lesia27
28.12.05, 19:29
Mam 28 lat, jestem mężatką od lat 5, małżeństwo byłoby udane gdyby nie
sprawy łóżkowe, a raczej ich brak. Od jakiegoś czasu (dokładnie nie wiem ile,
bo na początku tym się za bardzo nie przejmowałam) seksu w naszym związku
zaczęło ubywać. Na początku mąż mówił, że to moja wina bo nie zachęcam go,
więc zaczęłam zachęcać bardziej wyraźnie, no to znowu za bardzo wyraźnie,
później nie było bo byłam zbyt wyzywająca, natrętna, niewyżyta itp. bywało ze
jak chciałam go pocałować namiętnie (mój mąż lubi buziaki "bezpieczne" jak u
cioci na imieninach) bo byłam niehigieniczna, niesmaczna itp. Powoli zaczęło
mnie to bardzo, bardzo irytować, frustrować. Próbowałam różnych metod,
powstrzymywałam się, byłam zalotna i słodka, mówiłam o tym dużo lub wcale,
wałkowałam ten temat z nim w sposób bardzo delikatny i bardzo ostro (ze
łzami, groźbami itp.) oczywiście nic. Moją frustrację pogłębia fakt że
chciałabym mieć dziecko (on też chce), podjęliśmy decyzje jakiś rok temu, ale
jak mogę zajść w ciąże jak kochamy się 1,2,czasami 3 razy w miesiącu. Co mam
zrobić, rozkładam ręce. A może napisz jeszcze jakie są jego tłumaczenia, po
pierwsze i najważniejsze to że po pracy jest zmęczony (praca 8 godz. średnio
męcząca), bo nie byliśmy na urlopie od 2 lat (ja też nie byłam), bo przeżył w
tym roku chorobę matki (ale wszystko jest juz OK), że nie jest maszyną, że ma
inne potrzeby; no i ciągle obiecanki że za miesiąc, że jak coś tam, będzie
lepiej (teraz słyszę że po Nowym Roku). Pomóżcie, bo zaczynam mieć myśli żeby
skończyć ten związek, bo ile można czekać? Może ktoś był w podobnej sytuacji,
albo jest i chciałby pogadać?