natalia.krk
13.10.05, 14:31
Czuję się samotna w związku. Mój mężczyzna jest, czasem mnie przytula i
całuje, rozmawia trochę o bieżących sprawach domu, jego pracy, mojej uczelni.
W sumie raczej mało. Ja, owszem, mam swoje zainteresowania, umiem
zorgnizować sobie czas, nie czekam z miną "baw mnie". Nie, w końcu - niech
każdy ma prawo do swojego sposobu życia. On po pracy głównie siedzi przy
komputerze. Do tej pory traktowałam to z żartem, czasem rzuciłam kąśliwą
uwagę, ale starałam się nie robić z tego problemu. A jednak, coraz częściej
łapię się na myśli, że jestem samotna w związku, że nie wystarcza mi jego
obecność i to, że wyjdziemy gdzieś wspólnie raz na tydzień. Uciekam w książki,
w pracę, ale czasem to i tak wychodzi i zaboli. Nigdy nie rozmawiałam i nie
będę z Nim rozmawiać do rana. Mało co go w życiu zachwyca, a ja się potrafię
zachwycać małymi rzeczami. On jest pragmatykiem. Owszem, mogę mu powiedzieć o
jakimś swoim "przebłysku", ale to zostanie bez echa. Brakuje mi tego echa.
Miałam je kiedyś w osobie mojego najlepszego przyjaciela, który właśnie z
powodu tego mojego związku, musiał się ode mnie odsunąć.
Zastanawiam się, czy można tak żyć? Czy warto w to iść? Życie spokojne,
wygodne i bez kłótni, ale też bez większych szaleństw, bez polotu, bez echa.