Dodaj do ulubionych

Samotność w związku

13.10.05, 14:31
Czuję się samotna w związku. Mój mężczyzna jest, czasem mnie przytula i
całuje, rozmawia trochę o bieżących sprawach domu, jego pracy, mojej uczelni.
W sumie raczej mało. Ja, owszem, mam swoje zainteresowania, umiem
zorgnizować sobie czas, nie czekam z miną "baw mnie". Nie, w końcu - niech
każdy ma prawo do swojego sposobu życia. On po pracy głównie siedzi przy
komputerze. Do tej pory traktowałam to z żartem, czasem rzuciłam kąśliwą
uwagę, ale starałam się nie robić z tego problemu. A jednak, coraz częściej
łapię się na myśli, że jestem samotna w związku, że nie wystarcza mi jego
obecność i to, że wyjdziemy gdzieś wspólnie raz na tydzień. Uciekam w książki,
w pracę, ale czasem to i tak wychodzi i zaboli. Nigdy nie rozmawiałam i nie
będę z Nim rozmawiać do rana. Mało co go w życiu zachwyca, a ja się potrafię
zachwycać małymi rzeczami. On jest pragmatykiem. Owszem, mogę mu powiedzieć o
jakimś swoim "przebłysku", ale to zostanie bez echa. Brakuje mi tego echa.
Miałam je kiedyś w osobie mojego najlepszego przyjaciela, który właśnie z
powodu tego mojego związku, musiał się ode mnie odsunąć.
Zastanawiam się, czy można tak żyć? Czy warto w to iść? Życie spokojne,
wygodne i bez kłótni, ale też bez większych szaleństw, bez polotu, bez echa.
Obserwuj wątek
    • margarita17 Re: Samotność w związku 13.10.05, 14:34
      Myślę że porównujesz męża z przyjacielem i podświadomie (lub świadomie)
      myślisz że z przyjacielem byłoby lepiej, bo przyjaciel emocjonalnie był trochę
      bliżej ciebie niż obecnie mąż;-)
      A może przyjaciel tez ma wady, które wyszłyby po pewnym czasie i zaczęły by ci
      przeszkadzać?
      • natalia.krk Re: Samotność w związku 13.10.05, 15:20
        Jeszcze nie mąż, Margarita :-). A ja mam 22 lata i jeszcze studiuję (On - 4 lata
        starszy, "ustawiony" zawodowo). Co do przyjaciela, masz rację, czasem myślę, że
        gdybym była z nim, to pewnie bym się teraz tarzała ze śmiechu. Ale zdaję sobie
        też sprawę z tego, że wiem, że nie mogłabym z nim być. Rzadko mam takie
        jasnowidzkie zrywy, ale kiedyś po prostu go pocałowałam i dokładnie wiedzialam,
        że to nie o to chodzi. Wystarczyło, że zabrakło tej jednej płaszczyzny. Jednak,
        jeśli chodzi o pozostałe, to czułam się w pełni zaspokojona, teraz jest trochę
        tak, że muszę zasycać się pod pewnymi wzgledami sama.
        • matko74 Re: Samotność w związku 13.10.05, 15:25
          On Ci po prostu imponuje, bo jest starszy o cztery lata, ustawiony, takie tam
          tralala. Za parę lat, kiedy już Ty się ustawisz, zobaczysz jeszcze większą
          różnicę, a skoro już spadły różowe okulary, to jakie potem spadną? Nie widzę w
          tym miłości. Z przyjacielem też nie, więc....Dośpiewaj sobie resztę.

          natalia.krk napisała:

          > Jeszcze nie mąż, Margarita :-). A ja mam 22 lata i jeszcze studiuję (On - 4
          lat
          > a
          > starszy, "ustawiony" zawodowo). Co do przyjaciela, masz rację, czasem myślę,
          że
          > gdybym była z nim, to pewnie bym się teraz tarzała ze śmiechu. Ale zdaję sobie
          > też sprawę z tego, że wiem, że nie mogłabym z nim być. Rzadko mam takie
          > jasnowidzkie zrywy, ale kiedyś po prostu go pocałowałam i dokładnie
          wiedzialam,
          > że to nie o to chodzi. Wystarczyło, że zabrakło tej jednej płaszczyzny.
          Jednak,
          > jeśli chodzi o pozostałe, to czułam się w pełni zaspokojona, teraz jest trochę
          > tak, że muszę zasycać się pod pewnymi wzgledami sama.
          • natalia.krk Re: Samotność w związku 13.10.05, 15:32
            Wiek swój i różnicę wieku między nami podałam raczej jako daną. Nie czuję sie
            przy nim małą dziewczynką ani pod względem zawodowym (też pracuję) ani
            intelektualnym, ani zadnym innym. Natomiast zaczynam się czuć trochę jak "stara
            maleńka" (po to podałam wiek), jak tu ktoś pisał o syndromie dwuletniego
            małżeństwa :-). Właściwie, nawet nie mogę powiedzieć, żeby to było jakieś
            specjalne rozdroże - fakty są takie: kocham go, ale nie wierzę, że moja miłość
            wystarcza za wszystko.
        • margarita17 Re: Samotność w związku 13.10.05, 15:26
          To sprawa jest diametralnie różna według mnie, nie macie dzieci, wspólnych
          kredytów i spraw bardziej lub mniej przyziemnych - dajcie sobie spokój , na
          razie, na dłużej.... zobaczycie
          Może poznasz jeszcze kogoś kto będzie miał trochę cech z przyjaciela, trochę z
          obecnego partnera.
          Jak możemy dokonywac wyborów to ich dokonujmy ;) życie jest tak krótkie, a ty
          taka młoda, ach :)
          żebym ja mogła być ciut młodsza a najlepiej z bagażem aktualnych doświadczeń
    • loppe Re: Samotność w związku 13.10.05, 14:52
      Coś Was wszelako mocno łączy skoro jesteście razem....

      Pewnego rodzaju (nie wiem czy Twoje takie jest) poczucie samotności w związku
      może sprzyjać nieznudzeniu sie partnerem...

      Always look on the bright side
      • matko74 Re: Samotność w związku 13.10.05, 15:03
        Dziewczyna wcale nie napisała, że koleś jest mężem, a jej mężczyzną. To znaczna
        różnica. Nie ma papierkowych zobowiązań, raczej nie ma dzieci, bo o nich nie
        pisze, więc jest dość swobodnie.

        Moim zdaniem nie oglądaj się na swojego mężczyznę, żyj swoim życiem, podług
        tego, co Ciebie kręci, nie bądź ubezwłasnowolniona jego osobą, zadawaj się z
        ludźmi, którzy podzielają Twoje pasje, zainteresowania, z którymi możesz dobrze
        spędzić czas. Odśwież znajomość z przyjacielem. Porozmawiaj z nim, wręcz
        wygadaj. Boisz się zazdrośći Twojego faceta, a może właśnie potrzebujesz mu jej
        dorzucić, by rozbłysło niebo nad Berlinem. Rozumiem doskonale reakcję Twojego
        przyjaciela, bo on zrozumiał, że Cię w pewnym stopniu utracił, a Ty oddałaś
        się "w pełni" swojemu mężczyźnie, zapominając o nim, lub też zastępując jego
        miejsce innym mężczyzną (męska zaborczość). Na ile silna wieź była między Tobą
        a przyjacielem. Czy tylko przyjaźń, czy także łóżko?
        • loppe Re: Samotność w związku 13.10.05, 15:06
          Tak, a nawet powiedziałbym widać z tekstu że raczej nie sa małżeństwem, bo by
          raczej go mężem nazwała.
        • natalia.krk Re: Samotność w związku 13.10.05, 15:25
          To nie tak było, że "poświęciłam się" zwiazkowi, mężczyźnie. Kiedy zaczynałam
          ten związek, mój przyjaciel był moim przyjacielem (bez przyjaźni łóżkowej),
          niedługo potem okazało się, że bardzo mnie kocha...
          • matko74 Re: Samotność w związku 13.10.05, 15:27
            Dlaczego tak jednostronnie? A Ty jego kochasz???

            natalia.krk napisała:

            > To nie tak było, że "poświęciłam się" zwiazkowi, mężczyźnie. Kiedy zaczynałam
            > ten związek, mój przyjaciel był moim przyjacielem (bez przyjaźni łóżkowej),
            > niedługo potem okazało się, że bardzo mnie kocha...
            • natalia.krk Re: Samotność w związku 13.10.05, 15:58
              Przyjaciela? Tak, na swój sposób tak. Ale go nie pragnę. Czasem nawet myślę, że
              kocham go za to, że jest jedyną osobą na ziemi, która nigdy nie sprawiła mi
              żadnej przykrości, że to od niego usłyszałam słowa, których próżno czekam w tym
              zwiazku, jak sądzę. Nawet, kiedy zwiazałam się z moim obecnym mężczyzną, mój
              przyjaciel nie zostawił mnie na długo (jakiś miesiąc w ogóle się nie
              kontaktowaliśmy ze sobą na Jego prośbę), było to dla niego ciężkie (jakby na to
              nie spojrzeć, zadałam mu, nie chcąc, bardzo bolesny cios, jeden z tych, co na
              zawsze zostawiają bliznę), ale jesteśmy ze sobą w stałym kontakcie, interesuję
              się mną zawsze, zawsze ma dla mnie czas, zawsze mogę na niego liczyć. Wiem, że
              jestem ważna. A mój facet nawet o naszych wspólnych planach opowiada innym w
              liczbie pojedynczej. Raczej trudno w takich chwilach nie porównywać, to chyba
              umysł generuje automatycznie.
              • matko74 Re: Samotność w związku 13.10.05, 16:51
                ...no to sobie usłałaś wygodny układ. Mąż w domu, który nie zna tych tajemnic,
                które zna przyjaciel, przyjaciel nie od sexu, bo nie jest pociągający
                fizycznie. Kurna, Tobie się role poodwracały dziewczyno, ale jest to
                oryginalne, przyznaję. Jak zatem zdefiniujesz rolę swojego męża w tym wszystkim?

                natalia.krk napisała:

                > Przyjaciela? Tak, na swój sposób tak. Ale go nie pragnę. Czasem nawet myślę,
                że
                > kocham go za to, że jest jedyną osobą na ziemi, która nigdy nie sprawiła mi
                > żadnej przykrości, że to od niego usłyszałam słowa, których próżno czekam w
                tym
                > zwiazku, jak sądzę. Nawet, kiedy zwiazałam się z moim obecnym mężczyzną, mój
                > przyjaciel nie zostawił mnie na długo (jakiś miesiąc w ogóle się nie
                > kontaktowaliśmy ze sobą na Jego prośbę), było to dla niego ciężkie (jakby na
                to
                > nie spojrzeć, zadałam mu, nie chcąc, bardzo bolesny cios, jeden z tych, co na
                > zawsze zostawiają bliznę), ale jesteśmy ze sobą w stałym kontakcie, interesuję
                > się mną zawsze, zawsze ma dla mnie czas, zawsze mogę na niego liczyć. Wiem, że
                > jestem ważna. A mój facet nawet o naszych wspólnych planach opowiada innym w
                > liczbie pojedynczej. Raczej trudno w takich chwilach nie porównywać, to chyba
                > umysł generuje automatycznie.
      • loppe Re: Samotność w związku 13.10.05, 15:05
        Niewykluczone, że związki z takim - jak piszesz - pełnym "echem" - fantastyczne
        w fazie I - stosunkowo szybko się wypełniają. Wiedzieć co on/ona odpowie, co
        myśli - jest porywającym doświadczeniem w fazie I, ale tak lata całe wiedzieć...
        • margarita17 Re: Samotność w związku 13.10.05, 15:08
          i kolejny dowód na to, że każdy jest inny i nie ma reguł :-)
    • morbius1 to typowy mąż najpóźniej dwa lata po ślubie :-) 13.10.05, 15:13
      • loppe Re: to typowy mąż najpóźniej dwa lata po ślubie : 13.10.05, 15:16
        Tak. A może Natalia nie nazywa go mężem chociaż nim jest, ale...
        • natalia.krk Re: to typowy mąż najpóźniej dwa lata po ślubie : 13.10.05, 15:46
          Jak się z kimś mieszka, to po pewnym czasie, nawet, jak ktoś nie był twoim
          echem, i tak często wiesz, co odpowie :-). Ale do ad remu. Poza tym, co
          napisałam powyżej w tych kilku wypowiedziach, nieco może rozrywających sens
          ogólny, jest tak, że w zasadzie nie mam zobwiazań prawnych, finansowych, etc.,
          ale okłamywałabym siebie pisząc, że nie czuję odpowiedzialności moralnej,
          zobowiązań sentymentalnych i tego, ze być może zanadto idealizuję osobę mojego
          przyjaciela i to, co się miedzy nami działo i jak, po ludzku i z prosta mówiąc,
          super się wtedy czułam. Biorę pod uwagę też to, o czym pisze loppe, że może w
          drugiej fazie związku, już by tego nie było.
          A czy z waszych doświadczeń wynika, że tak właśnie się dzieje, gdy już się
          trochę ze sobą jest? Bo może szukam dziury w całym.
          • matko74 Re: to typowy mąż najpóźniej dwa lata po ślubie : 13.10.05, 16:54
            wychodzi jednak na to, że szukasz dziury w całym, ale tak już jest, że z
            wielości istnień zebrałabyś tę jedną pożądaną w pełni osobę...realia są jednak
            bardziej skomplikowane


            natalia.krk napisała:

            > Jak się z kimś mieszka, to po pewnym czasie, nawet, jak ktoś nie był twoim
            > echem, i tak często wiesz, co odpowie :-). Ale do ad remu. Poza tym, co
            > napisałam powyżej w tych kilku wypowiedziach, nieco może rozrywających sens
            > ogólny, jest tak, że w zasadzie nie mam zobwiazań prawnych, finansowych, etc.,
            > ale okłamywałabym siebie pisząc, że nie czuję odpowiedzialności moralnej,
            > zobowiązań sentymentalnych i tego, ze być może zanadto idealizuję osobę mojego
            > przyjaciela i to, co się miedzy nami działo i jak, po ludzku i z prosta
            mówiąc,
            > super się wtedy czułam. Biorę pod uwagę też to, o czym pisze loppe, że może w
            > drugiej fazie związku, już by tego nie było.
            > A czy z waszych doświadczeń wynika, że tak właśnie się dzieje, gdy już się
            > trochę ze sobą jest? Bo może szukam dziury w całym.
    • anais_nin666 Re: Samotność w związku 13.10.05, 17:58
      Myślę, że dopóki bywasz samotna w związku to nie jest źle, bo to się zdarza
      najlepszym parom, ale jeśli samotnośc to stan permanentny to warto przemysleć
      czy tego faktu nie zmienić. W Twoim przypadku, szczęsliwym przypadku, to po
      prostu znalezienie kogoś kto będzie potrafił dać Ci to czego szukasz. NIe masz
      zobowiązań, jesteś młoda. Wszystko przed Tobą.
      Wiązać na stale nalezy sie z kimś kto rokuje, ze bedzie Wam razem dobrze. W
      przyszlosci te rokowania czesto okazuja sie i tak na wyrost - niestety. U Was
      jednak juz w zasadzie na poczatku wiadomo, ze bedzie tylko gorzej, po co wiec w
      to brnac?
      Inwestuj w swoje szczescie.
    • cariad Re: Samotność w związku 13.10.05, 23:32
      A co mam powiedziec ja? Mamy dziecko, kredyt, nieco ponad 30 lat na karku...
      wlasciwie, jak pokolenie naszych matek, polozylam lache na wlasne prywatne
      szczescie. Ale czy slusznie? Już nie dla mnie marzenia o tym, ze ktos
      zainteresuje się, czy jestem szczesliwa? Czy chce pogadac? Już nie dla mnie
      mysl, ze maz cieszy się, ze wracam do domu, nie dlatego, bo wreszcie zajme się
      dzieckiem, a on będzie mogl spokojnie popracowac? Czy kogos z was tez tak
      strasznie zycie i codziennosc zabija? Czy tak musi być??
    • rustia Re: Samotność w związku 14.10.05, 10:47
      Natalio, ja znam problem z drugiej strony i on
      strasznie boli. To mój mężczyzna ma właśnie taką przyjaciółkę jak twój
      przyjaciel dla ciebie. Niedawno odkryłam jak bliską (w sensie przyjaźni).
      Strasznie boli.
      Mówi jej dużo więcej niż mnie, ma dla niej tez więcej czułości i szczerości.
      Wiem, to może wynikać z faktu, że ona go nie potępi i że jej nie zrani mówiąc o
      róznych sprawach, bo one sa jednak poza nią. To z nią może
      przegadać całą noc, to ona jest ta bratnią duszą. I choć to miłość
      platoniczna, czuję że ona jest mu bliższa niż ja. I ja też czuję się samotna w
      związku, w sumie on zachowuje się podobnie jak twój partner, za mało czułości
      i obcowania ze sobą. Trudno wzbić się ponad codzienność. I jestem przerażona.
      Ja próbuję coś z tym zrobić, staram się być i czuła, i wyrozumiała, i chciaż
      sprawiać wrażenie osoby silnej i niezależnej, żeby nie czuł presji jak bardzo
      mi zalezy na naszej miłości. Ale czasem pękam, pytam czy jest szczęśliwy i czy
      na pewno chce ze mną być. On zapewnia że tak, a ja tak bardzo chcę wierzyć.
      Teraz wszystko się utrudniło, bo będziemy mieli dziecko. Boje się że on czuje
      że już nie może się wycofać, a ja chcę żebyśmy byli razem bo jesteśmy
      szczęśliwi a nie bo tak trzeba, bo jesteśmy dorośli i odpowiedzialni. A czuję
      że kocham za dwoje. Z seksem też różnie, już go nie pociągam, jest raczej
      bierny. Słabo to wygląda..
      • matko74 Re: Samotność w związku 14.10.05, 13:39
        rustia, doskonale Cię rozumiem i czasem próbuję wejść w skórę mojej byłej Pani,
        z którą przechodziłem niemalże kalkę tego, co napisałaś. Wierz mi, że obie
        strony szalenie przeżywają podobną historię, aczkolwiek każde z osobna i na
        swój sposób. I nie zawsze rozmowa przynosi efekt, bo niekiedy jest na nią zbyt
        późno, podobnie jak na podsycanie wzajemnej adoracji i atrakcyjności.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka