • petar2 Re: Jestem zdradzany... 29.06.05, 09:04
            > no właśnie. czemu prawie wszyscy tu (oprócz m. in. ewolwentnej) odbierają
            >trzymanie za rękę jako gest o podłożu seksualnym.to już jak się kogoś ma to nie
            > można nikogo dotknąć? być miłym?

            To nie jest gest seksualny!!! I wcale nie kojarzy się z seksem. To gest
            świadczący o pewnej intymności między dwojgiem ludzi. Skoro większość tak uważa
            to znaczy że jest taka norma, mężatka nie chodzi z obcym facetem (nieznanym
            mężowi) za rękę. Po prostu tak jest.
            A dlaczego? Pisałem dziś w poscie powyżej.

            A co do zwiania to post autora wątku chyba wyjaśnił sprawę, zwiała bo była
            winna i spanikowała.
            • alien81 Re: Jestem zdradzany... 29.06.05, 09:09
              wcale tego nie powiedział! stwierdził, że nie chce nic wiedzieć, więc w końcu
              nie dowiedział się jak to było i o co chodziło z tym trzymaniem. więc nie
              wyciągaj pochopnych wniosków. sam napisał że dał jej szansę, a może to ona
              bardziej jemu dała - sam tego nie wie. jakby naprawdę myślał, że to zdrada to by
              zapewne drążył dalej. dał sobie spokój, bo wie że nic poza trzymaniem nie było.
              a normy każdy ma nieco inne. to że WSZYSCY by Ci powiedzieli że nie wypada po
              ślubie iść na piwo to co? nie poszedłbyś gdybyś to lubił? niech każdy sam sobie
              ustala normę a nie otoczenie mu ją narzuca. bo norma w niektórych krajach to
              kamieniowanie niewiernej (przypuszczalnie nawet tylko) żony...
              • petar2 Re: Jestem zdradzany... 29.06.05, 09:27
                > wcale tego nie powiedział! stwierdził, że nie chce nic wiedzieć, więc w końcu
                > nie dowiedział się jak to było i o co chodziło z tym trzymaniem. więc nie
                > wyciągaj pochopnych wniosków.

                Alien, twierdziłaś że być może trzymania za rękę nie było skoro się tak uniosła.
                Było.
                Twierdziłaś, że trzymanie za rękę to zupełnie normalna sprawa.
                Okazało się że nie, że ona zrobiła jakieś głupstwo.
                Więc kto tu wyciąga pochopne wnioski?

                > a normy każdy ma nieco inne. to że WSZYSCY by Ci powiedzieli że nie wypada po
                >ślubie iść na piwo to co? nie poszedłbyś gdybyś to lubił? niech każdy sam sobie
                > ustala normę a nie otoczenie mu ją narzuca. bo norma w niektórych krajach to
                > kamieniowanie niewiernej (przypuszczalnie nawet tylko) żony...

                Normy społeczne, bo o takich mówimy, nie każdy ma inne tylko dotyczą pewnej
                grupy osób, małżeństw, polityków, narodu. Oczywiście te zasięg działania zależy
                od wielu czynników i normy dla na przykład młodej mężatki w dużym mieście
                różnią się trochę od takiej mężatki mieszkającej na wsi i otoczonej chmarką
                dzieci.
                I normy narzuca właśnie otoczenie a nie każdy sobie :-)
                Gdybanie co do piwa chyba równie sensowne jak nad tym co by było gdyby był
                przepis o jeździe samochodem tylko tyłem.
                I normy narzuca właśnie otoczenie a nie każdy sobie :-)
                • alien81 Re: Jestem zdradzany... 29.06.05, 09:35
                  wnioski a przypuszczenia to co innego - patrz słownik. moje to były
                  przypuszczenia. wnioski były potem. a skąd wierz jak to jest w ich związku? może
                  ta zazdrość jej się spodobała i teraz podtrzyma historię że było trzymanie.
                  obojga nas tam nie było więc nie bądź taki zacietrzewiony. zastanów się lepiej
                  nad tym, na ile uważasz kobiety za złe i skłonne do zdrady. bo z postów Twóich
                  wynika że bardzo. a to nie wróży najlepiej:) a co do norm: złe trzeba zwalczać,
                  nie podtrzymywać i powoływać się na nie. koniec wątku:)
                  • petar2 Re: Jestem zdradzany... 29.06.05, 10:50
                    > obojga nas tam nie było więc nie bądź taki zacietrzewiony. zastanów się lepiej
                    > nad tym, na ile uważasz kobiety za złe i skłonne do zdrady. bo z postów Twóich
                    > wynika że bardzo. a to nie wróży najlepiej:)

                    Już dawno się zastanowiłem. Jeśli chodzi o dobro i zło kobiety nie róznią się w
                    tym względzie od mężczyzn. Natomiast skłonność do zdrady mają znacznie
                    mniejszą. Wynika to z wielu względów, było wałkowane w innym wątku.

                    Skoro natomiast nie udaje Ci się unikać oceniania mnie to pozwolę sobie na
                    radę: pisz mniej postów ale bardziej przemyślane bo od braku logiki i banałów
                    się roi.
                    Piszesz na przykład że każdy sobie powinien ustalać sam normy (bardzo ciekawe)
                    po czym w innym wątku że brak norm moralnych powoduje narkomanię i zabójstwa za
                    5zł.
                    • alien81 Re: Jestem zdradzany... 30.06.05, 13:01
                      każdy sobie powinien ustalać sam normy życiowe, a normy pewne są uniwersalne -
                      to dosyć oczywiste, nie postuję z przedszkolakami, a jak ktoś ma wątpliwości to
                      wystarczy spytać. a postów zamierzam pisać ile chcę. co do banałów - ostatecznie
                      wszystko można nazwać banałem, bo wszystko zostało już napisane i powiedziane.
                      zawsze piszę szczerze i zgodnie z własnym sumieniem. nie wiem co się tak do mnie
                      przyczepiłeś. nie podoba Ci się mam banalną radę: nie czytaj moich postów. i
                      tyle. bardzo proste, bo ja jestem za upraszczaniem spraw a nie komplikowaniem
                      sobie życia jak niektórzy.
    • delikatna1 Re: Jestem zdradzany... 28.06.05, 21:14
      mimo wszystko dziwi mnie reakcja rzekomo zdradzajacej...o ile rzekomo;)
      swoja droga ciekawe jak tam u nich?
      • livia79 Re: Jestem zdradzany... 28.06.05, 21:23
        A mnie wcale nie dziwi. Gdyby po latach szczesliwego zwiazku mąż zarzucil mi,
        ze go zdradzam, bo ktos cos widzial, tez nie chcialabym z nim rozmawiac. Gdyby
        wykazal sie takim brakiem zaufania, gdyby zdanie "życzliwych" okazalo sie tak
        istotne i miarodajne, to poczulabym, ze ponizej mojej godnosci jest rozmowa z
        nim. Niczego bym nie tlumaczyla, bo uznalabym, ze (przepraszam autora) nie jest
        wart moich wyjasnien. Skoro mi nie ufa, skoro ma o mnie taka opinie, to... jego
        problem. Ja WIEM ze nie zdradzilam, skoro on tego nie chce przyjac do
        wiadomosci, to trudno, niech sobie cierpi. Czekalabym spokojnie NA JEGO
        PRZEPROSINY. Dlaczego nie wzial pod lupe znajomych?? dlaczego z gory zalozyl,
        ze oni maja racje, a nie zona?? to mnie dziwi. W koncu to z nia zyje, MA JEJ
        NIE KRZYWDZIC, a tylko ktos gdzies cos palnie, on natychmiast slepo wierzy. Jak
        dzieciak we mgle - szuka pierwszej lepszej łapy, nie wazne czyjej, zeby sie
        uchwycic i zaufac, byle komu! Bo dla mnie ludzie ktorzy laduja sie z buciorami
        do cudzego zycia sa wlasnie byle kim.
        • livia79 Re: Jestem zdradzany... 28.06.05, 21:30
          Szczerze mowiac, madra kobieta z jego zony, choc ja postapilabym jeszcze
          ostrzej. Wyjasnilabym JEDEN RAZ, nie godzinami. Nie wierzysz mi? - masz
          problem, mecz sie, trudno. Jesli zdanie kumpli jest wazniejsze - cierp sobie do
          upojenia. Nie ma nic gorszego niz byc bezpodstawnie posadzonym o zdrade. To
          dopiero musi bolec. Swiadomosc, ze tyle lat zmarnowalo sie na zapewnieniach, ze
          sie kocha, szanuje, wierzy. Na pewno slyszal to od niej nie raz. Ona zapewniala
          o milosci pewnie z tysiac razy. Jemu natomiast wystarczy jedno zapewnienie
          znajomych. Wszystko przekreslil moim zdaniem. Biedna ta dziewczyna.
        • ewolwenta Re: Jestem zdradzany... 28.06.05, 21:36
          Więcej dystansu drogie panie. Ludzie to tylko ludzie. A emocje w takich
          sytuacjach mogą ponieść każdego. Pytanie tylko co dalej. Ocenianie jego i jej
          jest nieuzasadnione. Nie wiemy jak to było.
          • livia79 Re: Jestem zdradzany... 28.06.05, 21:43
            Wlasciwie to nie oceniam ani jego ani jej. Ponioslo mnie, to fakt, ale tylko
            dlatego, ze glowe bym dala, iz za wszystkim stoja "zyczliwi" znajomi. Ja znam
            ludzka zawisc, naprawde, wiem jak nieograniczona jest ludzka fantazja, gdy
            chodzi o zaprojektowanie komus piekla (oczywiscie w "dobrej wierze").
            Baaaaardzo ostroznie trzeba podchodzic do takich rewelacji. A najlepiej nie
            podchodzic do nich w ogole.
          • livia79 Re: Jestem zdradzany... 28.06.05, 21:46
            Dodam jeszcze (naprawde na koniec), ze prawdziwi przyjaciele 1000 razy
            upewniliby sie, ze widzieli dokladnie to, o czym mysla, ze widzieli. Dopiero
            ewentualnie gdyby zyskali pewnosc niezbita, na podstawie wielu przeslanek,
            mogliby poleciec z rewelacja do zainteresowanych. Ehhh, prawdziwi przyjaciele
            nigdy by zreszta nie polecieli, bo wciaz baliby sie, ze oskarza nieslusznie.
            • ewolwenta Re: Jestem zdradzany... 28.06.05, 22:11
              absolutna racja
    • delikatna1 Re: Jestem zdradzany... 28.06.05, 21:50
      takie brniecie we wlasna dume na nic jest, w koncu to malzenstwo a nie zawody
      kto wygra, ustepstwa kompromisy caly czas, hard fight jak spiewal fredek
      • ewolwenta Re: Jestem zdradzany... 28.06.05, 22:14
        tak, masz rację, tyle, że niestety ludzie nie mogą powstrzymać się od gierek.
        Ale to temat na ododzielny wątek :) "Wpływanie czy manipulacja partnerem"
        • pversion Re: Jestem zdradzany... 29.06.05, 03:33
          Gdy zaczynalem ten topik nie mialem pojecia ze tyle osob dopisze swoje opinie.
          Moj problem zostal wyjasniony czesciowo.
          Rano gdy otworzylem oczy, zobaczylem zone mocno przytulajaca sie do mnie. Po 2
          dniach milczenia bylo to bardzo dziwne.
          Zapytalem sie czy chciala by mi cos powiedziec. Po krotkiej chwili milczenia
          powiedziala ze przeprasza i ze zrobila glupstwo z ktorego nie bede zadowolony.
          Myslalem ze mnie szlag trafi ale slowem sie nie odezwalem. Zona zapytala sie czy
          chce wiedziec co zrobila. Odpowiedzialem ze nie chce o niczym wiedziec jezeli
          nigdy mi tego juz nie zrobi. Zapytalem sie tylko dlaczego tak postapila wobec mnie.
          Powiedziala ze she took me and my love for granted. (przepraszam ale naprawde
          nie moge sobie przypomniec jak to brzmi po Polsku). Nie jest/bylo mi latwo ale
          wybaczylem swojej zonie. Nie wiem czy to ja jej dalem druga szanse czy ona mi.
          Nie bedziemy zaczynac od nowa, zaczniemy w tym miejscu gdzie skonczylismy. Bol
          przechodzi i humor powoli zaczyna wracac.

          Co do moich znajomych to zle ich okresliwem. To jest moj przyjaciel z ktorym sie
          znamy ponad 15 lat. Za dlugo i za dobrze sie znamy aby miec przed soba jakies
          tajemnice. Nie mam mu nic za zle. To dzieki niemu moje malzenstwo moze bedzie
          mocniejsze.

          Dziekuje
          P.
          • movisz Re: Jestem zdradzany... 29.06.05, 05:52
            Bardzo sie ciesze, ze wyszliscie z tego problemu. Pokierowales wszystkim bardzo
            madrze i rozsadnie i zona teraz bardziej docenila wasz zwiazek. Maly blad kazdy
            moze zrobic a najwazniejsze jest by wyciagnac z tego wnioski.
            >she took me and my love for granted< to chyba miala na mysli, ze byla tak
            pewna waszego zwiazku i twojej milosci, ze nie uwazala ze cokolwiek moze jej
            zagrozic. Przynajmniej upewnila sie, ze traktujesz wasze malzenstwo bardzo
            powaznie i ze nie pozwolisz sobie w kasze dmuchac (przepraszam za to
            okreslenie, ale brak mi wlasciwych slow, pora dnia).
            Co do przyjaciela to calkowicie popieram jego postepowanie.
            Powodzenia.
            • selfmademan Re: Jestem zdradzany... 29.06.05, 07:43
              i oby żyli dłuuuuugo i możliwie szczęśliwie...( serio serio :-)))
          • loppe Re: Jestem zdradzany... 29.06.05, 08:13
            brawo
            wiedziałem że wszystko dobrze sie skończy
          • tina1 Re: Jestem zdradzany... 29.06.05, 09:56
            pversion napisał:

            > Gdy zaczynalem ten topik nie mialem pojecia ze tyle osob dopisze swoje
            opinie.
            > Moj problem zostal wyjasniony czesciowo.
            -----------------------
            Co by nie mówić, mleko zostało rozlane!
            Nawet gdyby zaczęli wszystko od nowa jego mdła woń będzie się snuła po alkowie.
            Życzę powodzenia.
      • pversion Re: Jestem zdradzany... 30.06.05, 17:23
        Znowu wracam do tego watku zeby sie wyzalic. Wczoraj mielismy seks pierwszy raz
        od tygodnia. Wszystko dobrze i fajnie. Pare minut pozniej gdy wrocilem do lozka
        zona lezala odwrocona tylem do mnie. Przytulilem sie do niej i pocalowalem za
        uchem. Wtedy zobaczylem ze zona placze. Co ja znowu takiego zrobilem ze
        plakala? Gdy pytalem o przyczyne to nie odpowiadala lub zaprzeczala ze plakala.
        Seks mielismy taki sam jak zawsze a moze nawet lepszy (bo nie robilismy tego
        przez ponad tydzien). O co jej chodzi? Dlaczego wszystkie kobiety sa takie
        skomplikowane???

        P.
        • anais_nin666 Re: Jestem zdradzany... 30.06.05, 17:29
          Mi się zdarza płakać po orgazmie...
          Ale Twoja zona może płakac z tak wielu powodów...
          Cholera, nie możesz jej zapytać? Może przecież równie dobrze płakać na
          wspomnienie o tamtym facecie, jak i dlatego, że boli ja brzuch. Pogadaj z nią!
          Zapytaj. Wierzę, że masa pytań przychodzi Ci do głowy, ale domysły na nic sie
          zdadza. POROZMAWIAJCIE. Widać Wasz brak rozmowy o tym co się wydarzyło nie
          rozwiał problemu. Czasem warto sprowokowac dyskusje, by zorientowac sie chocby
          co kierowalo kims kto szukal przygod. Bo cos kierowalo Twa zona. Powiedziala Ci
          co? Moze to, co znalazla u tamtego (lub nie znalazla, ale szuka) mozesz jej dac
          Ty? Tylko najpierw musisz wiedziec czego jej brak. I czy brak.
          Powodzenia!
          • pversion Re: Jestem zdradzany... 30.06.05, 17:46
            W tym jest problem ze zona o tym nie chce rozmawiac. Nic z niej wydusic nie
            moge. Chce z nia rozmawiac ale ona nie i koniec. Poddaje sie...

            P.
            • anais_nin666 Re: Jestem zdradzany... 30.06.05, 18:02
              Czasem na zwierzenia potrzebny jest czas. Może jeszcze jej daj parę dni?
              Mój mąż nim mi powiedział skąd w nim było tyle smutku, chłodu, dziwnych reakcji
              minęlo sporo czasu, parę tygodni. Czułam się okropnie, bo nie znalam przyczyny
              tych zmian (choc sie ich domyslalam, koszmarna intuicja...). Ja byłam jak
              dawniej - on nie. Pytalam skad to sie bierze, ale rozmowy nie potwierdzaly
              przypuszczen. Maz mnie zbywal. W koncu nadszedl czas, w kt. powiedzial w czym
              rzecz. To bylo fatalny okres, ale go przezylismy. Moze wlasciwy czas i dla Was
              nadejdzie.
              Prośba - nie poddawaj się. Jeszcze wiele przed Wami, tylko dajcie sobie czas,
              uzbrojcie sie w cierpliwosc. Wiem, ze latwo pisac, gorzej przeniesc te rady na
              realny grunt, ale walcz o Was, o wspolne szczescie!
              Może gdzies razem wyjedźcie? Pobądźcie ze sobą tylko we 2? To świetna terapia.
              Przerobilam wielokrotnie:)
        • movisz Re: Jestem zdradzany... 01.07.05, 02:14
          Mnie sie wydaje, ze mogla plakac w pewnym sensie ze szczescia, ze jest jej tak
          dobrze z toba, ty jestes tak wyrozumialy a ona cie w pewnym stopniu zawiodla.
          Bylo jej po prostu przykro, ze byla powodem twojego smutku.
          • loppe Re: Jestem zdradzany... 01.07.05, 07:51
            wydaje mi się że te łzy były pozytywne
    • anais_nin666 Re: Jestem zdradzany... 29.06.05, 09:47
      Bardzo sie ciesze, że jest w porządku. Życzę szczęścia:)))
      • woman-in-love Re: Jestem zdradzany... 01.07.05, 18:21
        A ja będe nudna. Został zakłócony pewien porządek rzeczy przez interwencję
        osoby trzeciej. Kobieta najwyrazniej odbiła na chwilę od męża i jej odstępstwo
        ( zdrada, chwilowe zauroczenie) zostało ujawnione. Z pewnoscia miała rózne
        stany, wyrzuty sumienia itp., pewnie sytuacja dojrzałaby do zdeklarowania w
        którąs stronę, niestety usłużni informatorzy przyspieszyli bieg wypadków, no i
        teraz jest "pasztet". czy sprawy maja sie dobrze i jest czego gratulowac?
        Pożyjemy, zobaczymy. Jestem zdecydowanie przeciwna wtykaniu nosa w nie-swoje
        sprawy. To zadna przyjażn, a za kilka lat pogodzeni małzonkowie powinni
        wykreślic donosiciela ze swojego notesu.
        • pversion Re: Jestem zdradzany... 02.07.05, 08:54
          Mozna powiedziec ze moje malzenstwo sie w tej chwili zakonczylo. Jestem w hotelu
          w Mobile Alabama jest godzina 2:25 w nocy. Przylecialem tutaj dzisiaj popoludniu
          bo w sobote (za pare godzin) mam spotkanie z klientami. Spalem w samolocie i
          dlatego nie moge spac teraz. Przed sekundka zadzwonilem do domu zeby porozmawiac
          z zona. Zeby jej powiedziec ze tesknie za nia i ja bardzo kocham. Wiem ze jest
          bardzo pozno ale bardzo za nia tesknie.
          Telefon odebral jakis facet!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Udawalem
          glupka i zapytalem sie czy jest moja Ania w domu. Powiedzial ze spi i zebym
          zadzwonil do niej rano!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Nie moge wiecej pisac, caly sie
          trzese i placze
          zyc mi sie juz nie chce
          • ewolwenta Re: Jestem zdradzany... 02.07.05, 09:28
            Zajmij się teraz spotkaniem. Odłóż tę sprawę do powrotu do domu. Teraz możesz
            tylko zgadywać i nakręcać się co raz bardziej. Nie wiele Ci to pomoże, poza
            uczuciem kompletnego wyzucia z sił gdy będą Ci potrzebne.

            Stało się. Ale co się stało tego nie wiesz. Może nic takiego a może
            rzeczywiście coś złego.
            Weź głęboki oddech. I pomyśl obiektywnie, że przecież świat nie kończy się na
            niej, nawet jeżeli uczucia podpowiadają co innego.
            Trzymaj się.
          • loppe Re: Jestem zdradzany... 02.07.05, 12:45
            hm, gdybyś zechciał okreslić w jakim kraju i mieście spała twoja Ania o godz. 8
            z minutami czasu polskiego a ty miałeś wg faceta zadzwonić do niej ponownie
            rano
            • anula36 Re: Jestem zdradzany... 02.07.05, 16:35
              rzecz najwyrazniej dzieje sie w Stanach.
              • loppe Re: Jestem zdradzany... 02.07.05, 18:13
                to niech się radzi w yahoo
                • loppe Re: Jestem zdradzany... 02.07.05, 18:15
                  albo przedstawi pełne tło dramatu, a nie tak
                  • anula36 Re: Jestem zdradzany... 02.07.05, 18:26
                    moze nei kazdy lubi zeby blizni na forum otwarrtym wiedzieli o nim WSZYSTKO?
                    ja sie juz wyleczylam z nadmiaru szczerosci.
                    • loppe Re: Jestem zdradzany... 02.07.05, 21:08
                      Zastanów się...

                      facet pisze szczegółowe raporty z niezwykle dramatycznych - nominalnie -
                      wydarzeń, ty zaś że skryty... he, he

                      ja mam wrażenie że scenariusz mu się rozwija coraz śmielej i dlatego nie zgadza
                      z poprzednimi odcinkami
          • movisz Re: Jestem zdradzany... 02.07.05, 15:00
            Zajrzyj do swojej poczty. Zostawilam ci wiadomosc.
          • loppe Re: Jestem zdradzany... 02.07.05, 21:12
            dziękujemy za wiadomość
            mało kto informuje
            real time
            o rozpadzie swojego malżeństwa

            do tej pory byłeś niezły, ale teraz już cie poniosło w bajdurzeniu
            • movisz Re: Jestem zdradzany... 02.07.05, 21:28
              loppe napisał:

              > dziękujemy za wiadomość
              > mało kto informuje
              > real time
              > o rozpadzie swojego malżeństwa
              >
              > do tej pory byłeś niezły, ale teraz już cie poniosło w bajdurzeniu


              To jest takie typowe. Jak komus idzie jako tako to jeszcze wspolczuja i radza.
              Jak juz jest tragicznie to huzia na Jozia. Trzeba jeszcze dowalic. A moze sie
              nie podniesie?
              Pewnie pierwszy raz w zyciu przezyl prawdziwy dramat utraty zony i zawiedzenie
              sie na najblizszej osobie. Potraktowal nas na forum jak swoich bliskich
              znajomych, ktorzy probuja mu pomoc i mu wspolczuja, informowal nas o przebiegu
              zdarzen bo uwazal, ze tak jest w porzadku w stosunku do przychylnych mu ludzi a
              teraz go krytykuja ci ktorzy mu radzili. To jest dolowanie go a on wcale tego
              teraz nie potrzebuje. Jak macie potrzebe cos tak bez sensu napisac to napiszcie
              na karteczce i nastepnie ja podrzyjcie, albo zjedzcie jak za konspiracji bywalo.
              Ahoj!
              • loppe Re: Jestem zdradzany... 02.07.05, 22:07
                zastanów się - facet z przyjacielem od 15 lat żyje za oceanem
                a żali się na forum w Polsce
                dla mnie lipa

                ps. jesli żona np. Portorykanka i kochanek Portorykańczyk, przyjaciel dajmy na
                to Polak to warto było wspomnieć w relacjach o tych narodowych lojalnościach
                • movisz Re: Jestem zdradzany... 02.07.05, 22:16
                  A na jakim forum ma sie zalic? Przeciez jest Polakiem a nie Amerykaninem i
                  zawsze bedzie swobodniejszy w porozumiewaniu sie po polsku. Jedno z drugim nie
                  ma nic wspolnego. Co za roznica jaka narodowosc. Zdrada i zawod jest taki sam w
                  kazdym jezyku i w kazdym spoleczenstwie.
                  Wydaje mi sie, ze nie ma co krytykowac ludzi, ktorzy prosza o rade na roznych
                  forum bo od tego one sa. W przeciwnymn razie forum umrze smiercia naturalna.
                  My za bardzo krytykujemy jedni drugich a za malo dajemy dobrych rad. Oni prosza
                  o rade. Zreszta latwiej jest krytykowac niz dac sensowna rade. Nie ma co isc na
                  latwizne.
                  • loppe Re: Jestem zdradzany... 02.07.05, 22:20
                    tia, jesteś Amerykanką mieszkająca od 15 lat w Polsce, własnie się dowiedziałaś
                    dzwoniąc do domu że jest tam z twoim mężem inna kobieta - która odebrała
                    słuchawkę - i łączysz się w tej sekundzie z portalem w USA żeby poinformowac
                    swoich "przyjaciół" ha, ha, ha !!!
                    • loppe Re: Jestem zdradzany... 02.07.05, 22:22
                      ile lat ma mąż studentki, przy okazji, wiesz?
                      • movisz Re: Jestem zdradzany... 02.07.05, 22:29
                        Sluchaj ja nic nie wiem o wieku malzonki, ale co ma jedno do drugiego. Ludzie
                        zdradzaja sie, niestety jak maja po 20, 30, 40, 50 lat. Potem juz gorzej ze
                        wzgledu na problemy. No wiesz?
                        To ty nie wiesz, ze mozna sie polaczyc z kazdym miejscem na ziemi z kazdego
                        miejsca na ziemi zarowno telefonicznie jak i przez internet????
                        XXI WIEK. Przypominam!
                        • loppe Re: Jestem zdradzany... 02.07.05, 22:30
                          ha ha ha
                          • loppe Re: Jestem zdradzany... 02.07.05, 22:37
                            na plus temu perversion przyznać trzeba, że gdyby nie chciał to by się nie
                            odsłonił - jak to uczynil tą opowiastką o telefonie do domu ha, ha, ha
                            • movisz Re: Jestem zdradzany... 02.07.05, 22:59
                              Dla mnie on jest caly czas zasloniety.
                            • ewolwenta Do Loppe 02.07.05, 23:39
                              Nie dramatyzuj Loppe. Jak lipa to gość ma rozrywkę, a my będziemy mieć za jakiś
                              czas wątek (by Loppe) o prawdzie, kłamstwie i etyce na forum ;)
                              Jak nie lipa to gość ma się gdzie wypłakać.
                              Poczekajmy z ocenami na rozwój wydarzeń :)
                              • loppe Re: Do Loppe 02.07.05, 23:53
                                Zajmij się teraz spotkaniem. Odłóż tę sprawę do powrotu do domu. Teraz możesz
                                tylko zgadywać i nakręcać się co raz bardziej. Nie wiele Ci to pomoże, poza
                                uczuciem kompletnego wyzucia z sił gdy będą Ci potrzebne.

                                Stało się. Ale co się stało tego nie wiesz. Może nic takiego a może
                                rzeczywiście coś złego.
                                Weź głęboki oddech. I pomyśl obiektywnie, że przecież świat nie kończy się na
                                niej, nawet jeżeli uczucia podpowiadają co innego.
                                Trzymaj się.


                                Oh, te słowa przynoszą mi prawdziwą ulgę, co za ulga gdy je czytam:)
                                • woman-in-love Re: Do Loppe 03.07.05, 10:41
                                  Szczerze mówiąc - zachodzę w glowę, o co chodzi Loppe'mu. Wiadomo,ze poruszamy
                                  sie w wirtualu. Wszystkie słowa mogą byc bez pokrycia. Mimo to przyjmujemy je
                                  za dobrą monete i dyskutujemy sobie, przymierzamy do własnych pojęć. Taka pół -
                                  zabawa. Dlaczego Loppe kwestionuje wynurzenia jednego z uczestników? Faktycznie
                                  numer z telefonem wygląda na naciagany, ale życie czasem przebija wenezuelskie
                                  seriale.
                                  • petar2 Re: Do Loppe 04.07.05, 08:41
                                    woman-in-love napisała:
                                    > Szczerze mówiąc - zachodzę w glowę, o co chodzi Loppe'mu.

                                    Spróbuję zgadnąć.
                                    Loppe, podzieliłeś opinię, że przyjaciel postąpił słusznie informując Pversion
                                    o podejrzanej sytuacji w jakiej widział jego żonę. Po poście, że wszystko się
                                    wyjaśniło i sytuacja wygląda optymistycznie (ktoś nawet określił to jako
                                    zakończenie filmowe) stwierdziłeś, że od początku wiedziałeś, że będzie dobrze.
                                    A tu kolejny zwrot akcji!
                                    No i facet miał czelność pisać zza oceanu (dawał sygnały, m.in. z problemem
                                    przetłumaczenia na polski zwrotu i różnicą czasu) więc Loppe się zirytowałeś.
                                    Wątek w stylu reality show, chyba wciągające :-)
                                    Sytuacja z mężczyzną odbierającym telefon co najmniej dziwna, mimo wszystko
                                    wydaje mi się że historia prawdziwa.
                                    Żona autora wątku to amerykanka (teściowie) ale Pversion, chyba wasze relacje
                                    są powierzchowne. Nie wiesz co jej w duszy gra.
    • tomduska Re: Jestem zdradzany... 06.07.05, 12:52
      hej pversion co u Ciebie? jak żyjesz?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka